teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 108781.00 km z czego 15566.35 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 16.91 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009
Profile for meteor2017

Pocztówki zza miedzy

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2014

Dystans całkowity:789.24 km (w terenie 70.10 km; 8.88%)
Czas w ruchu:45:11
Średnia prędkość:17.47 km/h
Maksymalna prędkość:41.70 km/h
Liczba aktywności:12
Średnio na aktywność:65.77 km i 3h 45m
Więcej statystyk
  • dystans 70.11 km
  • 5.00 km terenu
  • czas 04:53
  • średnio 14.36 km/h
  • rekord 34.70 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Nocny Rower #3: pod skrzydłami Bociana i Boeinga

Sobota, 26 lipca 2014 · dodano: 28.07.2014 | Komentarze 19

Na nocny rower pojechaliśmy nieco wcześniej niż zazwyczaj, bo też upał nie był aż taki nieznośny dzięki chmurom... ale jak chmury sobie poszły, to zaczęło się nagrzewać. Zaczęliśmy więc od bunkra w utrzymanego w gorących klimatach - Tobruk, o dziwo nie w piasku ale w prawdziwie tropikalnej dżungli (klimat się zmienia?)



Przemknęliśmy obok peronu 8 Warszawy Zachodniej... dawniej osobna stacja Warszawa Wola.




Dalej Odolanami do Włoch (a więc dlatego tak ciepło)... a oto do czego prowadzi zrobienie labiryntu na mało używanych bocznicach.






Tak dotarliśmu do wybudowanego kilka lat temu przystanku koljowego Aleje Jerozolimskie... obok istniejącego wcześniej przystanku WuKaDki. Niestety graffiti przy ławkach są coraz bardziej zasrayowane przez wandali, te bociany jeszce się jakoś trzymają, ale na kolejnych przystankach już niemal całkowicie zasrayowali...



Żeby podjąć, a potem odłożyć skrzynkę musieliśmy przeczekiwać ludzi... w sumie postój trwał prawie 30 minut, w międzyczasie coś tam wszamaliśmy, obfociliśmy bociany i pociągi - Elfy, EN57, a nawet radziecka Tamara (czyli TEM2 tudzież SM48). Perony i wiaty nagrzane, jest gorąco...





Jak odjeżdżaliśmy, akurat zachodziło słońce, a klimaty kolejowe powoli zamienialiśmy na lotnicze... Mercedes Benz, czy Boeing Bęc? Jako że w użyciu był pas startowy, którym samoloty wylatują nad Włochami (pewnie z powodu corocznego letniego remontu, zwykle startując przelatują nad Ursusem), był to już któryś z kolei samolot który nad nami leciał.




Ruszyliśmy na Gliniankę Fajansową... kilka lat się tu wybieraliśmy i co? Jak się wybraliśmy, to okazało się że niedawno ją zasypali i zostało w tym miejscu tylko kilka kałuż :-( Za to połazilismy sobie po krzakach wyższych od lavinki. Co prawda w krzakach jest nieco chłodniej niż na peronie, ale strasznie parno... chodziło się jak w tropikalnej dżungli, człowiek po chwili spływał potem.



W te okolice prowadziła bocznica kolejowa... ale ta cysterna i ciuchcia już stąd nie odjadą.





No dobra, ale miało już być bardziej lotniczo  a nie kolejowo... no to proszę - podstawa działa przeciwlotniczego (ponoć 75 mm Flak 97(f), ale trudno mi to zweryfikować czy w ogóle podać więcej szczegółow). A pikanterii temu miejscu dodawały latające nam nad głowami samoloty.




Ruszamy na Fort Okęcie, a tam takie oto znaki... myśleliśmy że może to jakaś ścieżka edukacyjna i oznaczenia prowadzące do pomnika ale nie, to parking lotniskowy, jak lecicie sobie samolotem to możecie tu zaparkować ;-) A obok fortu pomnik katarstrofy lotniczej, Tam robimy sobie pierwszą większą rozwałkę z kawą i kanapkami.




Samoloty latają nam nad głowami, bo jesteśmy dokładnie nad linią pasa... jak podjechaliśmy pod skrzynkę prawie na terenie lotniska tuż za końcem pasa, grupa spotterów z aparatami stała obok, co nieco nam utrudniało jej podjęcie... zwłaszcza jak jeden koleś do nas podszedł wysępić szluga i nie chciał uwierzyć że nie palimy.

A potem ruszyliśmy naokoło lotniska... w sumie zrobiliśmy półkole aż dotarliśmy na drugi koniec tego pasa.

- lavinka, stań pod tablicą.





Po drodze zahaczyliśmy o Fort Zbarż, ostatnio tu byliśmy w styczniu 2010 i trwała budowa szosy, tunelu kolejowego na lotnisko i diabli wiedzą czego jeszcze... okazało się że fort jest zalany jeszcze bardziej niż był, prawdopodobnie nasypy trasy itp zablokowały odpływ wód i spiętrzyły je jeszcze bardziej. Tutaj szukaliśmy trzech skrzynek, a na koniec zrobiliśmy sobie rozwałkę na trawie...

Ponieważ wracaliśmy tędy po 4-ej, to podjechaliśmy pod fort zrobić poranne zdjęcie. Poniżej dla porównania zdjęcia z 2010 (też byliśmy po nocy, więc zdjęcia tylko z bliska z fleszem).





Opuszczamy okolice lotniska i ruszamy nad torami na wschód... a tam znajdujemy skrzynkę w sweterku :-) Teraz co prawda są upały, ale w zimę z pewnością też jest jej ciepło.



Kręcimy się w okolicach toru wyścigów konnych Służewiec... co czuć ;-) Wbijamy się w Ursynów i oto jedna z przypadłości - asfaltowy chodnik i kostkowa śmieszka, zaś lavinka pokazuje jak się w takim miejscu jeździ.



Podjeżdżamy do skrzynki "Kolej Grójecka"... dla nas jako założycieli skrzynek na tej linii (ale bliżej Grójca), jest to punkt obowiązkowy. Okazuje się że jest to jedna z serii Ursynowska Ścieżka Edukacyjna (info). W środku znajdujemy zdjęcie (lepsza jakość tutaj a tu link z drugą fotką) i wspomnienie.




Ale samej skrzynki początkowo w ogóle nie mogliśmy znaleźć, w międzyczasie udało nam się nawet namierzyć tabliczkę uliczki Bocianiej (!)



Jedziemy dalej i jest kolejna skrzynka z tej serii - Czerwoniak, który niestety otynkowali (foto historyczne tutaj). A potem Lew... skrzynki niestety  nie znaleźliśmy, a stare totki są tu i tu.



Trochę się jeszcze kręcilimy po okolicy, znajdujemy parę skrzynek i robimy rozwałkę w nowym parczku koło Kopy Cwila. Okazuje się że zlikwidowali ogródki działkowe, ale krzaczków, drzewek itp nie wykosili tylko wytyczyli alejki, postawili ławki i można tam chodzić podżerać śliwki :-)

Na fotce tunel, którym się przebijamy na drugą stronę Puławskiej... w ogóle to jakaś koszmarna, trzypasmowa autostrada, do ego obok wielkie estakadowe skrzyżowanie, przebić się na drugą stronę na długim odcinku nie ma gdzie.



Plan wykonany (wszystkie skrzynki spisane odwiedzone, choć nie wszystkie znalezione), powoli ruszamy w kierunku pociągu... trafiamy do Włoch idealnie pośrodku dwugodzinnej przerwy między pociągami (byśmy mieli więcej czekania, gdyby nie myk na poranne zdjęcie w forcie Zbarż).





Ostatecznie jednak postanawiamy wsiąść we wcześniejszy pociąg do Grodziska i zapada decyzja nie czekać na ten do Żyrka, tylko przyciąć stamtąd już rowerami... po drodze ostatnie bociani akcent, bocian przeleciał nam dwa metry (może mniej) nad głowami. Słońce coraz wyżej i jak dojeżdżamy do domu (6:35) zaczyna się robić gorąco.

No to co, pora na kawkę... dwie kawki poproszę!





  • dystans 12.70 km
  • 3.00 km terenu
  • czas 00:53
  • średnio 14.38 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z zasypiającą Kluską

Czwartek, 24 lipca 2014 · dodano: 25.07.2014 | Komentarze 0

Mniej więcej w połowie Kluska nam zasnęła i trzeba było jechać wolno starając się omijać wertepy...




  • dystans 3.20 km
  • czas 00:13
  • średnio 14.77 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wieczorny myk nad parkową Pisię

Poniedziałek, 21 lipca 2014 · dodano: 22.07.2014 | Komentarze 3

Gdzie Werrona wodowała kajak... eee, nie przywieźli żagla do niego :-/





  • dystans 45.91 km
  • 2.50 km terenu
  • czas 03:30
  • średnio 13.12 km/h
  • rekord 26.00 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Warszawski Nocny Rower

Sobota, 19 lipca 2014 · dodano: 21.07.2014 | Komentarze 3

Jako że w dzień upał albo leje, to żeby nie tracić zupełnie weekendu, już po raz drugi tego lata ruszyliśmy na Nocny Rower, tym razem do Warszawy. Pociąg przyjechał opóźniony 10min. kolejne 20min. złapał stojąc po Pruszkowem i na Powiślu wysiedliśmy ok. 22ej. Sobota wieczór, tym samym pociągiem jechała imprezowa i hałaśliwa ekipa... patrzyliśmy gdzie wsiadają, bo było oczywiste że władują się do służbowego/rowerowego, żeby wsiąść do innego, bo byśmy mieli koszmarną podróż.

Zaczynamy od serwisu moich dwóch skrzynek na Powiślu, które straciły logbooki. Oto pomnik tasiemca, oficjalnie zwana rzeźbą Unity, dar chicagowskiej Polonii, za której transport i instalację miasto przybuliło 454 000 zł ( info).




Ruszamy mniej więcej wzdłuż Wisły na północ... keszowanie z różnym skutkiem, znajdujemy dwie skrzynki, innych nie znajdujemy lub nawet nie podejmujemy poszukiwań bo siedzą na nich ludzie... Na foto Zamek Królewski od strony Wisły.



Po północy jednak zaczyna nam się lepiej wieść, wyjechaliśmy z głównej strefy imprezowej - mniej ludzi (ale nie zupełny brak), ciszej i spokojniej... oto jeden z pomników i Zdrój Królewski przy którym robimy nieco dłuższy postój na podjedzenie herbatników i dorzucenie nowego logbooka do skrzynki... a tak w ogóle to już chyba trzecia skrzynka, którą znajdujemy w tym miejscu ;-)





Przejechaliśmy pod koleją obwodową i zrobiliśmy rundkę dookoła Cytadeli... oprócz Rosja, również Niemcy ufortyfikowali okolicę, którzy tu dostawili bunkry (stąd skrzynki przy dwóch Tobrukach).




Kolejna skrzynka przy Bramie Bielańskiej, trzeba było wtarabanić się na skarpę... lavinka utknęła na podejściu zaatakowana przez krwiożercze ślimaki. Tutaj też logbook się skończył, więc dołożyliśmy nowy. Skorzystaliśmy z ławek przy Cytadeli i zrobiliśmy sobie porządną rozwałkę z kawą i kanapkami.

2:00 - Mostem Gdańskim myk na Pragi  pod ZOO i (nieistniejący) Lunapark





Jedziemy przy ZOO (czuć!) pieszo-rowerową i mocno wertepiastą trasą. Po drodze siłownia... lavinka żadnej plenerowej sołowni nie przepuści, więc przymusowy postój na przetestowanie przyrządów.

Na Pradze też jakiś poniemiecki bunkierek się znalazł



2:50 - wracamy Mostem Świętokrzyskim na Powiśle... wreszcie robią przejazd rowerowy po praskiej stronie (przejście dla pieszych, mam nadzieję też). W tym miejscu żeby przebyć skrzyżowanie  jadąc jednostronną ddr-ką, trzeba bowiem trzy razy przejechać przez światła zamiast raz, bo na jezdni zjazdowej z mostu nie zrobili przejazdu i przejścia... o tej porze nikt się tym nie przejmował, tylko wszyscy przechodzili na wprost.



Widoczki z mostu.... syrenka bidulka w klatce na środku budowy, a tam jest już szkielet motylka - wyjścia z metra.





Jedziemy dalej na południe... wzdłuż Czerniakowskiej robią ddr-kę




3;30  - tak jak kiedyś zakręciłem kurek dla Łodzi, tak teraz chciałem zakręcić dla Warszawy... ale nie udało się, kurek umieszczony na parkingu, a mimo dzikiej godziny kręcili się i ludzie i samochody. Trzeba tu wrócić za dnia i porobić mu zdjęcia.




3:30 - pomnik desantu 1 Armii LWP w 1944, robimy sobie tutaj kolejną rozwałkę z kawą i kanapkami... desantu na nas dokonują komary, ale stosujemy broń chemiczną.



Jedziemy kawałek Wałem Zawadowskim... odcinek terenowy i docieramy na Most Siekierkowski. Nie przejeżdżamy na drugą stronę, tylko na środek po skrzynkę i wracamy na suchy ląd.





Jedziemy ddr-ką wzdłuż Trasy Siekierkowskiej z odbiciem na pętelkę wokół fosy Fortu X... to żadna droga rowerowa, tylko prawdziwa ścieżka! Jako że nie ma charakteru komunikacyjnego, tylko rekreacyjny, to zarosła po bokach... a nikt oczywiście jej nie pieli.




Ostatnio bardzo rzadko tu bywamy, więc dostrzegliśmy zmiany... przybyły tabliczki informacyjno historyczne Korzenie Siekierek



Zostały powieszone znaki zezwalające na sprejowanie filarów trasy




Pojawiła się siłownia plenerowa... a lavinka jej nie przepuściła ;-)




Tak sobie jeździmy, keszujemy, wschodzi słońce, mija nas pierwszy wędkarz...



Aż tu nagle sprawdzam godzinę i jest prawie 5:30! Trzeba pędzić na pociąg który mamy za godzinę, bo potem jest dwuipółgodzinna przerwa. Jedziemy min. pasem rowerowym na Spacerowej... pas jest tylko po jednej stronie, co generuje pewne problemy, na przykład rowerzystów jadących pod prąd, bo ich ddr-ka doprowadziła do szerokiego pasa, ktory wygląda jak dalszy ciąg ddr-ki, a po drugiej stronie ulicy nic.



Mimo wczesnej godziny, spotykamy pierwszych rowerzystów (albo ostatnich)



Korzystamy z niedawno zrobionej ddr-ki na Banacha... wcześniej była tam wymalowana śmieszka na wertepiastym chodniku. Jest też kilka nowinek - jedna z pierwszych w Warszawie podpórek i przejazd rowerowy robiony niższym kosztem (po przekonaniu drogowców, że dla rowerzystów nie trzeba dostawiać nowych świateł, tylko wystarczy wymienić szybki na taką pieszy/rowerzysta na jednej).



Na Zachodnią docieramy kropieni z czarnej chmury. Mamy nawet mały zapas czasu... pociąg nawet w miarę punktualny, w Żyrku okazuje się że jechała nim ta sama ekipa co w tamtą stronę, ale zmarnowani po nocnej imprezie, więc ich nie słyszeliśmy.

Wyjazd całkiem udany, dystans nieduży ale to są uroki jazdy głównie po mieście, +18 skrzynek (8 OC, 7 OC/GC, 3GC)... no i najważniejsze że dobrze się bawiliśmy :-)
Kategoria mazowieckie


  • dystans 68.30 km
  • 8.10 km terenu
  • czas 03:17
  • średnio 20.80 km/h
  • rekord 36.80 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Po klipsiaki

Środa, 16 lipca 2014 · dodano: 16.07.2014 | Komentarze 5

Do Tesco w Skierniewicach, gdzie jest promocja na pudełka klipsowe... w czymś trzeba te skrzynki zakładać ;-)

Ledwie wyjechałem z domu i przejechałem mały kawałek, a tu mijam świeże jeszcze miejsce wypadku... jeden samochód władował się w ogrodzenie placu zabaw przedszkola, drugi stoi na środku ulicy (nie wiem czy stuknięty). Prawdę mówiąc nie wiem jak na tych uliczkach mogło dojść do wypadku... nawet jak jeden jechał jak wariat. Moim zdaniem to był "syndrom pustych, bocznych uliczek" i obaj jechali za szybko i tak jakby nic tędy nie jeździło... no i spotkali się na skrzyżowaniu.

A tu Jar Rokita



I rozpoczynamy sezon grzybków dla wiariaga :-)






W ogóle dziś był dzień debili i śladów ich działalności, jakiś cwaniaczek wywiózł śmieci do lasu, jakieś wycięte krzaki z ogródka (pewnie z tych domków pod lasem) i zwalił je na ścieżce którą jeździmy (w piątek ich jeszcze nie było). Tiaaa... trzeba będzie udrożnić, pierwszy pęk już odwaliłem na bok.




  • dystans 8.25 km
  • czas 00:29
  • średnio 17.07 km/h
  • rekord 25.70 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

po mieście

Poniedziałek, 14 lipca 2014 · dodano: 14.07.2014 | Komentarze 0

Wygłoba szczawiówka (Euclidia mi)















  • dystans 107.21 km
  • 5.50 km terenu
  • czas 05:45
  • średnio 18.65 km/h
  • rekord 37.70 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Gmina Nadarzyn... i inne

Niedziela, 13 lipca 2014 · dodano: 14.07.2014 | Komentarze 9

Gdzie by tutaj dzisiaj pojechać... rzut okiem na ICM - wiatr zachodni, rzut okiem na mapę OC - w rejonie Nadarzyna mamy parę skrzynek, no to jedziemy.





Przybycie do Nadarzyna zameldowaliśmy w urzędzie gminy... budynek zajął 5. miejsce w konkursie na Makabryłę Roku 2011 (info), jak przeczytałem wypowiedź Piechocińskiego, to oplułem się ze śmiechu.



Co prawda gminę mamy już zaliczoną, ale i tak taką fotkę zaliczającą wykonaliśmy



Następnie pojechaliśmy zająć nasz pokój w Żabim Hotelu





Potem ruszyliśmy na zwiedzanie muzeum motoryzacji




A strażniczo ochotnicza orkiestra dęta
Robi nam papparara



Jadę patrzę, a-leją zasłużonych! Aż się odcisnęło B jak Gmina Brwinów



Kapliczka ładna, ale niedługo tej ciekawej "rzeźby" nie będzie widać spod sztucznych kwiatków, misiów, różańców... ot wsiejskie poczucie estetyki.




Przekraczamy Granicę... jako że wewwnątrz EU, to na dowód



A tę tabliczkę chyba wczesną wiosną stawiali



GeoKapsel #2 :-)




Eee...?



Populacja krasnoludków spada, zadbaj oczystość w lesie sam!



Kaczy Staw w Pruszkowie po remoncie... ostatnio jak tu byłem to akurat trwała wielka rozpierducha




Przejazd kolejowy pod Błoniem, czekamy aż przejedzie osobówka Kolei Mazowieckich



Szlaban się nie otwiera, pewnie coś z drugiej strony jedzie... a tak, TLK śmignęło



Ale nadal szlaban zamknięty... po jakiś czasie wypatrzyliśmy światełka, ale jak ich wypatrywaliśmy to z drugiej strony znienacka przejechał InterRegio



W końcu i światełka zamieniły się w kolejne TLK, a szlaban się wreszcie podniósł... i tak niezła kumulacja


Kategoria >100


  • dystans 20.71 km
  • 9.00 km terenu
  • czas 01:26
  • średnio 14.45 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Uwaga, nisko latające szyszki...

Piątek, 11 lipca 2014 · dodano: 12.07.2014 | Komentarze 7

Wypad z Kluską do lasu... a tam bieganie i rzucanie świerkowymi szyszkami.



Czerwony Kapturek z koszyczkiem




  • dystans 60.25 km
  • 6.10 km terenu
  • czas 04:01
  • średnio 15.00 km/h
  • rekord 25.10 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Nocny Rower 2014 #1

Wtorek, 8 lipca 2014 · dodano: 11.07.2014 | Komentarze 9

Pruszków 21:15 - Komorów 23:15 - Pruszków 0:30 - Brwinów 1:30 - Podkowa Leśna 1:45 - Grodzisk Mazowiecki 3:00 - Jaktorów 5:00 - Żyrardów 5:45

Jako że ostatnio w dzień zwykle nie da się jeździć, bo albo upał albo zlewa, albo najpierw jedno a potem drugi... to tradycyjnie już ruszyliśmy na nocny rower (pierwszy raz w tym roku). Myk na pociąg 20:43 i ciuch ciuch do Pruszkowa. Pociąg jechał dobrze i spóźnienie nie przekraczało 5 minut, gdy stanął jakieś 500-600m przed stacją w Pruszkowie, a kierpoć ogłosił postój z przyczyn technicznych 10min. lavinka zaczyna nabierać doświadczenia jazdy tą trasą, bo stwierdziła, że e 10min to pewnie na początek, bo potem postój oczywiście może się przedłużyć. Na szczęście stary skład EN57, więc dało się otworzyć drzwi, wyjść z pociągu, a nawet znieść rowery (kolejne doświadczenie kolejowe lavinki, która jeszcze nie miała okazji tak wysiadać).



Ruszyliśmy na Pruszków i keszowanie początkowo ze zmiennym skutkiem, ale potem całkiem udane (nawet znaleźliśmy kesza,, którego ze względu na przypałową miejscówkę kiedyś za dnia nie znaleźliśmy). Następnie myk do Komorowa (dotarliśmy o 23:15), szukać mogił partyzantów... dostać się można przez teren parku z pałacem (obecnie oddział szpitala), ale po nocy to tak nie bałdzo, więc wybraliśmy drogę od parku. Udało się znaleźć przerwę w płocie, ścieżynkę i dojechać prawie na miejsce... a tam nie ma mostku na rzeczce, mimo że na mapie jest. Znaleźliśmy więc skrzynkę GC po tej stronie, a do skrzynki OC musieliśmy się przeprawić... dobrze że zabrałem ręcznik :-)




Po wszystkim zrobiliśmy sobie w parku pierwszą większą rozwałkę na trasie - kanapki, herbatki i kawa z termosu. Niestety w pewnym momencie latarnia oświetlająca naszą ławkę zgasła... ale wkrótce się zapaliła "Pewnie musiała zrestartować Windowsa" ;-)



Chwilowo wróciliśmy do Pruszkowa, a potem myk wertepami na środek łąk gdzie jest lotnisko dla modeli samolotów. Była już prawie pierwsza, ale przy wpisywaniu się do logbooka daty nam się pokiełbasiły, bo przy poprzedniej skrzynce był jeszcze wtorek, a tu już środa... śmieliśmy się, że jedziemy w bańce czasu miejsca zamieszkania i w Żyrku wciąż jest wtorek ;-)





Przejeżdżamy przez Brwinów



 I na Podkowę Leśną (1:45).... Zastanawiałem się czy podjeżdżać do Podkowy po tę skrzynkę, ale jak zobaczyłem opis i komcie, to stwiedziłem że teraz albo nigdy. Na tak przypałową skrzynkę środek nocy jest najlepszy, nikt nie przeszkadzał w podejmowaniu, tylko pawie nas strzaszyły...

Zrobiliśmy sobie potem rozwałkę na stacji - niestety kafejka o tej porze nieczynna (nowa na stacji Wukadki - WuCafe), ale byliśmy na to przygotowani, mieliśmy własne kanapki, herbatniki, kawę z termosu. W międzyczasie przejeżdżający policjanci nas zlustrowali, ale nic nie demolowaliśmy i piliśmy kulturalnie z kubeczków a nie flaszek...




Myk do Grodziska (3:00)... podjeżdżamy do pierwszej skrzynki, zaczynamy szukać, a tu zatrzymuje się policja - sprawdza dowodziki czy nie należy nas prewencyjnie zatrzymać, numery ram czy nie kradzione, ale wszystko jest w porządku i pojechali dalej. No to szukamy dalej, przetrzepaliśmy bliższą i dalszą okolicę znaku ale wreszcie namierzyliśmy skrzynkę... otóż wpadła w rurę ogrodzenia, próbujemy wyjąć, długopisem, patyczkiem i nic, w końcu EUREKA, ponieważ okazało się że rura jest wypełniona wodą (dlatego skrzynka nie spadła na dno, tylko pływała), postanawiamy dolać wody, korzystając z Prawa Archimedesa wg. lavinki:  ciało umoczone pływa ;-)  Po wyjęciu okazało się, że drucik mocujący mocowanie się naderwał, próbowaliśmy resztki tak nagiąć by spełniał swoje funkcje, ale przerdzewiały połamał się do końca i odpadł.



W sumie w Grodzisku znaleźliśmy 3 skrzynki a nie znależliśmy 2... np. przy tych stawach się nie udało.



Kolejne stawy, ajpierw próbowaliśmy się wbić z jednej strony, ale uliczka kończy się płotem kilkadziesiąt metrów od skrzynki. No to myk od drugiej strony, tym razem się udało bez pudła, na czuja pojechaliśmy właściwą ścieżką pośród krzaków pod samego kesza. Tu już zaczęło się robić całkiem jasno, szarówka zaczęła przechodzić w prawdziwy dzień. Byliśmy tu pierwsi, nawet przed wędkarzem, zainstalował się nad stawem gdy my lataliśmy po krzakach.

Jeszcze spotkanie z (pierwszą?) WuKaDką



I drugą podstawiającą się



Rozwałka na deptaku  w miejscu dawnych torów WuKadki... kiedyś była dłuższa)



Na mostkach  donice z kwiatami... prawie jak we Francji, gdzie wsie i miasteczka konkurują w konkursie ukwiecenia i przy wjeździe na tabliczce jest podana iliość "kwiatków", która oznacza stopień ukwiecenia. Grodzisk nie zdobyłby nawet jednego "kwiatka", ale te mostki to krok naprzód.



Stopik w Jaktorowie przy turze, sprawdzenie że skrzynka, której ostatnio parę osób nie znalazło jednak jest. A do Żyrka dotarliśmy o 5:45


Kategoria mazowieckie


  • dystans 83.27 km
  • 9.70 km terenu
  • czas 05:12
  • średnio 16.01 km/h
  • rekord 41.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z wiatrem do Mławy 2: śladami bitwy pod M.

Niedziela, 6 lipca 2014 · dodano: 10.07.2014 | Komentarze 9

Rano zbieraliśmy się dosyć powoli... pewnie dlatego że wczoraj spory dystans, a w nocy średnio się spało z powodu duchoty. Ale w końcu ruszyliśmy. Jak już wspomniałem, spaliśmy w lesie pod Chraponiem.
TRASA




Dzie jadą? Czego chcą?



Można też zinterpretować nazwę oddziecięco



Daleko nie odjechaliśmy, a lavinka już zakłada skrzynkę w opuszczonym gospodarstwie



Klasztor w Ratowie



Pączek niestety tylko wirtualny :-( Ale za to wczoraj były całkiem realne jagodzianki :-)



Szreńsk, mały postój pod sklepem, by uzupełnić wodę, nabyć chleb, mleko czekoladowe... ale na ławce oblazły nas mrówki. A poza tym kościół i ruiny zamku (przy nich rozwałka połączona z kawą, kanapkami i szukaniem skrzynki).





Za Szreńskiem odnotowaliśmy pewien przychód... niwielki, ale zawsze coś



Jedziemy niespiesznie do przodu... niestety w większości jest słońce. Jedziemy przez dosyć skomplikowane wioski - mianowicie po kilka ulic i trzeba trochę na czuja skręcać, muszę więc pilnować mapy i nie dać zagadać się lavince, ale udaje się jakoś pojechać bezbłędnie. Po drodze krajobrazowo przyjemnie - pola na lekko już falującym terenie, jakieś kapliczki (jedna z 1915 - klik w obrazek by zobaczyć drugi napis), gorzelnie (to białe) itp.

Po drodze musimy sobie zrobić kolejną większą rozwałkę w jakimś lasku, bo upał daje się we znaki... a huann esemesował o jakimś piekącym się byku. Tutaj piecze się meteor2017 i lavinka.







W końcu wbijamy się w las pod Iłowem, przekraczamy granicę województwa, przejeżdżamy przy nadleśnictwie Dwukoły... swóją drogą, ponoć w tym lesie niejaki Mansfeld (pruski leśnik) wprowadził nową metodę zalezienia - młode drzewa sadził on w kręgi o promieniu kilkudziesięciu metrów, natomiast środek obszaru miał zalesiać się sam. Takie miejsca nazywa się teraz gniazdami Mansfelda (info za wiki) niestety nie mieliśmy okazji ich poszukać



Wjeżdżamy do Iłowa... a tu witają nas ceglane domki... robotnicze? kolejowe? przy uliczkach Lipowej i Akacyjnej (zobacz na Google Street View).




Naprzeciwko większy budynek (fabryczny?) w którym w czasie II wojny mieścił się obóz przejściowy, oraz dla dzieci), aktualnie przerabiany na lofty, poza tym w okolicy torów jeszcze kilka czerwoniaków.



Przy torach jeszcze lokomotywa Ty45, obok strażnica kolejowa z IIWŚ, a dalej wieża ciśnień z 1910 roku.




Stąd ruszamy na SE do Mławy... ale wcześniej wjeżdżamy w las i mamy podjazd do cmentarza w Mławce. Odcinek pod górę w taki upał (dobrze że w lesie) zmordował lavinkę i padła, dlatego sam idę w las i schodzę ze skarpy szukać skrzynki bez GiePSa. Bez szans. Wracam po lavinkę, która odsapnęła i z jej sprzętem namierzamy skrzynkę... pudełko i fanty rozrzucone dookoła, pozbieraliśmy więc, przeserwisowaliśmy, daliśmy nowy logbook (starego nie znaleźliśmy) i zakopaliśmy z powrotem. W ogóle skrzynka nie miała znalezienia od 2 3/4 roku i  jedno nieznalezienie, tak więc udało nam się ją odczarować.

A cmentarz żołnierzy niemieckich, częściowo z I wojny, ale rozbudowany o część z II wojny... trochę mi się kojarzy z Joachimowem-Mogiły, krzyże natomiast z cmentarzem w Modlinie.





W międzyczasie naszły chmury dalej widać było czarne chmury burzowe i z daleko słychać było grzmoty. Uciekamy przed nimi do Małwy i przekraczamy odwieczną granicę Mazowsza. Mława była mazowiecka, a Iłowo krzyżackie (a potem pruskie)...  chwilowo po zaborach obie miejscowości były w Prusach, ale potem była tu granica między Prusami a Księstwem Warszawskim, potem Królestwem Polskim (czyli prusko rosyjska). Po I wojnie Iłowo, Działdowo i okolice zostały Włączone do II RP bez plebiscytu.




Myk na dworzec kupić bilet na pociąg za 3,5 godziny (skoro już się ustaliło kiedy i skąd jedziemy)... burze rozeszły się po bokach, więc my myk na bunkry. Po drodze przecięliśmy tory kolejki wąskotorowej (nieczynnej i zarośniętej), oraz obadaliśmy infrastrukturę rowerową Mławy... mamy to pasy rowerowe po polsku... Z KOSTKI!



Poza tym, wbiliśmy się w Aleję Marszałkowską, która chyba docelowo ma być dopełnieniem obwodnicy, czyli omijajjącym centrum zjazdem z DK 7  na szosy do Iłowa/Działdowa i na Żuromin... tyle że nie ma na razie połączenia z nimi. Coś się buduje, jakieś wiadukty nad torami (w Mławie, i po drodze na Iłowo), to może połączą.

Aha, na DDRce zalega pioch... myśleliśmy że dopiero skończyli budowę, ale że miejscami skrajna część zdrowo zarasta zielskiem w szczelinach kostki, to wydaje się że to raczej z sypania zimą jeszcze nie zmietli. Poza tym z jednej strony drogi jest chodzik, a z drugiej nie ma bo jest DDR... co lepsze w ostatniej części  jest tylko śmieszka, a chodnika nie ma wcale! Więc którędy mają chodzić piesi, jak nie DDRką? Zjazdu na szosę w miejscu gdzie odbija na DK 7, oczywiście nie, a do tego rów utrudnia przebicie się... więc musieliśmy pojechać jeszcze kawałek i się cofnąć... no bo rowerzyści nie jeżdżą "siódemką", a że oprócz nas wjeżdżał na nią jakiś lokals, tyle że w drugą stronę, to pikuś.

Jedyny plus, to że pomyśleli o lampach nad śmieszką i chodnikiem, bo oświetlone drogi + długie cienie bywają czasem dosyć upierdliwe w takich miejscach.



A wbić na DK 7 nie jest łatwo, bo zaczęły się powroty z weekendu i z północy dłuuugie sznury samochodów, które trzeba przeczekać.  Kawałek jedziemy siódemką, jest co prawda asfaltowe pobocze szerokości pasa rowerowego (z wyjątkiem miejsc gdzie są pasy do skręcania), ale niektórym idiotom tak się spieszy, że wyprzedzają całą kolumnę samochodów... niedługo potem jechała karetka na sygnale, jakoś nas to wcale nie zdziwiło.

A w siódemkę się wbiliśmy żeby dojechać do Żulinka (gmina Wieczfnia Kościelna), gdzie jest Pomnik Piechura, Mauzoleum Żołnierzy Września i bar Wiarus. Bar zamknięty, a poza tym zaczęło padać, więc tylko wyjąłem skrzynkę z lufy armaty i myk do opuszczonego baru. Trochę padało z chmury która mijała nas z lewej, ale tylko skrajem zahaczyła, więc wkrótce przeszło, akurat się posililiśmy,




Odkładanie skrzynki było gorsze, bo lufa była mokra.



Potem kontynuujemy zwiedzanie... jest tu jeszcze jeden uszkodzony bunkier (tradytor dwustronny, czyli do prowadzenie ognia bocznego z 2 ckm-ów), przerobiony na pomnik... z jednej strony mapka walk w rejonie Mławy, z drugiej tablice z listą poległych.




Jedziemy jeszcze kawałek siódemką i skok w bok w gruntówę na bunkry (odwiedziliśmy same tradytory, dwu lub jednostronne, w rejonie Mławy tworzyły solidny punkt oporu ( link)




Kolejny bunkier stanowił punkt obserwacyjny bocianów... kilka usiadło na nim, kolejne pasły się na łące, pojedyńcze latały. W sumie jakieś 10-11. Wokół bunkra resztki transzei (doskonale też widoczne na m apie satelitarnej), prawdopodobnie wykopane na inscenizację bitwy pod Mławą, która tu się odbywa.




Ogólnie te kwietne łąki były cudowne... jak byśmy tu byli miesiąc, a może pół wcześniej, byłoby jeszcze ładniej.



Gdzieś przy dróżce zauważam głaz będący zapewne fragmentem jakiegoś bunkra.



Być może z tego w tych krzakach na fotce poniżej, albo innego który jest gdzieś w lesie za plecami.



Jeszcze jeden bunkier oglądamy z bliska (tradytor jednostronny tym razem) i koniec na dzisiaj... przeprowadzam atak ręczny przez otwór do obrony wejścia, powyżej jest otwór kominkowy (od piecyka).




A za lasem mogiła żołnierzy z 1939



Mieliśmy jeszcze w planach kilka skrzynek pod Mławą w ciekawych miejscach, ale już był czas powoli zwijać się na pociąg. Przycieliśmy więc na Mławę, przebiliśmy się z jeszcze większym trudem przez DK 7, tym razem sznury samochodów się nie kończyły wcale (trzeba było złapać jakąś większą szczelinę, na szczęście ze względu na wysepki samochody musiały nieco zwalniać), szybka skrzynka przy okazałej kaplicy na cmentarzu, fotostop przy kopcu powstańców styczniowych i jesteśmy na stacji Mława Miasto mając sporo zapasu do pociągu.



Przyjechał Elf... niestety w Elfach jest mały zakątek na rowery, a jechała nim z Działbowa rowerowa grupa ponad 20 osób, w związku z tym rowery były wszędzie. Nasze upchnęliśmy na pustym pomoście ustawiając tak żeby ciut ponad pół wejścia było drożne i dało się przejść do przedziału.

A najlepsze było to, że w grupie tej spotkaliśmy koleżankę Magdę! Czas minął nam miło na rozmowie, ludzie dosiadali ale na szczęście pociąg nie był naładowany jak ten z Radomia którym wracaliśmy ze świętokrzyskiej wycieczki, ludzi było mniej więcej tyle  co miejsc siedzących, może ciut więcej.




Na koniec przesiadka za Zachodniej, przejście z peronu 8 (który dawniej był osobnym przystankiem Warszawa Wola) na peron 3 i w pociąg do domu.



Wszystkie zdjęcia na Picasie:
- album meteora2017
- album lavinki