teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 108749.60 km z czego 15563.35 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 16.91 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009
Profile for meteor2017

Pocztówki zza miedzy

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2021

Dystans całkowity:523.52 km (w terenie 35.40 km; 6.76%)
Czas w ruchu:30:55
Średnia prędkość:16.93 km/h
Liczba aktywności:16
Średnio na aktywność:32.72 km i 1h 55m
Więcej statystyk
  • dystans 27.53 km
  • 1.50 km terenu
  • czas 01:39
  • średnio 16.68 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

po mieście

Poniedziałek, 28 czerwca 2021 · dodano: 16.07.2021 | Komentarze 2

Z przejazdem przez łąki (ale w granicach miasta).

Hmmm, to może być czerwończyk żarek.




A ten kwiatek, na którym siedzi to pewnie jakiś starzec.



Cykoria podróżnik...



Z wkładką



Żmijowiec zwyczajny









  • dystans 51.03 km
  • 0.50 km terenu
  • czas 03:08
  • średnio 16.29 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Skwarny biwak nad Wisłą #3

Niedziela, 27 czerwca 2021 · dodano: 04.07.2021 | Komentarze 3

Poranek trzeciego dnia




Jeszcze się snują opary nad wodą.



Śniadanie:
- Kafka, cy kafka?
- Ja poproszę kawę z mlekiem.
- A ja kaszkę.
- Plosę baldzo - dla pani kafka, a dla pani kafka.



Rosa na namiocie i rozpiętej płachcie. Poprzednia noc była cieplejsza i rano namiot był suchy, a teraz już wieczorem, gdy kładliśmy się spać, pojawiła się rosa.




Nasz obóz.



Miało być ochłodzenie, a to trwało ledwie jeden dzień, w sobotę zrobiła się lampa, stwierdziliśmy że na niedzielę trzeba się przenieść w bardziej zacienione miejsce, zwłaszcza że niedziele miała być jeszcze gorętsza.




Tal też zrobiliśmy. Miejsce bardziej w krzakach, przez co więcej komarów... w ciągu dnia, to jeszcze nie wykazywały aktywności, ale bliżej wieczora zrobiły się upierdliwe (dlatego przenieśliśmy się dopiero przed południem, a nie wieczorem lub rano).




Flaga na maszt.



Rybek nie przenosiliśmy w nowe miejsce, tylko je od razu wypuściliśmy. Natomiast przenieśliśmy małże i dozbieraliśmy kolejne do nowego basenu. Ale małży taka obfitość, że w pewnym momencie musieliśmy zrezygnować ze zbierania... i tak basen trzeba było powiększać.




Skójka z przyczepionymi racicznicami zmiennymi. Jak wyciągnęliśmy je z wody, to racicznice zaciskając muszle, zaczęły psiukać wodą.



Robal piaskowy... pewnie jakaś larwa czegoś.



Ślimaczki.



Poza tym lavinka znalazła świeżo zdechłego ptaka. Dzień wcześniej jak szła w krzaczki, to go nie było, a dziś rano na dróżce był zdechły ptak... lavinka trochę pluła sobie w brodę, bo zaraz przywlekliśmy tego ptaka (skorzystaliśmy z tego, że padlina świeża, kilkudniowego byśmy nie ruszali).

Nie będę epatował zdjęciami martwego ptak, jak kto zainteresowany, to daję linki do zdjęć  - ptak 1, ptak 2, ptak 3. Moim zdaniem to może być kulczyk, ale głowy nie dam... podobna jest też samiczka czyżyka, ale ten ma chyba zbyt ciemną główkę.

Skorzystaliśmy z okazji i go oskubaliśmy... no, nie całkowicie, tylko pióra z ogona i skrzydła. Pióra poniżej kolejno licząc rzędy od góry (powiększenie tej fotki):
1) sterówki (nie po kolei)
2) lotki (od prawej - pierwszorzędowe, potem drugorzędowe i trzeciorzędowe)
3) co większe pióra pokrywowe




Na koniec wyprawiliśmy mu pogrzeb - oto Grób Nieznanego Ptaszka.



Początkowo mieliśmy zamiar wracać w poniedziałek wieczór, ale ochłodzenie trwało jeden dzień) i zbyt szybko zrobiło się słonecznie i gorąco, a z każdym dniem miało być coraz gorzej. Już w sobotę było ciężko - zalegaliśmy w cieniu lub w wodzie, bo wszędzie dookoła żar nie do wytrzymania (dobrze, że wiatr był). Teraz byliśmy już zmęczeni tym upałem, a tego byliśmy poprzypiekani tu i ówdzie.

Zdecydowaliśmy, że wracamy wcześniej - wyruszenie rano (w poniedziałek, czy w niedzielę) nie wchodziło w obecnych warunkach w grę, bo zbyt wcześnie byśmy nie dali się zebrać, ani dojechać do domu do południa i byśmy się zamordowali w tym upale. A więc zdecydowaliśmy się na powrót w niedzielę wieczór... też nie mogliśmy ruszyć zbyt wcześnie, stwierdziliśmy, że spróbujemy po 18-ej.

Niedziela była ciężka, na szczęście przenieśliśmy się w bardziej zacienione miejsce. Byliśmy zmęczeni, nawet na kąpiele nie mieliśmy za bardzo ochoty (tyle by się trochę ochłodzić), bo to trzeba się przebrać, po wyjściu z ciepłej wody przez jakiś czas jest zimno (wiatr), potem znów trzeba się przebrać (żeby nie siedzieć w mokrych gaciach, bo zanim wyschną, to człowiek sobie przeziębi to i owo)... Kluska się nudziłą, bo ciężko się było ruszyć poza cień, żeby się nie ugotować, toteż mieliśmy ograniczoną pulę aktywności (głównie związanych z wodą).

A poza tym niedziela - pojawiło się więcej ludzi (już w sobotę byli pojedynczy, ale dziś dwa, trzy razy więcej i bardziej upierdliwi)... i tak z 10 20, a właściwie to nawet 100 razy mniej niż na plaży nad morzem, ale dla nas i tak za dużo (normalnie byśmy celowali poza weekend, ale ze względu na pogodę się nie udało). Ktoś włączył głośno magnetofon, co prawda daleko za krzakami, ale i tak docierało do nas "umc, umc", rano pojawił się jakiś debil na quadzie, a po południu dwóch na motorach (prawie rozjechali plażującą rodzinę). Ech, czemu ludzie tak uwielbiają hałas? No ale cóż, skoro uwielbiają śmieci, to już nic mnie nie dziwi.

No cóż - lato. Upał, komary, dużo ludzi.

Poziom wody był wyjątkowo stabilny, wahania były rzędu 1cm w górę i w dół, dopiero dwa dni po naszym powrocie zaczął rosną i w ciągu półtora dnia Wisła przybrała ponad 20cm. Akurat w tym miejscu i tak by nam nie zaszkodziło, bo plaża jest wysoka i mielibyśmy jeszcze spory zapas nim by nam się woda wdarła do namiotu.

A teraz parę widoczków na zakończenie.





Nie zebraliśmy się o 18-ej... za gorąco. Udało się się dopiero ok. 19-ej i na koniec komary już mocno dokuczały, toteż musieliśmy się sprężać. W końcu jakoś ruszyliśmy i przycięliśmy bez zbędnych postojów do domu.

Stopik na regenerację sił na stacyjce Piasecznica (linia kolejowa na Sochaczew, Łowicz, a w dalszej perspektywie na Poznań).



Jeśli chodzi o nowości z trasy, to druga połowa totalnego łato-dziurdziołu Szymanów- Oryszew została od zeszłegowyremontowana i jes nowy asfalt (połówka bliżej Oryszewa była gotowa rok wcześniej), zostało tylko kilkaset metrów na zakręcie... chyba zostawili jako rezerwat przyrody, albo zabytek techniki, aczkolwiek lavinka ma teorię, ze to po to, by po długiej prostej musieli zwolnić i nie wypadali z zakrętu.

Drugia wiadomość, to że przy zakłądzie produkcyjnym Bakomy (pod Szymanowem) powstał sklep firmowy (może był i wcześniej, ale był słabo widoczny). Już jadąc nad Wisłę zauważyłem duży napis "Bakoma" i stwierdziłęm że wreszcie można sobie strzelić tu fotkę tak, by nie musieć podpisywać co to. A wracając po nocy zauważyliśmy, że jest to neon "Bakoma - sklep firmowy". Trzeba kiedyś odwiedzić (huannie, to pół rzutu beretem od Twojej trasy na W-wę).

Dojechaliśmy już po nocy, pod koniec Kluska czytała książkę przy świetle czołówki.



Mimo wszystko biwak był jednak udany, choć niedziela była ciężka... ale cóż, choć strasznie się zmordowaliśmy, to alternatywą było siedzenie w mieście. Spróbujemy tu wrócić po sezonie, gdy wszystkie letnie plagi znikną.



  • dystans 28.13 km
  • 4.50 km terenu
  • czas 01:39
  • średnio 17.05 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Skwarny biwak nad Wisłą #2

Sobota, 26 czerwca 2021 · dodano: 02.07.2021 | Komentarze 6

Poranek na plaży nad Wisłą





Hmmm, na łosia to chyba za małe, a na sarnę za dużo... więc pewnie jakiś jeleń. Dwa osobniki dorosłe i jeden lub dwa młode.




Robale




Końska mucha, dorwałem upierdliwego gada... znaczy owada.



Jakiś inny owad latający



Martwy trzmiel, urządziliśmy mu pogrzeb, nawet trumnę miał.





Powrót z ekspedycji po małże.




Teraz trzeba im zrobić basen.




No i pora skoczyć do sklepu po zaopatrzenie. Przede wszystkim woda i inne płyny (sok, mleko), ale też jedzenie (żeby się nie obciążać, zabraliśmy jedzenia na półtora dnia, planując sobotni wypad do sklepu). Tak więc jadę na lekko z prawie pustymi sakwami - zabieram śmieci, te nasze, jak i te z plaży (pierwsze co zrobiliśmy po przybyciu na miejsce, to wysprzątaliśmy najbliższą okolicę... ludzie są strasznymi syfiarzami i uwielbiają siedzieć na śmietnisku, ale my nie, wolimy się potykać o patyki i muszle, a nie o śmieci).

Przejeżdżam na drugą stronę Wisły.



Opłotki Wyszogrodu



Zakaz sprzedawania kuli armatnich



Zasadniczo Wyszogrodu nie zwiedzałem, w końcu byłem tu wielokrotnie,. Podskoczyłem tylko do kościoła obejrzeć hipotetyczny pocisk. Nie miałem pod ręką lavinki z teleobiektywem, więc fotka taka sobie, ale polornetkowałem i sobie dokładnie go obejrzałem... wcześniej miałem wątpliwości co to jest, ale po dokładnym obejrzeniu wydaje się, że jednak pocisk.




Bzura river.



Kursy do Wyszogrodu odbyłem dwa, bo pod koniec pierwszej trasy przypomniałem sobie, że zapomniałem kupić rzeczy obiadowych (na kolację). Owszem, zrobiłem listę zakupów żeby nic nie zapomnieć, ale zapomniałem na nią wciągnąć rzeczy obiadowych. W zasadzie mogłem zawrócić, ale już 3/4 odległości od sklepu do plaży pokonałem, więc dojechałem do końca, wyładowałem zakupy i pojechałem z powrotem na lekko.

Kluska większość dnia spędziła w Wiśle na pluskaniu. Jako, że przy miejscu gdzie woda przelewa się przez groblę, tworzy się głębina, a w bezpiecznej odległości od niej jest znowu za płytko, to wyznaczyliśmy bezpieczne kąpielisko.




Wodujmy "Wariaga" ("Wariag" na wiki)





"Meteor" - spośród licznych statków o tej nazwie najbardziej mi się spodobał okręt, którego budowę rozpoczęto w 1914 jako kanonierkę, a ukończony został jako statek badawczy (wiki)




Flotylla pypci.





Bezpieczny port



Lektura na wieczór



Słonko mówi dobranoc... wreszcie, bo dziś było za gorąco, a chmur za mało (dobrze, że w ogóle czasami były).




Ognisko najlepszą obroną przed wieczornymi komarami... choć nawet ono nie pomagało na najbardziej zmasowany atak w okolicach zachodu słońca (który trwał mniej więcej godzinę... no z hakiem).





  • dystans 51.60 km
  • 2.50 km terenu
  • czas 03:16
  • średnio 15.80 km/h
  • temperatura 26.0°C
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Skwarny biwak nad Wisłą #1

Piątek, 25 czerwca 2021 · dodano: 29.06.2021 | Komentarze 8

Korzystamy z chłodniejszych dni (jak się potem okazało, chłodniejszy dzień był tylko jeden) i ruszamy na biwak. Jest jakieś 26 stopni i gdy jest szczelna pokrywa chmur, a gdy Słońce zaczyna przeświecać przez rzadsze chmury, to robi się dla mnie za gorąco... tak więc jest to moja górna granica gorąca, jaką jestem w stanie wytrzymać. Jedzie się ciężko, bo cały czas pod wiatr.

Pisia Gągolina



Pisia Obojga Wód, czyli po połączeniu się Pisi Tucznej i Gągoliny w jedną rzekę o nazwie Pisia. Krótki stopik na mostku z obserwacją ważek i jaskółek, które co i raz coś wyławiają z rzeki.




Ponieważ zlikwidowali nam przystanek w Szymanowie, na którym zazwyczaj robimy sobie postój, tak więc zatrzymujemy się dopiero w Dębówce na placu zabaw z wiatką. Kluska okupuje kręciołek, który lubi, ale to urządzenie rzadko można spotkać na placach zabaw (widzieliśmy na jednym w Grodzisku i chyba jeszcze gdzieś).



Super kosz, można fajne wsady robić (była nawet piłka).



Pierwszy robal na trasie



Aż się zawróciliśmy, żeby sfocić tego kota.




Kolejny postój tradycyjnie pod kościołem obronnym w Brochowie.



A co to za noga wystaje z muru?



A co to za gęba?



Jeszcze mamy spotkanie z bocianem.




W Brochowie zaczęło kropić, ale burze przechodziły na południe od nas, o nas tylko brzegiem zahaczyły i przez jakiś czas kropiło (było bardzo przyjemne chłodzenie), a potem przestało.

Jedziemy wałem p.pow. wzdłuż Bzury, tylko trzeba wymijać krowy.



Były też cielaki, pierwszy się schował w trzcinach i nie dało się strzelić fotki, dopiero te się załapały, choć też nie widać ich w pełni.




Starorzecze Bzury, samej rzeki dziś nawet nie widzimy, choć jedziemy wzdłuż niej.



Kanał Łasica



Kwitnący grążel żółty i inna roślinność wodna





Kanał Kromnowski i tory kolejko sochaczewskiej.



Taka ładna gąsienica (edit: błędnica trzaska)



No i jesteśmy u celu, czyli na łachach wiślanych.




Trzeba nazbierać drewno na ognisko.



Oznaczyliśmy bród na wyspę.



Kluska zaraz znalazła jakąś kałuże i gdy grzebała w niej patykiem, zaczął się ruszać jakiś potwór... okazało się, że to rybka uwięziona w wysychającym bajorku. Ruszyliśmy więc po kubełek, żeby ją uratować i okazało sie, że tam jest nie jedna, a trzy.

Tę smukłą Kluska nazwała Delfinek (hmmm, to może być szczupak - kształt pyska, płetwa nie pośrodku, a tyłu grzbietu), a pozostałe z racji że wyglądały na sumy (pewności nie mamy, ale miały już króciutkie wąsiki) - Sumik i Sumuś.




Na razie ich nie wypuszczamy, trzeba się nacieszyć tymi zwierzątkami - Klu wykopała im basen, a do Wisły wypuściliśmy je ostatniego dnia. W porównaniu z tą prawie wyschniętą kałużą, basen jest sporo większy i warunki są o niebo lepsze. Aha, dodatkowo z dwóch ryb usuwamy po pasożycie, zdaje się że pijawki.



Oprócz tych większych (ok. dziesięciocentymetrowych), sporo wyłowiliśmy takiego oto drobiazgu. Tylko te od razu wypuściliśmy do Wisły.




To największy z tych maluchów.



Poza tym w kałuży były robale, też od razu wypuściliśmy. Larwy ważek.




A to chyba larwa płoszczycy szarej.



Jeśli chodzi o akcję ratowania ryb, to przypomniałem sobie moje dzieciństwo, gdy teren nad Pisią był zryty z powodu budowy zalewu (dziura w ziemi była chyba z dziesięć lat) i  kiedyś z jakiegoś powodu rzeka popłynęła bokiem (czy coś zatarasowało koryto, czy brzeg został rozmyty). Stare koryto zaczęło wysychać na sporym odcinku i wtedy to z koleżanką kursowaliśmy od bajorek do rzeki z kubełkami ratując ryby i raki.

Łączeń baldaszkowy





Koniec dnia zastaje nas na plaży





  • dystans 26.20 km
  • 1.00 km terenu
  • czas 01:48
  • średnio 14.56 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

po mieście (z burzami w tle)

Czwartek, 24 czerwca 2021 · dodano: 28.06.2021 | Komentarze 7

Chcieliśmy wykorzystać przerwę w upałach na jakiś wypad z Kluską... ale pogoda jak to w lato, albo lało, albo nadal upał.

W środę nad ranem burze, poranek po ulewnych deszczach był przyjemny, ale później zrobił się skwar. Skorzystaliśmy z tego, że na naszym osiedlu powstało kilka mórz okresowych i zwodowaliśmy nasze łódeczki.

Największą nazwaliśmy "Wariag" - od rosyjskiego krążownika pancernopokładowego, a właściwie bardziej od naszego znajomego, który ma nick "wariag" właśnie od owego krążownika.



Ściąganie Wariaga z Mielizny.



Dwie mniejsze łódeczki, w zasadzie nie nadawiliśmy im imion i miały robocze nazwy "Pypeć I" i "Pypeć II"... nie mylić z "Prypeć".




Czwartek znów był upalny, pod wieczór krążyły jakieś zlewy, ale z radarów wynikało że powinny nas  omijać bokiem, toteż wybraliśmy się do EkoParku. I rzeczywiście, coś tam w oddali grzmiało, jakieś ciemne chmury były na horyzoncie, ale do nas to nie docierało.

Dziś w niebiańskiej stołówce na kolację są kalafiory.




Czasem jakieś chmury do nas docierały, ale bez deszczu, potem znów było więcej nieba.



W końcu zauwazłem, że horyzont podejrzanie pociemniał, miałem wrażenie że tym razem bardziej na nas idzie... rzut okiem na radary (które nie chciały się ładować - w czwartek i piątek internet jakoś strasznie słabo działał, może przez te burze), coś chyba idzie na nas, ale że mapa nie chciała się załadować, to mogliśmy dokładnie sprawdzić.

Jednocześnie na horyzoncie coraz bardziej ciemniało. A więc szybka decyzja - chodu i już po chwili wiedzieliśmy że trzeba przygazować, bo burza zbliża się szybko.




Po kilku minutach pod domem, właśnie nachodzi nad nas (7 minut po wyjeździe z parku).



Widok z okna 2 minuty później.



Ostatecznie piątek zapowiadał się w miarę dobrze (potem miało być nieco cieplej, ale trudno), więc zdecydowaliśmy się pojechać w końcu na ten biwa. Ale o tym w następnym odcinku.


  • dystans 27.50 km
  • 2.00 km terenu
  • czas 01:39
  • średnio 16.67 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

po mieście

Poniedziałek, 21 czerwca 2021 · dodano: 14.07.2021 | Komentarze 6

Osiedlowy Klub Elektryka



Elektryka prąd nie tyka...



... a jak tyknie, to elektryk fiknie!





Co mi przypomina 10 przykazań lektryka z chatki studenckiej "Chata Elektryka" (letkie powiększenie po kliknięciu w fotkę). Pełna fotorelacja z wizyty w Chacie Elektryków jest we wpisie SST Lasek.







  • dystans 26.35 km
  • 2.50 km terenu
  • czas 01:44
  • średnio 15.20 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

po mieście w upalne dni

Sobota, 19 czerwca 2021 · dodano: 24.06.2021 | Komentarze 4

Chwilowa przerwa od żaru lejącego się z nieba, aktualnie leją się strumienie wody (a sądząc po dziwnie brzęczących odgłosach - z domieszką lodu). W gorące dni nijak nie było szans na jakąkolwiek aktywność w ciągu dnia... z rana wyskakiwałem do sklepu, czy biblioteki (ale było już tak gorąco, że po powrocie musiałem się reanimować pod prysznicem). Dopiero wieczorem dało się wyskoczyć do EkoParku i zostajemy do samego zamknięcia (znaczy do 22-ej... rany, latem mógłby być otwarty dłużej, do 23-ej, albo chociaż do 22:30, a gdy wreszcie zrobi się przyjemnie, to zaraz zamykają) . Oczywiście najchętniej takie dni byśmy spędzili gdzieś w lesie, ale jest lato, komary by nas zeżarły.

Zaczął się sezon na chrabąszcze majowe, które wieczorem masowo zaczynają latać w parku. Kluska tak jak ja w dzieciństwie uwielbia je łapać.




Nasza najnowsza ekoparkowa tfu-rczość



A poza tym Klu wykończyła starą piłkę do nogi.



Trzeba więc było zamówić nową, a że już jakiś czas temu Klu widziała u kogoś niebieską, to chciała właśnie taką.



Piłka doskonale nadaje się też do kosza... aż sobie przypomniałem młode lata. Katowali nas na wuefie nogą, siatkówką, koszykówką, ale po lekcjach pykaliśmy tylko w kosza. Przy czym tej koszykówki wuefiastej też nie lubiłem, bo albo było ćwiczenie dwutaktu (cztery lata katowania dwutaktu!), albo graliśmy mecz podczas którego człowiek nawet nie miał za dużo okazji do polatania z piłką. A jak sami graliśmy, to robiliśmy co chcemy, a to porzucaliśmy, a to pograliśmy (jak się gra np. we czterech to człowiek ma często piłkę i okazje do rzutów), czy co tam...

Dobry kosz, nawet jestem w stanie wsadzić piłkę. Nie pamiętam żeby był kiedyś w stanie wykonać wsad, albo te kosze są niżej  (wreszcie właściwa wysokość!), albo po dziesiątkach tysięcy kilometrów na rowerze mam mocniejsze nogi i lepszą skoczność.



Przepis na lody truskawnowe

składniki:
- truskawki

przygotowanie:
Wszystkie składniki składniki dokładnie wymieszać, zmiksować, nałożyć do foremek i zamrozić.



To ostatnio ulubione lody Kluski


  • dystans 31.50 km
  • 1.40 km terenu
  • czas 01:33
  • średnio 20.32 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Kolejny gorący wypad do biblioteki

Środa, 16 czerwca 2021 · dodano: 21.06.2021 | Komentarze 3

Totalny skwar odroczony o jeden dzień, środa była po prostu gorąca. Postanowiłem się więc zmasakrować do końca przed upałami i wykonałem kurs do jeszcze jednej biblioteki, by zgromadzić zasoby niezbedne do przetrwania upałów. Tym razem do Mszczonowa, więc trasa nieco krótsza.

Aha, zapomniałem łańcucha... jednak po naszych doświadczeniach, jak to lavinka "przypinała" rower pod przedszkolem szalikiem (raz i mi się zdarzyło), przeszukałem zawartość sakw i jedyne czym się dało "przypiąć" to odblask. No dobra, grunt to działanie psychologiczne - widko że czymś jest przypięte i nie da się pociągnąć roweru, bo trzeba najpierw to "zapięcie" przeciąć (choć w tym przypadku tylko zdjąć.

Na dłużej bym tak nie zostawił, ale ja tylko na kilka chwil - oddać książki i odebrać zamówione. Poza tym stojaki nie są bezpośrednio przy ulicy, tylko na dziedzińcu szkoły, a patrząc na stojące tam rowery - część w ogóle nie przypięta, a jeśli w ogóle, to takimi linkami, które da się przeciąć cążkami do paznokci.



Szafka "temat miesiąca'.



A nad głową bocian




W obie strony krótki stopik na ostygnięcie nad zalewem w Hamernii. Zwłaszcza w drodze powrotnej, bo we Mszczonowie nie miałem się gdzie w przyjemnym miejscu w cieniu zatrzymać (mogłem podjechać do parku, ale było mi nie po drodze). Cień, wiatr, kawa mrożona z termosu...



Delikatne fale działały wręcz hipnotyzująco.



Tuż przy powierzchni wody pływała sobie rybka. Ewidentnie drapieżna (parę razy zaatakowała coś przy powierzchni wody, lub coś nad). Miała jakieś 30-50cm długości (trudno mi dokładnie ocenić), smukły kształt, płetwa ogonowa wcięta i w miarę ostro zakończona, płetwa grzbietowa w miarę na środku, a przynajmniej jedna z dolnych płetw trochę pomarańczowawa. W grę wchodzą boleń, brzana, jaź, kleń, lipień... a pewnie jeszcze kilka.

W pewnym momencie w zatoczkę wpłynął duży, co najmniej półmetrowy sum... ale go tylko przez chwilę widziałem.

Oto najlepsze zdjęcie rybki:



Obserwowałem moją rybkę przez dłuższy czas, nazwałem ją Henryk. Potem sobie przypomniałem o lornetce i wykorzystałem ją do obserwacji. W sumie okazało się, że ta lornetka to całkiem udany zakup... przede wszystkim dlatego że jest malutka i wszędzie można ją zabrać. Przybył nam kolejny grat do obowiązkowego wożenia ze sobą, ale na szczęście nieduży.

Ośmiokrotne powiększenie nam póki co wystarcza, owszem można by kupić taką od 14x do 30x, też kompaktowe, ale jednak trochę większe.









  • dystans 49.15 km
  • 1.00 km terenu
  • czas 02:26
  • średnio 20.20 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Zdążyć do biblioteki przed skwarem

Wtorek, 15 czerwca 2021 · dodano: 20.06.2021 | Komentarze 3

Dzień gorący, ale następne dni zapowiadały się jeszcze gorsze... a książki nam się kończyły, w minione dni nie miałem kiedy podskoczyć do biblioteki, a że w kolejne dni miał być skwar który w ogóle uniemożliwi jazdę, to nie było innego wyjścia jak zacisnąć zęby i ruszyć na walkę z żywiołem. Tak więc udałem się zrobić zapas książek na czas największych upałów.


Ze względu na warunki tylko kilka fotek z pola cykniętych po drodze.




To nie kwiatek, to bibuła na patyku.



A to jakaś wycinanka



A to typowy kwiatek typu "słoneczlko", więc pewnie jakieś dziecko narysowało.




Podczas przejazdu w te i we wte przez Jaktorów, krótkie stopiki na kładce nad Pisią Tuczną, by się orzeźwić mrożoną kawą z termosu.



Zachód Słońca w EkoParku z wieczornego wypadu z Kluską. Niebo płonie... a ten żar z tego pożaru w kolejnych dniach opadnie na Polskę.






  • dystans 19.28 km
  • 0.50 km terenu
  • czas 01:29
  • średnio 13.00 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Kluską na egzamin

Poniedziałek, 14 czerwca 2021 · dodano: 19.06.2021 | Komentarze 7

Ponieważ z Kluską przeszliśmy na edukację domową, mamy spokój ze szkołą (np. nie musimy jej holować na ósmą!) i tylko musimy na koniec roku zdać egzamin. W starszych klasach będzie więcej egzaminów, ale to dopiero przed nami.

Na szczęście egzamin był przed tymi @#%&*$ upałami, owszem dzień być ciepły, ale nie skwarny... po południu na słońcu było gorąco, ale człowiek się nie gotował momentalnie. Nie była to temperatura optymalna, ale jeszcze znośna.

Zmodernizowanym kiblem jedziemy do przystanku Parzniew (podobną drogę mamy ze stacji Pruszków, ale musimy się przebić przez miasto, a tak omijamy centrum obrzeżami).



Trasa Parzniew - Pruszków - Nowa Wieś - granicą Granicy - Komorów

Jedziemy "po żyrardowsku", czyli z Kluską na bagażniku (stwierdziliśmy że tak będzie nam najwygodniej). Oczywiście nie tylko w Żyrku tak się wozi dzieci, tylko w ogóle w małych miejscowościach, ale jakoś tak właśnie zaczęliśmy mówić i tak już zostało.

Wjazd do tunelu śmierci.



WuKaDka



20 metrów kota w Nowej Wsi.

I właśnie w Nowej Wsi w pobliżu tego znaku (ul. Różana), a wcześniej na ulicy Wspólnej minął nas samochód robićy zdjęcia do Street View. Doczytaliśmy się na samochodzie, że to Apple Maps (nawet nie wiedziałem że są takie mapy, ale też się nie zdziwiłem). Następnego dnia lavinka z Kluską widziały ten sam (albo taki sam) samochód w Żyrardowie.

Zapisuję tutaj na jakich ulicach nas minął, bo potem nie będziemy pamiętać by to sprawdzić... już kiedyś mnie minął jakiś taki samochód na jakiejś uliczce i nie pamiętałem gdzie mam się szukać. Ale raz mnie minął (w 2012) i zapamiętałem, nawet zdążyłem mu zrobić zdjęcia (o tu jest).



Po egzaminie jedziemy do Brwinowa się odstresować. Mapka bitwy w 1939 przy wejściu do parku (powiększenie mapki po kliknięciu w fotkę)





Park był ostatnio przebudowywany, toteż była okazja go sobie obejrzeć.



Przy placu zabaw dla maluchów przybyły sieci



Rzeźba... okazuje się że zrobił ją ten sam koleś, co np. rzeźby na Ochocie, a który mieszka pod Mszczonowem i nieraz obok jego domu przejeżdżaliśmy.



Początkowo myślałem, że to bobry, ale po bliższym przyjrzeniu się, okazało się że niedźwiedzie.



A w tym drzewie była kiedyś skrzynka lavinki, ale potem zginęła, a później drzewo się złamało. Dobrze że przetrwało w takiej formie.



Głównym celem wizyty w brwinowskim parku było odwiedzenie ogrodu botanicznego, który został otwarty 2,5 miesiąca temu. Powiększenie mapki po kliknięciu w fotkę, a tu - legenda.





Rośliny są oznaczone w ten sposób... hmmm, w domu sprawdziłem że jakiś dziwny ten ślaz, albo nie tej roślinki dotyczy tabliczka, albo po prostu jest przekwitnięty.



Tak, czy inaczej powąchać się nie dało.



Tutaj zakątek dla małych dzieci, od którego zaczęliśmy



Jest tu między innymi klatka meteor z meteokurkiem




Owady - pscółka, chyba biedronka i coś co jednogłośnie uznaliśmy za żuczka.





Urządzenie do robienia wirów




Są też drewniane rzeźby, ale chyba onnego autorstwa, w każdym razie mucha na pewno, bo miała inny podpis



Poza tym owoce - bez problemu można było rozpoznać żołądź, bukowy orzeszek, kasztan, czy strączek groszku






Z szyszkami trudniejsza sprawa, ale pierwsza raczej sosnowa, a druga chyba chmielowa




Gorzej z tym, to chyba miało być jabłuszko?



I eee... jakiś orzeszek w przekroju. Może być laskowy, ale równie dobrze żołądź bez czapeczki.



Można się przymierzyć jak ciężkie jest życie wiewiórki z "Epoki lodowcowej"



Poza tym są rzeźby wiklinowe - sarny




I jakiś ptak



Jest tam całe mnóstwo tablic edukacyjnych - po pierwsze na blatach stołów



Po drugie stojących, ale z elementami obrotowymi



Warto patrzeć pod nogi, bo niektóre alejki są takie



Ścieżka sensoryczna, czyli tzw. ścieżka bosych stóp, gdzie można pochodzić boso po różnych nawierzchniach



Archeologiczna piaskownica... w zasadzie powinna być paleontologiczna, sądząc po tym co można wykopać. Przetestować, czy to rzeczywiście sprawia radość dzieciakom, czy nie nie mogliśmy, bo Kluska jest już na to za duża.




Jeszcze postój w jednym z bardziej zacienionych i zabluszczonych zakątków parku



Wyjeżdżając z parku zauważyliśmy jeszcze taki oto kwietnik.



No i na dworzec, w pociąg i do domu.