teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 108725.85 km z czego 15556.55 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 16.91 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009
Profile for meteor2017

Pocztówki zza miedzy

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

Wpisy archiwalne w kategorii

małopolskie

Dystans całkowity:1090.02 km (w terenie 90.48 km; 8.30%)
Czas w ruchu:71:00
Średnia prędkość:15.35 km/h
Maksymalna prędkość:61.50 km/h
Suma podjazdów:820 m
Liczba aktywności:32
Średnio na aktywność:34.06 km i 2h 13m
Więcej statystyk
  • dystans 36.62 km
  • 0.50 km terenu
  • czas 02:26
  • średnio 15.05 km/h
  • rekord 52.50 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Bazowanie w Regetowie 11: Ech, pora wracać

Poniedziałek, 12 września 2022 · dodano: 02.10.2022 | Komentarze 4

Ostatni poranek na bazie, rudzik chyba się na nas obraził, że nie będziemy dostarczycielami okruszków.



Poranna kawa, grzanki... stoją na piecu, żeby nie wystygły.



Jako, że ruszamy po południu, to jeszcze zdążyliśmy usmażyć placki z jeżynami. Ciasto ma dziwny kolor, bo jeżyny puściły sok, który dolałem właśnie do ciasta... nie wpłynęło to dodatnie na wygląd. Poza tym jeszcze mamy ciasto.




No, ale teraz to już naprawdę ostatnia kawa na bazie i w droge.



Żegnamy Regetów i Kozie Żebro w tle.



Krowy pod Skałką.



Trasa pokonywana po raz czwarty (a odcinek do Uścia po raz nie  wiadomo który), toteż zdjęć z trasy niedużo. Aura korzystna, nie pada, niezbyt ciepło, ale też niezbyt zimno, tak wręcz idealnie.

Za Uściem pierwszy trudny odcinek, czyli przebicie się przez Pieniny Gorlickie.




Długa przerwa zdjęciowa i już jesteśmy przy naszym ulubionym mostku na Ropie i obowiązkowy postój. Nie wiem co to miejsce w sobie ma, ale Kluska po prostu je uwielbia.






Mamy ciasto na drogę.



A potem morderczy podjazd (w naszym przypadku raczej podejście) pod Śliwkową Przełęcz. W zasadzie najwyższy punkt na drodze nie jest przełęczą, bo droga nie leci doliną, tylko stokiem. Sama przełęcz jest już kawałek niżej na zjeździe... ale dla nasz okolice w rejonie przewyższenia i tak będą Śliwkową Przełęczą.



Oczywiście nazbieraliśmy śliwek na droge, mniam.



Po drodze znajdujemy skrzynkę na moście nad Białą. Kluska wykorzystuje magnes przy pojemniku, by przytrzymać lobook na barierce, by się wpisać.




A pod mostem.



No i docieramy do Grybowa, mamy trochę czasu do pociągu, bo jechaliśmy tak, by mieć zapas na wszelkie nieprzewidziane sytuacje.




Kościół jest otwarty, więc wchodzimy żeby obejrzeć, a tu okazuje że zakonnica właśnie go zamyka... ale powiedziała żebyśmy spokojnie zwiedzali, tylko wyjdziemy bocznymi drzwiami przy zakrystii.



W gablotkach można obejrzeć relikwia... a waściwie relikwiarze. Tutaj relikwie św. Katarzyny Aleksandryjskiej - takie jest wezwanie cerk... tfu, znaczy kościoła).



U góry relikwia chyba czwórki świętych, ale cięzko powiedzieć jakich, bo na zdjęciu jest niewyraźne. pośrodku relikwie św. Faustyna Męczennika. A na dole jedno z moich ulubionych - relikwie krzyża świętego.



Relikwie JP II i Popiełuszki.



Kościół w Grybowie jest sanktuarium, jest tu bowiem cudowny obraz Matki Bożej Przedziwnej, w związku z tym są też gablotki z wotami.



Kontynuujemy spacer po Grybowie i trafiamy pod sklep z zabawkami, gdzie na murkach są wymalowani bohaterowie kreskówek.





Będąc tu w sierpniu trafiliśmy przy synagodze na mural, wykonany na podstawie starego zdjęcia. Teraz natrafiliśmy na kolejny (informacje o zdjęciu). Okazuje się, że tych murali jest więcej, a cały projekt nazywa się "Cichy Memoriał - Grybowska Saga" (o projekcie).




Później, jadąc już na dworzec, tafiliśmy na kolejny (info o zdjęciu).



A, taka tabliczka



Rowery zostawiliśmy pod wiatką USB i na zmianę spacerujemy z Kluską, podczas gdy jedno z nas pilnuje rowerów i ładującego się power banku.



Ładowarka przynajmniej działa, bo ekran z mapą już nie ( w sierpniu działał połowicznie), a w rowerowej stacji naprawczej pompka nie działa (na sprężone powietrze, czy normalna na pych nie byłaby trwalsza?), poza tym zastanawia mnie do czego jest to narzędzie? Zapasowe ogniwa do łańcucha, czy co?



No a potem w pociąg i do domu.



  • Chodzenie
współrowerzyści ma wycieczce:

Bazowanie w Regetowie 10: Bazowanie pełną gębą

Niedziela, 11 września 2022 · dodano: 01.10.2022 | Komentarze 2

Ostatni pełny dzień na bazie, z rana deszczowo i choć w ciągu dnia nawet zbyt dużo nie padało, to jakoś tak zalegliśmy na bazie i nie chciało nam się dalej ruszać.

Rano trzeba było zebrać salamandry wędrujące po bazie.



A ta urządziła sobie kryjówkę przy wiatce.



Trzeba też uważać na winniczki.



Na śniadanie jajecznica.



Bukiet coraz większy i coraz bardziej jesienny.




Grzybek w lesie za bazą.



Siedzimy na bazie, więc sobie pichcimy - tutaj placki z jeżynami.







Mniam!


A tu placki z twarogiem i śliwkami



A teraz bierzemy się za kolejne ciasto, bo tamto zeżryliśmy.







Gdy pada, to człowiek robi różne rzeczy pod wiatą - na przykład sortuje noże według wielkości, oraz przyprawy alfabetycznie.





Czerwone oczy wyszły przypadkiem, ale idealnie pasują do tematu fotki



Czasem trzeba się ruszyć spod wiatki na wyprawę





Kolejną rozrywką jest dokonanie wpisu... albo kilku wpisów w kronice bazowej. Im głupsze, tym lepsze, oto jeden z nich:

"Waga na ameby w kiblu, wciągają turystów. Nie są może zbyt szybkie, ale nie należy zbyt długo siedzieć w wygódce."





Można też narysować salamandrę (rys. Kluska).



Wieczorem, ponieważ od dłuższego czasu nie padało i jakoś się nie zanosiło, zastanawiałem się nawet czy by nie rozpalić ogniska i wieczoru przy nim nie spędzić... dobrze, że mi się nie chciało, bo jak lunęło! Po tym deszczu, w nocy pojawiła się nowa fala salamander, spotkałem nawet dwie w pozycjach bojowych, bo chyba były na polowaniu.




Wyszły też ropuchy (Ropucha szara - Bufo bufo), też jakby w pozycji bojowej (albo marszowej), zupełnie inaczej się prezentuje niż w pozycji rozklapciałej, w jakiej zwykle można ją spotkać.




Ten sam egzemplarz w pozycji rozklapciałej.



- Buzi?
- Weź przestań! Brzydzę się ludzi.



Kluska przygotowała wykresy podsumowujące nasze bazowanie, pokazujące ilu turystów mieliśmy której nocy, na drugim wykresie z podziałem na namioty bazowe i własne. Było dokładnie tak jak podczas bazowania latem 2009 - w tygodniu mieliśmy turystów na noclegu co drugą noc. Dokładnie tak samo było teraz!






  • Wędrówka
współrowerzyści ma wycieczce:

Bazowanie w Regetowie 9: Nagły Atak Salamander

Sobota, 10 września 2022 · dodano: 30.09.2022 | Komentarze 4

Od rana lało, tak więc tym razem zamiast odpalać ognisko, paliliśmy w piecu. Po0nadto od rana mieliśmy Inwazję Salamander! Salamandry były wszędzie - zarówno na drodze do źródełka, jak też na samej bazie, tak więc wynosiliśmy je z powrotem w krzaki, ale wcześniej robiliśmy im zdjęcia i oglądaliśmy jak chodzą, kryją się w różnych zakamarkach itp. czyli film przyrodniczy na żywo.

A te dwie się chyba polubiły, może na wiosnę będą małe, bazowe salamandrzątka?






W zasadzie dziś mógłbym zrobić cały wpis o salamandrach i wstawić kilkadziesiąt zdjęć. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałem, w sumie przez ten jeden dzień widziałem więcej salamander, niż przez całe życie, a przez trzy dni chyba z dziwiętnaście (z czego trzy spotykaliśmy dwukrotnie, poznawaliśmy po układzie plamek).

Tutaj osobny wpis z listą salamander - zdjęcia takie, by było widać układ plamek i do tego imiona nadane przez Kluskę.




Slamandry wydają się niezdarne i powolne, ale w razie czego potrafią się całkiem szybko poruszac.




Salamandry całkiem nieźle się wspinają.




Salamandrowa Baza Namiotowa



A tak w ogóle odkryliśmy, że salamandry potrafią pływać... właściwie to Kluska odkryła. Postanowiła zwilżyć jedną i rękę z trzymaną salamandrą włożyła na chwilę do wody, a ona zaczęła pływać. Okazuje się, że wbrew różnym opiniom, w stojącej wodzie świetnie sobie radzą z pływaniem.


Chyba każdy wie, że w internecie można przeczytać różne bzdury - jedną z nich jest to, że dorosłe salamandry w ogóle nie potrafią pływać. Jak wrzucić w wyszukiwarkę słowa: "salamandra + pływa", to zaraz na pierwszym miejscu wyskakuje nam strona główna Lasów Państwowych, na której przeczytamy że " Samice „rodzą” larwy do wody, co jest to dla nich dość trudne, gdyż nie umieją pływać.". Informacja ta pojawia się jeszcze na wielu innych stronach, których z litości i by nie pozycjonować bzdur, nie będę linkował.

Jednym z kolejnych wyników jest Wikipedia (hasło salamandra plamista), w której przeczytamy że salamandra "pływa słabo", co jest chyba w miarę dobrym opisem zdolności pływackich salamandry  (niektórzy sarkają na Wikipedię jako źródło wiedzy, ale jak widać jest to lepsze źródło niż na przykład strona dużej instytucji państwowej).

Jak poszukamy dalej to trafimy na taki fragment z ciekawą obserwacją  " dorosłe osobniki wrzucone do wody pływają bardzo słabo i nieudolnie. Jeżeli woda jest głęboka, szybko toną, chociaż obserwowano podobno salamandry, które, podobnie jak traszki, przebywały zanurzone w wodzie i wychylały jedynie co jakiś czas głowy, by zaczerpnąć powietrze ". To z artykułu w magazynie (nomen omen) Salamandra. Jako ciekawostkę dodam, że natrafiłem na wzmiankę, że naukowcy skonstruowali robota, który "naśladuje sposób chodzenia i PŁYWANIA salamandry"  (info z filmikiem).

Można jeszcze znaleźć filmik, gdzie salamandra próbuje pokonać rwący potok i sobie niezbyt dobrze radzi z silnym nurtem, przy czym bardziej chodzi po kamieniach niż pływa, a jeśli to na bardzo krótkich odcinkach. Zresztą, chciałbym zobaczyć jak inne pływające zwierzaki radzą sobie z takim nurtem.




Jakieś inne zwierzaki, też dało się znaleźć



Rudzik też był, ponieważ było mokro, szczególnie chętnie buszował pod wiatką. W ogóle pod wiatką miewaliśmy przez ten tydzień także innych gości, na przykład któregoś poranka latał nietoperz, a dwa razy szerszeń, którego przeganiałem - o tej porze chyba nie chciał założyć gniazda, ale raczej szukał miejscówki na przezimowanie.



W międzyczasie stwierdziliśmy, że zapomniałem kupić mąki... a już dzisiaj miałem siedzieć na du... na bazie i nigdzie się nie ruszać. Około południa przestało padać i zastanawiałem się czy skoczyć do Smerekowca rowerem (szybciej i większa szansa, że zdążę przed kolejnym deszczem, ale nie chciało mi się babrać w miarę jeszcze czystego roweru), czy może z buta stokami Rotundu do Ługu (Zdynia-Ług - dłużej, większa szansa że deszcz mnie dorwie, ale i tak mniej to uciążliwe niż gdyby mnie dorwał na rowerze).

W końcu ruszyłem na Zdynię naokoło Rotundy. Po drodze trochę grzybów, np.maślaki.



I taki oto borowik (ceglastopory? ponury?). Dosyć ciemne rurki, poza tym szybko i intensywnie się przebarwiał... To przykład, że poza swoimi terenami trzeba uważać z grzybobraniem, bo można trafić na inne grzyby (takich u nas nie widziałem).





Widoczki z drugiej strony Rotundy.




Główny Szlak Beskidzki



Zajęło mi to ponad dwie godziny, a na bazę zdążyłem jakieś pół godziny przed kolejną falą deszczy, które mogłem na sucho obserwować spod wiatki.




Taki wcześniej daszek przygotowaliśmy na rowery.



Dziś takie widoki na Kozie Żebro



Dziś większość czasu spędzaliśmy pod wiatą, można też było w namiotach (na bazie pusto, więc można by było nawet przerobić któryś z bazowych na świetlicę.




Glut - tym razem kisiel z gruszkami i jeżynami.




Wreszcie zabraliśmy się za robienie ciasta. Jak byliśmy w sierpniu, to w piecu zostały upieczone chyba ze trzy ciasta i lavinka przyjęła za punkt honoru też upiec na bazie ciasto. Tyle że wcześniej ładna pogoda, nie chciało nam się odpalać pieca, a poza tym ciężko nam było usiedzieć na bazie, więc na zmianę lataliśmy w teren.

Ale teraz i tak kiblowaliśmy pod wiatą, piec gorący, więc wzięliśmy się do roboty.



Aaa, zaczyn ucieka!



A oto i efekt końcowy. Trochę klapło, ale to może i dobrze, bo my bardzo lubimy takie mokre i ciasto. Mniam.




Przy kolejnej fali deszczy, pojawiła się kolejna fala salamander. Oto Nocka, która weszła na bazie już po zmroku, a gdy szedłem spać, to spotkałem ją ponownie, jak właziła do wiatki.








  • dystans 25.88 km
  • 4.00 km terenu
  • czas 01:41
  • średnio 15.37 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Bazowanie w Regetowie 8: Robienie zapasów na deszcz

Piątek, 9 września 2022 · dodano: 28.09.2022 | Komentarze 9

lavinka: Dzień w którym budzisz się rano. Kluska bawi się w namiocie salamandrą (żywą!), a Meteor opowiada Czechom dowcip po rosyjsku o kolei transsyberyjskiej.

To dobre podsumowanie poranka - poprzedniego dnia wieczorem na bazę zawitało dwóch czeskich cyklistów. Kluska, pełniąca funkcję bazówny, strasznie się jarała tym, że mamy gości z zagranicy (i to nie zza tej najbliższej granicy).

Natomiast po nocnym deszczu, rano na drodze przy źródełku spotkałem salamandrę... chwilę się biłem z myślami, czy budzić Kluskę? Zabiłaby mnie, gdybym jej nie obudził do salamandry (jeszcze nie widziała tego płaza na żywo). Tyle że zanim ją obudzę i doholuję do źródełka, to salamandra pewnie gdzieś polezie w krzaki. No trudno, wziąłem delikatnie salamandrę w ręce i zaniosłem do namiotu. Kluska była zachwycona.

A wiecie, że salamandra plamista była pierwszym zwierzęciem, którego łacińskiej nazwy systematycznej Kluska się nauczyła? A to dlatego. e jest banalnie prosta - sami sobie sprawdźcie.



Okazuje się, że niepotrzebnie, bo druga salamandra wlazła nam na bazę i  trzeba ją było wynieść w krzaki, by nie została zdeptana (zresztą pierwszą też wkrótce wynieśliśmy). Ale za to mogliśmy porównać plamki na ciele obydwu płazów. Ta powyżej była mniejsza i Kluska nazwała ją Plamcuś, a tę drugą Czarnulka.



Wynoszenie salamandry w krzaki, kawałek w bok od drogi, bo na niej może ją zdeptać człowiek, koń, albo przejechać samochód).



Słodki z niej zwierzak, nie?



Poza tym rudzik Rudek jak zwykle buszował na bazie.




Jako że następny dzień zapowiadał się deszczowy, a i tak miałem zrobić zakupy na weekend, to wykonałem kurs do sklepu po zapasy na kiblowanie w czasie deszczu.

Kluska i lavinka zrobiły kurs na Roundę (nową drogą, która okazała się optymalna).



Ja pod wieczór jeszcze wyskoczyłem po jeżyny, bo te które lavinka zebrała pod Działem już się skończyły, a jak będzie lało, to nie będzie nam  się chciało latać po mokrych krzakach.




Widoczki po drodze - Jaworzyna



Z lewej Rotunda, z prawej Dział



Cmentarz w dolinie



Wpakowałem się w stado wracających z pastwiska krów. Trzeba ostrożnie i powoli je mijać, bo choć to łagodne zwierzęta, to jednak to kawał bydlęcia i lepiej ich nie wystraszyć. Jak mnie dostrzegały, to trochę schodziły mi z drogi i mogłem je wyprzedzić, tylko ten młodociany byczek nie chciał dać się wyprzedzić, ruszył do przodu galopem...  ale w końcu mu się znudziło.



Bazowy bukiet coraz bogatszy





  • Chodzenie
współrowerzyści ma wycieczce:

Bazowanie w Regetowie 7: Uzupełnianie Korony Regetowa

Czwartek, 8 września 2022 · dodano: 26.09.2022 | Komentarze 3

Bazowy bukiet się rozrasta



A w ciągu tego dnia zrobił się bardziej jesienny



Śniadanie, czyli poranne grzanki i kawa (stoi przy ognisku, by nie stygła).



Fątek dla fefleniących: Kafka, cy kafka? lavinka fybrała kafkę, a Kluska kafkę.



Widoki z samej bazy nie sa wybitne, ale jest widoczek na Kozie Żebro - tak było z samego rana, a drugie zdjęcie przedstawia ten sam widoczek nieco później.




Dziś ja pełnię dyżur na bazie, a lavinka z Kluską idą na Kozie Żebro. bikestats nie ma aktywności "bazowanie", więc wybrałem "chodzenie", bo chodzenia oczywiście trochę było - do źródełka po wodę, nad źródełko po miętę, do strumienia by coś umyć, do kibla by eee...no tak, do lasu po drewno itp. itd.



Kowaliki czasem pojawiały się na bazie, kucie w drzewo oznajmiało ich przybycie. Ten wlatywał czasem do budki i kuł w środku!




O, takiego sześcionoga spotkałem.




Kulinarnie się rozkręcamy - tym razem placki




lavince po Kozim Żebrze było mało, więc ruszyła sama na Dział... trochę protestowałem, bo chciałem wyskoczyć na jeżyny (poprzednie się skończyły), ale obiecała że nazbiera.



A to wieczorna porcja placków



Ponieważ coraz bardziej popularne są różne korony - Korona Ziemi, Korona Gór Polski, Korona Beskidów, Korona Sudetów, a nawet Korona Beskidu Niskiego, więc wpadliśmy na pomysł Korony Regetowa, na którą będą się składać główne szczyty dookoła Regetowa. Oto wstępna koncepcja Korony Regetowa:

1) Rotunda I (771m) - najczęstszy cel wycieczek z bazy, przez szczyt przebiega znakowany na czerwono Główny Szlak Beskidzki (GSB) z Ustronia do Wołosatego (a na bliższym dystansie z Regetowa do Zdyni), także szlak cmentarny oznaczony czarno-białymi kwadracikami. My wchodziliśmy nań różnymi alternatywnymi trasami, których mapkę zamieszczamy w tym wpisie. Na szczycie odbudowany cmentarz wojenny nr 51, a także ruiny powojennego posterunku obserwacyjno-meldunkowego i pozostałości wieży obserwacyjnej (chyba, że to była wieża triangulacyjna.

2) Rotunda II (777m) - o ile nazwa Rotunda dotyczy raczej tego wierzchołka z cmentarzem, to na południe znajduje się drugi, wyższy wierzchołek bez cmentarza i bez szlaku.

3) Dział (Dił, 710m lub 712m) - Po tej stronie doliny szczyty mają charakter wysepek, taką wyspą między Rotundą a Jaworzyną jest Dział. lavinka testowały stokówy i twierdzi, że jak się trafi odpowiednią drogę to da się nią podejść prawie pod sam szczyt. Ja kiedyś rypałem prosto z Rotundy przy użyciu mapy i kompasu, nie pamiętam czy trafiłem w przełęcz między tymi szczytami, czy też kosiłem jara.

4) Jaworzyna (Javorina, 881m) - szczyt na granicy polsko-słowackiej, przebiega tedy polski szlak niebieski (przeł. Regetowska - Konieczna) i słowacki czerwony (Sedlo Regetovka Voda - Sedlo Dujava). Na szczycie zeszyt wejść, a także widoczek w kierunkach północnych, zwłaszcze na NW, gdzie widać Zalew Klimkówka i górę Chełm. Szczyt rzeczywiście porasta las jaworowy, również na stokach sporo jaworów.

5) Obicz (Obycz, Obič, 788m) - kolejny szczyt na granicy polsko-słowackiej. Od przełęczy Regetowskiej biegną na szczyt szlaki niebieski i żólty, oraz słowacki czerwony. Granica w tym miejscu biegnie wododziałem - toteż zarówno Obicz, jak i Jaworzyna leżą na wododziale - strumienie spływające na północ stanowią dorzecze Wisły, a na południe do dorzecza Dunaju. Pod Obiczem są źródła Regetówki, są też widoczne okopy z I wojny.

6) Jaworzynka (869m) - na sam szczyt nie biegnie żaden szlak, na stokach cmentarz wojenny nr 48, a w rejonie szczytu sporo wyraźnych okopów z I wojny. W 2001 trzy razy wchodziłem na Jaworzynkę, przy raz się nie udało, bo utknęliśmy w krzalu.

7) Kozie Żebro (847m) - przez ten szczyt, czy bardziej grzbiet, przebiega Główny Szlak Beskidzki (Regetów - Hańczowa), roaz zielony szlak (Wysowa - Skwirtne). Obecnie ze względu na ścinki, widoczek w kierunkach zachodnich.

8) Skałka (820m) - kolejny szczyt masywu - góry otaczające od zachodu dolinę mają  charakter grzbietu z kilkoma kulminacjami. Nie wszystkie umieszczam na liście, tylko te bardziejsze z nazwą. Biegnie tu zielony szlak z Koziego Żebra.

9) Kiczerka (625m) - w zasadzie szczyt jest już na Skwirtnem, a nie Regetowem, ale jest przedłużeniem grzbietu górującego od zachodu nad doliną Regetówki, a poza tym ma tak ładną nazwę pochodzenia wołoskiego, że żal go nie włączyć do korony. Ja mam szczególny sentyment do Kiczer i Kiczerek, od kiedy na pewnym rajdzie nie udało się na jedną wejść. Na szczy nie wiedzie żaden szlak.

10) Banne (589m)  - takie tam wzgórze na północ od Regetowa, biegnie przez ten szczyt zielony szlak (Kwirtne -Smerekowiec).


nasz postęp w zdobywaniu Korony:

Kluska - 2022: Rotunda I, Jaworzyna, Obicz, Kozie Żebro
lavinka - 2022: Rotunda I, Dział, Jaworzyna, Obicz, Kozie Żebro

ja - 2022: Rotunda I, Jaworzyna, Obicz... w tym roku tylko te.
Poza tym kiedyś zdobyłem zarówno powyższe szczyty (w 2001), jak też kilka z pozostałych: Rotunda II (2002), Dział (2002), Jaworzynka (2001), Kozie Żebro (2001), chyba też Skałkę (2003), Banne chyba niekoniecznie, natomiast Kiczerki prawie na pewno nie.



  • dystans 33.55 km
  • 0.50 km terenu
  • czas 02:30
  • średnio 13.42 km/h
  • pod górkę 360 m
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Bazowanie w Regetowie 6: Jako kuracjusze w Wysowej

Środa, 7 września 2022 · dodano: 25.09.2022 | Komentarze 6

Jakoś powoli mi ta relacja z Regetowa idzie, ale aktualnie siedzę w grzybach (w lesie lub w kuchni).

Najpierw zjazd z Regetowa, a potem musimy się przebić przez grzbiet do doliny Ropy. Na ostrym podjeździe krowy i widoki.




Profil trasy - symetryczny, bo wracamy tą samą droga - a przejazd pod Kiczerką to ten szpikulec.



A teraz zjazd do Hańczowej.



No i jesteśmy w dolinie Ropy



Cerkiew w Hańczowej - na wieży zegary, nie chodzą bo za nimi nei ma żadnego mechanizmu, to atrapy. A zabawne jest to, że każdy ustawiony jest inaczej, tak więc w sumie osiem razy na dobę wskazują dobrą godzinę.





Oglądamy sobie, gdzie jest ochrona przed deszczem (daszki i różne występy) - tam gont jest jasny, a gdzie deszcz leje się bez przeszkód, co poznajemy po pociemniałym goncie.



Po drodze... po drodze także widzieliśmy taką scenkę - w obejściu starszy pan obsztorcowuje ze trzy koty: "Wy dranie powinnyście myszy łowić, a nie na żarcie tu przychodzić".



W samej Wysowej most na Ropie jest w remoncie, toteż by się dostać do centrum, musimy objechać górą, gdzie szosa biegnie między sanatoriami, czy innymi ośrodkami wczasowymi... co sprawia, że dokładamy ze 6km do dystansu. Ale przynajmniej jest taki widoczek - hmm, to chyba Busov? Najwyższy szczyt Beskidu Niskiego.



Cerkiew w Wysowej, z miejscem na zegary, ale bez zegarów.



Po zrobieniu zakupów, swoje kroki kierujemy do Parku Zdrojowego i wbijamy się do Pijalni Wód, a co! Se powczasujemy i poudajemy kuracjuszy.



Kraniki w pijalni, można tutaj zdegustować wody: Józef I/Słone, Józef II, Henryk, Anna, Franciszek. Ponieważ Klusce włącza się żyłka degustatora, to degustujemy prawie wszystkie (z wyjątkiem Józefa II, który jest zbliżony do Henryka).




Degustujemy od najsłabszej do najmocniejszej: Józef I/Słone -> Henryk -> Anna -> Słone, potem w parku odkrywamy, że trzy źródełka są czynne, więc degustujemy jeszcze Bronisław, Józef I, Aleksandra (najmocniejsze, ale źródełko czynne do 15-ej, jako że docieramy tam później, to kranik się krztusi i wypluwa ledwie łyk... może i dobrze).



A co do pijalni, to jak byłem tu w 2005 i wcześniej, to jej jeszcze nie było. Gdy tu trafiłem w 2009, to byłem mile zdziwiony, ze nowy budynek, a taki ładny... ale potem okazało się, że ta pijalnia została zaprojektowana i wybudowana w latach 20., tylko że w latach 60, spłonęła i obecna została wybudowana na jej wzór w 2006.



Tak wygląda obecnie większość zdrojów w parku.



A tak wygląda Bronisław.




A to Franciszek, kiedyś był dostępny za darmo w parku, a teraz tylko w pijalni (1,50 za kubek... no majątek to nie jest, ale potem za toaletę sobie drożej liczą). Nie pamiętam dokładnie jak było w 2005 i wcześniej, czy wszystkie zdroje były ogólnodostępne, czy tylko część i które. Na pewno był Józef I, Franciszek i Aleksandra, te pamiętam.




A to obecne ujęcie Józefa I, kranik jest nieczynny, jest tylko stały wypływ z rury, co chyba jest celowe, żeby zniechęcić amatorów, by poszli do pijalni. Nas nie zniechęcił, tutaj napełniliśmy dodatkową butelkę.




A teraz ciekawostka dotycząca składów, bo na każdej tabliczce jest inny. Porównam sumę składników stałych Franciszka.

W pijalnie jest, że 14 814 mg/l



Na zdroju - 13 243 mg/l



A na butelce, takiej jaka jest reklamowana do kupienia na powyższej tabliczce jest 14 448 mg/l... piszą, że woda odżelaziona, więc tutaj by mi nie zdziwiło, że jest mniej składników stałych. I faktycznie jest ciut mniej niż w pijalni, ale więcej niż przy zdroju.



A tu ciekawostka - moje zdjęcia z 2005, takie tabliczki były kiedyś na zdrojach. Pomijając fakt, że już mocno zużyte, to były ładniejsze niż obecne (tutaj powiększenie zdjęcia).

Wtedy Franciszek miał aż 20 379 mg/l. No, akurat te różnice tak nie dziwią, widać w nowszysch badaniach wyszło inaczej (generalnie na wszystkich trzech tabliczkach jest wyższa zawartość składników mineralnych), bardziej ciekawią te współczesne różnice, które jednak nie są takie duże... z małym wyjątkiem.



Tym wyjątkiem jest Anna. W pijalni jest dosztukowana, karteczkowa informacja o tej wodzie. I tam jest 13 178 mg/l, a na odwiercie jest 8  484 mg/l




No i jeszcze jedna rzecz - w pijalni jeden kranik jest opisany jako Józef I/Słone, jak się dopytałem pani, czy tam wody są zmieszane, czy jak, to pani wyjaśniła że nie mogli się zdecydować jak nazwać zdrój - jedni byli za Józefem, inni woleli Słone i jako kompromis umieścili podwójną nazwę.

Jednak coś mi tu nie gra - jak zerknąć na ujęcia Słone i Józef I, to są tam wyszczególnione różne składy i nie sa to takie małe różnice. Tak więc moim zdaniem jest to chłyt makertingowy, a podłączona jest jedna z tych wód. Która? Jak poguglać, zazwyczaj można znaleźć najczęściej informację, ze w pijalni dostępne jest Słone, a więc jst spora szansa, że ta woda jest w kraniku.




Park Zdrojowy w Wysowej Zdrój



A to basem o szumnej nazwie Park Wodny. Zewnętrznie nawet nieźle się prezentuje, ale dowcip polega na tym, że obiekt wybudowany w 2012, od 2019 jest zamknięty. Powodem zamknięcia jest: "pęknięcie ścian oraz widoczne ugięcie żelbetowego stropu nad częścią obiektu".




A to sklep firmowy Wysowianki - rozlewnia wód jest tam z tyłu.



Jeszcze taki domek



Wracając oglądamy kościół




Mieliśmy farta, bo akurat przyszedł ksiądz i mogliśmy sobie obejrzeć wnętrze nie tylko z przedsionka.




Tam zaobserwowaliśmy ciekawą rzecz - konfesjonały, które nie są wolnostojące, a są częścią konstrukcji kościoła. Oraz tajemnicze drzwo obok. Z zewnątrz wygląda to tak - te pierwsze dwa okienka to miejsca dla osób spowiadanych, między nimi miejsce dla księdza. Z jednej wnęki z okienkiem prowadziły drzwiczki, a zewnątrz dwoje wrót... czyli rzeczywiście tam jest jakiś przedsionek, czy inne pomieszczenie.



Wracamy z powrotem, na podjeździe wieczorne widoczki, ale bez krów.




Dalej są o krowy, ze Skałką w tle.



Rotunda, konie i regetowska cerkiew.






A to co przywieźliśmy. Bo czego nie dopiliśmy, to wlewaliśmy do buteleczek, a jeszcze literek Józka nabraliśmy i zanabyliśmy dwie buteleczki do zabrania do domu.



A co na bazie? A na bazie rudzik.





Poza tym była jajecznica






  • dystans 15.77 km
  • 0.50 km terenu
  • czas 01:10
  • średnio 13.52 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Bazowanie w Regetowie 5: Cerkwie w Gładyszowie

Wtorek, 6 września 2022 · dodano: 23.09.2022 | Komentarze 5

Pierwsza kawa, czyli leniwy poranek na bazie



Grzanki, tym razem oprócz białego chleba, serka i dżemu, zyskały czwartą warstwę, czyli jeżyny.



Parzenie mięty - jako że dzień wcześniej nazbierałem macierzanki, to tym razem mięta z miacierzanką.




Choć tym razem nie mieliśmy żadnego turysty nocującego na bazie, to dosyć leniwie się zbieramy na wycieczkę i nim wyruszamy, zdążamy jeszcze zjeść gluta. Ze śliwkami i jeżynami. W ogóle póki co to są nasze szczyty umiejętności kulinarnych - kisiel z owocami, oraz grzanki z twarogiem, dżemem i owocami... ale to wkrótce się zmieni.



Nasz bazowy rudzik




W końcu się zbieramy i jedziemy do Gładyszowa... ale najpierw do Smerekowca, bo jedziemy przez Smerekowiec Właśnie. Oto cerkiew w Smerekowcu (obecnie kościół katolicki).




Da się z przedsionka zerknąć do środka.




W Smerekowcu odwiedzamy jeszcze cmentarz z I wojny, a tak że sklep.



No i cielaczki,które są nami znacznie mniej zainteresowane, niż my nimi.




Dojeżdżamy do Gładyszowa.



Oto cerkiew grekokatolicka w Głayszowie. Wcześniejsza cerkiew spłonęła w czasie I wojny światowej, tymczasowo mieszkańcy jako cerkwi użytkowali rozbudowanej kaplicy, aż w latach 1938-39 została zbudowana ta cerkiew ze zdjęć poniżej. Jako że została zbudowana tuż przed wojną, nie zostało wykończone wnętrze - brak ikonostasu, polichromii.

Po wojnie cerkiew była użytkowa jako kościół katolicki i choć już wcześniej były odprawiane tu msze grekokatolickie, to samą cerkiew grekokatolicy odzyskali jakoś w latach 90.




Gdy tu dotarliśmy, to była jakaś ekipa telewizyjna, a cerkiew była otwarta i mogliśmy zajrzeć do środka. Tyle że w środku trwają prace, stoją rusztowania, ikonostas jest w większości zasłonięty, ale kawałeczek widać. Sam ikonostas jest nowy, z 2006 roku. No cóż, ikonostasu w całości, jak i samego wnętrza cerkwi nie mogliśmy sobie na żywo obejrzeć, ale od czego jest jutub - jest filmik z tą cerkwią.



Okazało się, że te rusztowania są stąd, że ma powstać polichromia pod kopułą cerkwi. Autorami projektu tej polichromii jest dwoje studentów lwowskiej ASP... mam wrażenie, że byli tu obecni i stąd też ta ekipa z kamerą, bo miał być min. wywiad z nimi w cerkwi.

Polichromia nie będzie malowana bezpośrednio na ścianie cerkwi, tylko na niej montowana. Poniżej gotowe do zamontowania ikony przedstawiające trzech archaniołów (od lewej Gabriel, Uriel, Michał0 i dwóch ewangelistów. Nie wiem, czy poza archaniołami i ewangelistami inne elementy polichromii będą montowane, czy malowane na bezpośrednio sklepieniu (bo z dostępnych informacji można wysnuć różne wnioski).




Więcej informacji o zdjęć odnośnie polichromii można znaleźć tutaj lub tutaj. Dla porównania wstawiam projekt polichromii (chyba jednak archaniołowie ostatecznie są nieco inni):



Jedziemy do kolejnej cerkwi - jest to kaplica użytkowana tymczasowo przez grekokatolików, gdy spłonęła stara cerkiew, a po drugiej wojnie użytkowana przez ludność prawosławną.






Krzyż na tysiąclecie chrztu Rusi



Gdy byłem tutaj w sierpniu, to zauważyłem informację o budowie nowej cerkwi prawosławnej, tylko myślałem że jest ona na razie na etapie projektu i zbierania funduszy, nie wiedziałem że budowa już trwa. Z tym, że jak bym ją wtedy odszukał, to w terenie był jedynie fundament. Cerkiew była budowana owszem, ale była składana w hali fabrycznej w Jaśle. Następnie rozebrano ją, zaczął się transport materiałów i ponowne składanie cerkwi, ale już w Gładyszowie.

Podjechaliśmy więc zobaczyć na jakim etapie jest budowa, zwłaszcza, że to niepowtarzalna okazja zobaczyć cerkiew w trakcie budowy. Obecnie jest jej trochę więcej, na bieżąco postęp robót można śledzić na fanpejdżu parafii. Jeszcze tutaj artykuł o budowie cerkwi.






Kluska siedzi na cerkwi (te belki aktualnie już są zamontowane).



Cerkiew jest ponoć wzorowana na nieistniejącej cerkwi z Nieznajowej. Na ile będzie podobna, okaże się po zakończeniu budowy. A poniżej wstawiam jeszcze zdjęcie modelu cerkwi, który wykonał Michał Warchił (który wykonał także modele wielu innych cerkwi).



A to jest cerkiew... nie chodzi mi o to, że to jest nasz uproszczony model cerkwi (chociaż o to też), to JEST cerkiew. Są to bowiem materiały, z których została zbudowana cerkiew, tyle że ścinki i inne odpady z belek, które stały się częścią cerkwi.



Bobrza tama na Gładyszówce.



Zacząłem wpis od jedzenia, to i skończę - fotka pawia. Nie raczyliśmy się jakimś wykwintny jedzeniem - obiad lub obiado-kolację stanowiło albo spaghetti (makaron+sos pomidorowy+starty ser), albo właśnie paw.

Paw ma nazwę adekwatną, bo ta potrawa wygląda jakby już była raz zjedzona... przepis jest prosty, składają się na nią:
- wypełniacz (ryż, makaron, kasza itp.)
- sos (czy inny przecier)
- warzywka
- mielonka, kiełbasa itp. (aczkolwiek niekoniecznie - na fotkach jest wersja bezmięsna).








  • dystans 25.93 km
  • 4.00 km terenu
  • czas 02:01
  • średnio 12.86 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Bazowanie w Regetowie 4: Pod Jaworzynką

Poniedziałek, 5 września 2022 · dodano: 21.09.2022 | Komentarze 2

Rano kurs do sklepu, a popołudniu z Kluską do jara. Jaworzynka to chyba ten szczyt w środku, ale teraz głowy nie dam.



Po drodze odwiedziliśmy stary, łemkowski cmentarz przy cerkwisku.



Hucuły pod Jaworzyną, ale my w drugą stronę pod Jaworzynkę




Po drodze spotykamy strumyk z naszego jara, co spowodowało dłuższy postój - były kumaki, było bardzo fajne błotko, no i woda.



Ja w tym czasie zebrałem troszkę jeżyn i zerwałem garść macierzanki.



Udało mi się tez znaleźć kwitnący dziewięćsił bezłodygowy



W końcu ruszamy dalej i po drodze na łąkach spotykamy świetlik łąkowy. Ta mała, niepozorna roślinka jest półpasożytem zielonym, znaczy pasożytuje na korzeniach sąsiednich roślin, przysysa się do ich korzeni przy pomocy ssawek  i pobiera wodę wraz z solami mineralnymi, ale jednocześnie sama prowadzi fotosyntezę.



Docieramy do naszego jara, nie jest może głęboki, ale całkiem przyjemny.




Porośnięty buczyną, która zapewnia takie oto ławeczki



Ooo, aaale grzyb.



W sierpniu widzieliśmy tutaj podobnego, ale młodszego grzybka (fotka poniżej), może to ten sam?



Oraz Krzyk



Kolejna bukowa ławeczka



W końcu wyczołgujemy się z jara i stokówą biegnąca stokami Jaworzynki ruszamy w kierunku cmentarza wojennego. Jakieś widoczki w prześwitach po drodze.



Po drodze sporo jeżyn, napełniamy nimi żołądki i menażkę.



Cmentarz wojenny nr 48 (Regetów Wyżny), ja go znałem jako "cmentarz pod Jaworzynką".





Pierwotnie ten cmentarz był wśród pól i łąk, ale teraz skraj lasu jest nieco poniżej. Był stąd widok na Rotundę, której szczyt wtedy również nie był zalesiony, więc może widać było stąd cmentarz na Rotundzie... choć ciężko powiedzieć, bo od tej strony mógł być zasłonięty przez drugi, nieco wyższy wierzchołek Rotundy, ale że na cmentarzu są wysokie wieże, to może był widoczny.



Są nawet ławeczki do podziwiania widoków.



Mapka z pozycjami z czasów wojny.



A to drogowskaz do cmentarza w dolinie, ten zdaje się jest współczesny, ale wzorowany na pierwotnych drogowskazach, których jest większość się nie zachowała.



Widok spod Jaworzynki na Jaworzynę (z prawej) i Dział (nie "działo" - z lewej)




Ach jaka łączka, idealna do biegania




  • dystans 2.78 km
  • 2.78 km terenu
  • czas 00:19
  • średnio 8.78 km/h
  • rekord 13.90 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Bazowanie w Regetowie 3: Regetowanie

Niedziela, 4 września 2022 · dodano: 19.09.2022 | Komentarze 9

Jakoś tak nie udało się wybrać na żadną wycieczkę i tylko sobie bazowaliśmy... taka leniwa niedziela. No dobra, ja wyskoczyłem rowerem  na jeżyny, niecałe półtora kilometra stokówami stąd, mógłbym z buta ale tak było szybciej, a i tak trochę by się czasu zeszło ze zbieranie. Ale się nie zeszło, bo okazało się, że w tej miejscówce nie ma jeżyn. No cóż, trzeba znaleźć inną.

Poza tym na bazie pusto, wszyscy turyści którzy nocowali, rano sobie poszli/pojechali dalej, czasem ktoś przechodził szlakiem obok, a z rzadka nawet zajrzał na bazę. Mieliśmy wizytę pary, która wracała z Nieznajowej (stąd wiemy, że tam nadal trwa inwazja os), okazało się że dziewczynę poznaliśmy wiosną podczas weekendu remontowego w Teodorówce.

Zaznaczę tutaj, że istotny odsetek turystów na bazie (zwłaszcza tych idących z plecakami) są osoby, które chcą przejść cały Główny Szlak Beskidzki (GSB), czyli ponad 500km. Ostatnio jest to dosyć popularne wyzwanie, już w 2009 gdy tu bazowałem, to miałem turystów idących GSB, ale wtedy tylko czterech przez tydzień i to w lipcu (za to jednego dnia - dwóch idących z jednej strony, a dwóch z drugiej). Teraz są nawet specjalne przewodniki dedykowane GSB - w sumie to dosyć wygodne, bo zamiast targać plik map, jest cienka książeczka z mapami kolejnych odcinków, opisem trasy, atrakcji, także noclegów, gastronomii. Przejrzałem dwa i nasza baza na liście polecanych noclegów.

Tej nocy mamy dwóch turystów, a co ciekawe jednym, z nich był pielgrzym - franciszkanin (w habicie i sandałach) idący GSB. Kluska, która pełni funkcję bazówny (pomaga nam w meldowaniu turystów, oprowadza po bazie mówiąc co, gdzie i jak) będzie miała co opowiadać. Noce bywają zimne, toteż wydajemy koce (baza ma trochę na stanie), czasem po dwa jak ktoś ma cienki spiwór. Największym wzięciem cieszyły się pierwszej nocy, bo było dużo osób, z czego część zmarzła bo wcześniejsza noc była zimna... aż skończyły nam się, ale mieliśmy jeszcze śpiwory starego typu. Podobnie w koc i śpiwór zaopatrzyliśmy starszego turystę, któremu zamókł śpiwór.


Zimny poranek, śniadanie przy ognisku - Kluskę opatuliłem więc ciepłym polarem przewodniczkim.




Poranna kawa



Źródełko i bukiet mięty do zaparzenia (na bazie jest zawsze gar mięty i herbaty do poczestowania turystów)



W ciągu dnia było cieplej, polar niepotrzebny. Właśnie gotujemy obiad (jak się siedzi na bazie, to czas mija od posiłku do posiłku).



Nasz bukiet bazowy. Jak byłem kiedyś bazowym to wprowadziłem tradycję bazowych bukietów*, z tego co widzimy trochę podupadła i bukietów nie było, więc ją przywracamy. Latem wzbogaciliśmy bazę o bukiet, tak samo jak teraz.

*) - aczkolwiek możliwe, że nie ja pierwszy



Ostatnio popularne jest malowanie kamyków i zostawianie ich w ciekawych miejscach. Znaleźliśmy jeden taki na bazie (leżał na ziemi i był ubłocony, prawie nie było widać farby spod błota - umyliśmy go więc i wyeksponowaliśmy). Co ciekawe, kiedyś spotkałem malowane kamyki przy kościele we Mszczonowie, to było w 2011, tyle że nie wiem czy te kamyki mają ze sobą coś wspólnego (zdjęcia tamtych kamyków w tym wpisie).



A to nasz bazowy ptaszek, latem była zięba, a teraz... wychodzi nam na to, że młody rudzik. W następnych dniach mieliśmy dziewczynę, która szła z Akcji Carpatica (obrączkowanie ptaków - działa dosłownie dwie doliny dalej) i wspólnymi siłami zidentyfikowaliśmy go właśnie jako rudzika. Poleciła nam też dwie apki z atlasami ptaków - "Ornito" i "Bird ID".




Codziennie go widywaliśmy na bazie, a Kluska nazwała go Rudek.






O, to chyba smaczny kąsek dla ptaszka.



Bielinek




Pluskwiaczek



Widok na bazę spod jawora



I jeszcze spod świerka





  • dystans 18.88 km
  • 0.50 km terenu
  • czas 01:01
  • średnio 18.57 km/h
  • rekord 40.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Bazowanie w Regetowie 2: Nowe drogi na Rotundę

Sobota, 3 września 2022 · dodano: 18.09.2022 | Komentarze 1

Baza namiotowa w Regetowie leży u stóp Rotundy, toteż naturalne jest, że najczęściej się wchodzi tutaj właśnie na tę górę. W sierpniu byliśmy tylko raz na Rotundzie (we trójkę), teraz ja byłem raz, lavinka raz, a Kluska dwa razy (jako że bazowaliśmy, nie mogliśmy wejść wszyscy naraz, ktoś musiał pełnić dyżur na bazie).

Najczęściej wchodzi się na Rotundę czerwonym szlakiem, osoby lepiej znające teren mogą pójść stokówami. My z Kluską postanowiliśmy wejść jarem.

Jar jest niezbyt głęboki i zazwyczaj suchy i w pierwszej połowie ma charakter drogopotoku.






Coraz wyżej - rzut okiem wstecz.




Żabka jarowa




Koniec właściwego jara - w górnej części było nawet prawie źródełko, z którego sączyła się wilgoć (bo strumieniem ciężko to  było nazwać), toteż w górnej części jara były nawet małe kałuże między kamieniami, które niżej zanikały.




No dobra, to dalej na azymut - sprawa jest prosta, można ruszyć dokładnie na wschód i iść cały czas pod górę, aż się trafi na czerwony szlak. Jeśli zniesie nas za bardzo w prawo, to i tak w końcu dojdziemy do szlaku, a jak w lewo i będziemy trzymać się zasady, że nie idziemy w dól,  tylko cały czas pod górkę, to w końcu trafimy albo na szlak, albo na sam wierzchołek.




Rzut okiem, na zagłębienie terenu ponad górnym końcem jaru.



- Krzal, jeżynokrzal! Mogłabyś wybierać lepsze "na azymut".
- Nie ja wybieram, lecz kompas.

No tak, moglibyśmy pójść nieco bokiem i ominąć ten krzal, ale Kluska się uparła iść dokładnie na azymut.



Metody pokonywania krzala.




Jeżynokrzal o tej porze roku bardzo spowalnia marsz, nie tylko dlatego że jest teraz najwyższy, ale też z powodu owoców, obok których ciężko przejść obojętnie.



W końcu nie doszliśmy do szlaku, bo wcześniej trafiliśmy na drogę, która prowadziła we właściwym kierunku i postanowiliśmy z niej skorzystać. Okazało się, że bardzo ładnie zaprowadziła nas na szczyt. Parę fotem z pierwszowojennego cmentarza.







To prawdopodobnie pozostałość wieży obserwacyjnej, obok w krzakach są jeszcze ruiny wojskowego posterunku obserwacyjno-meldunkowego (takich posterunków było więcej na szczytach Beskidu, Bieszczadów itp.).



Po odpoczynku, uzupełnieniu kalorii i płynów ruszamy w dół. Postanowiliśmy skorzystać z drogi, którą odkryliśmy pod szczytem i sprawdzić dokąd dokładnie nas doprowadzi. Droga okazała się bardzo przyjemna, i doprowadziła nas do stokówy niedaleko od bazy.



Od pewnego momentu zaczęła się zamieniać w drogopotok, tylko nie potok którym jeździły pojazdy (jak jar), tylko drogę którą płynie potok... czasami (dalej opuszcza drogę i spływa w bok).



Napotkany śluzowiec.



A oto mapka z naszymi drogami na Rotundę

czerwony - czerwony szlak (Główny Szlak Beskidzki) i szlak cmentarny (czarno-białe kwadraciki). Miejscami bardzo stromo, a z drugiej strony szlak schodzi do Zdyni. Nim schodziliśmy do bazy w sierpniu.

niebieski - najpierw stokówą obiegającą Rotundę, prowadzi nią szlak konny (niebieskie kropki), który z drugiej strony łączy się z czerwonym szlakiem i schodzi do Zdyni. Koło jara jednak łapiemy inne stokówy, które doprowadzają nas na szczyt. Trasa łagodniejsza, ale dłuższa. Tędy szliśmy na szczyt w sierpniu.

zielony - trasa jarem a potem na azymut, czyli tak jak teraz wchodziliśmy (dojście niebieskie, a końcówka pomarańczowa).

pomarańczowy - droga, która odbija od stokówy (niebieskiej) niedaleko za bazą i prowadzi na szczyt, chyba optymalna trasa, bo podobnej długości co czerwony szlak, ale łagodniejsza i wydaje się że jest to optymalna droga na Rotundę. Tędy teraz schodziliśmy, a w następnych dniach tędy wchodziły i schodziły lavinka i Kluska.



To tyle jeśli chodzi o wejście na Rotundę. Dystans rowerowy z porannego wypadu do sklepu, koniki z tej fotki też.



Krzątanina na bazie przy ognisku.



Glut ze śliwkami (glut, czyli kisiel).