teczka bikera meteor2017
meteor2017 bs-profil
Poczet rowerów
Jakieś tam wykresy
Kalendarium
- 2026, Sierpień14 - 9
- 2026, Lipiec19 - 13
- 2026, Czerwiec17 - 9
- 2026, Maj15 - 11
- 2026, Kwiecień18 - 18
- 2026, Marzec25 - 25
- 2026, Luty6 - 10
- 2026, Styczeń4 - 10
- 2025, Grudzień20 - 8
- 2025, Listopad20 - 15
- 2025, Październik21 - 9
- 2025, Wrzesień25 - 28
- 2025, Sierpień28 - 18
- 2025, Lipiec30 - 64
- 2025, Czerwiec24 - 38
- 2025, Maj28 - 40
- 2025, Kwiecień12 - 25
- 2025, Marzec18 - 46
- 2025, Luty12 - 32
- 2025, Styczeń15 - 50
- 2024, Grudzień21 - 69
- 2024, Listopad13 - 25
- 2024, Październik22 - 58
- 2024, Wrzesień16 - 36
- 2024, Sierpień9 - 19
- 2024, Lipiec12 - 32
- 2024, Czerwiec18 - 74
- 2024, Maj12 - 44
- 2024, Kwiecień15 - 56
- 2024, Marzec15 - 43
- 2024, Luty8 - 35
- 2024, Styczeń5 - 14
- 2023, Grudzień9 - 41
- 2023, Listopad10 - 43
- 2023, Październik22 - 106
- 2023, Wrzesień21 - 102
- 2023, Sierpień18 - 81
- 2023, Lipiec14 - 47
- 2023, Czerwiec19 - 74
- 2023, Maj28 - 100
- 2023, Kwiecień23 - 127
- 2023, Marzec16 - 87
- 2023, Luty19 - 99
- 2023, Styczeń17 - 91
- 2022, Grudzień18 - 113
- 2022, Listopad26 - 112
- 2022, Październik31 - 91
- 2022, Wrzesień30 - 114
- 2022, Sierpień22 - 95
- 2022, Lipiec26 - 104
- 2022, Czerwiec30 - 68
- 2022, Maj34 - 136
- 2022, Kwiecień23 - 78
- 2022, Marzec25 - 91
- 2022, Luty20 - 88
- 2022, Styczeń25 - 123
- 2021, Grudzień15 - 110
- 2021, Listopad21 - 64
- 2021, Październik22 - 105
- 2021, Wrzesień18 - 86
- 2021, Sierpień18 - 110
- 2021, Lipiec13 - 62
- 2021, Czerwiec16 - 78
- 2021, Maj23 - 95
- 2021, Kwiecień22 - 124
- 2021, Marzec19 - 95
- 2021, Luty10 - 38
- 2021, Styczeń14 - 63
- 2020, Grudzień15 - 27
- 2020, Listopad15 - 17
- 2020, Październik23 - 19
- 2020, Wrzesień21 - 77
- 2020, Sierpień16 - 82
- 2020, Lipiec18 - 77
- 2020, Czerwiec21 - 84
- 2020, Maj25 - 102
- 2020, Kwiecień28 - 220
- 2020, Marzec27 - 77
- 2020, Luty18 - 40
- 2020, Styczeń9 - 11
- 2019, Grudzień13 - 15
- 2019, Listopad13 - 12
- 2019, Październik22 - 47
- 2019, Wrzesień21 - 46
- 2019, Sierpień21 - 19
- 2019, Lipiec26 - 31
- 2019, Czerwiec27 - 17
- 2019, Maj35 - 48
- 2019, Kwiecień34 - 40
- 2019, Marzec34 - 49
- 2019, Luty29 - 44
- 2019, Styczeń36 - 162
- 2018, Grudzień16 - 22
- 2018, Listopad23 - 5
- 2018, Październik25 - 20
- 2018, Wrzesień21 - 24
- 2018, Sierpień25 - 57
- 2018, Lipiec26 - 59
- 2018, Czerwiec16 - 44
- 2018, Maj20 - 32
- 2018, Kwiecień23 - 66
- 2018, Marzec23 - 66
- 2018, Luty20 - 87
- 2018, Styczeń15 - 74
- 2017, Grudzień19 - 111
- 2017, Listopad12 - 46
- 2017, Październik24 - 49
- 2017, Wrzesień22 - 82
- 2017, Sierpień22 - 64
- 2017, Lipiec19 - 45
- 2017, Czerwiec21 - 60
- 2017, Maj24 - 171
- 2017, Kwiecień20 - 165
- 2017, Marzec17 - 73
- 2017, Luty11 - 46
- 2017, Styczeń17 - 84
- 2016, Grudzień14 - 48
- 2016, Listopad26 - 129
- 2016, Październik20 - 117
- 2016, Wrzesień26 - 103
- 2016, Sierpień37 - 179
- 2016, Lipiec32 - 278
- 2016, Czerwiec30 - 102
- 2016, Maj36 - 127
- 2016, Kwiecień36 - 139
- 2016, Marzec41 - 173
- 2016, Luty31 - 116
- 2016, Styczeń28 - 180
- 2015, Grudzień16 - 118
- 2015, Listopad21 - 82
- 2015, Październik32 - 98
- 2015, Wrzesień21 - 109
- 2015, Sierpień7 - 29
- 2015, Lipiec27 - 86
- 2015, Czerwiec32 - 71
- 2015, Maj25 - 168
- 2015, Kwiecień17 - 113
- 2015, Marzec16 - 88
- 2015, Luty9 - 90
- 2015, Styczeń4 - 22
- 2014, Grudzień19 - 192
- 2014, Listopad18 - 87
- 2014, Październik12 - 96
- 2014, Wrzesień20 - 85
- 2014, Sierpień13 - 26
- 2014, Lipiec12 - 78
- 2014, Czerwiec17 - 89
- 2014, Maj27 - 122
- 2014, Kwiecień17 - 122
- 2014, Marzec9 - 85
- 2014, Luty7 - 69
- 2014, Styczeń5 - 53
- 2013, Grudzień17 - 187
- 2013, Listopad15 - 117
- 2013, Październik20 - 137
- 2013, Wrzesień18 - 162
- 2013, Sierpień16 - 74
- 2013, Lipiec4 - 20
- 2013, Czerwiec12 - 98
- 2013, Maj15 - 55
- 2013, Kwiecień8 - 76
- 2013, Marzec8 - 100
- 2013, Luty5 - 56
- 2013, Styczeń7 - 147
- 2012, Grudzień5 - 38
- 2012, Listopad5 - 127
- 2012, Październik4 - 23
- 2012, Wrzesień4 - 27
- 2012, Sierpień10 - 32
- 2012, Lipiec10 - 23
- 2012, Czerwiec6 - 31
- 2012, Maj17 - 116
- 2012, Kwiecień19 - 106
- 2012, Marzec12 - 79
- 2012, Luty4 - 21
- 2012, Styczeń3 - 37
- 2011, Grudzień3 - 31
- 2011, Listopad13 - 135
- 2011, Październik15 - 121
- 2011, Wrzesień15 - 26
- 2011, Sierpień6 - 9
- 2011, Lipiec14 - 2
- 2011, Czerwiec13 - 83
- 2011, Maj12 - 78
- 2011, Kwiecień9 - 35
- 2011, Marzec2 - 3
- 2010, Listopad1 - 1
- 2010, Październik13 - 14
- 2010, Wrzesień4 - 9
- 2010, Sierpień3 - 3
- 2010, Lipiec6 - 4
- 2010, Czerwiec7 - 3
- 2010, Maj8 - 5
- 2010, Kwiecień9 - 10
- 2010, Marzec1 - 0
- 2009, Grudzień7 - 13
- 2009, Listopad8 - 16
- 2009, Październik11 - 5
- 2009, Wrzesień19 - 21
- 2009, Sierpień18 - 14
- 2009, Lipiec25 - 11
- 2009, Czerwiec7 - 16
- 2009, Maj5 - 12
- 2009, Kwiecień10 - 22
- 2009, Marzec10 - 10
- 2009, Luty5 - 0
- 2009, Styczeń5 - 12
- dystans 73.94 km
- 6.50 km terenu
- czas 05:06
- średnio 14.50 km/h
- rekord 31.70 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Na łysej Kobyłce wiosna nie dojedzie
Sobota, 24 marca 2018 · dodano: 01.04.2018 | Komentarze 0
Rano skoroświt złapać jedyny o tej porze pociąg, na który nie musieliśmy lecieć ze Wschodniej na Wileńską (dawno tam się nie przesiadamy i nie wiemy czy nadal działa nasz skrót na perony). Na Zachodniej mieliśmy trochę czasu, stąd trainspotting na peronach obsługujących ruch podmiejski. Oczywiście jakiś koleś (pewnie stary kolejarz) przyczepił się, że na peronach zdjęć robić nie można... zbyliśmy go jakimś tekstem, że w PRLu może i tak było, ale od tej pory przepisy się zmieniły.Poniżej Elf eSKaeMki, któremu w ostatnim czasie przybyło kolejne logo na malaturze. Oraz EN97 (też od Pesy) WuKaDki.
Wjeżdża nasz pociąg - tradycyjnie przypomnę dowcip z taaaką brodą (z czasów gdy EN57 były nowoczesnym taborem prosto z fabryki i były pomalowane na niebiesko-żółto).
Wpada jakaś babinka na peron, a tam stoi już pociąg:
- Jaki to pociąg - pyta stojącego obok faceta.
- Żółty.
- Dokąd?
- Do połowy.
- Na Tłuszcz on?
- Nie, na elekstrykę.
Do Tłuszcza nie dojeżdżamy, wysiadamy w Wołominie. Wiaty są nowe, na nowowybudowanych peronach... ale stylem naśladują starą, wyburzoną razem peronem podczas przebudowy stacji w ostatnich latach.
Budynek Cechu Rzemiosł... czy jak to się teraz nazywa.
I jeszcze parę fotek z przejazdu przez Wołomin.
Pomnik przyrody Głaz Edmunda.
I jeszcze jeden głaz, ten wykopany niedawno i postawiony na sztorc, żeby robił wrażenie okazalszego - (opis. na tablicy obok, z fotorelacją wydobycia i ustawienia).
Opuszczona oczyszczalnia ścieków (więcej fotek z oczyszczalni w klimatach świątecznych - w tym wpisie na blogu pocztówkowym)
Wiosenne klimaty
A tu drogowskaz do nowej oczyszczalni - ciekawe, czy stara też nazywała się Krym?
A tu już jesteśmy w Ossowie.
Mamy tu upamiętnienie księdza Skorupki, który poległ w czasie Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Kolejno - krzyż w miejscu śmierci, obelisk, oraz pomnik.
Mogiła zbiorowa żołnierzy bolszewickich... bardzo malowniczo położona na totalnym wygwizdowie na łąkach obok wsi.
Słup odległości z orłem w koronie i zegarem słoneczny.
Odczyt z zegara jest prosty - zawsze pokazuje godzinę szóstą, nawet gdy nie ma słońca (a właściwie zwłaszcza wtedy).
Cmentarz poległych w 1920r.
Pomnik z lista poległych (tablica - powiększenie)
Z tyłu za kaplicą i cmentarzem - pomnik katyński
A kawałek w bok... właściwie, to czy nie powinni posadzić brzóz zamiast dębów. Gdy byliśmy, to akurat jakiś pan kopał obok jakiś prostokątny dół... ekshumował, czy co? Bo na dołek pod nowy dąb nie wyglądało, chyba że pod nowe popiersie.
Stamtąd myk na Kobyłkę - zaczynamy od cmentarza i kwatery również z 1920 roku.
Tablice upamiętniające żołnierzy wojsk litewskich gen. Mokronowskiego, poległych w bitwie pod Kobyłką w 1794 roku (wiki i jeszcze taki artykuł o bitwie) pochowano ich w miejscu obecnego cmentarza, który został założony później, bo w 1803 roku. Sama mogiła i usypany na niej kurhan, nie nie zachowały się do dzisiaj. Ta tablica po litewsku jest nowsza, odsłonięta półtora roku temu (powiększenie tablic)
Kaplica grobowa
I mini-lapidarium pod jedną ze ścian.
Te i inne stare nagrobki sugerują, że był to cmentarz wielowyznaniowy (albo przynajmniej jego część).
Nagrobek po francusku (powiększenie 1, powiększenie 2)
Bazylika w Kobyłce
Różne kształty okien
Kaplica z tyłu
Trochę iluzjonizmu - przy czym te drzwi są prawdziwe... to znaczy niekoniecznie się otwierają i gdzieś prowadzą, ale nie są namalowane, tylko faktycznie w otwór są wprawione drewniane drzwi.
Zegar słoneczny z własnym, prywatnym słoneczkiem (w razie niedostęności tego publicznego).
Powiększenie poniższej fotki
Hmmm... chyba jestem mocno do tyłu, jeśli chodzi o nowości techniczne w tematyce ślubno-weselnej.
A to już opłotki Zielonki... tutaj się chyba poluje na pociągi. Ja poluję z aparatem, ale tutaj używają w tym celu sieci.
Chyba dlatego pociągi porzuciły tę bocznicę.
Glinianki w Zielonce.
Przez Zielonkę w zasadzie tylko przemknęliśmy (tylko rzut okiem na kościół, czy nie ma pocisków - nie ma). A to już Marki i ciuchcia nieistniejącej już kolejki mareckiej (która biegła z Warszawy nie tylko do Marek, ale i do Radzymina). Żal kolejki, teraz w jej miejscu jest koszmarna dwupasmowa szosa przez środek miasta.
Kościół w Markach
Ptaki w parku
A to pałacyk Briggsów, Anglików którzy w 1884 uruchomili tutaj przędzalnię wełny.
A oto i dawna fabryka braci Briggs.
Szkoła elementarna wybudowana przez fabrykantów.
I znajdujące się po obu stronach szosy osiedle robotnicze (pierwszy rząd domów od strony drogi otynkowany i wyremontowany, ale te ceglane są bardziej klimatyczne).
Wjeżdżamy do Warszawy - kościółek w Grodzisku (obecnie część Warszawy).
A tu inny wynalazek techniki slubnej jest zakazany.
Dobijamy do Trasy Toruńskiej i korzystamy z jedynej ciągłej ddr-ki od strony Marek. Trzeba się przebić przez parę wielopoziomowych węzłów trasy (od jej przebudowy praktycznie tu nie byliśmy), gdzie ddr-ka robi pętle, zawijasy, podjeżdża i zjeżdża różnymi kładkami... a i tak nie jest w 100% poprowadzona bezkolizyjnie, bo trzeba przekroczyć ulice na światłach.
Kolejowe klimaty
Ech, Kładka Żerańska... to był jeden z żelaznych punktów programu na ten weekend. Postanowiliśmy ją wreszcie odwiedzić po remoncie i przebudowie. Pamiętam jak jeszcze kiedyś dało się nią przejechać rowerem (z kilkanaście lat temu, choć z jednej strony zdaje się że ten rower trzeba było znieść po drabince), pamiętam jak już nawet piechotą ciężko było ją pokonać, bo rozkradli kraty stanowiące nawierzchnię (poniżej fotka z 2010)... no i teraz, gdy da się wygodnie jak nigdy przejechać rowerem.
Gdy pojawiła się inicjatywa przebudowy kładki technicznej na rowerową, to gorąco jej kibicowaliśmy (zwłaszcza że kiedyś pełniła już nieoficjalnie taką funkcję, choć w ograniczonym zakresie). Bardzo się ucieszyliśmy, gdy projekt udało się zrealizować. Zrobiliśmy sobie mały postój na ławeczkach za kładką (są miejsca wypoczynkowe po obu stronach kładki) i gdy wracaliśmy, to już można było obejrzeć efekty podświetlenia, choć nie w pełnej krasie, bo jeszcze pełnego mroku nie było.
A potem dalej wzdłuż Trasy Toruńskiej i mostem Grota Roweckiego...
- dystans 64.38 km
- 0.20 km terenu
- czas 03:50
- średnio 16.79 km/h
- temperatura -10.0°C
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Po mieście x8
Środa, 21 marca 2018 · dodano: 30.03.2018 | Komentarze 0
Na początek tradycyjnie staw na Bielniku w kolejnych mrozowych i odwilżowych odsłonachTrochę mrozowych różności z Pisi
Mewy śmieszki przyleciały na Bielnik. W szatach godowych (czarne łebki).
Pod koniec zeszłego roku zostaliśmy uszczęśliwieni kolejnym bublem udającym drogę rowerową. Najpierw fotka ze starego ciągu, do którego ten nowy został podłączony - ten zjazd (zwłaszcza jadąc z głębi kadru) najlepiej ominąć, raz że zwykle mniej lub bardziej zastawione przez samochody, a dwa że w najgorszym, najbardziej ruchliwym miejscu trzeba skręcić w lewo. Tutaj najlepiej i najbezpieczniej pojechać ulica i dopiero dalej zjechać na śmieszkę.
A to już nowa pseudoinfrastruktora rowerowa. Żeby pokonać skrzyżowanie, trzeba zrobić duuży zygzak z zakrętami prawie pod kątem 90 stopni. Następne przejazdy są nieco lepsze, ale dosyć niebezpieczne, bo widoczność bardzo ograniczona (lepiej jechało się ulicą, bo widziało się samochody i było widzianym z daleka, a poza tym z jednej strony na większości skrzyżowań nie było wlotu ulicy).
Poza tym oczywiście kostka - Żyrardów asfaltu jeszcze nie wynalazł i jest w erze kostki gładzonej (i tak dobrze, że już nie łupanej - fazowanej). Poza tym fatalnie ułożona, pod kołami klekoce i koleboce się na potęgę.
A poza tym, nie wiem co za ćwierćinteligent wymyślił takie odseparowanie chodnika od części rowerowej... sforsować się go nie da i jest uciążliwe, bo trudniej omijać pieszych. Jeśli miał on sprawić, że piesi nie będą chodzić po śmieszce rowerowej, to wolne żarty. Z moich obserwacji wynika, że ponad połowa pieszych chodzi częścią rowerową - raz że z przejść dla pieszych jest do niej bliżej, dwa że chodnik dosyć wąski, bo dużo na nich słupów i znaków, trzy że nierzadko zastawiony samochodami
Parkowanie na zakazie i zastawienie chodznika? Norma.
Z innych rzeczy, przypomniał mi się stary, żyrardowski mural murkowy... tak przez chwilę się zastanawiałem czy on jeszcze jest, tamtędy rzadko się przemieszczam, bo w tej uliczce błoto i dziurdzioły, a nawet jak tam byłem, to murala nie widać, bo zastawiony całkowicie przez parkujące samochody. Żeby dało się zrobić zdjęcia, trzeba się wybrać w niedzielę (i to najlepiej niehandlową), albo w święta.
Mural jest, te twarze na tle kół zębatych to Hielle, Dittrich i de Girarde.
- dystans 38.88 km
- 8.30 km terenu
- czas 02:34
- średnio 15.15 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Zimowy cyklogrobbing pod Puszczą Mariańską
Wtorek, 20 marca 2018 · dodano: 29.03.2018 | Komentarze 1
Suchszy Dopływ Suchej... jego fragmenty, jak też fragmenty innych terenów podmokłych w okolicach są użytkami ekologicznymi od 2005 roku,a le dopiero w ostatnich latach pojawiły się tabliczki.Stare koryto to to zamarznięte z lewej, ale bobry zbudowały tamę i teraz rzeczka popłynęła bokiem... w ten sposób dzięki bobrom uregulowana rzeczka szybko zmienia się w meandrującą.
Poniżej też są na pewno jakieś bobrze tamy, bo poziom wody dosyć wysoki.
Jeziorko Łabędzie.
Sucha (ale nie ta do której wpada Suchszy Dopływ Suchej, lecz ta druga Sucha).
Obok Nadleśnictwa Radziwiłłów jest, jak głosi tabliczka, pomnik przyrody - grupa drzew. Jakie że nadleśnictwo jest obok, to okoliczne pomnikowe drzewa są dosyć dobrze oznaczone.
Na przykład ten dąb - ma dwie tabliczki, jedną od strony drogi (choć nawet teraz jest z niej słabo widoczny, a co dopiero gdy są liście, a drugą od strony ścieżki ze szlakiem).
Cmentarz w Puszczy Mariańskiej. Będąc ostatnio tutaj (wpis na bikestatsie), odwiedziłem min. grób Józefa Rapackiego... dzisiaj ciąg dalszy. O rodzinie Rapackich jest sporo na stronie gminy.
Grób Józefa Rapackiego łatwo znaleźć, bo jest przy jednej z aleje, obok widocznego z daleka obelisku na grobie Zofii Kijewskiej.
Obok spoczywa jego żona - Gabriela z Popowskich Józefowa Rapacka (jak jest napisane na grobie).
Grobów ich dzieci nie ma, bo córka wyjechała, a syn... po pewnym czasie też wyruszył do Ameryki Południowej i już nie wrócił. Jest tylko grób synowej - Heleny Rapackiej z Mazińskich (rząd, czy dwa za grobem malarza).
Jeśli staniemy plecami do grobów Józefa i Heleny i pójdziemy przed siebie, to gdzieś tam trafimy na grób ich wnuków. Spoczywa tam Włodzimierz Józef Rapacki, zaś jego brat Jerzy Rapacki zginął w obozie koncentracyjnym i jest symbolicznie wspomniany na tablicy.
Wracając do głównej alejki, z drugiej strony Zofii Kijewskiej trafiamy na tabliczkę z informacją, że tutaj jest planowany grób Czesława Tańskiego. Poprzednio nie wiedziałem gdzie szukać jego obecnego grobu, teraz udało się namierzyć - stając twarzą do tabliczki, trzeba się skierować w prawo mniej więcej pod kątem 45 stopni i tam szukać.
Grób jest schowany w drugim rzędzie grobów od bocznej alejki.
To tyle jeśli chodzi o Puszczę Mariańską, ruszam dalej... udało się trafić na pociąg na eSeŁce (ciągnięty przez ET41).
A to cmentarz w Studzieńcu (spoczywają na nim zarówno mieszkańcy wsi, jak i wychowankowie oraz pracownicy zakładu poprawczego w Studzieńcu).
Oto i zakład w oddali.
No to co? No to wracamy.
- dystans 31.76 km
- 6.50 km terenu
- czas 02:07
- średnio 15.00 km/h
- rekord 31.70 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Taka zimowa rudka po okolicy
Poniedziałek, 19 marca 2018 · dodano: 28.03.2018 | Komentarze 9
Zdjęcia prawie sprzed półtora tygodnia, teraz śniegu już nawet w lesie nie ma, lód jeszcze gdzieniegdzie się ostał.Gdyby złapała mnie gwałtowna śnieżyca, miałbym się gdzie schować.
O, tak było
Pniaczek w białej czapeczce
Tu przeszło coś z kopytkami
A tu coś kicającego
A tu... coś innego
Glinianki pod Radziejowicami
Klasyczne kadry znad Pisi Gągoliny
Pisia Gągolina przy ujściu Okrzeszy
- dystans 23.99 km
- 9.00 km terenu
- czas 01:48
- średnio 13.33 km/h
- temperatura -5.0°C
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Zimowo-leśny trainspotting
Niedziela, 18 marca 2018 · dodano: 22.03.2018 | Komentarze 2
Z rana było -5, w ciągu dnia doszło chyba prawie 0. W lesie albo zamarznięte koleiny i dziury ukryte pod śniegiem, albo błoto... zdecydowałem się więc na trasę przy torach, bo była najsensowniejsza. A jak już coś przejeżdżało, to musiałbym być chyba chory, żeby nie strzelić foty.Kręcąc się w te i we wte przy torach, trafiłem na Zestawienie - 19 pociągów (15 pasażerskich i 4 towarowe) - liczę sztuki przejeżdżających pociągów, ale niektóre widziałem po dwa razy w tym samym, lub różnym zestawieniu (np. Flirty, a może i jakieś Impulsy). Poza tym trzech maszynistów pozdrowiło mnie trąbieniem (z Darta, Impulsa i Flirta - ten ostatni dwa razy, raz jak jechał do Wwy, a drugi raz jak wracał). W sumie było:
- 6 Flirtów ŁKA
- 4 Impulsy Kolei Mazowieckich
- 4 Darty PKP Intercity
- 1 EP09 PKP Intercity
- 2 EU07 PKP Cargo
- 1 M62 (Gagarin) Orion Kolej
- 1 lokomotywa serii 181 (ET23) w barwach STK
Oto i Flirty ŁKA, do Warszawy jeżdżą w większości zestawione po dwie jednostki (czyli w tzw. trakcji dwukrotnej), ponieważ są odne dosyć krótkie - dwuczłonowe. W podwójny, zestawieniu są one na przykład nadal o kilka metrów krótsze od jednej jednostki pięcioczłonowego Impulsa Kolei Mazowieckich.
Ta jednostka powyżej i poniżej w jakiejś reklamowej okleinie (powiększenie)
A to Marszałek w okazjonalnym malowaniu, o którym wspominałem już niedawno (powiększenie 1, powiększenie 2)
A poniżej Flirty w trakcji trzykrotnej.
A oto i Impulsy Kolei Mazowieckich... zwykle jeżdżą zestawione po dwie jednostki, ale czasem można trafić pojedyncze (dziś były takie ze dwa).
Spalinowy radziecki Gagarin, a z naprzeciwka Impuls... chciałem oba pociągi ustrzelić jednocześnie, toteż przekombinowałem i fotka wyszła taka sobie.
Dart solo
I Dart z EP09
Dwa EU07 ciągnące składy towarowe
I jeszcze czechosłowacka, pochodząca z zakładów Skody lokomotywa serii 181.
Okazałe dęby w pobliżu torów
- Jak ulosnę duzia, to tes zostanę wielkim dębem!
To chyba krecia robota
Trochę mokro, a lód nawet jesli jest, to zdradliwy.
Zimowe różności
Wiał silny wiatr, z rana śnieg jeszcze sypki... po półgodzinie moje ślady wyglądały tak:
Pustynne formacje
- dystans 1.30 km
- czas 00:05
- średnio 15.60 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Po Klu do przedszkola
Wtorek, 13 marca 2018 · dodano: 19.03.2018 | Komentarze 6
Wszystko mniam, poza pomarańczami do chałki... bo za kwaśne.Nowa wystawa szatniowa.
Dystans mały, po powrót z buta - odprowadzaliśmy przyjaciółkę Kluski do domu (mieszcze zaraz obok nas). Przy okazji zaprosiła nas do siebie.
No to teraz idziemy w odwiedziny do tej przyjaciółki...trzeba się spakować - zabieramy poduszkę w kwiatki, dwa koty w klatce, misia pod pachę, talię kart z Kubusiem, mnóstwo zwierzaczków do plecaka, stonogę do kieszonki, drugą do drugiej. Ja dostałem dużego kota pod pachę, a do plecaka żółwia. Nie, Kluska się nie przeprowadza, to tylko krótka wizyta.
Wiktorka wyjęła zestaw małego lekarza i otworzyły klinikę weterynaryjną. Badały po kolei wszystkie zwierzaczki, opatrywały przy pomocy papieru toaletowego. Głównie były jakieś złamania, przeziębienia, ale nawet jeden poród (Klu tłumaczyła kotkowi, obsłuchując brzuszek stetoskopem - "Będzies mieć dzidziusia", chyba było cesarskie cięcie, bo szukała w zestawie nożyka). Potem układały je spać i czytały im bajki.
I jeszcze powrót z zajęć plastycznych
- dystans 24.39 km
- 3.60 km terenu
- czas 01:35
- średnio 15.40 km/h
- temperatura 15.0°C
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Za cytrynkiem w przedwiośnie
Niedziela, 11 marca 2018 · dodano: 18.03.2018 | Komentarze 2
Przedwiośnie pełną gębą, widzieliśmy kilka cytrynków, a lavinka znalazła nawet kota-cytrynka.Grzybek dla wariaga (jeszcze chyba z jesieni)
I oto jesteśmy nad Pisią Gągoliną
Wyjście z jej doliny nie jest takie łatwe
Podjechaliśmy też do bobrzej tamy
Tak po roztopach wygląda jeziorko powstałe przez zalanie doliny. Gdzie jest koryto rzeki poznaje się po braku krzaków, drzewek itp. Tutaj ładnie widać, ale dalej są pozwalane drzewa i nie jest to taki oczywiste.
Trochę lodu jeszcze jest
No i tradycyjnie hamakowanie
Fajne drzewo, ze stolikiem na termosy, kubki, placki itp.
Dziś gramy w kości. W domu znalazłem bloczek z zapisem (z którego korzystaliśmy w domu, gdy byłem jeszcze małY0, kubek (ale tylko jeden, drugi Kluska gdzieś wywlokła... ale może się znajdzie), kości są względnie nowe, bo stare się pogubiły.
Ponieważ okazało się, że lavinka nie grała w kości, to graliśmy szkoleniowo - znaczy wypełnialiśmy rubryki po kolei, a nie z wyboru. Zaś w drugiej partii w szkółce wpisywaliśmy już jak kto chce, ale dalej figury już po kolei (lavinka stwierdziła, że nie jeszcze nie spamięta tego wszystkiego).
Poker z ręki... szkoda że nie można go było wpisać jako pokera.
Pamiętam, że na Wydziale była mocna ekipa grających w kości. Pełna rozgrywka trwała naprawdę długo (zwłaszcza gdy więcej osób się zebrało), bo jedno wypełnienie tabelki było tylko jedną rundą, a tych rund było kilka. A każda tabelka była wypełniana według różnych zasad, pierwsza kolejka normalnie jak kto chce, druga wypełniana od góry po kolei, trzecia od dołu, w czwartej to chyba były premiowane rzuty z małą ilością oczek (malusie - nie pamiętam, czy punktacja była odwrotna np. 1 oczko - 6pkt, 2 oczka -5pkt.... 6 oczek - pkt. czy też jakoś inaczej) i jeszcze kilka których nie pamiętam.
W sumie z raz z nimi zagrałem pełną rozgrywkę (no może dwa, ale głowy nie dam). Najczęściej grali przy stoliku obok bocznych schodów i turlanie słychać było na całej klatce schodowej... możliwe że ktoś im zwrócił uwagę, albo były jakieś skargi, bo potem zainwestowali w zielone sukno na stół i gdy na nim grali, rzeczywiście było znacznie ciszej. Tak czy inaczej od pewnego momentu w Kubusiu był zakaz gry w kości (Kubuś - wydziałowy bar).
- dystans 20.30 km
- 1.60 km terenu
- czas 01:15
- średnio 16.24 km/h
- temperatura 10.0°C
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Do Mariana na Piknik
Sobota, 10 marca 2018 · dodano: 16.03.2018 | Komentarze 0
I znowu wycieczka sprzed tygodnia, a pogoda zupełnie nieaktualna...Korzystając z tego że ciepło, wybraliśmy się na wycieczkę na skraj doliny Suchszego Dopływu Suchej po nową skrzynkę marianową. Pogoda okazała się wyjątkowo idiotyczna - wyszło słońce, to człowiek zaczął się gotować, zdjął z siebie to i owo, to przyszły chmury, to zaczynało ciągnąć po nerach itp. po prostu marzec. Ponieważ gruntówy rozmarzły i potworne na nich błoto, staraliśmy się jak najmniej jechać terenem i wybierać ten na którym nic lub prawie nic nie jeździ.
A oto i podmokłe łąki nad Suchszym Dopływem Suchej, jak podjechaliśmy to jakieś żurawie, czaple, czy inne takie darły ryje.
Na miejscu spotkaliśmy Pana Mariana, który układał pasjansa (a nie jest to łatwe, jak się dysponuje tylko talią do Czarnego Piotrusia). Bardzo się z naszej wizyty ucieszył i skoczył do bajorka z lodem gdzie chłodziła się flaszka. Po czym rozstawił na kamuflażowym obrusiku komplet aluminiowych kielonków turystycznych i wprawną ręką polał... zimny kefir prosto od krowy. Następnie rozwiesiliśmy hamak i zasiedliśmy do gry.
Graliśmy lesochroniarską talią (o tą) w Piotrusia
No i pora wracać.
- dystans 5.77 km
- czas 00:24
- średnio 14.42 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Partyjka Piotrusia na dworcu
Piątek, 9 marca 2018 · dodano: 15.03.2018 | Komentarze 19
Dziś na dworcu rozegraliśmy parę partyjek Czarnego Piotrusia. Bo ostatnio z Klu grywamy właśnie w Piotrusia i jeszcze w Wojnę.Co tam jakiś wjeżdżający pociąg, tu się gra toczy!
InterRegio do Łodzi. Ostatnio podstawiony był Feniks (EN57FPS) w barwach PolRegio, a dziś EN57AKM w łódzkim malowaniu.
W Piotrusia graliśmy specjalną talią z Kubusiem Puchatkiem (a więc w zasadzie graliśmy w Kubusia), Klu miała kiedyś też talię z Minnie i Daisy gdzie zamiast symboli były liczby... ale tę talię gdzieś rozwlekła po domu i teraz jest mocno niekompletna.
Mamy też w domu większą talię ze Słowacji... dla nieco większych dzieci. (powiększenie)
A gdy zapytałem Klu, czy wie że zwykła talią też można grać w Piotrusia, to bardzo się zdziwiła... no to jej pokazałem jak (aczkolwiek graliśmy tylko połówką talii - czerwonymi).
Wydaje mi się, że w Piotrusia nigdy wcześniej nie grałem... w dzieciństwie grałem w wojnę (kto nie grał) i to chyba tylko w domu, potem w podstawówce i w domu grało się w Kuku, Pana, Makao, w liceum już jakby mniej a jeśli już to w Makao i Remika. Gry w które grałem, ale rzadko - raz albo parę razy, to Oko, Tysiąc, Poker,mam też wrażenie (ale głowy nie dam), że zdarzyło się grać jeszcze w Durnia, czy Licytację. mogłem też o czymś zapomnieć rzecz jasna. A Wy w co grywaliście?
Aha, później to już w ogóle mało się grało, na studiach zdarzyło mi się grać w Kierki i parę razy w Brydża. A na Ukrainie z lokalsami w Kozier.
Zdecydowanie najwięcej się grało w podstawówce, na zielonej szkole uciekaliśmy z dyskoteki, żeby się zaszyć w pokoju i grać w karty, kości, oraz radzieckie gierki elektroniczne. Sukcesem było też dostać karę - za karę nie szło się na jakieś zajęcia, tylko zostawało w pokoju... i można było grać do oporu! Kiedyś na zielonej szkole w Załęczu nad Wartą poszliśmy odwiedzić w sąsiednich domkach dziewczyny z Łodzi... potem za karę przepadły nam jakieś zajęcia, a że kilka osób miało te karę, to było z kim grać.
Inna historyjka, to jak uczyłem się grać w brydża - w pięć osób z Wydziału wybraliśmy się na długi weekend listopadowy w góry. Okazało się, że jest trójka brydżystów i dwie osoby, które grać nie umieją. Przy braku czwartego do brydża, postanowili nas nauczyć, więc przez żeby się nauczyć rozgrywki brydżowej, w pociągu do Zwardonia rżnęliśmy w kierki. A potem już w górach tłumaczyli nam zasady licytacji i na noclegach grywaliśmy w brydża.
Natomiast kiedyś jak byłem na obozie wędrowny w Gorganach, musiałem wcześniej wrócić. Zszedłem sam z gór i nocowałem w miejscu biwakowym pod Osmołodą, oprócz mnie rozbiło się tam dwóch Ukraińców. Zagraliśmy w karty, a konkretnie w kozier... pierwsza rozgrywka była ćwiczebna, bo się uczyłem i ją przegrałem. Okazało się że jest to rozgrywka zbliżona do brydżowej, a koziernyj, to kolor atutowy (co ciekawe po ukraińsku i rosyjsku atut to obecnie kozyr, natomiast po polsku zanim weszła do użycia obecna nazwa francuska, używano słowa kozer... czyżby kozier to taki zachodnioukraiński regionalizm?). Tak czy inaczej, jak zorientowałem się w zasadach, to kolejne trzy partie wygrałem i już nie chcieli więcej ze mną grać.
Ale wracając do dnia dzisiejszego, oprócz Piotrusia gramy z Kluską oczywiście w Wojnę. Jak to z kartami bywa, każdy zna inne zasady... przy czym o ile w makao było to oczywiste i jak gra wychodziła poza zgraną ekipę, to każda rozgrywka zaczynała się od ustalenia wspólnych zasad (jak na przykład graliśmy w domu, to nie stosowaliśmy zasad takich jak dama na wszystko, wszystko na damę, schodzenie z wagonika, czy przebijanie dwójki trójką, poznałem je później), a i tak często się kończyło sporami odnośnie jakiegoś nie uzgodnionego wcześniej przypadku (czy dama może być kartą rzuconą po makale, czy można schodzić z wagonika kartami funkcyjnymi itp.). O tyle w wojnie wydawałoby się, że trudno o różne zasady... a jednak.
Standardowa wojna wyglądała tak, że walczyć mogły tylko najwyższe figury na kupce (niższe odpadały - dla ustalenia uwagi odwróciłem więc dziesiątkę). Wygrywała osoba, która zaczynała jedną z tych wyższych kart, nawet jeśli na końcu na wierzchu było coś niższego (od dziesiątki w naszym przypadku).
Jednak jeśli zastosować kolonijną zasadę lavinki, że wojna jest nadrzędna, sytuacja jest inna i w powyższym przypadku wygrywa dziesiątka...
Otóż w poniższym przypadku normalnie wygrałaby dama, ale z zasadą wojna jest nadrzędna, niższe figury najpierw przeprowadzają wojnę i na koniec porównuje się karty leżące na wierzchu u wszystkich graczy. W tym wypadku wygrywa as.
Zasada ta sprawia, że wojna jest nieco ciekawszą grą (choć bez przesady, toteż jest grą tylko dla najmłodszych), zwiększa się częstotliwość wojen, pojawiają się wojny krzyżowe i znacznie zwiększa się szansa na wojny wielopiętrowe. Wojny bowiem przeprowadza się do momenty, aż każda karta na wierzchu będzie inna. Również do końca nie można przewidzieć kto wyjdzie zwycięsko z takiej wojny.
Jeszcze jeden przykład, po pierwszej wojnie na wierzchu są dwie damy, które z kolei przeprowadzają następną wojnę. A na koniec wygrywa osoba, która na początku miała najniższą kartę, a potem przegrała wojnę... jednak na koniec i tak ma ósemkę, która jest najwyższą kartą.
Nadal jednak największy problem wojny jest taki, że rozgrywka jest strasznie długa... dla dwóch graczy w zasadzie nie ma sensu kontynuować gry, więc my w tym momencie uznajemy, że obaj są zwycięzcami i zaczynamy nową grę.
Dlatego też, żeby wyeliminować ten problem wymyśliłem nową odmianę wojny, którą nazwałem:
♥ ♦ Wojna na kolory ♣ ♠
Karty dzielimy na kupki według kolorów i każdy gracz otrzymuje do gry potasowaną kupkę danego koloru. Są dwie możliwości:
- dwie kupki - karty czerwone i karty czarne (gra dla 2 graczy)
- cztery kupki - kiery, kara, piki, trefle (gra dla 2-4 graczy)
Dalej gramy w wojnę, ale pokonane karty przeciwnika nie są przechwytywane, lecz zbijane - eliminowane z gry i odkładane na bok, do gry wracają tylko karty osoby zwyciężającej (czyli chodzi o to, żeby na ręce gracz miał cały czas karty tego samego koloru). Grając nie stosowaliśmy zasadywojna jest nadrzędna, ale to już jak kto sobie tam chce.
W ten sposób udało mi się osiągnąć to co chciałem, a mianowicie rozgrywka nie jest długa i nie ciągnie się w nieskończoność (nawet dla dwóch graczy). W grze jest spora szansa na remis, gdyż na koniec gracze mają mało kart, ale za to mocne... kilka razy nam się zdarzyło, że na koniec była wojna, która nie mogła być dokończona z powodu braku kart u obu graczy (uznaliśmy, że to remis).
Jest to nadal wojna, a więc gra prosta, niezbyt ciekawa i przede wszystkim dla najmłodszych dzieci, które są jeszcze za małe na bardziej zaawansowane gry. Na pewno jest dobra jako choćby urozmaicenie, gdy zwykła wojna się znudzi.
- dystans 3.77 km
- czas 00:16
- średnio 14.14 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Z Klu na łyżwy
Poniedziałek, 5 marca 2018 · dodano: 14.03.2018 | Komentarze 2
Trzeba się posilić i do parku na łyżwyTo ostatni moment, bo zaczyna się odwilż... już dziś w dzień dochodziło do +3, śnieg nieprzyjemnie lepki, ale jeszcze wszystko jako tako zmrożone po nocy, gdy było od -8 do -10. Tak więc pojechaliśmy ostatni raz do parku na zamarznięte Żabie Oczko.
Klu bardziej chodziła na łyżwach niż jeździła. Jeździła wtedy, gdy ją ciągnąłem.
Rysujemy ślimaczka - ślimaczek śpi i jest schowany w skorupce.
Kaczki tu były.
No to dalej jazda
O, wmarznięty kijek... nie da się wyjąć.
Przygotowaliśmy trasę, a teraz nią jeździmy. Najpierw na kolankach
O, a tu jest wmarznięta gałązka.
Mała przerwa
Gramy w curling kawałkami lodu
A właściwie w curlingo-golfa, bo ktoś próbował wybić przerębel, ale się nie przebił, powstał tylko dołek.
Znaleźliśmy nawet użyte narzędzie
A potem przyszedł Pan Marian, wyjął z kieszeni trzy granaty i zaproponował grę w ruski curling. To się gra tak - wyciąga się zawleczkę i puszcza granat po lodzie... Żabie Oczko po tej grze, wyglądało następnego dnia tak:
Widać jak gruby był lód, te bryły miały ponad 20cm (dokładnie nie wiem ile, bo nie miałem miarki)





