teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 127792.61 km z czego 19614.05 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.20 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 113.42 km
  • 6.50 km terenu
  • czas 06:14
  • średnio 18.20 km/h
  • rekord 41.80 km/h
  • temperatura 15.0°C
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Pocisnąłem za pociskami 1

Sobota, 7 kwietnia 2018 · dodano: 12.04.2018 | Komentarze 15

Żyrardów >>> Warszawa Zachodnia >>> Tłuszcz >>> Pasieki - Ponikiew Mała - Czernie - Brzezienko Rościszewskie - Wąsewo - Rososz - Goworowo - Ponikiew Duża - Różan - Ponikiew-Zawady - Czerwonka Szlachecka - Maków Mazowiecki - Krasne - Szczuki - Bogate - krzaki (MAPA) (ZDJĘCIA)

Na dzisiaj Łukasz zapowiedział prace porządkowe na cmentarzu w Budach Grabskich. Trochę biłem się z myślami, bo chciałbym dołożyć swoje dwie lewe ręce do pomocy, ale... kurczę, taka pogoda, aż chce się gdzieś przyciąć na weekendów, zwłaszcza że ostatnio kilka razy plany weekendowe nam nie wypalały z powodu pogody (tyle co wyskoczyliśmy na weekendówkę minimum okołowarszawską). Ostatecznie zdecydowałem ze jadę z wiatrem (spod Różana do Mławy), a że lavinka stwierdziła że nie czuje się jeszcze na weekend pod namiotem i została reprezentować nas na cmentarzu, to zaplanowałem dłuższą trasę.

Ruszam skoro świt, bo ok. 7-ej mam pociąg. Mogłem próbować jechać pociągiem po 5-ej, żeby mieć więcej czasu w terenie... ale nie czułem się na siłach na taką pobudkę. Mam dwa pociągi w odstępie 10 minut, łapię ten wcześniejszy, czyli piętrową Wiedenkę. Są to te nowsze wagony piętrowe od Pesy, więc mam okazję przetestować je na sobie. Miejsce na rowery jest w wagonie sterowniczym, ale mniej niż w składzie Bombardiera... zresztą formalnie to nie są miejsca rowerowe lecz dla niepełnosprawnych. Tak więc nie jadę ani na górze, ani na dole, lecz pośrodku (w Bombardierze jest na dole).




Na Zachodniej nabyłem świeże pieczywo i złapałem zmodernizowany kibel (EN57AL) do Tłuszcza. Ruszamy z 5-minutowym opóźnieniem... w Tłuszczu na przesiadkę mam nieco ponad 10 minut na przesiadkę.Gdy stanął przed Rembertowem, przyszła konduktorka sprawdzać bilety, to podpytałem o przesiadkę w Tłuszczu (czy z tego samego peronu itp.).

Ponieważ pociąg stał, a ja byłem na końcu składu, to konduktorka przysiadła bo dopiero na stacji mogła przejść do drugiej jednostki i chwile pogadaliśmy. I mówi że jeśli jeszcze postoi, a nieraz przytrzymają pod Rembertowem, to trzeba będzie dzwonić że są pasażerowie na pociąg do Ostrołęki. Bo dyspozytor sam nie zatrzyma, bo to już inna spółka.*
- Kiedyś wjeżdżamy spóźnieni do Tłuszcza i widzę, że Ostrołęka rusza, więc pytam "Ostrołęka, dlaczego odjeżdżasz?", "Mam zielone światło, to jadę"... a to było tylko 5 minut i powinno wystarczyć na skomunikowanie. Na Wileński zaczekają, ale na Zachodnią już niekoniecznie, bo nie wiadomo czy w ogóle przyjedzie...

* - dla mnie to wszystko Koleje Mazowieckie, ale tam faktycznie są też jakieś podziały na oddziały, czy coś

Na szczęście zaraz ruszył i nawet do Tłuszcza nadrobiła prawie całe opóźnienie. Od mojej ostatniej tu przesiadki przez stację przetoczył się remont, teraz okazało się, że nie trzeba było przenosić roweru wysoką kładka, albo skakać za lokalsami skrótem po torach, ale jest przejście podziemne, a przy wejściach na górę wyświetlacze elektroniczne. Przy sąsiednim peronie czekał już w połowie załadowany szynobusik... a konkretnie stary poniemiecki wagon motorowy VT627. Coraz trudniej na nie trafić, bo KM kupują systematycznie nowe SA135, albo dwuczłonowe 222M i stare VT są wycofywane. Ucieszyłem się, bo dwuczłonowym VT628 już jechałem, a pojedynczym VT627 jeszcze nie, a coraz trudniej na nie trafić. A poza tym okazuje się, że pani konduktor też jedzie na Ostrołękę, ale już jako pasażerka.

W środku już było 5 rowerów (zdaje się, że wcześniej był pociąg z Wileńskiej) , mój szósty... na trasie w porywach było 7. Okazało się, że jeden z rowerzystów był z Jedynki (Koło PTTK nr 1 przy PW) i miał prowadzić trasę rowerową na rajdzie, ale nikt się nie zgłosił... poza tym jeszcze była bodaj czteroosobowa grupa piesza na ten rajd.

Wysiadam w Pasiekach i strzelam kilka fotek szynobusu.




Zaczynam rundkę po okolicznych cmentarzach z I wojny. Jako że są okeszowane, to łatwo je zlokalizować, niestety są to mikrusy... pierwszy z ładnie przygotowanym maskowanie, reszta różnie, łącznie ze standardowymi mikromagnetykami i eppendorfką z której nie dało się wyskubać logbooka. Na szczęście dobrze opisane, to nie było większych problemów ze znalezieniem.

Pierwszy cmentarz pod wsią Ponikiew Mała. Zaśmiecony, zakrzaczony z ruinami pomnika (w którym był stos śmieci), ale przynajmniej były tabliczki z informacją że to cmentarz.




Drugi, to cmentarz w Czerniach, który jest na samochodowym Szlaku Frontu Wschodniego (więcej o przebiegu szlaku w różnych województwach pisałem tutaj, przy okazji jak od huanna dostałem przewodnik po odcinku mazowieckim). Drogowskaz jest przy zjeździe z szosy główniejszej do wsi, ale już przy zjeździe w drogę gruntową we wsi nie... jak ktoś nie wie dokładnie gdzie ten cmentarz jest, to może mieć problem ze zlokalizowaniem.



A oto i cmentarz. Stanęła przy nim też tablica szlaku (foto)





Za wsią Brzezienko Rościszewskie był kolejny cmentarz, ale został zaorany. Teraz pod drzewem pośrodku pola stoi głaz z informacją.





Kościół w Wąsewie.





I tutaj jeden z głównych celów tej wycieczki - poszukiwanie pocisków. Okazało się, że pypeć, który wypatrzyłem na zdjęciach online wysoko w fasadzie, to właśnie pocisk. Namierzyłem jeszcze dwa mniejszego kalibru w ścianie zachodniej.

I pytanie z której wojny. Kościół został wybudowany w w latach 1912-1920, więc w zasadzie mogli wmurować pociski z I wojny. Z drugiej strony został też częśćiowo zniszczony w czasie II wojny i po niej odbudowany, co bardziej by wskazywało na ten okres.





Dojazd do cmentarza w Rososzy, który też jest na szlaku (tablica) jest dla odmiany dobrze oznakowany. Chyba został włączony do szlaku w ostatnim momencie, bo na stronie nie ma tablicy (moja fotka tablicy). Cmentarz był porządkowany w ostatnich latach z inicjatywy Rafała Figiela, który był wtedy wikarym w Wąsewie (jest też autorem książki "Bitwa pod Wąsewem"). Rafał Figiel udziela się grupach cmentarno-wojennych, min. na naszej lokalnej na którą zaglądam, więc cmentarz znam ze zdjęć, wysyłał np. zaproszenie grupowiczom  na uroczystość po zakończeniu prac na cmentarzu... no to dotarłem, ale z pewnym opóźnieniem.





Korzystam z miejsca na rozwałkę i urządzam sobie pierwszy większy postój na trasie. Ciekawe ławeczki wykonane częściowo z kamieni polnych.



A w Rososzy trafiam na drewniane miniatury kościołów z Wąsewa i Goworowa (nie całkiem realistyczne, bo w wersji artystyczno-ludowej).





Orz... nie, nie kląłem, mimo że musiałem objechać dolinę rzeczki naokoło żeby dotrzeć do kolejnego cmentarza. Po prostu ta rzeczka tak się nazywa.



Najbliższy most był w Goworowie, a oto i sam kościół, a nie jego model. W kościele obecnie nie ma wmurowanych pocisków, ale kiedyś były... 32 bo tyle znaleziono podczas remontu kościoła w 2009, przy czym były one umieszczone zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz (artykuł 1, artykuł 2).

"Jak twierdzi proboszcz, wiadomo było, że w ścianach kościoła są wmurowane łuski, jako pamiątki z czasów I i II wojny światowej. Okazało się jednak, ku zaskoczeniu i zdziwieniu parafian, że są to najprawdziwsze pociski." (artykuł obecnie niedostępny online)

W kalendarium na tablicy w kruchcie kościoła czytamy jeszcze:
"1915 - Od 15 lipca do 5 sierpnia linia frontu utrzymuje się na torach kolejowych. W tym czasie na kościół i plac pada około 700 pocisków artyleryjskich. Uszkodzony dach, sklepienia, prawa wieża, oraz ołtarz NMP
(...)
1944 - 2 września w czasie przechodzenia frontu padł jeden pocisk artyl., który uszkodził sklepienie nad głównym ołtarzem i pobliskie witraże
"



Naprzeciwko tablica ze ścieżką historyczną gminy z zanaczonymi obiektami min. właśnie cmentarzami wojennymi. Była dostępna na stronie Gminnego Ośrodka Kultury, ale nie jest, więc daję powiększenia: mapa, legenda, może komuś się przyda.



Cmentarz na północny-wschód od Goworowa, przy szosie na poziomie stacji Goworowo. Tu też niestety krzaki i śmieci, kilka głazów, gdyby je odwalić, może okazałoby się że zawierają inskrypcje nagrobne? Ale nie jest to oczywiste, mogły tu trafić z sąsiednich pól.





- I jak? Żabki biorą?
- A panie, gdzie tam... ile to się trzeba za nimi nałazić po kolana w wodzie.



Ponikiew Duża - tabliczka uszkodzona, wziąłem z ziemi połówkę i zatknąłem za tę drugą, która została na drzewie.



Z tyłu ogrodzona mogiła z 1939, przed nią głazy nagrobne z cmentarza z I wojny.






A jadąc od cmentarza kilka metrów dalej, jeszcze jeden głaz... po usunięciu darni z jego dolnej części i odczytaniu napisu, okazało się że z grobu nieznanego żołnierza niemieckiego.



I drugi cmentarz, bliżej drogi krajowej. Ten znajduje się na Szlaku Frontu Wschodniego (tablica)




Miałem zamiar obejrzeć jeszcze jeden cmentarz po drodze (Dzbądzek lub Kraszewiec, w zależności od trasy), ale zrobiło się późno i postanowiłem przyciąć drogą krajową do Różana już bez postojów. Ruch mniejszy niż przy bocznej szosie Goworowo, na bocznych drogach tak samo grzeją ponad stówą jak tutaj, więc wielkiej różnicy nie było.

Po drodze kątem oka dostrzegam mogiłę (tak na ziemi niczyjej - pomiędzy tabliczkami Kraszewiec i Różan), która się okazuje mogiłą nieznanego żołnierza z 1939.

Edit: okazuje się, że był to ostatni ork, gdy można było tę mogiłę obejrzeć, ponieważ 27 listopada 2018 miała miejsce ekshumacja  (tutaj informacja o niej), a szczątki żołnierza pochowano na cmentarzu w Różanie. Zdjęcia mogiły, gdzie je złożono, w relacji poniżej.




Narew!





A to już Różan, to wygląda na jakiś budynek koszarowy w rejonie ziemnego, częściowo zniszczonego Fortu IV w okolicach mostu.



Kościół.



Pociski są - sztuk 6 we froncie wieży.





Widać też ślady ostrzału na murach.



Tutaj konfetti też jest na cenzurowanym... ryż zresztą też.



Wizyta na miejscowym cmentarzu. Przy bramie mogiła z 1920.




W dwóch następnych rzędach, z pięć rozproszonych mogił z 1939, z wyjątkiem jednej wszystkie bezimienne.




I jeszcze dalej, przy wschodnim murze mogiła zbiorowa z różnych okresów II wojny... min. lotnicy polegli w 1939, czy żołnierze którzy zginęli przy rozminowywaniu w 1945.

Edit: 6 grudnia 2018 roku prawdopodobnie w tej mogile złożono szczątki żołnierza poległego w 1939, które ekshumowano z mogiły przy szosie w Kaszewcu (informacja o pogrzebie). Co prawda w relacjach z pogrzebu nie było zdjęć tej mogiły, ale z opisu wynika że chodzi właśnie o tę (ponadto jest zdjęcie konduktu zdążającego wgłąb cmentarza, więc na pewno nie chodziło o te przy wejściu).




I jeszcze grób pułkownika-lekarza w pobliżu bramy.



Na rynku miniatura pomnika spod Mławy (znaczy ten jest trochę większy od człowieka).



A przy szosie skwerek z czołgiem i upamiętnieniami żołnierzy WP i Armii Radzieckiej.




Fort I Twierdzy Różan. Fort II jest zamknięty (magazyny, zakłady... a nie miałem czasu by sprawdzać stan aktualny), Fort IV zamieniony na Składowisko Odpadów Promieniotwórczych, a z Fortu IV trudno zrobić zdjęcie na którym coś więcej widać. Toteż skupiłem się na Forcie I.






Są tutaj dwa polskie schrony z 1939, oba jednostronne do ognia bocznego (półtradytory).



Przy czym jeden z nich nieukończony, bo bez stropu.




A to ponoć odciski butów saperów z czasów budowy.




Opuszczam Różan i bocznymi drogami kieruję się na Maków. Ponikiew-Zawady pod nowym kościołem pomnik, a może mogiła Powstańców Styczniowych. Pewności nie mam, znalazłem tylko jakiś pdf ze zdjęciem starej jeszcze tablicy z opisem "miejsce pamięci".




Kościół w Czerwonce Szlacheckiej. Chociaż ściany są ostrzelane, to pocisków w nich nie stwierdziłem.




Oto i Maków Mazowiecki - zaczynam od cmentarz żołnierzy radzieckich.






Potem kościół, a w ni co?



No, sporo kamuli...



... żarno, a w szczycie tej samej szkarpy...



... kula armatnia ...



... a w sąsiedniej szkarpie jest i pocisk. Taki stożek ścięty, to już raczej nowsza konstrukcja, co by wskazywało na II wojnę.



Udaję się na tzw. stary cmentarz. Wyjątkowo niekorzystne światło do zdjęć, słońce nadal mocno świeci, a jest już nisko i do tego prawie wszystkie pomniki mam pod słońce. Groby cywilne.



Mogiła Powstańców Styczniowych.



Kwatera z I wojny




Mogiła z 1920




I jeszcze jeden z pomników.




Opuszczając Maków trafiam na pierwsze ślady wąskotorówki mławskiej. Od tej pory do samej Mławy będę co i raz ją przecinał, albo nawet jechał wzdłuż.



Na kolejny tabor trafiam w Krasnem.



A co do kolejki, to jej historia sięga XIX wieku gdy powstała kolejka cukrowni Krasiniec. Potem w 1915 Niemcy na potrzeby frontu wybudowali kolejkę z Mławy do Przasnysza, a potem dalej... ponoć sięgała przez Różan do Pasiek, gdzie wysiadałem (czyli cała moja trasa była śladem kolejki!).

Chociaż bardziej współczesny przebieg to Mława - Grudusk - Przasnysz - Krasne - Maków. Z przedłużeniem z Makowa do Zamościa Mazowieckiego i odnogą Grudusk -Ciechanów - Krasne.



A to wieża ciśnień przy bramie do parku w Krasnem. Obecnie Muzeum Rodu Krasińskiech, w latach 1933-90 muzeum Marcelego Nowotki, który tu spędził dzieciństwo.



A w wieży... osiem pocisków.




Obok kościół, też znalazłem w nim jeden pocisk. Umieszczony z tyłu tak, że ciężko zrobić stamtąd jakiekolwiek zdjęcie kościoła na którym widać coś więcej niż ścianę.





Dalej pojechałem przez Szczuki, obok cukrowni Krasiniec... niestety było już po zachodzie słońca i coraz ciemniej, więc nie mam zdjęć. Dalej na Bogate, gdzie w kościele zlokalizowałem kolejne pociski. Porobiłem parę zdjęć, na których mało co widać i pojechałem kawałek dalej zanocować w lesie. Zdecydowałem, że może rano tu wrócę porobić zdjęcia pocisków.

A na koniec mała dygresja - kupione po drodze kajzerki... kwadratowe... może tak wyglądały oryginalne pruskie kajzerki? W końcu tu mieli bliżej Prus Wschodnich. To by pasowało do przysłowiowego pruskiego ordnungu, bułki kwadratowe, żeby powierzchnia blachy się nie marnowała (a nie byle jak pacnięte okrągłe jak u nas). Te nacięcia to też pewnie były cztery na krzyż, a nie pięć... oczywiście w celu żeby ciasto się lepiej piekło w środku, bo jak jest pośrodku górka, to w środku powstaje zakalec. Taką mam teorię.




  • dystans 20.00 km
  • 2.00 km terenu
  • czas 01:23
  • średnio 14.46 km/h
  • temperatura 20.0°C
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Jeszcze raz z Klu nad Pisię

Czwartek, 5 kwietnia 2018 · dodano: 09.04.2018 | Komentarze 4

Ładna pogoda, ciepło, to znów z Klu nad Pisię.

Ta dziura w mostku robi za umywalkę, można w niej umyć ręce... i to bez ryzyka wpadnięcia do rzeki.




Można też tam wlać wodę z kubełka.



Trzeba się dostać do kijka, który się zatrzymał na zatopionej w wodzie kłodzie.



Tak w ogóle dziś Klu przypomniała się piosenka (na melodię "Wyginam śmiało ciało")"
Mniam mniam mniam mniam mniam mniam mniam
Mniam mniam mniam mniam mniam mniam mniam
Mniam mniam mniam mniam mniam mniam mniam
Ja lubię - jabłko!

Albo jak dwa razy z rzędu kiedyś po przedszkolu bolał ją brzuszek z przeżarcia... bo brała dokładki. Więc jej tłumaczymy, żeby nie brała dokładek, to ją nie będzie bolał brzuszek. Na co ona zrobiła bardzo smutną minę i smutny głosem spytała:
- Ale jak będzie coś pysznego?




Takie cuś latało... w ogóle w tym roku tutaj już trzeci raz spotykamy drpieżnika (raz nawet dwie sztuki, chyba parę), wczoraj na przykład. też krążył ale wyżej. Nie wiem czy po tak marnej fotce da się rozpoznać co to za drapieżnik, ja w każdym razie w tym temacie jestem zbyt cienki.



A to ekspedycja kucyków na Kamienną Górę.





Stado baranków!



Cirrus na niebie, pogoda się zje... zepsuje.

Chyba tam min. jakiś cirrus faktycznie jest (ale głowy nie dam, na chmurach też się nie znam) i faktycznie następnego dnia pogoda była znacznie gorsza.



  • dystans 41.86 km
  • 7.20 km terenu
  • czas 02:40
  • średnio 15.70 km/h
  • rekord 32.70 km/h
  • temperatura 22.0°C
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Dwa razy nad Pisię Gągolinę

Środa, 4 kwietnia 2018 · dodano: 06.04.2018 | Komentarze 7

Najpierw samemu sprawdzić, które dojazdy są błotniste, a które znośne... a przy okazji poszukać kwiatków. A potem z lavinką po Klu do przedszkola i już razem na ulubione miejsce rozwałkowe nad Pisią.





Starorzecze






Aktualnie kwitną:
- złoć żółta




- śledziennica skrętolistna




- przylaszczka pospolita



- zawilec gajowy




- kokorycz (pełna albo pusta)




Zanim czosnek niedźwiedzi będzie kwitł, to jeszcze... ale już są liście



Poza tym, na żwirko-piasku pod mostem CMK kwitnie
 - podbiał pospolity



Z miejsc, gdzie kora jest uszkodzona, wypływa sok... a mrówki się nim żywią, albo zbierają. To chyba jawor, albo inny klon sądząc po liściach po drzewem (dąb na pewno nie, niewielka szansa że grab). A więc dorwały się do syropu klonowego.




A to my razem... już prawie na miejscu



Kluska robi zupę - wrzuca kiełbasę, jabłko, buraka, oregano (znaczy patyki, piasek itp.) i miesza. Jak faktycznie uda jej się przemienić Pisię w zupę, to chyba stryjek huann tu się przeprowadzi.




Hamakować można choćby tak




  • dystans 22.27 km
  • 3.70 km terenu
  • czas 01:25
  • średnio 15.72 km/h
  • rekord 28.80 km/h
  • temperatura 11.0°C
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Pod Wiskitki po bazie-kotki

Piątek, 30 marca 2018 · dodano: 05.04.2018 | Komentarze 0

Pojechałem po bazie wierzbowe i tak jakoś wyszło, że w ich poszukiwaniu dotarłem na glinianki pod Wiskitkami, gdzie faktycznie udało mi się znaleźć całkiem ładne... bazie-kotki jak na nie mówi Kluska.



Po drodze w rowie przy drodze trafiłem na kwitnący podbiał pospolity





Glinianki pod Wiskitkami, niedawno wycięli krzaki i trzciny, ale na szczęście tylko pasie tych  glinianek bliżej drogi (to prawdziwy archipelag jeziorek - mapa, choć teraz są one połączone ). Być może to już jakieś prace nad urządzeniem tu terenów rekreacyjnych... niedawno jakieś plany w tym kierunku były, ale nie było kasy. Nie wiem jak aktualnie ma się sytuacja.





A to te, które nie wpadły pod kosiarkę.





Ptaki chyba nie posprzątały po śniadaniu



  • dystans 4.19 km
  • czas 00:16
  • średnio 15.71 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Po Klu na dworzec

Środa, 28 marca 2018 · dodano: 08.04.2018 | Komentarze 0





  • dystans 72.34 km
  • czas 04:26
  • średnio 16.32 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

po mieście x6 (karty cz. 2)

Wtorek, 27 marca 2018 · dodano: 04.04.2018 | Komentarze 1

Fotki kwiatków i robali co prawda nie z marca, a z 3 kwietnia, ale daję je już tutaj, bo zanim dam jakiś kwietniowy wpis, to smak nowości dawno przeminie.

Złoć żółta w żyrardowskim parku





Zawilce dopiero mają pączki



Za to masowo wyległy tramwaje



W święta pogoda była taka jak była, więc sporo rżnęliśmy w karty, więc dalej będzie o kartach...  jeden wpis o kartach już był, to teraz pora na kolejny.

Na początek trochę historii... ekspertem nie jestem, więc jak coś pokręciłem to proszę poprawiać, poza tym muszę dodawać słówka prawdopodobnie, chyba itp. bo często nie miałem możliwości, albo czasu żeby zweryfikować znalezione informacje.

Karty do gry zostały wynalezione w Chinach, a do Europy dotarły poprzez kraje arabskie... karty włoskie i hiszpańskie to właśnie najstarsze europejskie wzory - jako kolory mają puchary/kubki, monety, miecze i pałki, podobne kolory pojawiają się w kartach arabskich, a prawie identyczny w kartach z Egiptu Mameluków (tylko zamiast pałek - kije do polo, której to gry wtedy europejczycy za bardzo nie znali, więc zastąpili je pałkami - przy czym w kartach hiszpańskich w postaci maczugi, a we włoskich coś w rodzaju buławy). Później karty łacińskie były modyfikowane i tak powstały karty niemieckie i francuskie (my obecnie używamy kart wzoru francuskiego).

Poniżej fajne zestawienie kolorów w różnych kartach z angielskiej Wiki.



Mamy w domu współczesną talię kart hiszpańskich (powiększenie - zestaw 1, zestaw 2), blotki i figury (1-12) są numerowane, a kolor jest dodatkowo oznaczony ilością przerw w ramce (monety - zero przerw, puchary - jedna, miecze - dwie, pałki - trzy). Przy czym ta numeracja w rogu i przerwy w ramce to względnie nowy wynalazek (podobnie jak oznaczenia figur i kolorów w narożach naszych kart).

Blotki są od 1 do 9, potem jest żołnierzy/piechur, rycerz/jeździec i król (poza królem te tłumaczenia są moje, więc zbytnio się do nich nie przywiązujcie). W mniejszej talii odrzuca się górne blotki, znaczy 8 i 9. Do talii dołożone są dwa Jokery, ale od razu widać że jest to karta z innej bajki (Jokery pochodzą z USA i też są względnie nowym wynalazkiem).

Karty włoskie różnią się wyglądem znaków oznaczających kolory, o pałkach już wspominałem, miecze są zakrzywione a nie proste, nieco inne są też puchary/kubki. No i kart jest więcej, bo blotki są do 10. Krótkie talie (te które widziałem) też są z blotkami do 7.




Karty niemieckie.... przy czym ja mam w domu talię węgierską (powiększenie - zestaw 1, zestaw 2), bo rozpowszechnione były w Europie Środkowej..

Obecnie w Polsce używamy odmiany kart typu francuskiego, ale kiedyś tzw. "karty polskie" były właśnie kartami typu niemieckiego. Pozostałością z tamtego okresu są nazwy kolorów: żołądź, dzwonek (pochodzenie jest oczywiste jak się spojrzy na symbole), czerwień (bo tak po niemiecku nazywał się kolor z sercem), oraz wino... to ostatnie jest nieoczywiste (po niemiecku nazwa koloru to zieleń lub liść), być może jakieś skojarzenie z winoroślą, większość talii ma liście z jednym, no trzema czubkami, ale widziałem też talii (raczej współczesne, ale może kiedyś też takich symboli używano) gdzie liście są bardziej rozczapierzone, a nawet z wąsami chwytnymi... ale pewności nie mam.

Figury  to niżnik i wyżnik (nazwy polskie, to tłumaczenie niemieckich unter i ober, które odzwierciedlają położenie symbolu koloru), król (ten akurat występuje chyba we wszystkich europejskich odmianach kart), oraz tuz (odpowiednik asa... obecnie po niemiecku jest daus, ale dawniej ponoć duz i to od tego słowa miał pochodzić). Dawniej atut nazywano kozerem, czasem można też spotkać trumf, co może pochodzić od niemienckiego trumpf, a to od włoskiego triomfi (używanego w kartach włoskich).

A poniższa talia węgierska... jest to talia gdzie wyżnikami i niżnikami są postaci z Wilhelma Tella (był to wyraz oporu przeciw władzy Habsburgów), a tuzami pory roku.




Wraz z wyparciem kart niemieckich przez francuskie, częściowo zostało też wyparte nazewnictwo, choć nie do końca, bo na przykład kolory nadal nazywa się jednocześnie żołędziem, dzwonkiem, czerwienią i winem obok trefla, kara, kiera i pika (te ostatnie to kalka z francuskiego trèfle - koniczyna,carreau – czworokąt, cœur - serce, pique – grot,pika), podobnie z francuskiego mamy nazwy figur - walet (fr. valet - giermek), dama (fr. dame, ale mieliśmy w polskim zbliżone brzmieniem i znaczeniem słowo dama) , król (tu przynajmniej zmian nie był) i as (choć we Francji w kartach nie ma asa tylko jedynka, ale w taliach francuskich w innych krajach zwykle jest as)... a nawet atut.

Co ciekawe część nazw używanych polskich kartach, zachowało się też w nazewnictwie rosyjskim (czy ukraińskim) - jest więc tuz na określenie asa, w kolorach wino, a poza tym kozyr (choć na Ukrainie spotkałem się z kozierem).



A w co graliśmy tym razem, ano nadal w Piotrusia i w Wojnę (wyszukałem i wymyśliłem dodatkowe zasady i graliśmy w dwie różne wersje Wojny), do tego w Świnie, .... Biskupa i układaliśmy pasjanse.

Pasjans
Zwykły pasjans, nieco musiałem Klusce pomagać, żeby się nie pogubiła co na co kłaść, bo jednak nadal ciut zbyt skomplikowany.



A tu z zastosowaniem kart pasjansowych... dopiero teraz dowiedziałem się, że to karty pasjansowe, wcześniej nie wiedziałem że z tego powodu są mniejsze. Zresztą są to jedyne polskie talie (z oznaczeniami W-D-K-A) jakie mamy w domu, okazało się że reszta to anglosaskie lub na ich wzór (J-Q-K-A).



Pasjans hiszpański
Poza tym na karty hiszpańskie znalazłem ciekawy hiszpański pasjans. Polega on na tym, że cztery karty układamy na kupkę, a resztę w czterech rządkach (z których każdy odpowiada jakiemuś kolorowi, mu ustalaliśmy to przypadkowo, jak nam się ułożyło). Potem bierzemy kartę z kupki i kładziemy w rządku z odpowiednim kolorem jak którąśtam (według numerka) od lewej, zabieramy stamtąd kartę i ją kładziemy gdzie trzeba i kartę zabraną stamtąd tak samo i tak dalej... aż trafimy na króla, którego kładziemy do nowego rządku z prawej, a my bierzemy kolejną kartę z kupki. Gdy już znajdziemy wszystkie króle, a nie wszystkie karty są odsłonięte, to pasjans nie wyszedł.

Można też dla ułatwienia pierwszą kartę wylosować z tych rozłożonych (jeden ruch gratis - większa szansa, że wyjdzie), a potem już normalnie z kupki (gdy odłożymy króla, lub trafimy na puste miejsce po karcie). Ten pasjans był na tyle łatwy, że po wytłumaczeniu Kluska już sama mogła układać... no i  oczywiście nawet jak nam nie wyszedł, to kontynuowaliśmy losowanie kart nieodsłoniętych, aż się ułożyło.

Oczywiście można użyć naszych kart do tego samego (żeby była taka sama złożoność, wystarczy odrzucić jeden komplet kart - na przy kład dziesiątki, a asa użyć jako jedynki, to będzie nawet rozłożone jak tam). Tutaj dwa pomocne filmiki: film 1, film 2.




Wojna
Wydawałoby się, że żadna filozofia, ale ciekawe jest choćby wynajdywanie opcjonalnych zasad, które nieco urozmaica rozgrywke. Pisałem już o tym poprzednio, ale w międzyczasie znalazłem trochę dodatkowych zasad na angielskiej Wikipedii. Poza tym okazało się, że już ktoś wymyslił zbijanie kart przeciwnika. Zaś z tych nowych zasad  jedną wprowadziliśmy do gry, a ja się zainspirowałem się i wymyśliłem jeszcze jedną. Ale widzę, że da się jeszcze pokombinować...

Oto stosowane teraz przez nas zasady:
- Joker wymusza wojnę wszystkich ze wszystkimi (niezależnie jakie mają karty)
- Zbijanie kart - karty przegrane są usuwane z gry (ja wymyśliłem tę zasadę do wojny na kolory, ale przecież można to użyć w zwykłej rozgrywce)
- Wojna ze stratami (wymyślona przeze mnie) - to kolejna zasada polegająca na usuwaniu kart i przyspieszająca rozgrywkę - my stosujemy to tak, że w wojnie kartę środkową-zakrytą zbijamy (zarówno u przegranego, jak i zwycięzcy), ale dla przyspieszenia gry można usuwać dwie dolne z kupki wojny
- Wojna jest nadrzędna (zasady kolonijne lavinki - pisywałem poprzednio)
- Podział na kolory (to kolejna wymyślona przeze mnie) gracz dostaje wszystkie karty jakiegoś koloru, lub dwóch kolorów (gdy graczy jest dwóch)

Obecnie gramy więc w dwie wersje wojny z następującymi zestawami zasad:
Wojna na kolory - Podział na kolory, Zbijanie kart, Joker wymusza wojnę, Wojna jest nadrzędna,
Wojna ze stratami - Wojna ze stratami (środkowa karta), Joker wymusza wojnę, Wojna jest nadrzędna,


Świnie
To kolejna gra w która ostatnio gramy, nie znałem jej wcześniej, po prostu na nią trafiłem szukając jakiejś prostej gry... dopiero w czasie gry okazało się że babcia ją zna.

Karty rozkładamy na stole (może być chaotycznie) koszulkami do góry. Jedną odsłaniamy i kładziemy na środku. Należy dołożyć kartę do koloru lub do wartości. Na początku gracze nie mają kart... jeśli gracz nie ma kart na ręce, lub nie ma pasującej, to losuje karty ze stołu aż do momentu gdy będzie mógł dołożyć (jeśli ma na ręce, to po prostu dokłada). Następnie dokłada druga dowolną (z ręki, lub jeśli nic nie ma, to pierwszą wylosowaną ze stołu).

Gdy skończą się nieodsłonięte kart na stole, wygrywają ci, którzy nie mają kart, albo pierwsi się pozbędą kart. W tym momencie rozgrywka wygląda następująco. Jeśli ktoś ma pasująco kartę to dokłada tak samo jak do tej pory. Jeśli nie ma, to zdejmuje po kolei karty z kupki, aż będzie mógł dorzucić coś z ręki. Następnie dokłada zdjęte karty do ręki i dokłada drugą, dowolna kartę.

I tyle. Gra prosta, Klusce bardzo się spodobała. Szczególnie zasada że przegrany zostaje świnkę i ją udaje, że to jedyna gra w której Kluska nie chce wygrać, a przegrać. Potem dołożyliśmy zasadę, że wygrani są kolejno kurką, kogucikiem i innymi zwierzątkami... to jako nagroda pocieszenia.

... Biskupa
To po prostu ocenzurowana wersja gry Dupa Biskupa. Poza tym nie kładziemy kart z ręki, tylko z kupki i nie mamy elementu rywalizującego, że kto się pomyli, albo spóźni to zbiera karty ze stołu. W naszej wersji kolejne osoby po prostu biorą karty z kupki i kładą na stół. Ustaliliśmy że jeśli jest:
- Joker - to wygłupiamy się
- As - wstajemy
- Król - salutujemy (Kluska jako leworęczna twardo salutuje lewą ręką)
- Dama - mówimy "dzień dobry pani"
- Walet - mówimy "dzień dobry panu"
- 10 - kładziemy rękę na karty
- 9 - milczymy (i buzia w ciup)

Poza tym Kluska zaczęła wymyślać kolejne na kolejne blotki - na przykład na 8 zamieniamy się miejscami. Potem zaś już ustalone zachowania przyporządkowywaliśmy innym figurom...

Nie wiem, czy kiedyś grałem w Dupę Biskupa, ale grę znałem. Klusce bardzo się spodobała, jednak niektórzy dosyć szybko mieli dosyć tej gry.


  • dystans 62.25 km
  • 6.50 km terenu
  • czas 04:23
  • średnio 14.20 km/h
  • rekord 34.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Myk na Modlin

Poniedziałek, 26 marca 2018 · dodano: 03.04.2018 | Komentarze 1

Z rana kierujemy się w kierunku Mostu Północnego. Korzystamy z ddr-ki wzdłuż Powstańców Śląskich, która jest jednak nieciągła... tam gdzie nie ma, musimy jechać płytówą robiącą za parking. Jest to pozostałość po wojskowym Lotnisku Bemowo, obecnie w większości zabudowane (ale na starych mapach topograficznych jest w tym miejscu wielka dziura... od razu widać, że jakieś tereny wojskowe).



Obecne Lotnisko Bemowo, to pozostałość po lotnisku sportowym (czy jakim tam) obok. To tam za płotem, o nawet coś ląduje.



Górka Śmieciowa w oddali.



Sto drzew na stulecie.



Milion drzew na milionlecie.



Krokusy kwitną na pasach zieleni (nie tylko żółte, między nimi chowają się białe i fioletowe).



Węzeł Młociny obok końcowej stacji metra - perony autobusowe.



Perony tramwajowe.



I tramwaj dwukierunkowy/dwustronny, te tramwaje zostały zakupione do obsługi trasy przez Most Północny na Tarchomin. Trasa budowana etapami i nie miała pętli, dlatego skierowano na nią tramwaje, w których maszynista przesiada się z jednego końca na drugi i do obsługi jazdy w dwóch kierunkach drzwi są po obu stronach (czyli generalnie tak jak w pociągach podmiejskich). Obecnie jest tam jakaś pętla do zawracania na Tarchominie, ale tory biegną dalej i tam zawrotki już nie ma.

Tutaj miał jazdę techniczną i jeździł w kółko.



Pomnik upamiętniający bitwę z września 1939 na przedpolach Warszawy, tzw. Warszawskie Termopile (tabliczka - powiększenie)




Docieramy do Mostu Północnego, gdzie mamy zamiar nową trasą nadwiślańską podjechać do Łomianek (dla mnie nową, bo lavinka fragmentami już nią jechała).



Najpierw zjazd na ostrogę, która ukrywa nieczynną już na szczęście rurę ściekową.Dziś tylko dwóch wędkarzy grzecznie parkujących na brzegu, ale ponoć w sezonie jest więcej i jeszcze wjeżdżają na ostrogę (choć wjazd jest zablokowany, to jednak da się objechać).




Rzut okiem na most i jedziemy dalej.



Trasa nadwiślańskimi łęgami... okresowo może być zalewana.




Starorzecze



A tu zrobiono przystać, całkiem przyjemne miejsce więc zrobiliśmy sobie postój.






Docieramy do Łomianek, jak lavinka się dowiedziała że chcę przez nie jechać, to aż jęknęła i ostrzegała że tam są fatalne chodnikowe ddr-y. Okazało się że nie jest źle, bo w sporej części jest nowy asfaltowy ddr, choć miejscami jeszcze robiony... no i jeszcze trzeba było omijać parkujące na nim samochody.




A oto cmentarz w Kiełpinie, a konkretnie kwatera wojenna. Głównie z 1939, ale są też pochowani polegli i rozstrzelani w dalszej części II wojny.







Pomnik zestrzelonych lotników (tablica - powiększenie)




A na cmentarzu cywilnym - kwatera de Pothsów, czyli właścicieli dóbr Łomianki i Młociny.



Przykładowy nagrobek (powiększenie)




Obok tej kwatery znajdzie się też grób wojskowego - b. porucznika b. wojsk polskich(powiększenie)



Jezioro Dziekanowskie, to jedno z kilku jezior w starorzeczach w okolicy (inne to Kiełpińskie, Cząstkowskie). Zdaje się, że na obecny ich wygląd miało usypanie wałów przeciwpowodziowych, które częściowo odcięły starorzecza od Wisły.



A oto i wał



Który to kilometr Wisły?



Dawny majątek Trębickich  - park podworski w Łomnej... zdjęcie o tyle dobre, że nie widać ile tam śmieci (jest tu ich wyjątkowo dużo, to pewnie wpływ popegeerowskiego sąsiedztwa).



Ale spomiędzy śmieci udało się wypatrzeć ziarnopłona wiosennego.



Smętne pozostałości oficyny dworskiej (drewniany dwór ponoć uszkodzony w 1939, został rozebrany po wojnie).



Mogiła zbiorowa żołnierzy poległych w 1939 na cmentarzu w Łomnej.




Kierujemy się na maszt - tabliczkę i strzałkę z bocznej alejki znajdujemy później.



Nie opuszczamy jeszcze Łomnej - oto kaplica grobowa Trębickich.




Obok znajdujemy też praktycznie nieczytelny nagrobek.



Mazowiecki krajobraz... na fotce nie widać, ale tam w oddali kicają sarenki.



Kościół ufundowany przez Trębickich (projektu Henryka Marconiego), zniszczony w czasie I wojny, ale pocisków w nim brak.



Jedziemy dalej, niestety coraz bardziej pod wiatr, który zresztą jakby się wzmaga.

Cmentarz mennonicki w Nowym Kazuniu (o osadnictwie olęnderskim tamże... tam też o cmentarzu i zborze).




Nagrobek z zachowanymi inskrypcjami ( powiększenie 1, powiększenie 2)



I drugi ( powiększenie 1, powiększenie 2)



Ale topole to niezłe tam rosną.




Dawny zbór mennonicki, obecnie dom mieszkalny. Pierwotnie znajdowały się w nim: sala modlitw, szkoła i mieszkanie nauczyciela, a po II wojnie mieściły się tu urząd gminy, posterunek milicji, szkoła.



Krajobraz mazowiecki - krzaki



W Kazuniu oglądamy jeszcze pomnik z 1957, w którym jest urna ze szczątkami 10 żołnierzy poległych w 1939 i pierwotnie pochowanych w mogiłach w okolicy. Historia budowy tego pomnika jest dosyć ciekawa - tutaj artykuł o nim, warto dodać że pomnik częściowo powstał z kamieni z przedwojennego pomnika Piłsudskiego, że początkowo orzeł był żeliwny, a i obecna tablica nie jest ta pierwotna, tylko nowa.




O tutaj, za tym jasnoszarym granitem jest krypta z urną.



Obok jeszcze jakiś kopiec ze schronem (niestety nie wiem czy to była pierwotna funkcja tego obiektu), po schodkach można wejść na górę.





A stamtąd zapuścić żurawia na tereny wojskowe przedmościa kazuńskiego.




Przeprawiamy się przez Wisłę... oczywiście nie wpław, tylko mostem S7, przy czym nie jezdnią (nie jesteśmy samobójcami) tylko purchlowatym chodniczkiem obok.



Modliński witacz.



Ruszamy na poszukiwanie polskich schronów z 1939 w pobliżu lotniska. Oto strona ze schronami.

Numer 1 znajdujemy, ale okazuje się że nieco się spóźniliśmy, do niedawna był dostępny w krzakach, a obecnie znajduje się już na terenie ogrodzonym.




Numeru 2 nie udało się namierzyć... mamy wrażenie że kropka na mapce jest nieco niedokładna, co może utrudniać zlokalizowanie go. 3 i 4 znaleźliśmy na mapach satelitarnych i lotniczych, są na ogrodzonym terenie lotniska, ale mieliśmy nadzieję zrobić im fotki z daleka. Niestety, dróżkami technicznymi przy lotnisku dojazdu tam nie ma, trzeba było rypać szosą... a ruch coraz większy, my już i tak byliśmy zmęczeni ruchliwymi szosami w rejonie Kazunia i Modlina, więc sobie odpuszczamy.



Postanawiamy więc jeszcze zahaczyć o inne obiekty twierdzy.





A konkretnie połazić po tunelach kontrminowe.



O, chyba znaleźliśmy zaginioną kompanię kolarzy




I jeszcze jeden... a właściwie dwa - w lewo i prawo.



Odcinek w obrębie fortyfikacji (lity tunel)



A tu już wychodzimy na przedpole, po bokach są "wyjścia" w których można wykonać ziemne tunele i podłożyć kontrminę.



Sala końcowa z takimi właśnie wyjściami. Tu wyjątkowo sucho, pył który wzbiliśmy utrudnia robienie zdjęć z fleszem.




Już po nocy przejeżdżamy przez twierdzę na dworzec. lavinka była trochę zrypana jazdą pod wiatr i ruchliwymi odcinkami drogi, więc ja przenosiłem rowery kładką na peron. Wniosłem swój rower i wracając po rower lavinki mijam ją na schodach. Wyciągnęła rękę i przybiła mi piątkę.
- Praca zespołowa - ty wnosisz rower, a ja wchodzę.

Oto szynobus z Sierpca do Tłuszcza... my zaś wsiadamy do Elfa lotniskowego i jedziemy na Wschodnią się przesiąść.



Gdy nasz pociąg dojeżdżał do Wschodniej, lavinka ustawiając się na pomoście z rowerem zastanawiała się z której strony będzie peron. Wpadłem na dobre rozwiązanie:
- To ty ustaw się w jedną stronę, ja w drugą to zawsze jedno z nas trafi.

Pociąg służbowy na rozkładzie jazdy... no dobra, ale opóźnienie? Pociągu służbowego? Eeee???



To chyba ten służbowy kibel.



A to drugi służbowy kibel... a tak na marginesie, korzystając z dwóch zdjęć niezmodernizowanych EN57 obok siebie, ponieważ te jednostki były produkowane przez ponad 30 lat, a wyprodukowano ich ponad 1400 sztuk, na przestrzeni lat wprowadzano zmiany i jednostki z różnych lat różnią się między sobą różnymi elementami. Na przykład jedna z lepiej widocznych różnic - ten górny ma pionowe łamania czoła i trzy szybki, a ten dolny łamanie poziome i dwie szyby .



I to by było na tyle. Jeszcze tutaj galeria zdjęć z całej trzydniówki.

Aha i jeszcze Kluska dorwała mi się do komputera i przerobiła fotkę służbowego EN57



  • dystans 61.82 km
  • 2.30 km terenu
  • czas 04:27
  • średnio 13.89 km/h
  • rekord 33.50 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Włochy i Bródno...

Niedziela, 25 marca 2018 · dodano: 02.04.2018 | Komentarze 2

Jak to było w tym dowcipie? Że z przodu jest Wola i Ochota, a potem się okazuje że Włochy i Bródno? No to my dziś jechaliśmy najpierw przez Ochotę, Wolę, a nawet chyba zahaczyliśmy o Czyste... na koniec było Bródno i Włochy.

Na początek skrzynka, do której znalezienia potrzebny jest rower... czyli w sam raz dla nas! Oczywiście przy keszowaniu rower wykorzystujemy jako środek transportu, ale też czasami jako narzędzie... zwykle gdy skrzynka jest wysoko, gdy się przystawi rower i na niego wejdzie, nierzadko można dosięgnąć (albo żeby gdzieś wleźć i pokonać dolny, trudny odcinek wspinaczki). A że keszujemy najczęściej w trybie GPS Free, to rower i licznik wykorzystujemy też do odmierzania odległości. Ale w ten sposób, jak w tej skrzynce roweru jako narzędzia jeszcze nie używaliśmy... fotki nie bardzo publicznie możemy wrzucić, żeby nie psuć innym zabawy, zainteresowani niech obadają OP8KSP (niekeszującym możemy ewentualnie na priv podesłać fotkę i opis).

Po drodze trochę krzaków (choć w tej okolicy trochę mniej), jakieś graffiti z Benderem, czy inny street art z jakimś granatem.




Myk na Plac Baśniowy, gdzie niedawno odbyła się ochocka masakra piłą mechaniczną, której efektem są... drewniane rzeźby w miejsce drzew które zostały przeznaczone do wycięcia. Autorem rzeźb jest Andrzej Zawadzki z Mszczonowa... hmmm, Mszczonowa? No to chyba go kojarzymy, bo czasami obok przejeżdżamy (oto fotka z Olafem). A przy okazji, będąc w tym miejscu pozdrawiamy yurka.






Może komuś znak do postawienia? Zakazik? Nakazik?



Potem kolejny stopik na Rondzie Tybetu (tabliczka - powiększenie), a nieoficjalnie Wolnego Tybetu porobić zdjęcia Galerii Tybetańskiej, bo tutaj stale przybywa murali na podporach trasy, jeszcze kilka zostało pustych. Jak to miejsce wyglądało kilka lat temu, można zobaczyć u lavinki na blogu we wpisach z pierwszymi graffiti, oraz bramami-twarzami.



Obecnie wygląda tak, bram-twarzy już nie ma, za to są głazy (niektóre z jakimiś znakami, pewnie z pisma tybetańskiego), oraz wymalowaną krętą ścieżką, którą słaby dziś było widać, ze względu na prostą linią ostrego słońca ze szczeliny.





Postanowiliśmy podjechać pod przebudowę linii obwodowej zobaczyć, czy widać odkopane niemieckie schrony typu Tobruk (czyli Ringstand 58c). Owszem widać - akurat ten przy Górczewskiej i tak był dobrze widoczny wcześniej...



Ale ten po drugiej stronie ulicy został dopiero teraz odkopany (jego nie znaleźliśmy). Ponoć do chwili obecnej odkopali kilkanaście Tobruków, jednego już przesuwali i jeszcze jednego mają zamiar przesuwać.



Kolejne dwa zauważyliśmy kawałek dalej na północ (też ich nie znaliśmy).




O, a to ten przy Obozowej, to  jest chyba ten który musieli przesuwać bo kolidował im z wiaduktem. Faktycznie tam był jeden tuż przy starym wiadukcie. Na razie został przestawiony jeszcze na teren budowy, ale docelowo ma trafić do Muzeum Wojska Polskiego, dodam że w Muzeum Powstania Warszawskiego jest już jeden odkopany i przeniesiony Tobruk (wpis o nim na blogu pocztówkowym).



I jeszcze jeden odkopany po północnej stronie ulicy... choć ostatnio był zakopany, to o nim wiedzieliśmy akurat.



Ruderki w rejonie Fortu Bema.




Park Olszyna, lavinka postuluje na środku tego rozlewiska zbudowanie szczurzej świątynki (ze względu na populacji tychże gryzoni tutaj).



Pszczoły w Parku Kaskada





O, widzę że i tutaj zamontowali słupki do biegów na orientację.



No i cuś kwitnie... na ogródkowych kwiatkach to ja się nie znam. Ni to zimowit, ni to krokus...




Takie tam z murów




Dziś również spory kawałek wzdłuż Trasy Toruńskiej... hałas, spaliny iw ogóle. Te odcinki wzdłuż tego "tunelu" były jeszcze w miarę znośne, bo rzeczywiście nieźle tłumi hałas, tylko jak przejeżdżali idioci bez tłumików, to bardziej przebijało.




Fragment muralu przy trasie.



Wisła, EC Żerań, a z lewej strony nawet widać nasz cel - Kładkę Żerańską, którą odwiedziliśmy już wczoraj.



Fragment mostu sprzed przebudowy.




No i jesteśmy przy kładce, tym razem za dnia, więc korzystamy z okazji żeby ją obfocić. A poza tym główna rozwałka tego dnia na jednym z miejsc do odpoczynku (tym bardziej w krzakach, ale za to mniej osób tu się zatrzymuje).

520 kilometr Wisły + czysta metrów.







No to jedziemy dalej - osiedle kontenerowe?




I znów klimaty bocznic... tą drogą wśród bocznic kiedyś jechaliśmy, sporo rowerzystów z niej korzystało. Mieliśmy pecha, bo akurat SOKiści nas zatrzymali, ale mieliśmy mapę na której tędy akurat była zaznaczona trasa rowerowa, więc pokazaliśmy że o, jedziemy szlakiem... no tak, bo kiedyś tu był wyznaczony, ale już nie jest itp. itd. a my stwierdziliśmy, że od tej pory koniecznie trzeba mieć ze sobą tę mapę, gdy będziemy tędy jechać.



Transport brzozy na... eee, nie będę ciągnąć myśli. No co ja zrobię, że teraz brzoza kojarzy mi się tylko z jednym? Zresztą, czy to moja wina?



No i co? Kto jest najwyższy w Warszawie?



Podjechaliśmy do Parku Bródnowskiego... no cóż, to był błąd - ciepły, słoneczny weekend, to i ludzi sporo, rzuciliśmy okiem na kilka rzeźb (lista rzeźb), ale potem sobie odpuściliśmy i reszty nie szukaliśmy (zresztą część mamy obfocone wcześniej) i ruszyliśmy dalej.




Oto pierwsza z rzeźb, tu akurat z identyfikacją nie było łatwo (tabliczka)




Dalej było trudnej... trzeba było zastosować sprawdzoną metodę odróżniania  sztuki od niesztuki. Czy jest tabliczka tabliczka? Jest, nawet dwie, a zatem te wygięte drapaki i krzaki za nimi są sztuką.




Kolejnym punktem jest ślad po performęsie pewnej artystki, która zamieszkała na kilka tygodni w parku. Po ulotnej akcji Martin pozostały dwa materialne ślady: płaskorzeźba "Boga Małpy", wykonana przez artystkę i zainstalowana w miejscu gdzie stał jej namiot (...) oraz namalowane na chodnikach wiersze (...) lokalnego poety . Ja bym dodał, że jest jeszcze trzeci ślad - tabliczka.



Sztuka? Niesztuka? Chyba to drugie, bo nie udało się zlokalizować tabliczki.



Napis obsiadła młodzież w wieku różnym. Wiadomo - dziecko brudne, to dziecko szczęśliwe.



Uciekamy na długą kładkę przy przystanku kolejowym Warszawa Praga. Kładka w pewnym miejscu się rozdwaja na pieszą, oraz techniczną z rurami.




O, Piendolino... dowcip polegał na tym, że zatrzymało się na stacji Warszawa Praga, zaś pociąg Kolei Mazowieckich przejeżdżający w tym samy czasie się nie zatrzymał (ostatnio pociągi KM na tej trasie od Legionowa zatrzymują się tylko na kilku stacjach).




Poza tym jeszcze trochę różnych pociągów... choć głównie Elfy w barwach SKM i KM.



Mostem Gdańskim przekraczamy Wisłę



Bulwar po remoncie



Oto i sam most.



Cytadela




Tu wyrąbują w wale nowy wjazd do Cytadeli.



- Panie sałata, pojedziesz pan S7?
- Co? Ja nie pojadę? Wsiadajcie!

No dobra, tutaj jeszcze nie S7 ani S8, ale są na dobrej drodze.




516 kilometr Wisły



Przejechaliśmy się i my wyremontowaną częścią bulwarów, korzystając że jeszcze nie jest pełnia sezonu i wieczór, więc choć sporo ludzi, to jeszcze do maksimum zatłoczenia daleko.









Aczkolwiek na ddr-ce robiło się już miejscami tłoczno



A potem myk na Tamkę, Świętokrzyską, skok w bok w Jerozlimskie... czyli powrót.


  • dystans 73.94 km
  • 6.50 km terenu
  • czas 05:06
  • średnio 14.50 km/h
  • rekord 31.70 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Na łysej Kobyłce wiosna nie dojedzie

Sobota, 24 marca 2018 · dodano: 01.04.2018 | Komentarze 0

Rano skoroświt złapać jedyny o tej porze pociąg, na który nie musieliśmy lecieć ze Wschodniej na Wileńską (dawno tam się nie przesiadamy i nie wiemy czy nadal działa nasz skrót na perony). Na Zachodniej mieliśmy trochę czasu, stąd trainspotting na peronach obsługujących ruch podmiejski. Oczywiście jakiś koleś (pewnie stary kolejarz) przyczepił się, że na peronach zdjęć robić nie można... zbyliśmy go jakimś tekstem, że w PRLu może i tak było, ale od tej pory przepisy się zmieniły.

Poniżej Elf eSKaeMki, któremu w ostatnim czasie przybyło kolejne logo na malaturze. Oraz EN97 (też od Pesy) WuKaDki.




Wjeżdża nasz pociąg - tradycyjnie przypomnę dowcip z taaaką brodą (z czasów gdy EN57 były nowoczesnym taborem prosto z fabryki i były pomalowane na niebiesko-żółto).

Wpada jakaś babinka na peron, a tam stoi już pociąg:
- Jaki to pociąg - pyta stojącego obok faceta.
- Żółty.
- Dokąd?
- Do połowy.
- Na Tłuszcz on?
- Nie, na elekstrykę.



Do Tłuszcza nie dojeżdżamy, wysiadamy w Wołominie. Wiaty są nowe, na nowowybudowanych peronach... ale stylem naśladują starą, wyburzoną razem peronem podczas przebudowy stacji w ostatnich latach.




Budynek Cechu Rzemiosł... czy jak to się teraz nazywa.




I jeszcze parę fotek z przejazdu przez Wołomin.





Pomnik przyrody Głaz Edmunda.



I jeszcze jeden głaz, ten wykopany niedawno i postawiony na sztorc, żeby robił wrażenie okazalszego - (opis. na tablicy obok, z fotorelacją wydobycia i ustawienia).



Opuszczona oczyszczalnia ścieków (więcej fotek z oczyszczalni w klimatach świątecznych - w tym wpisie na blogu pocztówkowym)








Wiosenne klimaty



A tu drogowskaz do nowej oczyszczalni - ciekawe, czy stara też nazywała się Krym?




A tu już jesteśmy w Ossowie.



Mamy tu upamiętnienie księdza Skorupki, który poległ w czasie Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Kolejno - krzyż w miejscu śmierci, obelisk, oraz pomnik.





Mogiła zbiorowa żołnierzy bolszewickich... bardzo malowniczo położona na totalnym wygwizdowie na łąkach obok wsi.





Słup odległości z orłem w koronie i zegarem słoneczny.





Odczyt z zegara jest prosty - zawsze pokazuje godzinę szóstą, nawet gdy nie ma słońca (a właściwie zwłaszcza wtedy).



Cmentarz poległych w 1920r.




Pomnik z lista poległych (tablica - powiększenie)



Z tyłu za kaplicą i cmentarzem - pomnik katyński



A kawałek w bok... właściwie, to czy nie powinni posadzić brzóz zamiast dębów. Gdy byliśmy, to akurat jakiś pan kopał obok jakiś prostokątny dół... ekshumował, czy co? Bo na dołek pod nowy dąb nie wyglądało, chyba że pod nowe popiersie.





Stamtąd myk na Kobyłkę - zaczynamy od cmentarza i kwatery również z 1920 roku.




Tablice upamiętniające żołnierzy wojsk litewskich gen. Mokronowskiego, poległych w bitwie pod Kobyłką w 1794 roku (wiki i jeszcze taki artykuł o bitwie) pochowano ich w miejscu obecnego cmentarza, który został założony później, bo w 1803 roku. Sama mogiła i usypany na niej kurhan, nie nie zachowały się do dzisiaj. Ta tablica po litewsku jest nowsza, odsłonięta półtora roku temu (powiększenie tablic)




Kaplica grobowa



I mini-lapidarium pod jedną ze ścian.



Te i inne stare nagrobki sugerują, że był to cmentarz wielowyznaniowy (albo przynajmniej jego część).




 
Nagrobek po francusku (powiększenie 1, powiększenie 2)



Bazylika w Kobyłce




Różne kształty okien



Kaplica z tyłu



Trochę iluzjonizmu - przy czym te drzwi są prawdziwe... to znaczy niekoniecznie się otwierają i gdzieś prowadzą, ale nie są namalowane, tylko faktycznie w otwór są wprawione drewniane drzwi.



Zegar słoneczny z własnym, prywatnym słoneczkiem (w razie niedostęności tego publicznego).



Powiększenie poniższej fotki



Hmmm... chyba jestem mocno do tyłu, jeśli chodzi o nowości techniczne w tematyce ślubno-weselnej.



A to już opłotki Zielonki... tutaj się chyba poluje na pociągi. Ja poluję z aparatem, ale tutaj używają w tym celu sieci.



Chyba dlatego pociągi porzuciły tę bocznicę.



Glinianki w Zielonce.



Przez Zielonkę w zasadzie tylko przemknęliśmy (tylko rzut okiem na kościół, czy nie ma pocisków - nie ma). A to już Marki i ciuchcia nieistniejącej już kolejki mareckiej (która biegła z Warszawy nie tylko do Marek, ale i do Radzymina). Żal kolejki, teraz w jej miejscu jest koszmarna dwupasmowa szosa przez środek miasta.



Kościół w Markach




Ptaki w parku




A to pałacyk Briggsów, Anglików którzy w 1884 uruchomili tutaj przędzalnię wełny.





A oto i dawna fabryka braci Briggs.




Szkoła elementarna wybudowana przez fabrykantów.



I znajdujące się po obu stronach szosy osiedle robotnicze (pierwszy rząd domów od strony drogi otynkowany i wyremontowany, ale te ceglane są bardziej klimatyczne).





Wjeżdżamy do Warszawy - kościółek w Grodzisku (obecnie część Warszawy).



A tu inny wynalazek techniki slubnej jest zakazany.



Dobijamy do Trasy Toruńskiej i korzystamy z jedynej  ciągłej ddr-ki od strony Marek. Trzeba się przebić przez parę wielopoziomowych węzłów trasy (od jej przebudowy praktycznie tu nie byliśmy), gdzie ddr-ka robi pętle, zawijasy, podjeżdża i zjeżdża różnymi kładkami... a i tak nie jest w 100% poprowadzona bezkolizyjnie, bo trzeba przekroczyć ulice na światłach.




Kolejowe klimaty




Ech, Kładka Żerańska... to był jeden z żelaznych punktów programu na ten weekend. Postanowiliśmy ją wreszcie odwiedzić po remoncie i przebudowie. Pamiętam jak jeszcze kiedyś dało się nią przejechać rowerem (z kilkanaście lat temu, choć z jednej strony zdaje się że ten rower trzeba było znieść po drabince), pamiętam jak już nawet piechotą ciężko było ją pokonać, bo rozkradli kraty stanowiące nawierzchnię (poniżej fotka z 2010)... no i teraz, gdy da się wygodnie jak nigdy przejechać rowerem.




Gdy pojawiła się inicjatywa przebudowy kładki technicznej na rowerową, to gorąco jej kibicowaliśmy (zwłaszcza że kiedyś pełniła już nieoficjalnie taką funkcję, choć w ograniczonym zakresie). Bardzo się ucieszyliśmy, gdy projekt udało się zrealizować. Zrobiliśmy sobie mały postój na ławeczkach za kładką (są miejsca wypoczynkowe po obu stronach kładki) i gdy wracaliśmy, to już można było obejrzeć efekty podświetlenia, choć nie w pełnej krasie, bo jeszcze pełnego mroku nie było.




A potem dalej wzdłuż Trasy Toruńskiej i mostem Grota Roweckiego...


  • dystans 64.38 km
  • 0.20 km terenu
  • czas 03:50
  • średnio 16.79 km/h
  • temperatura -10.0°C
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Po mieście x8

Środa, 21 marca 2018 · dodano: 30.03.2018 | Komentarze 0

Na początek tradycyjnie staw na Bielniku w kolejnych mrozowych i odwilżowych odsłonach

















Trochę mrozowych różności z Pisi






Mewy śmieszki przyleciały na Bielnik. W szatach godowych (czarne łebki).





Pod koniec zeszłego roku zostaliśmy uszczęśliwieni kolejnym bublem udającym drogę rowerową. Najpierw fotka ze starego ciągu, do którego ten nowy został podłączony - ten zjazd (zwłaszcza jadąc z głębi kadru) najlepiej ominąć, raz że zwykle mniej lub bardziej zastawione przez samochody, a dwa że w najgorszym, najbardziej ruchliwym miejscu trzeba skręcić w lewo. Tutaj najlepiej i najbezpieczniej pojechać ulica i dopiero dalej zjechać na śmieszkę.



A to już nowa pseudoinfrastruktora rowerowa. Żeby pokonać skrzyżowanie, trzeba zrobić duuży zygzak z zakrętami prawie pod kątem 90 stopni. Następne przejazdy są nieco lepsze, ale dosyć niebezpieczne, bo widoczność bardzo ograniczona (lepiej jechało się ulicą, bo widziało się samochody i było widzianym z daleka, a poza tym z jednej strony na większości skrzyżowań nie było wlotu ulicy).



Poza tym oczywiście kostka - Żyrardów asfaltu jeszcze nie wynalazł i jest w erze kostki gładzonej (i tak dobrze, że już nie łupanej - fazowanej). Poza tym fatalnie ułożona, pod kołami klekoce i koleboce się na potęgę.

A poza tym, nie wiem co za ćwierćinteligent wymyślił takie odseparowanie chodnika od części rowerowej... sforsować się go nie da i jest uciążliwe, bo trudniej omijać pieszych. Jeśli miał on sprawić, że piesi nie będą chodzić po śmieszce rowerowej, to wolne żarty. Z moich obserwacji wynika, że ponad połowa pieszych chodzi częścią rowerową - raz że z przejść dla pieszych jest do niej bliżej, dwa że chodnik dosyć wąski, bo dużo na nich słupów i znaków, trzy że nierzadko zastawiony samochodami




Parkowanie na zakazie i zastawienie chodznika? Norma.




Z innych rzeczy, przypomniał mi się stary, żyrardowski mural murkowy... tak przez chwilę się zastanawiałem czy on jeszcze jest, tamtędy rzadko się przemieszczam, bo w tej uliczce błoto i dziurdzioły, a nawet jak tam byłem, to murala nie widać, bo zastawiony całkowicie przez parkujące samochody. Żeby dało się zrobić zdjęcia, trzeba się wybrać w niedzielę (i to najlepiej niehandlową), albo w święta.

Mural jest, te twarze na tle kół zębatych to Hielle, Dittrich i de Girarde.