teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124075.40 km z czego 18790.55 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 5.35 km
  • czas 00:22
  • średnio 14.59 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Coraz goręcej, a lody same się nie zrobią

Czwartek, 2 lipca 2015 · dodano: 03.07.2015 | Komentarze 3

Najchętniej bym dziś zaciągnął Kluskę do parku, ale nie ma rady trzeba odwiedzić Jordanek. Dziś bujamy konika, który po naciśnięciu w brzuszek robi ihaha!




Dziś lody robiliśmy z Igą i Kubą (dzieci w wieku zbliżonym do Kluski). A dziś była promocja - kubełek lodów z kulką na wierzchu



Ekspedycja na Jordankowy Wierch i turlanie... wczoraj podpatrzyła turlające się dziewczynki (ale widziała też wcześniej na Teletubisiach), jeszcze trochę trzeba potrenować, ale już wkrótce będzie mogła startować w czołgu. Zbieganie też było, a jakże, a tatę trzeba było na dole ustawić tak, żeby na niego wpaść z rozpędu i przewrócić.



W końcu udało się ją zabrać z tego sdkwaru do parku (nawet w miarę bezboleśnie).  Parkowy plac zabaw ma jeden feler, nie ma na nim piaskownicy i jak tu robić lody? Obiecałem że wieczorem pójdziemy na osiedlowy plac, a póki co wyciągnąłem piłkę z plecaka.



Zabawa z piłką była następująca - kopiemy, a potem biegniemy dokładnie za nią...




Czasem nie było łatwo, a na nawierzchni parkowej gumowa piłka była zupełnie nieobliczalna, na przykład robiła pętelkę i wracała do punktu wyjścia.



Piłka może by i przeszła pod bujawką, Kluska też... ale można sobie ułatwić i podnieść bujawkę.




A to zabawa wymyślona wczoraj - buju buju



I bęc na mostek!



Niestety trochę nudą zaczęło wiać i popełniłem błąd - dałem jej lokomotywkę... zapomniałem że z lokomotywką Kluska wędrowała do słonia i dziś też poszła w tamtym kierunku, a ja nieprzygotowany do ewakuacji musiałem szybko pozbierać graty i gonić za Kluską. Na szczęście grzecznie szła chodnikiem.




Słonia minęła i szła dalej w kierunku Jordanka... tiaaa. A potem awantura, bo ciuchcia się przewróciła na środku przejścia dla pieszych, a ja zamiast poprawić na ulicy zgarnąłem Klu i pociąg na chodnik i dopiero tam ustawiłem jak trzeba. Za późno, już trwałą awantura. Skoro i tak była wrzask, zapakowałem ją do fotelika i pojechaliśmy z powrotem.

Mały postój na karmienie kaczek, a tam dzidzie kaczuszki!




- Jak ja jem, to wsyscy jedzą.



Powrót na syrence, a sytuację pogorszyło to, że przejechaliśmy obok pałacyku ze schodami... Kluska chciała po nich biegać, ale one były w pełnym Słońcu, więc zdecydowałem się ewakuować już do domu... ech.

Wieczorem jeszcze wizyta na osiedlowym placu zabaw... przy okazji wreszcie udało się odpalić rowerek biegowy. Kluska siedziała dosyć długo, była ostatnim dzieckiem na placu boju... znaczy zabaw, ale i tak powrót z histerycznymi wrzaskami z pomocą lavinki, bo sam nie czułem się na siłach na ewakuację Kluski i niesienia rowerku.

- Mama jedzies? Nie? To kij ci w oko





  • dystans 5.20 km
  • czas 00:22
  • średnio 14.18 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Trzy place zabaw w upał

Środa, 1 lipca 2015 · dodano: 02.07.2015 | Komentarze 2

Kurczę, znowu zaczyna się robić gorąco :-/

Bukiecik podróżny z kwiatków osiedlowych, niuch niuch, apsik!



Niestety ostatnio jak próbowałem pojechać do parku na plac zabaw (chyba jedyny zacieniony w okolicy), to była awantura że nie na Jordanek... dziś też musiałem jechać na Jordanek, niestety mimo że tam jest mały zagajnik sosnowy, to plac zabaw jest na przestrzeni otwartej i dziś była straszna patelnia.

Lodziarnia pod Myszką Minnie



Jednak po jakimś czasie zgarnąłem Kluską i bez awantury się nie obyło... oczywiście zrozumiała tłumaczenie że jedziemy na inny plac zabaw, bo jak byliśmy w parku to zaczęła się awanturować że jedziemy do kaczek a nie na plac zabaw. Tym sposobem - najpierw Jordanek, a potem myk dalej, udało się dojechać do parku choć nie bezboleśnie.

A tutaj Kluska na długo zainstalowała się w huiśtawce... myszka Minnie też się huśtała obok (chyba że akurat jakiś dzieciak też chciał się huśtać)




Były tradycyjnie cyferki, ale niedługo...



Pora na przerwę obiadową.





A to nowa zabawa - rozhuśtać się tak jak na pierwszym zdjęciu, a potem się puścić by wylądować tak jak na drugim zdjęciu... o dziwo jak na razie wszystki próby udane i udało się nie spaść.





Zabranie z tego placu zabaw też skończyło się awanturą... nieco uspokoiła się przy kaczkach, ale nie od razu - dziś karmimy je z mostku





Wieczorem jeszcze bezrowerowo na osiedlowy plac zabaw...  Najpierw Kluska robiła lody, ale potem zostawiła je dla odwrócenia uwagi dzieciakom (te foremki to hit sezonu, dzieciaki normalnie je sobie wyrywają z rąk), a sama zgarnęła minionki i chodu do drugiej piaskownicy w której akurat nikogo nie było.

Herbatka u Minionków.



Przerwa kolacyjna




Dziś bawiliśmy się z Alenką...  sytuacja jest o tyle zabawna, że babcia mówi na Kluskę właśnie Alenka, a to przez rosyjskie i ukraińskie czekolady Alonka i Olenka. Natomiast dziewczynka z piaskownicy z którą Kluska się kręciła na karuzeli i robiła lody (Alenka nie chciała oddać foremki i była awantura gdy mama zabierała ją z placu zabaw... tia) ma na imię Alena i jest to słowackie imię, bo jej tata jest Słowakiem.


.


  • dystans 43.39 km
  • czas 03:36
  • średnio 12.05 km/h
  • rekord 27.20 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

po mieście

Środa, 1 lipca 2015 · dodano: 02.07.2015 | Komentarze 5

Dyblik liniaczek (Siona lineata)











































  • dystans 4.90 km
  • czas 00:20
  • średnio 14.70 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z lodami na dwóch placach zabaw

Wtorek, 30 czerwca 2015 · dodano: 30.06.2015 | Komentarze 4

Dzień jak codzień, straganik z lodami trzeba prowadzić... pilnuj Minnie, ja idę się pobując... albo nie, idziesz ze mną a tu zrobimy samoobsługę.

Dziś dużo dzieci na Jordanku... może dlatego że zaczęły się wakacje, albo dzień cieplejszy, albo dlatego że byliśmy później niż zwykle...  a może wszystko razem. Momentami wszystkie huśtawki były zajęte - cztery dla maluchów i cztery dla większych dzieci - nie było miejsca nawet dla Minnie i dla taty.

Interakcje z innymi dziećmi wychodziły różnie... na przykład Kluska nie chciała dać jednej dziewczynce drugiej foremki, mimo że próbowałem Kluskę przekonać że dziewczynka będzie się z nami bawić i zaniesie loda do sklepiku. Kiedy indziej, bawiła się foremkami z dwoma chłopcami, choć też nie bez początkowych problemów... potem było już dobrze, to znaczy może były i kłótnie ale między chłopcami, bo np. jeden dał drugiemu do potrzymania foremkę, a tamten wysypał piach.

A później przyszła starsza dziewczynka z młodszą siostrą w wieku zbliżonym do Kluski i dosyć długo się bawiły razem w robienie lodów i noszenie tu i tam... i jeszcze Kluska pochwaliła się nową bluzeczką*) pokazując paluszkiem i ucieszyła się gdy dziewczynka rozpoznała Elsę i Annę. Nie obyło się oczywiście bez awantur, bo mała Zuzka koniecznie chciała różową foremkę i jak dostawała inną to głośno protestowała, ale na szczęście Klusce kolor był obojętny, a towarzystwem była zachwycona i dała sobie wymienić różową na niebieską (zwykle zabranie jej czegoś co ma w garści, nawet po to by wymienić na coś innego, nawet prawie identycznego kończy się wielką awanturą).

+) - z bluzką jest tak, że ma ulubioną z Elsą (bohaterką filmu Kraina Lodu) i zazwyczaj nie chce nic innego włożyć. Dlatego lavinka kup;iła teraz tą, tak więc ma drugą na wypadek prania tej pierwszej.



Dziś o dziwo znów udało się zabrać Kluskę bez awantur z placu zabaw... przy pomocy karotki (choć jak zwykle uciekła z nią do domku, by utrudnić zabranie) i przylepki chleba z ziarenkami.

A to Jordankowy parking... tam dalej było więcej rowerów, będzie z 8, z czego 5-6 z fotelikami (a nie liczę rowerków dziecięcych).



Obowiązkowe karmienie gołąbków w parku



I co z tego że wracamy z placu zabaw... Kluska chciała na następny, gdy przejeżdżałem obok osiedlowego. Ostatnio nie poszliśmy i skończyło się to wielką awanturą, więc dziś wpadliśmy i tu na chwilę.



O, widać zbliżające się chmury



A Kluska strollowała jednego chłopca tymi lodami (mniej więcej w jej wieku) - dała mu loda (sama, z własnej woli!), a on go polizał. Za chwilę przylecieli jego rodzice i była zabawa w wycieranie języka chusteczką... tiaaa, jak Kluska wpadła na pomysł jedzenia piachu, to gdy mówiłem żeby nie jadła to tylko się zaśmiewała i żarła jeszcze więcej. Teraz już tylko jęknę Kluskaaa... ale nie żryj piachu łopatką, paluszkiem wystarczy , albo w ogóle udaję że nie widzę, to szybciej jej się nudzi.




A potem nagle spadło kilka kropli deszczu i była wielka ewakuacja... wszystkich wymiotło z placu zabaw, oczywiście co drugie dziecko płakało że nie chce jeszcze iść. Ten chłopiec co go Kluska poczęstowała piaskiem, został jako ostatni i nie dawał się wyciągnąć z piaskownicy (Kluska dawała zły przykład, bo w ogóle się nie przejęła tm kapaniem), zwłaszcza że wreszcie była wolna bujawka. Dopiero jak rozpadało się na dobre, pobiegliśmy do domu.



A foremki do lodów służą nam też w kąpieli... do robienia lodów z piany.


.


  • dystans 4.70 km
  • czas 00:19
  • średnio 14.84 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Jordankowy hit sezonu - lody szyszkowe

Poniedziałek, 29 czerwca 2015 · dodano: 29.06.2015 | Komentarze 0

Babcia zrobiła niespodziankę, bo ze Słowacji przywiozła foremki do lodów i jeszcze łyżkę do nakładania w komplecie. Tak więc nie trzeba wypożyczać do straganiku sprzętu od innych dzieci, tylko można na własnym



A tak to wyglądało... dzieci na szczęście niewiele, bo chłodno i interakcji było niewiele, więc Kluska mogła się nacieszyć foremkami bez dzielenia w komunie piaskownicowej, co powoduje czasem lament w niebogłosy. Był tylko Kuba, ale jakoś w miarę bezboleśnie poszło dzielenie się foremką czy dwiema... aczkolwiek w pewnym momencie nie obyło się bez rzucania foremkami, gdy obje chcieli bawić się jedną foremką i żadne nie chciało odpuścić.




Hit sezonu - lody szyszkowe



Masz koniku liza



A to nowa zabawa - chodzenie z segmentu na segment i wydawanie coraz wyższych dźwięków paszczą (mniej więcej do połowy), a potem coraz niższych. Chyba jakaś reminiscencja podwójnychch cymbałów z Błonia.



A tu chodzenie dookoła drewnianego domku, ze śpiewem na ustach, a na placyku z płyt chodnikówych tańczenie... Kuba też dołączył, ale wkrótce zajął się koszem na śmieci i patyczkami (graniem nimi, wpychaniem przez dziurki do kosza)... te patyczki to była moja sugestia, Kluska nie podłapała, ale Kuba tak.

Zresztą Kuba trochę za nami łaził (także na bujawki i karuzelę)  i robił to co Kluska.



Ciabatka cebulowa mniam... znów opuszczenie placu zabaw bez ryku



A poza tym Kluska obudziła się o 6 i nie zasnęła ponownie jak zwykle (bo babcia wróciła!) i była już zmęczona... już gdy dojeżdżaliśmy do Jordanka to mi przysypiała ale się rozbudziła. A gdy wracaliśmy znów zaczęła odlatywać, ale usnęła już pod samym domem, tylko rozbudzałą się przy pikaniu domofonem, wyjmowaniu z fotelika, ale śpiącą zaniosłem do kojca i spała jak kamień.


.


  • dystans 5.15 km
  • czas 00:25
  • średnio 12.36 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Koncert i świnki

Niedziela, 28 czerwca 2015 · dodano: 28.06.2015 | Komentarze 1

W parku miał być koncert, więc zaplanowaliśmy że pojadę z Kluską na plac zabaw w parku, potem dojedzie do nas lavinka i przejdziemy się pokoncertować... ale jak skręciłem na ten plac zabaw, to Kluska w ryk i pokazuje że chce jechać dalej, czyli tam gdzie ostatnio jeździliśmy - na JKordanek. Nie udało mi się przekona do parkowego placu i musiałem pojechać tam gdzie chciała.



- O tata pac! Milabelki!
- To nie są mirabelki, tylko szyszki.
- Ale nie te, tylko te małe zielone między nimi.



Dziś było sporo dzieciaków (niedziela i ciepło), więc trudno było trafić na dwie wolne huśtawki dla maluchów obok siebie... dla Kluska i dla rybki. A potem Kluska wbiła się na karuzelę, gdzie były starsze dziewczynki i marudziły na młodszego brata, który znosi patyczki. Jak Klu zsiadła i trafiła na stosik tych patyczków, to od razu też się do nich dorwała.

No a na koniec wbiła się na piknik na kocyku gdzie trwał hazard - znaczy grali w karty  a konkretnie w Gówno! A poza tym były dwie świnki morskie... Kluska je głaskała, a potem karmiła (gdy odkryła że jedzą marchewkę, to się z nimi swoją podzieliła), pani nawet się zdziwiła, że tak ładnie Kluska umie karmić. No ba! Kluska umie wszystkich nakarmić! Dziś w domu na przykład był płacz bo zabrakło rodzynek, ale gdy wróciłem ze sklepu z rodzynkami to było rodzynkowe przyjęcie - rodzynki dostawały pluszaki (na talerzykach), dostała mam, przynosiła też mi... no i oczywiście sama jadła.




No a potem na koncert (po drodze obowiązkowe kjarmienie kaczek). Wbiliśmy się na murek za ławkami, do loży szyderców... początkowo Kluska słuchała jak zaczarowana.



Ale potem postanowiła śpiewać... a na koniec tańczyć, tyle że w sandałkach na murku też trochę hałasowała, prawie jak stepowanie.



A jak dyrygentka się kłaniała, albo cały zespół, to Kluska też im się kłaniała.



No a potem bieganie po schodach...



Po jakimś czasie przyszedł chłopiec i też zaczął biegać po schodach i chciał się bawić z Kluską, ale Kluska nie bardzo chciała.

Kryj się!



Poszedł już sobie?



Gdy pojawiał się na tarasie, Kluska zaczęła stosować metodę Siad! Siadała i nic jej nie mogło ruszyć, mimo że chłopiec próbował ją podnieść.




No a na koniec był histeryczny płacz pod domem, bo zmęczona i śpiąca Kluska wymyśliła sobie że chce jeszcze na osiedlowy plac zabaw i siłą musieliśmy ją zawlec do domu.


.


  • dystans 4.70 km
  • czas 00:19
  • średnio 14.84 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Jordankowy Klub Księżniczek

Piątek, 26 czerwca 2015 · dodano: 28.06.2015 | Komentarze 2

Ale po kolei - zaczynamy od przylepki



Kramik z kwiatkami, koniną, nabiałem i podrobami (czerwony konik, niebieskie jajeczko i różowe sersuszko)



Ale jest drugi kramik i trzeba latać między nimi, przenosić rzeczy... owca pilnuj, no i głasku głasku za każdą wizytą



Potem obchód i min. wizyta na karuzeli gdzie była młodsza dziewczynka - obie się zawstydziły i zamarły. Mama dziewczynki się śmiała że jej mała zrobiła się taka poważna i próbowała ją rozśmieszyć i w końcu się udało... ale Kluiskę.

Ale co do księżniczek... po rundce z owcą po placu zabaw, okazało się że straganik jest zajęty i jedna dziewczynka powiedziała że wstęp tylko dla księżniczek... pfff, no ja rozumiem że Kluska nie miała swojej pelerynki, czy kiecki do tańców, tylko piracki kapelusz z makrelą, ale przecież na bluzce była Elsa!

Po wyjaśnieniu wątpliwości, Kluska udzieliła audiencji zarządowi Klubu Księżniczek i łaskawie pozwoliła urządzać zebrania w jej zamku (w kanciapie przy straganiku). A potem się z nimi kręciła na karuzeli i biegała za jedną dziewczynką, a potem spadł deszcz.. no taka popierdółka, ledwie kropiło, a i tak prawie wszystkich wymiotło. Została tylko jedna dziewczynka w kurtce (w wieku Kluski), młodzież w wieku szkolnym (dwie sztuki w domku pod ścianką wspinaczkową i jedna w kurtce na huśtawce), Klub Księżniczek na zamku pod daszkiem (ale tylko dlatego że pod daszek zostały zagonione przez babcie) i Kluska która nie zważając na deszcz pawiła się w piaskownicy.

Przez jakiś czas było pustawo tak jak oboje lubimy, ale potem chmura przeszłą i dzieciaki zaczęły powoli wracać. Kluska wbiła się na karuzelę z pięcioma starszymi dziewczynkami (zostały już tylko miejsca stojące) i przysłuchiwała się iuch rozmowie... w takich sytuacjach Kluska zamiera i zmienia się w dziwnie spokojne dziecko i jest chwila bez biegania za tormado.

Powrót bez awantury, bo Kluska dostała minichałkę.




Tradycyjny postój przy kaczkach i gołąbkach




A w domu lavinka... znaczy Kluska bawi się ostatnio kolejką.





  • dystans 4.70 km
  • czas 00:19
  • średnio 14.84 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Jordankowa lodziarnia piłkarska

Czwartek, 25 czerwca 2015 · dodano: 27.06.2015 | Komentarze 0

Foremki w kształcie lodów, które przyniosła do piaskownicy jedna z dziewczynek, cieszyły się wielką popularnością... wszyscy chcieli się nimi bawić i trzeba było rozdzielać, bo taka Kluska na przykład najchętniej zgarnęłaby wszystkie, a tu z innymi dziećmi trzeba się podzielić. W końcu część dzieci się znudziła i z chętnych do zabawy została tylko Kluska i jeden starszy nieco chłopiec...  Dwie osoby do foremek, to już nie pięć i Kluska zatrudniła go na stanowisku specjalisty do spraw świeżości lodów - sprawdzał czy są świeże i biegał napełnić te starsze świeżym piaskiem.



Oczywiście nie obyło się bez awantury, bo gdy dziewczynka zbierała swoje zabawki, to Kluska za żadne skarby nie chciała oddać foremek.



Potem bawiliśmy się spuszczaniem szyszek ze zjeżdżalni, temu chłopcu i drugiemu zabawa tak się spodobała i robili to tak żywiołowo, że Kluska wycofała się na z góry upatrzone pozycje. Bawiliśmy się też piłką - też były tu interakcje społeczne, mianowicie Kluska kopała, jeden z tych chłopców wołał "podaj tutaj", a Kluska uciekała z piłką pod ogrodzenie.

Później spuszczała trzeciemu chłopcu piłkę ze zjeżdżalni, potem sama zjeżdżała, chłopiec rzucał do niej, a ona z piłką biegła do domku i zabawa zaczynała się od nowa




  • dystans 4.70 km
  • czas 00:19
  • średnio 14.84 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Na Jordanku z potworem

Środa, 24 czerwca 2015 · dodano: 26.06.2015 | Komentarze 7

Żarcie jest, bukiecik jest, piracki kapelusz z makrelą (pikantny) jest... jeszcze kask, pluszowy potwór i możemy jechać.



Sally, pilnuj kramiku z szyszkami, a jak jakiś dzieć przyjdzie to go wystrasz... co, chcesz iść ze mną? No dobra.



Aj, ale buja! Aż kapelusz zwiewa



Trzeba przytulić drzewo co szyszki daje



Co? Ja jadłam piasek? Kalumnie i potwarze?



No, może troszeczkę... łopatkę albo dwie... ale nie więcej niż trzy.



No dobra, w zamian za croissanta mogę nie jeść piasku, ale to nie wystarczy by bez awantury opuścić plac zabaw UAAAA!!! Arrrgh! Twoja żona jest wielkim hipopotamem [sikający pies] [sikający pies]



A co tu mamy dla kaczek i gołębi? Trzymaj dobrze ten rower i  nie zapomnij dać mi piórka, to w drodze powrotnej będę cię łaskotać po plecach.




  • dystans 73.29 km
  • 2.00 km terenu
  • czas 04:44
  • średnio 15.48 km/h
  • rekord 34.10 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Ognisko kołowe pod Otrębusami

Piątek, 19 czerwca 2015 · dodano: 20.06.2015 | Komentarze 0

Dzisiaj pojechaliśmy pod Otrębusy na ognisko kołowe SKPB.

Tradycyjnie z bukiecikiem podróżnym z kwiatków osiedlowych.



Niuch, niuch!



Podróż należy zacząć od jedzenia



Zieeew... no to dobranoc



Kluska trochę nam się budziła, ale też troszkę się zdrzemnęła. Dotarliśmy z godzinę wcześniej... to było tak wycelowane, żeby nam nie zdążyła usnąć w domu, tylko w podróży, a poza tym mieliśmy zapas na nieprzewidziane okoliczności, które szczęśliwie nie zaszły.

Na miejscu okazało się, że jest drugie ognisko młodzieży gimnazjalnej (koniec roku szkolnego), poza tym na ławkach zalegało kilku stałych bywalców żłopiących piwo, co skończyło się później awanturą i interwencją policji, która odprowadziła awanturujących się gości.

Fajnie że był tam domek dla dzieci, Kluska zabrała z roweru flagę piracką i zatknęła ją w domku - tu jest nasza baza!



Plac zabaw jaki jest każdy widzi (cały się mieści w powyższym kadrze), ale regulamin być musi



Szyszki!!!






A tu taka zabawa, my rzucamy mamie do góry szyszki, mama je łapie i spszcza zjeżdżalnią na dół, a my je łapiemy do kubełka... była kiedyś taka gierka z jajeczkami (najpopularniejsza), oraz w kilku innych wariantach.



Oj, nie udało się



Pora na kolację



Zarząd SKPB organizujący ognisko przybył z pewnym opóźnieniem. Niestety nie udało się namówić Kluski żeby poszła podać wszystkim rękę na cześć. Przebyła połowę drogi z domku do ogniska, po czym zawróciła i uciekła. Nie udało się też dołączyć do zbierania drewna - namawialiśmy ją że pójdziemy zbierać patyczki, ale niestety.  Udało się dotrzeć gdy ognisko już płonęło, niestety nie było metrówek, to Kluska wrzuciła do ogniska największy patyk jaki znalazła



A potem znów chodu do domku... tyle by było z integracji. Dopiero jak zobaczyła kiełbaski, wróciła do ogniska i na widok ceraty z dużą ilością kiełbasy, chleba i dodatków oniemiała zachwycona. Pierwszą kiełbaskę wszamała na surowo, drugą już udało się upiec... jak jej pokroiłem do miseczki, to zażyczyła sobie keczapu bo podpatrzyła że inni go używają.

- Mama, gdzie z tymi łapami... ja sama piekę kiełbaskę!




Niestety nie było śpiewanek (może później po manewrach, ale nie doczekaliśmy), więc Kluska nie miała okazji się wytańczyć. W zasadzie mieliśmy podjechać do jakiejś stacji (np. Brwinów, bo tam najmniej schodów) i wrócić pociągiem, ale zdecydowaliśmy się jednak wrócić rowerem. Dawno nie jechaliśmy nocą - tyle światełek... Kluska zasnęła po 10 kilometrze i spała do samego domu.

W sumie wyszedł rekordowy dystans dzienny Kluski, ponad 73km. Jakbyśmy wyjechali rano, to moglibyśmy machnąć setkę.

.

Kategoria mazowieckie