teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124075.40 km z czego 18790.55 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 4.06 km
  • czas 00:15
  • średnio 16.24 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Aronicja? Nie! Koniboro? Nie!

Niedziela, 8 października 2017 · dodano: 23.10.2017 | Komentarze 1

Odebranie Klu na dworcu i powrót do domu... było dosyć wesoło, bo Klu zna parę słówek po japońsku, ale zapomina,. I teraz na przykład pamietała kawaii, ale nie mogła sobie przypomnieć powitania (konichiwa) i włączył jej się przegląd słownika, czy może losowy generator słów. Mówiła jakieś wymyślone słowo, będące trochę losową zbitką sylab i stwierdzała że to nie to... niektóre nawet brzmiały trochę jak japońskie.
- Aronicja? Nie!
- Koniboro? Nie!
- ....

Trwało to dobry kilometr, albo i półtora, do samego domu. Pod koniec chyba wróciła do początku słownika:
- Kawaii... o, to było!


  • dystans 3.85 km
  • czas 00:19
  • średnio 12.16 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Po klu do przedszkola

Środa, 4 października 2017 · dodano: 22.10.2017 | Komentarze 8

Na początek taki podsłuchany dialog zabawek Kluski:

- Umrzełaś?
- Nie, chciałam tylko troszkę pospać.
- To dobrze że nie umrzełaś. To by było troszkę szkoda.

A co tam dzisiaj dają do jedzenia?



Jesienny program nauki angielskiego (powiększenia - kartka 1, kartka 2)



Kasztany lecą... te kasztanowce przy przedszkolu to fajna rzecz, a że duże i mają sporą wydajność, to jak sezon kasztanowy na dobre się zacznie, starczy dla wszystkich dzieciaków i jeszcze zostanie. Kuba na przykład chyba codziennie upycha po kieszeniach i do czapki.




Odprowadziliśmy Wiktorkę i Kubę na przystanek autobusowy... w tym winobluszczu Kuba ma ukryty kijek, ale czego tam dziewczyny szukają, to nie wiem.



  • dystans 40.90 km
  • 6.50 km terenu
  • czas 02:11
  • średnio 18.73 km/h
  • rekord 37.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Rowerzystę stratowało stado zajączków

Poniedziałek, 2 października 2017 · dodano: 21.10.2017 | Komentarze 1

- 111 zajączków
- 14 kań
- 12 podgrzybków
- 9 prawdziwków
- 1 kozak

Ciepło, sucho i las pachnie suszonymi grzybami... grzybów było dużo, wręcz ciężko było postawić nogę by jakiegoś nie zdeptać, tyle że większość niejadalne. Jadalne też były, ale nie jakieś zatrzęsienie




No może poza zajączkami, których było zadziwiająco dużo (mniej więcej w jednym miejscu).





  • dystans 88.06 km
  • 13.00 km terenu
  • czas 04:57
  • średnio 17.79 km/h
  • rekord 38.60 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

A na Radom kury jadom 2: Złota Jabolowa Jesień

Niedziela, 1 października 2017 · dodano: 19.10.2017 | Komentarze 5

materac z mchu - Ulów - Waliska - Nowe Miasto nad Pilicą - Łęgonice - Nowe Łęgonice - Sadkowice - Szwejki Nowe - Szwejki Małe - Biała Rawska - Zawady - Studzieniec - Żyrardów (MAPA)

Galeria zdjęć z wyjazdu

Noc dosyć zimna - jakieś 2-3 stopnie, może dlatego poranek jakiś taki leniwy i zbieramy się wyjątkowo powoli.



Gotuje się woda na kawę.



A teraz grzeje się woda do mycia zębów.



Kawa zbyt szybko stygnie, więc trzeba kubek wstawić do podgrzewacza.



Spacer po lesie zaowocował zebraniem
- 9 podgrzybków
- 2 zajączków
- 1 sitka



Decyduję się nawlec je na nitkę i przytroczyć na bagażniku... a właściwie na namiocie.



Uśmiech grzybiarza.



A tak to wyglądało na starcie i po kilku godzinach jazdy w słońcu i wietrze... całkiem ładnie się podsuszyły, niesety parę odpadło na początkowym, wertepiastym odcinku, kiedy nie zaczęły podsychać, kurczyć się i lepiej trzymać na nitce.




No to pora wyjechać z lasu.




Pod lasem natykamy się na stary, opuszczony sad i napełniamy sakwy jabłkami. Obok są już nowe, niskopienne sady. Tak na marginesie - wjeżdżamy w strefę przejściową, są jeszcze tunele z papryką, ale pojawiają się też sady jabłkowe. Potem jest las, Pilica i za Nowym Miastem folii już nie ma, same sady.



Trochę drewnianej zabudowy po drodze... a droga przez las gruntowa i dziurawa niemożebnie. Do tego pobocza zawalone samochodami (sezon grzybowy), my jednak w dobrym miejscu nocowaliśmy - głębiej w lesie, podjechać samochodem za bardzo się nie dało, więc i grzybiarz z kulawą nogą nam się nie przyplątał z rana.




Kościółek, tzw. kaplica na Borowinie... obecnie w Waliskach. Ponoć wybudowany w XVII w. przy cudownym źródełku. W 1850 kuria zamknęła kościół i zakazała organizowania odpustów "z powodu odbywających się podczas odpustów burd i pijatyk".



Nepomuk



Furtka... ponieważ sama się otwiera, jest zastawiana kamieniem, który też jest pomalowany na zielono.




Na jednym z fotostopów minęło nas dwóch grzybiarzy... trochę gubili grzybów, bo chwile potem zauważyliśmy  jeden walający się na asfalcie.



Widok przez stawy i dolinę Pilicy na Nowe Miasto.



Przekraczamy Pilicę i rzut okiem z mostu na pałac.




W Nowym Mieście ruszamy poszukać pozostałości po Zakładzie Przyrodoleczniczym, bo o ile ostatnio udało mi się znaleźć budynek zakładu, to już pozostałości ujęcia wody nie. Tym razem znając już teren, przeanalizowałem dostępne zdjęcie (o stąd) i wytypowałem  potencjalną lokalizację... okazało się, że prawidłowo, bo faktycznie znaleźliśmy kapliczkę. Wyjaśniło się dlaczego poprzednio jej nie znalazłem - była na terenie ogrodzonym (choć da się na niego wejść), z dala od drogi i w krzakach.




Jako cokół służy rura ujęcia wody.




Kluczowy okazał się ten widok na budynki pozostałe po zakładzie, jak dotarliśmy w miejsce skąd tak je widać, to i kapliczkę dało się namierzyć. 




Od Nowego Miasta jedziemy trasą, która w znacznej części pokrywa się z tą, którą pokonałem 2,5 miesiąca wcześniej. Dlatego nie wrzucam teraz zbyt dużo zdjęć z Nowego Miasta, okolic i miejscowości na trasie, bo były już w odpowiednim wpisie.

Pod MiGiem



Górna część ulicy Pilicznej.




Nowy witacz, ostatnio był jeszcze ten stary.



Parę widoczków po drodze.





Z Łęgonic i Górki Zgody, żeby nie jechać szosą główną, objeżdżamy bokiem - trochę asfaltu, ale też trochę gruntówy. Po drodze okzało się, że górka zmieniła się z powodu żwirowni w dołek.





Babie Lato, a właściwie zaczyna się już Złota Polska Jesień... jesiony się złocą, niektóre gałęzie klonów też już łapią kolory, poza tym zielono. Co ciekawe, w Ameryce taką pogodę o tej porze roku nazywa się Indiańskim Latem (Indian Summer).





Jedziemy przez warecko-grójeckie zagłębie sadownicze.



No i na co ci było Szwejku tu przyjeżdżać? Nie wiedziałeś że na polskich drogach panuje prawo dżungli i trup się gęsto ściele? Ostatnio ten znak widziałem jeszcze w pionie.



  • dystans 69.83 km
  • 10.30 km terenu
  • czas 03:59
  • średnio 17.53 km/h
  • rekord 36.70 km/h
  • rower Miejski Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

A na Radom kury jadom 1: od ślubu do ślubu

Sobota, 30 września 2017 · dodano: 18.10.2017 | Komentarze 5

Żyrardów >>> Warszawa >>> Radom - Sławno - Wacławów - Jarosławice - Przytyk - Wrzos - Wrzeszczów - Młodynie Dolne - Bukówno - Żydy - Kostrzyń - las (MAPA)

Galeria zdjęć z wyjazdu

Lecim na Szczecin
Pędzim na Będzin
Walim na Koszalin
A na Radom kury jadom

Pobudka skoro świt, żeby złapać pociąg po siódmej, żeby jakoś w miarę wcześnie dojechać do Radomia, a nie popołudniu. Zieeew! Moglibyśmy jechać później, ale 5 minut to ciut za mało na przesiadkę, tak mamy na Zachodniej zapas 40 minut. Zwłaszcza że co prawda pociągi jeżdżą w miarę punktualnie, ale jednak jest remont torów osobowych za Grodziskiem i w każdym momencie może coś pier... pieprz... się popsuć.



Jedziemy do Warszawy zmodernizowanym kiblem (jedna z najnowszych modernizacji EN57AL - ma nawet WiFi w odróżnieniu od Pendolino), od Grodziska jedzie torami dla pospiesznych i się nie zatrzymuje... aż nagle przed Pruszkowem staje i stoi. 5 minut, 10 minut, 15... kierownik pociągu ogłasza że jest awaria rozjazdów, ale już naprawiona i pociągi ruszyły, tyle że przed nami jest jeszcze kolejka pociągów. Jeszcze jakiś czas stoimy, aż w końcu niespiesznie ruszamy, stoimy jeszcze we Włochach i przed Zachodnią i mija te 40 minut zapasu.

Jeszcze nadzieja, że jak coś się zepsuje to inne pociągi też są poopóxniane i może jednak ten do Radomia złapiemy. lavinka sprawdza w apce z rozkładem jazdy i tam się wyświetla, że odjechał punktualnie... ja tam jednak nie mam zaufania do tych komunikatów i podejrzewając że lecą trochę z automatu, toteż gdy wysiadamy na Zachodnią, idziemy na odpowiedni peron, a tam - wyświetla się Radom! No to biegiem z ciężkimi rowerami po schodach na górę, ufff pociąg wjedzie za chwilę, zdążyliśmy!



Podjechał kolejny zmodernizowany kibel (nieco starsza modernizacja EN57AKM), miejsca na rowery trochę jest, ale są też te nieszczęsne składane siedzenia, ludzie się tam porozsiadali i połowa miejsc dla rowerów jest wyłączona... a miejsc siedzących w pociągu nie brakowało. W tym rowerowym zakątku jest w sumie 5 rowerów (foto 1), 2 nasze upchnęliśmy obok kibla (foto 2 - na szczęście tam siedzonka nie były jeszcze zajęte), a 2 rowerzysów którzy wsiedli później (nie ma nazdjęciach), już się nie mieściło nigdzie i musieli stać na pomoście trzymając rowery).




Z Zachodniej wystartowaliśmy mając z 15 minut opóźnienia, ale dojechaliśmy w zasadzie punktualnie ok. 11-ej. A to jest nasz pociąg.



W peronach czekały też kolejne, można się było przesiąść do Dęblina, Drzewicy... o, a ten jest taki jakim jechaliśmy z Żyrka.




No to ruszamy - nie wbijamy się do centrum, tylko jedziemy na opłotki Radomia do skansenu. Po drodze raz jest ddr-ka, raz nie ma... ale jak jest, to w miarę przyzwoita, asfaltowa. Fotostop przy stacji Radomskiego Roweru Miejskiego.





Oto jest i skansen...



Mieliśmy farta, bo dziś tu pustawo, ale jutro byśmy się nadziali na sporą ilość ludzi.



Mapa skansenu (powiększenie)



Ostre słońce i straszne kontrasty... dlatego ciężko robiło się zdjęcia - jasne plamy na słońcu, czarne plamy cienia. Do robienia zdjęć w mocno zadrzewionym skansenie nie był to niestety najlepszy dzień.

Kościół, lavinka doczytała się ciekawostki:
- A wiesz, że ten kościół można wynająć na ślub? Czasami można więc źle trafić i może być problem ze zwiedzeniem. - potem okazało się, że to były trochę prorocze słowa, ale o tym przekonamy się później.




Kurniko-gołębnik





Żywe kury też były, ale w innej zagrodzie.



Dzielnica wiatraków.





Jeden z dworków.



Wystawa uli, rzeźb itp.




Wieża widokowa... jak się okazało, zamknięta. Jako że była na uboczu, to wbiliśmy się na nią, w zasadzie trochę zniszczone były tylko deski tarasu, a sama wieża w dobrym stanie.



Mostek i ścieżka przyrodnicza też zamknięte.



Obiekt drewniany o konstrukcji szkieletowej oszalowanej deskami, oparty na luźno ułożonych kamieniach polnych. Dach jednopołaciowy pokryty deskami. Wewnątrz dół ziemny. Jest to obiekt sanitarny, który pojawił się w zagrodach w latach 30. XX w. na mocy zarządzenia władz II Rzeczypospolitej.



Potocznie nazywany "sławojką".



Jeszcze parę fotek skansenowych.





No i wyjeżdżamy z Radomia, trochę gruntowo i wertepiasto, ale nie chcieliśmy rypać głównymi szosami wyjazdowymi.  Po drodze trafiamy na jakieś przygotowania do wesela, jakieś baloniki na ogrodzeniu przed bramą, dalej kilka osób dekoruje... kucyka, wplatając mu wstążki w grzywę, jeszcze na skrzyżowaniu na początku wsi ustawia się kilka osób. Potem dowiemy się co to było (prawdopodobnie).

Pomnik i cmentarz wojenny pod Wacławowem. W tym rejonie w czasie II wojny był obóz pracy i stalag.





Jest skrzynka, całkiem ładnie przygotowana.



Hmmm, ta betonka taka podejrzana... może właśnie poniemiecka z II wojny? Nieco dalej jest jeszcze jeden odcinek betonki, ale udało się go ominąć.



Kościół z międzywojnia we wsi Przytyk. Pod kościołem przygotowania do ślubu, sprzątanie dziedzińca, ktoś ustawia statyw od aparatu.

Z czego jest znany Przytyk? Z Ogólnopolskich Targów Papryki... mam to nawet zaznaczone na mapie. Jednak w odróżnieniu od Sadkowic, Białej Rawskiej, czy Tarczyna gdzie można spotkać kwiatowe jabłka gruszki, czy nawet jabłkową fontannę, tutaj nie spotykamy żadnych paprykowych elementów zdobiących wieś. Tak na marginesie, tutaj jeszcze niewiele szklarni, dopiero w rejonie Wrzeszczowa masowo pojawiają się tunele foliowe z papryką (czasem z czym innym, chyba cukinię jeszcze wypatrzyliśmy, albo ogórki), które towarzyszą nam do końca dnia.



Wrzos - kościół z XVI wieku, ale potem rozbudowywany i przebudowywany. Tutaj razem z nami pod kościół podjeżdża para młoda i goście, w tym część na motorach starając się robić jak najwięcej hałasu... Szybko oglądamy kościół i uciekamy na cmentarz, w samą porę, bo zaczyna się "palenie gumy", hałas taki że nawet na cmentarzu nas ogłusza, na szczęście uniknęliśmy zadymienia i całego tego smrodu. Potem motory odjeżdżają i jest już ciszej, może pojechali popierdzieć na ślubie w następnej wsi.




Aha, tutaj są dwa pociski - miejscówka namierzona online, więc zaskoczenia nie ma, tyle że mogłem teraz sprawdzić, policzyć i porobić zdjęcia. To jedyne nowe pociski na trasie, w innych kościołach nic nie znalazłem, następnego dnia były w kościołach w rejonie Nowego Miasta, ale tamte już latem zinwentaryzowałem.




A poza tym przy wejściu jest okolicznościowa tablica.



Na cmentarzu odnajdujemy dwie mogiły zbiorowe powstańców styczniowych (tutaj info o nich)







Nepomuk



A tutaj taki przytyk do huanna (powiększenie, oraz druga tablica). Czy gmina Przytyk zaliczona, hę?



Zaraz za Wrzosem wpadamy w stadko krów... eee tam takie stado, po doświadczeniach sprzed paru lat z Podlasia sprawnie się przez nie przebijam. Przypominają mi się podlaskie "unijne kałówki" - drogi świeżo wybudowane z dofinansowaniem unijne, ale totalnie obsr... nawiezione krowiakiem, toteż z nawierzchni nie były to asfaltówki, ale właśnie kałówki.




Osiemnastowieczny kościół we Wrzeszczu. Tutaj dla odmiany ślub trwa, a przynajmniej jak twierdziła lavinka tak wynikało z treści kazania, bo ja się nie wsłuchiwałem oglądając kościół pod kątem pocisków (brak).



Obok dosyć zaskakujący skwerek... figury fundowane przez mieszkańców (o czym świadczą odpowiednie tabliczki), obecnie klimatycznie zapuszczony, niestety drewniane ławki z oparciami również w stanie rozkładu, ale te betonowe nadal nadawały się do użytku, toteż skorzystaliśmy z jednej z nich przy okazji rozwałki.





Nim wyjedziemy, rzut obiektywem na dworek zza krzaków.



Jak wspominałem, przed Wrzeszowem zaczęły się duże ilości tuneli z papryką, a poza tym trafiło się pole dyniowe.



Kaplica cmentarna w Bukównie.




 
Nowy i stary nagrobek pułkownika Czachowskiego, który poległ w Powstaniu Styczniowym, jednak teraz jest to grób symboliczny, bo w 1938 szczątki przeniesiono do Radomia (tablica informacyjna, oraz jeszcze kilka informacji).

Nowsza tablica - być może z międzywojnia, ale może być i późniejsza.  Co ciekawe złotą farbą poprawione zostały niektóre wyryte fragmenty: data chyba z 1937 na 1938 9obie daty można spotkać tu i ówdzie),  PRZENIESIONO I POCHOWANO na PRZENIESIONE I POCHOWANE (albo odwrotnie), O.O. (czyli ojców) przed BERNARDYNÓW jest dwa razy w jednej i drugiej linijce... a poza tym chyba zjedzona została jedna literka i pierwotnie było BERNADYNÓW. Kliknij w fotkę żeby powiększyć.



Obok zachowany stary nagrobek, ale już bez zachowanych napisów (na jednym z kamieni jest tylko ledwie widoczny wyryty napis CZACHOWSKI).



Kościółek w Bukównie, tutaj znowu ślub... ale skończony, przed kościołem młoda para, część gości się rozjeżdża, część jeszcze składa życzenia, w środku następna msza ale chyba już zwykła, a nie ślubna.





Aha, dojechaliśmy na Zapilicze... no tak coraz bliżej Pilicy jesteśmy.



Z cyklu zwyczaje ślubno-weselne. Po drodze mijamy dwie grupki osób czekające z bukiecikami kwiatów. Jak się okazuje, czekają żeby zatrzymać orszak weselny... ponoć jest taki zwyczaj, ponoć robił się nawet specjalne "bramy" do zatrzymania orszaku (może spotkany wcześniej kucyk był częścią bramy?), składa się życzenia, a młodzi muszą się wykupić wódką i/lub cukierkami.

Orszak weselny - jak ładnie to brzmi, jednak w chwili obecnej jest to po prostu sznur samochodów (drugie tyle poza kadrem).



Hę?



I znów ciągną się uprawy papryki.




Aha, jak mijaliśmy jakąś drewniana chałupkę, to rzucaliśmy tekstem -  "O, Muzeum Wsi Radomskiej!"



Kościółek w Kostrzyniu, w środku msza, ale już chyba nie ślubna, co poznajemy po tym że okolica nie jest zawalona samochodami. No i dalej się wbijamy w las znaleźć miejsce na nocleg.




  • dystans 98.07 km
  • czas 05:48
  • średnio 16.91 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

po mieście x14

Piątek, 29 września 2017 · dodano: 13.10.2017 | Komentarze 2

Takie tam wrześniowe reminiscencje... ni to wiosna, ni to jesień.




Zapasy na zimę.



Uwaga, zły znak!




Będąc w Ciechanowie (relacja), widzieliśmy przed centrum handlowym Dekada taką rzeźbę... doczytaliśmy się, że przed innymi Dekadami też stawiali i faktycznie, w Żyrardowie jest identyczna.




A przed mniejszym sklepem - rower.



Hmmm?




  • dystans 3.13 km
  • czas 00:14
  • średnio 13.41 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu na wystawę

Czwartek, 28 września 2017 · dodano: 12.10.2017 | Komentarze 2

Przejeżdżając przez miasto, zauważyłem przedszkolaki z przedszkola Kluski, Kluska też tam była. Trwała akcja pt. "Kierowco nie poluj na zebrach".




Tak więc w weekend, jako doświadczona demonstrantka była z babcią i wujkiem na Pieszej Masie Krytycznej.



A teraz standarcik, czyli menu.



Aktualna wystawa grupy Kluski w szatni.



A po przedszkolu pojechaliśmy do Resursy, żeby obejrzeć wystawę zdjęć znajomego, znaczy Piotra, który jest mężem Werrony.






O, księga pamiątkowa... no to wpisujemy się!




W drodze powrotnej jeszcze tłumaczyliśmy, że choć cis ma ładne owoce, to lepiej ich nawet nie dotykać, bo są trujące... co prawda ta czerwona otoczka jest jadalna, a trująca jest pestka, ale już nie wnikaliśmy w szczegóły, żeby nie mieszać.



  • dystans 13.48 km
  • 7.00 km terenu
  • czas 01:04
  • średnio 12.64 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Prawdziwek! Prawdziwek!

Środa, 27 września 2017 · dodano: 11.10.2017 | Komentarze 7

Po przedszkolu myk do lasu... jedziemy, jedziemy, nagle Kluska woła "Prawdziwek! Prawdziwek!". Zatrzymujemy się i cofamy, a tam... dwie czubajki! No, przynajmniej jadalne grzyby wypatrzyła. Tłumaczymy jej, że to czubajka, a nie prawdziwek, a ona na to:
- A ja mówię na to prawdziwek - no dobra, skoro tak chce.

Ledwie wysiedliśmy z roweru, a już trafiliśmy na kilka zajączków. Później jeszcze trochę grzybów, głównie zajączków i podgrzybków, ale też kilka prawdziwków... ale Kluska twierdziła że to nie są prawdziwki, tylko że czubajki są prawdziwkami. Potem jednak się przekonała i mówiła prawdziwki prawie na wszystko - zarówno prawdziwki, podgrzybki i czubajki. No, ale zajączki to zajączki.



Oglądaliśmy też inne grzyby, ze szczególnym uwzględnieniem kolorowych - fioletowych, czerwonych.




Jeszcze ja trochę sam po lesie połaziłem i trochę ładnych grzybków się uzbierało - większość poszła do suszenia.

- 19 zajączków
- 14 podgrzybków
- 10 prawdziwków (czubajek)
- 4 prawdziwki (borowiki)
- 2 kurki
- 1 maślak






  • dystans 40.92 km
  • 6.70 km terenu
  • czas 02:11
  • średnio 18.74 km/h
  • rekord 34.00 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Król Borowik MMXVII i grzyby giganty

Wtorek, 26 września 2017 · dodano: 10.10.2017 | Komentarze 1

Ilości grzybków nie ma, bo od razu nie wbiłem ich w bikestatsa, a potem gdzieś zgubiłem karteczkę. Były kanie, prawdziwki, podgrzybki, kurki, kozaki i zajączki.

Głównie pojechałem po kanie i choć tych było mniej niż tydzień wcześniej, to wystarczająco.






To maleństwo to prawdopodobnie czubajka gwiaździsta... podobna do kani i co ważne, również jadalna.




Muchomor zielonawy, czyli sromotnikowy... sam nie wiem jak można go z kanią pomylić, raczej obstawiam że jest mylony z innymi grzybami, zwłaszcza młodymi.




To już bardziej z muchomorem cytrynowym można pomylić.




Grzybów w lesie bardzo dużo, choć większość nie za bardzo do zbierania (nie twierdzę że niejadalne - na poniższym zdjęciu co najmniej dwa gatunku są jadalne).



Było kilkanaście prawdziwków.




O, a tutaj naraz 4 prawdziwki i 1  podgrzybek zostały zebrane... w tym dosyć duży prawdziwek (dla porównanie scyzoryk, którego trzonek ma 12cm).






Inne podgrzybki też były



Sporawy kozak, plus kilka mniejszych.





Za to zajączki to prawdziwe olbrzymy (oczywiście w obrębie tego gatunku), tak dużych zajączków w życiu nie widziałem... chociaż te giganty do zbioru się nie nadawały, albo robaczywe, albo takie miękkie, roklapciałe.




Ale były mniejsze, które dało się zebrać.




Lakówek ametystowych nie zbierałem, ale też się trafiały duże jak na lakówki, no i jakoś dużo ich.




Kolekcja grzybków różnych









Z innej kategorii - padalec.



W drodze powrotnej trafiłem na purchawicę olbrzymią... spora, ale jak na ten gatunek, to raczej nieduża. Jadalna, ale nie zbierałem bo rosła przy drodze, która nie jest może zbyt ruchliwa, ale przy drogach zawsze jest trochę śmieci, z asfaltu spłukiwana jest benzyna, olej, czy gnojówka która spadła z wozu.



Fotka pamiątkowa z co większymi grzybami



- Jaaaki duzy gzyb!!!



Kanie na patelnię, a większość pozostałych do suszenia.







  • dystans 73.82 km
  • 4.50 km terenu
  • czas 04:25
  • średnio 16.71 km/h
  • rekord 33.30 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Weekend Bez Samochodu 2: Przygoda czyha za winklem

Niedziela, 24 września 2017 · dodano: 07.10.2017 | Komentarze 8

las - Stare Litewniki - Chłopków - Górki - Czuchów - Zaborze - Patków - Niemojki - Lipiny - Przesmyki - Łęczycki - Paprotnia - Hołubla - Krześlinek - Golice - Żabokliki - Siedlce >>> Warszawa >>> Żyrardów (MAPA)

Album ze zdjęciami

Poranek w grzybach... standarcik - podgrzybki, zajączki, maślaki, nawet czubajki (ciekawe jak je tutaj nazywają). A na zdjęciach lakówki ametystowe i czubajka czerwieniejąca.




Okop jakiś, cy cuś innego?



Śniadanie, napełnianie termosów, pakowanie, zwijanie namiotu i jedziemy. Co prawda dziś cały czas w województwie mazowieckim, ale prawie cały czas na historycznym Podlasiu, aż dojeżdżamy do... Małopolski (Siedlce).

W Starych Litewnikach skok w bok po skrzynkę, bo w ciekawym miejscu - ładna kapliczka, a przy niej trzy kamienie, dwa z wyrytymi krzyżami, a trzeci z datą 1636 i ponoć nazwiskiem IWAN ZISZENIA (aczkolwiek tego już nie jesteśmy w stanie przeczytać). Prawdopodobnie nagrobek.






Po drugiej stronie tajemnicza mogiła.



Chłopków - kościół, dawna cerkiew. Kiedyś tu była parafia unicka, jednak wraz z likwidacją diecezji unickiej w Królestwie polski w 1875 - wiki (tak, już jesteśmy na terenie dawnego Królestwa Polskiego, więc dziś będzie się ta data przewijać, a nie 1839) zmieniona na prawosławną, potem zaś "w 1890 roku z nakazu władz carskich rozebrano dotychczasową drewnianą świątynię. Na jej miejscu w tymże roku wzniesiono nową, murowaną cerkiew", czyli tą z poniższego zdjęcia. W 1918 cerkiew została rewindykowana (wiki o rewindykacji w międzywojniu) i od tej pory jest kościołem katolickim. (historia - źródło)

Akurat trwała msza, ale że było chłodnawo to ludzie siedzieli w środku i ani oni nam, ani my im nie przeszkadzali i spokojnie mogliśmy obejrzeć kościół/cerkiew. A ksiądz akurat mówił o bezpieczeństwie na drogach i przekazywał apel policki łosickiej o zachowanie ostrożności, bo w tym roku już 6 osób zginęło w powiecie. Sporo więc uwagi poświęcił kierowcom, a n akoniec pieszym (np. obowiązkowe odblaski poza terenem zabudowanym), czy rowerzystom (obowiązkowe oświetlenie). Ruszyliśmy dalej i chwilę później minął nas jakiś samochód grzejący zdrowo ponad stówę... tiaaa.



lavinka prezentuje jak w tym miejscu jechać, by nie zarobić gałęzią w głowę.



Kolejny kościół - w Górkach. Ten nieco starszy , na stronie diecezji opis skromy, wynika że zbudowano go w latach go w latach 1517-1622. Ciekawa jest wzmianka: "na pewien okres czasu, kościół zajęli arianie, aż dopiero za Bpa Bernarda Maciejowskiego powrócił do katolików", ów biskup był prymasem Polski w latach 1606-08, więc obstawiam że wtedy kościół wrócił do katolików (więc zanim kościół został dokończony).

Nieco obszerniejszy jest opis na tej stronie i nie do końca pokrywa się z powyższymi danymi - z niego wynika że budowa kościoła trwała jeszcze dłużej, ruszyła w 1517 lub 1529, a ukończono go dopiero pod koniec XVII wieku i w 1698 został konsekrowany (ta data się powtarza). A wracając do tematu unitów, to po wydaniu ukazu tolerancyjnego w 1905 roku "w parafii Górki 5980 unitów zamieszkujących okoliczne wioski przeszło do kościoła rzymsko-katolickiego".



"Fronton kościoła ozdobiony jest trzema pruskimi pociskami armatnimi, które w czasie pierwszej wojny światowej w 1915 r. poważnie naruszyły kościół (na murach kościelnych było aż 36 dziur po pociskach). W roku 1919 kościół został odrestaurowany po zniszczeniach wojennych."




Tablica z łacińskim napisem, którego tłumaczenie znajdziecie na stronie, którą powyżej linkowałem (powiększenie)



Nagrobek za kościołem.




Dworek w Puczycach (informacje o dworku - info 1, info 2)



Skoro na poprzedniej weekendówce były zdjęcia pól dyń, to i teraz zatrzymałem się, żeby strzelić fote.



Ponownie kolej Siedlce - Czeremcha.



Hmmm... skorzystać, czy nie? Gruntówa nie nastraja do skrótu, zresztą rzut oka na mapę i okazuje się że skrót względnie niewielki.



Młyn na rzeczce... już myślałem, że będzie okazja wysłać huannowi tradycyjne pozdrowienia znad Tucznej ale nie. Rzeczka nie Tuczna, a Toczna się nazywa.



Wtem!



No, teraz jestem gotowy na wjazd do strefy zagrożonej... jak zimą przeglądałem komunikaty na stronie Głównego Inspektoratu Weterynarii w związku z wystąpieniami w naszej okolicy przypadków ptasiej grypy (tutaj wpis grypowy), to widziałem że są też komunikaty o wystąpieniu afrykańskiego pomoru świń. O ile epidemia grypy wygasła, to ASF się trzyma (tutaj mapa, a tu komunikaty)

Dowcip polega na tym, że w zasadzie przez całą wycieczkę przebywaliśmy w obszarze zagrożenia, a tam gdzie pojawiły się pierwsze tabliczki, to wjechaliśmy do obszaru ochronnego...




Od czasu do czasu trafiamy na jakieś drewniane chałupki... ech i pomyśleć, że kiedyś całe wsie tak wyglądały.



Kolejny kościół (z 1783), tym razem w Niemojkach.





Kaplica pogrzebowa za kościołem.



W Niemojkach podskakujemy do stacji kolejowej i robimy sobie postój na peronie. Dworzec taki jak w Siemiatyczach, czy na S-Ł.



Dworzec, czy peron?





Zwykle jeżdżą tutaj dwa szynobusy Kolei Mazowieckich na trasie Siedlce Czeremcha, jeden Warszawa-Siedlce-Czeremcha i dwa Przewozów Regionalnych Hajnówka-Czeremcha-Siedlce. Każdy z nich w te i z powrotem, czyli na odcinku Siedlce-Czeremcha jest 5 kursów w te i 5 kursów we wte.



Domek na prerii...



Krzyż choleryczny, zachowała się inskrypcja, choć ledwie da się odcyfrować pojedyncze słowa - POWIETRZA, WOJNY, ZACHOWAJ NAS PANIE. GŁODU i OGNIA są już zupełnie nieczytelne.





Hmmm, może by tak na skróty do Majówki? Hmmm, 7... ale czego 7? Pewnie miesięcy. To jakby nie liczyć wypada pod koniec kwietnia, zatem żaden to skrót.



Kościół w Przesmykach (1776r.), na pierwszy rzut oka może wyglądać na murowany, zwłaszcza że jest dosyć dużym a do tego dzwonnica bramna obok w podobnych kolorach jest właśnie murowana, ale nie... kościół jest drewniany.






Kaplica cmentarna tamże.



Oho, zbliżamy się do ogniska... trzeba przedsięwziąć kolejne środki ostrożności.



Strzępki mat dezynfekcyjnych.



Kościół w Paprotni (z 1750). I tu zdziwko, bo na zdjęciach był w kolorze dzwonnicy, a ostatnio przeszedł remont i zmienił kolor - o tak wyglądał (nie on jeden na naszej trasie), widać że remont niedokończony (część okien), ale na szczęście jest na tyle gotowy, żeby dało się zrobić zdjęcia.

"W 1876 r. w ramach represji za udzielanie posług religijnych unitom z sąsiedniej wsi Hołubla, których świątynię zamieniono wcześniej na cerkiew prawosławną, kościół w Paprotni został zamknięty przez rząd carski. Od tego czasu świątynia niszczała, gdyż zabroniono ją także remontować. (...) Równocześnie w Paprotni potajemnie posługiwali księża z Siedlec. W tym celu pod prezbiterium kościoła wykopano korytarz, którym można było dostawać się do wnętrza pomimo zapieczętowanych drzwi. Do dziś z tyłu prezbiterium, w kamiennej podwalinie świątyni, istnieje niewielkie okno, którym wchodzono z zewnątrz. Natomiast w posadzce po prawej stronie prezbiterium, znajduje się wejście do tego podziemnego korytarza. W 1905 r. w wyniku ogłoszenia przez cara ukazu tolerancyjnego, nastąpiły pewne swobody religijne. W 1906 r. delegacja parafian wyruszyła do Petersburga, aby osobiście prosić cara o wydanie zgody na otworzenie kościoła i przywrócenie parafii. Ostatecznie imperator pozwolił tylko na możliwość sprawowania nabożeństw w świątyni paprockiej, na co wystawił odpowiedni dokument, poświadczający jego wolę." Ponieważ kościół przez te lata niszczał, przeszedł od razu generalny remont, parafia zaś została przywrócona w 1919. (info)




No i docieramy do wspomnianej chwilę wcześniej Hołubli... skoro i tak tu byliśmy, to postanowiliśmy nie jechać drogą powiatową, tylko boczną do kościoła (choć on dosyć nowy z lat 1940-42). Okazało się, że warto było, bo miejsce ciekawe z kilku względów.



Oto i kościół. Kiedyś była tu cerkiew (a właściwie kolejno dwie drewniane cerkwie), najpierw prawosława, a po Unii Brzeskiej unicka, zaś od 1875 cerkiew prawosławna, to ostateczna likwidacja diecezji unickiej i przyłączenie jej do kościoła prawosławnego, już we wcześniejszych latach prowadzono działania mające na celu likwidacji kościoła unickiego, min. usuniecie z obrządku i wystroju cerkwi elementów łacińskich, a przywrócenie prawosławnych, a nawet przebudowa cerkwi by upodobnić je do rosyjskich. Właśnie opis takich działań znalazłem we fragmentach kroniki parafialnej, dostępnej na tej stronie.

"W 1867 r. przybył do Hołubli naczelnik powiatu siedleckiego, pułkownik Kaliński ze strażnikami, wójtem i pisarzami, aby wynieść organy cerkiewne. Unici z Hołubli próbowali stawić czoła reformatorom religijnym, lecz 19 rodzin nie mogło stawić znaczącego oporu. W listopadzie 1872 roku, po wyrestaurowaniu cerkwi przez rząd, przybyła nowa ekspedycja, aby tym razem wyrzucić ołtarze, obrazy, chorągwie, a przywieziono nowe, prawosławne prestoły i różne ikony. Parafianie widząc to uradzili przedsięwziąć możliwe środki, w celu niedopuszczenia, aby tymi nowościami skalano świętość ich cerkwi. Na ten opór ostro zareagował pułkownik Kaliński, słowami:
„Wszystko to jest polskie i buntownicze, kto śmie upominać się za to, ten się buntuje przeciw carowi, a więc godzien będzie kary”.

Hołublanie po naradzie zamilkli, ale jak tylko naczelnik ze strażnikami odjechał, pownosili wszystkie wyrzucone przedmioty do cerkwi. Kaliński przyjechał wtedy powtórnie do Hołubli ze strażnikami, Kozakami i całą gminną kancelarią i otworzywszy cerkiew rozkazał wszystko nie wynosić, ale wyrzucać, nie szczędząc przy tym w samej cerkwi obelg i zniewag w odniesieniu do świętości. Wtedy parafianie, wszyscy 19 gospodarzy, stanęli u drzwi cerkwi i nie pozwalali, aby w ich obecności bezczeszczono ołtarze i obrazy i urągano ich wierze. Na rozkaz Kalińskiego, strażnicy i Kozacy zaczęli bić unitów, używając pałaszów i nahajek. Sam naczelnik rzuciwszy się pomiędzy lud z drewnem w ręku począł go rozbijać i kaleczyć po głowach. Za przykładem naczelnika strażnicy z Kozakami rozgromili parafian i każdego na rozkaz swojego wodza przed cerkwią kładli i bili. Wyrzuciwszy z cerkwi parafian i wszystkie ich świętości poczęli wnosić swoje prestoły i ikony. "


Dalej można znaleźć opis represji wobec opornych unitów, w tym deportacje mężczyzn wgłąb Rosji... przy czym było wiele ofiar śmiertelnych. Po ukazie tolerancyjnym z 1905 unici hołublańscy przechodzili na katolicyzm, a cerkiew została zamknięta w 1907 "W Hołubli pop prawosławny był obsadzany od samego początku. Kiedy „upornych” wywieziono na wygnanie, oczekiwał, że następne pokolenia powoli nawykną. Czekał na próżno, nikt dobrowolnie do cerkwii nie przychodził. Ostatecznie czując się niepewny, przeniósł się do Czołomyj, ta wioska uchodziła bowiem za najbardziej sprawosławioną."

Takii kawałek podsumowujący: "W 1875 r. kościół zabrali moskale katolikom unitom na cerkiew, a ostatni ks. Unicki Łukaski zmarł w Węgrowie. Do 1907 r. w tym kościele administrowali popi, poczem wynieśli się do cerkwi pounickiej w Czołomyjach. W 1915 r. wraz z moskalami wyszli i popi, a Niemcy kościół oddali katolikom. 15 sierpnia 1918 r. Dziekan Siedlecki na mocy upoważnienia Kurii biskupiej lubelskiej dokonał poświęcenia. Parafia została erygowana 1 maja 1921 roku. "

To nie koniec historii, bo w latach 1940-42 w miejscu starej, drewnianej cerkwi/kościoła został wybudowany obecny kościół, przy czym wybudowano go z cegły pochodzącej z ruin zbombardowanych w 1939 Siedlec. "Już w listopadzie 1939 r. mieszkańcy Hołubli, Uziąb, Stasina i Czubaków codziennie po 20-30 furmanek (wozy kute żelazem, w zimie sanie) przywozili cegłę do Hołubli. Każdorazowo, codziennie w transporcie cegły brał udział na trasie Siedlce-Hołubla ks. Pielasa, który posiadał dokument wystawiony przez dr Friedricha Gercke zezwalający na transport cegły. Przez okres 1939/1940 i wczesnej wiosny cegła na budowę kościoła została przywieziona do Hołubli na plac budowy. Kobiety, dzieci, młodzież całą zimę czyścili cegłę. "

"Na fundamencie cokół na wysokości około metra z kamienia łupanego. Z pól przywożono potężne głazy. Kamień łupano na miejscu. Prace te wykonywali: Józef Iwański i Marian Jurek. Specjalnymi stalowymi dłutami wybijali w kamieniu na jednej linii otwory co 5-7 cm, wkładali dwie blachy i pomiędzy blachy wbijali stalowe kliny młotem. Na cokole ułożono mury z cegły. Cegły podawano ręcznie. Na wysokości cegły wnoszono po rusztowaniach na specjalnych noszach plecakowych, aż do wysokości 13,5 m. "

Stary kościół funkcjonował do momentu gdy nowy był gotowy w stanie surowym, wtedy "został przeniesiony do Golic, omurowany pustakami, funkcjonuje do dzisiaj jako dom mieszkalny."



Stacje drogi krzyżowej posiadają tabliczki z komentarzem nawiązującym do historii unitów z Hołubli (powiększenie)





Krzyż-pomnik unitów, na tablicy tylko kilka nazwisk, ale lista ofiar jest dłuższa - można znaleźć np. w linkowanej wyżej kronice (tablica 1, tablica 2)







Drewniane przedszkole




A ten obelisk obok, to "Pamiątka 10-lecia niepodległości Polski 1918-1928"



Jedziemy dalej, to zdjęcie zrobiłem ze względu na drogowskazy... ale okazało się kluczowe do dalszej drogi. Otóż przejazdu na wprost nie ma, roboty drogowe, a ta żółta tablica to schemat objazdów. Aha, druga połowa dnia i zaczynają się przygody komunikacyjne, rzut oka na mapę - aha, pewnie remont mostka na Liwcu, mam nadzieję że zrobili jakąś kładkę (zwykle robią, nie zawsze ale górny Liwiec to nie dolna Bzura, czy Utrata gdzie kładek nie robili), a może da się po nim już przejść. W ostateczności rzeczka nieduża, może da się w bród.

Objechać niby się da - ale na pewno nie tak jak proponują, bo przez Mordy sporo nadrabiamy i rypiemy wojewódzką, przez Suchożebry mniej ale krajową. Można kombinować lokalnymi drogami (odległość podobna jak głównymi), ale jest ryzyko że stracimy sporo czasu na gruntówach... niby trochę zapasu czasu mamy do pociągu, ale chcemy jeszcze to i owo w Siedlcach obejrzeć. No nic, na razie na Krześlin, potem na most i zobaczymy na czym stoimy.



Kościół w Krześlinie, ukończony w 1740, był tu klasztor dominikanów, potem bernardynów, ale został zamknięty w 1865... ta data często się powtarza przy historii klasztorów, bo na terenie zaboru rosyjskiego zlikwidowano większość klasztorów - najpierw ukazem z 1832, a potem po Powstaniu Styczniowym ukazem z 1864 - wtedy w Królestwie Polskim ze 192 zamknięto 114, a resztę podzielono na etatowe (35) i ponadetatowe (48 - nie mogły przyjmować nowicjuszy, a gdy liczba zakonników spadała poniżej 8, były zamykane) . Zamknięto też prawie wszystkie z pozostałych po 1832 klasztory na pozostałych ziemiach zaboru (wiki).

Budynków klasztoru obecnie już nie ma, zostały rozebrane w XX wieku, ponoć materiał części z nich posłużył do dobudowania naw bocznych kościoła.



Dziś chyba jakiś odpust, cy cuś... na szczęście było już po imprezie, przy ulicy senne stragany, bo ludzi już nie było, a na dziedzińcu kościoła, odgrodzonym wysokim murem, w ogóle żywej duszy, cisza, spokój w sam raz do zwiedzania.

Przed kościołem mogiły wojenne - dwie z 1939, jedna z 1945 i jeszcze krzyż-pomnik "Poległym w walce o wolność Polski 1914-1920".







Jedziemy na most i przy kapliczce rzut okiem na kościół z daleka.




Na miejscu okazało się, że to faktycznie remont mostu, jest kładka, ale dojście dosyć błotnistym polem. Przy okazji pomogliśmy starszej pani wnieść rower po wysokim nasypie na drogę. Tak więc kolejna przygoda komunikacyjna zakończyła się szczęśliwie i nie trzeba było pokonywać rzeczki wpław, czy rypać naobkoło.




Liwiec w tym miejscu uregulowany i niespecjalnie malowniczy... dopiero dalej w dole biegu jest zachowany w naturalnym stanie.



Już prawie w Siedlcach, ale we wsi Golice jeszcze trochę drewnianej zabudowy się ostało.



No i wjeżdżamy do Siedlec.



Postanawiamy kawałek objechać ddr-ką skuszeni względnie nową kostką, jednak po chwili żałujemy tej decyzji, bo dalej jest stara, fazowana i mocno wertepiasta kostka, brrr.



Jedziemy przez Siedlce





Rzut okiem na pałac Ogińskich (wiki)




Mijamy kolumnę toskańską - "kolumna w stylu barokowym, wzniesiona w 1783 roku, kosztem Aleksandry Ogińskiej" (wiki)



Od kolumny ciężko się przebić na drugą stronę szosy do lapidarium, toteż objeżdżamy uliczkami do normalnego skrzyżowania, a przy okazji stopik przy neogotyckiej katedrze (wiki)




Trzeba przeczekać aż przejdzie Krucjata Różańcowa.



I wreszcie docieramy do lapidarium urządzonego na terenie starego cmentarza katolickiego, z którego wydzielono też część prawosławną (info).







Nagrobek generała Maxa von Wallenberga gubernatora siedleckiego w czasie I wojny - Militärgouvernement Siedlce to jedna z jednostek administracyjnych, na które było podzielone Generalne Gubernatorstwo Warszawskie utworzne przez niemieckie i austro-węgierskie władze okupacyjne (wiki). Mam album Das Generalgouvernement Warschau, z którego wklejam zdjęcie generała i jego grobu (przed wykonaniem niniejszej płyty).




 
Dla wariaga obfociłem zaś wszystkie, lub prawie wszystkie nagrobki z cyrylicą (wszystkie w albumie z wycieczki). Poniżej te okołowojskowe z czasów rosyjskiego garnizonu w Siedlcach, a więc żony rosyjskiego generała-majora.



Oraz dwa porośnięte mchami i porostami nagrobki żołnierzy. Niestety niektóre nagrobki trochę bez sensu umieszczone, tak że inskrypcje zasłonięte przez nagrobki z pierwszego rzędu, stąd ta druga fotka jest jaka jest - trochę niewyraźna, bo pod skosem, a do tego było ciemno i w ogóle.




Kontynuujemy cyklogrobbing, kolejny fotostop to cmentarz wojenny. Był to cmentarz wojenny z czasów I wojny światowej, tutaj znajdował się grób generała Maxa von Wallenberga. Jednak po wojnie szczątki pochowanych tu żołnierzy (w tym generała) przeniesiono do kwatery w innej części cmentarza, a tu powstał cmentarz żołnierzy polskich poległych w wojnie polsko-bolszewickiej... z pierwotnego cmentarza do dziś zachował się pomnik, tylko tabliczki są inne (zdjęcia archiwalne pomnika). Ta kwatera z I wojny ponownie została ekshumowana w 2001, a szczątki przeniesiono na cmentarz wojenny do Puław (tak jest w artykule, ale wydaje mi się że chodzi o zbiorczy cmentarz Polesie w powiecie puławskim, na który prowadzone są ekshumacje żołnierzy niemieckich z II wojny światowej).

Później na cmentarzu pochowano żołnierzy poległych w czasie II wojny światowej, ale próżno po internetach szukać szczegółów na ten temat, a groby są w większości bezimienne i też trudno się zorientować na miejscu. Na cmentarzu są też groby powojenne, w tym prawdopodobnie z walk z partyzantką antykomunistyczną.

Warto dodać, że był tu także cmentarz żołnierzy niemieckich z II wojny światowej - kilka lat temu przeprowadzano ekshumacje i z ok. 750 pochowanych tu żołnierzy wydobyto szczątki 290. Pozostali byli pochowani np. pod chodnikiem (ekshumacje miały się odbyć przy okazji remontu), albo są tam obecnie groby cywilne. Są to informacje sprzed paru lat, od tej pory mogły być jeszcze jakieś prace (informacje o ekshumacjach - artykuł).










No to pora na dworzec kupić bilet - po drodze miłe zaskoczenie, a mianowicie pasy rowerowe. Które mają zrobiony zjazd na ddr-kę (plus, że nie trzeba się teleportować, albo inaczej kombinować), niestety jakimiś wertepiastami, zwłaszcza w drugą stronę chodnikiem (za to minur). Dalej kostkowa ddr-ka, ale ujdzie bo kostka niefazowana i jeszcze względnie nowa.





Po zakupie biletu, jako że jeszcze mamy zapas czasu, uzupełnienie jedzenia na drogę (chleb się skończył) w Biedronce pod dworcem i myk pod dawną cerkiew, którą widzieliśmy po drodze z oddali. A to siedlecki cechy rzemieślnicze.



Dojeżdżamy do dawnej cerkwi (1867-69), obecnie jest to kościół garnizonowy. Po przebudowie w okresie wojennym jest, mówiąc oględnie - taki sobie. Trudno się jednak dziwić, że po latach zaborów w międzywojniu cerkwie, które stanowiły symbol rosyjskiego panowania burzono lub przebudowywano na kościoły usuwając charakterystyczne elementy... wystarczy poczytać choćby powyższą relację i dzieje okolicy w czasie zaborów. Niemniej jednak trochę żal, bo jako cerkiew z kopułami itp. świątynia była dużo ładniejsza. (tu zdjęcia archiwalne cerkwi)





Świątynia jest bardzo ładnie położona - na skrzyżowaniu (ale nie pod kątem prostym) dwóch ulic - alej. Przecinając taką aleję jadąc na dworzec, z daleka widzieliśmy kościół.




Dworzec w Siedlcach jaki jest każdy widzi. Chyba nikt nie będzie żałował jak się go zburzy by postawić coś nowego, albo gruntownie przebuduje (a tak wyglądał przed wojną)




Czekamy na pociąg, ale to oczywiście nie koniec przygód, bo na polskie koleje zawsze można liczyć. Jesteśmy na peronie trochę wcześniej, żeby spokojnie załadować się z rowerami i zająć miejsca. Liczyliśmy na wcześniejsze podstawienie pociągu, ale okazuje się że nie zaczyna on biegu w Siedlcach, tylko leci z Łukowa. Prawie na pewno piętrus, więc musimy się władować do wagonu sterowniczego gdzie są miejsca na rowery.

Czekamy, tłum gęstnieje... w międzyczasie przyjeżdża szynobus Kolei Mazowieckich z Hajnówki i połowa pasażerów dołącza do tłumu. Większość pasażerów tłoczy się z przodu, bo tam jest przejście podziemne z dworca, bo tam wjechał szynobus. Teraz wszystko zależy czy wagon sterowniczy będzie z przodu (niedobrze), czy też z tyłu (hurra).



Wjechał pociąg z Łukowa, piętrus, wagon sterowniczy z przodu... szlag! Tłum wali do środka, a tam już wszystkie miejsca zajęte, ludzie stoją, po władowaniu się do środka będzie niezły ścisk... niby tam na dole jest sporo pustej przestrzeni, ale w tych warunkach nawet nie ma co liczyć o wepchnięciu się tam z rowerami i to z sakwami. Konduktor coś tam rozmawia z podróżnymi, ale nie zastanawiam się nad tym co mówi, bo sytuacja jest kryzysowa, trzeba działać - łapiemy rowery i pędzimy na tył pociągu.

Z tyłu luźniej, są nawet wolne miejsca siedzące (tak z 1/3... no może 1/4) i jedna pani z rowerem na pomoście. Mamy do wyboru stać z rowerami przez całą podróż i cały czas je przestawiać, bo i tak byśmy trochę zastawiali wyjścia i przejścia, jest też zaułek który normalnie jest też przejściem do kolejnego wagonu, ale teraz ten wagon jest ostatni.

Z jednej strony są składane siedzenia, ale siedzi na nich dwóch panów, no to proszę ich żeby się przesiedli, bo miejsc jest dużo... jeden bez problemu zgadza się na naszą propozycję, ale drugi kwęka, że przecież na pomoście jest dużo miejsca. Ożesz ty dziadu, to tobie się nie chce się d...y ruszyć i przesiąść na sąsiednie siedzenie, a przez to mamy całą drogę sterczeć trzymając rowery? No to wysunąłem argumenty, że tam blokujemy wejście wsiadających i wysiadających, że jeszcze kilku rowerzystów może wsiąść itp. W końcu łaskawie przesiadł się (widać go na fotce poniżej - przesiadł się z lewej na prawą).

To właśnie przez takich osobników nie lubię takich składanych siedzonek, które często są montowane w miejscach przeznaczonych dla rowerów - niby idea jest słuszna, bo dzięki temu jest lepiej wykorzystana przestrzeń i jak nie ma rowerów to jest kilka dodatkowych miejsc siedzących, ale praktyka jest taka, że nawet jak połowa miejsc jest wolna, to tutaj ktoś się rozklapsnie i jak się go poprosi żeby się przesiadł to zaczyna kwękać, a czasem się w ogóle zaprze i nie bo nie. A poza tym jak pociąg jest nieco bardziej załadowany, to wtedy są problemy z wpakowaniem roweru.

Proponujemy jeszcze pani żeby się dostawiła ze swoim rowerem, ale nie skorzystała. Ostatecznie ja znajduję sobie miejsce na dole, lavinka stwierdza że tam dla niej za duszno i siada na schodkach w pobliżu drzwi, bo tam więcej powietrza. A ja dopiero teraz składam sobie co mówił konduktor, zdaje się że namawiał ludzi żeby zamiast ładować się do pierwszego wagonu, poszli dalej bo tam jest luźniej, ktoś chyba bał się że pociąg odjedzie, bo konduktor odpowiedział "Ja to zarządzam, więc nie odjedzie" ale chyba nikogo, albo mało kogo udało mu się przekonać.



No dobra, ale o co chodzi z tą Łukowską Rzeźnią że taka załadowana? Po pierwsze niedziela wieczór, ludzie wracają do Warszawy. Po drugie jest z Łukowa, a stamtąd pociągi kursują co 2-3 godziny, ten jest w Warszawie ok 18-ej i to bezpośredni, a następnym jest się o 22-ej i trzeba w Siedlcach się przesiąść. No i po trzecie, od Siedlec jest to pociąg przyspieszony i to znacznie - między Siedlcami, a Warszawą Wschodnią zatrzymuje się tylko na 3 stacjach i jedzie 49min (dla porównania przyspieszony którym jechaliśmy w piątek i potem wraca, zatrzymuje się na 6 stacjach i jedzie 1:03, a zwykły osobowy ma aż 22 stacje i jedzie ponad 1:20).

Tak więc szczęśliwie dla nas za Siedlcami prawie się nie zatrzymuje, osób kilka wsiada, ale niewiele i do samej Warszawy są miejsca siedzące... jakby sterowniczy był z tyłu, to w ogóle nie byłoby sprawy i kolejnej przygody komunikacyjnej. W Warszawie szybka przesiadka, bo nasz pociąg już stoi, ale musimy się przemieścić na inny peron - oba nasze pociągi na poniższej fotce.



Tutaj luz, oczywiście potem trochę osób podosiada, prawie połowa miejsc  będzie zajęta, ale w porównaniu z Łukowską Rzeźnią luzik. Na Zachodniej jeszcze dosiada babcia z Kluską i tak dojeżdżamy do domu.



Tak więc rzeczywiście wycieczka z przygodami - komunikacyjnymi drogowo-mostowo-kolejowym, na szczęście wszystkie dobrze się skończyły i nie mieliśmy z ich powodu zmiany trasy, czy istotnych opóźnień choć na początku każda z sytuacji tym groziła. Po kolei były to:
- czkawka szynobusu zaraz za Siedlcami
- most kolejowy na Bugu w remoncie
- wiatrołom w lesie za Bugiem
- most na Liwcu w remoncie
- Łukowska Rzeźnia







.