teczka bikera meteor2017
meteor2017 bs-profil
Poczet rowerów
Jakieś tam wykresy
Kalendarium
- 2026, Styczeń2 - 3
- 2025, Grudzień20 - 8
- 2025, Listopad20 - 15
- 2025, Październik21 - 9
- 2025, Wrzesień25 - 28
- 2025, Sierpień28 - 18
- 2025, Lipiec30 - 64
- 2025, Czerwiec24 - 38
- 2025, Maj28 - 40
- 2025, Kwiecień12 - 25
- 2025, Marzec18 - 46
- 2025, Luty12 - 32
- 2025, Styczeń15 - 50
- 2024, Grudzień21 - 69
- 2024, Listopad13 - 25
- 2024, Październik22 - 58
- 2024, Wrzesień16 - 36
- 2024, Sierpień9 - 19
- 2024, Lipiec12 - 32
- 2024, Czerwiec18 - 74
- 2024, Maj12 - 44
- 2024, Kwiecień15 - 56
- 2024, Marzec15 - 43
- 2024, Luty8 - 35
- 2024, Styczeń5 - 14
- 2023, Grudzień9 - 41
- 2023, Listopad10 - 43
- 2023, Październik22 - 106
- 2023, Wrzesień21 - 102
- 2023, Sierpień18 - 81
- 2023, Lipiec14 - 47
- 2023, Czerwiec19 - 74
- 2023, Maj28 - 100
- 2023, Kwiecień23 - 127
- 2023, Marzec16 - 87
- 2023, Luty19 - 99
- 2023, Styczeń17 - 91
- 2022, Grudzień18 - 113
- 2022, Listopad26 - 112
- 2022, Październik31 - 91
- 2022, Wrzesień30 - 114
- 2022, Sierpień22 - 95
- 2022, Lipiec26 - 104
- 2022, Czerwiec30 - 68
- 2022, Maj34 - 136
- 2022, Kwiecień23 - 78
- 2022, Marzec25 - 91
- 2022, Luty20 - 88
- 2022, Styczeń25 - 123
- 2021, Grudzień15 - 110
- 2021, Listopad21 - 64
- 2021, Październik22 - 105
- 2021, Wrzesień18 - 86
- 2021, Sierpień18 - 110
- 2021, Lipiec13 - 62
- 2021, Czerwiec16 - 78
- 2021, Maj23 - 95
- 2021, Kwiecień22 - 124
- 2021, Marzec19 - 95
- 2021, Luty10 - 38
- 2021, Styczeń14 - 63
- 2020, Grudzień15 - 27
- 2020, Listopad15 - 17
- 2020, Październik23 - 19
- 2020, Wrzesień21 - 77
- 2020, Sierpień16 - 82
- 2020, Lipiec18 - 77
- 2020, Czerwiec21 - 84
- 2020, Maj25 - 102
- 2020, Kwiecień28 - 220
- 2020, Marzec27 - 77
- 2020, Luty18 - 40
- 2020, Styczeń9 - 11
- 2019, Grudzień13 - 15
- 2019, Listopad13 - 12
- 2019, Październik22 - 47
- 2019, Wrzesień21 - 46
- 2019, Sierpień21 - 19
- 2019, Lipiec26 - 31
- 2019, Czerwiec27 - 17
- 2019, Maj35 - 48
- 2019, Kwiecień34 - 40
- 2019, Marzec34 - 49
- 2019, Luty29 - 44
- 2019, Styczeń36 - 162
- 2018, Grudzień16 - 22
- 2018, Listopad23 - 5
- 2018, Październik25 - 20
- 2018, Wrzesień21 - 24
- 2018, Sierpień25 - 57
- 2018, Lipiec26 - 59
- 2018, Czerwiec16 - 44
- 2018, Maj20 - 32
- 2018, Kwiecień23 - 66
- 2018, Marzec23 - 66
- 2018, Luty20 - 87
- 2018, Styczeń15 - 74
- 2017, Grudzień19 - 111
- 2017, Listopad12 - 46
- 2017, Październik24 - 49
- 2017, Wrzesień22 - 82
- 2017, Sierpień22 - 64
- 2017, Lipiec19 - 45
- 2017, Czerwiec21 - 60
- 2017, Maj24 - 171
- 2017, Kwiecień20 - 165
- 2017, Marzec17 - 73
- 2017, Luty11 - 46
- 2017, Styczeń17 - 84
- 2016, Grudzień14 - 48
- 2016, Listopad26 - 129
- 2016, Październik20 - 117
- 2016, Wrzesień26 - 103
- 2016, Sierpień37 - 179
- 2016, Lipiec32 - 278
- 2016, Czerwiec30 - 102
- 2016, Maj36 - 127
- 2016, Kwiecień36 - 139
- 2016, Marzec41 - 173
- 2016, Luty31 - 116
- 2016, Styczeń28 - 180
- 2015, Grudzień16 - 118
- 2015, Listopad21 - 82
- 2015, Październik32 - 98
- 2015, Wrzesień21 - 109
- 2015, Sierpień7 - 29
- 2015, Lipiec27 - 86
- 2015, Czerwiec32 - 71
- 2015, Maj25 - 168
- 2015, Kwiecień17 - 113
- 2015, Marzec16 - 88
- 2015, Luty9 - 90
- 2015, Styczeń4 - 22
- 2014, Grudzień19 - 192
- 2014, Listopad18 - 87
- 2014, Październik12 - 96
- 2014, Wrzesień20 - 85
- 2014, Sierpień13 - 26
- 2014, Lipiec12 - 78
- 2014, Czerwiec17 - 89
- 2014, Maj27 - 122
- 2014, Kwiecień17 - 122
- 2014, Marzec9 - 85
- 2014, Luty7 - 69
- 2014, Styczeń5 - 53
- 2013, Grudzień17 - 187
- 2013, Listopad15 - 117
- 2013, Październik20 - 137
- 2013, Wrzesień18 - 162
- 2013, Sierpień16 - 74
- 2013, Lipiec4 - 20
- 2013, Czerwiec12 - 98
- 2013, Maj15 - 55
- 2013, Kwiecień8 - 76
- 2013, Marzec8 - 100
- 2013, Luty5 - 56
- 2013, Styczeń7 - 147
- 2012, Grudzień5 - 38
- 2012, Listopad5 - 127
- 2012, Październik4 - 23
- 2012, Wrzesień4 - 27
- 2012, Sierpień10 - 32
- 2012, Lipiec10 - 23
- 2012, Czerwiec6 - 31
- 2012, Maj17 - 116
- 2012, Kwiecień19 - 106
- 2012, Marzec12 - 79
- 2012, Luty4 - 21
- 2012, Styczeń3 - 37
- 2011, Grudzień3 - 31
- 2011, Listopad13 - 135
- 2011, Październik15 - 121
- 2011, Wrzesień15 - 26
- 2011, Sierpień6 - 9
- 2011, Lipiec14 - 2
- 2011, Czerwiec13 - 83
- 2011, Maj12 - 78
- 2011, Kwiecień9 - 35
- 2011, Marzec2 - 3
- 2010, Listopad1 - 1
- 2010, Październik13 - 14
- 2010, Wrzesień4 - 9
- 2010, Sierpień3 - 3
- 2010, Lipiec6 - 4
- 2010, Czerwiec7 - 3
- 2010, Maj8 - 5
- 2010, Kwiecień9 - 10
- 2010, Marzec1 - 0
- 2009, Grudzień7 - 13
- 2009, Listopad8 - 16
- 2009, Październik11 - 5
- 2009, Wrzesień19 - 21
- 2009, Sierpień18 - 14
- 2009, Lipiec25 - 11
- 2009, Czerwiec7 - 16
- 2009, Maj5 - 12
- 2009, Kwiecień10 - 22
- 2009, Marzec10 - 10
- 2009, Luty5 - 0
- 2009, Styczeń5 - 12
- dystans 45.46 km
- 10.00 km terenu
- czas 02:34
- średnio 17.71 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Kurki, prawdziwki, czubajki
Środa, 11 września 2019 · dodano: 14.09.2019 | Komentarze 0
87 kurek15,5 prawdziwka
7 czubajek
Myk do lasu, zobaczyć co tam po deszczach... najpierw sprawdziłem jeżyny, nadal czerwone
A potem zająłem się grzybami - kurek trochę było, ale mniej niż tydzień temu.
Za to pojawiły się prawdziwki... niestety tylko jeden nie miał robaczywej nóżki, z pozostałych nadawały się tylko kapelusze, przy czym czasami musiałem wyciąć też kawałek w rejonie trzonka, a z jednego ledwie pół kapelusza się ostało.
Ile borowików jest w tym kadrze?
I jeszcze kilka fotek, wszystkie prawdziwki młode i dobrze, bo starsze chyba by były całe robaczywe.
W jednej nóżce, oprócz robali nawet żuczek (leśny?) się zainstalował
Do tych borowików dozbierałem kilka czubajek (muchomorów rdzawobrązowych), wybierałem tylko ładniejsze, a początkowo nie zbierałem zanim trafiłem na pierwsze prawdziwki, bo nie wiedziałem czy będę miał wystarczającą masę grzybów do duszenia.
Na początku, jak miałem ledwie ze 3-4 prawdziwki, to zastanawiałem się nawet czy by nie spróbować zbioru muchomorów czerwieniejących... ale zrezygnowałem, bo nigdy ich nie zbierałem i za słabo znam. A takich maleńkich muchomorów w ogóle lepiej nie zbierać, bo za mało charakterystyczne i można się naciąć.
Jeśli chodzi o grzyby jadalne, to były jeszcze gołąbki-surojadki... ale ich nie zbieram, zbyt dużo gatunków i nie wiem które jadalne, a które nie. Poza tym tylko jednego, ale mocno ponadgryzanego zajączka widziałem (w weekend z Kluską znaleźliśmy kilkanaście zajączków, z czego kilka nierobaczywych, czubajki i dwa prawdziwki). Kozaków i podgrzybków ani śladu.
Kilka innych grzybków
W mchach i widłakach płonie ogienek
Ćma wstęgówka karminówka, pąsówka, albo inna podobna. Świeżo przepoczwarzona (obok widać wśród liści kokon poczwarki) i dlatego jeszcze siedziała nieruchomo, dzięki czemu mogłem ją dokładnie obfocić i nie uciekała.
W lesie
A tu żuczek obrabia czyjąś kupę, chyba temu komuś nie bardzo idzie trawienie żołędzi
Dopisek, co zebrałem tydzień później 17-ego (bo wpisy wrzucam z opóźnieniem)
- 57 podgrzybków (chyba się zaczyna wysyp)
- 20 zajączków
- 40 czubajek (wysyp trwa, mógłbym zebrać kilka razy tyle)
- 18 kurek
- 13 prawdziwków (głównie bez nóżek)
- 9 kozaków
- 5 kań
- 1 maślak
- dystans 38.68 km
- 3.50 km terenu
- czas 02:30
- średnio 15.47 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Wagary w bibliotece i tunelu
Czwartek, 5 września 2019 · dodano: 08.09.2019 | Komentarze 3
Dziś Kluska miała iść do szkoły na 7:45... ojojoj, kiedy do przedszkola jeździliśmy na 8:30, zwykle byliśmy na styk, a równie często nawet trochę spóźnieni. Postanowiliśmy więc skorzystać z ładnej pogody, dać jeszcze jeden dzień się wyspać (na pitek też na 7:45) i pojechać na wagary... no tak, pierwszy tydzień szkoły, a my już wagarujemy.Pierwsze śniadanie Klu w zasadzie zjada w rowerze... bo zaraz po wstaniu (skoroświt po 9-ej), nie ma apetytu i kanapkę dojadała wsiadając do roweru, więc w zasadzie była ciągłość, bo zaraz zabrała się za zapasy na drogę zgromadzone w kieszonce.
Później czytała "Wścibionki" i do Radziejowic prawie całe przeczytała.
Wścibionki vs Pan Wściubiaczek
Zaczynamy od wizyty w bibliotece Radziejowice... a potem drugie śniadanie.
Wagary, wagarami, ale zaliczamy lekcję wuefu na siłowni plenerowej
Tuż za płotem jest remiza i nagle zaczęła wyć syrena... z palcami w uszach oglądamy jak dwóch panów biegnie, a inni podjeżdżają, jak wyprowadzają wóz, dosiadają się kolejni już przebrani i jak na sygnale ruszają do akcji.
A potem myk do Mszczonowa, do którego stąd już blisko. Mimo wagarów jednak przyjechaliśmy do szkoły... bo biblioteka jest w budynku szkolnym.
Latem był konkurs na wakacyjną fotkę z książką wypożyczoną z mszczonowskiej biblioteki. Oto nasza konkursowa fotka (opowiadanie "Minigolf" o Mikołajku).
Dziś oprócz wypożyczenia książek, odbieramy nagrodę - kubek i torbę z logo biblioteki i tematycznym hasełkiem. Płócienna torba jest duża i solidna, da się z nią obskoczyć kilka bibliotek i się nie urwie od ciężaru wypożyczonych książek.
A my tymczasem robimy na skwerku postój na trzecie śniadanie i czytanie.
A teraz ruszamy zaliczyć wisienkę na torcie - szukać skrzynki w tuneliku. Tunelik to w zasadzie przepust pod nasypem eSeŁki. Przepust jest dość niski, bo zasypany naniesioną ziemią, zwłaszcza wejście. Ale ogólnie dosyć przyjazny - piaseczek, prawie nie ma śmieci... no trochę ich wyzbierałem od strony skrzynki podczas jej zakładania i serwisów, przede wszystkim usunąłem szkło.
Kluska oczywiście chciała iść pierwsza... pozwoliła mi tylko sprawdzić wejście by usunąć ewentualne śmieci, czy szkło i pokrzywy. Odkopywanie skrzynki.
Przerwa na czwarte śniadanie.
Pan Marian gra nam do kotleta.
A potem ruszamy odłożyć skrzynkę i obowiązkowo idziemy na drugi koniec tunelu... dalej tunelik jest nieco wyższy, bo dno opada, ale też robi się trochę błotniście... a na końcu, przy drugim wejściu.... natrafiamy na dwa martwe psy, czy inne lisy. Kluska była bardzo podekscytowana odkryciem, na szczęście zadowoliła się obejrzeniem ich z pewnej odległości. Podejrzewam że ktoś zabił psy i je tu wrzucił, ale nie mówiłem tego, rzuciłem że to zdechłe lisy (żeby było że zmarły śmiercią naturalną).
One już tam leżą jakiś czas, bo na szczęście już nie śmierdziało padliną. Klusce bardzo się podobało odkrycie, potem opowiadała koleżance, a ona była niepocieszona że nie zrobiliśmy im zdjęcia.
Powrót
Podziemna piaskownica, odcinek między pierwszym wejściem a skrzynką jest bardzo przyjemny i nadaje się do zabawy, lavina nie mogła się nas doczekać i zastanawia się czy aby się nie zgubiliśmy w tuneliku, co jest trudne bo jest prosty... ale my jesteśmy zdolniachy.
No i pora wracać.
Jeszcze tylko lekcja przyrody. Liście gruszy miały jakieś przebarwienia.
Po zajrzeniu pod spód, okazało się że to galasy. Sądząc po tych wypustkach, larwy już z tego wyszły, a może nawet przepoczwarzyły (wygląda to trochę jak resztki poczwarek).
I jeszcze taką ładną gąsieniczkę po drodze spotkaliśmy.... hmm, chyba pora wypożyczyć "Wielką Księgę Robali"!
Kategoria mazowieckie
- dystans 46.62 km
- 10.70 km terenu
- czas 02:44
- średnio 17.06 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Kurki i troszkę różności
Środa, 4 września 2019 · dodano: 07.09.2019 | Komentarze 2
Zacząłem od jeżyn, ale te które półtora tygodnia temu były czerwone, nadal w większości są czerwone... ostatecznie uzbierałem nieco ponad kubeczek.Za to kurki nie zawiodły, nadal nie jest ich zbyt dużo i strasznie trzeba było się nachodzić, żeby je uzbierać, ale ostatecznie dziś był najlepszy zbiór w tym roku - 121 sztuk.
To chyba najdorodniejsza kurka dzisiaj, choć ze względu na brak skali, nie widać tego na zdjęciu.
Setna kurka.
W jednym miejscu trafiłem też na kilka kań... w sumie jakieś 8 +/-2, ale w większości stare i/lub robaczywe, do celów konsumpcyjnych nadawały się 2 (dobre i to).
Jeden piaskowiec modrzak, trafiłem na niego na początku i myślałem że będzie więcej grzybów do duszenia, ale niestety nie... gdybym wiedział, to bym go w ogóle nie zbierał.
Bo zebrałem tylko tę jedną czubajkę... trafiłem jeszcze na jakieś 2-3 z rozwiniętymi łebkami, ale albo robaczywa, albo dostrzegłem kątem oka jadąc rowerem i nie chciało mi się zatrzymywać dla takiego maleństwa...
Tak w ogóle, to ja tego grzybka w atlasie nie miałem, najbardziej podobny do niego był twardzioszek przydrożny i zastanawiałem się że może to on. Ale nic dziwnego że nie mogłem go w atlasach znaleźć, wtedy był traktowany jako brązowa odmiana muchomora mglejarka (obecnie szarawy), nazwa "muchomor rdzawobrązowy" została ponoć w 1992.
Prawdziwek - kompletnie robaczywy... znalazłem też jednego chyba-podgrzybka w połowie zjedzonego przez chrabąszcze, a druga połówka robaczywa.
A co to takiego czerwonego? Czyżby kozak?
E, nie...
Psiaki... tak się u nas mówi na małe, niepozorne grzybki. Część z nich może być nawet jadalna, ale trudno je zidentyfikować i odróżnić od niejadanych (w moim starym atlasie większości z nich i tak pewnie nie było). A poza tym nawet gdyby, to gra nie jest warta świeczki, człowiek się namęczy, naidentyfikuje, nazbiera, a ma z tego ledwie maleńką ilość... ile tego trzeba by nazbierać by było tyle masy ze średniej wielkości podgrzybka? Kto wie, może nawet tego twardzioszka przydrożnego udało mi się sfocić?
Las
Mimozami jesień się zaczyna... mimoza, a właściwie nawłoć kanadyjska, lub późna (olbrzymia), to gatunek pochodzący z Ameryki Północnej i można na jej przykładzie zobaczyć jaki problem stanowią gatunki inwazyjne, bardzo się bowiem rozprzestrzeniła i teraz pełno jej na wszelakich łąkach.
A to prawdopodobnie nawłoć pospolita, czyli rodzimy gatunek nawłoci.
A w nocy mieliśmy takiego oto srebrzystego gościa... piękna była, zwłaszcza że opalizowała, czego nie widać na zdjęciach.
Częściowe zaćmienie żarówki przez ćmę
- dystans 36.89 km
- czas 02:30
- średnio 14.76 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
po mieście
Sobota, 31 sierpnia 2019 · dodano: 03.09.2019 | Komentarze 0
Wizyta na Bielniku, gdzie trwa renowacja lokomotywy spalinowej 409Da 271. Jest już odmalowana, ale jest jeszcze trochę detali do rekonstrukcji - na przykład lampki z przodu są już zrekonstruowane, a z tyłu jeszcze nie, podobnie logo producenta (Zastal) wymaga jeszcze odmalowania (albo doczyszczenia), zakładam też że numer lokomotywy również wróci na jej boki.Fotki lokomotywy sprzed renowacji, a konkretnie z 2018 można zobaczyć w innych wpisach na blogu - zimą, latem, jesienią.
Len w doniczkach raczej nędzny, ale udało się trafić na kilka kwiatów i to akurat w dobrym miejscu by sfocić razem z lokomotywą.
Mając na świeżo fotki lnu, postanowiłem zobaczyć czy pobliskie mozaiki jeszcze są i na ile wiernie są odwzorowane kwiaty (jeszcze kilka fotek można zobaczyć we wpisie Polski Len).
A tymczasem w parku zaczęły kwitnąć zimowity
A poza tym zauważyłem wbetonowane kółka zębate, hmmm byłem w tym miejscu parę razy i ich nie widziałem, ale fakt że można przegapić.
- dystans 49.70 km
- 1.10 km terenu
- czas 02:30
- średnio 19.88 km/h
- temperatura 31.0°C
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Upalnie po bibliotekach
Poniedziałek, 26 sierpnia 2019 · dodano: 01.09.2019 | Komentarze 11
Musiałem podskoczyć do biblioteki w Grodzisku, by oddać książkę (już raz przedłużałem termin zwrotu i nie mogłem więcej). Niestety zrobiło się upalnie, miałem jeszcze kilka dni rezerwy, ale zapowiadało się że będzie jeszcze goręcej, więc nie było co zwlekać... Oczywiście, jakby co to mogłem awaryjnie podskoczyć pociągiem, ale a opcja była ostatecznością.Ruszyłem rano, żeby załapać się na poranny chłodek... w cieniu było przyjemnie, dodatkowo jadąc pod niezbyt silny wiatr miałem dodatkowe chłodzenie. No, mogłem się zebrać z godzinę wcześniej, ale się nie zwlokłem.
Po drodze jaskółki przygrywały mi na strunach linii minimalnego napięcia.
W Grodzisku krótki stopik na skwerku (z mapy wynika, że zyskał nazwę Park Piłsudskiego), który parę razy mijaliśmy w czasie remontu, a ostatnio nawet po remoncie, ale było za ciepło i Klu była za zmęczona by się już zatrzymywać. Dziś postanowiłem obfocić Układ Słoneczny, czyli kamienne planety osadzone w trylince, która symbolizuje ciemną i jasną materię.
Z ulicy widać było Jowisza.
Niestety po dokładnym obejrzeniu okazało się, że nie jest to Układ Słoneczny, co najwyżej jakiś inny układ planetarny, co sugeruje kołowa kompozycja... sama ilość kul (szesnaście) nie jest argumentem ostatecznym, bo mogły być doliczone niektóre duże księżyce i planety karłowate, ale dokładając ich ułożenie dochodzimy do wniosku, że to jednak nie Układ Słoneczny.
Generalnie jest to kompozycja raczej geologiczna, kule opatrzone są tabliczkami informującymi jaka to skała i skąd pochodzi.
Planeta Salceson. Poza tym widać że doookoła przestrzeń usiana jest asteroidami i meteoroidami.
To od biedy mógłby być Neptun z Trytonem.
Oraz inne obiekty
Pas Kuipera
Jako że cienia tam mało i nie było ławki z pełnym cieniem, to obfociłem i pojechałem dalej, a postój sobie zrobiłem na zacienionej ławeczce w innym parku (nad Stawami Goliana). Tutaj odpaliłem kawkę mrożoną z termosu i kanapki na drugie śniadanie.
Tu też wysypane żwirkiem... lubię taki żwirek, zawsze można pooglądać kamienie i np. poszukać skamieniałości.
Docieram w końcu do biblioteki - byłoby to dobre miejsce na postój, tyle że jest to betonowa patelnia... przy rozsądniejszych temperaturach owszem, ale nie dziś. Oddaję, wypożyczam kilka książek i jadę z powrotem, tym razem do biblioteki w Jaktorowie.
Na drugą stronę torów i szosy głównej przebijam się wcześniej i rzucam okiem na okolice zespołu szkolno-przedszkonego. Wejście do przedszkola w muralu.
Kolorowe ławeczki na placu zabaw.
Półka z Mikołajkiem w bibliotece... przy czym oprócz oryginalnego Mikołajka duetu Goscinny - Sempé, są też takie piąte wody po kisielu, jak książeczki z opowiadaniami, które powstały na podstawie scenariuszy serialu animowanego, który powstał na podstawie oryginalnego Mikołajka, a ilustracjami jest zrzuty z serialu. Jest też książka napisana na podstawie filmu pełnometrażowego, aktorskiego (muszę przy okazji zajrzeć jakie są ilustracje).
W międzyczasie okazało się, że jedna pani pod biblioteką przypięła rower, ale zamek w zapince nawalił i nie dało się odpiąć... udała się po pomoc na pobliski plac budowy, skąd przyszedł pan z piłą tarczową i "odpiął" rower.
Normą jest, że niektórzy nie wożą zapinek ze sobą, tylko zostawiają na stałym miejscu przypinania... ta chyba już dawno została tu na stałe.
Koparka burzycielka pieska... będzie mi go brakowało.
Powrót już po południu, czasem z wiatrem, czasem wiatr boczny i nawet lekko z przodu... już nie chłodził, to było raczej jak powiew z otwartego paleniska. Ufff...
A jeśli chodzi o wypożyczone książki - wypożyczyłem stare wydanie czytanego aktualnie Mikołajka pt. "Joachim ma kłopoty". Tytuł całego zbiorku jest od jednego z opowiadań, ale w najnowszych wydaniach został zmieniony na "Mikołajek ma kłopoty", pewnie po to żeby się pojawiał w wyszukiwaniach i nie było wątpliwości że to ksiązką o Mikołajku.
Poza tym obejrzałem jeszcze ze dwie książki obrazkowe z serii "Rok w...", ale nie wzbudziły one mojego entuzjazmu, natomiast trzecia wygląda bardzo obiecująco, mi się podoba, zobaczymy czy spodoba się Klusce.
Tak wygląda plansza z aktualnym miesiącem (powiększenie po kliknięciu w fotkę). Fajnie jest, bo zimą niektóre zwierzęta śpią, a inne są pod postacią jajeczek.
Spis zwierząt (klik), oto zwierzęta których można szukać na planszach, z krótkim, zabawnym opisem.
- dystans 47.03 km
- 12.60 km terenu
- czas 02:40
- średnio 17.64 km/h
- temperatura 28.0°C
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Jeżyny i troszkę kurek
Niedziela, 25 sierpnia 2019 · dodano: 29.08.2019 | Komentarze 3
Gorąco i słonecznie, więc możliwie jak najwcześniej myk do lasu, żeby jak najwięcej skorzystać z porannego chłodku i dłuższych cieni.Na miejscu okazało się że z jeżynami jest tak sobie... część albo już zasuszona i spleśniała, albo dla odmiany jeszcze zupełnie niedojrzała. Już myślałem że będzie nędza, ale ostatecznie znalazłem parę krzaczków z których udało się uzbierać sensowną ilość.
O, a ta chyba już nie da rady w tym roku dojrzeć.
Z kurkami też gorzej niż ostatnio... a zbiór utrudniały żołte liście, których ostatnio sporo naleciało, a także plamy słońca. Ostatecznie udało się nazbierać 36, dobre i to.
O, pierwsza czubajka znaleziona w tym roku... w sumie znalazłem dwie takie, malutkie. Nie zbierałem, bo i tak nie miałem innych grzybów do duszenia.
To tyle jeśli chodzi o zbiory. Rozważałem zostanie w lesie do wieczora, ale nawet tu było średnio przyjemnie - za ciepło, za mało wiatru i ostatecznie ewakuowałem się po południu do domu pod prysznic.
A poza tym padalec i wrzosy.
- dystans 3.50 km
- czas 00:25
- średnio 8.40 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Na hulajnodze do biblioteki (z Klu rzecz jasna)
Czwartek, 22 sierpnia 2019 · dodano: 28.08.2019 | Komentarze 0
To znaczy Kluska z koleżanką na hulajnogach, ja żeby za nimi nadążyć na rowerze (hulajnogi nie mam), brat koleżanki Kluski też na rowerze.Zabrałem dzieciaki do biblioteki w ramach zachęcania do czytania, żeby kluska miała w przyszłości z kim gadać o książkach. Zaczynamy od zwiedzenia biblioteki, a przy okazji gramy w kółko i krzyżyk.
Jedną z naszych ulubionych serii jest Mr. Men i Little Miss. Kilka książeczek mamy w domu, w bibliotece jest też kilkanaście do wypożyczenia. Książeczki są małe, zabwane, tekstu niezbyt dużo, za to dużo obrazków... idealna dla początkujących czytelników. Dzieciakom od czasu do czasu to czytuję i bardzo im się podoba. A format taki, że można kilka wrzucić do plecaka i zabrać na plac zabaw.
Dziś mogliśmy wypożyczyć na konto Kluski 6 książek, więc ustaliliśmy że każdy będzie mógł wybrać po dwie. Dzieciaki wybrały po dwie z serii Mr. Men i Little Miss (poza tym Pana Radosnego przeczytaliśmy w bibliotece).
Kluska natomiast Alcesta i Kostka. Kostek to odkrycie poprzednich wakacji. Proporcje tekstu do obrazków są podobne, ale jednak jest trzy razy grubsza niż te książeczki. Dla dzieciaków nieprzyzwyczajonych do czytania może być za duża, ale jako następny krok idealna. Natomiast Alcest, to wybór opowiadań z dużych zbiorów o Mikołajku, w których głównym bohaterem obok samego Mikołajka jest Alcest, jego kolega który jest gruby i lubi jeść... dlatego Kluska najbardziej go lubi spośród kolegów Mikołajka (a ostatnio opowiadania o Mikołajku to ulubiona lektura Klu).
Poza tym trochę pooglądaliśmy książki obrazkowe... ostatnio w domu oglądali "Rok w Krainie Czarów" (ta książka wg której jest mural w Grodzisku), która bardzo im się podobała, zresztą się nie dziwię, jest to najlepsza książeczka obrazkowa jaką do tej pory mieliśmy. Niestety po nie wszystkie są trochę flurowate, raz że grafika zwykle nie dorasta nawet do pięt, a nawet jeśli to i tak zawartość nie jest porywająca. Tak więc obejrzeliśmy jakiś książeczki z MamOko, ale niektóre postaci są tak podobne, albo tak niewyróżniające się, że dzieciakom ciężko było je znaleźć, a seria z Ulicy Czereśniowej podpadła nam tym, że postaci do szukania, nie są na wszystkich planszach... no to już granda (szukałem z dzieciakami jednej postaci, ale nie znaleźliśmy).
Tak więc "Rok w Krainie Czarów" jest bezkonkurencyjny, "Krasnoludki. Fakty, mity, głupoty" tego samego autora też są fajne. Teraz mamy w domu "Rok w Lesie", jest fajny ale zobaczymy czy także dzieciakom się spodoba.
Ciepło, więc schłodziliśmy się pod kurtyną wodną.
Parę obowiązkowych rundek dookoła fontanny.
Na placu spotkaliśmy zaobrączkowanego gołębia, który pewnie uciekł komuś z gołębnika.
A tu z EkoParku - upiorna orkiestra (z innej wycieczki hulaj-rowerowej po okolicy, ale wrzucam symbolicznie jedną fotkę).
Poza tym ze dwa razy rozbiliśmy Klusce stary namiot na podwórku. Raz dziewczyny siedziały w nim w czasie ulewy i to solidnej... gdy się zbierało na deszcz, Kluska zaczęła śpiewać "W czasie deszczu dzieci się nudzą", no puściłem Klusce parę razy, trzeba dziecku pokazywać repertuar na poziomie, a widzę że podobało się i zapadło w pamięć (bo to już dosyć dawno jej puszczałem).
- dystans 32.22 km
- 1.20 km terenu
- czas 01:59
- średnio 16.25 km/h
- temperatura 20.0°C
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Z Klu do mszczonowskiej biblioteki
Środa, 21 sierpnia 2019 · dodano: 26.08.2019 | Komentarze 0
Rano Klu trochę marudna, ale to nic nowego, a pogoda wprost idealna na wycieczkę rowerową (pochmurno i maksymalnie do 20°C w ciągu dnia), żal zmarnować taki dzień. Niespiesznie się zbieramy, zwłaszcza że z rana jeszcze trochę siąpi, choć niezbyt intensywnie.W końcu ruszamy i Klusce jak zawsze na rowerze, humor momentalnie się poprawia... tylko Rushoffa Offca ledwo ciepła, bo dopiero ją obudziliśmy.
Uwaga Vinnitcheq!!! Ratujemy go i z drogi przenosimy na trawę.
- Be beee?
- Ślimak, winniczek.
- Be be?
- Po deszczu ślimaki wychodzą, lubią gdy jest mokro.
- Beee.
Na gruntowym skrócie spotykamy jeszcze jakieś pomrowy (a w każdym razie ślimaki bezskorupkowe).
Po drodze Kluska zaczyna marudzić, że jej zimno... no niby ja jadę w krótkim rękawku, krótkich spodenkach i sandałach, ale ja nie jestym dobrym miernikiem temperatury... na przykład lavinka jedzie w polarze. W sumie jest rześkawo (przyjemnie!), a Kluska się nie rusza jak my, a do tego może przyzwyczaiwszy się do wysokich temperatur, może nagły spadek temperatury poniżej 20° może odczuwać jako zimno. Niby jest w polarze i kurtce, ale podopinaliśmy suwaki ubrań, dopięliśmy też pelerynkę, a nogi dodatkowo owinęliśmy kocykiem. A poza tym jedziemy wolniej, by nie generować zbyt dużego wiatru i ogólnie jest już ok.
Kurnik Zazdrość!!!
- Beee, a moja prapraprababcia była kurą!
"Kurczaki luzaki", jedna z ulubionych serii książkowych Kluski w ostatnich miesiącach.
- A to co?
- Pałka wodna.
- Nie, kupa! Kupa na patyku!
Stopik na skaju żwirowni
Czytanie Mikołajka, Kluska jakby mniej biega, a poza tym odmawia zjedzenia drugiej kanapki z dżemem... o, to już poważny objaw, czyżby była chora. No nic, już blisko to jedziemy.
Kluska na dalszą drogę dostaje do czytania książeczkę z kolejnej ulubionej serii ("O Wilku, który..."). Gdy potem wjeżdżamy do Mszczonowa, Kluska dowiadując się że już dojechaliśmy, stwierdza "ale ja jeszcze nie przeczytałam!", więc ją uspokajam, że zanim przejedziemy przez miasteczko i podjedziemy pod bibliotekę, to akurat skończy (i rzeczywiście akurat skończyła).
Ale zanim dojechaliśmy do Mszczonowa, przejeżdżamy jeszcze przez Chlewik, eee znaczy przez...
We Mszczonowie, Kluska zaczyna nam się pokładać... raz że wejście ze świeżego, rześkiego powietrza zawsze rozkłada człowieka, a dwa że jakby ma temperaturę. No cóż, Kluska trochę pooglądała książeczek obrazkowych, potem znów poleżała, a książki wybraliśmy bez jej większego udziału i decydujemy że trzeba wracać prosto do domu już bez żadnych dodatkowych postojów i atrakcji.
Klu trochę nam po drodze drzemie, ale bliżej Żyrardowa się rozbudza, generalnie jest w dobrym humorze.
Po drodze jesteśmy świadkami meczu między kawkami a gawronami. Nie ma piłki, bo to nie jest mecz piłki kopanej, tylko w odrobaczanie mokrej murawy. Akurat wynik Kawki vs Gawrony był 46:39. Oczywiście kibicujemy kawkom, więc odjeżdżamy z okrzykami:
- Kawki! Kawki! Kawki!
Gruntowy skrócik (dobra, dobra, rower dało się przeprowadzić bokiem prawie suchą oponą), kwitną już mimozy, więc narwaliśmy bukiek, który lavinka ma w sakwie.
Gdy wróciliśmy, Klu zupełnie się rozłożyła... wyglądało na to, że jesdnak się rozchorowała, ale później okazało się, że po prostu kolejny ząb jej rośnie.
A jeśli chodzi o wypożyczone książki... to dwie z nich są bardzo fajne - "Kolorowy potwór" i "Jakiego koloru są buziaki?" Przetestowaliśmy też na koleżance Kluski, też jej się podobało choć ona nie jest taka książkowa jak Klu.
Kolorowy potwór jest o tyle fajny (pomijając to, ze jest to sympatyczna i prosta książka o emocjach), że jako ilustracje ma wycinanki z tektury, jest tam kilka świetnych pomysłów.
Wykorzystaliśmy to i zrobiliśmy własne akwarium.
A poza tym wszystkim, bardzo nam wszystkim się podobało, że autorka wychodzi za linie - żółtym tak entuzjastycznie i z rozmachem kolorowała, że mało co z tego żółtego trafiło do środka!
Klusce tłumaczymy, że jeśli koloruje to może wychodzić za linie ile chce, cokolwiek by pani z przedszkola nie mówiła... bo panie w przedszkolu mają pierdolca na punkcie kolorowania i niewychodzenia za linie. lavinka się nawet zdenerwowała i powiedziała że pani jest głupia, po czym pokazaliśmy jej reprodukcje obrazów wielkich artystów wiszące u na na ścianie:
- To jest obraz Wyspiańskiego. Wychodzi za linie? Wychodzi! A to jest Chełmoński... widzisz tu w ogóle jakieś linie?
Potem była zabawna sytuacja, bo gdy lavinka odbierała Kluskę z przedszkola, jedna z jej koleżanek zapytała:
- Czy to prawda, że pani powiedziała, że nasza pani jest głupia?
Tak więc bardzo rozbawił nas ten żółty.
"Jakiego Koloru są buziaki", to bardzo sympatyczna i zabawna książeczka... Klusce najbardziej podoba się fragment z pszczołami, ale inne również są z humorem. (powiększenia po kliknięciu w fotki).
Kategoria mazowieckie
- dystans 46.84 km
- 9.20 km terenu
- czas 02:44
- średnio 17.14 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Standarcik leśny, czyli jeżyny i kurki
Piątek, 16 sierpnia 2019 · dodano: 25.08.2019 | Komentarze 0
Poprzednio było opowiadanie o grzybobraniu, to teraz zapodaję z klasyki, mianowicie link do grzybobrania w Kabarecie Starszych Panów (na youtubie) i nie jest to piosenka "Na grzyby".Ale do rzeczy, kurek było coś z 80
Ogólnie grzybów niewiele, owszem od czasu do czasu można się potknąć o jakieś gołąbki
O purchawkę potknąłem się tylko raz
W tych okolicznościach człowiek poważnie zastanawia się, czy by jednak nie zbierać żółciaka siarkowego... ale ten akurat chyba już za stary.
Zbierając się już z lasu, trafiłem na takiego prawdziwka, pewnie i tak robaczywy, a że poza kurkami i tak nie miałem żadnych grzybów, to nie sprawdzałem go nawet i zostawiłem w spokoju.
A poza tym w lesie jak to lesie - motylki, żuczki itp.
- dystans 157.25 km
- 15.00 km terenu
- czas 08:20
- średnio 18.87 km/h
- rekord 39.20 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Zawyszogrodzka pętelka
Środa, 14 sierpnia 2019 · dodano: 20.08.2019 | Komentarze 0
Żyrardów - Wyszogród - Chmielewo - Czerwińsk - Raszewo - Kobylniki - Orszymowo - Rębowo - Wyszogród - Kamion - Brochów - ŻyrardówWyruszam skoroświt. Powodów jest kilka - raz że do Wyszogrodu mam pod wiatr, a że ten ma się wzmagać, chcę jechać z jak najsłabszym mordewindem. A dwa, żeby mieć więcej czasu na pętelkę za Wisłą, żeby się nie spieszyć i móc na przykład połazić po cmentarzach i w ogóle się poszwędać. No a trzy, że z rana jest przyjemnie chłodno, a później to diabli wiedzą co będzie... niby pogoda ma być znośna, ale z prognozami nigdy nie wiadomo.
Celem głównym jest sprawdzić kontrolnie, czy gdzieś w kościołach nie ma pocisków (nowych nie namierzyłem), a mianowicie w Czerwińsku, Kobylnikach i Orszymowie... co prawda tylko w Kobylnikach jeszcze nie byłem, ale w pozostałych byłem zanim jeszcze sprawdzałem.
Po drodze momentami trochę kropi, ale jest to niezbyt intensywny deszcz, raczej takie przyjemne, dodatkowe chłodzenie. Pogoda w sam raz na jazdę, więc rypię z jednym tylko postojem na drugie śniadanie.
Czarne chmury nad Bakomą
Łabędzie i kaczki na Pisi już nie śpią.
Zaraz po 9-ej przekraczam Wisłę mając 50km na liczniku. Od razu wklejam dla porównania zdjęcia wykonane 6 godzin, 40 minut i nieco ponad 50km później, gdy wracałem na naszą stronę Wisły.
Rynek w Wyszogrodzie
Drzewo solarne, czyli ładowarka do telefonów... info o identycznym w Płocku.
Nieco bardziej tradycyjna w formie instalacja
Ponieważ wreszcie nie ma dzikiego słońca gdy tu jestem, mogę porobić przez szybkę zdjęcia szczątków radzieckiego samolotu Pe-2 10-371 wydobytego w rejonie Bzury pod Kamionem w 2015 roku. Samolot został zestrzelony 18 stycznia 1945 podczas lotu rozpoznawczego, miało to miejsce podczas wielkiego natarcia Armii Radzieckiej, które ruszyło 14 stycznia z linii Wisły (min. z przyczółka magnuszewskiego) i dosłownie zmiotło obronę niemiecką. Już 16 stycznia został odbity Żyrardów, a Wyszogród zdobyty 20 stycznia.
Informacje o samolocie i załodze - powiększenie po kliknięciu w fotkę
Co można obejrzeć w pawilonie? Ano karabiny maszynowe, wydobyto bowiem trzy - UBS i UBT (12,7 mm ), SzKAS (7,62 mm), dwa z nich widać na pierwszych zdjęciu (zdaje się że UBS i UBT).
Taśmy z amunicją do nich,. to są zdaje się pociski 12,7 mm .
A to 7,62 mm
Są też trzy tetetki załogi
A także śmigło, koła i sporo różnego żelastwa.
Zjeżdżam nad Wisłą, w miejsce gdzie kiedyś stał most drewniany, a tam wita mnie... Herbatnik. Tak, ta barka , która kiedyś stała w Porcie Czerniakowskim. Okazało się, że w kwietniu została przywieziona do Wyszogrodu (na lawecie, bo gdyby były spławiana Wisłą, to by chyba zatonęła zanim by opuściła Warszawę).
- tabliczka informacyjna
- wpis u lavinki na blogu - Herbatnik w 2009 roku
- fotka lavinki z 2011 - Herbatnik na sucho
Przyczółek drewnianego mostu przez Wisłę... ech, jeszcze kilka, może kilkanaście lat temu był zachowany kikut tego mostu, znaczy przęsło, ale niestety i to rozebrali.
Postanawiam wtarabanić się z rowerem na Górę Zamkową i tam zjeść trzecie śniadanie (albo drugi przedobiadek).
Na górze są dwa Tobrubki odkopane i udostępnione po wykopaliskach na górze-grodzisku. Oraz pawilonik prezentujący odkopany bruk. Tutaj fotki z jesieni 2015 roku. O ile teren ładnie porósł murawą, o tyle obiekty ulegają postępującej dewastacji... no rozumiem, że taka barierka z patyczków jest na tyle delikatna, że wystarczy się oprzeć by trzasnęła, a deska na schodach może ulec obluzowaniu i odpadnięciu, ale wyrwać belkę z ziemi i wrzucić ją do bunkra, to nie da się przypadkowo, ani zerwać kilku desek z parkietu i przypadkowo zrobić z nich ognisko. O śmieciach nie wspominając, w tym oczywiście szkło, na przykład flaszki wrzucane od góry do bunkra, by się stłukły. Lornetki to już 4 lata chyba nie było.
Polska to jednak dziki kraj. Wszystko musi być ze zbrojonego betonu, żeby przetrwało, albo odgrodzone drutem kolczastym i pod prądem.
Porobiłem zdjęcia, zastanawiam się gdzie usadowić na śniadanie, a tu wchodzi facet z kosiarą... no szlag. Trudno, schodzę więc zainstalować się na dole przy przyczółku mostu.
Ruszam na Czerwińsk... dojazd do Czerwińska jest słaby, bo koszmarną drogą krajową 62, ruch duży, TIRy i wysypane tłuczniem pobocze... dosyć szerokie, gdyby część wyasfaltowali to byłoby ok, ale nie. Najgorszy odcinek, gdzie pokonuje jary, są zjazdy, podjazdy zakręty, ograniczona widoczność i brak pobocza na które można w ostateczności uciec (TIRy dociskają do barierki) omijam skrótem gruntówami bliżej Wisły, niestety ta zaraz za Wyszogrodem teraz jest beznadziejna - wysypana tłuczniem i rozjeżdżona przez ciężki sprzęt... dalej jest nieco lepiej. Ale i tak w ten sposób jestem w stanie ominąć tylko połową krajówki do Czerwińska, potem i tak muszę na nią zjechać. Dlatego rzadko bywam w Czerwińsku.
Zaraz za Wyszogrodem postanowiłem wbić się na ostrogę... o tej porze roku trzeba się przebić przez okazałe krzaki, ale nie mogłem sobie odpuścić okazji wypicia kubka kawy na Wiśle.
Łączeń Baldaszkowy, mam nawet o nim specjalny wpis na blogu pocztówkowym.
Docieram do kapliczki, od ostatniej wizyty w tym miejscu została odmalowana, a ogrodzenie uzupełnione (zdjęcia kapliczki sprzed kilku lat w tym wpisie).
Dziś byłem przygotowany, żeby sprawdzić jaki jest kaliber pocisku, na którym jest osadzony krzyż... miałem ze sobą metr krawiecki, by zmierzyć obwód. Po przeliczeniu wyszedł mi kaliber jakieś 105mm, czyli nie jakiś bardzo duży, bo pocisk spory i wydawało się że większy kaliber.
Pocisk osadzony jest na czymś takim - w beton wtopione są pociski karabinowe i kulki (prawdopodobnie ze szrapneli), również mogą być z I wojny. Za to u podstawy są łuski z nabojów karabinowych, jednak sprawdzenie sygnatur na nich wybitych ujawnia, że łuski są współczesne.
Bogatszy o doświadczenia z tym co można zrobić z pocisków, obejrzałem dokładnie ramiona jrzyża i moje podejrzenia się potwierdziły - również są z pocisków.
Lepiej to widać o tyłu, bo na ramionach krzyża widoczne są pierścienie wiodące, a te srebrne końce wyglądają na zapalniki. Górna część krzyża to też skorupa pocisku (bez pierścienia wiodącego, ale jest widoczne zagłębienie gdzie kiedyś był), za to między niego a zapalnik wepchnięto jakąś kulkę (powiększenie po kliknięciu w fotkę)
Jeszcze kawałek sensownej gruntówy, potem zjeżdżam na drogę krajową i nią się męczę do Czerwińska.
Docieram do kościoła w Czerwińsku, a tu okazuje się że jest remont... fasada i dzwonnica-brama w rusztowaniach, czyli z najładniejszych kadrów nici, dobrze że poprzednio udało się je sfotografować. Wtedy byliśmy w niedzielę i kupę ludzi w rejonie mszy, trochę musiałem się naczekać żeby przeczekać tabuny ludzi przewalające się przez kadr, a jednocześnie bez dzikiego słońca Dziś miałem nadzieję na obejrzenie kościoła w spokoju i pomijając część remontowaną w zasadzie się udało.
Fotki z Czerwińska, ale też kilka z Wyszogrodu sprzed czterech lat, dla porównania w tym wpisie na bikestatsie.
Cokół kapliczki upamiętniającej ostrzelanie (ale bez większych zniszczeń) kościoła w 1915 roku. Więcej zdjęć i co mi się udało znaleźć o okolicznościach ostrzału można znaleźć w linkowanym wyżej wpisie sprzed czterech lat.
Zajrzałem do kruchty, niestety potwornie ciemno, oświetlone sa owszem jakieś tablice ogłoszeniowe, ale
Pod ścianą kolekcja kotwic, pływaków i innych wiader... to jest dosyć popularny element zdobniczy nad Wisłą (czy Bzurą w pobliżu ujścia), tylko dziś widziałem kotwice:
- przy kościele w Brochowie
- przy OSP w Kamionie
- przy kapliczce na wjeździe do Czerwińska
... no i chyba tyle, tej kotwicy przy Herbatniku w Wyszogrodzie nie liczę, ale może też powinienem. No i tutaj.
Z dziedzińca było otwarte boczne wejście do kościoła, więc skorzystałem z niego by obejrzeć wnętrze.
W Czerwińsku stanął szereg tablic edukacyjnych ze sporą ilością informacji na temat przeprawy Jagiełły. Okazało się, że w 2010 była wykonana replika mostu (oczywiście mały kawałek), miałem nadzieję że gdzieś w Czerwińsku stoi tak jak w Kozienicach... oczywiście nie na brzegu Wisły, bo tam by już dawno zmyło. Niestety nigdzie nie ma, załączam zatem fotkę fotomontażu z wykorzystaniem tej rekonstrukcji, oraz fotki tablic.
- mapka z lokalizacją tablic
- tablica Most Jagiełły
- tablica Wzgórze Jagiełły
- tablica Most Łyżwowy
- tablica Rozważania nad konstrukcją mostu
- tablica lokalizacja przeprawy
Dodam, że w Kozienicach też jest eee... coś w rodzaju rekonstrukcji tego mostu. Dlaczego tam? Bo w łaśnie w Puszczy Kozienickiej go budowano i spławiono Wisłą pod Czerwińsk. Tutaj wpis z mostem łyżwowym w Kozienicach.
Rozwałka nad Wisłą, oraz czwarte śniadanie (trzeci przedobiadek).
Jeszcze myk na cmentarz, rzut okiem na mogiłę żołnierzy poległych w 1939. Mogiła po remoncie, na szczęście model armaty nie został usunięty. Fotki ze stanem w 2015 roku pod tym linkiem.
Ładne, stare nagrobki, a w tle dzwonnica na cmentarzu.
O, już tutaj dotarł... ostatnio mieliśmy z nim do czynienia na Podlasiu i wschodnim Mazowszu.
Z Czerwińska wyjeżdżam na północny -zachód, a więc zaczyna się rypanie pod wiatr i to znacznie silniejszy niż rano. Jadę do wsi Kobylniki, ale stwierdzam jeszcze, że w zasadzie warto odbić w prawo na Raszewo Dworskie obejrzeć kościół mariawitów, co też czynię.
Po drodze odwiedzam też cmentarzyk mariawicki, to najstarszy nagrobek jaki tam znalazłem.
Stwierdzam, że zamiast wracać na trasę do Kobylnik. pojadę z Raszewa skrótem... gruntówa co prawda taka se, ale też nie najgorsza. Dojeżdżam do gotyckiego kościółka w Kobylnikach, a wszystkie furtki na dziedziniec kościelny zakłódkowane na sztywno. No szlag.
Może bym obszedł jako tako dookoła ogrodzenia i porobił zdjęcia (murek niewysoki, da radę strzelić fotkę), ale zobaczyłem że drzwi kościoła otwarte.... no więc rozejrzałem się i skok przez murek. Najpierw obejrzałem i obfociłem od strony szosy, min wnętrze z renesansowymi nagrobkami (na tyle ile mogłem, bo przez kratę).
Na koniec poszedłem obejrzeć kościół od tyłu i wtedy rozszczekały się psy od strony plebanii, no to strzeliłem fotkę i szybko się ewakuowałem.
Zatrzymałem się jeszcze na chwilę na cmentarzu, znalazłem tam min. grób dziedziczki Raszewa przez które dopiero co przejeżdżałem (powiększenie po kliknięciu w fotkę)
Znalazłem też grób Józefa Bacciarellego... hmmm, nazwisko jakby znajome, no tak, okazało się że to wnuk znanego malarza Marcello Bacciarellego.
Taka notka prasowa z Dziennika Poznańskiego, 25 kwietnia 1874 roku. Ktoś inny ją znalazł, więc mi pozostało znalezienie odpowiedniego skanu w bibliotece cyfrowej.
Wałki na nieidealnie płaskim polu
Jakaś kapliczka po drodze
Zaraz za Kobylnikami wyszło słońce... od jakiegoś czasu z niepokojem obserwowałem coraz więcej błękiitu na horyzoncie, który nieubłaganie się zbliżał. Jak słońce wyszło zza chmur, to momentalnie zrobiło się za ciepło, na szczęście bezchmurne niebo było krótko, już w Orszymowie zaczęły nachodzić chmury, raz mniej, raz więcej, ale przynajmniej słońce nie świeciło non stop.
Od Kobylinik rypałem dalej pod wiatr, a to było chyba maksimum tego dnia. Asfaltem mogłem jeszcze kawałek pojechać w tym kierunku, a potem zawrócić i cofnąć się do Orszymowa... ale ze względu na wiatr zdecydowałem się na gruntowy skrót, który był fatalny, strasznie rozjeżdżony... już kląłem ten pomysł i myślałem że jednak trzeba było jechać pod wiatr, ale asfaltem, rozważałem nawet czy by nie zawrócić, ale skoro już się tu wbiłem. Aż tu po kilometrze stał się cud i pojawił się asfalt! I był do samego Orszymowa.
Kościół w Orszymowie
Kapliczka na dębie. Według tabliczki jest to stuletni Dąb Niepodległości.
A tak wyglądała ta kapliczka w 2014
Drewniane płaskorzeźby drogi krzyżowej.
Przy kościele grobowiec rodziny Małowieskich z Dzierżanowa (powiększenie po kliknięciu w fotkę)
Jeszcze wizyta na cmentarzu w Orszymowie, celem było odnalezienie tabliczki upamiętniających mieszkańców poległych w wojnie polsko-bolszewickiej. Nie było to trudne, bo okazało się że jest niedaleko bramy, przy kaplicy (powiększenie tabliczki po kliknięciu w fotkę)
Tutaj tabliczka umieszczona na grobie... prawdopodobnie symbolicznym, udało mi się wzmiankę o jednej wymienionej osobie, że spoczywa gdzie indziej. Poza tym identyczne tabliczki widziałem już w czterech miejscach (zdjęcia na blogi we wpisie odpierając nawałę najeźdźców), namierzyłem też kilkanaście innych i są one raczej symbolicznym upamiętnieniem poległych mieszkańców danej gminy, czy miejscowości.
Jeden z nagrobków (powiększenie po kliknięciu)
Dziwny bezimienny nagrobek... czy była tu kiedyś tabliczka imienna, której nie ma, czy ma on jakieś inne znaczenie?
Do Rębowa jedzie się przyjemnie, bo z wiatrem i od czasu do czasu chmury przesłaniają słońce.
Pomnik niepodległości w Rebowie został odnowiony, ale za to otoczenie prezentuje się jak po ataku nuklearnym - wszystkie drzewa wycięte w pień, murki i klombiki wyleciały w kosmos, cały teren zaorany i pozostawiony na pastwę krzaków (więc nie jest to teren w czasie prac, bo widać że od miesięcy nic tu się nie dzieje)... dojście do pomnika wyłożone starymi matami z odzysku z boiska.
Tak to miejsce wyglądało z drugiej strony w 2014 (tych wszystkich drzew już nie ma), a murek i bezpośrednie otoczenie lepiej widać na tym zdjęciu z Olsztyńskiej Strony Rowerowej.
Pomnik po remoncie... przy czym zniknęły z cokołu tablice upamiętniające mieszkańców poległych w latach 1914-20 i 1939-45, mam nadzieję że jeszcze wrócą. Załączam fotki tablic sprzed 5 lat.
Przy kościele grobowiec rodziny Dziewanowskich, wśród pochowanych Kazimierz i Stanisław polegli w 1939 pod Wolą Cyrusową i nad Narwią (albo odwrotnie) i tam pochowani, ale potem szczątki zostały przeniesione tutaj.
Jadę dalej nie zatrzymuję się już w Wyszogrodzie by jak najdłużej skorzystać ze sprzyjającego ale już stopniowo słabnącego wiatru. Wracam na lewą stronę Wisły.
Najpierw stopik w Kamionie. Obok kościoła kapliczka na kamieniu św. jacka. Według legendy przeprawił się on przez wezbraną Wisłę w ten sposób, że położył na wodzie swój płaszcz i na nim wraz z towarzyszami przeprawili się przez rzekę.
Kościół jest nowy, ale w odróżnieniu od większości nowych kościołów jest w miarę znośny, znaczy na jego widok nie bolą od razu zęby. Na kamieniu węgielnym są dwie daty - 1917 i 1978 i odnoszą się dwóch kolejnych kościołów. Otóż w 1915 spłonął stary, drewniany kościół (przez ponad pół roku Kamion był na linii frontu), w 1918 wybudowano nowy drewniany, a w 1978 obecny.
Drewniana pozostała dzwonnica.
Całkiem ciekawe jest ogrodzenie, w każdym razie mi się podoba.
Most w Witkowicach, czyli rejon przeprawy w 1939... kiedyś to było obowiązkowe miejsce na postój, ale odkąd poasfaltowały się okoliczne drogi i wykostkowała gruntówa do Brochowa, to co prawda lepiej się przejeżdża rowerem, ale człowiekowi ciągle po głowie jeżdżą samochody.
Kościół w Brochowie, tutaj zatrzymałem się żeby zinwentaryzować pociski... wcześniej je miałem obfocone, ale nie było okazji dokładnie na spokojnie policzyć, bo ostatnio jak tu trafialiśmy to zawsze sporo ludzi było. Dziś wyszło mi że 9 sztuk różnych fragmentów pocisków, 3 dziwne półkule, gąsienica czołgowa i para strzemion.
Kościół był niszczony zarówno w 1915 (też był na linii frontu) jak i w 1939 (Bitwa nad Bzurą)
Tablice upamiętniające poległych w Bitwie nad Bzurą.
Zaczynamy przegląd pocisków - przed wejściem w bruku jest gąsienica i dwa pociski... a dokładnie jedna łuska i jedna skorupa (tzw. szklanka).
Kolejne sa już w ścianach kościoła - ta łuska jest na tyle nisko, że można obejrzeć sygnaturę.
Są też dwa pociski z czasów Jagiełły... eee, znaczy ... no nieważne. Jeden to skorupa pocisku, drugi to łuska mniejszego kalibru, pewnie jakiegoś karabinu maszynowego.
Kolejne trzy łuski są raczej wysoko, no i strzemiona.
To kiedyś określiłem jako "chyba jakaś bomba, albo inny granat moździerzowy"... taki trochę dziwny, ale może końcówka niekompletna, pogięta itp.. Jednak teraz jak dokładnie się przyjrzałem, to coś mi tu nie pasowało... w końcu stwierdziłem że wygląda to nie jak tył, ale przód granatu moździerzowego - one mają czasem taki wystający zapalnik i to mi wyglądało jakby te blaszki przyspawali do zapalnika, przyjrzałem się dokładniej i stwierdziłem że chyba te blaszki przymocowano do czegoś co wetknięto w dziurę po zapalniku i tak jakby to służyło do mocowania czegoś (piorunochrona, rynny?)
Poza tym są trzy takie elementy... nie wiem czy one też są fragmentami jakichś militariów (a jeśli tak, to czego?), czy czegoś z zupełnie innej parafii (a jeśli tak, to czego?).
W murach jeszcze tu i tam jest trochę śladów ostrzału, które się ostały mimo odbudowy i remontów.
Dwór w Brochowie
A tu ktoś postawił klocka... i to niejednego. Może tu był maraton w stawianiu klocków?
No i ponownie, jak na początku relacji - łabędzie na Pisi. Tym razem złapane w czasie kolacji - śluuurp odcedzają sobie rzęsę.
Kategoria >100, mazowieckie





