teczka bikera meteor2017
meteor2017 bs-profil
Poczet rowerów
Jakieś tam wykresy
Kalendarium
- 2026, Październik1 - 4
- 2026, Wrzesień10 - 15
- 2026, Sierpień28 - 50
- 2026, Lipiec19 - 13
- 2026, Czerwiec17 - 10
- 2026, Maj15 - 11
- 2026, Kwiecień18 - 18
- 2026, Marzec25 - 25
- 2026, Luty6 - 10
- 2026, Styczeń4 - 10
- 2025, Grudzień20 - 8
- 2025, Listopad20 - 15
- 2025, Październik21 - 9
- 2025, Wrzesień25 - 28
- 2025, Sierpień28 - 18
- 2025, Lipiec30 - 64
- 2025, Czerwiec24 - 38
- 2025, Maj28 - 40
- 2025, Kwiecień12 - 25
- 2025, Marzec18 - 46
- 2025, Luty12 - 32
- 2025, Styczeń15 - 50
- 2024, Grudzień21 - 69
- 2024, Listopad13 - 25
- 2024, Październik22 - 58
- 2024, Wrzesień16 - 36
- 2024, Sierpień9 - 19
- 2024, Lipiec12 - 32
- 2024, Czerwiec18 - 74
- 2024, Maj12 - 44
- 2024, Kwiecień15 - 56
- 2024, Marzec15 - 43
- 2024, Luty8 - 35
- 2024, Styczeń5 - 14
- 2023, Grudzień9 - 41
- 2023, Listopad10 - 43
- 2023, Październik22 - 106
- 2023, Wrzesień21 - 102
- 2023, Sierpień18 - 81
- 2023, Lipiec14 - 47
- 2023, Czerwiec19 - 74
- 2023, Maj28 - 100
- 2023, Kwiecień23 - 127
- 2023, Marzec16 - 87
- 2023, Luty19 - 99
- 2023, Styczeń17 - 91
- 2022, Grudzień18 - 113
- 2022, Listopad26 - 112
- 2022, Październik31 - 91
- 2022, Wrzesień30 - 114
- 2022, Sierpień22 - 95
- 2022, Lipiec26 - 104
- 2022, Czerwiec30 - 68
- 2022, Maj34 - 136
- 2022, Kwiecień23 - 78
- 2022, Marzec25 - 91
- 2022, Luty20 - 88
- 2022, Styczeń25 - 123
- 2021, Grudzień15 - 110
- 2021, Listopad21 - 64
- 2021, Październik22 - 105
- 2021, Wrzesień18 - 86
- 2021, Sierpień18 - 110
- 2021, Lipiec13 - 62
- 2021, Czerwiec16 - 78
- 2021, Maj23 - 95
- 2021, Kwiecień22 - 124
- 2021, Marzec19 - 95
- 2021, Luty10 - 38
- 2021, Styczeń14 - 63
- 2020, Grudzień15 - 27
- 2020, Listopad15 - 17
- 2020, Październik23 - 19
- 2020, Wrzesień21 - 77
- 2020, Sierpień16 - 82
- 2020, Lipiec18 - 77
- 2020, Czerwiec21 - 84
- 2020, Maj25 - 102
- 2020, Kwiecień28 - 220
- 2020, Marzec27 - 77
- 2020, Luty18 - 40
- 2020, Styczeń9 - 11
- 2019, Grudzień13 - 15
- 2019, Listopad13 - 12
- 2019, Październik22 - 47
- 2019, Wrzesień21 - 46
- 2019, Sierpień21 - 19
- 2019, Lipiec26 - 31
- 2019, Czerwiec27 - 17
- 2019, Maj35 - 48
- 2019, Kwiecień34 - 40
- 2019, Marzec34 - 49
- 2019, Luty29 - 44
- 2019, Styczeń36 - 162
- 2018, Grudzień16 - 22
- 2018, Listopad23 - 5
- 2018, Październik25 - 20
- 2018, Wrzesień21 - 24
- 2018, Sierpień25 - 57
- 2018, Lipiec26 - 59
- 2018, Czerwiec16 - 44
- 2018, Maj20 - 32
- 2018, Kwiecień23 - 66
- 2018, Marzec23 - 66
- 2018, Luty20 - 87
- 2018, Styczeń15 - 74
- 2017, Grudzień19 - 112
- 2017, Listopad12 - 46
- 2017, Październik24 - 49
- 2017, Wrzesień22 - 82
- 2017, Sierpień22 - 64
- 2017, Lipiec19 - 45
- 2017, Czerwiec21 - 60
- 2017, Maj24 - 171
- 2017, Kwiecień20 - 165
- 2017, Marzec17 - 73
- 2017, Luty11 - 46
- 2017, Styczeń17 - 84
- 2016, Grudzień14 - 48
- 2016, Listopad26 - 129
- 2016, Październik20 - 117
- 2016, Wrzesień26 - 103
- 2016, Sierpień37 - 179
- 2016, Lipiec32 - 278
- 2016, Czerwiec30 - 102
- 2016, Maj36 - 127
- 2016, Kwiecień36 - 139
- 2016, Marzec41 - 173
- 2016, Luty31 - 116
- 2016, Styczeń28 - 180
- 2015, Grudzień16 - 118
- 2015, Listopad21 - 82
- 2015, Październik32 - 98
- 2015, Wrzesień21 - 109
- 2015, Sierpień7 - 29
- 2015, Lipiec27 - 86
- 2015, Czerwiec32 - 71
- 2015, Maj25 - 168
- 2015, Kwiecień17 - 113
- 2015, Marzec16 - 88
- 2015, Luty9 - 90
- 2015, Styczeń4 - 22
- 2014, Grudzień19 - 192
- 2014, Listopad18 - 87
- 2014, Październik12 - 96
- 2014, Wrzesień20 - 85
- 2014, Sierpień13 - 26
- 2014, Lipiec12 - 78
- 2014, Czerwiec17 - 89
- 2014, Maj27 - 122
- 2014, Kwiecień17 - 122
- 2014, Marzec9 - 85
- 2014, Luty7 - 69
- 2014, Styczeń5 - 53
- 2013, Grudzień17 - 187
- 2013, Listopad15 - 117
- 2013, Październik20 - 137
- 2013, Wrzesień18 - 162
- 2013, Sierpień16 - 74
- 2013, Lipiec4 - 20
- 2013, Czerwiec12 - 98
- 2013, Maj15 - 55
- 2013, Kwiecień8 - 76
- 2013, Marzec8 - 100
- 2013, Luty5 - 56
- 2013, Styczeń7 - 147
- 2012, Grudzień5 - 38
- 2012, Listopad5 - 127
- 2012, Październik4 - 23
- 2012, Wrzesień4 - 27
- 2012, Sierpień10 - 32
- 2012, Lipiec10 - 23
- 2012, Czerwiec6 - 31
- 2012, Maj17 - 116
- 2012, Kwiecień19 - 106
- 2012, Marzec12 - 79
- 2012, Luty4 - 21
- 2012, Styczeń3 - 37
- 2011, Grudzień3 - 31
- 2011, Listopad13 - 135
- 2011, Październik15 - 121
- 2011, Wrzesień15 - 26
- 2011, Sierpień6 - 9
- 2011, Lipiec14 - 2
- 2011, Czerwiec13 - 83
- 2011, Maj12 - 78
- 2011, Kwiecień9 - 35
- 2011, Marzec2 - 3
- 2010, Listopad1 - 1
- 2010, Październik13 - 14
- 2010, Wrzesień4 - 9
- 2010, Sierpień3 - 3
- 2010, Lipiec6 - 4
- 2010, Czerwiec7 - 3
- 2010, Maj8 - 5
- 2010, Kwiecień9 - 10
- 2010, Marzec1 - 0
- 2009, Grudzień7 - 13
- 2009, Listopad8 - 16
- 2009, Październik11 - 5
- 2009, Wrzesień19 - 21
- 2009, Sierpień18 - 14
- 2009, Lipiec25 - 11
- 2009, Czerwiec7 - 16
- 2009, Maj5 - 12
- 2009, Kwiecień10 - 22
- 2009, Marzec10 - 10
- 2009, Luty5 - 0
- 2009, Styczeń5 - 12
- dystans 25.00 km
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
po mieście
Poniedziałek, 30 sierpnia 2021 · dodano: 04.09.2021 | Komentarze 8
Ostatnie sierpniowe motylki... motylki oczywiście jeszcze tu będą, ale już wrześniowe.To chyba czerwończyk uroczek (samiczka)
rewers
A to chyba czerwończyk żarek
To chyba też
Strzępotek ruczajnik
I jeszcze jeden
- dystans 24.96 km
- czas 01:43
- średnio 14.54 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Dzień Miziania Lusi
Niedziela, 29 sierpnia 2021 · dodano: 03.09.2021 | Komentarze 4
Wypad do Warszawy min. w celu odwiedzenia babci. Po drodze zahaczamy o Galerię TybetańskąO! Jak!
Zaczyna się przy Rondzie Tybetu, zwanym nieoficjalnie Rondem Wolnego Tybetu.
Jest wyznaczona ścieżka, no to co? Jedziemy!
Jedziemy slalomem i są zygzaki, są zygzaki, są zygzaki...
Bum! Z lewej słupek, z prawej krzaki, z prawej krzaki!
(taka tam ułożona przez nas piosenka, jedna ze zwrotek, która tutaj pasuje... poza tym, że nie ma krzaków).
Po drodze wypatrzyliśmy na parkingu coś, co z daleka przypominało nam trochę Warszawę. Postanowiliśmy to obejrzeć z bliska i okazało się, że jest to...
Czarna Wołga!
Straszono Was Czarną Wołgą porywającą dzieci? Bo ja to Czarnej Wołdze w dzieciństwie nie słyszałem, potem dowiedziałem się o tej miejskiej legendzie... ale lavinkę ponoć straszono Czarną Wołgą, zdaje się że w Warszawie ta historia dłużej żyła w opowieściach.
Opowiedzieliśmy historyjkę Klusce i:
- Tata! Ja się boję!
A u babci, prawie jak w galerii. Oto kilka obrazów jej pędzla.
Oto rzadki widok Kluski głaszczącej psa - trzeci raz w życiu, bo zasadniczo Kluska boi się psów, po części przez tego pieska - Lusię (rówieśniczkę Kluski). Otóż jak obie miały po jakieś dwa lata, Lusia wyrwała Klusce z ręki jedzenie... wcześniej Klu też wolała pieski z daleka, ale jakoś się nie bała. Być może i tak ten strach by się pojawił w innych okolicznościach, ale tak jest na Lusię.
A Lusią jak widać, udało się już oswoić, choćby dlatego że jest już starszym, spokojniejszym pieskiem, polubiły się i było kilka godzin miziania Lusia (jak Klu się odrywała coś innego zrobić, to my musieliśmy ją zastąpić i pełnić dyżur przy mizianiu Lusi).
Na Warszawie Zachodniej totalna rozpierducha, ale armageddon dopiero nas czeka, bo jest to tylko wstęp do remontu linii średnicowej. Co się skończy jakiś remont na naszej linii, to nie mija wiele czasu, a już się zaczyna następny... i tak w nieskończoność.
Główna konstrukcja kładki już stoi (a w tle
Jest nawet kawałek schodów.
- dystans 24.80 km
- czas 01:27
- średnio 17.10 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
po mieście
Sobota, 28 sierpnia 2021 · dodano: 01.09.2021 | Komentarze 6
Okazuje się, że 28 sierpnia to Światowy Dzień Publicznego Czytania Komiksów... my może niezbyt publicznie, ale też niezbyt po kryjomu jakiś komiks czytaliśmy. Z tej okazji taka oto ciekawostka, która ostatnio nam się rzuciła podczas lektury Asteriksa.Wśród fanów Kajka i Kokosza pojawia się czasem temat, czy Christa inspirował się Asteriksem, czy też podobieństwo bohaterów to raczej przypadek. Poniżej kilka kadrów z komiksów "Asteriks i Goci" z lat 60. i "Festiwal czarownic" z lat 80. Jest tutaj podobna sytuacja - konkurs druidów w Asteriksie, oraz festiwal czarownic w Kajkoszu... ale jak zobaczyłem poniższy fragment konkursu, to aż musiałem porobić zdjęcia i je wrzucić (powiększenia poniższych obrazków po kliknięciu w zdjęcia):
Tutaj inne pokazy, które też wykazują pewne, choć nieco mniejsze podobieństwo:
No i na koniec druid, który nie ma odpowiednika wśród czarownic, ale szczególnie mnie rozbawił - szczególnie w kontekście turystycznego, biwakowego gotowania:
- dystans 21.60 km
- 2.50 km terenu
- czas 01:18
- średnio 16.62 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Krótkie grzybobranko
Piątek, 27 sierpnia 2021 · dodano: 31.08.2021 | Komentarze 2
Szybki wypad do pobliskiego lasu, po drodze okazuje się, że czeremcha amerykańska już jest dojrzała... parę dni wcześniej na innym drzewku widziałem natomiast niedojrzałe owoce, widać zależy od stanowiska.Dalej nie mam czasu jechać, a bliższe lasy są bardziej penetrowane przez grzybiarzy - zresztą jakiś się pojawia później, ale wycofuje się widząc, że ja już tu zbieram, inny przejeżdża obok na rowerze.
Kurki są, ale maleństwa nie nadające się jeszcze do zbioru, większe w większości wyzbierane.
Udaje się jednak uzbierać się ok, 90 sztuk, ale małych.
Trafił się jeden podgrzybek
Oraz na miejscówce maślakowej jeden maślaczek.
Dwa kozaki, ale robaczywe.
Ogólnie sytuację grzybową oceniam następująco - grzyby w lesie są, ale nie jakieś zatrzęsienie. Da się nazbierać, ale niezbyt dużo i obserwacje innych grzybiarzy to potwierdzają, bo nie widziałem jeszcze takich z pełnymi koszykami czy kubłami. Owszem, jak ma się szczęście, to się trafi na punktowy wysyp - tak jak ja półtora tygodnia wcześniej trafiłem na duże ilości podgrzybków.
Teraz zaś trafiłem na wysyp lejkowców dętych, jednak się nie skusiłem... może jak nie będę miał czasu jechać dalej, to może się skuszę i nazbieram do suszenia, albo na farsz do pierogów.
Z jadalnych grzybów była też lakówka ametystowa
To też możliwe, że jakaś lakówka, ale dokładniej nie identyfikowałem, więc nie wiem.
Mleczaj, ale nie rydz... rydzów u nas jeszcze nie spotkałem, choć czasem co bardziej podejrzane mleczaje sprawdzam, jednak zawsze mają albo białe mleczko, albo nic nie wycieka - rydz i inne jadalne mleczaje mają mleczko pomarańczowe.
To nie opieńka miodowa, tylko trująca maślanka
A to największy truciciel Polski - muchomor zielonawy, znany też jako sromotnikowy.
Inny dzidziuś muchomor
Takie jakieś talerzyki i spodeczki
Kania
- dystans 26.20 km
- czas 01:32
- średnio 17.09 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
po mieście
Czwartek, 26 sierpnia 2021 · dodano: 30.08.2021 | Komentarze 6
Deszcz, deszcz... a po deszczu tęcza.A to inna tęcza, innego dnia
Tylko dlaczego tak czerwienieje?
Ach, z drugiej strony jest zachód Słońca.
Klucz żurawi nad miastem
Biedronka, być może wrzeciążka
- dystans 30.05 km
- 1.50 km terenu
- czas 01:30
- średnio 20.03 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Po kanie i książki
Środa, 25 sierpnia 2021 · dodano: 29.08.2021 | Komentarze 4
Taka tam rundka po okolicy - zajrzeć do biblioteki i poszukać kań, kilka udało się znaleźć.Niestety miejscówki, gdzie znalazłem kanie, zarastają nawłocią kanadyjską lub późną (olbrzymią). Za rok, dwa lub trzy, nawet jesli jakieś kanie tu wyrosną, to będą nie do znalezienia, bo utworzy zwarte, wysokie łany, które wszystko inne zagłuszą.
Bo będzie to wyglądać tak:
A to nasza rodzima nawłoć pospolita.
- dystans 103.10 km
- 1.00 km terenu
- czas 04:34
- średnio 22.58 km/h
- temperatura 15.0°C
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Myk nad Wisłę
Wtorek, 24 sierpnia 2021 · dodano: 27.08.2021 | Komentarze 8
Kto rano wstaje... ten chodzi niewyspany. Tę powszechnie znaną mądrość ludową potwierdziłem w ostatni wtorek. Otóż postanowiłem wybrać się nad Wisłę, mieliśmy cynk od Pima, że można już znaleźć plaże nad Wisłą, ale postanowiłem osobiście sprawdzić jak tam konkretnie nasza plaża (zwłaszcza że po weekendzie poziom znów nieco wzrósł.Wiatr miał być północny, postanowiłem więc ruszyć rano, póki będzie słabszy, a wrócić mając silniejszy podmuch w plecy (na części odcinków). Wstałem rano, ale nie udało się ruszyć o zaplanowanej godzinie... musiałem przekiblować półtorej godziny zanim intensywniejszy deszcz przeszedł w siąpienie. Tak więc mogłem sobie pospać godzinę, lub półtorej dłużej. Tak więc w końcu ruszam, wkrótce siąpienie ustaje (a właściwie ja spod niego wyjeżdżam).
Pod Szymanowem uchwyciłem szarżę ciężkiej kawalerii... Początkowo myślałem, że to może jakieś dożynki, albo co, bo na skrzyżowaniu do którego się zbliżałem, było tego więcej.
Kawałek dalej utworzył się zator, więc zacząłem wyprzedzać.
I zobaczywszy transparenty dowiedziałem się, że to protest przeciw CPK.
Ponieważ za skrzyżowaniem kolumna ruszyła żwawiej, musiałem się w nią włączyć... nie narzekałem, bo miałem pod wiatr, a schowawszy się za jednym z pojazdów mogłem jechać na luzie jakieś 2km/h szybciej niż gdybym jechał solo (i to ciężko pracując). W ogóle mogli nawet ciut szybciej pojechać, ale trudno.
Niestety szybko skręcili w bok i straciłem taki fajny tunel aerodynamiczny i musiałem znów podjąć walkę z wiatrem.
Starałem się utrzymywać prędkość jazdy powyżej 20 km/h, ale nie dlatego żeby zależało mi na średniej, po prostu chciałem dojechać do celu nim wiatr jeszcze bardziej przybierze na sile. A już był dosyć silny, na otwartych przestrzeniach, gdy miałem drogę biegnącą na północ i lekko wznoszącą się, nie byłem w stanie tej prędkości utrzymać i jechałem jakieś 18-20 km/h... to znaczy jak bardzo bym chciał, to bym mógł, ale nie chciałem się zarżnąć. Na szczęście miałem też odcinki biegnące na zachód lub północny zachód.
Lecę najkrótszą w pełni asfaltową trasą, toteż centrum Brochowa omijam szosą, tylko rzut obiektywem na odległy kościół.
No i jestem na miejscu - przed zjazdem na gruntówę prędkość średnia 21,5 km/h. Plaża choć znacznie mniejsza to jest. Tak więc mamy informacje jak tu jest przy kolejnym poziomie Wisły, niewiadomą pozostaje przedział ok. 45 cm, ale wtedy raczej nie sensu już tu jeździć, bo plaża kurczy się jeszcze bardziej.
Poniżej fotki ze stanem aktualnym i półtora tygodnia wcześniej.
Z widokiem na groblę po prawej.
Woda się przelewa w miejscach, gdzie ją częściowo rozmyło.
O, tu trochę widać różnicę poziomów wody, a w tle stado ptaków.
Co tam woda wyrzuca na plażę?
Nie mogłem się powstrzymać i trochę się pomoczyłem, sprawdziłem też bród na plażę na kępie (woda przy forsowaniu prawie do pasa).
To ewidentnie był łoś.
Nie miałem zamiaru długo tu siedzieć, ale i na plaży zeszło się godzinę. Aha, żeby nie jechać na pusto, przywiozłem parę butelek z wodą, które dobrze schowałem w krakach. Mamy nadzieję jeszcze w tym roku się tu wybrać, to się przyda taki depozyt (żeby za dużo ze sobą nie wieźć, lub nie zaopatrywać się jeszcze pierwszego dnia na trasie).
W drodze powrotnej zgarnąłem kilka kań - z tych ze zdjęcia dwie robaczywe, ale jeszcze ze trzy udało się znaleźć. Jak robiłem krótki stopiki w lesie, to kontrolnie zajrzałem głębiej w las, ale innych grzybów nie uświadczyłem. Minąłem też babcię, dziadka i wnuczka (też niewiele grzybów znaleźli), który grzybobrając chyba trochę się zgubili, bo mnie pytali o drogę:
- Czy tędy dojdziemy do cegielni?
- Nawet nie wiem o jaką cegielnię chodzi!
Jedzie się lepiej, bo na sporych odcinkach z wiatrem, ale czasem miałem upierdliwie boczny. Mogłem bardziej docisnąć, ale mi się trochę nie chciało.
Esy floresy Kanału Kromnowskiego.
A tu Kanał Łasica.
Poza krótkimi stopikami, nieco dłuższy postój na kawkę i jakieś jedzonko, w obie strony był na przystanku Piasecznica, który wypada prawie dokładnie w połowie drogi.
Znów jakaś rusałka pawik rypała po peronie, więc ewakuowałem ją w krzaki (podobnie jak ostatnio z Kluską).
W ogóle po drodze duże ilości gąsienic rusałki - rypią w poprzek lub wzdłuż asfaltu. Otóż już w pełni rozwinięte gąsienice (mniejsze przed wylinkami, są zielonkawoszare i włochate, a nie z kolcami) przestają żerować i szukają miejsca, by przemienić się w poczwarkę. Ewakuować wszystkich w bezpieczne miejsce nie mogłem, bo do nocy bym nie dojechał do domu... ale jak zatrzymałem się na mostku nad Pisią Gągoliną, to zgarnąłem jedną (i zrobiłem jej fotkę pamiątkową z Pisią).
Z asfaltu przed i za mostkiem, ewakuowałem w krzaki kolejne pięć gąsienic.
No i tak pykła druga setka w tym roku... słabizna, kiedyś o tej porze roku miewałem po kilkanaście setek na koncie i to nie gołe setki z haczykiem, ale spora część z solidnym hakiem, czyli 120, 150, czy nawet 170km. No cóż, nie mam ostatnio tyle czasu na dłuższe wypady, teraz duży dystans to powyżej 50km.
Kategoria >100, mazowieckie
- dystans 25.00 km
- 2.00 km terenu
- czas 01:32
- średnio 16.30 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
po mieście
Sobota, 21 sierpnia 2021 · dodano: 25.08.2021 | Komentarze 2
Podskoczyłem na kilka chwil na łąkę, by polatać za motylkami.Udało mi się uchwycić tego modraszka.
O ile ładnie rozłożył skrzydła i udało mi się uchwycić modry wierzch, to spód tylko pod słońce, toteż nie widać dokładnie kolorów, a plamki tak średnio wyraźnie, bo skrzydełko jest prześwietlone.
U tego modraszka udało mi się w miarę wyraźnie uchwycić spód skrzydełek
Ale dla odmiany nie chciał ich rozłożyć i tylko tak się dało zerknąć do środka (widać, że niebieskie).
A to chyba czerwończyk uroczek (samiczka), dobrze mogłem obejrzeć wierzch
Ale najlepsze zdjęcie spodu udało mi się zrobić po skosie i przez trawkę
Potem już nie udało mi się go podejść ze słońcem i znów skrzydełka są prześwietlone
Oprócz maluchów trafiła się dostojka latonia (czyli inaczej - perłowiec mniejszy)
Więcej zdjęć z dobrze widocznym wierzchem skrzydełek jest w tym wpisie, tym razem zaś udało się dobrze uchwycić spód - zdjęcie co prawda niewyraźne, ale za to jest dobrze widoczny układ plamek (lepszego zdjęcia nie udało się strzelić, bo odlatywał, a potem w ogóle sobie poleciał w siną dal).
Uważajcie motylki - tygrysy czatują na tej łące!
Malowane niebo
- dystans 26.70 km
- 1.30 km terenu
- czas 01:33
- średnio 17.23 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
po mieście
Czwartek, 19 sierpnia 2021 · dodano: 23.08.2021 | Komentarze 10
Wiadomość z ostatniej chwili! Biedronka rusza z kolejną akcją zbierania naklejek i pluszaków!Wszyscy rodzice wprost upiornie się cieszą, kiedyś widziałem jakąś matkę przechodzącą obok billboardu z kolejną edycją pluszaków i aż jęknęła:
- O nie! Znowu gang debilaków!
My staramy się unikać tej zarazy, teraz jak Klu jest w edukacji domowej, to jest łatwiej bo nie ma takiego kontaktu z dzieciakami przywlekającymi kolejne pluszaki... a te z którymi się umawiamy, miejmy nadzieję że nie będą z tych bardzo zbierających. Pozostaje tylko nasza rodzina, która dostaje amoku na widok "darmowych zabawek z marketu" i kupuje w tym markecie, w którym akurat jest coś do zbierania - normalnie w oczach zapalają się lampki i jak zahipnotyzowani lecą na zakupy.... tak więc znów będziemy chyba zasypani pluszakami, którymi Klu pobawi się pięć minut, a potem będą w kącie zalegały na swoją kolej do wywalenia.
No cóż, pierwszej akcji udało nam się sprytnie uniknąć (choć Klu była już w przedszkolu)... przy drugiej niestety dzieciaki znosiły to do przedszkola, a to tak właśnie działa - większość dzieciaków ma, więc nasz dzieciak też chce mieć. Ale udało się opędzić jednym małym pluszakiem, bo Klu wcale nie zależało żeby mieć wszystkie. Niestety wtedy rodzina to odkryła i w następnych akcjach starała się zdobyć komplet pluszaków... ech. Mimo że Kluska coraz starsza i coraz mniej się tym bawiła, nie jest już przecież przedszkolakiem, ale cóż, rodzina wychowywała się w czasach niedoboru i teraz w czasach obfitości odbija sobie zasypując wnuczkę masą niepotrzebnego badziewia.
A Kluska? I tak bawi się już tylko jednym pluszakiem - Offcą, która jest starsza od niej. Offca ostatnio zyskała przyjaciela - oto Pipek, patyczak z gwoździami. Taka zabawka, którą własnoręcznie razem zrobiliśmy (zaplanowanie, ucięcie piłą patyczka, nabicie gwoździ, pinezek) ma często większą wartość niż tuzin kupnych. Zrobiliśmy ją z rok temu i potem stała sobie na półce z książkami (po tym jak Kluska się nią pobawiła - i tak dłużej niż kolejnym kupnym pluszakiem), widać czekała na swój czas. Teraz Klu ją odnalazła i tak Offca zyskała nieodłącznego towarzysza.
Bardzo nas cieszy, że Klu bawi się takimi zabawkami wykonanymi z niczego i że potrafi je cenić, bo nie chcemy jej wychowywać w duchu konsumpcjonizmu, nie chcemy żeby była idealnym konsumentem, który będzie łykał każdą kolejną sztuczkę marketingową.
Pipek bardzo lubi jak się go wozi na barana... przepraszam, na owcy.
A to ich kocyk.
Przepraszam, ale po prostu musiałem o tym napisać, po tym jak zobaczyłem że będzie kolejna masakra z pluszakami z Biedronki (co było do przewidzenia, nie rezygnuje się z kury znoszącej złote jaja i dopóki będzie to działać, to będą kolejne edycje... więc zapewne jeszcze przez wiele lat).
Tak na marginesie, ciekawa może być analiza powodzenia tego typu chwytów marketingowych, być może wykorzystują one jeszcze nasze instynkty zbieracko-łowieckie? Ja je zaspokoję zbierając w lesie grzyby, czy poprzez ustrzelenie fotopstrykiem jakiegoś ładnego motyla... ale inni zbierają naklejki i polują na maskotki.
- dystans 45.94 km
- 1.00 km terenu
- czas 02:40
- średnio 17.23 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Grodzisk klusko-biblioteczny
Środa, 18 sierpnia 2021 · dodano: 22.08.2021 | Komentarze 8
W zasadzie sam miałem zrobić rundkę biblioteczną do Grodziska, ale ponieważ pogoda była wreszcie sensowna, stwierdziliśmy że pojedziemy we trójkę. Tak więc ruszyliśmy skoroświt po 12-ej na zachód.Pierwszy postój tradycyjnie w Jaktorownie na kładce nad Pisią Tuczną, gdzie siedzieliśmy sporo ponad godzinę. Na przykład w krzakach nad Pisią odkryliśmy Królestwo Ślimaczków! Było sporo par z jajeczkami.
A pojedyncze były dosłownie wszędzie! Trzeba było uważnie stawiać kroki, żeby na jakiegoś nie nadepnąć. Do Królestwa Ślimaczków (nieco w bok od ścieżki) zaprowadził nas ten oto ślimol.
Nad Pisią przyjemnie jest.
Oczywiście było też sporo różnych robali, na przykład gąsienic.
Ta gąsienica z irokezem, to znamionówka starka, kolor czterech szczoteczek może się różnić w zależności od osobnika, od żółtych po czerwone czy brązowe (farbują je, czy jak). To jest zapewne samiec, bo one mają żółte szczoteczki, a samce ciemniejsze. Jak to często bywa, imago jest niepozorną ciemką, ale co ciekawe latający jest tylko samiec, samiczka ma skrzydła które prawie zanikły, za to pękaty odwłok (patrz: zdjęcia w wiki, zdjęcia w Insektarium)
Kolejna gąsienica, żerująca na pokrzywie.
- Mnie tu nie ma, to tylko jakiś zeschły listek.
Trafił się jakiś pluskwiak
I larwa innego
Oraz modliszkopodobny robal z trąbką, z którym zaznajomiliśmy się ostatnio w Wyszogrodzie.
A tu coś jest, z bliska widać było oprzęd którym zszyty był ten liść by się nie rozwijał. Ciekawe co tam jest? Jakieś jajeczka? Poczwarka? A może jakiś robal zrobił sobie domek. Oj, korciło żeby rozwinąć i sprawdzić, ledwie się powstrzymaliśmy.
Grabarz pospolity, którego znaleźliśmy na martwej ryjówce.
A to coś, co też czymś na pewno jest, bo na przypadkowy kłaczek kurzu nam nie wygląda. Może jajeczkami?
Po wjechaniu do Grodziska instalujemy się na naszym ulubionym skwerku - tutaj też spędzamy ponad godzinę.
Kluska zajęła się sprzedażą planet, przy czym najpierw zaklepała swoją ulubioną (jako jej odkrywca, miała ją za darmo).
My musieliśmy już zapłacić kamyczkami - ja oczywiście zanabyłem Planetę Salceson.
lavinka zaś była trudną klientką, obejrzała wszystkie, namarudziła, zanim kupiła trwertynową.
Jakieś pająki się tu nalęgły
W końcu docieramy do mediateki, czyli biblioteki głównej. Kluska jeszcze nie miała okazji jej zwiedzić, ale też nie spieszyliśmy się z tym - problemem były pokoje multimedialne (żeby były dobrze schowane, ale one były doskonale widoczne zza szybki). Owszem, to jest coś co pewnie ma przyciągać do biblioteki, by przy okazji dzieciaki i rodzice skorzystali z oferty analogowej... ale dla nas to była poważna wada, bo my właśnie chodzimy do biblioteki by unikać elektroniki. Niestety elektronika działa na dzieciaki hipnotyzujące, byliśmy pewni że Kluska koniecznie będzie chciała tam wejść i nie da się jej wyciągnąć, a jeśli byłby limit wejść i do tego wyczerpany to byłaby drama.
A potem były lockdowny i co prawda w momentach otwarcia ta biblioteka była jedną z nielicznych z wolnym dostępem, ale były limity osób na wejścia, czasem kolejki, a do tego reżim sanitarny. Tak więc nie było po co tu przyjeżdżać... a teraz da się wejść bez limitów i choć maseczki nadal obowiązują i dorośli rzeczywiście je noszą, to dzieciaków nikt się nie czepia i mogą sobie pobiegać bez kagańca. Za to pokoje multimedialne nadal pozostają zamknięte - hurra!
Kluska pierwszy raz jest w tej bibliotece, w ogóle od półtora roku z powyższych powodów nie odwiedzaliśmy bibliotek, tak więc chyba trochę się stęskniła i nie dało jej się stąd wyciągnąć (zresztą za bardzo nie próbowałem), więc też z godzinę tu spędziliśmy.
A z powyższego okna taki oto widok na lavinkę pilnującą rowerów.
Kluska dorwała się do encyklopedii i sprawdza różne kotowate.
Oraz znalazła opasły tom Muminków dla mamy, bo to ukochana książka z dzieciństwa lavinki... Kluska twierdzi, że to nuuudy.
Fotka pamiątkowa w przedsionku.
A potem wpadamy jeszcze zwiedzić oddział dla dorosłych, który znajduje się po drugiej stronie przedsionka.
Ale siedziska w oknach są mniej wygodne niż w dziecięcej, bo twarde krzesełka, a nie miękkie foteliki.
Jeszcze wpadamy na jakiś czas na plac zabaw w Parku Skarbków po drugiej stronie ulicy i ruszamy w trasę do domu. Oczywiście znów postój na mostku nad Pisią, ale krótki bo komary.
Za to stopik na łące za Jaktorowem, bo jadąc w tamtą stronę wypatrzyłem grzyby... z daleka myślałem, ze może purchawica olbrzymia, jednak z bliska okazało się, ze po prostu duże purchawki. Purchawki są jadalne, jeśli miąższ jest biały - wystarczy zdjąć skórkę, pokroić w plastry można go smażyć (np. na słodko jako deser, ale też w panierce jak kotlety itp.).
Kluska znalazła kolejną w taki... no hmmm, niewyjściowym kształcie.
Trafiło się też kilka kań.
- Zwycięstwo! Znalazłam kolację!
A poza tym dziecko pobiegało sobie po łące w zapadającym zmierzchu i przy świetle zbliżającego się do pełni Księżyca.





