teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 125063.11 km z czego 18966.35 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.15 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 4.33 km
  • czas 00:26
  • średnio 9.99 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu do parku

Poniedziałek, 9 października 2017 · dodano: 23.10.2017 | Komentarze 0

Korzystając z jesieni, dzisiaj po przedszkolu do parku. Ale najpierw trzeba coś zjeść, by mieć siłę biegać.



Przedszkolny, improwizowany parking rowerowy.



Już się drzewa żółcą, już sporo liści...




Ale najładniejsze, czerwone i pomarańczowe liście klonowe mamy  pod domem.



  • dystans 4.06 km
  • czas 00:15
  • średnio 16.24 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Aronicja? Nie! Koniboro? Nie!

Niedziela, 8 października 2017 · dodano: 23.10.2017 | Komentarze 1

Odebranie Klu na dworcu i powrót do domu... było dosyć wesoło, bo Klu zna parę słówek po japońsku, ale zapomina,. I teraz na przykład pamietała kawaii, ale nie mogła sobie przypomnieć powitania (konichiwa) i włączył jej się przegląd słownika, czy może losowy generator słów. Mówiła jakieś wymyślone słowo, będące trochę losową zbitką sylab i stwierdzała że to nie to... niektóre nawet brzmiały trochę jak japońskie.
- Aronicja? Nie!
- Koniboro? Nie!
- ....

Trwało to dobry kilometr, albo i półtora, do samego domu. Pod koniec chyba wróciła do początku słownika:
- Kawaii... o, to było!


  • dystans 3.85 km
  • czas 00:19
  • średnio 12.16 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Po klu do przedszkola

Środa, 4 października 2017 · dodano: 22.10.2017 | Komentarze 8

Na początek taki podsłuchany dialog zabawek Kluski:

- Umrzełaś?
- Nie, chciałam tylko troszkę pospać.
- To dobrze że nie umrzełaś. To by było troszkę szkoda.

A co tam dzisiaj dają do jedzenia?



Jesienny program nauki angielskiego (powiększenia - kartka 1, kartka 2)



Kasztany lecą... te kasztanowce przy przedszkolu to fajna rzecz, a że duże i mają sporą wydajność, to jak sezon kasztanowy na dobre się zacznie, starczy dla wszystkich dzieciaków i jeszcze zostanie. Kuba na przykład chyba codziennie upycha po kieszeniach i do czapki.




Odprowadziliśmy Wiktorkę i Kubę na przystanek autobusowy... w tym winobluszczu Kuba ma ukryty kijek, ale czego tam dziewczyny szukają, to nie wiem.



  • dystans 40.90 km
  • 6.50 km terenu
  • czas 02:11
  • średnio 18.73 km/h
  • rekord 37.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Rowerzystę stratowało stado zajączków

Poniedziałek, 2 października 2017 · dodano: 21.10.2017 | Komentarze 1

- 111 zajączków
- 14 kań
- 12 podgrzybków
- 9 prawdziwków
- 1 kozak

Ciepło, sucho i las pachnie suszonymi grzybami... grzybów było dużo, wręcz ciężko było postawić nogę by jakiegoś nie zdeptać, tyle że większość niejadalne. Jadalne też były, ale nie jakieś zatrzęsienie




No może poza zajączkami, których było zadziwiająco dużo (mniej więcej w jednym miejscu).





  • dystans 88.06 km
  • 13.00 km terenu
  • czas 04:57
  • średnio 17.79 km/h
  • rekord 38.60 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

A na Radom kury jadom 2: Złota Jabolowa Jesień

Niedziela, 1 października 2017 · dodano: 19.10.2017 | Komentarze 5

materac z mchu - Ulów - Waliska - Nowe Miasto nad Pilicą - Łęgonice - Nowe Łęgonice - Sadkowice - Szwejki Nowe - Szwejki Małe - Biała Rawska - Zawady - Studzieniec - Żyrardów (MAPA)

Galeria zdjęć z wyjazdu

Noc dosyć zimna - jakieś 2-3 stopnie, może dlatego poranek jakiś taki leniwy i zbieramy się wyjątkowo powoli.



Gotuje się woda na kawę.



A teraz grzeje się woda do mycia zębów.



Kawa zbyt szybko stygnie, więc trzeba kubek wstawić do podgrzewacza.



Spacer po lesie zaowocował zebraniem
- 9 podgrzybków
- 2 zajączków
- 1 sitka



Decyduję się nawlec je na nitkę i przytroczyć na bagażniku... a właściwie na namiocie.



Uśmiech grzybiarza.



A tak to wyglądało na starcie i po kilku godzinach jazdy w słońcu i wietrze... całkiem ładnie się podsuszyły, niesety parę odpadło na początkowym, wertepiastym odcinku, kiedy nie zaczęły podsychać, kurczyć się i lepiej trzymać na nitce.




No to pora wyjechać z lasu.




Pod lasem natykamy się na stary, opuszczony sad i napełniamy sakwy jabłkami. Obok są już nowe, niskopienne sady. Tak na marginesie - wjeżdżamy w strefę przejściową, są jeszcze tunele z papryką, ale pojawiają się też sady jabłkowe. Potem jest las, Pilica i za Nowym Miastem folii już nie ma, same sady.



Trochę drewnianej zabudowy po drodze... a droga przez las gruntowa i dziurawa niemożebnie. Do tego pobocza zawalone samochodami (sezon grzybowy), my jednak w dobrym miejscu nocowaliśmy - głębiej w lesie, podjechać samochodem za bardzo się nie dało, więc i grzybiarz z kulawą nogą nam się nie przyplątał z rana.




Kościółek, tzw. kaplica na Borowinie... obecnie w Waliskach. Ponoć wybudowany w XVII w. przy cudownym źródełku. W 1850 kuria zamknęła kościół i zakazała organizowania odpustów "z powodu odbywających się podczas odpustów burd i pijatyk".



Nepomuk



Furtka... ponieważ sama się otwiera, jest zastawiana kamieniem, który też jest pomalowany na zielono.




Na jednym z fotostopów minęło nas dwóch grzybiarzy... trochę gubili grzybów, bo chwile potem zauważyliśmy  jeden walający się na asfalcie.



Widok przez stawy i dolinę Pilicy na Nowe Miasto.



Przekraczamy Pilicę i rzut okiem z mostu na pałac.




W Nowym Mieście ruszamy poszukać pozostałości po Zakładzie Przyrodoleczniczym, bo o ile ostatnio udało mi się znaleźć budynek zakładu, to już pozostałości ujęcia wody nie. Tym razem znając już teren, przeanalizowałem dostępne zdjęcie (o stąd) i wytypowałem  potencjalną lokalizację... okazało się, że prawidłowo, bo faktycznie znaleźliśmy kapliczkę. Wyjaśniło się dlaczego poprzednio jej nie znalazłem - była na terenie ogrodzonym (choć da się na niego wejść), z dala od drogi i w krzakach.




Jako cokół służy rura ujęcia wody.




Kluczowy okazał się ten widok na budynki pozostałe po zakładzie, jak dotarliśmy w miejsce skąd tak je widać, to i kapliczkę dało się namierzyć. 




Od Nowego Miasta jedziemy trasą, która w znacznej części pokrywa się z tą, którą pokonałem 2,5 miesiąca wcześniej. Dlatego nie wrzucam teraz zbyt dużo zdjęć z Nowego Miasta, okolic i miejscowości na trasie, bo były już w odpowiednim wpisie.

Pod MiGiem



Górna część ulicy Pilicznej.




Nowy witacz, ostatnio był jeszcze ten stary.



Parę widoczków po drodze.





Z Łęgonic i Górki Zgody, żeby nie jechać szosą główną, objeżdżamy bokiem - trochę asfaltu, ale też trochę gruntówy. Po drodze okzało się, że górka zmieniła się z powodu żwirowni w dołek.





Babie Lato, a właściwie zaczyna się już Złota Polska Jesień... jesiony się złocą, niektóre gałęzie klonów też już łapią kolory, poza tym zielono. Co ciekawe, w Ameryce taką pogodę o tej porze roku nazywa się Indiańskim Latem (Indian Summer).





Jedziemy przez warecko-grójeckie zagłębie sadownicze.



No i na co ci było Szwejku tu przyjeżdżać? Nie wiedziałeś że na polskich drogach panuje prawo dżungli i trup się gęsto ściele? Ostatnio ten znak widziałem jeszcze w pionie.



  • dystans 69.83 km
  • 10.30 km terenu
  • czas 03:59
  • średnio 17.53 km/h
  • rekord 36.70 km/h
  • rower Miejski Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

A na Radom kury jadom 1: od ślubu do ślubu

Sobota, 30 września 2017 · dodano: 18.10.2017 | Komentarze 5

Żyrardów >>> Warszawa >>> Radom - Sławno - Wacławów - Jarosławice - Przytyk - Wrzos - Wrzeszczów - Młodynie Dolne - Bukówno - Żydy - Kostrzyń - las (MAPA)

Galeria zdjęć z wyjazdu

Lecim na Szczecin
Pędzim na Będzin
Walim na Koszalin
A na Radom kury jadom

Pobudka skoro świt, żeby złapać pociąg po siódmej, żeby jakoś w miarę wcześnie dojechać do Radomia, a nie popołudniu. Zieeew! Moglibyśmy jechać później, ale 5 minut to ciut za mało na przesiadkę, tak mamy na Zachodniej zapas 40 minut. Zwłaszcza że co prawda pociągi jeżdżą w miarę punktualnie, ale jednak jest remont torów osobowych za Grodziskiem i w każdym momencie może coś pier... pieprz... się popsuć.



Jedziemy do Warszawy zmodernizowanym kiblem (jedna z najnowszych modernizacji EN57AL - ma nawet WiFi w odróżnieniu od Pendolino), od Grodziska jedzie torami dla pospiesznych i się nie zatrzymuje... aż nagle przed Pruszkowem staje i stoi. 5 minut, 10 minut, 15... kierownik pociągu ogłasza że jest awaria rozjazdów, ale już naprawiona i pociągi ruszyły, tyle że przed nami jest jeszcze kolejka pociągów. Jeszcze jakiś czas stoimy, aż w końcu niespiesznie ruszamy, stoimy jeszcze we Włochach i przed Zachodnią i mija te 40 minut zapasu.

Jeszcze nadzieja, że jak coś się zepsuje to inne pociągi też są poopóxniane i może jednak ten do Radomia złapiemy. lavinka sprawdza w apce z rozkładem jazdy i tam się wyświetla, że odjechał punktualnie... ja tam jednak nie mam zaufania do tych komunikatów i podejrzewając że lecą trochę z automatu, toteż gdy wysiadamy na Zachodnią, idziemy na odpowiedni peron, a tam - wyświetla się Radom! No to biegiem z ciężkimi rowerami po schodach na górę, ufff pociąg wjedzie za chwilę, zdążyliśmy!



Podjechał kolejny zmodernizowany kibel (nieco starsza modernizacja EN57AKM), miejsca na rowery trochę jest, ale są też te nieszczęsne składane siedzenia, ludzie się tam porozsiadali i połowa miejsc dla rowerów jest wyłączona... a miejsc siedzących w pociągu nie brakowało. W tym rowerowym zakątku jest w sumie 5 rowerów (foto 1), 2 nasze upchnęliśmy obok kibla (foto 2 - na szczęście tam siedzonka nie były jeszcze zajęte), a 2 rowerzysów którzy wsiedli później (nie ma nazdjęciach), już się nie mieściło nigdzie i musieli stać na pomoście trzymając rowery).




Z Zachodniej wystartowaliśmy mając z 15 minut opóźnienia, ale dojechaliśmy w zasadzie punktualnie ok. 11-ej. A to jest nasz pociąg.



W peronach czekały też kolejne, można się było przesiąść do Dęblina, Drzewicy... o, a ten jest taki jakim jechaliśmy z Żyrka.




No to ruszamy - nie wbijamy się do centrum, tylko jedziemy na opłotki Radomia do skansenu. Po drodze raz jest ddr-ka, raz nie ma... ale jak jest, to w miarę przyzwoita, asfaltowa. Fotostop przy stacji Radomskiego Roweru Miejskiego.





Oto jest i skansen...



Mieliśmy farta, bo dziś tu pustawo, ale jutro byśmy się nadziali na sporą ilość ludzi.



Mapa skansenu (powiększenie)



Ostre słońce i straszne kontrasty... dlatego ciężko robiło się zdjęcia - jasne plamy na słońcu, czarne plamy cienia. Do robienia zdjęć w mocno zadrzewionym skansenie nie był to niestety najlepszy dzień.

Kościół, lavinka doczytała się ciekawostki:
- A wiesz, że ten kościół można wynająć na ślub? Czasami można więc źle trafić i może być problem ze zwiedzeniem. - potem okazało się, że to były trochę prorocze słowa, ale o tym przekonamy się później.




Kurniko-gołębnik





Żywe kury też były, ale w innej zagrodzie.



Dzielnica wiatraków.





Jeden z dworków.



Wystawa uli, rzeźb itp.




Wieża widokowa... jak się okazało, zamknięta. Jako że była na uboczu, to wbiliśmy się na nią, w zasadzie trochę zniszczone były tylko deski tarasu, a sama wieża w dobrym stanie.



Mostek i ścieżka przyrodnicza też zamknięte.



Obiekt drewniany o konstrukcji szkieletowej oszalowanej deskami, oparty na luźno ułożonych kamieniach polnych. Dach jednopołaciowy pokryty deskami. Wewnątrz dół ziemny. Jest to obiekt sanitarny, który pojawił się w zagrodach w latach 30. XX w. na mocy zarządzenia władz II Rzeczypospolitej.



Potocznie nazywany "sławojką".



Jeszcze parę fotek skansenowych.





No i wyjeżdżamy z Radomia, trochę gruntowo i wertepiasto, ale nie chcieliśmy rypać głównymi szosami wyjazdowymi.  Po drodze trafiamy na jakieś przygotowania do wesela, jakieś baloniki na ogrodzeniu przed bramą, dalej kilka osób dekoruje... kucyka, wplatając mu wstążki w grzywę, jeszcze na skrzyżowaniu na początku wsi ustawia się kilka osób. Potem dowiemy się co to było (prawdopodobnie).

Pomnik i cmentarz wojenny pod Wacławowem. W tym rejonie w czasie II wojny był obóz pracy i stalag.





Jest skrzynka, całkiem ładnie przygotowana.



Hmmm, ta betonka taka podejrzana... może właśnie poniemiecka z II wojny? Nieco dalej jest jeszcze jeden odcinek betonki, ale udało się go ominąć.



Kościół z międzywojnia we wsi Przytyk. Pod kościołem przygotowania do ślubu, sprzątanie dziedzińca, ktoś ustawia statyw od aparatu.

Z czego jest znany Przytyk? Z Ogólnopolskich Targów Papryki... mam to nawet zaznaczone na mapie. Jednak w odróżnieniu od Sadkowic, Białej Rawskiej, czy Tarczyna gdzie można spotkać kwiatowe jabłka gruszki, czy nawet jabłkową fontannę, tutaj nie spotykamy żadnych paprykowych elementów zdobiących wieś. Tak na marginesie, tutaj jeszcze niewiele szklarni, dopiero w rejonie Wrzeszczowa masowo pojawiają się tunele foliowe z papryką (czasem z czym innym, chyba cukinię jeszcze wypatrzyliśmy, albo ogórki), które towarzyszą nam do końca dnia.



Wrzos - kościół z XVI wieku, ale potem rozbudowywany i przebudowywany. Tutaj razem z nami pod kościół podjeżdża para młoda i goście, w tym część na motorach starając się robić jak najwięcej hałasu... Szybko oglądamy kościół i uciekamy na cmentarz, w samą porę, bo zaczyna się "palenie gumy", hałas taki że nawet na cmentarzu nas ogłusza, na szczęście uniknęliśmy zadymienia i całego tego smrodu. Potem motory odjeżdżają i jest już ciszej, może pojechali popierdzieć na ślubie w następnej wsi.




Aha, tutaj są dwa pociski - miejscówka namierzona online, więc zaskoczenia nie ma, tyle że mogłem teraz sprawdzić, policzyć i porobić zdjęcia. To jedyne nowe pociski na trasie, w innych kościołach nic nie znalazłem, następnego dnia były w kościołach w rejonie Nowego Miasta, ale tamte już latem zinwentaryzowałem.




A poza tym przy wejściu jest okolicznościowa tablica.



Na cmentarzu odnajdujemy dwie mogiły zbiorowe powstańców styczniowych (tutaj info o nich)







Nepomuk



A tutaj taki przytyk do huanna (powiększenie, oraz druga tablica). Czy gmina Przytyk zaliczona, hę?



Zaraz za Wrzosem wpadamy w stadko krów... eee tam takie stado, po doświadczeniach sprzed paru lat z Podlasia sprawnie się przez nie przebijam. Przypominają mi się podlaskie "unijne kałówki" - drogi świeżo wybudowane z dofinansowaniem unijne, ale totalnie obsr... nawiezione krowiakiem, toteż z nawierzchni nie były to asfaltówki, ale właśnie kałówki.




Osiemnastowieczny kościół we Wrzeszczu. Tutaj dla odmiany ślub trwa, a przynajmniej jak twierdziła lavinka tak wynikało z treści kazania, bo ja się nie wsłuchiwałem oglądając kościół pod kątem pocisków (brak).



Obok dosyć zaskakujący skwerek... figury fundowane przez mieszkańców (o czym świadczą odpowiednie tabliczki), obecnie klimatycznie zapuszczony, niestety drewniane ławki z oparciami również w stanie rozkładu, ale te betonowe nadal nadawały się do użytku, toteż skorzystaliśmy z jednej z nich przy okazji rozwałki.





Nim wyjedziemy, rzut obiektywem na dworek zza krzaków.



Jak wspominałem, przed Wrzeszowem zaczęły się duże ilości tuneli z papryką, a poza tym trafiło się pole dyniowe.



Kaplica cmentarna w Bukównie.




 
Nowy i stary nagrobek pułkownika Czachowskiego, który poległ w Powstaniu Styczniowym, jednak teraz jest to grób symboliczny, bo w 1938 szczątki przeniesiono do Radomia (tablica informacyjna, oraz jeszcze kilka informacji).

Nowsza tablica - być może z międzywojnia, ale może być i późniejsza.  Co ciekawe złotą farbą poprawione zostały niektóre wyryte fragmenty: data chyba z 1937 na 1938 9obie daty można spotkać tu i ówdzie),  PRZENIESIONO I POCHOWANO na PRZENIESIONE I POCHOWANE (albo odwrotnie), O.O. (czyli ojców) przed BERNARDYNÓW jest dwa razy w jednej i drugiej linijce... a poza tym chyba zjedzona została jedna literka i pierwotnie było BERNADYNÓW. Kliknij w fotkę żeby powiększyć.



Obok zachowany stary nagrobek, ale już bez zachowanych napisów (na jednym z kamieni jest tylko ledwie widoczny wyryty napis CZACHOWSKI).



Kościółek w Bukównie, tutaj znowu ślub... ale skończony, przed kościołem młoda para, część gości się rozjeżdża, część jeszcze składa życzenia, w środku następna msza ale chyba już zwykła, a nie ślubna.





Aha, dojechaliśmy na Zapilicze... no tak coraz bliżej Pilicy jesteśmy.



Z cyklu zwyczaje ślubno-weselne. Po drodze mijamy dwie grupki osób czekające z bukiecikami kwiatów. Jak się okazuje, czekają żeby zatrzymać orszak weselny... ponoć jest taki zwyczaj, ponoć robił się nawet specjalne "bramy" do zatrzymania orszaku (może spotkany wcześniej kucyk był częścią bramy?), składa się życzenia, a młodzi muszą się wykupić wódką i/lub cukierkami.

Orszak weselny - jak ładnie to brzmi, jednak w chwili obecnej jest to po prostu sznur samochodów (drugie tyle poza kadrem).



Hę?



I znów ciągną się uprawy papryki.




Aha, jak mijaliśmy jakąś drewniana chałupkę, to rzucaliśmy tekstem -  "O, Muzeum Wsi Radomskiej!"



Kościółek w Kostrzyniu, w środku msza, ale już chyba nie ślubna, co poznajemy po tym że okolica nie jest zawalona samochodami. No i dalej się wbijamy w las znaleźć miejsce na nocleg.




  • dystans 98.07 km
  • czas 05:48
  • średnio 16.91 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

po mieście x14

Piątek, 29 września 2017 · dodano: 13.10.2017 | Komentarze 2

Takie tam wrześniowe reminiscencje... ni to wiosna, ni to jesień.




Zapasy na zimę.



Uwaga, zły znak!




Będąc w Ciechanowie (relacja), widzieliśmy przed centrum handlowym Dekada taką rzeźbę... doczytaliśmy się, że przed innymi Dekadami też stawiali i faktycznie, w Żyrardowie jest identyczna.




A przed mniejszym sklepem - rower.



Hmmm?




  • dystans 3.13 km
  • czas 00:14
  • średnio 13.41 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu na wystawę

Czwartek, 28 września 2017 · dodano: 12.10.2017 | Komentarze 2

Przejeżdżając przez miasto, zauważyłem przedszkolaki z przedszkola Kluski, Kluska też tam była. Trwała akcja pt. "Kierowco nie poluj na zebrach".




Tak więc w weekend, jako doświadczona demonstrantka była z babcią i wujkiem na Pieszej Masie Krytycznej.



A teraz standarcik, czyli menu.



Aktualna wystawa grupy Kluski w szatni.



A po przedszkolu pojechaliśmy do Resursy, żeby obejrzeć wystawę zdjęć znajomego, znaczy Piotra, który jest mężem Werrony.






O, księga pamiątkowa... no to wpisujemy się!




W drodze powrotnej jeszcze tłumaczyliśmy, że choć cis ma ładne owoce, to lepiej ich nawet nie dotykać, bo są trujące... co prawda ta czerwona otoczka jest jadalna, a trująca jest pestka, ale już nie wnikaliśmy w szczegóły, żeby nie mieszać.



  • dystans 13.48 km
  • 7.00 km terenu
  • czas 01:04
  • średnio 12.64 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Prawdziwek! Prawdziwek!

Środa, 27 września 2017 · dodano: 11.10.2017 | Komentarze 7

Po przedszkolu myk do lasu... jedziemy, jedziemy, nagle Kluska woła "Prawdziwek! Prawdziwek!". Zatrzymujemy się i cofamy, a tam... dwie czubajki! No, przynajmniej jadalne grzyby wypatrzyła. Tłumaczymy jej, że to czubajka, a nie prawdziwek, a ona na to:
- A ja mówię na to prawdziwek - no dobra, skoro tak chce.

Ledwie wysiedliśmy z roweru, a już trafiliśmy na kilka zajączków. Później jeszcze trochę grzybów, głównie zajączków i podgrzybków, ale też kilka prawdziwków... ale Kluska twierdziła że to nie są prawdziwki, tylko że czubajki są prawdziwkami. Potem jednak się przekonała i mówiła prawdziwki prawie na wszystko - zarówno prawdziwki, podgrzybki i czubajki. No, ale zajączki to zajączki.



Oglądaliśmy też inne grzyby, ze szczególnym uwzględnieniem kolorowych - fioletowych, czerwonych.




Jeszcze ja trochę sam po lesie połaziłem i trochę ładnych grzybków się uzbierało - większość poszła do suszenia.

- 19 zajączków
- 14 podgrzybków
- 10 prawdziwków (czubajek)
- 4 prawdziwki (borowiki)
- 2 kurki
- 1 maślak






  • dystans 40.92 km
  • 6.70 km terenu
  • czas 02:11
  • średnio 18.74 km/h
  • rekord 34.00 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Król Borowik MMXVII i grzyby giganty

Wtorek, 26 września 2017 · dodano: 10.10.2017 | Komentarze 1

Ilości grzybków nie ma, bo od razu nie wbiłem ich w bikestatsa, a potem gdzieś zgubiłem karteczkę. Były kanie, prawdziwki, podgrzybki, kurki, kozaki i zajączki.

Głównie pojechałem po kanie i choć tych było mniej niż tydzień wcześniej, to wystarczająco.






To maleństwo to prawdopodobnie czubajka gwiaździsta... podobna do kani i co ważne, również jadalna.




Muchomor zielonawy, czyli sromotnikowy... sam nie wiem jak można go z kanią pomylić, raczej obstawiam że jest mylony z innymi grzybami, zwłaszcza młodymi.




To już bardziej z muchomorem cytrynowym można pomylić.




Grzybów w lesie bardzo dużo, choć większość nie za bardzo do zbierania (nie twierdzę że niejadalne - na poniższym zdjęciu co najmniej dwa gatunku są jadalne).



Było kilkanaście prawdziwków.




O, a tutaj naraz 4 prawdziwki i 1  podgrzybek zostały zebrane... w tym dosyć duży prawdziwek (dla porównanie scyzoryk, którego trzonek ma 12cm).






Inne podgrzybki też były



Sporawy kozak, plus kilka mniejszych.





Za to zajączki to prawdziwe olbrzymy (oczywiście w obrębie tego gatunku), tak dużych zajączków w życiu nie widziałem... chociaż te giganty do zbioru się nie nadawały, albo robaczywe, albo takie miękkie, roklapciałe.




Ale były mniejsze, które dało się zebrać.




Lakówek ametystowych nie zbierałem, ale też się trafiały duże jak na lakówki, no i jakoś dużo ich.




Kolekcja grzybków różnych









Z innej kategorii - padalec.



W drodze powrotnej trafiłem na purchawicę olbrzymią... spora, ale jak na ten gatunek, to raczej nieduża. Jadalna, ale nie zbierałem bo rosła przy drodze, która nie jest może zbyt ruchliwa, ale przy drogach zawsze jest trochę śmieci, z asfaltu spłukiwana jest benzyna, olej, czy gnojówka która spadła z wozu.



Fotka pamiątkowa z co większymi grzybami



- Jaaaki duzy gzyb!!!



Kanie na patelnię, a większość pozostałych do suszenia.