teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124075.40 km z czego 18790.55 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 4.08 km
  • czas 00:14
  • średnio 17.49 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Po dziecko na dworzec

Poniedziałek, 13 lipca 2015 · dodano: 15.07.2015 | Komentarze 0

Kluska na weekend pojechała z babcią i wujkiem do wesołego miasteczka w Chorzowie, jechała też Pędolino, podróży pociągiem było w ogóle sporo bo jeszcze kibel na trasie Żyrardów-Włochy-Żyrardów. Było tak fajnie, że dziecko nie chciało wracać....

My myśleliśmy że babcia wraca z Kluską i wujkiem (a wracała sama z Klu), babcia myślała że da radę zaciągnąć Kluskę z dworca na postój taksówek... błąd, Kluska nie chciała wracać do domu z takiej fajnej wycieczki. najpierw nie chciała opuścić peronu, a  potem okolic dworca - uciekała na murki i ławki. toteż babcia zadzwoniła po pomoc, szybko się zebraliśmy i myk z fotelikiem na dworzec.




Zapakowanie Kluski do fotelika wiązało się z awanturą, ale jakoś udało się ją załagodzić i potem już bez problemu, najkrótszą trasą pojechaliśmy do domu.



  • dystans 34.84 km
  • 7.50 km terenu
  • czas 02:01
  • średnio 17.28 km/h
  • rekord 26.90 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Kasztan który jest klonem

Niedziela, 12 lipca 2015 · dodano: 12.07.2015 | Komentarze 2

Dziś do skrzynki Dziurawy kasztan, choć tak naprawdę jest to klon... to nie moja robota, skrzynkę adoptowałem od geokeszera, który już się nie bawi. Myk polega na tym, że dziupla jest bardzo głęboka i była wypełniona patyczkami, ale komuś spadłą między te patyczki. Poprzednio oczyściliśmy wnętrze z patyczków (zostały resztki do których nie sięgaliśmy), ale skrzynki nie udało się wyciągnąć, bo siedziała w dołku w rogu poza naszym zasięgiem (to coś po lewej)



Dziś przyjechaliśmy z ciężkim sprzętem i po dłuższym czasie udało się... kluczem do sukcesu była saperka. Najpierw wydobyliśmy z dołka, a potem to już szybko poszło. Dziuplę wypełniliśmy dosyć gęsto i szczelnie patyczkami (może tym razem nie spadnie), ale skrzynkę zabraliśmy na razie do domu do podsuszenia.





Kościół w Radziejowicach, fotostop w drodze powrotnej






I kolejny fotostop w Bieganowie.





  • dystans 106.70 km
  • 16.30 km terenu
  • czas 06:15
  • średnio 17.07 km/h
  • rekord 31.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Setka cyklogrobbingowa

Sobota, 11 lipca 2015 · dodano: 12.07.2015 | Komentarze 6

Dzisiaj objazd nowych skrzynek, głównie cmentarne, a jak nie to i tak związane z I wojną.

Budy Grabskie - szlakgrodzisk Piastów Mazowieckich... hmmm (powiększenie 1, powiększenie 2)



A tu już pobliski cmentarz



Skrzynka znaleziona i tradycyjna rozwałka




Dlaczego warto czasem pójść w krzaczki? A bo coś takiego można znaleźć.



Szosa Skierniewice - Bolimów, ponoć to co tu robią, to budują ścieżkę rowerową...ponoć z kostki. No cóż, Polska powiatowa zatrzymała się na epoce kostki łupanej i jakoś nie da się jej przekonać do asfaltu, mimo że kostka nie dosyć że gorsza to jeszcze droższa.



Taka mała zagadka - co to za kwiatek? :-)



Jedziemy dalej



Kapliczka w Julianowie, miejsce potyczki legionistów z kozakami w 1914 (tabliczka 1, tabliczka 2)



I orzełek dla wariaga... ja już wiem co to za orzełek, ale zostawiam go nieopisanego, żeby wariag mógł się wykazać.



Takie tam...







Kościół w Kozłowie Biskupim







Jedna ze skrzynek, jeden ze znalazców zgubił zatyczkę, to inni zaimprowizowali zamknięcie. Przy okazji daliśmy nową zatyczkę i zabezpieczyliśmy przed zgubieniem.








  • dystans 72.23 km
  • 18.50 km terenu
  • czas 04:12
  • średnio 17.20 km/h
  • rekord 32.30 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Pogoda w kratkę

Piątek, 10 lipca 2015 · dodano: 12.07.2015 | Komentarze 9

W zasadzie to pogoda w chmurki i słoneczno, bo trudno o chmury kwadratowe. W każdym razie dziś a to chmury i deszcz, a to słońce, a kiedy indziej porywisty wiatr.

Ale do rzeczy, dzisiaj w zasadzie cały czas byłem na rowerze, tylko na chwilę zsiadałem, zmieniałem rower itp...
1) Najpierw rano na rynek
2) Potem z lavinką odwieźć Kluskę na dworzec (a że to drugim rowerem, to jako osobną wycieczkę wrzucam)
3) Do Radziejowic wymienić Travel Bugi w skrzynce
4) Z lavinką po nową skrzynkę w okolicy

Radziejowice



Ostatnio przybyłą też tabliczka przy innym jesionie w pobliżu.  Z nim związana jest śmieszna historia, otóż w tym drzewie kiedyś była ukryta skrzynka naszego znajomego, a w informacji o ukryciu było napisane "w kasztanie". Najśmieszniejsze w tym było to, że przy alejce rośnie rząd starych kasztanowców, a bodaj jedynym drzewem innego gatunku był właśnie ten jesion ze skrzynką.





Gdy wyjeżdżałem z Radziejowic, dorwała mnie chmura z ulewnym deszczem i trochę przemoczyła, ale potem wyszło słońce i podeschłem. przejeżdżając przez Las Radziejewski zauważyłem, że postawili nową tabliczkę w rezerwacie (powiększenie), poprzednio tu będąc zauważyłem, że zdemontowali starą.



Wieczorem z  lavinką machnęliśmy się przez las do Miedniewic, a właściwie pod do nowej trzyetapowej skrzynki związanej z I wojną.

Droga do mogiły z 1 etapem była zaminowana.




W drugim etapie musieliśmy się wbić na teren kościoła... niestety atak frontalny nie powiódł się ze względu na zamkniętą bramę i furtkę. Obeszliśmy więc boczkiem przez teren klasztoru.




Aż chce się w tej skrzyni ukryć skrzynkę



Też w miarę nowa tabliczka (powiększenie)



No i finał... postanowiłem skorzystać z dojazdu Dombioego, bo ja zwykle idę do tej mogiły na skróty skacząc przez rów. Niestety dojście od tyłu było bronione przez sprzęt ciężki marki Ursus. Trochę głupio ciąć polem (nawet miedzą, czy skrajem pola), można by wytłumaczyć jakby co że do mogiły... ale my unikami interakcji społecznych.



Pojechaliśmy naokoło z przeszkodami żeby się nie wracać, a w końcu skorzystaliśmy z mojej drogi skacząc przez rów i przebijając się przez zasieki z ostów wyższych od człowieka.




No i to tyle, jeszcze rozwałka i do domu.


  • dystans 5.83 km
  • czas 00:24
  • średnio 14.57 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Tańce na peronie

Piątek, 10 lipca 2015 · dodano: 12.07.2015 | Komentarze 3

Na poniższych zdjęciach Kluska udaje grzeczne dziecko... ale czego więcej do szczęścia trzeba - bukiecik podróżny jest, żarcie jest, plecaczek-pingwinek trzymany z przodu na kolana i jedziemy na dalszą wycieczkę! Jjupi!




Zaczęło kropić... w zasadzie na kropieniu się skończyło, potem nawet wyszło słońce, ale nie wiadomo było czy się nie rozpada, więc lavinka założyła Klusce pelerynkę.



A czekając na pociąg - tańce na peronie! Co gorsza my też musieliśmy tańczyć - albo wszyscy w kółeczko, albo kazała mi z lavinką wziąć się za ręce i tańczyć, a sama pilnowała obok lub tańczyła z babcią... eee, w kogo ona to ma, może po babci? Na pewno nie po nas, my mamy duże doświadczenie w uciekaniu ze szkolnych dyskotek, albo zaszywaniu się w jakimś zakątku z dala od imprezy...





Dobra, Kluska do pociągu... i co by tu zrobić z tak pięknie rozpoczętym weekendem?





  • dystans 4.70 km
  • czas 00:19
  • średnio 14.84 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Żadnej kałuży nie przepuszczę i złapię zająca

Czwartek, 9 lipca 2015 · dodano: 12.07.2015 | Komentarze 3

Na Jordanku standardowo... chmury się zbierały, ale w końcu nie padało



Dziś była Maja ze swoimi foremkami, to były lody w różnych wafelkach. Były szyszkowe



Były też ulubione lody Sulliego - mirabelkowe z zielonymi mirabelkami



Deszcz spadł później, gdy byliśmy w domu. No to zakładamy kurtkę w wodny wzór maskujący, kaloszki z Myszką Minnie, Piegowatkę (przedszkolną parasolkę lavinki) w garść i hajże na kałuże!




Najpierw dłuuugo w Małpim Gaju



Potem wreszcie ją namówiłem, że pójdziemy poszukać kolejnych kałuż... a że znów by utknęła w kolejnej kałuży na dłużej, to namawiałem ją żeby szła do przodu odwiedzając każdą kałużę.




Jak widać na zdjęciu, zażyczyła sobie foremek do lodów.



I co teraz, aha no tak... foremki!




- Tata, w tej kałuzy jest mało, tseba dolać wody!
Tak więc tu utknęliśmy znów na długo, bo trzeba było przelewać z kałuży do kałuży.




A potem trafiliśmy na boisko przy szkole... zabawa polegała na wykopaniu piłeczki na trawę, a potem z powrotem w największą kałużę.






Ta smutna mina, to dlatego że przyjechały dzieci na rolkach i Kluska też by chciała tak pojeździć. Obiecałem, że jak będzie większa to też będzie jeździć na rolkach.

chłopiec: Bawimy się tak, żeby nie wjechać w kałuże.
dziewczynka: Nie! Bawimy się tak, żeby jeździć tylko po kałużach!



A potem utknęła przy dzieciach w wieku szkolnym... trochę biegała po murkach i schodkach, trochę wyżerała mi wałówkę z plecaka (zrobiła się głodna w międzyczasie), a trochę gapiła się na dzieci.

Tu ciekawostka - gdy przewróciła się przed siebie (na szczęście w miarę bezboleśnie), to jedna z dziewczynek się śmiała że "złapała zająca" (faktycznie wyglądało to jakby coś łapała). Dowcip polega na tym, że dokładnie ten sam zwrot słyszałem dzisiaj na Jordanku, gdy jakieś dziecko bęcnęło. Hmmm, nie wiem czy słyszałem coś takiego wcześniej... możliwe, bo brzmi znajomo, ale raczej niezbyt często bo nie kojarzę za bardzo. A czy u was też tak się mówi, czy to znowu jakiś lokalny zwrot?

W końcu zdecydowałem , że dosyć tego siedzenia - Kluska była cała mokra, do kaloszków też się nalało, tak to jest jak się siada w kałuży, dla niej to co najmniej spodniobuty na kałuże, a nie jakieś kaloszki. Z rykiem, ale niezbyt długim udało mi się ją zabrać z boiska... potem ładnie szła kilkaset metrów, aż usiadła na chodniku i nie chciała się ruszyć. Po długich próbach udało się ją przemieścić bezkrzykowo parę razy o kilka metrów w kierunku domu... ale trwało to 10-15 minut. Do nocy byśmy w tym tempie nie wrócili, a żadne metody nie działały. W końcu wziąłem ją pod pachę i zaniosłem tak do domu... ryczącą i wyrywającą się.


  • dystans 4.70 km
  • czas 00:19
  • średnio 14.84 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Miss mokrego sandałka

Środa, 8 lipca 2015 · dodano: 09.07.2015 | Komentarze 8

Dzięki nocnej burzy było całkiem przyjemnie z rana... choć nadal dosyć ciepło. A na Jordanku jak to na Jordanu:

- z marchewką na karuzeli



-  z marchewką w płynie w sieci



- z ogórkiem na straganiku z lodami



- z bułą wśród kaczek



Gdy byliśmy na Jordanku, przyszła chmura i zaczęło kropić, gdy kropienie się zagęściło udało się Kluskę ewakuować... i pewnie byśmy zdążyli przed większym deszczem do domu, ale trzeba było jeszcze kaczki nakarmić. Wtedy rozpadało się na dobre, ale i tak zdążyliśmy do domu przed ścianą deszczu. Kluska była zasłonięta przeze mnie, więc tylko kask miała mokry i rąbek kapelusza, oraz tylko jedną rękę z rękawkiem... poza tym tylko trochę kropek.



A ponieważ potem przestało padać, to wieczorem na osiedlowy plac zabaw



Stopik po drodze



Piaskownica nosiła ślady rozpaczliwej ewakuacji... w ogóle nie było też dzieci, potem na chwilę przyszło jedno, drugie trzecie. Chłopiec w wieku Kluski chciał do piaskownicy, ale mu zabronili "bo tam mokro"... phi! Generalnie dzieci bawiły się tam gdzie było sucho lub dało się wytrzeć, czyli na huśtawkach i karuzeli. Tylko Kluska łaziła wszędzie, znów wychodzimy na patologię.




A tu przykład tupnięcia... to nie jest przypadkowe tupnięcie, tylko Kluska naśladuje tupnięcie Elsy (na przykład z tej piosenki 2:17), tylko kurczę jakoś ta kałuże nie chciała nam zamarzać...



A potem odkryła, że w tych oponach jest woda, więc wzięła foremki do lodów i nabierała wodę...



... tam na górze na pomoście, bo trochę jej rozbryzgała i trzeba było uzupełnić kałużę.



Poza tym było wylewanie jej na piasek i patrzenie jak wsiąka, wlewanie w parę innych miejsc, w tym z opony do opony...





O, tam jest mało






Nie czułem się na siłach by ją wyciągnąć sam z placu zabaw, więc zadzwoniłem do lavinki po pomoc




  • dystans 18.67 km
  • 2.20 km terenu
  • czas 01:03
  • średnio 17.78 km/h
  • rekord 26.50 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

W samym środku upału

Wtorek, 7 lipca 2015 · dodano: 09.07.2015 | Komentarze 0

Dokładnie sto lat temu nad ranem został przeprowadzony trzeci atak z użyciem chloru nad Rawką i Bzurą... ja wyruszyłem w środku dnia założyć skrzynkę, na szczęście strefę ataku ominąłem, więc nie doznałem poparzeń chlorem, ale było spore ryzyko poparzeń słonecznych... jednak długo na słońcu nie przebywałem, więc obeszło się nawet bez takich poparzeń.

Oto okopy i skrzynka





  • dystans 4.70 km
  • czas 00:19
  • średnio 14.84 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Krótka przerwa na deszcz

Poniedziałek, 6 lipca 2015 · dodano: 08.07.2015 | Komentarze 5

Rano padało, ale potem przestało... ale i tak wystarczyło na chwilę upał zelżał. Pojechaliśmy więc na Jordanek i początkowo było ok - chmury, wiatr i chłodek po deszczu, ale potem niestety wyszło słońce i zrobił się skwar. Ewakuowałem Kluskę do domu, ale bez awantury się nie obyło.

Aaaa! Potwór!



Aaa... to tylko ty Mike.



Uczymy Mike'a się turlać,



A wieczorem jeszcze myk na plac zabaw



Aj, ale wieje!



Ostry zakręt w lewo




  • dystans 56.46 km
  • 2.00 km terenu
  • czas 03:29
  • średnio 16.21 km/h
  • rekord 30.80 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Nocny rower pod pomarańczowym Księżycem

Sobota, 4 lipca 2015 · dodano: 08.07.2015 | Komentarze 1

Wyjazd wieczorem, bo gorąco straszliwie... nadal było gorąco, ale z każdą chwilę i kilometrem lepiej. Jechaliśmy założyć skrzynkę. To był taki nocny rower minimum, bo nie jeździliśmy do świtu, ale wróciliśmy już następnego dnia (ok. 00:20). lavinka wskazywała położenie dwóch planet prawie w koniunkcji, ale o ile jedną widziałem bez problemu, to drugiej niestety nie... za to Księżyc ładnie wchodził na pomarańczowo tuż po pełni.




Za kapliczką pole kępkowane rumiankami