teczka bikera meteor2017
meteor2017 bs-profil
Poczet rowerów
Jakieś tam wykresy
Kalendarium
- 2026, Styczeń2 - 3
- 2025, Grudzień20 - 8
- 2025, Listopad20 - 15
- 2025, Październik21 - 9
- 2025, Wrzesień25 - 28
- 2025, Sierpień28 - 18
- 2025, Lipiec30 - 64
- 2025, Czerwiec24 - 38
- 2025, Maj28 - 40
- 2025, Kwiecień12 - 25
- 2025, Marzec18 - 46
- 2025, Luty12 - 32
- 2025, Styczeń15 - 50
- 2024, Grudzień21 - 69
- 2024, Listopad13 - 25
- 2024, Październik22 - 58
- 2024, Wrzesień16 - 36
- 2024, Sierpień9 - 19
- 2024, Lipiec12 - 32
- 2024, Czerwiec18 - 74
- 2024, Maj12 - 44
- 2024, Kwiecień15 - 56
- 2024, Marzec15 - 43
- 2024, Luty8 - 35
- 2024, Styczeń5 - 14
- 2023, Grudzień9 - 41
- 2023, Listopad10 - 43
- 2023, Październik22 - 106
- 2023, Wrzesień21 - 102
- 2023, Sierpień18 - 81
- 2023, Lipiec14 - 47
- 2023, Czerwiec19 - 74
- 2023, Maj28 - 100
- 2023, Kwiecień23 - 127
- 2023, Marzec16 - 87
- 2023, Luty19 - 99
- 2023, Styczeń17 - 91
- 2022, Grudzień18 - 113
- 2022, Listopad26 - 112
- 2022, Październik31 - 91
- 2022, Wrzesień30 - 114
- 2022, Sierpień22 - 95
- 2022, Lipiec26 - 104
- 2022, Czerwiec30 - 68
- 2022, Maj34 - 136
- 2022, Kwiecień23 - 78
- 2022, Marzec25 - 91
- 2022, Luty20 - 88
- 2022, Styczeń25 - 123
- 2021, Grudzień15 - 110
- 2021, Listopad21 - 64
- 2021, Październik22 - 105
- 2021, Wrzesień18 - 86
- 2021, Sierpień18 - 110
- 2021, Lipiec13 - 62
- 2021, Czerwiec16 - 78
- 2021, Maj23 - 95
- 2021, Kwiecień22 - 124
- 2021, Marzec19 - 95
- 2021, Luty10 - 38
- 2021, Styczeń14 - 63
- 2020, Grudzień15 - 27
- 2020, Listopad15 - 17
- 2020, Październik23 - 19
- 2020, Wrzesień21 - 77
- 2020, Sierpień16 - 82
- 2020, Lipiec18 - 77
- 2020, Czerwiec21 - 84
- 2020, Maj25 - 102
- 2020, Kwiecień28 - 220
- 2020, Marzec27 - 77
- 2020, Luty18 - 40
- 2020, Styczeń9 - 11
- 2019, Grudzień13 - 15
- 2019, Listopad13 - 12
- 2019, Październik22 - 47
- 2019, Wrzesień21 - 46
- 2019, Sierpień21 - 19
- 2019, Lipiec26 - 31
- 2019, Czerwiec27 - 17
- 2019, Maj35 - 48
- 2019, Kwiecień34 - 40
- 2019, Marzec34 - 49
- 2019, Luty29 - 44
- 2019, Styczeń36 - 162
- 2018, Grudzień16 - 22
- 2018, Listopad23 - 5
- 2018, Październik25 - 20
- 2018, Wrzesień21 - 24
- 2018, Sierpień25 - 57
- 2018, Lipiec26 - 59
- 2018, Czerwiec16 - 44
- 2018, Maj20 - 32
- 2018, Kwiecień23 - 66
- 2018, Marzec23 - 66
- 2018, Luty20 - 87
- 2018, Styczeń15 - 74
- 2017, Grudzień19 - 111
- 2017, Listopad12 - 46
- 2017, Październik24 - 49
- 2017, Wrzesień22 - 82
- 2017, Sierpień22 - 64
- 2017, Lipiec19 - 45
- 2017, Czerwiec21 - 60
- 2017, Maj24 - 171
- 2017, Kwiecień20 - 165
- 2017, Marzec17 - 73
- 2017, Luty11 - 46
- 2017, Styczeń17 - 84
- 2016, Grudzień14 - 48
- 2016, Listopad26 - 129
- 2016, Październik20 - 117
- 2016, Wrzesień26 - 103
- 2016, Sierpień37 - 179
- 2016, Lipiec32 - 278
- 2016, Czerwiec30 - 102
- 2016, Maj36 - 127
- 2016, Kwiecień36 - 139
- 2016, Marzec41 - 173
- 2016, Luty31 - 116
- 2016, Styczeń28 - 180
- 2015, Grudzień16 - 118
- 2015, Listopad21 - 82
- 2015, Październik32 - 98
- 2015, Wrzesień21 - 109
- 2015, Sierpień7 - 29
- 2015, Lipiec27 - 86
- 2015, Czerwiec32 - 71
- 2015, Maj25 - 168
- 2015, Kwiecień17 - 113
- 2015, Marzec16 - 88
- 2015, Luty9 - 90
- 2015, Styczeń4 - 22
- 2014, Grudzień19 - 192
- 2014, Listopad18 - 87
- 2014, Październik12 - 96
- 2014, Wrzesień20 - 85
- 2014, Sierpień13 - 26
- 2014, Lipiec12 - 78
- 2014, Czerwiec17 - 89
- 2014, Maj27 - 122
- 2014, Kwiecień17 - 122
- 2014, Marzec9 - 85
- 2014, Luty7 - 69
- 2014, Styczeń5 - 53
- 2013, Grudzień17 - 187
- 2013, Listopad15 - 117
- 2013, Październik20 - 137
- 2013, Wrzesień18 - 162
- 2013, Sierpień16 - 74
- 2013, Lipiec4 - 20
- 2013, Czerwiec12 - 98
- 2013, Maj15 - 55
- 2013, Kwiecień8 - 76
- 2013, Marzec8 - 100
- 2013, Luty5 - 56
- 2013, Styczeń7 - 147
- 2012, Grudzień5 - 38
- 2012, Listopad5 - 127
- 2012, Październik4 - 23
- 2012, Wrzesień4 - 27
- 2012, Sierpień10 - 32
- 2012, Lipiec10 - 23
- 2012, Czerwiec6 - 31
- 2012, Maj17 - 116
- 2012, Kwiecień19 - 106
- 2012, Marzec12 - 79
- 2012, Luty4 - 21
- 2012, Styczeń3 - 37
- 2011, Grudzień3 - 31
- 2011, Listopad13 - 135
- 2011, Październik15 - 121
- 2011, Wrzesień15 - 26
- 2011, Sierpień6 - 9
- 2011, Lipiec14 - 2
- 2011, Czerwiec13 - 83
- 2011, Maj12 - 78
- 2011, Kwiecień9 - 35
- 2011, Marzec2 - 3
- 2010, Listopad1 - 1
- 2010, Październik13 - 14
- 2010, Wrzesień4 - 9
- 2010, Sierpień3 - 3
- 2010, Lipiec6 - 4
- 2010, Czerwiec7 - 3
- 2010, Maj8 - 5
- 2010, Kwiecień9 - 10
- 2010, Marzec1 - 0
- 2009, Grudzień7 - 13
- 2009, Listopad8 - 16
- 2009, Październik11 - 5
- 2009, Wrzesień19 - 21
- 2009, Sierpień18 - 14
- 2009, Lipiec25 - 11
- 2009, Czerwiec7 - 16
- 2009, Maj5 - 12
- 2009, Kwiecień10 - 22
- 2009, Marzec10 - 10
- 2009, Luty5 - 0
- 2009, Styczeń5 - 12
- dystans 45.08 km
- 9.50 km terenu
- czas 02:47
- średnio 16.20 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Opowiadanie o grzybobraniu (+kurki i jeżyny)
Piątek, 9 sierpnia 2019 · dodano: 19.08.2019 | Komentarze 0
Standarcik do lasu, czyli jeżyny i kurki (72 sztuki).Zajączek, trochę już nadgryziony zębem czasu (zarówno od zewnątrz, jak i od środka). Znalazłem dosłownie dwa czy trzy, stuprocentowo robaczywe.
Żółciak siarkowy, ponoć sznycle z niego są całkiem niezłe, ale ten już chyba za stary do zbioru... ale tak naprawdę to się nie znam.
Gołąbek
A w lesie, jak to w lesie
No i po żniwach
Na koniec opowiadanko o grzybobraniu, tekst mój, rysunki lavinki. lavinka oczywiście twierdzi że rysunek główny wyszedł jej beznadziejnie i że jedynie grzyby wyszły jej jako tako. Może jeszcze na koniec będzie jakiś rysunek karaska, ale namówić lavinkę do rysowania nie jest łatwo - o te rysunki grubo ponad tydzień suszyłem jej głowę.
Alisa w krainie psot - Na grzyby
- Duszone podgrzybki z jajkiem - rozmarzył się tata.
- Kurki smażone na maśle - westchnęła mama.
- Zupa grzybowa.
- Kanie. Kanie na śniadanie.
- I maślaki w śmietanie.
- Kotlet z opieniek...
- ... i kanapka z dżemem - wtrąciłam znienacka.
Zapadła cisza i rodzice popatrzyli na mnie jak na kosmitę.
- Dziecko, co ty bredzisz? - tata jako pierwszy odzyskał głos - Jak z grzybów chcesz zrobić dżem?
- Hmm, ale gdybyśmy znaleźli jeżyny, albo... - mama miała dobry pomysł, ale mi chodziło o co innego.
- Piknik! W czasie grzybobrania musi być piknik, a wtedy zawsze robicie mi kanapki z dżemem - im zawsze trzeba wszystko tłumaczyć jak małym dzieciom.
- A zatem postanowione, jutro jedziemy na grzyby! - zdecydował tata.
Taaak! Grzybobranie jest fajne!
W sobotę rano pojechaliśmy autobusem za miasto i wysiedliśmy Pod Dębem. Tak się nazywa przystanek - Wieś Jakaś Tam Pod Dębem, oczywiście podana jest nazwa wsi, ale nigdy nie mogę zapamiętać, czy jest to Franciszków, Feliksów, Ferdynandów, czy Aleksandria. Wieś jest długa i autobus zatrzymuje się na trzech przystankach: Wieś Jakaś Tam Młyn, Wieś Jakaś Tam Szkoła i Wieś Jakaś Tam Pod Dębem przy dużym, starym dębie z zieloną tabliczką "pomnik przyrody", pod którym już czekała na nas babcia. Mama spojrzała na mnie i się zdziwiła:
- Co? Już masz patyk? Przecież nie minęło nawet dziesięć sekund od wyjścia z autobusu!
Rodzice się śmieją, a czasem denerwują, że mam umiejętność natychmiastowego znajdywania patyków, gdziekolwiek się udamy. Mama mówi, że je chyba wyczarowuję z powietrza. No, tutaj czary nie były potrzebne, las w zasadzie składa się głównie z patyków. Tymczasem tata półżartem przywitał się z babcią:
- Niech mama nie sterczy pod tym drzewem, bo dostanie żołędziem w głowę.
- Dziś nie spadają, bo nie ma wiatru.
- Auuu! - krzyknął tata, który w tym momencie oberwał spadającym żołędziem - A co mama powie na to?
- Na taką kapuścianą głowę, to nawet w drewnianym kościele spadłaby cegła.
- Dobrze, dosyć tych sprzeczek - przerwała mama - chodźmy lepiej do lasu.
- A myślicie, że tam nie ma żołędzi na drzewach?
Zanim jednak weszliśmy między drzewa, tata zwrócił się do mnie.
- W lesie łatwo się zgubić, dlatego pilnuj się mnie i staraj się nie stracić z oczu. Co prawda w lesie należy zachować ciszę i nie wolno się wydzierać, ale jak już się zgubisz, to krzyknij do mnie - po czym wręczył mi koszyk i nożyk.
- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł - odezwała się mama - a jak się potknie i sobie ten nóż gdzieś wbije?
- Och daj spokój, ma zaokrągloną końcówkę, a poza tym w ogóle nie jest ostry.
Mamy to nie uspokoiło, zmarszczyła brwi, ale już nie kontynuowała tematu. Temat pochwyciłam ja, bo co to ma być do jasnej Anielki, jak mam tępym nożem zbierać grzyby? To niesprawiedliwe! I rozpłakałam się.
- Ja nie chcęęę tępegooo noooża! Ja chcęęę ostryyy nóóóż na grzyyybyyyy!
- Spokojnie, spokojnie. Nożyk nie jest ostry, ale grzyby są mięciutkie, i zobaczysz że wchodzi w nie jak w masełko.
Nie byłam do końca przekonana, ale przestałam płakać, zaś tata dawał mi kolejne dobre rady:
- Jak znajdziesz grzybek, to odetnij go tuż przy ziemi i...
- Nie, nie, nie! - zawołała babcia - Nie można obcinać, trzeba wykręcić.
- Ależ mamo, w ten sposób niszczysz grzybnię.
- Nie niszczę, bo wykręcam delikatnie.
- Ja tam i tak zawsze wycinam.
- Bo znasz się na grzybobraniu jak żyrafa na fizyce kwantowej - burknęła babcia i ruszyła w las.
Tata chwilę stał zakłopotany, ale potem powiedział żebym się nie przejmowała, a jak coś znajdę to mam mu pokazać, a on mi powie czy to grzyb jadalny. Po czym poszliśmy za babcią. Grzybów żadnych nie znaleźliśmy, za to mnóstwo śmieci.
- O, owoc butelkowca - zaśmiał się tata na widok pierwszej butelki, ale później humor mu się popsuł i coś mamrotał o śmieciarzach i flejtuchach, dodając kilka brzydkich słów.
Co chwila wpadaliśmy na innych grzybiarzy, którzy też mieli puste koszyki, a dookoła słychać było pohukiwania.
- Hop, hop, Stasiuuuu! Gdzie jesteś!?
- Tuuutaj! A ty!?
Zaś z innej strony dobiegło nas:
- Zocha! Zooochaaa!
- Coooo!
- Chodź no tu! Bo znalazłem takiego drania i nie wiem czy jadalny!
Przez chwilę była cisza, aż zachrypnięty głos zaintonował fałszując potężnie:
- Hej, hej, heeej soookoooołyyyy!
- Dosyć tego, to nie ma sensu, trzeba iść głębiej w las - zdecydowała mama, gdy zebraliśmy się razem z pustymi koszykami. Poszliśmy więc ścieżką, po dłuższym spacerze dotarliśmy na polankę i tam spróbowaliśmy szczęścia. Trzymałam się taty, który co i raz znajdował grzyby i wkładał je do koszyka, ale ja nic nie mogłam znaleźć... to znaczy owszem, znajdowałam jakieś grzyby, ale wszystkie mi wyglądały na niejadalne.
Gdy ponownie spotkaliśmy się na polance, by zrobić piknik, każdy miał z pół koszyka grzybów, tylko mój był pusty. Grzybobranie jest do kitu. Mama miała kilka dużych parasoli, aż dziw że są takie duże grzyby.
- Znalazłam te kanie na skraju lasu, będą z nich pyszne kotlety - rzekła mama, a ja się zdziwiłam, bo do tej pory myślałam że kotlety robi się z mięsa, a nie grzybów.
Babcia nazbierała zajączki, kurki, gąski i gołąbki.
- A kaczuszek nie było?
Wszystkich rozbawiło to co powiedziałam, nie wiem czemu, czy to ja wymyśliłam takie zabawne nazwy? Gołąbki były śmieszne, bo każdy miał kapelusz w innym kolorze, a do tego babcia mówiła na nie surojadki i rzeczywiście tata zachowywał się jakby chciał je zjeść na surowo, ale po chwili okazało się że tylko próbuje ich językiem krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.
- Po co mama nazbierała te szczypawice, co drugi jest do wyrzucenia.
- O co ci chodzi? Bardzo dobre surojadki.
- Dobre, to niech mama ich spróbuje, szczypią w język, a to znaczy że niejadalne.
- Znasz się na grzybach jak mrówka na biologii molekularnej. Zawsze takie zbierałam i było dobrze.
- Tak, a tata zawsze zbierał olszówki i teraz okazuje się, że są trujące...
- Nie kłóćcie się - przerwała mama - zobaczmy lepiej kochanie, co ty znalazłeś.
I tata zaczął z dumą prezentować zawartość koszyka, a miał co pokazywać - były tam podgrzybki, dwa rodzaje maślaków, kozaki w trzech kolorach, tłuściochy, opieńki...
- A to - powiedział tata, wyjmując z koszyka trzy małe łebki - to są...
- Czubajki - wtrąciła babcia.
- Jakie czubajki? - zdziwiła się mama - czubajki to ja nazbierałam, to są panienki.
- Ty masz czubajki kanie, my mówimy na nie po prostu kanie, by nie myliły się z czubajkami.
- My mówimy na nie panienki.
- A my czubajki i...
- Jak zwał, tak zwał - przerwał tata - to są muchomory.
W tym momencie wszyscy wytrzeszczyli na niego oczy.
- Tak, jadalne muchomory rdzawobrązowe. A wiecie, że to nie są jedyne jadalne muchomory? Na przykład muchomor czerwieniejący...
Tata wyraźnie się rozkręcał i pewnie dałby nam dłuższy wykład o muchomorach, ale nagle podskoczył i zaczął wymachiwać rękami i nogami. Zdziwieni patrzyliśmy co to za taniec i to tak bez muzyki. Jednak po chwili i my poczuliśmy nagłą chęć do dzikich pląsów. Mrówki nas oblazły. Okazało się, że koc rozłożyliśmy na mrowisku. Gdy już strząsnęliśmy z siebie wszystkie insekty, trzeba było przenieść się w inną część polany. Tym razem dokładnie sprawdziliśmy na czym siadamy.
po kliknięciu w negatyw można zobaczyć pozytyw
Po pikniku ponownie zagłębiliśmy się w las polując na grzyby. Tym razem, żeby nie przegapić żadnego jadalnego grzyba, zrywałam wszystkie.
- Tata, a co to za grzyb.
- Wyrzuć, to olszówka.
- Ale dziadek takie zbierał?
- Tak, jednak później okazało się że są szkodliwe.
- A ten grzyb?
- Maślanka.
- Trujący?
- Tak, wyrzuć.
Chwilę później znalazłam trzy grzybki. Niepozorne, ale ładne i każdy inny.
- Tata, a te?
- W krzaki.
- Co?
- Wyrzuć w krzaki.
- Ale co to za grzyby?
- Psiaki.
- Jakie psiaki?
- No, psie grzybki.
- Jadalne, czy nie?
- Niejadalne.
- Wszystkie?
- Tak.
- Ten fioletowy też?
- Też, wyrzuć wszystkie. I słuchaj, zostaw lepiej w spokoju te z blaszkami, rurkowe są łatwiejsze do nauczenia i rozpoznania, no i większość z nich jest jadalna.
Poszłam za radą taty i zaraz znalazłam takiego grzyba.
- Tata, mam grzyba z rurkami!
- Hmmm - tata wziął go ode mnie, dokładnie obejrzał, polizał, po czym strasznie się wykrzywił i zaczął pluć na wszystkie strony.
- Co się stało?
- Nic, znalazłaś szatana, łatwo go poznać bo strasznie gorzki - i wyrzucił mojego grzyba. Grzybobranie jest do bani. - Może lepiej nie zawracaj mi głowy z każdym grzybem, zbieraj do koszyka, a potem je przebierzemy.
No to ładowałam do koszyka wszystko jak leci, a gdy zajęłam się większym skupiskiem ładnych grzybów, tata zniknął mi gdzieś za krzakami. Gdy skończyłam poszłam za tatą, ale nigdzie go nie było widać. Krzyknęłam kilka razy, ale nikt się nie odezwał, więc postanowiłam wrócić na polanę.
Mama i babcia już tam były, gdy wyłoniłam się z zarośli.
- A gdzie tata, czyżby się zgubił - zapytała mama i zachichotała.
Babcia również się roześmiała, po czym przejrzały moje grzyby i ponad połowa okazała się niejadalna. Mimo że mama miała większe grzyby, a babcia więcej, to ja zostałam ogłoszona królową grzybobrania... przynajmniej dopóki nie wróci tata, bo jeśli miał więcej szczęścia, to mnie zdetronizuje. A koronowana zostałam dlatego, że jako jedyna znalazłam prawdziwka, co prawda był mały i tylko jeden, ale nikt inny nie znalazł takiego szlachetnego grzyba, a co borowik to borowik (tak mówi babcia). Byłam dumna jak paw. Grzybobranie jest super!
Minęło sporo czasu, a tata nie wracał. Mama przestała żartować z tego powodu i zaczęła się denerwować. W końcu babcia zarządziła:
- No dobrze, nie ma co na niego czekać, pora się zwijać bo nam ucieknie ostatni PeKaeS. Poza tym zanosi się na deszcz.
- Ale...
- Bez dyskusji. Jest już dużym chłopcem, da sobie radę.
No i wróciliśmy bez taty. Ledwie zdążyliśmy na autobus, a gdy wsiadałyśmy, już zaczynało lać.
Tata dotarł do domu dopiero rano, był zmęczony, przemoczony, przemarznięty i zły jak wielkie nieszczęście. Za to miał pełen koszyk grzybów. Zajrzałam do środka i na wierzchu znalazłam dużego prawdziwka. Wyjęłam go i powiedziałam tacie, by go pocieszyć:
- Tatusiu, zostałeś królem grzybobrania, nikt nie znalazł takiego pięknego prawdziwka jak ty!
Ale tata się nie ucieszył, popatrzył na mnie krzywo, otworzył usta jakby chciał powiedzieć, ale po chwili je zamknął i poszedł spać.
Nikt, nawet tata nie wie skąd się w tym koszyku wziął dorodny karasek. Po prostu znaleźliśmy go między grzybami. Spadł z chmury razem z deszczem, czy jak?
Kategoria łódzkie, mazowieckie
- dystans 47.92 km
- 1.50 km terenu
- czas 02:38
- średnio 18.20 km/h
- rekord 41.80 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Rundka po bibliotekach
Czwartek, 8 sierpnia 2019 · dodano: 18.08.2019 | Komentarze 0
Nawypożyczali, naczytali się, pora porozwoziź książki po bibliotekach i wypożyczyć nowe. A zatem rundka do Mszczonowa, adziejowic, Jaktorowa i Międzyborowa.Stosik do zapakowania i rozwiezienia (z powrotem nieco mniej i nieco mniejsze).
Rowerowe klimaty z Martynki.
Kasztany kontra szrotówek
Kaczątka w Radziejowicach.
Ciem?
Tramwaje
I inne pscółki
Jesień... mimozami jesień się zaczyna
- dystans 51.67 km
- 17.50 km terenu
- czas 03:13
- średnio 16.06 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Jeżyny, jagody, bez grzybów
Sobota, 3 sierpnia 2019 · dodano: 17.08.2019 | Komentarze 0
Jak ostatnio myk do lasu. W kwestii spotkanych zwierząt, to z rżyska coś na mnie się gapiło, tak jakby... sowa? Zatrzymałem się by zrobić zdjęcie, nie zdążyłem bo odleciało, a skoro latające to miałem pewność że sowa. Poza tym jakiś kicający zając, oraz dwie sarny (chyba) albo jedna w dwóch miejscach... raz wylazła z krzaków jak zbierałem jeżyny, pogapiliśmy się jakiś czas na siebie i poszła.Sezon na wałki.
Obskoczyłem pozostałe kurkowe miejscówki, których dzień wcześniej nie zdążyłem odwiedzić... miałem rację że mniej obiecujące, bo nic nie znalazłem.
Znalazłem 2 zajączki, jednego nawet sprawdziłem, ale kompletnie robaczywy.
No to na jeżyny
Nazbierałem też trochę jagód, ale to już chyba końcówka
Za to borówki można już chyba uznać za dojrzałe
Żuczek bibliofil... sam mi wlazł na książkę A może to jest ten mityczny mól książkowy?
Pluskwiaczek akrobata linoskoczek... znaczy trawoskoczek..
Kolonia mrówkolwów... chyba
Przez las...
- dystans 46.98 km
- 12.50 km terenu
- czas 02:43
- średnio 17.29 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Kurki i jeżyny
Piątek, 2 sierpnia 2019 · dodano: 15.08.2019 | Komentarze 5
Szybki podwieczorny myk do lasu i udało się znaleźć 63 kurki. Nie jest to dużo, bo kurki były małe i średnie, ale zawsze coś. Przede wszystkim ruszyły w nowych miejscówkach... za to w tej która ostatnio jako jedyna owocnikowała, nie było żadnej kurki. Nie obskoczyłem wszystkich miejscówek, tylko te najbardziej obiecujące w obecnych warunkach, bo jeszcze chciałem nazbierać trochę jeżyn przed nocą.Kurki w widłakach... to chyba dobra nazwa dania.
Wrzosy zaczynają kwitnąć.
Z cyklu napotkane zwierzęta - zając kicający przez pola.
- dystans 8.70 km
- czas 00:55
- średnio 9.49 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Z Klu do biblioteki i EkoParku
Czwartek, 1 sierpnia 2019 · dodano: 12.08.2019 | Komentarze 0
(Klu rower 4,74km 35 min)Jedziemy do biblioteki, jednak gdy przejeżdżamy obok przedszkola Kluski, zauważamy z tyłu coś jakby mural... bezpośrednie dojście zamknięte, ale teren dobrze znamy, więc wiemy że naokoło możemy dotrzeć. I rzeczywiście - jest mural przedstawiający dziewczynki z przedszkola-ochronki... a piąta przejeżdża na rowerze. Wygląda na to, że jeszcze niedokończony.
Sala kolumnowa z zewnątrz, widać że boczne okna były chyba wybite później, pierwotnie byłi więc raczej tylko doświetlenie z góry. Z prawej strony widać wnękę, w której znajduje się popiersie Dittricha, tamte okienka wyglądają na oruginalne.
Sala kolumnowa w środku, dziś się tam nie wbijaliśmy, fotki wykonane kiedyś tam.
I wnęka z popiersiem Dittricha
A to - dobudówka w której obecnie mieści się kuchnia. Jest nieco późniejsza niż główna bryła przedszkola.
Kiedyś pokazywaliśmy Klusce archiwalne zdjęcia jej przedszkola i zatrzymaliśmy się przy tym zdjęciu zastanawiając się w którym to dokładnie miejscu. Poznać można po oknach, bo są blisko siebie... doszliśmy do wniosku, że trzeba przedszkole dokładnie obejrzeć dookoła żeby zlokalizować to pomieszczenie.
Kilka dni później Kluska, gdy ją odbieraliśmy z przedszkola, podekscytowana oznajmiła że wie gdzie robione było to zdjęcie i gdzie są te okna i wskazała właśnie na pomieszczenia na półpiętrze (czyli właśnie tę dobudówkę), zdaje się że akurat mieli zwiedzanie kuchni. I faktycznie, po dokładnym sprawdzeniu przyznaliśmy że ma rację.
źródło i większy rozmiar poniższego zdjęcia
Symboliczny wyjazd i pożegnanie z przedszkolem, bo od września do szkoły.
A teraz do biblioteki - te sześć okien na parterze, to właśnie od pomieszczeń bibliotecznych.
Po remoncie przybyła pochylnia, ale nie ma stojaków rowerowych... jednak i tak jest postęp, bo teraz można w miarę wygodnie przypiąć do barierki.
Wejście jest z boku budynku, wygląda to na względnie nowo wybite... nowe, znaczy nowsze niż sam budynek, który jest z XIX wieku, w latach 90. wchodziło się już z tej strony, a obstawiam że dobre kilkadziesiąt lat wcześniej pewnie też. No i widać zamurowane okna.
Widać kolejne zamurowane okna na pierwszym i drugim piętrze... dziwne są te ślady zaprawy na pierwszym piętrze, bo gdyby były na parterze i pierwszym piętrze, to można by przypuszczać że była tu jakaś przybudówka, ale tylko na pierwszym piętrze?
A główne wejście do budynku jest od podwórza... tam też znaleźliśmy tajne, tylne wejście do biblioteki. No, jakby osadzić tu akcję jakieś powieści kryminalnej, szpiegowskiej, czy wojennej, to takie tylne wejście jest obowiązkowym elementem.
Biblioteka po remoncie, co prawda otwarta jakieś na początku czerwca i od tej pory byliśmy tu kilka razy, ale jakoś nie było okazji wrzucić zdjęć, co teraz nadrabiam.
Biblioteka Fabryczna, bo dawniej była to fabryka zakładowa, później funkcjonująca jako filia nr 6 biblioteki miejskiej. Ostatnio mieścił się też tutaj oddział dla dzieci nr 2 (nr 1 był na Mostowej). No i biblioteka została na półtora roku zamknięta do remontu, przy czym jesienią zeszłego roku filię numer 6 z księgozbiorem dla dorosłych przeniesiono do centrum handlowego Stara Garbarnia, a teraz połączono dwa oddziały dziecięce w jedną bibliotekę dziecięcą.
Trochę pechowo wypadł ten remont, bo biblioteka jest tuż obok przedszkola Kluski (jakby była dziura w płocie, to można by do niej bezpośrednio wpadać z przedszkolnego placu zabaw), bo gdy intensywniej zaczęliśmy korzystać z biblioteki, to ta już była zamknięta, a otworzyli ją na ostatni miesiąc pobytu Klu w przedszkolu (ech, gdyby remont była rok wcześniej).
Ale dobra, zwiedzamy bibliotekę - na prawo jest salka z księgozbiorem dla dzieci mniejszych.
Musiałem zrobić Klusce zdjęcie na każdym z tych zwierzo-stołeczków.
Stolik z kółkiem i krzyżykiem.
Salki dla dzieci starszych.
Na zewnątrz przybyła też wiatka
Oraz reprodukcja panoramy Żyrardowa z 1899 (zwykle jest niestety zastawiona przez samochody).
O, tu widać Ochronkę (czyli przedszkole Kluski), także na drugim zdjęciu. Widać że nie ma jeszcze przybudówki z potrójnymi oknami, a przy placu jest Babiniec - dom dla przedszkolanek.
Po drugiej stronie placu, naprzeciwko Babińca jest Kantoratschule (za moich czasów była tam moja podstawówka). Dokładnie na dół od niej, w środkowym trzech budynków mieściła się biblioteka do której jako dzieciak chodziłem - filia nr 1 (później przeniesiona - a ostatecznie na Mostowej połączona z Centralą).
Biblioteka Fabryczna jest w rzędzie budynków, które widać na górze i na prawo od Ochronki, stojących wzdłuż ulicy Wiskickiej (ob. 1 Maja). Trzeci budynek od lewej, a drugi od prawej.
Przejazd przez kurtynę wodną dla ochłody.
I do parku - skałki, na których jeszcze ja jako dzieciak się bawiłem. Idealne miejsce by się pościerać i wpaść do wody... Klusce udało się dziś tylko trochę pościerać.
Brązowy gołąbek... po obserwacji gołębi na balkonie, Kluska zaczyna łapać zasady dziedziczenia cech. Jak niedawno zobaczyła biało-brązowego gołębia, to stwierdziła że pewnie tata był brązowy, a mama biała, albo na odwrót.
Z parku się ewakuowaliśmy, bo jak zawyły syreny na Godzinę W, to jednej na terenie zakładów chyba nie potrafili wyłączyć i wyła, wyła i wyła... w końcu wyłączyli gdzieś po siedmiu minutach, ale my już byliśmy w trakcie ewakuacji, żeby nie ogłuchnąć, albo nie ześwirować w jej sąsiedztwie.
Na wieczór jeszcze myk do EkoParku - tym razem już w foteliku, a po drodze czytanie, w jedną stronę połowę, a druga połówkę w czasie powrotu.
Do stołów ping-pongowych to normalnie kolejka była...
Machnęliśmy też kilka rundek minigolfa... Kluska najbardziej lubi nasz własny wymysł, czyli minigolf na czas - jak to wygląda w praktyce, widać na tym filmiku.
- dystans 16.65 km
- 7.20 km terenu
- czas 01:11
- średnio 14.07 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Urodzinowa kiełbaska
Środa, 31 lipca 2019 · dodano: 06.08.2019 | Komentarze 3
Krótki wypad do lasu, bo ciut za gorąco na dalszą wycieczkę, poza tym późnym popołudniem było ryzyko ulew. Tak więc myk na polankę ogniskową na urodzinową kiełbaskę.Jak były chmury, to było znośnie, ale jak wychodziło słońce (niestety zbyt często), to robiło się za gorąco... toteż jak upiekliśmy kiełbaski, to już ogniska nie podsycaliśmy, bo nikt i tak nie miał ochoty przy nim siedzieć.
Sto lat! Sto lat!
Niech szamie, szamie nam!
...
Jeszcze zraz, jeszcze zraz
Niech szamie, szamie nam!
A kto?
A Kluska!
Niech kiełbaska pomyślności, nigdy się nie kończy, nigdy się nie kończy!
A kto z nami się nie gości, niech ma niestrawności!
Nagły przypływ energii po tej bombie kalorycznej... noga, bule, badminton.
Przerwa na czytanie i hamakowanie.
Kluska jest na etapie, że zawsze znajdzie sobie kijek do zabawy... a kijek + sznurek = świetna zabawa wędką w łowienie ryb.
O, idzie deszcz....
W drodze powrotnej natrafiliśmy na takie coś... początkowo myślałem, że bale są ponumerowane, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się, doszliśmy do wniosku, że to średnice. Chyba jakiś nowy wymysł leśników i drwali, bo pierwszy raz coś takiego widzę.
Jako, że oczywiście mam przy sobie metr krawiecki*, to bierzemy się za mierzenie i sprawdzanie... generalnie wymierzona średnica była najczęściej o 1-2cm za mała, ale czasem zdarzały się dokładnie wymierzone.
*) zwykle mierzymy nim obwód drzew, ale dziś mamy okazję do zmierzenia średnicy
A długość? 420cm
Gdy przejeżdżaliśmy obok torów, zostaliśmy obszczekani przez urządzenia do odstraszania zwierząt... zamontowane są takie wdłuż torów i włączają się niedługo przed przejazdem pociągu. Tak więc zatrzymaliśmy się, żeby zobaczyć jaki to pociąg jedzie.
Czekamy, czekamy aż przyjedzie jakiś porządny pociąg, aż tu nagle... pyr, pyr, przejechała taka drezynka*, co nas bardzo rozbawiło.
*) a dokładnie wózek motorowy WM-15A z przyczepką
- dystans 33.48 km
- 2.40 km terenu
- czas 01:54
- średnio 17.62 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Mirabelki
Sobota, 27 lipca 2019 · dodano: 04.08.2019 | Komentarze 2
Dzisiaj byśmy się nigdzie nie wybierali, bo jak dla nas miało być za ciepło... ale dowiedzieliśmy się od sąsiadki, że dziś właśnie będą u nich skuwać balkon. Dlatego postanowiliśmy rano zanim zaczną i zanim zrobi się gorąco, uciec do lasu. Co prawda najlepiej by było do najbliższego lasu, ale ostatecznie wybraliśmy odległy o jakieś 15km zagajnik z dzikimi mirabelkami, które przy okazji mogliśmy narwać.Wstaliśmy rano, ale nie zdążyliśmy wyjechać, bo już o 8-ej ruszyły wiertary (w sobotę!). Jakoś udało się zebrać i wyjść o 8:30 i o dziwo mimo niesprzyjających warunków niczego nie zapomnieć - większość była spakowana wczoraj, ale część trzeba było przyszykować rano, albo wyjąć z lodówki. A mieliśmy sakwy wyładowane jedzeniem, książkami, do tego hamak, minibule... żeby wymienić tylko najważniejsze akcesoria. Jechało się dobrze, bo co prawda niebo było w połowie bezchmurne, ale słońce było schowana za dużą chmurą zajmującą drugą połowę nieba, do tego jechaliśmy pod lekki, dopiero wzmagający wiatr który przyjemnie chłodził... zresztą był jeszcze poranny chłodek, więc było dosyć przyjemnie.
W takich warunkach byśmy dojechali, ale jeszcze po drodze trochę czasu zajęło nam znalezienie i wyciągnięcie nowej skrzynki. Toteż tuż przed dotarciem na miejsce wyszło słońce i momentalnie zaczęło się robić za gorąco. Na szczęście zaraz dojechaliśmy i zainstalowaliśmy się w cieniu. Później nawet nachodziło sporo chmur co i raz, więc można było podjąć jakąś działalność ruchową, ... ale jak wychodziło słońce, to lepiej było siedzieć w hamaku, bo momentalnie robiło się za gorąco.
W lekturze uzupełnianie zaległości, czyli nowe opowiadania o Mikołajku... nowe, to znaczy opublikowane już w XXI wieku.
Można też było liczyć pociągi.
Poza tym wyciągnęliśmy skrzynkę z tych betonowych prefabrykatów i rozłożyliśmy jej zawartość na słońcu do podsuszenia.
Pomnik Pana Mariana w formie rzeźby nowoczesnej.
Tak jak wspominałem, sakwy pełne żarcie (w lodówce turystycznej), żeby jakoś przetrwać... na zdjęciu:
- kawa mrożona
- jogurt z jagodami
- galaretka pomarańczowa
poza tym:
- kanapki z serkiem i dżemem
- mirabelki prosto z krzaka
Mirabelki, czy jak mówi na nie lavinka - lubaszki. Na drzewkach były jeszcze w większości niedojrzałe, a jak dojrzewały to spadały. Żeby pojeść na miejscu, trzeba było się naszukać drzewka z nieopadłymi, dojrzałymi owocami. Zbieraliśmy natomiast spady.
Oj, trochę chyba przesadziliśmy z tym zbiorem... dobrze że nie wziąłem więcej pojemników, bo pewnie z rozpędu byśmy je napełnili.
A to nasz krzalowy bulodrom.
Aczkolwiek do gry w bule wybraliśmy sąsiedni, węższy tor.
Jeśli chodzi o zwierzęta, to tylko dzięcioł... trochę opukał jedną z brzózek,a le potem poleciał gdzie indziej. Jeszcze coś łaziło w krzakach za skrzynką, ale nie widziałem co.
Cały czas było ryzyko że podczas zalegania, albo powrotu dorwie nas jakaś ulewa. Z tego też powodu, dobrze było wrócić nieco wcześniej... ale też nie za wcześnie by jeszcze nie trwało demolowanie balkonu... ostatecznie jednak okazało się że wszelkie deszcze poszły bokiem, a my tylko dostawaliśmy nagle przyjemną porcję chmur (no, raz przez chwilę próbowało coś kropić). Zebraliśmy się w końcu przed 17-tą, bo bokiem szła czarna chmura deszczowa, a i nad nami była szczelna pokrywa chmur, więc był dobry moment by nie wracać na słońcu... po drodze nas nie zlało, cały czas było pochmurno (ufff), a w domu cisza. Klasyczny Happy End.
Uwaga morderczy podjazd w śniegu!
O takie chmury krążyły... z tej bodaj w Grodzisku padało, bo nie u nas. Pierwsza chmura deszczowa dotarła do nas ok. 22-ej
- dystans 44.55 km
- 10.00 km terenu
- czas 02:36
- średnio 17.13 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Jagody i 2 kanie
Środa, 24 lipca 2019 · dodano: 04.08.2019 | Komentarze 0
Po nocnym i porannym deszczu ruszam na jagody. Po przebiciu się przez miasto i ominięciu tylu ścieżek-śmieszek rowerowych ile się dało (niestety kilku fragmentów nie da się minąć), wbijam się w żyrardowski las i moje ulubione, prawdziwe ścieżki rowerowe... te po których jeździ więcej rowerzystów są super - wygodne, malownicze i ogólnie przyjemnie.Niestety jedna, bardzo fajna się zagruzowuje gałązkami, liśćmi i innym badziewiem, kiedyś jeździło nią więcej rowerzystów, ale od zawalenia jej masą chrustu po ścince, większość przeniosła się na równoległą drogę (która teraz jest dla odmiany mniej rozjeżdżona niż kiedyś) i już na nią nie wróciła, przez co ścieżka przestała się samooczyszczać.
Tak na marginesie - ostatnio dosyć często spotykam jakieś zwierzaki (wczoraj żurawie), wracając właśnie w tych rejonach spotkałem jakieś... coś. Niespiesznie przeszło mi dróżkę, coś wielkości mniej więcej sarny, może ciut większe, ale ogólny pokrój i inne cechy wskazywały że to nie sarna (na przykład w głąb lasu ruszyło nie skokami, ale truchtem). Obstawiam że młody jeleń, pierwszy raz spotykam jelenia czy co to było w żyrardowskim lesie. A ponieważ wspomniałem o tym zwierzaku u huanna, to wklejam dialog z jego bikestatsa:
h: Skoro było wielkości młodego jelenia, to może była to stara sarenka?
m: Sarenka? Bez lusterka?
A w lesie sporo wilgoci.
W lipcu i sierpniu zawsze jest najwięcej wałków.
Pogoda przyjemna, nawet mnie trochę pokropiło po drodze, ale potem przeszło.
O, chyba z tej chmury mnie pokropiło, tyle że w jej środek się nie wpakowałem, skrajem jechałem.
Najpierw zgarnąłem dwie kanie, które wczoraj dopiero się rozwijały (trzecia była daleko, i nie chciało mi się po nią tyrpać).
O, ten łepek - tak wczoraj wyglądała kania z powyższych zdjęć.
A potem na jagody, w jagodzinach spędziłem resztę dnia.
To wygląda na karbieniec pospolity.
W międzyczasie się rozpogodziło, ale jak wieczorem wyjechałem z lasu, to już słońce tak nie przygrzewało i było całkiem przyjemnie.
- dystans 51.42 km
- 17.00 km terenu
- czas 03:27
- średnio 14.90 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Jagody, jeżyny, grzyby
Wtorek, 23 lipca 2019 · dodano: 02.08.2019 | Komentarze 0
W zasadzie pojechałem na grzyby i jagody, ale po drodze udało mi się ustrzelić żurawie.Następnie upolowałem 10 kurek... w tej samej miejscówce co ostatnio i przedostatnio, w pozostałych posucha (ale tydzień później trochę kurek pojawiło się także w innych miejscówkach).
Udało się natomiast trafić kanie... problem w tym, że sporo było robaczywych. Na początku zebrałem jedną dobrą, a potem co jakąś znajdowałem, to robaczywą. Dopiero wyjeżdżając już z lasu, po drodze w dwóch miejscach dozbierałem kolejne pięć (kanie nieźle się zbiera z roweru, bo je z daleka widać).
W sumie 6 kań (a jakieś 8-9 robaczywych i zostawiłem 3 łebki)
Z wkładką mięsną.
Tu też... swoją drogą, ostatnio w jagodach, albo jeżynach przyniosłem do domu takiego krocionoga. Po dokładnym obejrzeniu z Kluską, chciałem go wyrzucić przez okno, ale Klu zaprotestowała że może mu się stać krzywda i kazała delikatnie położyć na roślinkach w skrzynce na balkonie.
Trafiłem też na jakieś 5 zajączków, ale nie zbierałem. Po pierwsze dlatego że w taką pogodę zwykle i tak są robaczywe, a poza tym niewiele i nie opłacało się nawet dusić...
Nawet z tym jednym maślaczkiem było za mało.
Purchawki też nie zbierałem... raz, że tylko jedna i mała, a dwa że przy tym sporo roboty (choć smażone na słodko są pyszne) i żeby był sens, to trzeba by nazbierać więcej i to sporych.
Surojadek nie zbieram z zasady.
Poza tym jeżyny, tym razem już sporo było, później jeszcze pozbierałem jagód.
Kruszyny nie zbierałem, bo jest trochę trująca.
O! Rzechy laskowe!
I na dzwoniące dzwonki
I kłujące ostowate
Motylek
Pluskwiaczek
Jesień idzie, nie ma na to rady
żurawie - jeleń/daniel
- dystans 57.92 km
- 1.50 km terenu
- czas 03:09
- średnio 18.39 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Różowa Owca jedzie do Baranowa i JakTurowa
Środa, 17 lipca 2019 · dodano: 28.07.2019 | Komentarze 0
Dziś jedziemy z Kluską Biblioteki Baranów, jak Różowa Owca dowiedziała się o tym, to koniecznie chciała z nami jechać, bo Biblioteka Baranów to miejsce w sam raz dla niej.Po drodze po niebie przetaczały się ciężkie, ołowiane chmury i trochę próbowało siąpić... Klu się schowała w pelerynce i trochę zaczęła drzemać, bo była jeszcze jakaś niedospana, mimo że długo dziś spała.
Biblioteka w Baranowie jest w podobnej odległości co biblioteki w Jaktorowie i Radziejowicach, z których korzystamy, może nawet minimalnie bliżej (kilometr do trzech), a na pewno częściej jest nam po drodze i przejeżdżamy obok przy okazji. Jest natomiast istotnie bliżej niż inne do których jesteśmy z Klu zapisani - we Mszczonowie, w Żabiej Woli, czy Grodzisku. Jednak jakoś nie ciągnęło mnie, żeby się tu zapisać... jak potem się okaże - słusznie. Jednak ostatnio jak wracaliśmy z Błonia, Klu zobaczyła napis "Biblioteka", więc obiecałem jej że tu się zapiszemy.
Wbijamy się do środka, jednak pani powiedziała że nie mieszkając w tej gminie, czy nawet powiecie nie możemy się zapisać. No szlag. To trochę moja wina, że tego wcześniej się nie dowiedziałem, bo do tej pory wcześniej to robiłem, albo sam zapisywałem Klu i przyjeżdżaliśmy razem już z kartą... no ale do tej pory nigdzie nie było takiego problemu, co więcej w regulaminie nie ma żadnych restrykcji. No nic, trzeba wrócić do asekuracyjnego systemu odwiedzania nowych bibliotek, poprzedzonego rekonesansem sekcji zwiadu.
Ogólnie pani robiła niezbyt dobre wrażenie, niby starała się być miła, no owszem patrzyła na nas jak na kosmitów, ale to nic nowego*, jednak coś się czuło że jest jakaś taka... początkowo myślałem, że to tylko takie wrażenie, że jestem do niej zrażony i nieprzychylnie nastawiony, bo nie chce nas zapisać, jednak potem jak oglądaliśmy sobie bibliotekę wewnątrz (skoro już tu byliśmy), słyszeliśmy jak rozmawia przez telefon, a potem z chłopakiem który w bibliotece korzystał z komputera i była dosyć nieprzyjemna.
Zresztą pani nie była zbyt kompetentna, zamieniłem z nią parę słów, nie zamierzałem jej dokładnie tłumaczyć dlaczego chcemy się tu zapisać, skoro mamy bibliotekę w Żyrardowie (z której zresztą korzystamy). Dałem tylko przykład:
- Każda biblioteka ma nieco inny księgozbiór. Naszą ulubioną serią jest "Mądra Mysz", która liczy niemal 100 tomików i nie spotkałem jeszcze biblioteki która miałaby wszystkie, w każdej jest nieco inny ich wybór.
- U nas i tak nie ma tych książek.
- A właśnie są, widziałem w katalogu.
Nie ciągnąłem rozmowy, bo poszedłem za Kluską, ale widziałem że pani zaczęła sprawdzać w komputerze i pewnie znalazła, ale jakoś nie kontynuowała wątku. Ja rozumiem, że można nie znać całego księgozbioru biblioteki, chociaż akurat serię której na półkach jest 14 tomików, powinna jednak kojarzyć... ale wypadałoby nie wprowadzać w błąd udając wszechwiedzę.
Swoją drogą restrykcje odnośnie możliwości zapisania się do biblioteki w zależności od miejsca zamieszkania nie wynikają wprost z regulaminu biblioteki, nie było o tym jakiejkolwiek wzmianki. Jest to chyba interpretacja obecnej obsady biblioteki, albo wręcz tej jednej pani... może jakbym trafił na inną, to może byśmy się zapisali. Może trzeba by spróbować się zapisać w filii w Kaskach? Ale wolę nie ryzykować, jeszcze bym znowu na nią się napatoczył. Jeszcze rzuciła tekst "a bo bym musiała jakieś kaucje pobierać"... otóż nie, jak biblioteka uzależnia wypożyczenie czytelnikom spoza miasta, czy powiatu od wpłacenia kaucji, to umieszcza jej wysokość w regulaminie (załącznik z opłatami), tutaj nic takiego nie było.
Z Kluską na chwilę zainstalowaliśmy się obok na placu zabaw przed szkołą i stwierdziliśmy że pani pewnie się nie chciało nas zapisywać (przychodzą tacy i pracować przeszkadzają), albo nie potrafiła. Opowiedziałem też Klusce jak kiedyś w kasie w Żyrardowie kupowałem bilet - otóż chciałem do biletu miesięcznego dokupić bilet na jednorazowy przewóz roweru
- Nie można kupić takiego biletu, trzeba kupić bilet jednorazowy dla siebie (pewnie nie wiedziała jak go sprzedać)
- Można, ostatnio taki bilet kupowałem.
Pani westchnęła, pogadała ze starszą stażem koleżanką i obrażona sprzedała mi żądany bilet. Kilka miesięcy później próbowałem znów kupić taki bilet, była jakaś nowa kasjerka i nie wiedziała czy może mi sprzedać taki bilet. Pogadała ze starszą stażem kasjerką, tylko że tym razem była nią ta kasjerka, która poprzednio nie chciała mi sprzedać biletu i teraz ona zdecydowała, że takiego biletu sprzedać NIE MOŻNA!
Ogólnie byłoby mi wszystko jedno, gdyby nie to że przyjechałem z Klu, która przez to miała zły humor... chcieliśmy jeszcze jechać do biblioteki w Jaktorowie, ale przy takim humorku było ryzyko, że będzie chciała wracać do domu. Żeby to jakoś odkręcić, pomarudziliśmy sobie na panią, stwierdziliśmy że jest głupia i się w ogóle nie zna i że pewnie po prostu nie potrafiła nas zapisać. Poza tym obraziliśmy się na bibliotekę, która jest chyba tylko dla baranów i że w Jaktorowie jest fajniejsza i że jedziemy do JakTurowa. TURY GÓRĄ!!! No bo co w końcu, kurczę blade!
- Beee! Moja prapra...prababcia była turem!
W nieco lepszym humorku jedziemy do JakTurowa.
*) Nasz przejazd przez taki Baranów i inne wsie jest zresztą rzeczywiście trochę jak przelot UFO. Kluska na doczepce, do tego często czytająca książkę... a dziś grała na fujarce (za Baranowem jakieś dzieci na nasz widok do niej machały), do tego ja miałem śpiewać różne piosenki, a ona mi akompaniowała.
Między innymi śpiewałem death metalowy kawałek, który ostatnio ułożyliśmy... tak, niedawno Klu bawiąc się gitarą złapała strunę o najniższym dźwięku na jakimś progu i na niej brzdąkała. Śmiałem się, że Klu wynalazła właśnie muzykę heavymetalową (bo autentycznie brzmiało to jak rozbiegówka do metalowego kawałka), więc szybko wymyśliłem odpowiedni tekst i zaśpiewałem... tak jej się spodobało, że ułożyliśmy dwie zwrotki i refren. Tylko od chrypienia growlingiem bolało mnie gardło i dziś śpiewałem w miarę normalnym głosem.
Nie jedziemy zbyt szybko, żeby nie dogonić tej chmury.
No i jesteśmy pod biblioteką w Jaktorowie.
Skoro nas nie chcą w Baranowie, to będziemy nadal w Jaktorowie nabijać statystyki czytelnictwa, jesteśmy tutaj obecnie w pierwszej piątce najaktywniejszych czytelników.
Po wizycie w bibliotece, tradycyjnie jedziemy odwiedzić tura. Tur w jarzębinach, wcześniej był w kwitnących, a dziś w owocujących.
Ale ładnie owcy z tą jarzębiną.
Tur na jednej z bram.
Czytanie w czasie jazdy świeżo wypożyczonych książeczek. To nie takie łatwe, gdy się jednocześnie trzyma kij.
Dojechaliśmy do Międzyborowa, żeby i tutaj odwiedzić bibliotekę - jest to filia tej w Jaktorowie, więc dzięki tej wizycie JakTurów zwycięży z Baranowe 2:0. Ustaliliśmy, że skoro symbolem Jaktorowskiej biblioteki jest ewidentnie Tur (Jaktorów ma zresztą w herbie tura), to biblioteki w Międzyborowie musi być Jak.
Klu czyta już drugą książeczkę, ale że jeszcze trochę jej zostało do końca, to zrobiłem pętelkę żeby nie przerywać jej czytania.
Po wizycie w bibliotece na wydmę... zaczynamy oczywiście od przerwy obiadowej.
A potem gramy w bule piaskowe.
Trzeba uważać, bo bule czasem tak wbijają się w piasek, że całkiem pod nim znikają, toteż jeśli od razu się ich nie odkopie, to można je zgubić.
Klu bawi się, że jest ostatnim turem.
W krzakach odkryliśmy stary złamany słup. Ale fajnie!
Tyle dziurek, można się świetnie bawić patykiem, jedna osoba wysuwa patyk przez którąś dziurkę, a duga osoba próbuje go z drugiej strony złapać.
Po drodze do domu Klu przeczytała trzecią książkę (nie licząc tych czytanych pod pomnikiem tura). Do tego miejsca razem z Klu 33.7km 0.5km terenu i 2h 5min.
W domu zorientowałem się, że nie mamy fujarki... sprawdziłem sakwy i nic. Z tego co pamiętałem, ostatni raz widziałem ją w Jaktorowie pod turem, co potwierdziły zdjęcia. No więc już sam ruszyłem z ekspedycją ratunkową - po drodze zatrzymałem się tylko przy wydmie w Międzyborowie i sprawdziłem czy tam nam nie wypadła.
Na miejscu szybko udało się ją znaleźć - leżała w trawie przy pomniku tura. Ufff, dobrze że się znalazła, bo jest fajna (a do tego przywieziona z Irlandii).
Tak więc mimo wszystkich przeciwności losu, to była całkiem fajna wycieczka.
Na koniec dodam, że Jaktorów jest generalnie jedną z miejscowości, przez które się przejeżdża bez zatrzymania... nie darzyłem jej sympatią, a jedynym w zasadzie fajnym miejscem jest pomnik tura, ale to ciut za mało i Jaktorów ostatnio się po prostu omijało (odkąd zamiast ciąć szosą główną, można objechać go nowowyasfalowymi bocznymi drogami). Niestety skwerek z pomnikiem jest zapuszczony, brak ławek, koszy na śmieci... za ławki robią pnie zwalonego drzewa, a flaszki niestety walają się obok. Mimo to lubimy to miejsce, zwłaszcza Kluska która ma na pomniku bazę, a bywamy tu wyłącznie dzięki bibliotece i dzięki niej Jaktorów sporo zyskał w naszych oczach.
Baranów też był miejscowością przez którą się tylko przejeżdżało. Owszem, ostatnio obok kościoła powstał nowy skwerek z ławkami, toteż jest to dobre miejsce na chwilę postoju (wcześniej można się było zatrzymać co najwyżej na przystanku), ale średnio przyjemne, bo zawsze jest tam pełno tłuczone szkła. No i Baranowa nie udało się odczarować dzięki bibliotece tak jak Jaktorowa, nie tylko nie zyskał w naszych oczach, ale wręcz przeciwnie.
.





