teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 108781.00 km z czego 15566.35 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 16.91 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009
Profile for meteor2017

Pocztówki zza miedzy

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2016

Dystans całkowity:1429.70 km (w terenie 246.55 km; 17.24%)
Czas w ruchu:81:33
Średnia prędkość:17.53 km/h
Maksymalna prędkość:39.40 km/h
Liczba aktywności:32
Średnio na aktywność:44.68 km i 2h 32m
Więcej statystyk
  • dystans 73.36 km
  • 22.00 km terenu
  • czas 04:23
  • średnio 16.74 km/h
  • rekord 30.50 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Nie ma kani... są kurki

Niedziela, 31 lipca 2016 · dodano: 05.08.2016 | Komentarze 10

Największy wysyp już chyba minął, poza tym mam wrażenie że już ludzie zorientowali się że sezon grzybowy się zaczął, więcej grzybiarzy spotykało się w lesie i niektóre miejscówki mogły być wyzbierane. Objechałem trzy miejscówki w poszukiwaniu kani, ale niestety ani jednej nie znalazłem. Inne grzybki owszem, aczkolwiek jakoś bardzo za nimi nie chodziłem, bo mamy pełną lodówkę i zamrażalnik obgotowanych o uduszonych grzybów... ot głównie jak coś zobaczyłem z roweru i zrobiłem rundkę w jego okolicy. Zebrano co następuje:

- 7 kurek
- 7,5 podgrzybka
- 1 prawdziwek
- 16 czubajek
- 0 nierobaczywych zajączków
- 0 kani

Niezawodne czubajki






Podgrzybków było więcej niż zebrane, może nawet dwa razy więcej, ale sporo robaczywych... stąd też ta połówka, bo połowa kapelusza była robaczywa a połowa dobra.








Trafił się jeden prawdziwek, przy czym cała nóżka robaczywa i kawałeczek kapelusza w jej okolicy też.



Zajączki w 100% były robaczywe... poza tym nie było ich za dużo, większości spotykanych i tak nie było co ruszać, bo stara, zapleśniała i zarobaczywiała.



Za to były kurki. Ostatnio parę razy lavinka wzdychała że zjadłaby kurek smazonych na masełku. Tyle że jak je znajdywałem, to jedną góra dwie. Dziś pierwszą znalazłem w rejonie okopu rosyjskiego.




Kolejne stadko parę kilometrów dalej na środku drogi.



pokręciłem się jeszcze po okolicy, znalazłem parę czubajek i robaczywych podgrzybków... oraz tuż przy okopie dorodną kurę! Ponieważ nie wiedziałem czyj to okop, to nie mogłem wstępnie ustalić czy tu kura bawarska, czy syberyjska. W domu sprawdziłem, że to też okop rosyjski, a więc kurki były syberyjskie.





No dobra, to jeszcze surojadki dla miłośników gołąbków. Surojadek nie zbierałem, tylko fotki.














I jeszcze takie denaturatowe coś





Podgrzybków i borowików było mniej, ale za to pojawiła się spora różnorodność grzybów






 Muchomorów jest też więcej niż tydzień temu. Oto muchomor sromotnikowy (chyba),  co ciekawe nie ma pierścienia, bo ten nie oderwał się do końca od kapelusza i zwisa z jego skraju.




A tu jeszcze przed oderwaniem pierścienia.




Łoś!



Taki drogowskaz po drodze



Postój na jagody... ponieważ zaczęło grzmieć tam skąd przyjechałem i miałem zamiar jechać dalej (czyli na wschodzie, a także na południu), to postanowiłem przeczekać żeby się w nie nie władować... ponieważ burze miały lecieć na północny-wschód, miałem nadzieję że mnie ominą jeśli nie rozwiną się za bardzo na boki i nic nowego nie przyjdzie z zachodu. A że były jagody, to wyjąłem kubek i zacząłem je zbierać.

Po jakimś czasie zaczęło kropic, a potem bardziej padać, założyłem kurtkę jak płaszcz i zbierałem dalej. Zbierało się wolniej, ale stwierdziłem że i tak lepiej niż jechać w tym deszczu. W końcu przeszło i kjapało tylko z drzew. Ruszyłem więc dalej.




Stwierdziłem że lepiej za szybko nie jechać,  bo zaraz znów się właduję pod chmurę, pojechałem więc nieco naokoło zahaczyć o trzecią miejscówkę kaniową. Chyba słusznie, bo deszcz już mnie nie dorwał.



Krzuszyna podeszczowa



Sarenka zza krzaka.




  • dystans 117.35 km
  • 3.50 km terenu
  • czas 06:23
  • średnio 18.38 km/h
  • rekord 35.70 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Setka na urodziny Kluski

Sobota, 30 lipca 2016 · dodano: 04.08.2016 | Komentarze 8

Z okazji urodzin Kluski strzeliłem sobie setę, a lavinka pięćdziesiątkę... znaczy na rowerze i to z hakiem. Ja miałem więcej kilometrów bo jechałem do Warszawy rowerem, a lavinka pociągiem.

Dożynki Baranów... ale chyba byłem za wcześnie.



Żadnych baranów nie było, tylko bociany.



Resztki Fabryki Tarcz Sciernych w Grodzisku i Willa Haberlego (czyli właściciela). To już Grodzisk Mazowiecki



Mural z napisem w jidysz "Sztetl Grodzisk" i sylwetką dworca wrócił w kwietniu tego roku pod dworzec, tylko w innym miejscu. Niestety z pociągu widać tylko napis "Witamy w Grodzisku", bo reszta nie jest od strony peronu, a przy zejściu z niego. Zresztą w tym miejscu był planowany inny mural, ale nie powstał... ponoć murale konkursowe które nie powstały, mają trafić w tym roku na trzy transformatory.




Grodzisk ogłasza przyłączenie do Indii!!! A tak na serio, to flag na ulicach Grodziska było więcej, także Pakistanu, Hondurasu i może jeszcze jakaś. Flaga z logo ŚDM sugeruje że były związane z tą właśnie impreza, zdaje się że miasto gościło pielgrzymów z tych krajów.



Milanówek - Willa Jolancin po pożarze. W pewien marcowy weekend były w Milanówku pożary trzech budynków, Straż Miejska po analizie monitoringu złapała gówniarza który przyznał się do podpalenia drzewa, traw  i pustostanu... nie wiem czy do tej pory udało się ustalić czy odpowiada także za dwa kolejne pożary (info)



Pruszków, SKMka na bocznicy, dla odmiany jest to... Impuls, tyle że czerwono-cielisty w barwach SKM, a nie zielono-żółto-biały jak Kolei Mazowieckich. Niestety tory są zaekranowane i teraz bliżej podejść do składu by strzelić fotkę z tej strony się nie da.



Gruba ryba z Pruszkowa



Pomnik przyrody - głaz narzutowy w Ursusie. Nowa, zielona plakietka wypłowiała zupełnie i jest prawie nieczytelna, a stara czerwona tabliczka, choć wypłowiała to nadal jakoś się trzyma.





Ursus już oflagowany przed rocznicą Powstania Warszawskiego.



Takie coś na murku przy stacji... charakterystyczne logo zwróciło moją uwagę. Okazało się że odbyły się tu dwa eventy (Wysadzamy Ursus i Wyrwij chwasta), podczas nich powstało to graffiti (po usunięciu maziajów), a na klombie posadzono roślinki, a później go pielono.




We Włochach też był w ostatnich dniach pożar, tym razem bloku. Ewakuowano ok. 100 osób, a w akcji gaszenia brało udział 150 strażaków i 40 wozów.



Taka eksperymentalna nowość na jednej z uliczek... zwężenie zamiast progów w ramach uspokojenia ruchu. U nas dopiero teraz zaczyna się coś takiego stosować, ale rozwiązanie znane jest na zachodzie, tylko często w wersji bardziej estetycznej (np. klomby kwiatowe) i  z prawej jest przejazd dla rowerzystów (tutaj też by był, gdyby znak przesunąć bliżej środka jezdni.).

W warunkach polskich podobne uspokojenie ruchu powstaje spontanicznie poprzez parkowanie samochodów na jezdni (częściej jednak zastawianie chodników), ale nie punktowo a w sposób ciągły i czasem niebezpieczny (na zakrętach - np. na tej samej uliczce kawałek dalej).




Po spotkaniu u wujka, postanawiamy nie przejmować się zapowiadanymi burzami i ruszamy dalej rowerami we trójkę.



Do Praku Powstańców Warszawy, gdzie wujek z babcią dojechali zbiorkomem.



Kluska "czyta" napisy na pomniku



W parku rosną nawet maślaki.



Trochę piknikujemy, ale potem przychodzi deszcz. Pod drzewami dosyć długo nam nie pada, potem mało, a potem przechodzi.



Słupy z listą zabitych mieszkańców Warszawy... rodzinę Kluski ze strony lavinki też by się tu znalazło.







Wujek, babcia i Kluska wracają zbiorkomem (tramwaj, potem autobus), a my rowerem... Deszcz zaraz przechodzi, wychodzi słońce, robi się gorąco.



Industrial na opłotkach Woli




Gdy spotykamy się znowu razem, przychodzi pora na tort... Kluska która ostatnio twierdziła że ma pięć latek, teraz twierdzi że ma sześć (no w końcu o rok więcej). Tiaaa, a miesiąc temu mówiła że ma dwa latka, szybko nam dziecko dorasta. Dmuchanie świeczek odbyło się kilkanaście razy, a co!



Dziś oboje wracamy rowerami - trochę kręcimy się po Ursusie - fontanna naprzeciwko Domu Kultury "Miś"



A szukając skrzynki władowaliśmy sie w krzaki... z Whehoo, dobrze że bez Kluski.



Obwodnica Warszawy... zmarnowano doskonałą okazję by wzdłuż niej poprowadzić drogę rowerową. Oto kawałek który powstał w Ursusie i to na odwal się - bardzo strome podjazdy i zjazdy, na dodatek nie zrobiono chodnika (piesi i tak chodzą, zgadnijcie po czym?).



W Pruszkowie skorzystaliśmy z okienka trainspottingowego w ekranach, by sfocić lokomotywę Siemens ectron w barwach Deutsche Bahn Polska.



Kategoria mazowieckie, >100


  • dystans 78.82 km
  • 1.20 km terenu
  • czas 04:00
  • średnio 19.70 km/h
  • rekord 39.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Rowerzyście w mordę wind i wiadro deszczu za kołnierz

Piątek, 29 lipca 2016 · dodano: 03.08.2016 | Komentarze 0

Plan był taki - jedziemy z Kluską do Warszawy. Jeśli będzie burza )codziennie ostatnio zapowiadają jakieś burze, a ich nie ma), to dojeżdżamy tylko do wujka i tam się chowamy, a jesli będzie ładnie to jedziemy na masę krytyczną. Mieliśmy mieć z wiatrem, a mieliśmy sporo bocznego :-/

Postój w Grodzisku na placu zabaw.



Tradycyjna przerwa na ciastko.



Siesta... jakieś 15 sekund





Placozabawowy parking rowerowy




Ponieważ zaczęły nadpływać czarne chmury, zaczęliśmy się zbierać... i nas dorwało po drodze do Milanówka, trochę nas zmoczyło nim się schowaliśmy pod wiaduktem. Kurczę, ulewa przyszła 2-3 godziny wcześniej :-/




Jak przestało bardziej padać, przeskoczyliśmy na poczekalnię kolejową. Kluska poza butami była sucha... trzeba było jej założyć kalosze. po posiłku, program artystyczny - taniec. Ludzie w poczekalni powinni się cieszyć że nie śpiew ;-)




Ponieważ dalej padało (mniej lub bardziej), poza tym ulice w okolicach dworca były pozalewane (jak dalej nie wiedzieliśmy... potem się okazało, że w Milanówku było najgorzej), to zdecydowaliśmy się kontynuować podróż pociągiem.



Ale to nie koniec przygód - podjechał zmodernizowany kibel (a dokładnie EN57AL), który ma trzy wieszaki rowerowe. Było już w środku trzech rowerzystów - dwóch wisiało, jeden oparł rower o drzwi naprzeciwko. lavinka ciepnęła rower opierając o ten oparty o drzwi, po czym wyskoczyła trzymać i wpychać Whehoo z Kluską, chwile trwało nim wmanewrowaliśmy sie do środka. Potem pomanewrowaliśmy tak że ja stanąłem z rowerem w poprzek (tak że wsiadający i wysiadający mogli jakoś przejść), a lavinka z Kluską usiadły.

Krótka sonda wykazała że wszyscy rowerzyści wysiadają przed nami - kolejno najpierw ten z opartym rowerem w Pruszkowie, a potem ci z wiszącymi w Piastowie i Ursusie Niedźwiadku... Generalnie zabawa polegała na tym, żeby poprzesuwać tak rowery by każdy mógł wysiąść, coś w rodzaju tej układance w ramce, co jest jeden kwadracik pusty, a resztę trzeba przesuwać. Ten z Pruszkowa musiał przesunąć rower lavinki i oprzeć z boku by wysiąść (drzwi otwierały się te o które się oparł). A potem jeden na jedną, drugi na drugą stronę... trzeba było przy tym ominąć mnie (ja trzymając rower pośrodku nie bardzo mogłem pomagać, tylko dyrygowałem) i ewenualnie przesunąć rower lavinki (która zajmowała się Kluską). Ogólnie było wesoło i integracyjnie.

Po wizycie i zdeponowaniu Kluski u wujka, ruszyliśmy z powrotem, lavinka znów do Milanówka (ale od drugiej strony) i w pociąg, a ja do samego Żyrka.


  • dystans 5.13 km
  • czas 00:22
  • średnio 13.99 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Na Jordanek nakarmić konika

Czwartek, 28 lipca 2016 · dodano: 03.08.2016 | Komentarze 2

Po drodze ustaliliśmy, że konik na Jordanku jest zmęczony i głodny... toteż zaraz po przyjechaniu Kluska pogłaskała go, nakarmiła i już można było na nim jeździć.



Ojej, ile tu mirabelek! Zbieramy - dla taty, dla mamy, dla babci, dla wujka, dla Ali... a potem wszystkie wepchnęła mi do kieszeni.



Jednak króliczki najbardziej lubią marchewki



Wizyta u orzeszka, żeby sprawdzić ile urósł. O, jaki duży!



A teraz na drabinki





Czytamy regulamin



Jeść czy tańczyć, oto jest pytanie. jedno i drugie! Samojooot!



Spieszony, rowerowy patrol Straży Miejskiej



Nauka alfabetu (pisania, bo z mówienia już zna) - tata pisał literę na piasku, ścierał i Kluska sama rysowała. Wychodziło jej naprawdę swietnie.




I ma taaaką kropę!




M to jedna z najtrudniejszych liter



Pod koniec już się trochę znudziła i zaczęła wygłupiać, stąd też R ma taką nóżkę z wihajstrem



A T to taki grzybek (akurat na czasie), tylko z taaaaakim kapeluszem!



W, to od razu WWW




  • dystans 10.04 km
  • 0.45 km terenu
  • czas 00:43
  • średnio 14.01 km/h
  • rekord 25.70 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Park i trampolina u cioci

Środa, 27 lipca 2016 · dodano: 03.08.2016 | Komentarze 0

Do parku, bo skwar... niestety przy placu zabaw w parku wycinali dwa drzewa i trochę gałęzi z innych. Jeśli chore i łamliwe, to kwestia bezpieczeństwa, wiem, ale to oznacza mniej cienia na placu zabaw :-/

No to pogapiliśmy się na pana siedzącego na drzewie i spadające gałęzie, a potem na skałki.



Robimy ziupę.



Inwentaryzacja kłódek na mostku.



Każdy kwiatek dostanie całuska od Kluski.




A wieczorem do cioci Werrony w odwiedziny, pod hasłem "na trampolinę". Musieliśmy objechać naokoło, żeby narwać bukiet polnych kwiatów... tym razem to był jej pomysł, bo zawsze jak jedziemy do jakiejś cioci, albo wujka, to z bukietem polnych kwiatów.




A oset to fajna kizia-mizia... gdy już się oczyści z kolców.



Piłka na miarę naszych możliwości.



Gdzie jest Kluska?






  • dystans 3.61 km
  • czas 00:16
  • średnio 13.54 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Po parku na trzech kółkach

Wtorek, 26 lipca 2016 · dodano: 02.08.2016 | Komentarze 14

Wycieczkę tradycyjnie zaczynamy od jedzenia



Tak się wozili na zmianę, tutaj kolej Kluski na siedzenie w rowerku... chyba pora na nową kategorię rowerów u Klu na bikestatsie - "pożyczone rowerki"




  • dystans 4.28 km
  • czas 00:16
  • średnio 16.05 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

po klu na dworzec

Poniedziałek, 25 lipca 2016 · dodano: 02.08.2016 | Komentarze 0

Dziewczynka z plasterkami... właśnie dlatego my jej zakładamy spodenki za kolana



Anpanman! Bajkinman!





  • dystans 105.00 km
  • 20.00 km terenu
  • czas 06:00
  • średnio 17.50 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Na grzyby x2

Poniedziałek, 25 lipca 2016 · dodano: 01.08.2016 | Komentarze 12

x1

Zanim zebraliśmy  jakiegoś sensownego grzyba, na ściółce znaleźliśmy taką obrączkę... to obrączka gołębia, prawdopodobnie pocztowego. MZ6 to kod Klubu Żyrardów, obok jest rok (20)10. Podobno pod gniazdami drapieżników można takich obrączek znaleźć więcej. Są strony na których można zgłaszać znalezione obrączki, czy martwe ptaki - inna dla dzikich, a inna dla gołębi hodowlanych (przy czym tutaj głównie chodzi o zgłoszenie gołębia, który się przyplątał komuś do gołębnika ;-)).



Jedno z okazałych mrowisk w okolicy




Wykopaliska na które natrafiliśmy po drodze





O, są i podgrzybki




Ponieważ pełno tam mrówek, trzeba było szybko zbierać (podgrzybki i zajączki), a dopiero potem z dala od mrowisk  sprawdzać czy nie są robaczywe.



Zajączki okopowe... w okopie również pełno mrówek - technika była następujące - szybki wypad do okopu, kosimy ile się da nie zatrzymując się, po czym powrót do strefy z małą ilością mrówek (tam nie było takiego miejsca, by mrówek nie było wcale), zrzut urobku na ściółkę, otrzepanie się z mrówek i powrót do okopu po następną porcję.

Niestety ponad połowa zajączków była robaczywa, nawet te malutkie.









Jedziemy dalej, po drodze kosimy parę przydrożnych zajączków, podgrzybków, a nawet prawdziwków.



A potem znajdujemy kanie - ja jedną grupę w lasku, a lavinka drugą na drodze kilkanaście metrów dalej.








Zbieram rozwinięte, resztę zostawiam na potem, dla porównania kapelusz muchomora czerwieniejącego (chyba, bo dokładnie go nie identyfikowałem).



Ja tylko na chwilę poszedłem w krzaki poszukać cmentarza... i tam napadło mnie stado zajączków i podgrzybków.




To jeszcze przekrój przez tęgoskór (nie mogłem się powstrzymać) i takie coś




Dziś tyle, mniej niż ostatnio, ale też mniej czasu poświęciłem na właściwe grzybobranie.



x2

Jeszcze człowiek dobrze z miasta nie wyjedzie, a już go zajączki napadają



I stada muchomorów










I takie cuś,,, chyba gołąbek udający podgrzybka



Żniwa już ruszyły



Zajączki okopowe... praktycznie w 100% robaczywe, to już spośród przydrożnych mozna było jakieś zebrać, choć odsetek robaczywych był bardzo wysoki. Potem jednak z tymi małymi zajączkami dałem sobie spokój i przestałem zbierać (no chyba że akurat wlazłem na jakiegoś młodziutkiego)...




A to dlatego, że przerzuciłem się na prawdziwki. Po drodze kilka zgarnąłem, a potem sporo znalazłem w rejonie jednego z okopów.










W tymże okopie było też parę prawdziwków i zajączków... w jednym miejscu na odcinku 2m rosły kolejno - prawdziwek, zajączek i podgrzybek.



Hmmm, a to co?



Potem pojechałem po kanie... minąłem po drodze wykopaliska, gdzie pracowała grupa archeologów, ale nie zatrzymywałem się żeby mi w czasie przerwy nie zgarnęli kań (albo kto inny). Na szczęście były, ładnie rozwinęły się od wczoraj.










oto one - średniac kapelusza 8-18cm



Miałem zajrzeć do archeologów, ale na rozdrożu zauważyłem rosnącego na środku drogi prawdziwka. Skręciłem w boczną drogę, a tam kolejny i jeszcze obok trzy mniejsze na drodze. Na zdjęciu poniżej w kadrze są cztery borowiki w trawie (widać jednego).



Połaziłem po okolicznych krzakach i w ten sposób podwoiłem,a  może i potroiłem ilość zebranych borowików.







W tej miejscówce było tyle... większość miała robaczywe ogonki, ale zwykle po odkrojeniu, kapelusz był ok.



A jak robiłem zdjęcie tego podgrzybka, podszedł do mnie jeden z archeologów - Maciek (byłem już blisko wykopków), bo jak zobaczył że robię zdjęcia roślin, to myślał że też prowadzę jakąś pracę naukową.



Okazało się, ze robią dziś model 3D, a więc najpierw oczyszczają wykop, a potem robią kilkaset zdjęć by komputer mógł to złożyć w model. Akurat Maciek czekał aż zajdzie słońce i znikną kontrasty, to opowiedział mi co i jak.

Tutaj jest wykop na głównej pozycji rosyjskiej - ten rów "do nas", to rów do pozycji wysuniętych. Te dołkito być może jakiś sysstem odwodnienia okopu.




Oto i rów do pozycji wysuniętych.



A oto i stanowisko czołowe.




Między nim, a stanowiskami niemieckimi - 60m ziemi niczyjej.



Zajączki z wykopalisk (niestety robaczywe)



A to pozycje czołowe niemiecki. Główna pozycja była z tyłu, ale nie były teraz na niej prowadzone wykopki.




Ruszam dalej - malinki haps! (żeby mnie huann nie uprzedził)



Tylko się nie władować w jakiś deszcz.



Podsumowując - znów bardzo udany zbiór, znów musiałem obgotowywać w największym garze, dziś jeszcze więcej borowików, podgrzybki i tylko trochę zajączków.

A smażone kanie w postaci "koltletów" po prostu pycha!




  • dystans 70.23 km
  • 15.20 km terenu
  • czas 04:42
  • średnio 14.94 km/h
  • rekord 36.60 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Na grzyby i jagody (x2)

Niedziela, 24 lipca 2016 · dodano: 28.07.2016 | Komentarze 18

x1 - grzybów mało - zajączki i to głównie robaczywe, podgrzybek czy dwa, oraz kilka czubajek.

Dla urozmaicenia zielone jeszcze owoce czeremchy, czerwone czereśni okopowej i niebieskie czarnej jagody.






O, złapałem na naszej trasie jeden z nowszych nabytków Kolei Mazowieckich - lokomotywę Gama dostosowaną do składów typu push-pull. Oraz piętrowe wagony (typu push-pull), ale musiałbym sprawdzić czy te nowe od Pesy, czy stare od Bombardiera.



x2 - człowiek ledwie wyjedzie z Żyrardowa, a już go opada stado zajączków wspierane przez kilka podgrzybków i borowika






Purchawka była tylko jedna, więc nici ze sprawdzenia jak smakują purchawki smażone... te co znalazłem wcześniej już za stare. Poza tym znajdowałem same tęgoskóry.





Niestety miejscami grzybobranie przypominało to ze Zmienników - pamiętacie? Tak? To obejrzyjcie jeszcze raz -  filmik tutaj. Zwykle wywożę kilka śmieci z lasu, ale z mniej zaśmieconych fragmentów, bo tutaj jeden czy trzy śmieci mniej nie zrobi nawet żadnej różnicy :-/

W tym samym klimacie utrzymana jest humoreska Jacka Sawaszkiewicza pt. "Zbiór":

— Sezon już się rozpoczął — rzekł tato. — Zakłady pracy od dawna jeżdżą na różne grzybobrania. Teraz nasza kolej.
Wzięliśmy dwa kosze oraz worek i pojechaliśmy do pobliskiego lasu. Ojciec wyznaczył odcinek terenu i zarządził, że przeczeszemy go rozsypani w dwuosobową tyralierę. Potem ruszył między drzewa.
Jak ci idzie? krzyknął do mnie zza krzaków, może po pół godzinie.
— Słabo! — odkrzyknąłem wycierając spód buta o ściółkę. — Same papierzaki! Trzeba bez przerwy patrzeć pod nogi!
Ominąłem kolejne mrowisko. Wśród zarośli napotkałem dwoje młodych zajętych grzybobraniem. Młodzi leżeli na kocu. Pan gmerał pod bielizną pani, która prężyła nóżki, chichocząc od łaskotek. Na mój widok usiadła i obciągnęła spódniczkę, pan zaś cisnął we mnie szyszką i powiedział brzydkie słowo.
Przezornie zboczyłem w kierunku taty. Miał już pełen kosz i napełniał właśnie worek. Zabrałem się do pracy.
Nieco później dotarłem do polanki, gdzie wokół transportera spoczywało męskie towarzystwo grzybiarzy.
— Co słychać, smarku? — nagabnął mnie pan, który rozdawał karty. — Dużo uzbierałeś?
— Niewiele — odparłem wymijająco. -- Dopiero się uczę.
Grzybiarze otaksowali mnie niechętnym wzrokiem.
— Chyba trochę za wcześnie — odezwał się któryś. — Fruwaj do domu i łap się za książki, synu, bo jak zdejmę pasek...!
Przyśpieszyłem kroku i wkrótce wyszedłem na drogę. Ojciec już czekał.
— Pofarciło ci się — rzekłem z uznaniem.
— Zostało jeszcze do licha i trochę — odrzekł. — Ale dzisiaj nie zdołamy wszystkiego zebrać.
Potem sprawdził godzinę i zadał sobie wór na plecy.
— Musimy już wracać — ponaglił.
Dźwignąłem swój kosz z butelkami i raźnie pomaszerowałem za tatkiem na przystanek autobusowy, by z naszym zbiorem zdążyć do punktu skupu przed zamknięciem.



Dlatego też nie zatrzymywałem się tu na dłużej, tylko pojechałem głębiej w las. Po drodze trzeba uważać na konie.




Gdy dotarłem na jedną z miejscówek, nim zsiadłem z roweru powitały mnie dwa dorodne podgrzybki. Grzybów może nie było ogromnej ilości, ale za to duże i to zarówno podgrzybki jak prawdziwki... a to było prawdziwe zdziwienie, bo co prawda tutaj z jednego czy dwa borowiki znalazłem, ale żeby naraz prawie dziesięć???Co prawda większość podgrzybków robaczywa, ale po odkrojeniu zostawało 25-75% kapelusza, co przy rozmiarach grzybów dawało i tak dużo, a prawdziwki miały ogonek  do odkrojenia i starsze kapelusz w okolicy ogonka.













Czubajki też były, ale przekonałem się, że przy takim grzybobraniu najlepiej zbierać tylko "łebki" i trzymać je osobno... bo dojrzałe owocniki czubajek przemieszane z masą cięższych grzybów rozwalają się i nie tylko żaden z nich pożytek, ale przy myciu przeszkadzają, bo pływa mnóstwo tych strzępów kapeluszy.



Potem jeszcze na jagody i na kolejną miejscówkę grzybową - tutaj sporo młodych, średniej wielkości podgrzybków (ciemno już było, więc bez fotek), aczkolwiek sporo z nich robaczywych (może nawet 50%). Tak czy inaczej NIGDY nie miałem tak udanego grzybobrania w żyrardowskim lesie... Mam wrażenie, że wielu grzybiarzy jeszcze się nie zorientowało że już są grzyby (albo są na wakacjach), toteż teraz miejscówki nie były wyzbierane i spokojnie mogłem kosić, bo mniej grzybiarza na jednego grzyba przypadało niż zwykle. A że grzyby zwykle zbieram w okolicach, bo nie jeżdżę pół Polski żeby grzyby zbierać, to było to jedno z najlepszych grzybobrań kiedykolwiek.

Do obgotowania grzybów musiałem wyjąć największy gar w domu, bo do innego się nie mieściły! W ogóle, jak już skończyłem czyścić i obgotowałem, to był 2 w nocy. Ufff, ciężki jest los grzybiarza ;-)



Aha, muchomorki też były... no ale poza rdzawobrązowym żadnych nie zbierałem ;-)






  • dystans 144.27 km
  • 13.40 km terenu
  • czas 07:33
  • średnio 19.11 km/h
  • rekord 38.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Na południe pod Stolniki

Piątek, 22 lipca 2016 · dodano: 26.07.2016 | Komentarze 21

Człowiek jedzie przez las i kątem oka zauważa jakiś tajemniczy wzgórek... kiedyś może by przejechał nie zwracając uwagi, ale teraz myśli że może to jakaś kolejna mogiła? Parę fotek, zaznaczenie lokalizacji na mapie i dalej w drogę.



Dwór Rzeczków




Ostatnio jak tu byliśmy, to te mirabelki dopiero kwitły




Młyn nad Białką po remoncie i przebudowie... mostek na rzeczce też.




Z Białej Rawskiej nie jechałem prosto, tylko trochę odbiłem w bok, żeby przejechać się wzdłuż kolejki rogowskiej.



Stacja Pągów i aktualny rozkład jazdy (powiększenie)




Takie tam landszafty z okolicy



Cmentarz wojenny w lesie pod Stolnikami






Prawdopodobnie trujący muchomor plamisty... ale głowy nie dam





A to jak najbardziej jadalny prawdziwek... pierwszy w tym roku. Potem jeszcze znalazłem jeszcze trzy nieco mniejsze, ale jeden całkowicie robaczywy, a drugi z robaczywym ogonkiem.




Nieśmiertelna czubajka (muchomor rdzawobrązowy)



I leśna przekąska.




Kilka kapliczek po drodze





Kościółek gotycki w Sierzchowach, niestety zamknięty, toteż nie mogłem zobaczyć kości mamuta umieszczonej w przedsionku... wykopana w okolicach, uważano ją niegdyś za kość olbrzyma, a legenda głosi że jak się rozpadnie, to nastąpi koniec świata.








Kościół został uszkodzony w czasie I wojny światowej, stąd ten pocisk wmurowany w ścianę.




Cały czas gorąco... usiadłem więc na schodkach w cieniu dzwonnicy, wiaterek na szczęście przyjemnie wiał i popijając resztki kawy mrożonej z termosu obserwowałem latające jaskółki. Było ich dużo i przysiadały na gzymsie, lub po prostu na cegłach na pionowej ścianie, by potem się zerwać i latać dalej....





No to poleciałem w końcu i ja... wiatrak, podobnie jak tamten młyn po przebudowie.




Wiejski plac zabaw z rowero-kwietnikami




No i jestem na opłotkach Rawy.



Rawskie grodzisko, czyli tzw. Anielska Góra (choć na niektórych mapach można spotkać Angielska Góra ;-)), inna nazwa którą można spotkać to Szwedzki Okop, a las obok to tzw. Tatarskie Krzaki. Oprócz samego grodu, widoczny zarys podgrodzia.

O tej porze roku trudno dostępne (to pewnie te tatarskie krzaki spełniają powinności obronne), trudno też zrobić jakieś zdjęcie na którym cokolwiek widać poza krzakami.





Taka oto kaplica w drodze powrotnej




Trzeba się spieszyć, bo machiny kroczące Marsjan dotarły już tutaj.




Kategoria >100, łódzkie