teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124075.40 km z czego 18790.55 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 10.47 km
  • 4.00 km terenu
  • czas 00:49
  • średnio 12.82 km/h
  • rekord 21.00 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Rowerowy spacer z Kluską

Poniedziałek, 23 września 2013 · dodano: 23.09.2013 | Komentarze 3

Skoro Kluska zaakceptowała fotelik, to po raz kolejny zabraliśmy ją na małą przejażdżkę do lasu. Jedną z naszych ulubionych ścieżek, gdzie jedzie się jak w zielonym tunelu.




Początkowo Kluska dostała do ręki kasztana i listek. W lesie patyczki (z liśćmi) i żołędzie...




Potem to nie wystarczało - trzeba było wyciągnąć bułę i wafelki. Starczało na jakiś czas, a potem trzeba było dać nowe.





Niestety zaczęło kropić, więc zarządziliśmy odwrót. Na szczęście w lesie pod drzewami niewiele kropel do nas docierało, toteż spokojnie jeszcze kilka razy skosiliśmy jara. A potem przez miast do domu, szybko, bo coraz bardziej padało (tylko z przerwami na uzupełnienie wafelka).

Aha, Kluska na ostatnim leśnym odcinku przerobiła mój rower na motorower... Paliwem były oczywiście wafelki. Robiła za pierdzikółko udając motor i popiardując paszczowo. Nie wiem czy pomagało, ale my ze śmiechu cudem na żadne drzewo nie wpadliśmy.


  • dystans 71.22 km
  • 34.00 km terenu
  • czas 04:09
  • średnio 17.16 km/h
  • rekord 34.40 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Za Rawkę

Niedziela, 22 września 2013 · dodano: 22.09.2013 | Komentarze 10

Po drodze próbowałem skrótów serwisówkami przy A2... masakra, nie nadają się do niczego, w najlepszym wypadku jest to krótki odcinek między przejazdami, a często kończą się w polu i musiałem tyrtać jakimiś wertepami, przeprawiać się przez rowy z wodą. Niestety żadnej ciągłości, nie nadają się na żaden sensowny skrót.

Polski asfalt





A skoro już byłem na cmentarzu pod Bolimowem... można porównać z fotką 2 tygodnie temu link



Zajrzałem na cmentarz w Wólce Łasieckiej, by obadać możliwości reaktywacji skrzynki. Okazuje się że cmentarz zyskał ogrodzenie, jest też uporządkowany, odkrzaczony... chociaż powoli zaczyna zarastać z powrotem.






A obok



A potem w las Kozackim Traktem,przeciąłem Budnicki Trakt, a następnie skręciłem w Łowicką Drogę i nią dojechałem do skrzynki. A tam zaparkowany samochód i jakiś koleś łazi obok po lesie. No nic, zainstalowałem się na pobliskim pniaku - herbatka, kanapki... żałowałem tylko, że nie mam kasku rowerowego, bo spadające żołędzie co chwila waliły obok na ziemię. Koleś przeszedł obok mnie i dalej w las... ale zza drogi wyłonił się drugi koleś.
- Wuuujek!
- Co?!
- Znalazłeś coś?!
- Nie! A ty?!
- Ja też nie!
Jak się łazi po lesie w miejscu gdzie wszyscy parkują i łażą, to nic dziwnego że nie ma tam grzybów. Może sobie zaraz odpuszczą. Nie odpuścili, poszli przy drodze w kierunku Nieborowa, a ja myk po skrzynkę i z powrotem na pniaczek. Kolesie tym czasem odpuścili sobie i odjechali. Ja zaś po dokonaniu wpisu odłożyłem skrzynkę i zdążyłem nim następny samochód zaparkował.




Danie dnia - muchomor w pasie zieleni i muchomor we wrzosach.




Natomiast serwisując moją skrzynkę po drodze, znalazłem leśne kanie, ale... zawsze zbierałem kanie na łąkach, takie z jebutnym kapeluszem, że ledwie na patelni się mieściły, a nie jakieś popierdółki. Kurczę, kusiły. Ale nie byłem ich stuprocentowo pewien, więc zostawiłem.





A toto to muchomory.



A tak w ogóel w domu wszyscy mają już dosyć tych grzybów... z wyjątkiem mnie. No i mam szlaban na zbieranie. No dobra, czubajkę to jeszcze sobie odpuszczę, ale jak podczas cmentarza (po którym już śladu nie ma) omal się nie potknąłem o podgrzybka, to pękłem i go zebrałem. A potem jak lazłem gapiąc się na ziemię, to rozharatałem sobie jeżyną nos, aż krew się lała strumieniami... dobre kilka minut tamowałem.
Kategoria łódzkie


  • dystans 46.45 km
  • 23.00 km terenu
  • czas 03:06
  • średnio 14.98 km/h
  • rekord 23.30 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Do Puszczy Pana Mariana

Sobota, 21 września 2013 · dodano: 22.09.2013 | Komentarze 25

Ale jeszcze w lesie żyrardowskim...



A potem lavinka szukała dwóch moich skrzynek - ja przy jednej pilnowałem rowerów przy drodze, a przy drugiej zweryfikowałem stan.



- To jest zdecydowanie rok fioletowych grzybów.
- Jaką zimę to zapowiada?
- Hmmm...
- Że będziemy mieli nosy fioletowe z zimna?



A potem multak, główny cel naszej wycieczki... zbieranie grzybów zacząłem od nazbierania borówek.



Teren wokół jednostki został obsadzony muchomorami bojowymi.





Kubek z grzybem też sobie zażyczył słit focię z drutem kolczastym.



W pewnym momencie, na zaoranej ziemi midzy drutami, zobaczyliśmy idącego kolesia... a ten pyta nas, czy tam dalej nie da się wyjśc, bo on wlazł przez jakąś dziurę, ale nie chce mu się wracać. Potem jeszcze chłopaka na rowerze między tymi drutami spotkaliśmy.



W pewnym momencie poszedłem poszukać drogi (żeby nie tyrtać się wzdłuż drutu) i znalazłem ją. Wracając do rowerów powiedziałem lavince żeby poszła do drogi... o w tym momencie zaatakowały mnie czubajki. Miały przewagę liczebną, ale dałem radę, nawet wsparcie dwóch podgrzybków na nic się im nie zdało. Ale gdy dotarłem do drogi, lavinki już tam nie było... stwierdziłem że nigdzie nie jadę, bo zaraz się pogubimy w lesie, tylko czekam tutaj. I faktycznie, wkrótce lavinka się wróciła.



Łaziłem oczywiście w krótkim rękawku...
- To Mi, nie jest ci zimno?
- Jest jeszcze... chyba... lato, helloł!

Kategoria mazowieckie


  • dystans 27.72 km
  • 4.10 km terenu
  • czas 01:58
  • średnio 14.09 km/h
  • rekord 20.50 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Kluską po lakówki ametystowe

Piątek, 20 września 2013 · dodano: 20.09.2013 | Komentarze 12

Gryplan był następujący - jedziemy z Kluską do lasu, tam robimy rozwałkę, a ja zbieram lakówki, potem wracamy. Kluskę będziemy wieźć w foteliku, ale z powrotem spróbujemy zapakować ją do przyczepki, może nam uśnie (ale w tamtą stronę przyczepka będzie robić za bagażówkę).

Kluska przysnęła ok. 4 kilometra, gdzieś na 4,5km zorientowaliśmy się, ale gdy próbowaliśmy ją przełożyć do przyczepki, to Kluska zaczęła się budzić. Ostatecznie przełożyliśmy ją do przyczepki, gdy zapadła w głębszy sen, czyli na 7,5km w Wiskitkach. Żeby nam pospała, trochę pojeździliśmy po bocznych asfaltach (jakieś 4-5km), zanim wbiliśmy się w las i wertep... jechałem ostrożnie i powoli, jakbym wiózł niewypał. Po dojeździe na miejsce chcieliśmy ją zostawić w przyczepce, ale okazało się, że już się obudziła.

Na miejscu rozwałka - głównie jednak bieganie po rowach, krzakach. Ja trochę zierałem grzybów, a trochę zmieniałem lavinkę przy Klusce. Nazbierałem z 5 maślaków, podgrzybka, dużeeego prawdziwka i oczywiście trochę czubajek.



Let's żryć!




Pierwszy grzyb znaleziony samodzielnie przez Kluskę... po chwili został zepsuty. Kurczę, jak to się naprawia?



A co to? Jeż? Jezozwierz? Mina morska?



Kluska w Królestwie Szyszek... utknęliśmy tam na dłużej.




A z powrotem jednak w foteliku... trochę nam brzęczała, ale pomagał kwiatek, albo buła, czy inny wafelek.




Lakówki ametystowe, to te fioletowe z wpisu sprzed dwóch dni - link. Są jadalne, więc postanowiliśmy zebrać i zamarynować jeden słoiczek. Pewnie nie odważymy się zjeść, ale chodzi o efekty wizualne.

A może surojadek denaturatowych dozbierać do tych lakówek?



Oto i zebrane lakówki:



Ostatecznie przebrałem i te mniej filetowe a bardziej sine wywaliłem:



A oto co nam z tego wyszło:




  • dystans 9.88 km
  • 1.80 km terenu
  • czas 00:42
  • średnio 14.11 km/h
  • rekord 20.90 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wieczorny spacer z Kluską

Czwartek, 19 września 2013 · dodano: 19.09.2013 | Komentarze 3

Dziś spacer w foteliku rowerowym, szczęśliwie nie marudziła za bardzo... jak z tyłu słyszałem "E! E!" to trzeba było się zatrzymać, wcisnąć do łapki chrupek ryżowy, kromkę angielki, czy obwarzanka, potem następował okrzyk radości i można było jechać dalej. Co prawda ja pedałowałem, ale Klusce też trzeba było dostarczyć paliwa stałego na podróż... Jak się skończyło, to znowu z tyłu słyszałem "E!". Pojechaliśmy do lasu, tam trochę przejażdżki niezbyt wertepiastą ścieżką i powrót miastem naokoło.

Gdy wychodziliśmy, wyglądało na to że zacznie zaraz padać, ale zaczęło kropić dopiero gdy byliśmy z powrotem niemal pod domem.


  • dystans 26.29 km
  • 7.50 km terenu
  • czas 01:29
  • średnio 17.72 km/h
  • rekord 25.80 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Na grzyby 2

Środa, 18 września 2013 · dodano: 19.09.2013 | Komentarze 1

Tym razem pojechałem do lasu (mniej więcej w tą samą okolicę) naokoło, ale asfaltami, a w lesie głównie w miarę dobrą drogą leśną... dystans prawie dwa razy dłuższy, ale za to nie przybijałem się przez błotniste, wertepiaste i rozjeżdżone przez ciężki sprzęt dróżki i koszmarną drogę leśną na Jesionkę przy torach. Zwłaszcza że po wczorajszych opadach deszczu było z pewnością jeszcze bardziej błotniście.

Dziś zbierałem borowiki denaturatowe. W domu zasypałem cukrem, postawiłem na szafie i za tydzień będzie można zlać czysty denaturat.





Zastanawiałem się nad tłuściochami... ale je zbierałem z wujkiem dosłownie dwa razy w życiu, więc nie byłem ich pewien.



Z prawej strony kadru czai się jeszcze czubajka (a poza kadrem podgrzybek, ale ja nie o tym). Ponieważ wariag znów będzie dogadywał, zapodaję kilka linków: link1, link2, link3, link4, link5.

Grzyb świetny dla rowerzystów, czasem rośnie przy dróżce leśnej, a nawet NA i nie trzeba zsiadać z roweru, by go zebrać.



Aaaa, pali się!



Ostatecznie nazbierałem znów czubajek i podgrzybków, a nawet 4-5 prawdziwkóe :-) Zapraszam też na blog pocztówkowy do wpisu Grzybobranie.


  • dystans 14.60 km
  • 8.50 km terenu
  • czas 01:01
  • średnio 14.36 km/h
  • rekord 25.00 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Na grzyby

Poniedziałek, 16 września 2013 · dodano: 16.09.2013 | Komentarze 10

Grzybów zatrzęsienie, co prawda głównie niejadalnych, ale udało się też uzbierać płócienną torbę czubajek, do tego trochę podgrzybków dwóch gatunków i jeden tyci maślaczek. Przy okazji podserwisowałem dwie moje skrzynki.




  • dystans 108.40 km
  • 9.00 km terenu
  • czas 05:50
  • średnio 18.58 km/h
  • rekord 29.00 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Grzybki i kupa słonia

Sobota, 14 września 2013 · dodano: 15.09.2013 | Komentarze 30

Rano na rynek po bułki, a potem w drogę... taaa.



Kilka razy przejeżdżaliśmy przez linię kolejową w kierunku Skierniewic, teraz jeden tor jest zwinięty na całym odcinku Żyrardów-Radziwiłłów i pociągi jeżdża po jednym torze.

No cóż, remont linii Łódź-Warszawa trwa już od połowy 2006 roku i końca nie widać. Najpierw 3 lata remontu odcinka Łódź-Skierniewice, potem prawie 3 lata spokoju i normalnego rozkładu jazdy, a od marca 2011 remont odcinka Skierniewice-Warszawa... rozkład jazdy wywrócony do góry nogami, a przez dwa lata ledwie udało się zrobić odcinek Skierniewice-Radziwiłów (aż 11km!). Ile jeszcze lat remontu i utrudnień?

Stacja Jesionka - piknik na skraju torów.



A potem pojechaliśmy na stację Mokra (odcinek Łowicz-Skierniewice), to tędy jeżdżą objazdem pociągi dalekobieżne na czas remontu. Szukamy skrzynki, a obok na peronie... kupa konia!



- Konia?
- A może słonia?
- Za mała.
- To może małego słonia?
- Może.
- Może różowego słonia? Takiego z kokardką na ogonie?
- Różowe słonie są kurduplowate.
- No właśnie!

Niektórzy widzą białe myszki, a my różowe słonie... to przez te grzybki roznące przy peronie:

- lavinka! Nie wiem co to za grzyb, ale chyba jadalny, nie?




Mokra włoszka północy



Niestety Mokra Prawa obecnie administracyjnie figuruje jako Mokra po prostu... więc żeby sobie porobić odpowiednie zdjęcia, musieliśmy trochę pokombinować.

Mokra Lewa:



Mokra Prawa:



Wjeżdżamy do centrum Skierniewic, a tam co? Święto Kwiatów Owoców i Warzyw... My jednak postanowiliśmy się wbić do parku. Park obgrodzony doobkoła, trwa rewitalizacja, ale znaleźliśmy wjazd. Co prawda była tam budka strażnika, ale pusta, no to jedziemy... ale jak przejeżdżaliśmy obok, okazało się że strażnik jest, tylko schylony.

Ewakuowaliśmy skrzynkę lavinki, część drzew obok była wycięta, ale to keszowe na szczęście nie. Oraz udało nam się wyjechać tyłem przez odgiętą siatkę... przy strażniku woleliśmy jednak nie ryzykować, bo ponoć można teraz dostać mandat za łażenie po parku będącym terenem budowy.



Jedziemy dalej na garnizon, reaktywuję jedną skrzynkę, oraz umieszczam ewakuowany pojemnik z kuchni/jadalni w nowej miejjscówce (równie klimatycznej, ale nawet bardziej ciasnej i klaustrofobicznej). Należy wleźć do tej rury i się przeczołgać kawałek kanałem :-)




Kolejne miejsce do odwiedzenia to Willa Pułkownikowska, gdzie było ostatnio nieznalezienie. Wbijamy się z lavinką z rowerami w krzaki, ale okazuje się że są one już zajęte... z krzaków za winklem wychodzi Monia, a zaraz za nią Mario - z okrzykiem "O, meteor i lavinka" (warto wrzucać zdjęcia do logów, to przynajmniej człowieka inni keszerzy rozpoznają). Wkrótce z krzaków w środku willi wyłania się Nannette. Gadamy, pijemy kawkę, a krzakami od strony ulicy nadchodzi Rubin... tak się zacząłem zastanawiać, ile keszerów jest jeszcze w tych krzakach i jakby tu dłużej posiedzieć, to spory event by się uzbierał.



Okazało się, że skrzynki willowej team M&M nie mógł znaleźć. Poeszedłem za winkiel i sprawdziłem że jest. No to wrócili do poszukiwań, potem N i R którzy znaleźli skrzynkę w poprzedniej miejscówce, ruszyli do pomocy i lavinka też (bo to co prawda jej skrzynka, ale nie była przy reaktywacji). No i to lavinka w końcu znalazła,

Z rozmowy wynika, że zasadniczo skrzynki w Garnizonie są (poza Karcerem), tyle że jeszcze jeden schron zalało. My natomiast daliśmy namiary na zreaktywowane skrzynki i ruszyliśmy sprawdzić Karcer... skrzynka jest, więc szybki telefon, że do Karceru tez muszą wrócić ;-) Z ciekawostek, remont sztabu głównego się zakończył, teraz jest tam Dom Studenta.



Potem na Strzelbę po geocoina ze skrzynki i do cegielni szukać skrzynki. Cegielnia ładna, trochę się naszukaliśmy skrzynki, ale w końcu lavinką ją wyciągnęła.





Obok rosły grzybki, ale słonia, albo chociaż jego kupy lub odcisku nie znaleźliśmy.



No i tradycyjnie zrobiliśmy kolejną rozwałkę z okazji drugiego śniadania, Do wyboru bylo Musli Tradycyjne, Tropikalne, Gold Flakes, Chocapic...





No i pora wracać... przejeżdżając przez Trzciannę obejrzeliśmy dworek po remoncie. Ogrodzenie właściciel postawił w postaci solidnego muru, widać wie kto mieszka w okolicy, zresztą w jednej z akacji przy murze już walała się pusta flaszka.




Zahaczyliśmy jeszcze o Wzgórze Gaj, gdzie zajrzałem do mojej skrzynki i nazbierałem kasztanów dla Kluski... jednak ona sama sobie dziś nazbierała kasztanów w ZOO.




Dalej już ostro tniemy do domu. W Puszczy Mariańskiej zdecydowaliśmy się ciąć szosą główną, bo przez Radziwiłłów dosyć naokoło jest, a wertepiastymi gruntówami nie chcemy się tłuc. Innej opcji nie ma. Niestety powoli się ściemnia, z naprzeciwka sznury samochodów... ale wtedy przynajmniej muszą jechać wolno, bo jak się trafi jadący pojedynczy samochód, to jedzie jak wariat (ech, przydałby się tu fotoradar... albo dziesięć).

Decydujemy się jednak odbić przez Mrozy i pojechać przez Jesionkę i Sokule... i tak trochę skróciliśmy sobie główną, a ostatni odcinek przez las, droga dziurawa, jest już ciemno, a ruch na drodze spory i sporo kretynów dociskających ile wlezie. Swoją drogą, jak rano tędy jechaliśmy, nie było dużo lepiej... jeden jak nas wyprzedzał, to został obtrąbiony przez TIRa, bo się wprost na niego pchał, ale nie przepuści, bo musiałby zwolnić, tiaaa.

Jedzie się dużo przyjemniej, choć trzeba było jednego debila przeczekać aż zetnie sobie zakręt (nie chcieliśmy być ścięci razem z zakrętem). Dopiero w Żyrku lavinka rzuciła żebym jechał ostrożnie przed mostkiem... bo może go nie być. Szlag, w złą godzinę to wypowiedziała, rzeczywiście mostku nie ma! Szlag trafił taki fajny skrót.

Jedziemy dalej, a tu lavinka widzi rowerzystę bez głowy... a to był tak naprawdę rowerz bez rowerzysty w ogóle ;-) Ot jechało dwóch rowerzystów na trzech rowerach, jeden z nich trzymał dodatkowy rower.

Jeszcze przejechać przez park, znając nasze szczęście to zamknęli go na noc i kolejny skrót trzeba będzie objeżdżać, ale nie tutaj się udało przejechać.
Kategoria >100, łódzkie


  • dystans 9.69 km
  • 1.30 km terenu
  • czas 00:40
  • średnio 14.54 km/h
  • rekord 21.40 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Crash test fotelika z Kluską

Piątek, 13 września 2013 · dodano: 13.09.2013 | Komentarze 1

Najpierw rundka dookoła śmietnika, żeby sprawdzić czy aby na pewno dobrze zamontowaliśmy fotelik.



Ponieważ test wypadł pomyślnie, a Kluska nie wypadła wcale, to ruszyliśmy na krótką przejażdżkę. Kierunek Międzyborów wybrał się spontanicznie.

Prawie jak Kazimierz Nowak,



Niestety nie pomyśleliśmy, żeby zabrać kubełek i łopatkę... ale co tam zabawki, jest piasek i jest patyczek, to jest impreza!



Niestety wkrótce zaczęło kropić, jednak wyciągnąć Kluskę z piaskownicy nie jest łatwo i skończyło się małą syrenką alarmową... na szczęście udało się ją zapchać wafelkiem ryżowym, tylko trzeba było robić postój na dostarczenie nowego wafelka, gdy poprzedni się kończył.


  • dystans 76.80 km
  • 0.50 km terenu
  • czas 03:33
  • średnio 21.63 km/h
  • rekord 30.80 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Do Arkadii

Poniedziałek, 9 września 2013 · dodano: 10.09.2013 | Komentarze 2

Silny wiatr w plecy, potem tylno-boczny, który bardziej pomagał niż przeszkadzał, więc jechało się dobrze. Pierwszy postój w Guzowie, drugi z kanapkami i kawą pod cmentarzem wojennym we wsi Kolonia Bolimowska Wieś.



Tja :-(



A potem tniemy do Arkadii. Dziś wstęp wolny, więc w kasie nikogo nie ma. Przy wejściu są wyrwikółka, jednak swobodny dostęp z zewnątrz, min. ze sklepu, więc decydujemy rowery skitrać i spiąć w krzakach.

Potem zwiedzanie parku i szukanie skrzynek.










Tak, to brązowe to ruda darniowa



Potem wracając jeszcze odwiedzamy park w Nieborowie, podobnie rowery utykamy nieco w krzakach.









A przy wejściu do parku, kapliczka z rudy darniowej.

Kategoria łódzkie