teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 126693.11 km z czego 19325.95 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.18 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 8.86 km
  • czas 00:44
  • średnio 12.08 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Warsztaty komiksu w deszczu

Piątek, 21 lutego 2020 · dodano: 22.02.2020 | Komentarze 1

Dzisiaj deszczowo, więc tylko do biblioteki na trzeci, ostatni dzień warsztatów komiksowych.

Dzieciaki na warsztatach robiły komiks o przygodach misia Alfreda (bibliotecznej maskotki), który wyruszył w świat. Klusce bardzo się podobało, bo sama od dawna rysuje komiksy (o czytaniu nawet nie wspominając), teraz na przykład rysuje komiks o Bidoniku na Dzikim Zachodzie (tata rysuje komiks, którego bohaterem jest Q-BEK, to ona ma BIDONIQ).




Kluska należała do zespołu niebieskiego, który miał do dyspozycji oprócz czarnego kolor niebieski i przygotowali komiks o misiu na Grenlandii (na przykład zieloni rysowali przygodę w Amazonii). Kluska była odpowiedzialna za rysowanie lisiczki, piesków, lotniska z samolotem... no i oczywiście część śnieżynek, czy chmurek.

Poniżej ów komiks, powiększenia po kliknięciu w fotki.







  • dystans 8.86 km
  • czas 00:40
  • średnio 13.29 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu nad Żabie Oczko

Czwartek, 20 lutego 2020 · dodano: 21.02.2020 | Komentarze 7

Dziś do parku, a tam łowienie muszelek. Korzystamy z tego, że jest niższy poziom wody w Żabim Oczku i można zejść "na plażę".



- Ta jest daleko, daj mi patyk bo sama nie dosięgniesz.
- Dosięgnę.
- No widzisz że nie dosięgniesz.
- Dosięgnę!
- Dobra, potrzymam cię, bo może i dosięgniesz, ale wpadniesz do wody.



Nasze połowy. Piórko jest kalifem Harunem Arachidem, a któraś z sąsiednich muszelek wielkim wezyrem Iznogudem, który chce zostać kalifem w miejsce kalifa.

Głównie żyworodki, parę zatoczków rogowych, mała błotniarka (ale chyba się nie załapała na zdjęcie), jakieś małże (chyba skójki).



W kanałku i  stawie w parku też woda częściowo spuszczona.



Na brzegu sporo szczeżui, niektóre zamknięte, niektóre uchylone i rozkładające się bo śmierdzały... trochę tych zamkniętych powrzucałem z powrotem do wody, bo może jeszcze żyły.



Trochę szczeżui było w tych otworach w betonowej obudowie kanałku.




Tutaj na brzegu można było znaleźć żyworodki, błotniarka stawowa, szczeżuje.



Kluska na Zielonej Wyspie (Greenland).



Spotkaliśmy też zwierzaki z Industrialnej Zagrody na spacerze. Ale nie wszystkie, nie było na przykład wielbłądów.








  • dystans 12.75 km
  • czas 01:00
  • średnio 12.75 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu na sosenkową łąkę

Środa, 19 lutego 2020 · dodano: 19.02.2020 | Komentarze 0

Rano z Kluską na warsztaty komiksowe w bibliotece, a potem korzystając z ładnej pogody, mały wypad w teren.

Nad Pisią, Kluska znalazła relikty młynu, albo zabudowań młyńskich, oraz deskę (którą koniecznie musieliśmy zabrać ze sobą)




Mostek na Pisi



A potem gruntówą wzdłuż Pisi na łąkę... łąka dosyć sucha (trawy, mchy), pewnie na piochach, a na niej sosenki samosiejki.




Bieg do tamtej sosenki i z powrotem.




Przy jechaliśmy tu min. po to, żeby umieścić skrzynkę mobilną w terenie. Skrzynkę choinkową, którą należy chować w choinkach.



Hmmm, no to na której choince wieszamy?



Gry i zabawy - skakanka, frisbee, ringo...



Kluska zorganizowała dwie kępy trawy, żeby koniecznie posadzić w domu.



No i drzewo do włażenia też się znalazło.



Jemioła... która zresztą zaczyna kwitnąć.




Mchy



Porosty





Pożegnalna fotka z resztkami słońca, bo już na horyzoncie zbierały się pełne chmury.





  • dystans 34.71 km
  • 5.00 km terenu
  • czas 02:24
  • średnio 14.46 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wiosennie nad stawy

Poniedziałek, 17 lutego 2020 · dodano: 18.02.2020 | Komentarze 2

Plan na dziś jest prosty - przed południem jedziemy mniej więcej z silnym wiatrem w plecy. Łazimy po stawach, powrót pod wiatr, ale gdy wiatr już zelżeje.

Po drodze trafiamy na kwitnący podbiał pospolity (normalnie wiosna pełną gębą, zwłaszcza że dzień wcześniej znaleźliśmy kwitnącą złoć i śledziennicę).




A do tego cytrynki (wiem, na zdjęciu mało co widać, no cóż taki aparacik... ale możecie mi uywieżyć na słowo, że te żółte rozmazane plamy to cytrynki).



lavinka poluje z aparatem na cytrynki



Innymi oznakami wiosny są kotki - topolowe



wierzbowe




olchowe



i leszczynowe (ale te były już ponad tydzień temu)



Pogoda na początku przyjemna, ciepło, ptaszki ćwierkają, wieje ale w plecy.



Przekraczamy Pisię Tuczną (wiadomo, z dedykacją).



I dojeżdżamy na stawy pod Kraśniczą Wolą (Uroczysko Rozłogi - tutaj info). Załączam mapki - pierwsza z tablicy informacyjnej , druga to mapa topograficzna (powiększenia obu po kliknięciu w fotki). Co ciekawe nazwy stawów z mapy topo są zupełnie inne niż używane obecnie nazwy na tablicach, okazuje się bowiem że są nazwy wymyślone przez członków Towarzystwa Przyrodniczego Bocian, o nadawaniu nazw w tym wątku na forum. A oto stawy:

- Rozłogi I, czasem na mapach Rozłogi Pierwsze, tutaj  Błotniak
- Rozłogi II (Rozłogi Drugie) - Gęgawa
- Wielki III* - Żuraw, Bąk (i może Leśny)
- Mały IV - Rzekotka
- Duży V - Zapomniany

* - na mapie jest co prawda I, ale wydaje się że powinno być III




Na tablicach jest zdjęcie z lotu pata, widać że jakiś czas temu było więcej wody niż obecnie



Zaczynam od stawu Rozłogi I / Gęgawa.Te białe kropki to łabędzie.




lavinka na mnichu (tak się nazywa ten spust wody, na którym stoi).



Idziemy północnym skrajem stawu







lavinka wraca z wyspy, o ile w zachodniej części stawu jest woda, to wschodnia jest w większości sucha, z wyjątkiem cieku zasilającego staw.




Tutaj najwięcej wody, więc tutaj spotkaliśmy najwięcej ptactwa.  Zbliżenia ptaków dosyć słabe, bo mój aparacik się do tego nie nadaje, a lavinka zapomniała teleobiektywu.



Łabędzie, której już były na wcześniejszych zdjęciach



Gęsi






Żurawie




Taki schemat z jednej  z tablic (powiększenie po kliknięciu w fotkę).



Mostek, a za nim z lewej staw Rozłogi II / Błotniak. Kompletnie suchy.




Przemieszczamy się w kierunku kolejnych stawów, a przy nich płuczka.



Staw Wielki, a konkretnie jego część nazwana Bąk. To drugi staw częściowo z wodą.




Ale po bokach jest sucho... obchodzimy ten staw groblą dookoła.




Wysepka.




O, to chyba purchawica olbrzymia, grzyb jadalny (ale jak jest młody).



Grobla przez Staw Wielki, z lewej Bąk, a z prawej Żuraw.



W Stawie Żuraw na początku jest trochę wody, ale dalej już raczej sucho.



Natomiast Staw Mały / Rzekotka też jest kompletnie suchy.



Staw Leśny, to w ogóle teraz nie staw, tylko zagajnik w zagłębieniu.



A to Staw Duży / Zapomniany, również suchy jak pieprz (a przynajmniej jak wanilia).




Ogródek mchowy na mnichu.



Kanał obok stawu



Rzeczka/kanał między stawami.



No i to tyle, powrót rzeczywiście pod osłabły wiatr, przeszkadzał ale nie aż tak bardzo.

A teraz muszelki ze stawów. Dziś przegląd muszelek z Uroczyska Rozłogi, muszelki z innych miejsc w poprzednich wpisach:
- znad Wisły
- z glinianek pod Wiskitkami




Zatoczek rogowy



Zatoczki patchworkowe



Poniżej też raczej zatoczki, ale te mniejsze... jako że jest ich parę gatunków, nie pokuszę się o dokładną identyfikację tych maleństw, grupuję poniżej podobne muszelki które wydają mi się osobnymi gatunkami, ale też nie gwarantuję że na przykład w jednej grupie nie będzie kilku gatunków.

Grupa pierwsza, muszelki z jednej strony nieco spłaszczone, na 3 i4 zdjęciu widać jakby ostrą krawędź .






Te zatoczki są bardzo cienkie i też z jednej strony lekko spłaszczone.





Kolejne zatoczki równie cienkie, ale nie spłaszczone, poza tym wolniej się rozszerzają.




Kolejne trzy muszelki to od lewej:
- muszelka mniej więcej pokroju żyworodki, tylko malutka
- zatoczek nieco inny niż powyższe (z tych nieco grubszych, ale nie spłaszczony)
- mały zatoczek rogowy





Żyworodki




Błotniarka stawowa



Aczkolwiek tych małych nie jestem stuprocentowo pewien, że błotniarki... z jednej strony wydaje mi się że są mniej ostre, z drugiej strony może to jest tylko wrażenie. Roboczo zaliczam do błotniarek ze znakiem zapytania.



To tyle jeśli chodzi o ślimaki (z lądowych, na groblach dużo muszelek wstężyków)

Na koniec małże... małżyki w zasadzie, małżątka z rodziny Sphaeriidae (czyli kulkówkowate ew. groszkówkowate).





  • dystans 19.46 km
  • 4.80 km terenu
  • czas 01:20
  • średnio 14.60 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Kwiatkowycieczka nad Pisię (wiosna!)

Niedziela, 16 lutego 2020 · dodano: 16.02.2020 | Komentarze 2

Dzisiaj było ciepło i słonecznie, ale wietrznie. Toteż tylko krótka wycieczka nad Pisię Gągolinę.

Po drodze krótki stopik nad Zalewem Żyrardowskim, a konkretnie wbiliśmy się w zakrzaczoną, niezagospodarowaną, ale ogrodzoną część zalewu... obecnie w ogrodzeniu są dziury (od dawna) i porobiły się ścieżki, więc postanowiliśmy rzucić okiem na głaz narzutowy (czy w ogóle jeszcze tu jest).




Bobry bardzo aktywne.



A potem już na miejsce docelowe, czyli nad Pisię w Lesie Radziejewskim. Tutaj jak zwykle bardzo przyjemnie.




To jest tradycyjny rejon kwiatkowycieczek, nad Pisią zawsze jest najwięcej kwiatków (ilościowo, jak i gatunkowo). I dziś przyuważyliśmy pierwszy leśny kwiatek! Tak, oto tegoroczna złoć żółta, tak w połowie lutego!



Pączki śledziennicy skrętolistnej.



A tu śledziennica już nieśmiało zaczyna rozkwitać.



Kotki leszczynowe też są nad Pisią (ale te są już były na blogu tydzień temu).




Aaaa! Ośmiornica! A nie... fałszywy alarm, to tylko stado kotków.



No, pokrzywy też już kiełkują.



A grzyby... ho, ho! W zasadzie już można ruszać na grzybobranie!






Nawet wyrosły mi na elemencie maskującym skrzynki... ciekawe czy to te od ryzomorfów, które usuwałem jesienią.



I jeszcze jakaś grzybnia



Purchawka jeszcze zeszłoroczna, tylko czeka żeby w nią wdepnąć.



Mch, mch.



Stonoga w mchowej dżungli




Muszelko z Pisi Gągoliny, żyworodki i jakiś małż (chyba skójka, ale może i szczeżuja).




I jeszcze takie małżyki z rodziny Sphaeriidae  (czyli  kulkówkowate ew. groszkówkowate).



Kolejny postój nad Pisią, tym razem nad Bobrzym Jeziorkiem.





Zatoczek z Bobrzego Jeziorka.




A na zakończenie jeszcze opowieść o trylobicie Ziutku.





  • dystans 14.81 km
  • 4.50 km terenu
  • czas 01:14
  • średnio 12.01 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Słonecznie nad Pisię

Niedziela, 9 lutego 2020 · dodano: 16.02.2020 | Komentarze 2

Krótka wycieczka nad Pisię Gągolinę... ot, żeby skorzystać ze słoneczka, bo w taką pogodę żal choćby na trochę nie wyskoczyć w teren. Fotka z odbudowanego mostku przy ulicy Młyńskiej.



Latem Pisia w tym rejonie jest strasznie zahaszczona.



Kolejny "mostek"



Grzybki, a jakże



Wiosna za pasem




Cirrus na niebie, pogoda się zje... zepsuje.

Na chmurach słabo się znam, więc choć wydaje mi się, że na co najmniej jednym zdjęciu co najmniej jeden cirrus jest... to głowy za to nie daję.





Tablica na dębie przy torach... przedostatnio jak tu byłem, to tablica (identyczna) była pęknięta, ostatnio tablicy w ogóle nie było, a ostatnio pomyślałem że warto tu zajrzeć i okazało się że miałem dobre przeczucie.




Impuls znienacka zza ekranów.



EuroSprinter E189-155 (ew. ES64F4-155) produkcji Siemensa, lokomotywa leasingowana przez różnych przewoźników (tutaj informacje na ten temat), co ciekawe w 2010 dokładnie ta lokomotywa była jedną z pięciu leasingowanych przez PKP Intercity.



Jaz za torami i za stawem św. Jana... statnio jak tu byłem, to stawidła były podniesone, woda spuszczona i po tym progu dało się przejść do mostku.




Małże w piasku poniżej jazu, na tej fotce ze trzy, jak będzie ciepło to można z Kluską tu przyjechać na połowy (oczywiście z wypuszczeniem zaraz z powrotem).



Szczeżuja (jaka, nie podejmuję się uściślić).




To tyle w terenie, a w domu mamy taką aparaturę... nie, to nie jest to co myślicie. Drożdże pracują w buteleczce obok i pompują balonik. Ta aparatura służy do puszczania bąbelków.



Tutaj mamy skorupki jajka zalane octem. Węglan wapnia ze skorupek reaguje z kwasem octowym, powstaje octan wapnia (rozpuszczony w wodzie), woda i dwutlenek węgla.



Nadmiar dwutlenku węgla przechodzi przez rurkę, formuje bąbelek i robi bul. Bul bul.






  • dystans 42.89 km
  • 7.00 km terenu
  • czas 02:36
  • średnio 16.50 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Do Folwarku Chawłowo 4

Sobota, 8 lutego 2020 · dodano: 13.02.2020 | Komentarze 3

Dziś pojechałem po skrzynkę mobilną, a że przejeżdżałem w pobliżu folwarku Chawłowo, to nie mogłem tam nie wstąpić... na szczęście błoto na drodze dojazdowej do brany skrzepło i tylko można było sobie zęby wybić o krawędź koleiny, ale już nie utonąć. Niestety na drodze do skrzynki było trochę błota, bo droga bardziej uczęszczana.

Jeśli chodzi o tytuł, to nie każdą wycieczkę z wizytą w folwarku tak tytułuję i numeruję... raczej gdy coś istotnie nowego tu się pojawi, a dziś mi to pasowało, bo pojawił się mech na bramie! Linkuję do poprzednich wpisów, gdzie można zobaczyć fotki z poprzednich lat, a także archiwalne notki prasowe o Sztekkerze, znanym przedwojennym zapaśniku, który był właścicielem folwarku:
Do Folwarku Chawłowo 1 (2013)
Do Folwarku Chawłowo 2 (2016)
Do Folwarku Chawłowo 3 (2016)

A oto i brama folwarku (obok postawiony w 2016 głaz upamiętniający Teodora Sztekkera).



Brama została w 2016 odkrzaczona i niestety oczyszczona z mchu, który malowniczo ją porastał. Bardzo nam było żal tego mchu, ale mech już odrasta!






Osiem świerków, które w 2015 zostały ustanowione pomnikami przyrody i nazwane Mistrzowskimi Świerkami.




Tabliczki, którymi zostały oznaczone świerki, są dosyć nietrwałe... zwłaszcza jak na polskie warunki, u nas sprawdziłaby się płyta żelbetowa. Jedna tabliczka już zniszczona - połamana i rzucona w krzaki, skąd ją wyciągnąłem i ułożyłem pod świerkiem (przynajmniej jeszcze chwilę posłuży).



Drugi świerk



i pozostałe sześć.




W temacie mchu - omszałe fundamenty jednego z budynków.




Omszała cegła



Omszały konar



Omszałe... coś



Omszałe pniaki




Omszałe... znaczy obudzone tramwaje (kowale bezskrzydłe).



Galasy



Jedziemy dalej, zielono tak... wiosennie.




Kotki leszczynowe

(Edit: zobacz też przepis na placki z kotkami leszczyny)




Zalew wężyk, a raczej jego górny, zarastający skraj



I tu też się zieleni



Jest i grzybek - czarka austriacka (najprawdopodobniej, ewentualnie czarka szkarłatna).




Są i muszelki wstężyków, o tej porze roku już wyblakłe, ale można stwiedzić że są i żółte i różowe, jeden chyba brązowy, a jeden jakby marmurkowy... chyba warto tu przyjechać na wstężyki w sezonie.



Są też winniczki



Tu nieźle widać, że winniczki też mają paski, tylko nie takie wyraźne jak u wstężyków



Ze ślimaków wodnych - zatoczki



Dziś krótko o muszelkach, jak kto jest bardziej nimi zainteresowany, to zapraszam do poprzednich wpisów z inwentaryzacją muszelek z:
- glinianek pod Wiskitkami
- łach wiślanych

Mech już kwitnie... znaczy wyrastają sporofity



Środkowa część zalewu




Tu też kwitnie leszczyna



A już myślałem, ze tej zimy nie będzie na blogu mrozowych różności. Niedużo ich i niezbyt spektakularne, ale zawsze coś.








Taka ławeczka w Adamowie Parcel, teks na desce: "Gdy masz przed sobą jeszcze szmat drogi, siadaj by mogły odpocząć nogi", po drodze minąłem wcześniej dwie, początkowo nie zwróciłem na nie uwagi, bo na pierwszej desce była chyba jeszcze nazwa firmy, która je zrobiła. Dopiero przy drugiej zorientowałem że jest tam także  jakaś złota myśl... i chyba inna niż na tej trzecie.







  • dystans 16.09 km
  • 2.50 km terenu
  • czas 01:06
  • średnio 14.63 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Muszelki z glinianek pod Wiskitkami

Piątek, 7 lutego 2020 · dodano: 11.02.2020 | Komentarze 7

Korzystając ze słonecznej pogody, szybki wypad na glinianki pod Wiskitkami. Wiosną zebraliśmy tam z Kluską trochę muszelek wstężyków, ostatnio znalazłem ciekawą wzmiankę o wstężykach, więc postanowiłem zobaczyć znajdę jeszcze jakieś muszelki. A o co chodzi napisze niżej przy zdjęciach wstężyków.






W nocy był lekki mróz




A o dzieło wiatru, nie mrozu.



Nasz ulubiony cypelek na gliniankach



Gniazda w trzcinach




Grzybki



Zanim przejdę do wstężyków, najpierw zajmę się małżami i ślimakami wodnymi. Linkuję też do wpisu, w którym zrobiłem inwentaryzację muszelek znad Wisły, oraz ze stawów w Kraśniczej Woli.

Szczeżuja wielka (Anodonta cygnea), konkretny gatunek poznałem po rozmiarze, ta znaleziona muszla miała 16cm długości, a takie rozmiary osiąga tylko szczeżuja wielka (duża jest też szczeżuja chińska - gatunek obcy, inwazyjny, ale ona jest bardziej okrągława, a ta jest zbyt podłużna na chinńską).





Z małży to tyle, przechodzę do ślimaków wodnych... słodkowodnych.

Błotniarka stawowa (Lymnaea stagnalis)




Wydaje że są to muszelki zatoczka rogowego (Planorbarius corneus), ale stuprocentowej pewności nie mam... może to jednak być jakiś inny zatoczek, albo nawet kilka różnych zatoczków.




Awers muszelek - widać, że są lewoskrętne w odróżnieniu od innych muszelek ślimaków z tego i poprzedniego wpisu.



Rewers



A to ciekawostka - w jednej z muszelek znalazłem takie coś... myślałem że to taka malusia muszelka, ale coś mnie tknęło i włożyłem do wody. Okazało się, że jest to żywy ślimaczek. To mi przypomina, że jak z Kluską hodowaliśmy kijanki, to przywożąc im świeże glony nabrało nam się kilka małych ślimaków (większego dorzuciliśmy specjalnie).

Jest to prawdopodobnie zatoczek wieloskrętny (Anisus calculiformis), ta kropeczka na prawo od środka to serduszko, przez przezroczystą muszelkę można obserwować jak bije. Ten ślimaczek jest malutki, ma raptem 6mm.



A teraz przechodzę do ślimaków lądowych, a konkretnie jednych z najczęściej występujących, czyli wstężyków. W Polsce występują trzy gatunki - wstężyk gajowy (Cepaea nemoralis), ogrodowy (Cepaea hortensis) i austriacki (Cepaea vindobonensis). Nas interesują te dwa pierwsze (zresztą w. austriacki występuje raczej bardziej na południu).

Otóż a wstężyka gajowego i ogrodowego występują trzy podstawowe barwy muszli - żółta, różowa i brązowa. Jakby było tego mało, dodatkowo mogą występować paski - od zera do pięciu, ponadto kilka pasków może się czasem zlewać w jeden gruby. Trafiłem ostatnio na wzmiankę o liczeniu wstężyków, a konkretnie jakie wzory muszli (kolor+paski) występują w różnych populacjach - link. Muszę się dowiedzieć, czy projekt jest jeszcze kontynuowany, ale nawet jeśli nie, to chętnie dokonamy zliczenia jakiejś populacji po prostu dla siebie.


Ponieważ jednak jeszcze nie sezon na ślimaki, to pojechałem na glinianki obejrzeć muszelki. No cóż, po zimie muszelki były takie sobie (wiosną nazbieraliśmy ładniejsze, takie świeże), ale zawsze można było rzucić okiem co tam mamy. Otóż były Y00000, Y00300, oraz Y12345 (Y - yellow, numerki oznaczają który pasek licząc od góry występuje, zero oznacza brak paska, tez z 3 to pasek środkowy, a 12345 - z pięcioma paskami).





A teraz przechodzę do muszelek zebranych w zeszłym roku (wstężyki w większości chyba właśnie z tych glinianek).

Tutaj nasze plastelinowe ślimaczki, te z rogami to są ślimaki-jednorożce. Dodam że winniczek to daleki krewny wstężyków, należy bowiem do tej samej rodziny co one.



Tutaj też mamy głównie Y12345, a także Y00000... tyle że dodatkowo P00000 (P - pink).





Tutaj jak odróżnić wstężyka ogrodowego od gajowego. Otóż dorosły ślimak ma tzw. wargę, czyli zgrubiały i wywinięty brzeg muszli przy otworze. Jeśli warga jest biała, to wstężyk jest ogrodowy, jeśli brązowa to gajowy (gajowe ponadto są zwykle nieco większe i liczniejsze).

Ponadto widać tutaj i powyżej, że jednemu wstężykowi gajowemu zlały się dwa dolne paski, oznaczmy to nawiasem Y123(45).



A tu widać, że coś się stało ślimakowi (jakieś uszkodzenie muszli, czy coś) i w pewnym momencie jest taka jakby łata na muszli bez pasków, a potem znów się pojawiają paski, choć z początku jaśniejsze.



Na koniec jeszcze jedna ciekawostka - wstawiam zdjęcie z zeszłego roku (z tego wpisu, w nim jeszcze kilka fotek wstężyków), oto wstężyk z białym paskiem... doczytałem się, że rzeczywiście występują nie tylko brązowe paski, ale też białe, jednak są one bardzo rzadkie. Natomiast ta miejscówka była świetna, takie zatrzęsienie wstężyków, że głowa mała... dosłownie całymi kiściami rosły na drzewach! Trzeba tam obowiązkowo pojechać na liczenie.





  • dystans 4.65 km
  • czas 00:20
  • średnio 13.95 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu do biblioteki po remoncie

Poniedziałek, 3 lutego 2020 · dodano: 10.02.2020 | Komentarze 2

Zacznę od dowcipu, który z Kluską ostatnio wymyśliliśmy. Otóż mamy piłeczkę-globus, znaczy taką z konturami kontynentów.
- To nie jest planeta Ziemia. To jest planeta Ziemniak, bo ma kształt...
- Kartofla!

Po szkole wybieramy się do biblioteki do parku (asystować lavince w reaktywacji skrzynki, która zginęła, oraz umieścić w ternie skrzynkę mobilną). Niestety jak to zwykle po szkole, Kluska była strasznie marudna, twierdziła nie chce nigdzie jechać, ale zaraz dodawała że nudzi jej się, ale jechać nie ma ochoty i chce wracać do domu...ze szkoły zawsze taka wychodzi i ciężko ją gdziekolwiek wyciągnąć.

Marudzącą zapakowaliśmy na fotelik, daliśmy bułkę w garść i pojechaliśmy, na szczęście po drodze mieliśmy okazję obejrzeć straż pożarną wyjeżdżającą na sygnale i jakoś doturlaliśmy się do parku (zresztą daleko nie było). A w parku już super - umieszczenie skrzynek w terenie, włażenie na drzewa, karmienie kaczek, Kluska zaraz też znalazła sobie jakiś patyk.



Do biblioteki dotarliśmy już w dobrych humorach. Filia nr 2 przy Wittenberga była w remoncie od listopada i dziś została otwarta, z tego właśnie powodu tu podjechaliśmy, zobaczyć jak teraz wygląda, no i oczywiście coś wypożyczyć.






Zaułek do chowania się.



Ciężko wyjść z biblioteki, bo półka z książkami przyciąga i trzeba jeszcze je pooglądać.




A jeśli chodzi o naukę w domu, to przerabiamy budowę atomu. lavinka wyciągnęła książkę, z której ona się uczyła, nieco już przestarzała*, ale ma fajne, przemawiające do wyobraźni obrazki. Przy czym jeśli chodzi o cząstki, to kwarków jeszcze nie wprowadzamy.



Dzieciaki w klasie nie mają takiej prawdziwej tablicy z kredą, tylko białą z pisakami i tablicę interaktywną... toteż w domu uzupełniamy edukację tradycyjnymi metodami.



Nauka nie poszła w las, taki bowiem rysunek zobaczyliśmy na okładce jednego z zeszytów*, okazało się że tłumaczyła w koleżance budowę atomu.



*) - daliśmy jej brudnopis żeby miała nieograniczone miejsce na bazgroły, ale nadal rysuje po okładkach


  • dystans 8.88 km
  • czas 00:51
  • średnio 10.45 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu nad staw i Pisię (i muszelki)

Wtorek, 21 stycznia 2020 · dodano: 09.02.2020 | Komentarze 2

Korzystając ze słonecznej pogody, wybraliśmy się na wagary nad staw Ruda (o ile nie pomyliłem nazw) vel staw św. Jana. Dawniej tutaj był młyn, obecnie jaz, za którym Pisia Gągolina się rozdwaja i płynie dwoma korytami (jedna z odnóg to tzw. Stara Pisia). Potem jeszcze zerknęliśmy na skwerek za torami między Pisią, a Starą pisią. Ostatnio miasto je uporządkowało i przebudowało korzystając z dofinansowania na tereny zielone (mini inwenatryzację co większych skwerków i parczków przeprowadziłem w Nowy Rok).

Ogólnie jest jest tu teraz bardzo przyjemnie, choć brakuje jakichś placów zabaw, czy czegoś dedykowanego dzieciom.



Może nie tyle wagary, co nasza Leśna Szkoła (choć dziś zajęcia bardziej parkowe, niż leśne)/

Zaczynamy od lekcji biologii



Potem przyszła pora na w-f.




A teraz... muzyka. Na tych dechach fajnie można było wystukać melodię. Stukaliśmy i zgadywaliśmy co stukający miał na myśli.





Zdjęcie klasowe



Jak byłem tu ostatni, to były trzy takie domki i trzy platformy... myślałem że tak specjalnie, że platformy są do założenia gniazd, ale okazało się że nie. Dziś był tylko jeden domek, pozostałe ktoś ukradł, tiaaa....




Po przejściu na skwerek za torami, dalszy ciąg lekcji biologii, a potem powrót do domu, bo lavinka zmarzła.



Do tej pory nie było za bardzo czasu na inwentaryzację muszelek nazbieranych jesienią nad Wisłą, co niniejszym nadrabiam. Jak widać część już zdążyliśmy pomalować.




A tu przerobiliśmy na pamiątki, gdy bawiliśmy się w pocztę - robiliśmy pocztówki, znaczki, oraz właśnie te pamiątki (wszystkie muszelki są z Wisły, podpisy są na potrzeby zabawy).



Zaczynamy przegląd, najpierw małże.

Racicznica zmienna (Dreissena polymorpha), po angielsku nazywa się małż zebra  -  tych muszelek było najwięcej na łachach wiślanych. Racicznica jest gatunkiem obcym, ale jest notowana u nas od 200 lat... no może nie tak do końca obcym, bo występowała przed zlodowaceniami, przetrwała w rejonie Morza Czarnego i Kaspijskiego, a teraz do nas wróciła (tutaj mapki z występowaniem). Z pozytywnego wpływu na środowisko warto wymienić filtrowanie wody, gdy występuje masowo, potrafi przefiltrować całą wodę w zbiorniku w dosyć krótkim czasie (w niektórych jeziorach mazurskich może tego dokonać w kilka-kilkanaście dni). Aha, jest rozdzielnopłciowa



Muszelki racicznicy przywiozłem kiedyś Klusce znad Narwi.



Corbicula fluminea (i/lub fluminalis), kolejny gatunek, z tym że po raz pierwszy stwierdzona w 2003 w Odrze, obecnie znane są stanowiska w Odrze i Wiśle, przy czym (mapki - fluminea, fluminalis), oraz druga strona z mapką C. fluminea). Nie jest pewne, czy są to dwa różne gatunki, czy tylko odmiany... w każdym razie tworzą one hybrydy. Osobniki tego małża mogą być zarówno obojnacze, jak i rozdzielnopłciowe.



Skójki, wydaje mi się że są to skójki malarskie (Unio pictorum), ewentualnie zaostrzone (Unio tumidus), albo jedne i drugie. Malarskie zawdzięczają  swoją nazwę temu, że ponoć ich muszle służyły malarzom jako pojemniczki do rozrabiania farb.



A to są małże z rodziny Sphaeriidae (kulkówkowate), jednak nie podejmuję się na razie identyfikacji, który dokładnie gatunek. Podejrzewam, że któraś gałeczka. Ponieważ były białe bez zewnętrznej ciemnej warstwy, to w większości poszły do malowania (ale dużo ich nie mieliśmy).



Przechodzimy do ślimaków.

Żyworodka, może to być żyworodka pospolita (Viviparus contectus), albo żyworodka rzeczna (Viviparus viviparus), ewentualnie obie. Żyworodkę można poznać po trzech paskach na muszli, jednak nie na wszystkich egzemplarzach są one jeszcze widoczne, więc może się zdarzyć że przyplątała się muszelka innego ślimaka o podobnym kształcie. Żyworodki są rozdzielnopłciowe i jajożyworodne.



A to nie wiem, wydaje mi się że jak na błotniarkę stawową jest za mało zaostrzona, może inna błotniarka albo rozdętka, czy zawijka?



Te wyglądają na jakieś zatoczki.



Muszelki służą nam nie tylko do malowania i przyklejania, ale też do eksperymentów chemicznych. Tutaj rozpuszczamy muszelkę w occie, to znaczy kwas octowy reaguje z węglanem wapnia i powstają octan wapnia, dwutlenek węgla, woda.



A tu przypadkiem wyhodowaliśmy kryształki octanu wapnia - na próbę zalałem muszelkę octem, by sprawdzić jak reaguje, po czym zostawiłem na parapecie. Octu nie było dużo, więc cały kwas octowy przereagował (została jeszcze muszelka), a po kilku dniach, gdy woda częściowo odparowała, zaczęły wykwitać kryształy.




Dziś na tyle o muszelkach, zobacz też muszelki z:
- glinianek pod Wiskitkami
- stawów w Kraśniczej Woli