teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 108781.00 km z czego 15566.35 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 16.91 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009
Profile for meteor2017

Pocztówki zza miedzy

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2018

Dystans całkowity:481.22 km (w terenie 27.50 km; 5.71%)
Czas w ruchu:29:57
Średnia prędkość:16.07 km/h
Maksymalna prędkość:45.90 km/h
Liczba aktywności:20
Średnio na aktywność:24.06 km i 1h 29m
Więcej statystyk
  • dystans 4.17 km
  • czas 00:17
  • średnio 14.72 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Z Klu na dworzec

Wtorek, 29 maja 2018 · dodano: 07.06.2018 | Komentarze 0



  • dystans 2.86 km
  • czas 00:12
  • średnio 14.30 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Do przedszkola na dzień mamy i taty

Poniedziałek, 28 maja 2018 · dodano: 07.06.2018 | Komentarze 0



  • dystans 4.13 km
  • czas 00:16
  • średnio 15.49 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Po Klu na dworzec

Niedziela, 27 maja 2018 · dodano: 07.06.2018 | Komentarze 0



  • dystans 9.78 km
  • czas 00:42
  • średnio 13.97 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Po mieście z lav

Niedziela, 27 maja 2018 · dodano: 07.06.2018 | Komentarze 0



  • dystans 4.09 km
  • czas 00:16
  • średnio 15.34 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Z Klu na dworzec

Piątek, 25 maja 2018 · dodano: 07.06.2018 | Komentarze 0



  • dystans 39.26 km
  • 0.50 km terenu
  • czas 02:30
  • średnio 15.70 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

po mieście x5

Czwartek, 24 maja 2018 · dodano: 07.06.2018 | Komentarze 0

Krasopani poziomkówka (Callimorpha dominula)

przeczytaj o motylu na stronach:
- Insektarium
- Wikipedia
- Medianauka
- Lepidoptera.eu
- LepiWiki








kwiecień 2023







obok wylinka









  • dystans 4.05 km
  • czas 00:16
  • średnio 15.19 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Po Klu na dworzec

Niedziela, 20 maja 2018 · dodano: 07.06.2018 | Komentarze 0



  • dystans 33.66 km
  • 5.00 km terenu
  • czas 02:04
  • średnio 16.29 km/h
  • rekord 36.30 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Arka osiadła w Radziejowicach

Niedziela, 20 maja 2018 · dodano: 31.05.2018 | Komentarze 3

Ufff, za gorąco... to znaczy akurat w tamtą niedzielę nie było takiego skwaru jak teraz, dało się w ogóle wyjechać z domu i nie usmażyć. ale dla nas i tak już było za gorąco. My mamy inny zakres tolerancji termicznej niż większość ludzi, w parku w Radziejowicach ludzie sobie siadali na słoneczku, a my kryliśmy się w cieniu (gdzie było nawet przyjemnie, to jeszcze nie był ten etap, że nawet w cieniu jest za gorąco). Tak więc tylko krótka rundka po okolicy.

Ale do rzeczy, zapowiadali dużą falę, więc postanowiliśmy zaciągnąć się na Arkę. Po drodze stwierdziliśmy, że coś nam tu nie gra, bo Pisia nie była wezbrana, a wręcz przeciwnie - zanotowała chyba najniższy stan w tym roku... jeszcze trochę i wyschnie.



Na miejscu też się okazało, że Arka stoi na trawniczku zamiast w porcie, bo poziom wody w zbiorniku wodnym opadł i linia brzegowa się odsunęła.



Na miejscu spotkaliśmy żonę Noego*, która powiedziała że dostali błędny komunikat meteo (z powodu zakłóceń na łączach) i chodziło o zbliżającą się wielką falę, owszem... ale upałów. Kapitana nie zastaliśmy, bo ponoć się udał osobiście rozmówić z szefem.


*) od niechcenia zadałem lavince pytanie "jak miała na imię żona Noego"... jak potem się okazało, to było bardzo dobre pytanie, w sam raz na maturę z religii



A jeśli chodzi o Arkę autorstwa Józefa Wilkonia, która od paru lat stoi w tym miejscu, to właśnie ona była pretekstem do tej wycieczki, dowiedzieliśmy się bowiem że zwierzęta zostały odnowione. O faktycznie, praktycznie jak nowe.

Arka powstała w 2006 roku i była prezentowana na wystawie w Zachęcie... lavinka która ją tam widziała, twierdzi że tu jej znacznie lepiej niż w jakiejś salce, gdzie była wciśnięta w kąt.



Dla porównania zjęcie lavinki z 2010 roku (tutaj wpis na jej blogu), Arka niedługo* po postawieniu w Radziejowicach.

*) nie wiem w którym dokładnie roku tu trafiła, ale wydaje się że jakoś tak w 2007 lub 2008.



A tak wyglądała późną jesienią 2016 roku - na zimę zyskuje ochronny daszek, poza tym zwierzęta już były mocno zużyte, wyleniałe i jakieś takie smętne.



Wiosna 2017 - wycieczka z Kluską, brakowało części zwierzaków, wtedy myśleliśmy że zostały skradzione, a chyba poszły do renowacji.



I jeszcze parę fotek z 2018







Zielona maczuga Herkulesa




Inne rzeźby w parku




Konwalijka dwulistna w lesie


Kategoria mazowieckie


  • dystans 119.52 km
  • 8.10 km terenu
  • czas 06:55
  • średnio 17.28 km/h
  • rekord 45.90 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Podrawska pętelka

Sobota, 19 maja 2018 · dodano: 26.05.2018 | Komentarze 4

Zapowiadała się niemal idealna pogoda na rower - bez deszczu, niezbyt ciepło. I faktycznie tak było - przez większość dnia pochmurno, gdy Słońce zaczynało wyglądać spomiędzy chmur, robiło się znacznie cieplej, ale na szczęście skwaru nie było... sytuację dodatkowo ratował chłodny wiatr.

No to w drogę - Przystanek Esterka (który kiedyś już był na blogu pocztówkowym i tam więcej zdjęć)



Jako że przystanek nie ma ławki, postój robimy pod  schowaną gdzieś za nim w krzakach wiatką.



Rejon za Jeruzalem obfituje w akacje przy drogach, normalnie można nie zwrócić na to uwagi, ale teraz gdy kwitły nie sposób tego faktu przeoczyć.




Zabudowania wojskowe przy poligonie Raducz (tak w ogóle na ogrodzeniu jest zakaz robienia zdjęć).



Rawkę przekraczamy pod Nowym Dworem



Jeden z pobocznych mostków chyba przeszedł gruntowny remont, bo pamiętam go, że był trochę rozpadający się. Na wewno zyskał nową nawierzchnię - stare podkłady kolejowe.



Pomnik Marii Grzegorzewskiej w Wołuczy




Dwór w Rossosze... chociaż niewiele go widać.



Tablica ogłoszeń w... eee, chyba Janolinie.





Przystanek gimbusów Wilkowice w Starej Wsi, widać korzysta z tradycji umieszczania stacji i dworców w sąsiednich miejscowościach.



Wysokienice - tutaj jest nowy kościół, ale warto się zatrzymać i zajść na dziedziniec kościelny, bo tam jest makieta starego kościółka.





Drewniany kościół został przeniesiony w 2006 roku do skansenu w Maurzycach, więc wstawiam jego fotkę z niegdysiejszej wizyty tamże.



Ale wracając do Wysokienic, pozostałości po cmentarzu przykościelnym.




Z pięknie obrośniętym bluszczem i winobluszczem pomnikiem go upamiętniającym




Od kościoła daleko nie odjechaliśmy, bo znów musieliśmy zrobić fotostop.



Rycerz taki trochę drewniany, można powiedzieć nawet że sztywny... stoi sobie tutaj na Szlaku Grunwaldzkim (jeden, w Samicach stoi na przykład dwóch - foto). Wysokienice są wymienione w Kronice Długosza przy opisie marszu na Grunwald... co prawda nie było tu takich dramatycznych wydarzeń jak w Samicach, ot wojsko stanęło obozem na noc.   Poniżej odpowiedni fragment (wg wydania z 1869, nowsze tłumaczenie tego fragmentu z łaciny można znaleźć np. tu)

We Czwartek po święcie Ś. Jana Chrzciciela, od południa, ruszył Władysław król Polski z całą siłą zgromadzonych wojsk do Wolborza. Poczem pierwszym obozem stanąwszy w Lubochni, w Piątek przybył do Wysokinic, a w Sobotę do Rudni żelaznej biskupiej i wielkiego stawu zwanego Sejmice, gdzie piorun uderzywszy zabił kilka koni i jednego człowieka, a drugiego śmiertelnie poraził; misę zaś gotowanemi rybami napełnioną, w namiocie rycerza Dobka z Oleśnicy, z której u stołu jadła drużyna, strawił ze szczętem, nikomu jednak z siedzących przy stole nie szkodził.

I tu jeszcze jedna ciekawostka, wymieniona jest w okolicy rudnia żelazna biskupia, w nowszym tłumaczeniu arcybiskupia kopalnia rudy żelaznej... niewątpliwie chodzi o rudę darniową :-)




Tablica ze szlakiem (szlak - powiększenie)



Pomnik dziesięciolecia odzyskania niepodległości... zastanawia dolna tabliczka, nie wiedziałem że godłem Polski jest korona.



Widoczki na okoliczne farmy wiatrowe.




Kapliczka w Soszycach po remoncie...  Figura odmalowana, ciekawe są te łuski którymi jest postać pokryta, wodnik jakiś czy co?




Pora na zjazd z powrotem w dolinę Rawki. A póki co mały postój w cieniu.



Przecinamy kolejkę rogowską



Kościół w Boguszycach. Tutaj ze dwa razy mieliśmy pecha, bo odbiliśmy się od zamkniętej furtki, ale dzisiaj udało się wejść na dziedzinie i obejrzeć kościół z bliska.





Teren bardzo zadbany, na dziedzińcu sporo, wymurowanych z kamienia polnego klombików, do tego jeszcze doniczki z kwiatkami poustawiane na pieńkach.




Nagrobek Ignacego Marcellego Kolumny de Wale Walewskiego, b. Podprefekta P-tu Gostyńskiego i Rawskiego, Radzcy Województwa Mazowieckiego. Dziedzica Dóbr Wale, Chociwek, Podkonic wielkich, małych i Rawskich*, Zglinny Wielkiej i Małej, Prandocina, Bogusławek, Boguszyc, Zawada.** urodził się w Walach d. 16 Stycznia 1779 † 25 Lipca 1851

*) - obecnie Podkonice Duże, Małe i Miejskie
**) - wszystkie wsie na południowych i zachodnich obrzeżach Rawy, tylko Zglinna kawałek dalej (na północ od Wysokienic i Wilkowic)





Po drodze mieliśmy pod kołami sporo fatalnych dróg, ale pod Rawą ich jakość tak się poprawiła, że nawet drogowskazami ostrzegali ile dziurdziołów będzie na danej trasie... wcześniej też mogliby ostrzegać, ale cyfry by były trzycyfrowe co najmniej.



Meszek



No i wjeżdżamy do Rawy Mazowieckiej (jak sama nazwa wskazuje, jesteśmy w województwie łódzkim), w rejonie miasta spotykamy sporo rowerzystów, min. jak się później okazuje także z bikestatsa, a mianowice Goździka i Skowronki.

Najpierw, gwóźdź programu, czyli najważniejsza atrakcja do zwiedzenia



Oto i Tatar... niestety chyba jeszcze w stanie płynnym, wymagającym zagęszczenia.




Dziury w wodzie.



Te dziury to chyba część przetwórni, zasysają z okolicy wszystko co w tej wodzie mieszka i rośnie, a  po przemieleniu i odsączeniu/odparowaniu otrzymujemy tatar, paprykarz i pasztet mazowiecki.




Uwaga na wiewióry giganty



Jeszcze stoi



Park w remoncie




Kościół zresztą też... kiedyś widziałem wzmiankę o usunięciu pocisków, ale te dwa w dzwonnicy jeszcze są. Kiedyś na wystawie zzdjęć z remontu widziałem jeszcze trzeci, chyba z tyłu dzwonnicy (którego nie da się zobaczyć z ulicy), teraz obejrzeliśmy aktualną wystawę pod kościołem, ale tamtej fotki nie było, a nowych pocisków na zdjęciach nie było widać.





Czubek ratusza zza krzaków



Zamek, a właściwie jego ogryzek, a właściwie to nawet jego rekonstrukcja.



Lepiej nie podchodzić, bo na głowę... powiedzmy że srak może naptać.



Tak niby wyglądał ten zamek (powiększenie)



No i pora wracać, jedźmy szybciej, bo się ściemnia.


  • dystans 4.18 km
  • czas 00:17
  • średnio 14.75 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu na dworzec

Piątek, 18 maja 2018 · dodano: 23.05.2018 | Komentarze 0

Z racji tego, że Kluska nam wyrasta nam z dotychczasowego fotelika rowerowego i jest na granicy jego nośności, to lavinka nabyła nowy dla cięższych dzieci (zdaje się, że do 35kg). W porównaniu z poprzednim jest taki minimalistyczny - w zasadzie tylko siedzenie i małe (ale solidne) oparcie... gdyby nie ono to Klu by jeździła prawie jak inne dzieciaki "po żyrardowsku", czyli na kocyku na bagażniku. No dobra, są jeszcze rozkładane podpórki na nogi i osłonki przy nich by nie włożyć nóg między szprychy. Przypięcie to tylko pasek przytrzymujący w pasie.

Faktycznie to już jest fotelik dla większych dzieci, które samodzielnie dobrze siedzą i nie potrzebują osłon ze wszystkich stron, oraz przypięcia wszystkiego czego się da. Łatwiej też dziecku samodzielnie do niego wsiąść (wspinając się na rower), bo nie ma z boku osłonek i podłokietników.

W zasadzie widzę tylko dwa felery tego rozwiązania - raz że trudniej przepiąć ten fotelik na inny rower (sam fotelik to nawet szybko się zdejmuje i zakłada, ale do tego dochodzi odkręcenie i przykręcenie dwóch podnóżków z osłonkami). Drugi, że nie da się tak prawie na stałe zamontować pelerynki i jeździć z nią na pustym foteliku "a nuż się przyda" (oraz z kaskiem zawiniętym w nią), w zasadzie trzeba ją wozić osobno i umieszczać na foteliku dopiero gdy wsiada Kluska.




Rękodzieło przedszkolne - chmurka deszczowa.



Czekając na pociąg graliśmy w karty... niby nic nowego, ale graliśmy w grę, którą niedawno Kluska samodzielnie wymyśliła.



- Ooo, ale mam duzo punktów!



Scerbulek w całej okazałości - ostatnio wypadły dwie górne jedynki (a wcześniej trzy zeby na dole).



Wtem! Zamiast Impulsa, które jeżdżą na naszej trasie wjechał Elf! Zdziwko, po raz pierwszy widzę tu Elfa (Flirty, które też tu nie jeżdżą widziałem też incydentalnie dwa razy). Elfy zasadniczo jeżdżą na trasie lotniskowej (Warszawa Lotnisko Chopina - Modlin), oraz z Warszawy do Działdowa lub Ciechanowa (też przez Modlin).




A teraz wracając do gry wymyślonej przez Kluskę - w zasadzie nie wymyśliła nazwy, więc ja ją nazywam Trzy Karty Kluski.

Najpierw z kupki bierzemy i kładziemy dwie karty - prawą zakrytą, lewą odkrytą. Po czym odkrywa się prawą i porównuje, jeśli pasują do siebie kolorem lub figurą, to zgarniamy obie karty i kolejka przechodzi do następnego gracza.



Jeśli zaś nie pasują, to zakrywamy prawą kartę i nad nią kładziemy trzecią, też zakrytą kartę. Odkrywamy trzecią kartę i porównujemy - znów jeśli pasują, to zbieramy te dwie (a ta zakryta trafia na kupkę kart zużytych) i kolej na następnego gracza.



Jeśli i tu nic nie pasowało, to teraz porównujemy dwie karty z prawej i tak samo jeśli pasują to zbieramy te dwie karty, a zakrytą odrzucamy na bok. Jeśli zaś żadna nie pasuje, to na kupkę kart odrzuconych trafiają wszystkie trzy karty.  Na tym koniec naszej tury i kolej na następnego gracza.



Prosta gra, całkowicie losowa. Na koniec podliczamy punkty z zebranych kart - najpierw Klu rzuciła pomysł, że punktami jest ilość kart, ale szybko zmieniła  na zliczanie ilości oczek - przy czym ustaliła że as = 1, a ja dodałem że walet,dama, król to kolejno 11, 12 i 13.



A to druga gra. W kółeczku układamy kolejno karty  - cztery jedynki, cztery dwójki i tak dalej. Odkryte, żeby każdy widział gdzie co jest, po czym zakrywamy. Następnie poza graczem którego kolej, wszyscy zamykają oczy, a gracz wybiera kartę z dowolnej kupki i kładzie pośrodku. Następna osoba musi odnaleźć właściwą kupkę i z niej dobrać kartę w tej samej kolorystyce (czarną lub czerwoną), podnieść nad głowę i pokazać innym graczom, o czym położyć na kupkę pośrodku. Teraz kolej na nią by wybrała kartę z jakijś kupki.

Początkowo jest bardzo łatwo, bo wiedząc gdzie jest as łatwo odliczyć w te i we wte... a Kluska jest na tym etapie liczenia i znajomości kat, że nie sprawia jej to większego kłopotu. Zabawa się zaczyna gdy część kupek się wyczerpie i trzeba pamiętać które karty się skończyły - zwłaszcza że Kluska na bieżąco ustawiała karty tak, by kupki były mniej więcej równomiernie rozmieszczone. I tu Kluska niemal natychmiast bez odliczania z pamięci wskazywała kupki, a my musieliśmy odliczać i to z różnym skutkiem.

Za pomyłki nie ma żadnych punktów karnych czy coś, po prostu sprawdza się do skutku, tak więc nie ma wygranych, przegranych, nie jest więc to raczej typowa gra, co raczej zabawa karciana.




Aha, wreszcie dokończyłem relację z weekendówki miesiąc temu:
- Za pociskami wzdłuż Narwi dzień 1
- Za pociskami wzdłuż Narwi dzień 2

.