teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 126693.11 km z czego 19325.95 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.18 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 9.28 km
  • 1.00 km terenu
  • czas 00:47
  • średnio 11.85 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Biblioteka i Park Procnera z Klu

Czwartek, 16 stycznia 2020 · dodano: 07.02.2020 | Komentarze 1

Najpierw myk do Biblioteki Fabrycznej (czyli dziecięcej w Żyrku), a potem do kolejnej biblioteki w Międzyborowie... jedziemy skrótem, kładką na Wierzbiance.



Tu się dowiedzieliśmy, że w tej bibliotece, w tym miejscu jesteśmy po raz ostatni. Otóż biblioteka czynna jest do końca tygodnia, a potem przerwa na miesiąc i przenosiny do nowego lokalu. Prawdę mówiąc, nowa lokalizacja trochę mniej nam pasuje, bo jest na drugim końcu Międzyborowa, a ta była od strony Żyrardowa (mieliśmy tu chyba taką samą odległość, jak do dziecięcej w Żyrku, jak jeszcze była na Mostowej), poza tym tam musimy się przebić przez tory i drogę wojewódzką... no i tutaj było nam po drodze na wydmy, idealnie na wycieczki najpierw do biblio, a potem na wydmy.




Gdy jechaliśmy, to Klu chciała się zatrzymać w sosenkach, obiecaliśmy jej że pobiega tu jak będziemy wracać, więc teraz postój w spontanicznym młodniku, który zarasta łąkę. Można się zgubić w tych sosenkach, toteż parę razy się pogubiliśmy.






No i Klu znalazła sobie drzewo do włażenia.




Potem jeszcze przeturlaliśmy się przez Park Procnera i tam mały postój przy jednej stacji ścieżki zdrowia, oraz na leśnym placu zabaw.

Przy okazji przypomniało mi się, że syn znajomych będąc w drugiej klasie dostał pałę bo nie nauczył się typów lasów (chodzi o iglaste, liściaste i mieszane), Klusce zdaje się już o tym podziale wspominaliśmy przy okazji któregoś pobytu w lesie, ale postanowiłem zapytać:
- Jaki to jest las.
- Sosnowy.
No i pozamiatane, rozbawiła nas tym trochę, dobrze że nie rzuciła "bór sosnowy suchy", bo byśmy się nie pozbierali ze śmiechu, postanowiłem jednak kontynuować.
- A jak inaczej go określisz, co tam jest to zielone na gałęziach?
- Iglasty.
No i bingo. Już miałem zapytać jakie zna inne typy lasów, ale Kluska mnie wyprzedziła.
- Są jeszcze lasy liściaste i mieszane.
No tak, przyrodę z klasy drugiej ma już zaliczoną.



A przy okazji, kim był ten Józef Procner? Pierwszym burmistrzem Żyrardowa (od 1916, gdy Niemcy w czasie I wojny nadali prawa miejskie). Zdjęcie grobu Procnera na cmentarzu w Żyrardowie.





A tak z innej beczki - książka Józefa Wilkonia, tak tego Wilkonia, który gościł na blogu jako autor "Arki", która stoi teraz w parku w Radziejowicach (można ją obejrzeć np. w tych wpisach bikestatsowych: maj 2018, czerwiec 2018). Wilkoń jest też ilustratorem książek, ale w tym przypadku jest autorem nie tylko ilustracji, ale i samej ksiązki.





A w taką grę ostatnio graliśmy - huannowi by się spodobało. Trzeba wyprowadzić skokami swoje garnki poza planszę i zamykając oczy zjeść zawartość i zgadnąć co w nim było (garnki napełniali przed grą inni gracze). Mieliśmy z nią sporo radości.









  • dystans 41.32 km
  • 8.00 km terenu
  • czas 02:46
  • średnio 14.93 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Początek sezonu rowerowego 2020

Środa, 1 stycznia 2020 · dodano: 01.01.2020 | Komentarze 8

Korzystając z małego ruchu na ulicach, postanowiłem pokręcić się trochę po mieście i porobić zdjęcia nowości, a potem skoczyć za miasto,  może do lasu. W sumie jakoś tak przypadkiem wyszła wycieczka wzdłuż Pisi... i słusznie, nad Pisię Gągoline zawsze warto.

Wczoraj lavinka przypomniała mi o nowym mostku na Pisi, zupełnie o nim zapomniałem, więc postanowiłem go sobie obejrzeć.



A oto mostek - lavinka nie zrobiła zdjęć, więc ja takowe wstawiam. Kładka w tym miejscu kiedyś była, ale kilka lat temu ją rozebrali parę lat temu (przez co ubył nam jeden skrót)i w tym roku wybudowali nową.





Tak w ogóle ten próg na Pisi, to pozostałości po dawnym młynie... być może te betony w krzakach, to też jakieś relikty po nim.



Jeden z dopływów Pisi, sądząc po wodowskazie, w najbliższych dniach na powódź się nie zanosi.




W minionym roku Żyrardów pozyskał dofinansowanie na różne tereny zielone, stąd też trwały intensywne prace w całym mieście na różnych skwerkach i pasach zieleni... na skwerkach uporządkowano zieleń, były nasadzenia różnego zielska i drzew, wytyczono alejki, poustawiano oświetlenie, sporo ławek itp. Teraz już spora część tego jest wreszcie gotowa, więc można sobie obejrzeć. Oczywiście w pełni można będzie ocenić jak się zazieleni, dziś tylko ogólny rzut okiem, zresztą nie odwiedzałem wszystkich skwerków, tylko kilka po drodze (na Pisią)

Tutaj teren tzw. Starego Parku.



Podjechałem na Bielnik zobaczyć jak tam lokomotywa, ostatnio jak byłem to kończyły się prace nad jej renowacją (zdjęcia lokomotywy z sierpnia 2019), ale nie były zrekonstruowane światełka z tyłu (tylko z przodu), nie zostały wymalowane oznaczenia boczne... sprawdziłem, czy te elementy zostały uzupełnione, ale nie.





Za to ciuchcia została owinięta światełkami. Nie jestem jakimś fanem iluminacji, ale trzeba by zobaczyć jak się prezentuje przy włączonych lampkach.



Poza tym na Bielniku przybyła jakaś knajpa... tylko jeśli będzie tak otwarta jak poprzednia, to nie wróżę jej powodzenia (z tamtą było tak, że jak ze dwa razy spotkania miejscowych geokeszów miały się tu odbyć, to odbijaliśmy się od zamkniętych na głucho drzwi i trzeba było szukać sobie innego lokalu).




Aha, w rejonie Bielnika i parku był kiedyś Młyn Szyszka.

Będąc obok parku, rzuciłem obiektywem na pałacyk, który nie jest już zasłonięty przez blachy i rusztowania... ale przez te nowe kolorki scyzoryk się w kieszeni otwiera.




Nowy żyrardowski mural, który upamiętnia strajk w 1981 (róg 1 Maja i Okrzei - tak na marginesie grób Stefana Okrzei w Wyszkowie odwiedziliśmy w zeszłym roku).  Mural jest już od września, ale chyba nie miałem okazji go wstawiać na bikestatsa (załączam więc także dla porównania fotkę wykonaną w słoneczny dzień).




Kolejny świeży skwerek między odnogami Pisi (z których jedna jest nazywana Starą Pisią).



Domek dla owadów.




Tu trafiam na pierwszą tablicę edukacyjną (tablica - powiększenie)



Przejeżdżam pod torami i kolejny teren zielony świeżo otwarty po wykonanych pracach, czyli otoczenie stawu św. Jana. w tym rejonie też był młyn.





Drzewo pożeracz barierek



Tutaj min, postawiono siłownię plenerową (druga z postawionych jest w Starym Parku).




I kolejna tablica (tablica-powiększenie)



Na stawie są pływające domki dla ptaków i platformy na gniazda.





Nowe (częściowo) nabrzeże.




Dalsza część skwerku, po drugiej stronie szosy.



I ostatnia z tablic (tablica-powiększenie), chyba że jest ich gdzieś tam więcej.



Obok jaz na Pisi. Stawidła otwarte, to da się przejść po tym progu i hop na półmostek, ale jak są zamknięte, to woda przelewa się tym progiem.




Prowizoryczny mostek na Pisi, obok ujścia do niej Okrzeszy.



Dalej jadę także cały czas wzdłuż Pisi, koło Zalewu Żyrardowskiego, Zalewu w Korytowie, aż docieram do lasu i tam robię sobie postój nad Pisią w pobliżu mostku.

Bobry nie próżnują.



Fotka ze skarpy, jak pojawią się liście, to takiego zdjęcia nie da się zrobić.



Jeszcze jadę do Zalewu Hamernia, a potem odbijam już na dobre od Pisi w las. Trochę się kręcę po lesie i wracam.





  • dystans 25.68 km
  • 1.10 km terenu
  • czas 01:25
  • średnio 18.13 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Biblioteczne zakończenie sezonu rowerowego 2019

Wtorek, 31 grudnia 2019 · dodano: 31.12.2019 | Komentarze 1

Dziś pogoda taka sobie - silny zachodni wiatr, przez większość dnia coś tam kropiło, za to niezbyt zimno od 4 do 6°C. Nie nastrajało to do jakiejś dalszej jazdy, znalazłem więc sobie niezbyt daleki cel - bibliotekę w Jaktorowie, bo wszystkie książki z niej wypożyczone przeczytaliśmy i pora wypożyczyć nowe.

Tradycyjnie kończę sezon rowerowy w ostatnim dniu roku. Widzę że już od stycznia 2012 sezon rowerowy zaczynam dokładnie 1 stycznia a kończę 31 grudnia... wcześniej często kończyłem np. 29 czy 30 grudnia, a zaczynałem też z początkiem stycznia (pierwszy mój wpis na bikestatsie, to 3 stycznia 2009), ale nie było to dokładnie w ostatnim i pierwszym dniu roku, ale od 2012 już tego pilnuję... a raz jak przejechałem 200km w Sylwestra, to się prawie na Sylwestra spóźniłem.


Do Jaktorowa jadę wersją trasy bardziej w terenie otwartym (wiatr w plecy), powrót trasą nieco bardziej osłoniętą od wiatru.

Przejazd przez Wydmy Międzyborowskie (to jest właśnie ten kilometr terenu):




Ładną wiosnę mamy tej zimy



Stokrotki... trochę nędzne, bo jednak przedostatniej nocy były przymrozki.



W tym roku byłem w Jaktorowie tak często jak w żadnym innym roku, już nawet miejscowi żule mówią mi "cześć". Przy okazji optymalnej opracowania trasy dojazdu do biblioteki, okazało się że do Jaktorowa jest znacznie bliżej niż mi się wydawało... ale to min. dlatego że przez ostatnie lata wyasfaltowało się sporo bocznych dróg, na innych wymieniono nawierzchnię i dojazd jest dużo lepszy (nie trzeba tłuc się gruntówami, objeżdżać hektar naokoło, czy rypać wojewódzką).



Moim ulubionym miejscem w Jaktorowie jest pomnik tura, więc i teraz zrobiłem sobie krótki (ze względu na aurę) postój. Z Kluską tradycyjnie robimy tu dłuższy postój.



No, ten rok minął nam zdecydowanie pod znakiem bibliotek... i to jeszcze bardziej niż 2018, w którym wypożyczyliśmy ok. 200 książek. W tym roku wypożyczyliśmy jakieś 600 książek, a Kluska była na trzecim miejscu najaktywniejszych czytelników bibliotek Jaktorów-Międzyborów (inne nie prowadziły takich statystyk). Sporo fajnych książek przeczytaliśmy, mógłbym tu zrobić jakieś zestawienie tych najciekawszych, ale to jednak sporo roboty i do Nowego Roku bym się nie wyrobił...


No to może małe podsumowanie biblioteczne roku:

Rok zaczęliśmy korzystając z czterech bibliotek żyrardowskich:
- Oddział dla dzieci i Młodzieży nr 1 (ul. Mostowa)
- Filia nr 2 (ul. Wittenberga)
- Filia nr 3 (ul. Moniuszki)
- Filia nr 6 (w Garbarni)

Problem tylko w tym, że zaczęły nam się kończyć książki do wypożyczenia... owszem w dziecięcej było sporo, ale mogliśmy wypożyczyć tylko 7 egzemplarzy naraz (a jak wypożyczyliśmy grę lub dwie to książek mogliśmy już tylko 5-6). Korzystaliśmy z innych filii, ale więcej książek dziecięcych było w filii nr 2, ale powoli zaczęły nam się tam kończyć. W filiach nr 3 i 6 było niewiele i szybko je wyczyściliśmy.


Stąd też pomysł, żeby zapisać się do biblioteki poza Żyrardowem i tak trafiliśmy do Międzyborowa, bo mieliśmy niewiele dalej niż na Mostową (na tej wycieczce). No, potem doceniliśmy ten pomysł, bo w innych bibliotekach mogliśmy wypożyczyć ksiązki, których u nas nie ma.




W kwietniu jedziemy do biblioteki w Radziejowicach (link do wycieczki)




Międzyborów to filia biblioteki w Jaktorowie, a skoro mieliśmy już kartę do niej, to pojechaliśmy i tam... ja już w lutym się rozejrzeć, ale z Kluską dopiero w kwietniu (o, ta wycieczka).




Również w kwietniu jedziemy do biblioteki w Żabiej Woli (wycieczka do Żabiej Woli). Tak naprawdę jedziemy po skrzynkę w bibliotece, ale skoro już tam byliśmy, to się zapisaliśmy i wypożyczyliśmy kilka książek.





W czerwcu zaś odwiedzamy Bibliotekę Fabryczną w Żyrardowie (ul. 1 Maja). Otóż biblioteka fabryczna (wtedy filia nr 6) została zamknięta do remontu w 2018 roku. Księgozbiór dla dorosłych został przeniesiony do nowej lokalizacji w tzw. Starej Garbarni i tam działa filia nr 6. Natomiast po zakończeniu remontu został  połączony księgozbiór oddziału dla dzieci i młodzieży nr 2 (który tu był przed remontem), oraz przeniesionej z Mostowej dziecięcej nr1. Tak powstała główna biblioteka dziecięca w Żyrardowie tzw. Biblioteka Fabryczna. (fotorelacja na bikestatsie)





W lipcu odwiedzamy bibliotekę we Mszczonowie (wycieczka)





Również w lipcu jedziemy do biblioteki w Baranowie, ale nie udaje się tam zapisać (szczegóły w wycieczce), na pocieszenie jedziemy więc do Jaktorowa i Międzyborowa.

We wrześniu jedziemy do Grodziska Mazowieckiego,  odwiedzamy filię nr 2 w Pawilonie Kultury (wycieczka)





Ja tu byłem już w lipcu, ale wtedy z Klu nie udało się tu dotrzeć... za to wypożyczyłem książkę, której ilustracje posłużyły do wymalowania jednego z murali w Grodzisku i zaopatrzeni w książkę ten mural odwiedziliśmy (wycieczka z muralami).



Do głównej biblioteki dziecięcej w Grodzisku (w Mediatece) z Kluską w tym roku nie udało się dotrzeć... ale ja tam byłem i co nieco wypożyczyłem. Ale w przyszłym roku z pewnością nadrobimy.




Na koniec i książkowo i rowerowo, czyli ilustracja z Martynki




  • dystans 4.64 km
  • czas 00:20
  • średnio 13.92 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Zuchowa wigilia (przepis na pamputle)

Piątek, 20 grudnia 2019 · dodano: 24.12.2019 | Komentarze 5

Jestem nieco w plecy z relacjami na bikestatsie, ale na święta wyjątkowo wrzucę coś sprzed kilku dni, czyli podwózka Klu na zuchową zbiórkę wigilijną.

Tak na marginesie, tydzień wcześniej Kluska zrobiła sobie dzień mundurowy i poszła do szkoły w pełnym mundurze. Jej nauczycielka ponoć zrobiła wielkie oczy ("no tak, Kluska znowu coś odwaliła"). Zresztą kiedyś ponoć częsty był zwyczaj "dnia mundurowego" w harcerstwie (nieliczne hufce nadal praktykują ten zwyczaj), na przykład u lavinki w szkole harcerze mogli przychodzić na apele w mundurze zamiast stroju galowego.

A to choinka w Dwójce (szkole, gdzie są zbiórki).



A oto Grażyna - czyli maskotka zuchowej gromady.



Na zbiórkę każdy zuch miał przynieść jakiś przysmak lub napój. My postanowiliśmy przynieść pamputle... moja babcia zawsze na Wigilię robiła pamputle (mniam!). Przy czym internet nie zna czegoś takiego jak pamputle... serio, ani jednego wyniku w polskim internecie (tylko parę w innych językach i w innym znaczeniu).

No dobra, nieco rzadziej mówiliśmy na to pampuchy... no, pampuchy internet już zna i są co najmniej dwa znaczenia. Jedno to kluski na parze (ale nie o to nam chodzi), a drugie to racuchy drożdżowe (i to jest właśnie to). Przepis umieszczam na dole, a poniżej fotki... swoją drogą, jak widziałem co tam dzieciaki poprzynosiły, to chętnie sam bym się na tę wigilię wkręcił.

pamputle pampuchy racuchy wigilijne
pampuchy wigilijne racuchy drożdżowe

Pamputle (vel Pampuchy vel Racuchy drożdżowe)

składniki:
- 3 szklanki* mąki
- 1,5 szklanki1 mleka
- 3 łyżki2 cukru
- 50g drożdży (świeżych, bo suszonych inna ilość)
- jajko, albo dwa
- szczypta soli (tylko nie szczypta kucharza/kucharki!)
- olej (do smażenia)
- cukier puder (do posypania)

Algorytm:
Zaczynamy od wkruszenia drożdży do ciepłego mleka... mleko niekoniecznie całe 1.5 szklani , chodzi o to żeby kubek lub inne naczynie nie było pełne, bo drożdże będą próbowały Wielkiej Ucieczki. Na podkop raczej nie będą miały czasu, więc będą próbowały zwiać górą. Jeśli drożdże będą marudzić, że są głodne lub nie lubią mleka, to można podsypać im łyżkę cukru i/lub mąki.

Po rozmieszaniu zostawiamy drożdże w spokoju na małe tête-à-tête (na szybki numerek i dochowanie się potomstwa wystarczy im jakieś kilkanaście minut), a my tymczasem przygotowujemy miskę i wsypujemy do niej mąkę, cukier, sól (mówiłem żeby mnie nie szczypać!), wbijamy jajko... jeśli jest mu smutno, możemy wbić drugie jajko dla towarzystwa.

Aaaalarm! Drożdże uciekają! Zanim przeskoczą przez krawędź kubka, szybko wlewamy zaczyn drożdżowy do miski, dolewamy resztę mleka i mieszamy. Ciasto rozrabiamy na jednolitą, homogeniczną (nie bójmy się tego słowa) masę. Miskę przykrywamy szmatką (czystą, nie od podłogi!) i zostawiamy na godzinę w ciepłym miejscu by drożdże spokojnie sobie trawiły. Zamykamy okna, bo od przeciągu drożdże mogą dostać kataru żołądka. W tym czasie chodzimy na paluszkach, nie tupiemy, nie krzyczymy, nie trzaskamy drzwiami, a tym bardziej nie trącamy miski, bo ciasto się przestraszy i klapnie... i tak trochę klapnie, gdy dźgniemy je na koniec łyżką, ale wtedy będzie miało powód, bo będziemy je wrzucać w gorący olej, ale póki co niech spokojnie rośnie.

Drożdże w tym czasie powinny dobrze przetrawić sprawę i dość do wniosku, że ucieczka im się nie opłaca z tej miski obfitości i zacząć konsumpcję zgromadzonego dobra, wypełniając michę po brzegi. No, jeśli przygotowaliście za małą miskę, to zrobi im się za ciasno i w końcu jednak spróbują dać nogę, nibynóżkę, czy co one tam mają. Tak więc micha ma być ze sporym zapasem.

Przygotowujemy patelnię, będziemy smażyć na tzw. głębokim oleju... w zależności od tego czy wasze drożdże potrafią pływać, taką głębokość oleju przygotowujemy. Robimy brodzik dla drożdży które potrafią pływać co najwyżej po warsiasku3, albo głęboki basen dla tych z kartą pływacką. Na koniec rozgrzewamy ten olej. 

Po godzinie ciasto jest takie puci-puci, dźgamy je łyżką małą lub dużą4 i porcjami nakładamy na patelnię z rozgrzanym olejem, smażymy z obu stron na złoty kolor5 i wyławiamy na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem... po takiej olejowej kąpieli pamputle są mokre i chcą się wytrzeć. Przekładamy je, by mogły się wytrzeć z obu stron, a na koniec posypujemy cukrem pudrem, dzięki czemu będą wyglądały jak posypane śniegiem (w ostatnich latach na Gwiazdkę ze śniegiem na nizinach krucho, więc niech będzie choć taki substytut). Jeśli posypujemy gorące i otłuszczone to śnieg stopnieje (zlukruje) i trzeba posypać jeszcze raz, gdy ostygną. No i co? No i gotowe!

Bon apetit... czy jakoś tak

P.S. Prawdopodobnie zaraz trzeba będzie przygotować drugą porcję ciasta, bo te z pierwszej na pewno znikną w zastraszającym tempie i nie doczekają wieczerzy wigilijnej... chyba że je smażycie kilka minut przed nią.


1) standardowa szklanka 250ml
2) standardowa łyżka do zupy ze standardową pojemnością misy zupnej (tzw. stołowa)
4) tyłkiem po piasku
3) w zależności jak duże pamputle chcemy zrobić
5) tak się tradycyjnie podaje we wszystkich przepisach ze smażeniem, więc nie będę się wyłamywał



Zobacz też przepisy na:
- Przepis na pamputle - kopia zapasowa na blogu pocztówkowym, gdyby tutaj ktoś zeżarł
- Placki i racuchy z kotkami... nie, nie z tymi miauczącymi, tylko wiosennymi leszczynowymi
- Pączki... nie, nie te wiosenne na drzewach, tylko takie buły tłustoczwartkowe


  • dystans 16.55 km
  • 2.00 km terenu
  • czas 01:06
  • średnio 15.05 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Grudniowy wypad do szałasu

Środa, 18 grudnia 2019 · dodano: 18.01.2020 | Komentarze 2

Ostatni w tym roku wypad do szałasu. Ostatnio z Kluską bawiliśmy się szyframi harcerskimi (i innymi prostymi), poza tym już od paru lat bawimy się w podchody... tak więc dziś takie podchody z zadaniami szyfrowanymi.



Kluska wyposażona była w zeszyt, ołówek i księgę szyfrów. Na każdym punkcie czekała na nią karteczka z zaszyfrowanym zadaniem, np:
- zrób trzy pajacyki
- wymień trzy gatunki drzew
- znajdź w leksykonie przyrody polskiej wiąz i przeczytaj jego opis (leksykon był razem z karteczką)

Oprócz tego była informacja o tym jak jest ukryta następna karteczka (otwartym tekstem), a obok strzałka w którym kierunku dalej iść i szukać.








To już końcówka... ufff.






Poza tym przywieźliśmy ze sobą znaki drogowe, które kiedyś robiliśmy i porozstawialiśmy w okolicy szałasu.





A to gromada zuchowa zwierzaczków, której Kluska jest drużynowa. Dziś zuchy miały biwak.



A potem ruszyły na wycieczkę - fotka pamiątkowa w ogródku mchowo-grzybowym.



I jeszcze z drużynową.



Przy dziurawym pniaku




I z pasztetem!




A tu w domu, zuchy miały plener malarski.





  • dystans 3.86 km
  • 1.00 km terenu
  • czas 00:18
  • średnio 12.87 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Mikołajki w Parku Procnera

Piątek, 6 grudnia 2019 · dodano: 14.01.2020 | Komentarze 2

Korzystając z pojawienia się w pobliżu skrzynki mikołajkowej, robimy mały wypad do Parku Procnera. Jest chłodnawo, w nocy był przymrozek, więc mimo że wypad krótki, zaopatrujemy się w termos z gorącą herbatą.



Po drodze ścieżka zdrowia, więc nie można jej ominąć... a potem dziwić się, że z wf-u ma same szóstki.




No i szukamy skrzynki, hmmm ta choinka wygląda podejrzanie.





Pierwsi przy skrzynce, nasz wpis w logbooku - q-bkowy.



To była wersja wstępna, w domu rozwinęliśmy ją do pełnego komiksu (powiększenie po kliknięciu w fotkę).



Na placu zabaw dostawili sporo ławek... widać wzięli sobie do serca to co ktoś napisał na jednej z trzech wcześniej postawionych ławek.




Wracamy, jestem pod ciężkim ostrzałem z okrętu lavinko-kluskowego.



Do abordażu!




  • dystans 2.51 km
  • czas 00:10
  • średnio 15.06 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Na Festiwal Harcerski

Niedziela, 1 grudnia 2019 · dodano: 07.01.2020 | Komentarze 5

Jakieś dwa tygodnie wcześniej dowiedzieliśmy się że jest festiwal harcerski i zuchy dostały tekst piosenki, który będą wykonywać zespołowo. Po zbiórce Kluska dała nam kartki z tekstem i oznajmiła jeszcze:
- Drużynowa pytała się, kto chce śpiewać solo, więc się zgłosiłam - po czy ciszej spytała - mama, a co to znaczy solo?
- To znaczy, że będziesz sama śpiewała.
- Hurrraa!!!

No tak, ale jeszcze mieliśmy za zadanie wybrać jakąś fajną piosenkę harcerską lub turystyczną... coś wesołego, a najlepiej śmiesznego, bo takie Kluska najlepiej lubi, problem w tym że piosenki turystyczne są często bardzo ładne, ale zazwyczaj trochę smętne. Wyciągnąłem moje śpiewniki i przeglądając je, trafiłem w jednym na "Wiosenną Pieśń Radości" Władka Sikory. No przecież, rzeczywiście sobie przypomniałem, że słyszałem kiedyś tę piosenkę w wykonaniu ogniskowych, rzeczywiście niektóre piosenki kabaretowe trafiają do repertuaru turystyczno-ogniskowego.  A Kluska jako fanka Kabaretu Potem bardzo lubi tę piosenkę, nawet z miesiąc wcześniej jak jechaliśmy rowerami to Klu zagaiła:
- Prawda, że za kilka miesięcy będzie wiosna? - była akurat środek jesieni - Bo ja znam piosenkę o wiośnie, ale tylko refren.
Po czy właśnie zaśpiewała refren "Wiosennej Pieśni Radości", a ja jeszcze przypomniałem sobie kilka strzępów zwrotek i tak sobie śpiewaliśmy.

A więc świetnie, tę piosenkę Klu zaśpiewa na festiwalu, a przy okazji się jej nauczy. Poza tym przy okazji wyciągnięcia śpiewników, postanowiliśmy założyć kluskowy śpiewnik.


A oto festiwal - pełna nazwa brzmiała XLII Festiwal Piosenki Harcerskiej, Patriotycznej, Żeglarskiej i Turystycznej... po występie Kluski chyba trzeba będzie też dodać na końcu "i Kabaretowej", zresztą może początkowo Był o Festiwal Piosenki Harcerskiej i właśnie w ten sposób nazwa się wydłużała?

Tak się prezentowała Kluska solo (niektóre fotki z fanpage'a miasta).




A tak cała gromada zuchowa jako zespół śpiewająca piosenkę "Zielony mundur".



Ostatecznie Kluska zajęła drugie miejsce wśród solistów, a gromada trzecie miejsce wśród zespołów młodszych... generalnie kluskowa gromada zdominowała festiwal 15 wykonawców - 7 było od nich (4 solistów i 3 zespoły).



Jeszcze parę fotek salki w Resursie.









  • dystans 16.82 km
  • 2.00 km terenu
  • czas 01:06
  • średnio 15.29 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wagary w szałasie

Czwartek, 28 listopada 2019 · dodano: 05.01.2020 | Komentarze 3

Ładną wiosnę mamy tej jesieni... no to jak tu nie skorzystać z okazji i nie wyskoczyć do lasu, skoro nawet barwinek na grządce u sąsiadki kwitnie.



Ale jeże chyba już poszły spać, bo żadnego nie spotkaliśmy.



Kluski też nie śpią, tylko śpiewają po drodze... ćwiczy piosenkę na festiwal, przy okazji założyliśmy jej śpiewnik, więc jak jej się znudziło, to śpiewała inne piosenki.



Owca też nie śpi, za to wyrósł jej ciepły sweterek na zimę.




Ale w lesie nieco łyso




Szałasowy wieszak na piłkę i kota.



Gramy w gumę



Zrobiliśmy też bujawkę.



Owca też chciała, żeby ją pobujać.



Kiedyś podobną zabawę zafundowano nam na ześrodkowaniu rajdu studenckiego... generalnie każdy zespół miał przejść przez coś takiego, nie dotykając linek, przy czym przez każdy "otwór" mogła przejść tylko jedna osoba. Co lżejsze osoby przenosiło się przez górne otwory (wtedy już ktoś musiał być po drugiej stronie, by taką osobę "odebrać").

Tutaj zaplecione na szybko i niezbyt profesjonalne, ale też jakoś ściśle nie przestrzegaliśmy zasad niedotykania linek itp. Grunt, że była dobra zabawa.









Biedronka nieźle się zamaskowała... gdyby jeszcze kropki na grzybku były większe i bielsze, to byśmy jej chyba nie zauważyli.





Na zakończenie takie coś





  • dystans 38.77 km
  • 8.00 km terenu
  • czas 02:19
  • średnio 16.74 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Po bibliotekach

Środa, 27 listopada 2019 · dodano: 03.01.2020 | Komentarze 0

Myk do Radziejowic i Mszczonowa, po drodze zjechałem w las i o dziwo trafiłem na niewielkie kanie... ostatecznie takich nadających się do zbioru były dwie albo trzy, ale zawsze to na jeden raz na patelnię na pożegnanie kaniowych kotletów były.






  • dystans 16.55 km
  • 1.50 km terenu
  • czas 01:02
  • średnio 16.02 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Aaaa, już jest wiosna (szałasowanie)

Niedziela, 17 listopada 2019 · dodano: 30.12.2019 | Komentarze 3

Tytuł stąd, że za dwa tygodnie Kluska ma wystąpić na festiwalu harcerskim i stanęło że będzie śpiewać "Wiosenną Pieśń Radości" Władka Sikory (Kabaret Potem). No to po drodze się jej uczymy i śpiewamy.



No i proszę, jest wiosna! Do połowy pola, bo od połowy już jesień.



Jakieś żurawie, czy co? Jeśli jest jesień, to odlatują, jeśli wiosna to przylatują, a jeśli coś pomiędzy? To zimują.




Witajcie dobrzy ludzie w moim szałasie! Szałasowanie zaczynamy oczywiście od jedzenia.



Zdobywamy kolejne pniaczki.





Drzewo! (znaczy Kluska udaje drzewo i przez to nie możemy jej znaleźć, bo tu tylko jakieś drzewa...)



Sznurek nam się trochę splątał



Ale jakoś udało się go rozplątać i rozpiąć między drzewami.



A na pierwszym planie ogródek grzybowy.



Takie cuś w rodzaju pajęczyny




I znów ogródek grzybowy




Pora podlać mchy w naszym ogródku.



A teraz pora coś wszamać



Przybieżeli do stołówki harcerze
I pytają: "Gdzie są nasze talerze?"

Chałwa na wysokości
Chałwa na wysokości
A pasztet na stole...



Jeszcze trzeba kota wyprowadzić na spacer i można wracać do domu.