teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 127720.31 km z czego 19594.65 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.20 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 17.19 km
  • 1.50 km terenu
  • czas 01:04
  • średnio 16.12 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Do lasu narobić szałasu*

Sobota, 9 listopada 2019 · dodano: 28.12.2019 | Komentarze 3

Z większości drzew liście już opadły, ale z brzóz jeszcze nie i właśnie żżółkły.

*) - taki tytuł wymyslił kiedyś huann w komentarzu u lavinki





Myk do lasu, do miejscówki z wyłaniającym się spod ziemi głazem narzutowym... naszym zdaniem jest to największy głaz narzutowy na Mazowszu (a może i w Polsce), ale trzeba by go najpierw odkopać, tak jak Głaz Mszczonowski.



Ostatnio w tym miejscu miała miejsce ścinka... na szczęście nie była ona zupełna, nie wycięli lasu w pień, tylko co któreś drzewo, ufff. Po tej ścince zostało natomiast sporo gałęzi, konarów i pniaków, które postanowiliśmy wykorzystać do zbudowania szałasu. Dzień wcześniej byłem tutaj i postanowiłem sprawdzić czy da się coś sensownego postawić... i z tego sprawdzania powstał szkielet szałasu.




Dziś przyjechałem tu z lavinką kontynuować budowę, lavinka na widok budowli, a konkretnie jej wielkości, na chwilę zaniemówiła.



Ale najpierw musieliśmy rozpiąć płachtę namiotową, by przeczekać deszcz, przelotny na szczęście.



A potem można było kontynuować prace.



No, całkiem nieźle wyszło, następnym razem przyjedziemy tu z Kluską.







Jakaś zielona ameba wypełzła spod liści.



Powrót częściowo serwisówką wzdłuż CMK, co prawda w to miejsce mamy dobry dojazd mniej więcej równoległą drogą, ale dzięki zamianie betonki na asfalt, nie trzeba ciągle jeździć tą samą drogą.





  • dystans 27.81 km
  • 7.70 km terenu
  • czas 01:54
  • średnio 14.64 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Relaksacyjnie nad Pisię

Niedziela, 3 listopada 2019 · dodano: 27.12.2019 | Komentarze 0

Nad Pisią przyjemnie jest... tym razem wizyta z lavinką.



Testowanie łuku... to nie tylko zabawa, przy okazji testujemy jak toto działa i co ewentualnie poprawić.




A  maskowanie jednej ze skrzynek zaatakowały ryzomorfy... Ryzomorfy to wytwór grzybni, ponoć min. opieńki je wytwarzają, ale do tej pory nie miałem okazji ich zaobserwować. A tu proszę, przyszły do mojej skrzynki.





Jeśli chodzi o grzyby to trafiłem jeszcze na prawdziwka (ostatniego zapewne w tym roku), co prawda nadgryzionego i robaczywego, ale jednak.



W temacie grzybów i innych porostów to poniżej taka mała kolekcja:


















  • dystans 32.83 km
  • 15.00 km terenu
  • czas 02:20
  • średnio 14.07 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Nad Pisię i Bobrze Jeziorko

Sobota, 2 listopada 2019 · dodano: 27.12.2019 | Komentarze 0

Jesienna wizyta nad Pisią. Najpierw stopik przy Bobrzym Jeziorku.









Nad Pisią bobry nie próżnują, min. odkryłem jedną nową tamę, której ostatniej zimy jeszcze nie było.

Potem częściowo spacer wzdłuż Pisi, a częściowo przejazd w kolejne punkty nad rzeką.






Wizyta przy meandrze, gdzie od paru (parunastu?) lat obserwuję jak jest odcinana szyja meandru i sam meander.





Jesień...






Niektóre pniaki się zamaskowały, gdy zabraknie liści na drzewach, one nadal z lotu ptaka będą niedostrzegalne.





Las...




Odwiedziłem też nasz pierwszy szałas.




Gdzieś po drodze trafiłem na roboty szałasowe kogo innego... tyle że w skali mikro.






  • dystans 38.22 km
  • 9.40 km terenu
  • czas 02:21
  • średnio 16.26 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Biblioteczne ostatnie grzybobranie

Środa, 30 października 2019 · dodano: 23.12.2019 | Komentarze 0

- 15,5 maślaczka
- 5 kań
- 4 koźlarze
- 1 podgrzybek
- 1 zajączek

W nocy był przymrozek




Pojechałem do Mszczonowa do Biblioteki, po drodze zobaczyłem że przy wiadukcie w Świnicach asfalt jest już na serwisówce CMK w obie strony.



Mszczonów. Mimo że chłodno, to do szkoły sporo dzieciaków przyjechało na rowerach.



Zahaczyłem jeszcze o bibliotekę w Radziejowicach, a dalej przez las na ostatnie grzybobranie... bo skoro zaczynają się już przymrozki. Potem okazało się, że to nie ostatnie zebrane w tym roku grzyby, ale takie regularne grzybobranie to faktycznie już ostatnie.

Maślaczki, było ich nawet sporo, ale większość robaczywa... nawet z takich ładnych, nie tylko z tych starych nie nadających się do zbioru. I tylko chyba jednego trafiłem zamarzniętego, w większości las ochronił przed przymrozkiem.





Kilka kozaków



Nawet parę kań udało się trafić.



Zajączek i podgrzybek




Opieńki, może nawet bym się skusił, ale ich już było mało.



Na przecince znalazłem trochę opieniek, ale raz że przemrożone (na polanach i przecinkach las nie chroni przed przymrozkiem), a dwa że jakieś takie ogromne mutanty... może w terenie otwartym urosły większe (tak jak kanie na łąkach), a może jakimś nawozem podsypali te zasadzone sosenki... tak czy owak, nawet gdyby nawet nie były przemrożone, nawet gdybym zbierał opieńki, to nie wiem czy bym zaryzykował ich zbiór.




  • dystans 57.23 km
  • czas 02:50
  • średnio 20.20 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Przechwycić huanna i aarda w przelocie

Poniedziałek, 28 października 2019 · dodano: 22.12.2019 | Komentarze 11

Huann zapowiedział, że jedzie z wiatrem do stolicy... ale po powrocie znad Wisły przy bocznym wietrze, który dał nam w kość, nie miałem na to specjalnej ochoty. Na szczęście huann napisał dopiero rano, jak człowiek się wyspał, to był gotowy na kolejne zmagania z bocznym wiatrem (na jazdę pod wiatr, by go wcześniej na trasie przechwycić, to się nie pisałem). Ponadto okazało się, że huann wyjątkowo nie jedzie sam, a z aardem.

Jazda z silnym bocznym wiatrem przez takie pustkowia potrafi nieźle dać w kość.



Pisia Tuczna z tradycyjną dedykacją.




Spotkanie odbyło się na tradycyjnym ostatnio miejscu postojowym,

Rowerzyści w Kaskach.



Dalej odcinek z wiatrem do Błonia, tu jechało się zdecydowanie lepiej... tylko rower mi ćwierkał. Tak, właśnie tak - ćwierkał. Nie skrzypiał, nie piszczał, nie rzęził, tylko ćwierkał. Było to o tyle przydatne, że uprzedzał że rower od co najmniej pół roku domaga się generalnego serwisu i na przykład przerzutki niezbyt płynnie działają, więc mogę nagle zostać z tyłu jak za bardzo przytną... dzięki ćwierkaniu wiedzieli że cały czas im siedzę na ogonie.

Aczkolwiek jak przestawałem pedałować na chwilę, to się oglądali czy nie odpadłem... a jak w ogóle zamilkłem, bo zmieniłem przełożenie, to kazali mi ćwierkać paszczowo.
- Ćwir, ćwir, kra, kra, ko, ko, ko, kukuryku, kwa. kwa. kwa...
- No no, tylko bez takich.


Krótki postój (również tradycyjny) w Parku Bajka w Błoniu. Obowiązkowa fotka z Pac-Manowym stojakiem rowerowym.



Gabinet krzywych (i dziurawych) luster




Jeszcze tylko odwiedziny u najsłynniejszej Błonianki.




I się żegnamy. Oni do Warszawy, a ja pod wiatr do domu.

Okazało się, że kwakanie było jak najbardziej na miejscu.



Bałem się, że droga powrotna mnie zrypie, ale nie było tak źle. Wiatr nieco zelżał i owszem, przeszkadzał, ale już nie tak bardzo.



I znów Pisia Tuczna z dedykacją, czyli pozdrowienia ze środka CPK.




  • dystans 51.11 km
  • 0.50 km terenu
  • czas 03:17
  • średnio 15.57 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wyrypka nad Wisłę #4: Wichura z prawej

Niedziela, 27 października 2019 · dodano: 21.12.2019 | Komentarze 2

Jakoś tak dosyć rano się obudziłem, więc postanowiłem na spokojnie przygotować zapas drewna, rozpalić ognisko, zrobić kawę śniadanie... ale najpierw korzystając z okoliczności przyrody - trochę zdjęć o wschodzie słońca.







Nasi sąsiedzi też wstali skoro świt... ranne z nich ptaszki.




No i co? Zaraz po mnie zerwała się Kluska i tyle było spokojnego ogarnięcia ogniska i śniadania...



Z resztek drewna rozpaliłem ognisko i gdy Kluska miała się już przy czym grzać,  poszedłem nazbierać świeżego.



To z prawej to tatuś-ognisko, a Kluska rozpaliła znowu obok dzidzię-ognisko.



Kawa gotowa!



Co to za łopot? Łabędzie!






Zupełnie inny krajobraz, po tym jak słońce oświetliło naszą łachę.



Rosa na namiocie.




Okolica w pełnym słońcu. Zaczął wiać wiatr i się wzmagał (zgodnie z prognozą), najpierw woda jak lustro, a potem zmarszczki i fale coraz większe.








To nie ma tak, że jak wybudujemy szałas, to jest spokój i można się w nim bawić do oporu... o nie, trzeba dobudować to i owo, a potem wybudować następny szałas!




I ten, tego...




Oczywiście poranek na piasku nad Wisłą był dłuugii, ale w końcu popołudniu opuściliśmy miejscówkę, żeby zdążyć tym razem przed zmrokiem, no i przed zapowiadanym deszczem.

Wiało już konkretnie, na wschodzie i południu jeszcze w miarę czyste niebo.



Ale od północnego-wschodu nachodziły już chmury. No i do tego wiało już konkretnie, z zachodu, czyli w trakcie jazdy w większości z prawej.



Pora na lekturę.



Po drodze odwiedzamy geocachingowo dwie stacyjki sochaczewskiej wąskotorówki, ale to tylko krótkie stopiki.



Większy postój na stacyjce Piasecznica (linia do Sochaczewa i Łowicza, czyli dawna Kolej Warszawsko-Kaliska). Tutaj spotkaliśmy kręcącego się przy śmietniku kota, postanowiłem dać mu trochę mleka, był chyba bardzo głodny, bo tak się rzucił, że trochę wylał...



Kluska też dostała jedzenie - płatki na mleku.



- Miau! Co jesz?
- Psik, to moje!



Swojego jedzenia Kluska pilnuje, ale że ma dobre serduszko, to kotek jeszcze kilka dokładek dostał. Nazwaliśmy go Chłeptuś.



Ogólnie powrót do domu dał nam w kość, głównie przez ten boczny wiatr, a także dlatego że zbyt dużo postojów nie robiliśmy, bo chcieliśmy zdążyć przed deszczem. Zdążyliśmy. Pół godziny po powrocie zaczęło padać.





  • dystans 52.26 km
  • 1.50 km terenu
  • czas 03:02
  • średnio 17.23 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wyrypka nad Wisłę #3: w 4 książki nad Wisłę

Sobota, 26 października 2019 · dodano: 19.12.2019 | Komentarze 6

Klusce tak się podobał biwak nad Wisłą, że postanawiamy zrobić jeszcze jedną weekendówkę w to miejsce... zwłaszcza, że pogoda dopisywała. Nie udało się jednak wyjechać bardzo rano, bo Kluska miała sobotnią zbiórkę zuchową na cmentarzu (w związku ze zbliżającym się Świętem Zmarłych). Na szczęście zbiórka była w miarę wcześnie, więc dało się połączyć jedno z drugim, a wyruszając prosto ze zbiórki na wyrypkę, nawet nie byliśmy z czasem jakoś bardzo w plecy... może godzinę albo dwie (wcześniej i tak byśmy się nie zebrali).

Tym razem jedziemy krótszą trasą, nie przez środek Kampinosu, tylko jego zachodnimi opłotkami. Pierwszy większy postój na przystanku pod Szymanowem, a to ponieważ na wertepie za Oryszewem zorientowałem się, że tylne koło zmieniło mi się w ósemkę i musiałem zwolnić hamulec. Bałem się, że mi obręcz pękła, ale to tylko poluzowane szprychy, musiały się poluzować na poprzedniej weekendówce z pełnym obciążeniem i teraz zluzowały się zupełnie... trochę zabawy z naciągnięciem szprych, oraz centrowaniem koła i możemy jechać spokojnie dalej.

Kluska przez prawie całą drogę czytała, w sumie w 4 książki dojechaliśmy nad Wisłę, przebojem okazał się "Zły Kocurek. Kąpiel". to była pierwsza książka z tej serii, którą czytaliśmy i Klu zaśmiewała się, a także czytała mi na głos co śmieszniejsze fragmenty (czyli mniej więcej 1/3 książki. A że była dosyć gruba, to starczyło jej chyba na połowę drogi.




Początkowo mieliśmy w planach przespacerować się kawałek wąskotorówką sochaczewską, a przy okazji złapać jakieś skrzynki tamże, Ale raz że później wyruszyliśmy, a dwa że Kluska chciała jechać prosto na miejsce rozwałkowe, toteż zrezygnowaliśmy z tych planów... z atrakcji po drodze, tyle co zrobiliśmy sobie postój przy kościele obronnym w Brochowie.



Bujawka



Idziemy zwiedzać - gąsienica i dwa pociski w bruku przy wejściu.



Oglądamy pociski i inne takie... tutaj dwa widoczne w lewym górnym rogu.




Kotwica, stały element nadwiślanych miejscowości (a tu może też dolnobzurzańskich).



Oczywiście największą atrakcją były mury obronne, a zwłaszcza basteje.




Zuchenka z okienka.





No to w drogę, zjeżdżamy w dolinę Bzury.




I przeprawiamy się na drugą stronę rzeki mostem w Witkowicach.




Dalej jedziemy wzzduż Bzury. Stopik na wale ppow.






A tu już za wałem Wiślanym, Kluska zna drogę, więc nas prowadzi.



Biegiem na plażę!



Nasz szałas nadal stoi.



Nagle pojawił się klucz gęsi, czy innych żurawi... zatoczył kólko, po czym zlądował prawie po sąsiedzku.



Ponieważ tym razem zdążylismy  dojechać jeszcze za dnia, to udało się obejrzeć zachód słońca.





Wieczorna zabawa patykiem z ogniska.



Kluska rozpaliła sobie płonącym patykiem drugie, mniejsze ognisko obok. Tak więc miała swoje własne ognicho.





  • dystans 25.37 km
  • 8.20 km terenu
  • czas 01:58
  • średnio 12.90 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Rozbudowa szałasu w Lesie Radziejewskim

Czwartek, 24 października 2019 · dodano: 11.12.2019 | Komentarze 0

- 11 kań
- 8 maślaków
- 1 zajączek

Jedziemy do lasu poszałasować... a po drodze zaatakował nas przydrożny maślaczek. W sumie było ich tam kilka.





Dalej jeszcze trochę kań udało się zebrać, wypatrzonych kątem oka w pobliżu drogi.




Rzeźba pt. "Kaniowa wieża pyszności".



Jesteśmy na miejscu - biegiem do szałasu!



No tak, szałas niby już gotowy, ale nie myślcie że mogliśmy się polenić, Kluska wymyśliła żeby dobudować jeszcze jeden pokoik.




A lavinka testuje różne sposoby rozstawienia tarpa.



No, łuk tym razem w rozmiarze kluskowym.



Ogródek grzybowy



Siejemy na nim opieńki.



Znaleźliśmy też taką dużą hubę, że można na niej usiąść. Tylko że pień też duży i za ciężki, toteż nie dało się przenieść do ogródka grzybowego.





Mniejsza sąsiadka, nieco spocona.




Zrobiłem też spacer po lesie i dozbierałem maślaków (niestety sporo nie nadawało się do zbioru, albo stare, albo robaczywe). Poza tym trafił się jeden zajączek.



I jeszcze trochę kań.




Były też opieńki, ale ich nie zbierałem... no, poza kilkoma do ogródka.





Nasz zbiór i pilnująca go dzika wiewiórka.






Jak zwykle czas minął zbyt szybko i trzeba wracać bo się ściemnia... dni coraz krótsze.






  • dystans 52.39 km
  • 1.50 km terenu
  • czas 03:22
  • średnio 15.56 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wyrypka nad Wisłę #2: Przez Mgliste Równiny

Środa, 23 października 2019 · dodano: 08.12.2019 | Komentarze 8

Mglisty poranek na wiślanych łachach.




Ponieważ wstałem dosyć wcześnie, zrobiłem sobie mały spacer po okolicy.








To chyba był bober... przynajmniej w zeszłym roku ustaliliśmy że raczej nie pyton.



Tu coś małego mieszka



Spora ta raciczka... chyba łoś (było też sporo mniejszych).



Też ślady bytności bodaj jakiejś sarny.



Dosyć zaskakująca była dzika plantacja pomidorków.




Po powrocie do namiotu miałem jeszcze zamiar na spokojnie nazbierać świeży zapas drewna, rozpalić ognisko, zagotować wodę na kawę, zrobić śniadanie... usłyszałem jednak głosy z namiotu, znak że Kluska się obudziła. Toteż musiałem to wszystko robić, jednocześnie zajmując się Kluską, a więc nie na spokojnie.



Śniadanie



Klu przygotowuje cymbałki, ze znalezionych przeze mnie desek. Trzeba narysować świeżym węgielkiem nuty, oraz płytki dźwiękowe.



Gotowe, można rozpoczynać koncert.





lavinka wstała. Klu miała świetną zabawę - podpalanie patyka i wynoszenie ognia z ogniska... też lubiłem się tak bawić.




Nazbieraliśmy też trochę muszelek.



Na wycieczce po okolicy - ale duży korzeń (z całym drzewem) Wisła tu przyniosła.



Zjeżdżalnia... ale słabo się na niej zjeżdża.



To już sypanie piasku daje więcej zabawy.



Takie krzaczki, które postanowiliśmy wykorzystać jako pufy przy naszym szałasie.





A właśnie, bo Kluska będąc na etapie szałasów, zażyczyła sobie szałas i stwierdziła że się nie ruszy, dopóki go nie wybudujemy.

Szałas w trakcie budowy - z tyłu placyk koncertowy z cymbałkami, z przodu przy wejściu stojak na patyczki.



Oto wspomniane pufy za szałasem



Te pufy to miejsce dla publiczności podczas koncertu cymbałkowego.



No i jeszcze ogródek trzeba zrobić.



A przy wejściu przedsionek i płotek.



Z szałasem się trochę zeszło, ciężko było opuścić miejscówkę... toteż wyruszamy dosyć późno.



Idę dołem, a ty górą,
Jestem słońcem, ty wichurą...



Wierzby mazowieckie




Po drodze postój na zdobycie lokalnego ekstremum.



Na górze Klu znalazła miejsce po reperze.



Górka jest do wchodzenia na górę. Górka jest do schodzenia na dół.




Nawet podgrzybka znaleźliśmy, ale tylko jednego, więc nawet nie opłacało się zbierać.



Bawimy się w pociąg na sochaczewskiej wąskotorówce (nieczynna odnoga do Wyszogrodu).




Mostek na Kanale Kromnowskim




Podjeżdżamy pod wyremontowaną stacyjkę Tułowice.




Postój, kanapki, kawka i logowpisy do znalezionej skrzynki.



Tu też jakiś pociąg jeździł i sam ze sobą się mijał na mijance.



Dalej czeka nas dłuższy odcinek już bez większych postojów (robi się późno, a i atrakcji niewiele na trasie), toteż wyciągamy Tytusa do czytania.



Jakieś turopodobne to bydło.



Postój pod sklepem w Szczytnie, żeby uzupełnić zapasy pieczywa, mleka, a przy okazji nabyć drożdżówki.



Cały dzień było mglisto, raz bardziej, raz mniej, a teraz znów się robi bardziej.



Postój na przystanku Piasecznica (stacyjka między Teresinem a Sochaczewem). Okupujemy wiatki i jesteśmy na etapie głupawki, jest więc bieganie po wiatce i różne wygłupy.



Ponieważ coraz bardziej się ściemnia, a do domu jeszcze kawałek drogi, śpiewamy piosenki (im głupsze, tym lepsze), opowiadamy różne historyjki... przebojem wieczoru był "Żołtyj Parachod", Kluska się nawet nauczyła refrenu. A oto piosenka (na melodię "Yellow submarine" rzecz jasna).

Żołtyj Parachod

1. U mienia w gołowie płan
Papływiom w okiean | x2

Ref. Żoł żoł żoł żoł
Żołtyj parachod
Sawietskij parachod
Padwodnyj parachod | x2

2. Parachod idiot w pieriod
Łopatom wody bijot | x2

3. Parachod idiot na dno
Nie boimsia niciewo | x2

Ja tę piosenkę poznałem prawie 20 lat temu, ale zdaje się że już wtedy była jakimś wykopaliskiem przez kogoś wybrzebanym z niepamięci... tak sobie szperam i wydaje się, że znana już była w latach 70. (a może już w 60.?), co nie dziwi, bo to zaraz po powstaniu piosenki i filmu "Yellow submarine".

Co ciekawe, powyższy tekst jest prawdopodobnie częściowo polską przeróbką, wyguglać można nieco dłuższą wersję (a nawet ze dwie), jednak ja poznałem wersję skróconą i ją najbardziej lubię. Zresztą może być więcej wersji, co nie powinno dziwić w przypadku nieoficjalnej wersji, która mogła mutować w czasie przekazywania dalej, jak w głuchym telefonie.

W rosyjskim internecie zaś, znalazłem taki tekst:

Я Иван и ты Иван,
Мы поехали на океан.
На океане дождь идёт.
Мы поехали на пароход.

Жо-жо-жо-жо-жо-жёльтый пароход,
Хороший пароход, советский пароход.
Жо-жо-жо-жо-жо-жёльтый пароход,
Атомский пароход, подводный пароход.

Капитань молодец,
Потому что водка есть.
Мой отец тракторист,
Он тоже коммунист.

Жо-жо-жо-жо-жо-жёльтый пароход...

A skoro o ciekawostkach, to znalazłem jeszcze czeską wersję tej piosenki (kilka nieco różniących się tekstów, poniżej kompilacja):

Žoltyj parachod

1. Ja sovětskij inženěr,
konstruktor i pioněr,
U menja jest balšoj plan,
Kak preplávať okean.

My postrojim žoltyj parachod,
žoltyj parachod, žoltyj parachod...

2  Kapitán Zajcev svolal svojich bajcev by oni vajevali pěsňu svaju pěli:

Jedět, jedět žoltyj parachod,
žoltyj parachod, žoltyj parachod...

3. Za vodku i za pivo obmenili my jeho.
(lub: V parachodě děvočky pijut s námi vodočky oni byly zaňaty podmorskymi soldaty)

My propili žoltyj parachod,
žoltyj parachod, žoltyj parachod...



  • dystans 71.03 km
  • 6.00 km terenu
  • czas 04:25
  • średnio 16.08 km/h
  • rekord 38.80 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wyrypka nad Wisłę #1: Przez Kampinos

Wtorek, 22 października 2019 · dodano: 07.12.2019 | Komentarze 2

Korzystając z ładnej październikowej pogody, jedziemy z Klu na biwak nad Wisłę.

Tym razem Klu bawi się po drodze kalkulatorem... muszę jej dyktować zadania z treścią np. z windą - na parterze wsiadły trzy osoby, na pierwszym piętrze dwie, na drugim wysiadła jedna... ile dojechało do dziesiątego piętra? A także różne inne z pasażerami wsiadającymi do pociągu, z pociągiem towarowym i kontenerami, z rowerzystami na rajdzie rowerowym...

Na fotce widać, że opuszczamy powiat żyrardowski (niebieska tabliczka).



Przystanek Kaski, postój.




Znów trochę rzeczy dostawili na skwerku przy tężni.







Nabywamy świeże pieczywo, buła w garść i w drogę...



Dojeżdżamy do Kampinosy.
- Hej, znalazłam miejsce na nocleg!




Skansen w Granicy, szybki rzut okiem, wpis do skrzynki, przybicie stempelków i...



Posadzone dęby tworzące tzw. Aleję Trzeciego Tysiąclecia, Kluska musi oczywiście przeczytać wszystkie nazwy dębów.




A potem w długą na nasz ulubiony punkt widokowy.



Na bagnach... okresowo znów wyschniętych.





Tam instalujemy się na dłuższy postój.






A teraz idziemy na wysuniętą pozycję obserwacyjną.




Przerwa na posiłek.




Trudno było stamtąd wyciągnąć Klu, ale w końcu się udało i jedziemy dalej.



Niby tylko głupi szlaban, a ile na nim zabawy.



Kanał Łasica.



Dzień niestety coraz krótszy, więc po drodze zapada zmierzch, do tego zaczyna się robić mglisto.

Po drodze śpiewamy piosenki i ułożyła nam się kolejna zwrotka piosenki (Hymn Wagarowicza - pierwsza zwrotka pióra Papcia Chmiela tutaj, druga o grzybach, już nasza w tym wpisie).

Dziś nad Wisłę, Dziś nad Wisłę jadę se
I wjechałem nagle w jakąś mgłę
W gęstym mleku swym rowerem mknę
O szałasie i kiełbasce sobie śnię


Dojeżdżamy już po ciemku i nie możemy znaleźć ścieżki na naszą miejscówkę biwakową, podejrzewamy że może być zatarasowana zwalonym drzewem, ale po sprawdzeniu za nim też nic nie znajdujemy. Jest trochę latania po krzakach z latarkami i w końcu udaje się namierzyć ścieżkę - po prostu trochę za wcześnie jej szukaliśmy. Klusce strasznie się to podobało.

No i w końcu instalujemy się na wiślanej łasze - rozbijamy namiot, robimy ognisko, no i spędzamy przy nim przyjemny wieczór zagryzając pieczoną kiełbaską i popijając herbatką.




Zdjęcia wrzucam do albumu: Wyrypka nad Wisłę
Zdjęcia z innych jesiennych wycieczek z Klu wrzucam zaś do albumu: Jesienne wyrypki z Klu