teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 108781.00 km z czego 15566.35 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 16.91 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009
Profile for meteor2017

Pocztówki zza miedzy

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2018

Dystans całkowity:577.71 km (w terenie 54.10 km; 9.36%)
Czas w ruchu:35:58
Średnia prędkość:16.06 km/h
Maksymalna prędkość:47.20 km/h
Liczba aktywności:21
Średnio na aktywność:27.51 km i 1h 42m
Więcej statystyk
  • dystans 97.45 km
  • 14.00 km terenu
  • czas 05:50
  • średnio 16.71 km/h
  • rekord 47.20 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Światowy Dzień Turystyki i Odpustów 2

Niedziela, 30 września 2018 · dodano: 17.12.2018 | Komentarze 0

krzaki - Studzianna/Poświętne - Mysiakowiec - Rzeczyca - Sierzchowy - Cielądz - Regnów - Wólka Lesiewska - Julianów Raducki - Raducz - Jeruzal - Studzieniec - Żyrardów  (MAPA)



  • dystans 106.25 km
  • 11.00 km terenu
  • czas 06:32
  • średnio 16.26 km/h
  • rekord 35.20 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Światowy Dzień Turystyki i Odpustów 1

Sobota, 29 września 2018 · dodano: 03.10.2018 | Komentarze 3

Żyrardów - Studzieniec - Jeruzal - Esterka -  Raducz - Rossocha - Boguszyce - Krzemienica - Czerniewice - Spała - Konewka - Królowa Wola - Inowłódz - krzaki (MAPA)

Pogoda na weekend zapowiadała się sensowna, wiatr w sobotę północny, a w niedzielę południowy, czyli idealnie żeby uderzyć na południe, a następnego dnia wracać. Tak więc wstępnie zaplanowaliśmy dwudniówkę nad Pilicę... w międzyczasie okazało się, że właśnie tam będzie szereg imprez z okazji Światowego Dnia Turystyki, na które huann rozwoził pieczątki i  paszporty. Jako że raczej unikamy wszelkich imprez, zaczęliśmy się zastanawiać czy aby nie uderzyć jednak gdzie indziej... ale żal było idealnego wiatru, poza tym okazało się, że jest szansa spotkać się na miejscu z huannem i Moniką (to był dloa odmiany argument, żeby jednak tam pojechać). No to raz kozie śmierć (aczkolwiek w tym przypadku raczej żubrowi), jedziemy!

Prognozy mniej więcej się utrzymały i sprawdziły, choć początkowo wiatr był raczej zachodni, północno-zachodni i dopiero potem wykręcał na północny, na szczęście  z rana był słaby, a jak zaczął się wzmagać to już raczej pomagał. Początek to nabycie pieczywa na rynku i  wyjazd z miasta ruchliwą (nawet tak rano) szosą w kierunku na Skierniewice i Puszczę Mariańską, a potem odbicie na bocznej asfalty... za Studzieńcem okazuje się, że ostatni na tej trasie gruntowy odcinek wyasfaltowali! Super, a dalej okazało się że jeden z bardzo zniszczonych i wertepiastych asfaltów też wyasfaltowali na nowo... niestety dalej jest już typowy asfalt mazowiecki, ale i tak trasa się poprawiła.

Po drodze energia wiatrowa i biogenerator... wiatraki dopiero zaczynały ruszać, na początku dwa, a potem kolejne.



Udało się też znaleźć kilka kań - jedną na cmentarzu, a dwie jak udałem się w krzaczki. Tę drugą miejscówkę zapamiętałem, żeby ewentualnie zebrać grzyby w drodze powrotnej.



Początkowo tniemy tylko z krótkimi postojami na odpoczynek - miejsca odwiedzone wcześniej, pierwszy postój na zwiedzanie w Krzemienicy pod późnogotyckim kościołem, który akurat przechodzi remont.





W pobliżu kapliczka z datą 1635, też po renowacji i rekonstrukcji - zachował się postument i górna część która stała bezpośrednio na nim (bez kolumny). Tak więc teraz fragmenty są nowe, a fragmenty stare.




Daliśmy się zmonitorować



Tutaj kolejna kapliczka, która była w podobnym stanie (bez kolumny) i podobnie została zrekonstruowana.



Słonecznikowe pola.




Kościół w Czerniewicach, ten za to świeżo po remoncie




Stąd już prosto przez las do Spały (asfaltami, tylko krótki kawałek gruntówy), przejeżdżając obok stacyjki Spała, dostrzegam, że... stoi tam szynobus, a właściwie połączone dwa (SA135 Przewozów Regionalnych, ostatnio takim tylko Kolei Mazowieckich jechaliśmy z Tłuszcza, różnica jest taka że tamten miał jedną parę drzwi, a ten dwie i nieco inaczej rozplanowane wnętrze.

Zdziwko jest, bo tędy nic regularnie nie jeździ - jest to końcowa stacja linii odbijającej tu z Tomaszowa (raptem 8,5km). Na stacyjce znaleźliśmy rozkład jazdy, ale okazało się że tona dożynki dwa tygodnie wcześniej (dożynkowy rozkład jazdy), o dzisiejszym kursie nic tu nie było. W ogóle jak byłem tu z huannem 10 lat temu, to wtedy nawet okazjonalnie chyba nic nie jeździło, bo tory już ładnie zarastały.



Pewnym problemem było znalezienie skrzynki w pobliżu torów - najpierw pojechaliśmy do Spały, a potem przejeżdżając tędy ponownie stwierdziliśmy że nadal szynobusy stoją. Rzuciliśmy okiem do kabin maszynisty i wydawało nam się że nikogo tam nie ma. Podjechaliśmy więc już spokojnie w miejsce ukrycia skrzynki, ale na wszelki wypadek maskowaliśmy nasze poszukiwania robieniem zdjęć itp.





A teraz Spała. Jak podjechaliśmy do Spały pod Informację Turystyczną, to obok w stojaku rowerowym stały dwa przypięte rowery w tym... znajoma Meridzia. No dobra rower znaleziony, a gdzie jest huann? Dryndnęliśmy i okazało się że siedzą w karczmie przy kawie, ale niedługo będą. No to czekając pobraliśmy z IT paszporty które huann  kilka dni wcześniej rozwoził (pełna nazwa to Paszport Wojewódzkich Obchodów Światowego Dnia Turystyki na Ziemi Tomaszowskiej) i pobraliśmy do niego po dwa stempelki spalskie (pani już wiedziała gdzie jest na nie miejsce w paszporcie i szybko je tam przybiła, bo zanim my byśmy znaleźli...).

Poza tym ja tradycyjnie przybiłem pieczątki na mapie, a lavinka w notesie... i nie tylko te z okazji, ale też standardowy spalski, jaki pani tam miała.



W międzyczasie przyszła jakaś pani, żeby też wbić pieczątki i zagaiła:
- Turyści? O tam, gdzie jest namiot "łódzkie promuje" zaraz ma być leczo, bo w końcu muszą nam dać jeść! - widocznie pani też turystka i trafiła t z okazji ŚDTnZT.

Też przypięliśmy obok rowery i poszliśmy jeszcze na tyły budki obejrzeć kościółek.




Z kościółkiem miałem pewien problem by ustalić co i jak... są więc informacje że kościół zbudowano w 1923 roku (określany czasem jako kaplica), a kolejne że obok w 1992 roku wybudowano kościół polowy... problem w tym, że w obu przypadkach znaleźć można zdjęcia tego samego kościoła ze zdjęć powyżej, na miejscu też jest tylko jeden. Więc jak to jest?

Obok jest jakiś budynek, mi wyglądał na plebanię, ale kto wie, może to któryś z nich...



W końcu udało mi się poukładać informacje, bowiem "letni kościół polowy", to określenie nieco na wyrost, zwłaszcza informacja o budowie jest myląca. To po prostu placyk z ławkami i kapliczką, która chyba jest ołtarzem. A że na tyłach jest kościół z 1923, stąd wydaje się ze zdjęć, że to o tamten chodzi.



Gdy wróciliśmy do rowerów, była już ta Monika, ale dla odmiany huann poszedł nas szukać. W końcu jak się wszyscy zebraliśmy, poszliśmy na to wspomniane leczo, które już było rozdawane.



No, całkiem niezła porcja leczo, ale myślę że samotrzeć byśmy dali mu radę - znaczy ja, huann i Kluska (ale nie teraz, za rok, bo Kluska nie lubi teraz leczo, ale mówi że będzie lubić jak będzie miała 7 lat).




Takie miny, huann bo porcja za mała, a lavinka bo nie lubi leczo... i z bólem serca musiałem zjeść jej porcję.



Spotkanie było krótkie, bo huann z Moniką jechali teraz na Inowłódz, a my najpierw jeszcze chcieliśmy pofocić w Spale, potem pojechać do Konewki, a na koniec dopiero do Inowłodza, tak więc się pożegnaliśmy



Wieża ciśnień



Fundamenty pałacu carskiego, które można obecnie najłatwiej namierzyć po ciuchci. Na fotopolska jest sporo zdjęć pałacu i można zobaczyć jak wyglądał.




No i pomnik żubra... ustawiony pierwotnie pod Białowieżą Obecnie stoi tam kopia) po większej strzelaninie leśnej, podczas której sam car Aleksander II zamordował ponoć 10 żubrów.

Niestety sporo ludzi dziś się tu kręciło, każdy robił sobie słit focie, toteż już samo zrobienie zdjęcia żubra bez nikogo wymagało od nas cierpliwości... tym razem więc na żubra nie właziłem, może następnym razem, a może wtedy już Kluska będzie włazić a nie ja (trzecie pokolenie).



A tu fotka sprzed dziesięciu lat.




A tu zdjęcia mojego taty (dowcip polega na tym, że najpierw ja sobie strzeliłem fotę na żubrze, a potem wyszperałem poniższe fotki).




Oglądamy jeszcze kilka budynków z czasów carskich - wozownia



Koszary... co prawda tylko kozaków, więc może i bez wariag zaliczyłby nam gminę, ale wolimy nie ryzykować.



Jedziemy na Konewkę (z szukaniem skrzynki na stacji po drodze, o czym już pisałem). Z paszportem zwiedzanie schronu kolejowego jest dziś za darmo, a pani widząc co wyjmuję mówi:
- Strona dwadzieścia sześć - i faktycznie tam jest opis Konewki i miejsce na pieczątkę, do mapy wbijam też dwie inne które tu standardowo mają.



Mały czołg porucznika Grubera... niestety w pelerynce przeciwdeszczowej.



Kiedyś tu byłem z huannem, ale tylko rzuciliśmy okiem z zewnątrz, decydując się że zwiedzimy drugi, ale niezagospodarowany, opuszczony schron kolejowy w niezbyt dalekim Jeleniu. Tak więc dziś nadrabiałem zaległości. Początek schronu zajmuje wystawa wszelakiego żelastwa militarnego itp. ale że schron jest długi, to dalej w głębi już ich nie ma.

Aha, w Polsce są cztery takie schrony kolejowe i występuję parami - Konewka i Jeleń, oraz Strzyżów i Stępina. Trzy są wybudowane na powierzchni, a ten w Strzyżowie to tunel wydrążony w górze - zresztą w nim byłem i miałem okazję nawet pojeździć w nim na rowerze, tutaj wpis o bunkrze w Strzyżowie.





Jest za to fragment z odsłoniętym torowiskiem (na większości jest przykryte dechami).



Tunel techniczny biegnący równolegle wzdłuż głównej, kolejowej części schronu, nieco zalewany... z niego są wyjścia na zewnątrz, ale obecnie zamurowane i niestety okazuje się że aby wyjść, trzeba się cofnąć do samego początku (jest też drugie wyjście, ale odkrywamy je poniewczasie).



A oto i schron z zewnątrz.






Jedno z bocznych wejść.



A to budynek hydroforni i zbiorników wody.



O, znalazłem skrzynkę i pojemnik na logbook... chyba.



A to budynki elektrowni, filtrów, wentylatorów, kotłowni...




Tu trafiamy do kanałów technicznych



No i gdzie wyleźliśmy?



No tak, to jest to tajne wyjście z bunkra kolejowego



Kochbunker (zdaje się że przeniesiony z Widzewa), oraz mobilna przyczepa dowództwa.



Oraz taka fotka sprzed dziesięciu lat i teraz.




Jedziemy na Inowłódz i po drodze spotykamy huanna z Moniką rypiących do Tomaszowa na pociąg (mówią, że zajrzeć na Konewkę już nie zdążą), krótka chwila na pogaduchy i każdy jedzie w swoją stronę.



W Inowłodzu zaczynamy oczywiście od romańskiego kościoła św. Idziego.





Z widokiem na Pilicę... choć samej rzeki niewiele widać spomiędzy krzaków.



Jedziemy do drugiego, nowszego kościoła, gdzie udaje mi się naliczyć cztery wmurowane pociski.





A stamtąd na zamek. O ile pamiętam, to chyba nie udało mi się zwiedzić wcześniej ruiny, gdy byłem chyba już trwała budowa i ruina została przebudowana do obecnego stanu. Z zewnątrz i na dziedzińcu wygląda nawet całkiem całkiem, ale wnętrza mi do gustu nie przypadły, zbyt nowocześnie urządzone i wykończone, nawet nie udają średniowiecznego zamku, na przykład podłogi wyłożone kafelkami w salach i na tarasach (dziedziniec na szczęście wybrukowany), a mogli przecież jakiegoś klinkieru użyć.

Również pieczątek nie udaje się zdobyć - ciężko ocenić które pomieszczeniu szukać obsługi (w tym najoczywistszym, za drzwiami pod tabliczką IT nikogo nie ma), ponadto nikt ze spotkanych osób nie wygląda na obsługę... no cóż, jesteśmy w ostatniej godzinie otwarcia zamku, to prawie jak po fajrancie. Aż tak bardzo na pieczątkach nam nie zależy, żeby wszystkich po kolei zaczepiać i pytać czy są operatorami pieczątek, zbieramy je niejako tylko przy okazji.




- Jaki współczesny serial historyczny był tu kręcony?
- ???
- Panie Kazimierzu, gdzie pan takie ładne króliki dostał?
- Szwagier mi dwa z Czech przywiózł, 50 halerzy za króla.
- Daj pan na wystawę, sukces murowany.
- Bardzo proszę nie podpowiadać!
- "Kazimierz - król który został mularzem".



Zahaczamy też o synagogę, w której uzupełniamy zapasy pieczywa, a przy okazji zwiedzamy wnętrza.





Rzucamy jeszcze na galerię Manufakturę Simcinów, którą polecał huann... niestety ok. 18-ej wszystko na rynku jest już pozamykane na głucho. Swoją drogą, tutaj galeria chyba niedawno się przeniosła, wcześniej była po drugiej stronie Pilicy, w części Inowłodza o nazwie Simcinów właśnie. 

A huann, który miał okazję zajrzeć do galerii, wspominał że ponoć Simcinowie to według legendy były jakies bliżej nieokreśone istoty żyjące nad Pilicą, takie miejscowe trolle... ciekawe tylko, czy to autentyczna legenda, czy wymyślona na potrzeby galerii. Tak czy inaczej, oto fotka Simcina z Simcinowa.




Przejeżdżamy przez Pilicę i ruszamy dalej drogą wojewódzką w kierunku Opoczna... i tu miłe zdziwko, wzdłuż szosy biegnie taki miły asfalcik rowerowy, do tego nijak nieoznaczony więc jak kto ma ochotę zasuwać szosą, to kodeks drogowy tego nie zabrania (choć chyba tylko najbardziej zatwardziali szosowcy nie skuszą się na tę nieusankcjonowaną znakami ddr-kę. Powoli zapada zmrok, ruch na szosie spory, więc my z przyjemnością korzystamy z asfalciku (oj, taki by się przydał u nas z Żyrka przez las).

Niestety kończy się wraz z granicą Spalskiego Parku Krajobrazowego, dalej na Opoczno trzeba rypać szosą, czasem tylko chyba można jakimiś serwisówkami... ale trzeba uważać, bo czasem się kończą ślepo i trzeba się wracać, albo przebijać się przez rów, a może i barierki. Ale to u nas częsty problem, że nawet jak jest fajna ddr-ka, to urywa się ni  w pięć, ni w dziesięć, a pociągnęli by jeszcze kawałek do pierwszej wsi za torami, to można by dalej pojechać wygodnie bocznymi asfaltami.

My na szczęście tutaj i tak odbijamy w las, ale wiemy na przyszłość, że dalej niestety nie ma na co liczyć.



No i co? Wbijamy się gdzieś w krzaki, rozbijamy namiot, kolacja i lulu.


  • dystans 5.75 km
  • czas 00:26
  • średnio 13.27 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Z Klu do biblioteki

Czwartek, 27 września 2018 · dodano: 22.11.2018 | Komentarze 0



  • dystans 5.75 km
  • czas 00:23
  • średnio 15.00 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Na chwilę do EkoParku

Wtorek, 25 września 2018 · dodano: 22.11.2018 | Komentarze 0



  • dystans 4.15 km
  • czas 00:17
  • średnio 14.65 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Po Klu na dworzec

Niedziela, 23 września 2018 · dodano: 22.11.2018 | Komentarze 0



  • dystans 49.92 km
  • 4.00 km terenu
  • czas 03:54
  • średnio 12.80 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Dzień bez samochodu, za to z lokomotywą i armatą

Sobota, 22 września 2018 · dodano: 24.09.2018 | Komentarze 2

Żyrardów >>> Warszawa Wschodnia - Warszawa Wileńska >>> Tłuszcz >>> Ostrołęka Stacja - O. Wojcieszków - O. Stare Miasto - O Garbowo - O. Stacja >>> Wyszków >>> Tłuszcz >>> Legionowo Piaski - Legionowo >>> Warszawa Wschodnia >>> Żyrardów (album ze zdjęciami)

Tradycyjnie od paru lat 22 września, czyli z okazji Dnia Bez Samochodu podróż Kolejami Mazowieckimi jest za darmo (podobnie innymi pociągami z Warszawy - SKM, WKD, jak i całą komunikacją miejską w stolicy). To my również już tradycyjnie wybraliśmy się na przejażdżkę, a że to sobota to mieliśmy na to cały dzień. Wybraliśmy kierunek na Ostrołękę, żeby pojeździć szynobusami, a przy okazji zwiedzić Ostrołękę (byliśmy, ale tylko wsiadaliśmy do pociągu, Wyszków (byliśmy dawno, a poza tym obejrzeć co przegapiliśmy wcześniej) i co tam po drodze.

w pociągach spędziliśmy 5 godzin i 44 minuty - rozkładowo, więc pewnie nawet więcej, bo jak się wcześniej podstawiał, to parę minut siedzieliśmy w nich na stacji, zaś opóźnień nie muszę doliczać, bo nie było! wszystkie pociągi odjechały i przyjechały punktualnie, tylko na przesiadkach widzieliśmy i słyszeliśmy o opóźnieniach pociągów PKP Intercity (w poprzednim bodaj kwartale tylko 68% ich pociągów przyjechało na stację końcową punktualnie).

podróżowaliśmy dziś 8 pociągami
- 1 x Sundeck + Gama (piętrus push-pull)
- 2 x EN57AL (zmodernizowany kibel)
- 2 x VT627 (stary, poniemiecki szynobus)
- 1 x SA135 (nowy szynobus)
- 1 x Elf
- 1 x Impuls
lokomotywy widzieliśmy w: Tłuszczu, Ostrołęce, Legionowie
armaty widzieliśmy w: Ostrołęce, Wyszkowie, Legionowie


Na szczęście upały skończyły się w piątek i dziś przyjemnie chłodno, dlatego też oprócz dużego termosu z kawą, zabieramy też dwa małe termosy z herbatami (ja z czarną, lavinka z owocową). Pobudka przed wschodem słońca, wypijamy po pół kawy i wyruszamy o świcie, bo o 6:36 mamy pierwszy pociąg. Pani zapowiadająca też trochę zaspana i się zacina gdy ogłasza, że od poniedziałku pociągi będą odjeżdżać z dwuminutowym... dwie minuty wcześniej w rozkładzie (chodzi o to, że jest uruchamiany po remoncie odcinek Grodzisk Mazowiecki - Warszawa Zachodnia, ale gdy układali nowy rozkład jazdy wydawało się że nie skończą stacji Pruszków, a jednak skończyli, pociągi będą się tam zatrzymywać, ale oficjalny rozkład tego jeszcze nie uwzględnia).

Przyjeżdża "Wiedenka", czyli piętrus push-pull (Gam i Sundeck od Pesy). Wsiadamy i zaczynamy od śniadania



Wysiadamy na Wschodniej i jedziemy na Wileńską. Po drodze wstępujemy po strawę duchową, na wystawę rzeźby z mąki, drożdży i wody... nabywamy na drogę po jednej statuetce.



Zauważamy, że wyjątkowo trafiliśmy an moment gdy stoją wszystkie trzy aniołki przy Ząbkowskiej (jeden co prawda ma niekompletną głowę). Korzystamy z okazji by zrobić im zdjęcie, bo dotąd zawsze jak tu byliśmy to stał jeden, góra dwa aniołki.




Mimo postojów na Wileńskiej łapiemy wcześniejszy pociąg. W zasadzie celowaliśmy na ten 25 minut później, ale jak się udało to korzystamy z okazji, w Tłuszczu będziemy mieć więcej czasu. Jedziemy zmodernizowanym kiblem.

Sam Tłuszcz.


Aha, warto wspomnieć, że przy dworcu widzimy czynną piekarnię (czy może sklep z pieczywem), to cenna informacja, bo gdybyśny w Warszawie  7-ej rano nic czynnego nie trafili to byśmy tutaj się rozglądali za chlebem (na Wileńskiej przy peronach był też jakiś spożywczak w którym była szansa na pieczywo).

W Tłuszczu mamy do obejrzenia trzy lokomotywy. Pierwsza, najmniejsza stoi przed stacją, jest to parowóz wąskotorowy Hutnik 4010, przy nim są postawione stare semafory kształtowe.




Rzut okiem na wieżę ciśnień.



I cmentarzy wojenny z 1920.



Jedziemy za tory, gdzie na terenie szkoły stoi kolejny, tym razem normalnotorowy parowów Ty2-1226. Akurat trwały jakieś prace, w tendrze ktoś siedział i coś robił.



Wracając zatrzymujemy się jeszcze przed budynkiem naprzeciwko stacji, by obejrzeć mozaikę na nim, pomnik stojący przed nim...




... a obok trafiamy na taką klimatyczną ławeczkę postawioną rok temu dla uczczenia stu lat gminy Tłuszcz. Ten wielotryb pośrodku oparcia się kręci.





Do trzeciej lokomotywy nie jedziemy, bo kawałek do niej jest, a nie mamy aż tyle czasu. Czekamy aż się podstawi szynobusik do Ostrołęki i ładujemy się do niego. Jest to stary, poniemiecki jednoczłonowy szynobus (czyli wagon motorowy)  VT627... są jeszcze dwuczłonowe VT628, ale teraz chyba nieliczne są na chodzie.

W międzyczasie wjeżdża pociąg z Zachodniej... teoretycznie mogliśmy nim przyjechać i byśmy musieli wstać 40 minut później. Ale na przesiadkę w Tłuszczu jest tylko 5 minut, a on bywa że się spóźnia, a wtedy Ostrołęka nie zawsze czeka. Ostatnio jak nim jechałem to złapał 10 minut opóźnienia, ale wtedy miałem 15 minut na przesiadkę.

Linia do Ostrołęki jest w zasadzie zelektryfikowana, ale Koleje Mazowieckie nie mają krótkich jednostek elektrycznych, więc puszczają tutaj te spalinowe. Jeżdżą też kible, ale one często w dłuższej relacji, nie tylko do/z Tłuszcza, ale i Warszawy. Ten szynobusik jest zapełniony, ale tłoku nie ma... ze 3/4 miejsc zajętych, w przedsionku jeden wózek i 3 rowery (na trasie jeszcze ze 2-3 rowery się przewinęły). Linia jest jednotorowa, na niektórych stacjach są mijanki, np. w Pasiekach gdzie czeka na nasz przejazd kibel z Ostrołęki.





No i jesteśmy w Ostrołęce. Stacja Ostrołęka jest w zasadzie pod Ostrołęką i spory kawałek od centrum... aczkolwiek teraz jest już w granicach miasta. Zbiegają się tu cztery linie - trzy odchodzą w różnych miejscach od linii Warszawa - Białystok, w Tłuszczu, Małkini, Łapach. Jedna leci mostem przez Narew na Chorzele i Szczytno (obecnie nieczynna, były nawet przymiarki do jej likwidacji, ale obecnie mówi się nawet o remoncie w bliżej nieokreślonej przyszłości). Za Narwią zaś, przy stacji Grabowo (bliżej centrum Ostrołęki) zaczynała się wybudowana w czasie I wojny kolejka wąskotorowa na Myszyniec, skąd były odnogi na Spychowo, Kolno i Łomżę (niestety kolejka już dawno rozebrana).




Klimatyczna kładka z drewnianą nawierzchnią i schodkami.



Nie jedziemy teraz do centrum Ostrołęki, tylko skrócikiem na Rzekuń. Skrócik okazuje się wąziutkim i już mocno wertepiastym
 asfalcikiem przez zagajniki.



Wyskakujemy prosto pod kościołem, w którym wypatrzyłem podejrzane pypcie. I faktycznie, tkwi w nim pięć pocisków.




Skoro już jesteśmy w Rzekuniu, to zahaczyliśmy o cmentarz.



Tam kwatera wojenna z 1920 roku, na którą składają się dwie mogiły zbiorowe - w jednej spoczywają marynarze z 1 batalionu Pułku Morskiego, a w drugiej ułani z 4 szwadronu 2 Pułku Ułanów Grochowskich, który w dniach 3-6 sierpnia 1920 r. walczyli w tym rejonie.





Ponadto w kwaterze jest grób porucznika  Eugeniusza Czaplickiego poległego w 1939 w szeregach Batalionu Obrony Narodowej "Ostrołęka" (tutaj informacje).



Oraz tablica upamiętniająca poległych żołnierzy AK z gminy Rzekuń.



Objeżdżamy Ostrołękę od wschodu mniej więcej wzdłuż bocznicy do elektrowni, początkowo mamy asfalt, potem kawałek gruntówy, ale na koniec trylinkę i dziurkowaną płytówę... no nie był to chyba najlepszy wybór, żałujemy że nie pojechaliśmy bardziej przez Ostrołękę (a raczej je opłotki), gdzie były śmieszki rowerowe. Ale potem jak widzimy jakość ostrołęckich śmieszek, stwierdzamy, że w zasadzie to chyba było wszystko jedno.

Tutaj fragmentami da się przynajmniej ścieżką gruntową obok jechać (niestety nie zawsze).



A to jest Elektrownia Ostrołęka... a w zasadzie jej nowy blok w budowie. Praca aż wre.



No dobra, a to kominy właściwej elektrowni.




Dojeżdżamy do Wojciechowic, które obecnie też są w granicach Ostrołęki, a gdzie się mieściły rosyjskie koszary.

Najpierw oglądamy cerkiew koszarową, później kościół garnizonowy,  a obecnie kościół parafialny. Na szczęście nie została przebudowana jak wiele cerkwi i zachował się w miarę pierwotny wygląd (tutaj o cerkwi i zdjęcia archiwalne).





Pomnik 5 pułku ułanów zasławskich, a za nim koszary, w których stacjonował w międzywojniu.



oglądamy sobie kolejne budynki koszar za pomnikiem, a potem dalej przy drodze.





Najciekawszy jest ten drewniano-ceglany.




Do centrum jedziemy cpr-em wzdłuż drogi krajowej nr 61. Ta śmieszka rowerowa powstała poprzez postawienie znaków na starym, kostropatym chodniku, jest to jedna z najgorszych dróg rowerowych jakie w życiu widziałem, oczywiście nie ma przejazdów więc teoretycznie trzeba schodzić z roweru na wylocie każdej uliczki... oczywiście tak jak wszyscy lokalsi olewamy to i skaczemy po krawężnikach.

Potem zaczyna się asfaltowa nawierzchnia, równie stara, oraz dziura, popękana, zwichrowana, jedzie się równie fatalnie. Potem zaczyna się kostka - stara, fazowana, nierówna, jedna z gorszych kostkowych nawierzchni jakie można spotkać, ale i tak sporo lepsza od tego co było do tej pory. Bliżej centrum z ulgą opuszczamy tę zemstę prezydenta i rady Ostrołęki na rowerzystach i jedziemy bocznymi uliczkami.



Rzut okiem na kościół i dawny klasztor.



Następnie podjeżdżamy do następnego kościoła, który jest co prawda z końca XIV wieku, ale parę razy był przebudowany.




A oto co znalazłem w artykule "Przejazdem przez Ostrołękę" (link już nie działa):

"Przed pierwszą wojną światową, wracając ze współtowarzystwem z wyprawy na Kurpie, odwiedził Ostrołękę Kazimierz Moszyński.(...)  parafialny , wzniesiony w r. 1399 przez ks. Janusza mazowieckiego, został kilkakrotnie przebudowany i zupełnie zmieniony; w ściany jego wmurowano kule, jakie tu padły 31 roku; w południową – rosyjskie, w północną – polskie; "

"Autorzy przewodnika z 1935 roku (...) parafialnego kościoła św. Mikołaja, zniszczonego niejednokrotnie w czasie wojen. Posiada on w swych murach dawne i nowe kule i pociski wmurowane na pamiątkę"

Faktycznie znalazłem 6 kul żeliwnych (chyba różnej wielkości, ale trudno to dokładnie ocenić, bo są nierównomiernie zagłębione w murze). 4 po obu stronach wejścia w południowo-zachodniej ścianie (to te rosyjskie?), a dwie i żarno z tyłu kościoła, w ścianie północno-wschodniej. Wspomnianych nowych pocisków nie stwierdziłem, ale w czasie II wojny światowej zostały rozebrane nawy boczne, które wybudowano na nowo w latach 90. więc jeśli były w ścianach bocznych to mogły być usunięte razem z nawami. Prawdopodobnie były z I wojny, bo wtedy kościół został uszkodzony (ale równie dobrze mogli wmurować zebrane artefakty z 1920).

Edit: Znalazłem inną wzmiankę, z której wynikać może że te "dawne kule" są z wojen "napoleońskich", a nowe to te z 1831: "Przy odbudowie kościoła farnego wbudowano w jego zewnętrzne ściany kule armatnie, pochodzące jeszcze z czasów wojen szwedzkich oraz bitwy z 26 maja 1831 r." (Jerzy Kijowski, "Ostrołęka w dobie rozbiorowej" - pdf)





Na placu rzut okiem na pomnik Bema (i pierwszą dziś armatę).



A potem myk mostem na drugą stronę Narwi... teoretycznie most boczny, ale i tak ruch bardzo duży, na Narwi widzimy też most na krajówce.




Docieramy do  fortu rosyjskiego z drugiej połowy XIX wieku, gdzie w międzywojniu wybudowano mauzoleum bitwy pod Ostrołęką (o bitwie w wiki) 26 maja 1831 roku.





A oto i mauzoleum









Z Krypty są schody na pięterko, gdzie są zdjęcia z ostatniego remontu mauzoleum, ale dalej na taras wejście było niestety zamknięte.



Rzeźba pod tytułem "Szarża generała Bema"...  to znaczy tak mi wygląda, bo tabliczki nie było.



A to węgierski kopijnik (nagrobek słupowy - patrz wiki), na Węgrzech takie spotykaliśmy.



Są też kolejne armaty - ta wystawa nosi szumną nazwę Skansenu Artylerii Królestwa Polskiego (tabliczka z listą replik sprzętu).




Dodam, że obok fortu przebiegała wspomniana wcześniej wąskotorówka i była tu obok stacyjka, była to stacja najbliżej centrum Ostrołęki.

W forcie zrobiliśmy sobie rozwałkę u stóp wału, który osłaniał od wiatru. A potem pojechaliśmy tematyczną ulicą.



Pomnik szarży 4 baterii artylerii lekkokonnej podpułkownika (wtedy) Bema.





Niestety nie mamy już czasu jechać kawałek za Ostrołękę do grobu generała Kickiego, więc ruszamy na most kolejowy na Narwi. Za mostem jest stacja Grabowo na której zaczynała się wąskotorówka, a linia normalnotorowa leciała stąd na Chorzele. Nawet ta stacja jest bliżej centrum Ostrołęki niż stacja Ostrołęka.




Przejeżdżamy mostem na druga stronę (zresztą nie tylko my).





Nie mamy też już czasu by skoczyć na grodzisko, więc zaczynamy się przebijać na stację, Po drodze tylko oglądamy jeszcze pomnik  ze szczątków macew, zdaje się w miejscu gdzie był kirkut.




W większości jedziemy cpr-ami, jednak lepszymi niż te od koszar. Może to jest metoda? Zrobić coś tak beznadziejnego, że potem cokolwiek się zbuduje ludzie będą zadowoleni że jest lepsze. Tutaj jest starsza lub nowsza kostka, często fazowana,  mniej lub   bardziej wertepiasta, oczywiście za wysokie krawężniki, przejazdy rowerowe zasadniczo są, choć nie zawsze... a na fotce widać fragment gdzie chodnik przy śmieszce jest bodaj metrowej szerokości. Generalnie jednak jakoś się jedzie, w odróżnieniu od tyrpania przy krajówce. Gdy jednak oznaczenia znikają i nie ma pewności czy jest to zwykły chodnik, czy też cpr, uciekamy na asfalt.



Jeszcze fotostop na Skwerze Kolejarzy przed stacją, gdzie stoi wspomniana na początku ostrołęcka lokomotywa, jest to parowóz Px48-1758




Na Ostrołękę i okolice mieliśmy prawie 4 godziny, ciut przymało i nie udało się obejrzeć wszystkiego co było w planie... mogliśmy łapać pociąg 2 godziny później, ale wtedy w Wyszkowie byśmy wylądowali tuż przed zachodem słońca i nie złapalibyśmy jeszcze jednego szynobusa z Tłuszcza.

Na keszowanie za bardzo nie mieliśmy czasu, ale jak byliśmy obok skrzynki, to kontrolnie próbowaliśmy znaleźć, ale bez powodzenia. Dwóch w ogóle nie mogliśmy szukać, bo akurat miejscówka była okupowana przez osoby postronne, np. lokomotywa powyżej, harcerze mieli na niej jakiś punkt swojej zabawy, w ogóle zrobienie zdjęcia parowozu bez dzieciaków było sukcesem. Kolejne trzy skrzynki próbowaliśmy namierzyć, ale bez skutku - albo zginęły, albo tak ukryte że trzeba się nieźle naszukać, a my woleliśmy sobie obejrzeć to i owo niż tracić czas na znalezienie jakiś mikro fiolki (ot miejski geocaching). Tak więc nie udało się znaleźć nawet jednej symbolicznej skrzynki, co potem uznaliśmy za ostrołęcką klątwę keszową (o czym będzie dalej).


Szynobus już czekał, więc się ładujemy i jedziemy dalej.  Taki sam jak ten którym jechaliśmy w tę stronę. Robi się duszno, bo jest włączone ogrzewanie. Tym razem w Pasiekach my stoimy kilkanaście minut i czekamy by przepuścić pociąg z Tłuszcza, więc wychodzę żeby odetchnąć świeżym powietrzem (trzeba tylko się ustawić po nawietrznej, żeby nie dostać spalinami z szynobusu). Jedzie zmodernizowany kibel składający się z dwóch jednostek, to istotna informacja, bo potem ten sam będziemy łapać w Wyszkowie.





Oto i stacja Wyszków. Po drodze widzimy z okna chmury deszczowe, a Wyszków jest świeżo zlany deszczówką... parę chwil wcześniej przeszła tędy solidna ulewa.




Przebijamy się w kierunku Bugu, trafiamy na ścieżki rowerowe, ale te najgorsze w Wyszkowie są w standardzie najlepszych w Ostrołęce. Nie jest to żadna rewelacja, kostka mniej lub bardziej wertepiasta, ale te najnowsze są nawet znośne. Zresztą po Ostrołęckich wszystko jest lesze.

Trafiamy na taką rzeźbę... pachnie mi Edmundem Majkowskim.



Z tyłu dostrzegamy jeszcze trzy płaskorzeźby autorstwa Majkowskiego, wątpliwości nie ma, bo jedną albo dwie kopie każdej można obejrzeć w Warszawie.



Żeby znaleźć choć jedną skrzynkę, podjeżdżamy po pewniaka czyli skrzynkę wirtualną, znaczy taką która nie pojemnika, tutaj żeby zalogować jej znalezienie trzeba zrobić sobie zdjęcie pod tablicą na budynku plebanii. Obawialiśmy się jednak czy nie klątwa nie dopadnie nas także tutaj i czy tabliczka nie została w międzyczasie zdemontowana... no dobra, to wtedy chyba fotka z samą plebanią też by zaliczała? A co jeśli plebanię zburzą? Niby zabytek (chyba), ale nie takie cuda się w naszym kraju zdarzały. jeszcze aparat może się popsuć, zdjęcie nie wyjść, albo skasować się przypadkiem...

Uff, wszystko jest miejscu, fotka z samowyzwalacza zrobiona, sprawdzone że wyszła... a może ten wirtual odczyni klątwę? Niestety okazało się, ze nie. Kolejnych dwóch skrzynek z pojemnikami nie znaleźliśmy, ostrołęcka klątwa keszowa nadal jest w mocy.



A oto sama plebania i tabliczka. Z ciekawostek które można przeczytać na tablicy, 15-16 sierpnia 1920 kwaterował tutaj Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski (w składzie Marchlewski, Dzierżyński, Kohn) czekając na zajęcie Warszawy, a kilka dni później gościli tu min. gen Haller, czy ambasador francuski. Wydarzenia te opisał Żeromski w nowelce "Na probostwie w Wyszkowie" (trzeba by jej poszukać i przeczytać).




No, to tyle o plebanii, teraz rzut okiem na kościół.



W ścianie kaplicy od strony Bugu jest wmurowany pocisk, jeden ale dużego kalibru.  Ponoć w czasie I wojny wpadł przez okno do kaplicy i nie eksplodował i dlatego został wmurowany na pamiątkę.




Jedziemy na punkt widokowy nad Bug, tutaj w haubicy jest skrzynka - mikromagnetyk Klątwa działa, przy armacie rodzinka, a berbeć tymczasem zainstalował się przy haubicy i nie chciał się ruszyć... zresztą wcale mu się nie dziwię, zwłaszcza gdy odkrył, że jednym kołem da się kręcić. Chwilę czekamy oglądając widoczki i robiąc zdjęcia, ale sytuacja bez zmian, jedziemy więc do sąsiedniej skrzynki.




Pomnik partyzantów i cywili którzy zginęli w latach 1944-52. I tutaj o dziwo udaje się znaleźć mikrusa. Wracamy do haubicy, rodzinka właśnie opuszcza stanowisko, a my dosyć szybko znajdujemy i tę skrzynkę (mimo że w logach było przed nami kilka nieznalezień). Ustalamy, że to kręcenie kołem haubicy przełamało klątwę, od tej bowiem pory mamy w Wyszkowie 100% znajdowalności skrzynek.



Zjeżdżamy na bulwar nad Bugiem...




A właściwie bulwarek, bo chodniczek jest bardzo wąziutki. Miejscami jest skarpa i może faktycznie ciężko by było zrobić coś szerszego bez większych prac ziemnych, ale w wielu miejscach spokojnie dałoby się poszerzyć, przecież nie musi być wszędzie taki jaki wejdzie w najwęższym miejscu.

Kapslowe drzewo, a właściwie pniak... niestety już w stanie rozpadu.





I tutaj znajdujemy skrzynkę, choć jej zawartość nieco nas zaskakuje. Skoro klątwa została przełamana i mamy dobrą passę, podjeżdżamy potem jeszcze po mikrusa z parku (normalnie to byśmy go chyba sobie odpuścili) i też idzie nam jak z płatka. Później zastanawiamy się, czy aby w związku z tym nie przyatakować jeszcze raz tych dwóch skrzynek od których na początku się odbiliśmy, ale już nam się nie chce.



Liga Obrony 34. Co oznacza to 34? Na pewno nie jest to kilometr Bugu, jeśli już to bardziej ile zostało kilometrów do ujścia do Narwi.




Jaki dziś poziom krzaków nad Bugiem. Wyszło nam że poziom wody to jakieś 160-170cm i faktycznie w tym miejscu jest automatyczna stacja pomiarowa (link), według niej było 170cm, a po opadach potem wzrosło o 5cm.




Most kolejowy na Bugu, nim dziś już raz jechaliśmy i jeszcze tam będziemy (rowerowo i pociągowo).



Wjeżdżając na skarpę odkrywamy bezimienną mogiłę z 1939 roku.



Obelisk Wazów - upamiętniający Karola Ferdynanda Wazę, królewicza, księcia, biskupa, opata...  wystawiony przez jego brata, która Jana Kazimierza, jakoś po 1655 roku (czyli po śmierci brata).



Kordegarda parkowa.



Pomnik Norwida w parku (obok kordegardy).




Stojaki rowerowe przed urzędem miasta.




Obowiązkowo na most kolejowy. Kiedyś przejechałem ten most cały jedną kładką w jedną stronę, drugą w drugą... teraz lepiej tego nie robić, bo deski na prawej kładce są w fatalnym stanie, ale po lewej są nowe. Jak ja jechałem to obie były w stanie pośrednim i trzeba było uważać na dziury. Dziś tylko wjazd kawałek na środek, by zrobić zdjęcie rzeki.





W zasadzie już moglibyśmy jechać skrótem na dworzec, ale jeszcze trochę czasu mamy. Nie tyle żeby gdzieś dalej się wypuszczać, ale w sam raz by zahaczyć jeszcze o cmentarz. Tam trafiamy min. na taki oto grób - spoczywa w nim min. porucznik pilot Stefan Okrzeja (biogram na wiki), młodszy brat tego Stefana Okrzei, który został stracony w 1905 roku na stokach cytadeli. Ten zaś Stefan Okrzeja urodził się już po śmierci brata, bo w 1906 lub 1907 (zależy czy brać datę z wiki, czy z grobu) i dostał imię na cześć brata, a zginął w 1939.




Łapiemy widziany wcześniej w Paskiekach podwójny EN57AL, który teraz wraca przez Tłuszcz na Wileńską (gdybyśmy już wracali, byśmy oszczędzili na jednej przesiadce). Czekamy na mijance, bo teraz z drugim kiblem mija się właśnie w Wyszkowie, a nie Pasiekach.

W Tłuszczu widzimy EN57-038 zwany pieszczotliwie "babcią", to najstarszy jeżdżący jeszcze kibel. Starsze niezezłomowane i nieprzebudowane jednostki to 001 który został niedawno wpisany do rejestru zabytków, ale stoi w krzakach w Przeworsku, zaś 022 w barwach Kolei Śląskich odbył ostatnią jazdę w zeszłym roku.

Babcia podstawiła się na peron i miała jechać do Ostrołęki, trochę szkoda że na nią się nie załapaliśmy na trasie. EN57-038 nie jest gruntownie przebudowany, to znaczy różne drobne modernizacje przechodził, ale nie takie żeby go nazwać zmodernizowany... jednak Wi-Fi ma, a Pendolino nadal nie.



W Tłuszczu znów mamy trochę czasu do pociągu, tyle że słońce już zachodzi, więc szybko jedziemy do trzeciej lokomotywy zrobić zdjęcie... ale i tak fotka słaba, bo mało światła, a zdjęcie z daleka. To drugi  parowóz Ty2, tym razem ponoć o numerze 220. Stoi na bocznicach Kolei Mazowieckich.



Rzut obiektywem na tabor stojący na bocznicach - są to w większości EN57Al, ale też kilka niezmodernizowanych EN57, poza tym szynobusy - 222M (poznajemy po żółtym pasku na czole), a także kilka VT627, albo VT628, z tej odległości trudno odróżnić, a przy takim oświetleniu na zbliżeniach napisy są nieczytelne.

Ten budynek za pociągami, to chyba nowoczesna myjnia - tutaj artykuł o niej, oraz notka z filmikiem.



Tu się kończy Tłuszcz, moglibyśmy wyjechać dalej i zaliczyć gminę wiejską Tłuszcz, ale to może kiedyś. Dziś i tak zaliczamy gminę miejską Tłuszcz, bo do tej pory co prawda parę razy się przesiadaliśmy tutaj, ale to było bieganie po peronach, a nigdy jazda po samym Tłuszczu. I jest to jedyna nowa gmina dzisiaj.



Wracając zatrzymujemy się jeszcze przy rzeźbach z metalu przy parkingu przed jakimś marketem. Świnka ma na imię Oszczędność, mrówka Perfekcja, ludzik Strongman, a samochodzik to Spełnione Marzenie.






A poza tym:




Mamy jeszcze sporo czasu do pociągu, ale robi się ciemno i ostatnie zdjęcia już wychodzą. bardzo słabo, albo wcale, więc instalujemy się na peronie i czekamy na szynobus. Tym razem chcemy przejechać trasą Tłuszcz - Radzymin - Nieporęt - Legionowo... dalej szynobus leci przez Modlin i w Nasielsku odbija na niezelektryfikowaną, jednotorową linię na Płońsk i Sierpc.



Tak jak się spodziewaliśmy, wjechał nowy szynobus od Pesy SA135 (takie jeżdżą na trasie na Sierpc z Nasielska i Płocka). To taki mały szynobusik, co to zanim na dobre się zacznie, już się kończy. Jest już ciemno, więc nie ma okazji pogapić się za okno, ale przynajmnie się przejechaliśmy SA135, którym jeszcze nie mieliśmy okazji podróżować.




Wysiadamy na stacji Legionowo Piaski, w zasadzie tutaj (albo dwie stacje wcześniej) moglibyśmy kilka minut później złapac SKMkę do Warszawy, ale to jeszcze nie koniec wycieczki. Jedziemy do głównej stacji Legionowo, wzdłuż długiego muralu polskiego czynu zbrojnego... zwykle widzimy jego kawałek z pociągu, dziś jedziemy wzdłuż niego i jest dłuższy niż myśleliśmy, ale jest noc i znów nie możemy zrobić fotek.



Za to w przejściu podziemnym na stacji Legionowo jest Lokomotywa, są kolejne zilustrowane fragmenty wiersza (do momentu gdy lokomotywa rusza, dalej się nie zmieściło).



Jest też armata... ale nie udało się poruszyć jej kołem (przez żelazne belki), a szkoda bo znów dopadła nas ostrołęcka klątwa keszowa, dwóch skrzynek przy których próbowaliśmy szczęścia, nie udało się znaleźć.




No i co? Łapiemy lotniskowego  Elfa jadącego z Modlina, na Wschodniej przesiadamy na Impulsa do Skierniewic. Tutaj dopijamy herbaty z termosów (ostatnią kawkę wypiliśmy chyba przed Tłuszczem, albo Legionowem), zjadamy ostatnie śniadanie (szóste, albo i siódme) i już 16 godzinach wracamy z powrotem do domu.




  • dystans 4.17 km
  • czas 00:17
  • średnio 14.72 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Z Klu na dworzec

Piątek, 21 września 2018 · dodano: 22.11.2018 | Komentarze 0



  • dystans 5.96 km
  • czas 00:26
  • średnio 13.75 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu do biblioteki

Czwartek, 20 września 2018 · dodano: 20.09.2018 | Komentarze 0

Ostatnio tyle nawypożyczaliśmy z bibliotek, że nie daliśmy rady wszystkiego przeczytać i w zasadzie spokojnie moglibyśmy pojechać dopiero w przyszłym tygodniu. Ale że zawsze to przyjemnie odwiedzić bibliotekę, więc pojechaliśmy tylko wymienić to co przeczytaliśmy, a to co było jeszcze w czytaniu, oraz wierszyki zostawiliśmy na kolejny tydzień.

Najpierw trzeba się jednak najeść.



Owoc... cisu... nie jemy, bo trujący... a właściwie to otoczka nawet nie jest trująca, tylko pestka, ale nie będę Klusce mieszał w głowie, trujące i już.



W centrali na Mostowej



Pod biblioteką na Mostowej nazbieraliśmy trochę kasztanów (do tego trochę nazbieraliśmy przed przedszkolem). Ten fajnie się nadział spadając (chyba że ktoś go tak specjalnie). Swoją droga to trochę upiorne, że w byłym przedszkolu furtka tak była zabezpieczona od góry... chyba że to pochodzi z innego okresu działalności tego budynku. Co mi przypomina tłuczone szkło na szczycie muru otaczającego dawny zakład poprawczy w Oryszewie (ale potem był tam dom opieki dla starszych osób... dopiero w ostatnich latach chyba to usuwali).



Poza tym nazbieraliśmy też takie owoce (pod biblioteką i potem jeszcze w parku), może się nadadzą na korale... bo jarzębina u nas na osiedlu w  tym roku strasznie marna.



W filii nr 2 Kluska tradycyjnie sama sobie skanowała kartę biblioteczną i książki... a potem jeszcze pomagała przy skanowaniu, bo akurat tak się trafiło że jeszcze ze trzy osoby się przewinęły przez bibliotekę. Uff, ale było roboty!



Pięć książeczek przeczytaliśmy od razu w parku, w tym Kostka, który tym razem miał przygody na wsi.




  • dystans 44.29 km
  • 10.00 km terenu
  • czas 02:33
  • średnio 17.37 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Co tam panie w grzybni?

Wtorek, 18 września 2018 · dodano: 20.09.2018 | Komentarze 1

- 125 kurek
- 5 podgrzybków
- 5 kozaków
- 2 zajączki
- 1 leśna kania

Grzybów w lesie niewiele, byłoby słabo gdyby nie kurki... bo kurki znów dopisały, może nie były to takie ilości jak w sierpniu, ale nadal jest co na patelnię wrzucić.



Innych grzybów nazbierałem niewiele, ot na niedużą porcję do duszenia. Przede wszystkim wreszcie pojawiły się  jakieś podgrzybki, choć niewiele.




Nadal dało się znaleźć pojedyncze kozaki. Tym razem cztery maluszki i jeden średniaczek.




Leśna kania, czyli czubajka gwiaździsta, lub inny podobny kaniopodobny gatunek... były jeszcze dwa stare owocniki, które uznałem za nienadające się już do zbioru. Generalnie podobna do kani, choć nie tak smaczna, ale to głównie z powodu że kotlet z tej czubajki jest cienki i nie tak mięsisty jak z kani.

Ponieważ więcej takich czy innych kań nie udało mi się znaleźć, a takie jedno maleństwo to nawet nie opłacało się smażyć, dorzuciłem do reszty grzybów do duszenia.



Muchomor zielonawy/sromotnikowy.




Zdaje się, że opieńki... ale że nie zbieram, to nie wnikałem.



To chyba też, ale wyrośnięte. na kapeluszach (z wyjątkiem szczytowych) i pod nimi biały nalot, czyli wysyp zarodników.




Po sierpniowym spadzie zielonych żołędzi, teraz jest kolejny intensywny spad... trzeba uważać, żeby w łeb nie dostać, w sumie warto tak jak Kluska w parku poszła pod dąb zbierać żołędzie w kasku rowerowym.

Zebrałem trochę dla lavinki na kawę.




Aktualnie moczymy i wypłukujemy taniny. Kluska uczestniczy w tym aktywnie (zalewa wodą, prowadzi obserwacje z pomocą lupy i latarki), bo to taki eksperyment z zabarwiającą się wodą, a ona uwielbia eksperymenty.

Drugie moczenie



Woda z pierwszego i drugiego moczenia - pierwsze wczoraj przez kilka godzin, a drugie przez noc (nie tylko jest jaśniejsze, ale i klarowniejsze).



Zabawy ze światełkami (na balkonie w świetle dziennym).



Oraz w pokoju




Z użyciem lupy... w ogóle lupę ma Kluska wypasioną, duże szkiełko o średnicy 8cm, składana rączka i okrągłe pudełko. Kupił je chyba mój tata jeszcze w latach 90. od ruskich (wytłoczona na pudełku cena 4 ruble). Niedawno znaleźliśmy ją w szpargałach, w sama porę, bo akurat Kluska bardzo lubiła się bawić lupkami, to dostała taką wypasioną.






  • dystans 61.62 km
  • czas 03:49
  • średnio 16.14 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

po mieście x8

Poniedziałek, 17 września 2018 · dodano: 22.11.2018 | Komentarze 0

Błyszczka jarzynówka (Autographa gamma)