teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 126939.56 km z czego 19388.65 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.18 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 61.30 km
  • 5.50 km terenu
  • czas 03:49
  • średnio 16.06 km/h
  • rekord 28.10 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

od Września do Piątku 1

Sobota, 5 kwietnia 2014 · dodano: 08.04.2014 | Komentarze 10

Żyrardów >>> Skierniewice >>> Kutno >>> Września

Wyjazd skoroświt osobówką Kolei Mazowieckich (o dziwo punktualna), w Skierniewicach mieliśmy półtorej godziny na przesiadkę... jest rozkład remontowy, następnym pociągiem mielibyśmy 5 minut, a ze względu na remonty jest spore ryzyko dużego opóźnienia. Żeby skrócić sobie oczekiwanie, lavinka poszukała elementów mojego quizu dworcowego i podjęła skrzynkę. Dalej pociąg Regio  (czyli osobówka Przewozów Regionalnych) przez Łowicz do Kutna, z Łowicza wyjechał opóźniony, ale w Kutnie mieliśmy już tylko 5 minut opóźnienia (a na przesiadkę aż kwadrans). Tam łapaliśmy osobówkę Kolei Wielkopolskich, Elfa... za Kutnem stał na jakiejś stacji i złapał obsuw, ale we Wrześni mieliśmy niecałe 5 minut spóźnienia. A z biletem o dziwo konduktorki PR i KW nie miały żadnych wątów (sfeminizował się zawód, a w KM nam nie sprawdzali). Na fotce Elf KW w Kutnie.



Września - Gozdowo - Młodziejewice - Unia - Graboszewo - Paruszewo - Strzałkowo - Słupca - Koszuty - Kamień - Radwaniec - Kozarzew - Puszcza Bieniszewska (MAPKA)

Wkrótce przyjechał bobiko (rowerem) i jego tata (samochodem z rowerem w bagażniku). Po zmontowaniu, zainstalowaniu licznika, założeniu sakw... a plecak (z namiotem i karimatą w środku) na bagażnik. Nim ruszyliśmy, dobił do nas kolejny bikestatsowicz - uziel75.

A z okazji Wrześni i wycieczki wrześniowo-kwietniowej, pojęcie czasoprzestrzeni wg cyklistów:
- Jedziemy Września - Piątek... czyli ponad 200km

Abo SMS od huanna:
- Być w poniedziałek w Piątku, to prawie jak być w kwietniu we Wrześni.





Krótka przejażdżka po Wrześni (na fotkach fara z reperem i tajemniczymi dziurami w cegłach), a potem myk za miasto...





Wiadukt nad Olimpijką! Tak, gdy w latach 70. zaczęto budowę autostrady Berlin - Moskwa (na Olimpiadę w Moskwie w 1980), budowa ruszyła na odcinku mazowieckim i tu pod Wrześnią. Z początkiem lat 80. i kryzysem,  wstrzymano prace na odcinku mazowieckim,  natomiast kontynuowano prace pod Wrzęnią 1977-1965 wybudowano odcinek Września - Sługocin (34km), który do 1989 stopniowo przedłużono pod Konin (+14km).  Na Mazowszu pozostały stojące w polu wiadukty, mosty itp. które wyburzono kilka lat temu pod A2 (linki: historia A2, Olimpijka).

lavinka nad tym pierwszym odcinkiem Olimpijki pod Wrześnią... zmodernizowanym w latach 2001-2002.



Trzecie śniadanie pod kościółkiem w Gozdowie. Powstaniec Wielkopolski (powiększenie tabliczek: foto1 i foto2), oraz orzełek dla wariaga.




Dworek w Młodziejewicach




Pałac w Unii... to dla tego miejsca jechaliśmy właśnie tędy. Jest tu też skrzynka i okazało się, że jedziemy z jej założycielem.





Unia rowerzystów wielkopolskich i mazowieckich... czyli rowerzyści wszystkich regionów łączcie się!




Kościółek w Graboszewie i teren cmentarno-przykościelny (powiększenie pomnika po kliknięciu w fotkę).





Stacja Strzałkowo... tędy przejeżdżaliśmy pociągiem.



Za Strzałkowem bobiko i uziel75 nas pożegnali i zawrócili do Wrześni z wiatrem... ale ponoć przestał im wiać w plecy. My od początku jechaliśmy z silnym wmordewindem i nadal nam wiało (hmmm?)... może ciut słabiej, ale nadal dosyć upierdliwie, przez co musieliśmy nieco zmodyikować plany.

Kawałek dalej opuszczamy Wielkie Księstwo Poznańskie i wjeżdżamy do Królestwa Polskiego. W ogóle miejsce fajnie urządzone - parking z  ławami i stołami, a do tego tablice informacyjne stylizowane na słupy graniczne (zbliżenie na napis na głazie po kliknięciu w fotkę).





A w temacie gmin... witacze stylizowane na nazwy miejscowości.




Postanowiliśmy jeszcze nazbierać grzybków dla wariaga



I pojechaliśmy na pokoje... jednak natrętny lokaj podtykał nam tacę z napojami, więc postanowiliśmy rozbić nasze M1 w krzakach w lasku.



I teraz słów kilka o planach i realizacji... mieliśmy zamiar przejechać przez Puszczę Bieniszewską, znaleźć trzy skrzynki, nabrać wody ze źródełka i rozbić się gdzieś w lesie (po drugiej stronie szosy, bo po tej są rezerwaty). Jakbyśmy tu byli wyjątkowo wcześnie, to jeszcze była opcja zwiedzenia Kazimierza Biskupienia (+skrzynki) i może nocleg na hałdzie.

Jednak wmordewind nas mocno zmęczył i opóźnił... natrafiwszy na otwarty sklep nabyliśmy wodę i rozbiliśmy się z tej strony lasu (jeszcze przed rezerwatami), jednak las był suchy, w runie tylko warstwa suchych liści, a do tego wiatr... odpuściliśmy więc sobie palenie ogniska i obiad ugotowaliśmy na epigazie.


  • dystans 5.25 km
  • czas 00:19
  • średnio 16.58 km/h
  • rekord 21.80 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

od Września do Piątku 0: ekspedycja po bilety

Piątek, 4 kwietnia 2014 · dodano: 04.04.2014 | Komentarze 4

Wyjazd zaczyna się od zakupu biletów... a że jedziemy do Wrześni pociągami osobowymi trzech spółek (Koleje Mazowieckie, Przewozy Regionalne, Koleje Wielkopolskie), to sprawa jest skomplikowana. W zasadzie jest tak, że i KM i KW honorują bilety w taryfie na Regio (tak się nazywają osobówki PR) na trasach łączonych, ale na przykład KM nie honorują zniżki dla drugiej i kolejnej osoby (a KW owszem), a pani taki bilet najpierw się wydrukował... Pani chciała dobrze, bo przez chwilę kombinowała, że może taniej do Skierniewic KM wycieczkowy, a dalej Regio ze zniżką dla drugiej osoby, jednak taniej jest na całą trasę jeden bilet bez zniżki (ja już to wcześniej liczyłem, ale pani mnie nie pytała... zresztą czasem lepiej udawać głupszego i dopiero się wtrącać gdy sprawa idzie w złym kierunku).

Koniec końców bilet dostałem taki jaki chciałem, tyle że trochę to trwało :-) Zobaczymy jutro co na ten bilet konduktorzy ;-P zwłaszcza za Kutnem.



A teraz o samym wypadzie... dlaczego Września? Zasadniczo w kwietniu chcieliśmy wyskoczyć na wydłużoną weekendówkę gdzie indziej, ale tak się złożyło, że kolega bobiko (znamy go jeszcze z blipa) sprzedawał rower. Od jakiegoś czasu (tak ze 2 lata) nosiłem się z zakupem roweru trekkingowego, jako że do mojego stylu jazdy  właśnie mniej więcej taki pasuje i chciałem mieć drugi inny rower do wyboru w zależności od trasy. No i drugi rower na wypadek jakiejś awarii pierwszego, czy pobytu w warsztacie itp. Problem polegał na wyborze - teraz jak człowiek zaczyna oglądać dostępne rowery to zaczyna dostawać zawrotu głowy, zastanawiałem się też nad złożeniem, ale tu jeszcze więcej rzeczy do wybrania... a ja mam problem z takim wyborem. Przypomina mi się sytuacja z plecakami, ponad 15 lat temu sytuacja była prosta, jak się chciało kupić dobry plecak, to się kupowało Alpinusa. był jeden model Woodpecker, wybierało się tylko pojemność (potem pojawiła się damska wersja plecaka - Pinnacle)... a teraz... mój Woodpecker zaczął się rozwalać, a ja nie mogłem dobrać plecaka (zwłaszcza że mimo dużego wyboru trudno było znaleźć o takich parametrach jakie ja chciałem), aż mi się plecak rozpadł i kupiłem jakiś dosyć tani tymczasowo, zanim wybiorę coś porządniejszego. Teraz i ten mi się rozwala, a ja mam problem co nabyć. Chyba popoluje na Allegro na jakiegoś Woddpeckera.

No, ale wracając do roweru, bobiko sprzedawał mniej więcej taki jaki chciałem, więc wybór sprowadzał się do prostego pytania czy kupuję TAK/NIE... ostatecznie zdecydowałem się kupić, pojechac do Wrześni i wrócić rowerem. A lavinka jak się dowiedziała, to stwierdziła że też jedzie, zwłaszcza że lepiej zna bobiko niż ja i chciała wreszcie się spotkać w realu :-) Trochę się zeszło z wyjazdem, bo a to pogoda słaba, a to babcia miała zajęty weekend, a to wirus nas dopadł, przekładaliśmy z weekendu na weekend, aż zapadła decyzja, że jedziemy TERAZ!
Kategoria wyprawki


  • dystans 110.09 km
  • 6.00 km terenu
  • czas 05:48
  • średnio 18.98 km/h
  • rekord 29.20 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Myk do Wwy

Wtorek, 1 kwietnia 2014 · dodano: 02.04.2014 | Komentarze 1

A w Pruszkowie...




Postcośtam, albo neocośtam...



Komercyjna stacja Veturilo... znaczy miejscowe biurowce sobie postawiły, Orange cy cuś. A skrzydełku inne niż dotychczas, ogólne nextbikeowe logo (stare też funkcjonują).



- Cześć stary!
- Cześć nowy!




Pomnik Reduty Ordona z międzywojnia... ale postawiony w złym miejscu, mniej więcej w okolicy gdzie stał rosyjski pomnik zwycięstwa, a nie tam gdzie była Reduta Ordona. Przybyła tabliczka o tym informująca (tutaj powiększenie).




W ostatnich latach ponownie "odkryto" gdzie naprawdę była Reduta Ordona... tym razem przeprowadzono tam prace archeologiczne, powstał też nowy pomnik... pomnik pączkuje (tak wyglądał półtora roku temu: link).







Dinozaur na Bateryjce.



Wiosna przy mostku z 1924 w Tworkach



Jest już ciepło, ale woda nadal zimna


Kategoria >100, mazowieckie


  • dystans 35.02 km
  • 12.50 km terenu
  • czas 01:55
  • średnio 18.27 km/h
  • rekord 37.80 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Szybko, na jednym kole

Niedziela, 30 marca 2014 · dodano: 30.03.2014 | Komentarze 1

Plany się zmieniały, co chwila była inna wersja i opcje... Generalnie stanęło na tym, że do 13ej mamy wolne, bo babcia z wujkiem zabierają Kluskę na spotkanie rodzinne, ale potem, wujek wraca podrzucić nam Kluskę. Pogoda taka, że ciężko usiedzieć w domu, ale gdzie by tu pojechać mając tam mało czasu? No to może do trzech skrzynek po GeoKrety, których wpadło tam aż osiem... a przy okazji zobaczyć w jakim stanie są te skrzynki i nieco podserwisować.

No tak, tylko jak zwykle nie udało się szybko z domu wyjść, bo samo wyciąganie lavinki z łóżka trwało pół godziny, co jest chyba ociera się o rekordowy wynik. Potem trzeba było się sprężać, rozwałki i to niezbyt długie tylko przy skrzynkach, a i tak ledwie się wyrobiliśmy.







  • dystans 62.40 km
  • 15.00 km terenu
  • czas 03:36
  • średnio 17.33 km/h
  • rekord 29.50 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wycieczka na eSeŁkę nr 4

Sobota, 29 marca 2014 · dodano: 29.03.2014 | Komentarze 3

W zasadzie mieliśmy dołączyć do Werrony na wycieczce z nowymi geokeszerami z okolic. Jednak wirus, który lavinka przywlokła z Warszawy (ma teraz szlaban na wyjazdy do stolicy) zaatakował w końcu mnie... długo się broniłem, ale jak w końcu i lavinka i Kluska i babcia stały się wylęgarniami tego paskudztwa, to stężenie tego w domu przekroczyło wartość krytyczną i poległem. Początkowo choroba miała lekki przebieg, ale wczoraj rozłożyło mnie zupełnie, już w nocy niewiele spałem i byliśmy zmuszeni odwołać wycieczkę... ale dziś rano czułem się znacznie lepiej, znaczy nadal chory ale jako tako na chodzie. No i ta pogoda za oknem. Powoli jakoś się zebraliśmy i ruszyliśmy niewiele przed południem na wycieczkę.

Kapliczka w Radziwiłłowie.





O! Pieńki! Czyli grzybki dla wariaga




Potem wbiliśmy się w boczne dróżki leśne w poszukiwaniu mogiły



Z tą mogiłą, to dłuższa historia... jakoś ciągle nie mogłem się zebrać żeby jej poszukać, bo jest tak totalnie w środku lasu i to w takim zakątku, że dosyć trudno tam dojechać... znaczy wiedzieć którymi dróżkami i gdzie skręcać. Niby jest nawet zaznaczona na mapach topograficznych geoportalu, ale nigdy nie miałem ich zgranych ze sobą.

A choć jest ona zaznaczona na mapie Bolimowskiego Parku Krajobrazowego którą nie raz miałem ze sobą, to jednak kilka innych mogił było źle na niej zaznaczonych, więc nie miałem pewności na ile dobrze jest ta zaznaczona (o dziwo okazuje się że jednak dobrze zaznaczyli)... poza tym do takiego terenu i szukania mogiły w lesie to mapa ciut za mało dokładna.



Później w przewodniku Lechosława Herza "Bolimowski Park Krajobrazowy" znalazłem taki kawałek:
W mogile na skraju lasu na pn-zach od kościoła spoczywa młody praktykant leśny. Jak opowiadają miejscowi  w 1922 r. zastrzelił się z powodu nieszczęśliwej miłości, a wcześniej  prosił, aby go pochować w tym miejscu. Przy mogile jest świerk zasadzony po jego śmierci.

I niby wszystko poprawnie, ale szukałem na skraju lasu niedaleko kościoła i nic nie znalazłem... tylko szukałem kilkanaście do stu metrów od kościoła, a mogiła jest jakieś 1,1km! I niby opis poprawny, ale wprowadza w błąd. Zresztą teraz to już nie jest skraj lasu, bo pola w mniejszym lub większym stopniu zalesione.

Pewnie bym jeszcze kilka razy przeszukał okolice kościoła, gdyby nie to, że znalazłem waypoint przy mogile na Wayypoint Game i okazało się że ta mogiła w lesie i ta opisana w przewodniku, to jedna i ta sama mogiła. A dziś wreszcie przygotowałem się przed wyjazdem na jej poszukiwania, na miejsce dotarłem bez pudło, ale trochę trwało nim udało mi się ją znaleźć, bo w okolicy jest plątanina dróżek znakomicie utrudniająca orientację wedłu mapy i satelity.



Nad Rawką okazało się, że tylko jedno przęsło mostu kolejowego zostało wyremontowane (ale przyczółki po całej szerokości)... hmmm.



Tutaj udało się złapać dwa pociągi na eSeŁce.




Dalej lavinka szukała dwóch moich skrzynek... przy drugiej spotkalismy kolejny pociąg.



Wypatrzyliśmy też kolejny podparty słup trakcji.



Jeszcze tylko fotka z dedykacją dla Panów Marianów i do  domu.


Kategoria mazowieckie


  • dystans 42.43 km
  • 8.20 km terenu
  • czas 02:31
  • średnio 16.86 km/h
  • rekord 31.50 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wycieczka na eSeŁkę nr 3

Środa, 26 marca 2014 · dodano: 26.03.2014 | Komentarze 8

Mimo że dosyć długo jechaliśmy wzdłuż eSeŁki, to nie widzieliśmy na niej  żadnego pociągu, nie słyszeliśmy też żeby jakiś przejeżdżał... Słyszeliśmy jeden pociąg na CMK, oraz widzieliśmy pojazd techniczny (foto), zaś na wiedence trafiliśmy na żółtek przy stacji Sucha Żyrardowska.



Słup trakcyjny podparty drenianym balem



Spotkanie skrzynek




Kwiatki dla wariaga... śledziennica to pewnie od śledzia, bo występuje zwykle przy rzeczkach lub na terenach lekko podmokłych.



A jako bonus - Kluska, która dorwała się do termosu


Kategoria mazowieckie


  • dystans 133.41 km
  • 11.00 km terenu
  • czas 07:14
  • średnio 18.44 km/h
  • rekord 35.60 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Cyklogrobbing oficjalnie już wiosenny

Sobota, 22 marca 2014 · dodano: 23.03.2014 | Komentarze 25

Jak pod Teresinem jechałem śmieszką rowerową, to w pobliżu tego znaku jakiś koleś wymusił na mnie pierwszeństwo... no przecież miał zielone i ma pierwszeństwo jak skręca, czyli syndrom zielonej strzałki. A poza tym nie po to kupił samochód żeby przepuszczać pieszych i rowerzystów.



Dalej chałupka, której ostatnio nie zeksplorowaliśmy, a okazała się bardzo ciekawa, bo co najmniej dwupoziomowa na skarpie utraty i można się było w środku zgubić.



No i wreszcie cyklogrobbing, mogiłą pierwszowojenna na skarpie Bzury pod Brochowem.



Bzzz bzzz



Tradycyjne wypalanie traw :-/



Brochów



A czego tam nie ma przy tym kościele - tyle żelastwa i kamoli wszelakich wmurowanych w mury, tudzież umieszczonych na terenie - repery, pociski wszelakich kalibrów, bomby, strzemiona, gąsienice, orzełki, Poznań (armia taka), kotwice, a kamole od Jagiełły przez konfederatów barskich po Żeromskiego ;-P






Po drodze jeszcze Szopen w gablotce



A po drugiej stronie Bzury kapliczka z wakatem dla świątka




No to myk na drugą stronę Wisły



A na moście, jak robiłem zdjęcia, zaczepił mnie jakiś lokalny rowerzysta i opowiadał że w czasie budowy, zanim jeszcze barierkę zamontowali, to jakiś koleś się zagapił, spadł do wody i zginął... chciał mi pokazać tabliczkę go upamiętniającą, ale okazało się że to tabliczka budowy mostu. Krzyż jest i owszem, ale po drugiej stronie drogi.



W Wyszogrodzie odwiedziłem namierzony poprzedni cmentarz ewangelicki




A poniższy nagrobek jest o tyle ciekawy, że w środkowej części inskrypcja jest po niemiecku, a w dolnej po rosyjsku... może to było mieszane małżeństwo?





Kirkut... pomnik z 1989 (chyba, w każdym razie tabliczki z tego roku), na których jest o hitlerowcach którzy zniszczyli cmentarz. A co powiedzieć o złomiarzach którzy ukradli łańcuchy otaczające pomnik, a także bramę i furtkę wejściową? (słupy bramne wyglądały na nowe, oraz były w nich resztki zawiasów) Oraz o śmieciach rzucanych na cmentarz i zostawianych tu flaszkach z popijawy?




A tymczasem nad Wisłą zwalone drzewo z niespodzianką



Próbuję się przebić na wschód dróżkami nad Wisłą, co częściowo się udaje... od Wyszogrodu jest ok, potem znajduję ścieżkę z kładką przez jar, dalej gruntówa gorsza ale jest. Kolejnego jaru nie da się już pokonać, muszę zjechać na koszmarną DK 62. Koszmarną bo wąską - dwa TIRy ledwie się mijają, asfaltowego pobocza nie ma (choć mogłoby być, wysypali je niestety żwirem), ruch niestety duży... TIRowców z Zachodu poznaje się po tym, że czekają z wyprzedzeniem aż samochody z naprzeciwka przejadą, po czym mijają mnie zjeżdżając całkowicie na drugi pas. Nasi różnie, ale ogólnie nie jest źle. Najgorsi są ci ze Wschodu, Litwini mijają mnie o włos i jeszcze czasem obtrąbią. Ogólnie lepiej tę drogę omijać, problem w tym, że jak chce jechać wzdłuż północnej strony Wisły, to często nie bardzo jest jak (a już asfaltem to w ogóle).

A przy wspomnianej kładce.




Docieram do celu, mianowicie do dwóch cmentarzy na skarpie Wisły, które wypatrzyłem na starych mapach.



Zachodni jest w kształcie... grodziska. Kopiec otoczony fosą, a na szczycie jest jeszcze jedna fosa. W Wałach jest przerwa od północy - wejście.





Drugi to już klasyczny prostokąt, jest nawet jeden nagrobek (niestety napisami do ziemi), oraz kilka kamieni.... może któryś też skrywa pod ziemią nagrobkowe napisy.




Na skarpie są też ślady okopów



Czerwińsk sobie odpuszczam, bo chcę mieć już jak najmniej do czynienia z 62-ką  no i robi się już późno, więc jadę prosto do domu.
Kategoria mazowieckie


  • dystans 13.52 km
  • 4.80 km terenu
  • czas 00:54
  • średnio 15.02 km/h
  • rekord 25.80 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

10. dowodów na to, że Kluska jest SKPBolem

Poniedziałek, 10 marca 2014 · dodano: 10.03.2014 | Komentarze 6

1. Kompasy tatusia to jedne z fajniejszych zabawek, a jak dorwę mapę to zabawa jest jeszcze lepsza,
2. Potrafię już zdejmować przewodniki z górnej półki, a Rewasza dawno przeczytałam od deski do deski,
3. Gar ogniskowy doskonale nadaje się do siadania na nim, wspinania po nim na stolik, oraz wkładania do niego zabawek,
4. Jak na osiedlu wyłączą prąd, to bardzo fajnie się biega po ciemnym mieszkaniu w czołówce,
5. Po co iść chodnikiem, skoro można obok krzalem... znaczy przez żywopłot,
6. Osiedlowy Wierch zdobyłam z piskiem radości... cztery razy po kolei,
7. Beton, topser i rybki to moje przysmaki... mielonki mi jeszcze nie dali,
8. Sprzączki są super, umiem już zapinać pas biodrowy, ale do rozpięcia potrzebuję jeszcze pomocy,
9. Uwielbiam zakładać i chodzić w górskich butach mamy i taty, oraz wkładam im do tych butów żarcie na drogę,
10. W lesie uczę się układać patyczki na ognisko... metrówki też,

Edit: zapomnieliśmy o termosach...
11. Uwielbiam termosy, zwłaszcza kubeczki i koreczki.

Metrówka... a właściwie półmetrówka, ale w przeliczeniu na rozmiar kluskowy to tak jakby półtorametrówka ;-)

Ćwiczenie układania ogniska... na sucho, znaczy na postumencie ćwiczebnym.



Ooo! Kwiatki!



  • dystans 64.91 km
  • 4.00 km terenu
  • czas 03:37
  • średnio 17.95 km/h
  • rekord 34.40 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Aaaby wymyślić tytuł...

Niedziela, 9 marca 2014 · dodano: 10.03.2014 | Komentarze 6

Pogoda taka, że żal by było się gdzieś nie wypuścić... wyszła wycieczka z madonnami, które są u lavinki (link) więc ich tu nie wrzucam by się nie dublować.


Nawiedziliśmy ten sam urbexik, co ja sam wczoraj... tyle że wczoraj całości nie mogłem zwiedzić, bo w części imprezowała jakaś ekipa lokalsów.



Ponieważ jest astronomiczna zima, to lavinka zaliczyła jazdę po śniegu.

Kościół w Pawłowicach na skarpie doliny Utraty, ostatnia większa rozwałka na trasie, zresztą nie tylko my się tam wygrzewaliśmy na słońcu.


Jeszcze opuszczona chałupka w drodze powrotnej.




Kategoria mazowieckie


  • dystans 111.10 km
  • 11.00 km terenu
  • czas 06:02
  • średnio 18.41 km/h
  • rekord 34.60 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Wiosna śmierdzi!

Sobota, 8 marca 2014 · dodano: 09.03.2014 | Komentarze 14

Ano śmierdzi... na wsi wywożony jest obornik na pola i wali gnojówką.
A tymczasem w rowach pierwsze podbiały :-)

Cennik u pasamoników

Urbexik jakis popegieerowski, albo cuś,




Dwór w Strzyżewie.. obecnie jakieś centrum konferencyjne.

Przerwa na małą przekąskę i kawę... tylko że oblazły mnie biedronki, a jedna próbowała mi wyżłopać kawę!


Dwór w Tułowicach... i kapliczka... i pomnik po drogij stronie drogi.



Wilcze Tułowskie - obecnie ostatnia stacja kolejki sochaczewskiej... dalej się nie da.


Górki



A zapłotkiem chałupa... chwilowo ze zdjętą strzechą

Debile na quadach też już się obudzili i nie ma weekendu żeby takiego nie spotkać, albo gdzieś z daleka słychać. Ten na biedaquadzie, który mu co chwila gasł. Dodam, że tymczasem po wale jakaś babcia ostro popylała z kijkami NW po wale nad Kanałem Kromnowskim i Bzurą... no ale ten koleś pewnie by nie wytrzymał tempa i odpadł z wywieszonym jęzorem na pierwszym zakręcie.

Widoczki z wału



Gdzieś tam jest ujście Kanału Kromnowskiego do Bzury... no ale na koniec kanał przekształca się w jakiś meander, albo jakieś starorzecze, a i Bzura się rozdziela i diabli wiedzą gdzie co wpada i płynie, zwłaszcza że woda w kanale stała i w ogóle był w nim niski poziom i waliło szlamem jak przy stawie ze spuszczoną wodą. A może to bardziej z Bzury teraz woda do kanału wpadała? A z bliska trudno teraz zbadać ze względu na podmokłości.

A przyjechałem tutaj tropić kolejne ślady rowów przeciwczołgowych.



Na koniec okienko pewnego spichlerza z drogi powrotnej

Kategoria mazowieckie