teczka bikera meteor2017
meteor2017 bs-profil
Poczet rowerów
Jakieś tam wykresy
Kalendarium
- 2026, Sierpień8 - 9
- 2026, Lipiec19 - 13
- 2026, Czerwiec17 - 8
- 2026, Maj15 - 11
- 2026, Kwiecień18 - 18
- 2026, Marzec25 - 25
- 2026, Luty6 - 10
- 2026, Styczeń4 - 10
- 2025, Grudzień20 - 8
- 2025, Listopad20 - 15
- 2025, Październik21 - 9
- 2025, Wrzesień25 - 28
- 2025, Sierpień28 - 18
- 2025, Lipiec30 - 64
- 2025, Czerwiec24 - 38
- 2025, Maj28 - 40
- 2025, Kwiecień12 - 25
- 2025, Marzec18 - 46
- 2025, Luty12 - 32
- 2025, Styczeń15 - 50
- 2024, Grudzień21 - 69
- 2024, Listopad13 - 25
- 2024, Październik22 - 58
- 2024, Wrzesień16 - 36
- 2024, Sierpień9 - 19
- 2024, Lipiec12 - 32
- 2024, Czerwiec18 - 74
- 2024, Maj12 - 44
- 2024, Kwiecień15 - 56
- 2024, Marzec15 - 43
- 2024, Luty8 - 35
- 2024, Styczeń5 - 14
- 2023, Grudzień9 - 41
- 2023, Listopad10 - 43
- 2023, Październik22 - 106
- 2023, Wrzesień21 - 102
- 2023, Sierpień18 - 81
- 2023, Lipiec14 - 47
- 2023, Czerwiec19 - 74
- 2023, Maj28 - 100
- 2023, Kwiecień23 - 127
- 2023, Marzec16 - 87
- 2023, Luty19 - 99
- 2023, Styczeń17 - 91
- 2022, Grudzień18 - 113
- 2022, Listopad26 - 112
- 2022, Październik31 - 91
- 2022, Wrzesień30 - 114
- 2022, Sierpień22 - 95
- 2022, Lipiec26 - 104
- 2022, Czerwiec30 - 68
- 2022, Maj34 - 136
- 2022, Kwiecień23 - 78
- 2022, Marzec25 - 91
- 2022, Luty20 - 88
- 2022, Styczeń25 - 123
- 2021, Grudzień15 - 110
- 2021, Listopad21 - 64
- 2021, Październik22 - 105
- 2021, Wrzesień18 - 86
- 2021, Sierpień18 - 110
- 2021, Lipiec13 - 62
- 2021, Czerwiec16 - 78
- 2021, Maj23 - 95
- 2021, Kwiecień22 - 124
- 2021, Marzec19 - 95
- 2021, Luty10 - 38
- 2021, Styczeń14 - 63
- 2020, Grudzień15 - 27
- 2020, Listopad15 - 17
- 2020, Październik23 - 19
- 2020, Wrzesień21 - 77
- 2020, Sierpień16 - 82
- 2020, Lipiec18 - 77
- 2020, Czerwiec21 - 84
- 2020, Maj25 - 102
- 2020, Kwiecień28 - 220
- 2020, Marzec27 - 77
- 2020, Luty18 - 40
- 2020, Styczeń9 - 11
- 2019, Grudzień13 - 15
- 2019, Listopad13 - 12
- 2019, Październik22 - 47
- 2019, Wrzesień21 - 46
- 2019, Sierpień21 - 19
- 2019, Lipiec26 - 31
- 2019, Czerwiec27 - 17
- 2019, Maj35 - 48
- 2019, Kwiecień34 - 40
- 2019, Marzec34 - 49
- 2019, Luty29 - 44
- 2019, Styczeń36 - 162
- 2018, Grudzień16 - 22
- 2018, Listopad23 - 5
- 2018, Październik25 - 20
- 2018, Wrzesień21 - 24
- 2018, Sierpień25 - 57
- 2018, Lipiec26 - 59
- 2018, Czerwiec16 - 44
- 2018, Maj20 - 32
- 2018, Kwiecień23 - 66
- 2018, Marzec23 - 66
- 2018, Luty20 - 87
- 2018, Styczeń15 - 74
- 2017, Grudzień19 - 111
- 2017, Listopad12 - 46
- 2017, Październik24 - 49
- 2017, Wrzesień22 - 82
- 2017, Sierpień22 - 64
- 2017, Lipiec19 - 45
- 2017, Czerwiec21 - 60
- 2017, Maj24 - 171
- 2017, Kwiecień20 - 165
- 2017, Marzec17 - 73
- 2017, Luty11 - 46
- 2017, Styczeń17 - 84
- 2016, Grudzień14 - 48
- 2016, Listopad26 - 129
- 2016, Październik20 - 117
- 2016, Wrzesień26 - 103
- 2016, Sierpień37 - 179
- 2016, Lipiec32 - 278
- 2016, Czerwiec30 - 102
- 2016, Maj36 - 127
- 2016, Kwiecień36 - 139
- 2016, Marzec41 - 173
- 2016, Luty31 - 116
- 2016, Styczeń28 - 180
- 2015, Grudzień16 - 118
- 2015, Listopad21 - 82
- 2015, Październik32 - 98
- 2015, Wrzesień21 - 109
- 2015, Sierpień7 - 29
- 2015, Lipiec27 - 86
- 2015, Czerwiec32 - 71
- 2015, Maj25 - 168
- 2015, Kwiecień17 - 113
- 2015, Marzec16 - 88
- 2015, Luty9 - 90
- 2015, Styczeń4 - 22
- 2014, Grudzień19 - 192
- 2014, Listopad18 - 87
- 2014, Październik12 - 96
- 2014, Wrzesień20 - 85
- 2014, Sierpień13 - 26
- 2014, Lipiec12 - 78
- 2014, Czerwiec17 - 89
- 2014, Maj27 - 122
- 2014, Kwiecień17 - 122
- 2014, Marzec9 - 85
- 2014, Luty7 - 69
- 2014, Styczeń5 - 53
- 2013, Grudzień17 - 187
- 2013, Listopad15 - 117
- 2013, Październik20 - 137
- 2013, Wrzesień18 - 162
- 2013, Sierpień16 - 74
- 2013, Lipiec4 - 20
- 2013, Czerwiec12 - 98
- 2013, Maj15 - 55
- 2013, Kwiecień8 - 76
- 2013, Marzec8 - 100
- 2013, Luty5 - 56
- 2013, Styczeń7 - 147
- 2012, Grudzień5 - 38
- 2012, Listopad5 - 127
- 2012, Październik4 - 23
- 2012, Wrzesień4 - 27
- 2012, Sierpień10 - 32
- 2012, Lipiec10 - 23
- 2012, Czerwiec6 - 31
- 2012, Maj17 - 116
- 2012, Kwiecień19 - 106
- 2012, Marzec12 - 79
- 2012, Luty4 - 21
- 2012, Styczeń3 - 37
- 2011, Grudzień3 - 31
- 2011, Listopad13 - 135
- 2011, Październik15 - 121
- 2011, Wrzesień15 - 26
- 2011, Sierpień6 - 9
- 2011, Lipiec14 - 2
- 2011, Czerwiec13 - 83
- 2011, Maj12 - 78
- 2011, Kwiecień9 - 35
- 2011, Marzec2 - 3
- 2010, Listopad1 - 1
- 2010, Październik13 - 14
- 2010, Wrzesień4 - 9
- 2010, Sierpień3 - 3
- 2010, Lipiec6 - 4
- 2010, Czerwiec7 - 3
- 2010, Maj8 - 5
- 2010, Kwiecień9 - 10
- 2010, Marzec1 - 0
- 2009, Grudzień7 - 13
- 2009, Listopad8 - 16
- 2009, Październik11 - 5
- 2009, Wrzesień19 - 21
- 2009, Sierpień18 - 14
- 2009, Lipiec25 - 11
- 2009, Czerwiec7 - 16
- 2009, Maj5 - 12
- 2009, Kwiecień10 - 22
- 2009, Marzec10 - 10
- 2009, Luty5 - 0
- 2009, Styczeń5 - 12
- dystans 85.30 km
- 4.40 km terenu
- czas 04:32
- średnio 18.82 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Ostrołęcko-łomżyńskie opłotki
Niedziela, 22 września 2024 · dodano: 24.11.2024 | Komentarze 6
Żyrardów >>> Warszawa >>> Pasieki - Wólka Brzezińska - Brzeźno - Suchcice - Wojsze - Grodzisk Wieś - Grodzisk Duży - Czerwin - Zaorze - Buczyn - Gumki - Dąbek - Żochy - Piski - Tyszki Nadbory - Jakać Młoda - Brulin - Śniadowo - Zalesie Wypychy - Zalesie Poczynki - Radgoszcz - Piaski - Żyźniewo - Kleczkowo - Ojcewo - Dąbek - Troszyn - Zamość - Rzekuń - Ostrołęka >>> Warszawa >>> Żyrardów22 września, czyli w Dzień Bez Samochodu, od wielu lat przejazd Kolejami Mazowieckimi jest za darmo. Mazowieckie, to jeden z nielicznych regionów, gdzie rzeczywiście jest obchodzony DBS, w większości kraju obchodzi się bowiem Dzień Samochodziarza i darmowy przejazd, lub za symboliczną złotówkę jest tylko za okazaniem dowodu rejestracyjnego.
Jeśli mam taką możliwość, zwykle planuję na ten dzień jakąś mniejszą lub większą wycieczkę kolejową, a zazwyczaj kolejowo-rowerową, tak też było i tym razem. Gdy przejrzałem dostępne połączenia, okazało się że jest w miarę sensowny dojazd do Ostrołęki, a to dzięki temu że w weekendowy poranek jest przyspieszony pociąg z Warszawy Zachodniej tamże, tak więc miałem wygodny i szybszy dojazd niż zazwyczaj i to tylko z jedną przesiadką. Normalnie bowiem pociągi w tamtym kierunku ruszają z Warszawy Wileńskiej, czyli na pierwszej przesiadce trzeba przeskoczyć z Warszawy Wschodniej, rowerem to niby tylko kilkanaście minut, ale jednak. Poza tym zwykle druga przesiadka jest w Tłuszczu. Poza tym trzeba jeździć na wschód póki się da, bo jak zacznie się remont Linii Średnicowej, to przedostanie się na tamtą stronę Wisły będzie dosyć uciążliwe.
Na fotce Elf, którym jechałem i obok kibel czekający na mijance.
Linia kolejowa z Tłuszcza na Ostrołękę jest jednotorowa, a mijanki są na przystankach... kiedyś chyba były na wszystkich, albo większości, ale teraz na części z nich drugi tor jest nieużytkowany. Jest to jedna z linii na których można się przejechać szynobusem, ale linia jest zelektryfikowana, więc jednostki elektryczne też jeżdżą, zwykle te które nie kończą biegu w Tłuszczu, a są bezpośrednim połączeniem, z
Tutaj mijam stacyjkę Przetycz, na której niedawno wybudowano tzw. Innowacyjny Dworzec Systemowy, to rodzaj niewielkich dworców (choć niektóre są nieco większe niż ten), pierwszy tego typu dworzec powstał w 2015 w Nasielsku, tylko że tamten jest zielony, a tutaj jest w pasiak... zapewne kurpiowski. Pasiakowe dworce są też min. w Rogowie, czy Kornelinie pod Sochaczewem.
Dzięki temu, że tylko jedna przesiadka i pociąg przyspieszony, podróż w ten rejon trwała krócej niż zwykle. Za Warszawą Wschodnią pociąg przyciął i miał przystanki tylko w Wołominie i Tłuszczu. Na linii ostrołęckiej zatrzymywał się co drugą, trzecią stację, ale tutaj już i tak nie mógł się za bardzo rozpędzać ze względu na parametry linii, bo prędkość dopuszczona to 100 km/h, a na części odcinków tylko 80 km/h... zresztą i tak do tej stówki raczej nie dobijał, tak więc i tak nie jechał tutaj dużo krócej niż zwykłe pociągi, ale przynajmniej nie musiał czekać i przepuszczać innych na mijankach, bo to on był przepuszczany. Wracałem również przyspieszonym i gdy wytelepał się z linii ostrołęckie, nagle przyspieszył za Tłuszczem, wyraźnie było czuć różnicę prędkości.
Co prawda wyjechać musiałem strasznie wcześnie, bo tuż po 6-ej, ale za to na miejscu byłem też w miarę wcześnie, czyli po 9-ej. Felerek był taki, że pociąg powrotny miałem dosyć wcześnie, bo tuż po 18-ej, niby mógłbym jechać następnym pociągiem z półtorej godziny później, ale to było ostatnie połączeni, które wolałem mieć w zapasie, a poza tym dosyć niewygodne, a tak znów łapałem pociąg przyspieszony.
Trasę zaplanowałem niezbyt intensywną, mimo końcówki września nadal było gorąco i musiałem się liczyć z tym, że upał może mi dać w kość i uwzględnić dłuższe postoje na przywrócenie równowagi termicznej.
Najwygodniej mi było wysiąść na następnej stacji, ale na niej niestety się nie zatrzymywał, toteż startowałem z rejonów, po których już w ostatnich latach rowerowałem, więc przyciąłem by prędzej dojechać w okolice mi nieznane.
Tutaj jadę wzdłuż kolejnej linii kolejowej do Ostrołęki, ale tym razem z Małkini. Jak widać, również jednotorowa, tyle że niezelektryfikowana. Fotka z mijanką (obecnie drugi tor nieczynny) na dawnej stacyjce Gucin, obecnie jest tu tylko ruch towarowy.
Za stacyjka dawne bocznice,choć obecnie trudne do zauważenie, a to coś to resztki rampy.
Mosty na rzeczce Orz.
Cmentarz z I wojny kawałek dalej.
Oraz smutna pamiątka z kolejnej wojny światowej.
Trafiam na ładne, młode kanie... może bym się skusił, bo choć przy drodze, to jednak była to gruntówa i chyba ze znikomym ruchem (jak nią jechałem, to nic mnie nie minęło, bo w takiej suszy kurzawa murowana), ale obok było pole nawiezione gnojówką.
Kawałek dalej, za wsią Wojsze, tuż przy drodze znajduje się kurhan datowany na I-IV w.n.e. zaliczany do kultury wielbarskiej. O kurhanie można poczytać tutaj, jest też kilka zdjęć i rysunków z badań archeologicznych.
Nowsze kultury postawiły obok dwie kapliczki, jedna jest datowana na XIX, a druga XX wiek n.e.
Dobra, kontynuując wycieczkę w klimatach archeo, rypię do Grodziska na grodzisko.
Przepraszam, czy jest tu grodzisko? Tylko małe? A ne, to nie, miało być duże.
Przepraszam, czy jest tu grodzisko, podgrodzie, lub inna osada? Nie, tylko wieś? A, to przepraszam.
Przepraszam... hej, grodzisk miał być Duży, a nie Drugi. Halo?
Ale grunt, że grodzisko jest.Oczywiście na fotce niewiele widać, ale środek stanowi wykoszona, a może wygryziona łączka, a te drzewa i krzaki rosną na otaczającym ją wale.
Co ciekawe, przylega ono bezpośrednio do parku podworskiego.
Ale główną atrakcją Grodziska Dużego jest prawdziwa "ścieżka rowerowa"... i to dwukierunkowa. Normalnie poczułem się jakbym się znalazł w środku mema.
Kościół w Czerwinie. Aczkolwiek wspomnienia z tej wsi, to głównie hałas. Jak podjeżdżałem, to włączyła się syrena na remizie po drugiej stronie drogi, potem zaczęły być dzwony, a odjeżdżałem razem z wozem strażackim na sygnale.
Noż kurde, ale trafiłem... bym przyjechał dziesięć minut wcześniej lub później, to bym nie został ogłuszony. W tym kontekście nawa rzeczki była bardzo adekwatna,.
Orz kurde, to jest rzeka?
Jechałem generalnie przez tereny bezleśne, ale nie spodziewałem się, że aż tak tu łyso, że stawiają drogowskazy do byle dąbka.
Jedna z ciekawszych nazw na trasie.
Piski, tu też pod kościół przyjechałem nie w porę, bo akurat na mszę (tyle że przedział czasowy większy, więc łatwiej na nią trafić). Oczywiście wszystko naokoło zastawione samochodami.
Normalnie to msza by mi nie przeszkodziła obejrzeć kościoła, ale w taki upał ludzie zamiast siedzieć w przyjemnym chłodzie w środku, wylegli na zewnątrz i tam stali (to że mam inne optimum temperaturowe niż większość ludzi, wiedziałem od dawna). No nie będę się wbijał na mszę, Tylko rzuciłem okiem i obiektywem przez ogrodzenie, tyle żeby stwierdzić że są wmurowane co najmniej dwa pociski, ale mogło być więcej gdzieś z tyłu.
No dobra, rypię dalej... i w ten sposób dorypałem do województwa podlaskiego, czyli w Łomżyńskie opłotki. Przekroczyłem granicę na rzece Ruż, która lepiej się prezentowała niż Orz. Aczkolwiek cały czas znajdowałem się na historycznym Mazowszu.
Tu czekał mnie najtrudniejszy odcinek, bo postanowiłem obejrzeć sowieckie bunkry tzw. Linii Mołotowa. Linia budowana na nowej granicy po zajęciu przez Związek Radziecki wschodniej Polski i krajów bałtyckich. Nie były one równomiernie rozmieszone wzdłuż linii, tylko tworzyły grupy, tzw. punkty oporu. Otóż między wsiami Jakać Młoda i Brulin znajdował się jeden z takich punktów oporu, gdzie zachowane są cztery schrony, ponadto wzmiankowany jest jeden kompletnie zniszczony stanowiący kupę gruzu i wykopy pod budowę kolejnych.
Problem w tym, że trzeba się przebić gruntówami kompletnie zrytymi przez ciężki sprzęt rolniczy i leśny.Spore odcinki musiałem prowadzić, bo nie dało się nijak jechać i to wszystko w największym skwarze dnia, bo było już po południu.
Pierwszy schron - na prawo od stodoły, do niego się nie przebijałem.
Drugi na środku pola, ciekawostką była duża ilość skrzydełek rusałek pawik, obok widziałem też pająka który był sprawcą tej hekatomby. Okazuje się, że ten schron jest śmiertelną pułapką dla motyli, które chcą tu przezimować. Chwilę odsapnąłem w środku i wygramoliłem się z powrotem na upał.
Do trzeciego dojechałem kompletnie zrypany, niby to tylko 1200m, ale ciężkiej gruntówy w skwarze. Poza tym byłem już lekko zmęczony, tyle że bardziej upałem niż dystansem, bo dobiłem dopiero do 45km... w sumie minąłem półmetek, więc tym bardziej pora na porządny odpoczynek. Zainstalowałem się więc w środku, gdzie panowała przyjemna temperatura, reanimowałem się kawą mrożoną z termosu i stwierdziłem że to dobra okazja, by wyciągnąć z sakwy jogurt na czarną godzinę.
Przyroda przejmuje bunkier, właśnie takie najbardziej lubię.
Tutaj też rusałki szykowały się do zimowania, ale miały bezpieczną miejscówkę w rurze. Zresztą nie tylko, w innych miejscach też przycupnęły i nie widziałem jakoś skrzydełek na ziemi.
Jeszcze trochę betonowych klimatów w zieleni.
Trzeci schron. Według mapy miał być w lesie, ale las został wycięty i... zamieniony w pole kukurydzy. Początkowo byłem bliski odpuszczenia go sobie, ale jak odpocząłem, to postanowiłem przyatakować. Tyle że planowo miałem podjechać rowerem i tylko na koniec przebić się z buta. Rowerem... taaa, droga biegnie na prawo od zdjęcia, zrytą gruntówą w pełnym słońcu, a na końcu i tak musiałbym rypać przez otwarte pole w głębi kadru.
Postanowiłem więc zostawić rower na skraju lasu i uderzyłem z buta lasem, tym z lewej strony zdjęcia i w ten sposób dotarłem do ostatniego zachowanego schronu w tym punkcie oporu. Kupy gruzu po piątym chyba już nie, bo znajdowała się na środku tego pola, ale za gorąco było, żeby na pewno sprawdzić.
Sądząc po śladach na betonie, schron był przez zamianą lasu w pole kukurydzy przysypany ziemią.
Nacieki wapienne. Poczekać tak parę tysięcy lat i te stalaktyty będą atrakcją turystyczną.
Ta rusałka jeszcze nie śpi.
Po drodze widziałem też kanię, nie zbierałem, bo za nią było dzikie wysypisko śmieci.
Wróciłem do poprzedniego bunkra i zrobiłem kolejny postój przed dalszą jazdą. Bardzo wygodna miejscówka, ma nawet podstawki na kubki.
Przygotowałem się na najgorsze, ale nie było tak źle. Raz, że tym razem w cieniu przez las, dwa że tylko 500m, a trzy że po ok. 200m zaczynała się droga utwardzona do jakiegoś gospodarstwa.
Kościół w Śniadowie.
Pocisków nie było, tylko parę załatanych dziur.
Ciekawe cegły, zbudowana z nich ściana ma interesujący, chaotyczny wzorek, jest na czym oko zawiesić.
Zabudowa małomiasteczkowa, bo kiedyś było to miasto.
Kolejna linia kolejowa z/do Ostrołęki. również łącząca się z linią kolejową Warszawa - Białystok, czyli dawną Koleją Petersburską (przed odzyskaniem niepodległości Warszawa Wileńska była Dworcem Petersburskim), a odkładnie dobija w Łapach. Ponadto w Śniadowie, z którego właśnie wyjechałem, odchodzi w bok krótka linia do Łomży.
Zaraz też wracam do województwa mazowieckiego i ponownie przekraczam Ruż, ale tym razem granica nie biegnie rzeką. Ponadto jest odcinek bardzo przyjemną aleją wierzb rosochatych.
Docieram do Kleczkowa, gdzie w centrum wsi stoi gotycki kościół. Wybudowany na początku XVI wieku, a gdzieś w połowie tego wieku otoczony murem obronnym (ze strzelnicami) i widoczną na zdjęciu wieżą bramną.
Druga wieża, stanowiąca kolejne wejście na dziedziniec i jednocześnie dzwonnica, pochodzi z przełomu XI i XX wieku.
Tu znów dłuższy odpoczynek, bo niby od bunkrów daleko nie ujechałem, ale upał daje się we znaki, a do tego mogłem się wygodnie rozsiąść w jednej z wnęk muru. Poza tym trochę czasu spędziłem na oglądaniu i foceniu kościoła.
Co jest charakterystyczne, to olbrzymia ilość głazów wmurowanych w ściany kościoła. Niby widziałem to niejednokrotnie, ale nigdy w takiej ilości, mniej lub więcej, ale praktycznie wszędzie coś jest.
Kościół został wysadzony w 1944 i w latach 50. odbudowany, ponoć praktycznie od fundamentów. To by wyjaśniało, dlaczego nie znalazłem na ścianach żadnych starych napisów i tylko kilka niezbyt pewnych zagłębień, które mogły być, ale nie musiały tzw. "dołkami pokutnymi". Mam też wrażenie, że taka ilość kamieni to też może być efekt tejże odbudowy.
Znalazłem kilka zdjęć archiwalnych na fotopolska, ale trudno było coś wypatrzeć. Przydatne był jedno zdjęcie wieży bramnej z 1912 toku (foto), widać na nim, że jest jeden wmurowany kamień... jeden, obecnie w tym kadrze są trzy. Jest to pewna wskazówka, przypuszczam więc że kamienie owszem, były wmurowane ale w mniejszej ilości. Na zdjęciach widać też, że wejście przez tę wieżę było na początku XX wieku zamurowane, a ona sama i mur dosyć zrujnowane.
Część z nich wygląda na kule armatnie.
Głaz, który wygląda jak czaszka, nie ma co pytać dlaczego został tu wmurowany, sam by go wmurował.
Aaa wróciłem na bezdrzewie....jeśli to o ten dąbek za tablicą chodzi, to faktycznie nędznie tu z drzewami.
Troszyn, kościół zbudowany w latach 1956–1975, jak na nowy, to o dziwo całkiem niezły, może to zasługa kamienia, bo jakby go otynkować, to by się już tak korzystnie nie prezentował.
Tu też widać gdzieniegdzie wmurowane kamienie... wiem, brzmi to trochę dziwnie, gdy pisze o wmurowaniu kamienia w ścianę składająca się wyłącznie z kamieni, ale te wystające poza lico ściany można chyba wyróżnić tym określeniem. Może to inspiracja pobliskim Kleczkowem, odbudowa i budowa tych kościołów zbiega się w czasie.
A to to chyba kula armatnia.
Nawet kwietniki są kamienne i też ładnie się prezentują.
W gablotce miła niespodzianka, historia parafii i kościoła ręcznie kaligrafowana (kiedyś dosyć często, a obecnie raczej rzadko się spotyka) i jeszcze opatrzona rysunkiem kościoła.
I to by było na tyle - lokomotywa Px48 wita mnie przed dworcem w Ostrołęce.
Jestem nieco wcześniej, bo miałem zapas czasu. Normalnie mógłbym nieco czasu poświęcić na zwiedzanie miasta, ale stacja została zbudowana pod Ostrołęką (choć w tej chwili jest na granicy), a do zabytkowego centrum to jest z 5km. Ale pociąg już stoi, więc mogę spokojnie się zainstalować i wybrać miejsce.
W międzyczasie przyjeżdża szynobus z Chorzeli, to kolejna linia linia biegnąca z Ostrołęki, tym razem na Mazury, do Szczytna. W zeszłym roku, po remoncie linii zostały uruchomione połączenia do Chorzeli. W sumie trzeba by się kiedyś tam przejechać.
Powrót również pociągiem przyspieszonym z przesiadką na Wschodnie. Słońce zachodziło jeszcze nim dojechaliśmy do Wyszkowa, mniej więcej tam gdzie wysiadałem.
Kategoria mazowieckie, podlaskie
- dystans 48.20 km
- 17.00 km terenu
- czas 02:39
- średnio 18.19 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Grzyboresans
Piątek, 20 września 2024 · dodano: 09.11.2024 | Komentarze 4
Nie grzybo-renesans, tylko grzybo-rekonesans, bo na grzybo-odrodzenie trzeba jeszcze poczekać, choć pierwsze zwiastuny już były. Sądząc po ornamentach z liści w tle padalca, to bardziej rokoko.Generalnie stwierdziłem, że pora sprawdzić co tam w grzybni, w końcu już wrzesień, a tydzień wcześniej trochę nawet popadało. I co? Na razie słabizna, znalazłem jednego podgrzybka.
Na koniec jeszcze dwa takie znalazłem, ale już w zasadzie stwierdziłem że nic z tego nie będzie i postanowiłem je zostawić.
No dobra, nie tylko pierwsze, podgrzybkowe zwiastuny były, pojawiły się także wszelakie purchawki.
chropowata
foliowata
A ta większa, to być może spłaszczona, ale być może inna
No, nie mogłem się powstrzymać, by nie zakurzyć
To też może być jakaś purchawka, ale musiałbym rozkroic, by miec pewność
Z grzybów niejadalnych - lisówka pomarańczowa
a to chyba jakaś grzybówka
Oraz diabliwiedząco
Owocująca konwalijka dwulistna
Pora kwitnienia wrzosów
Dziwło krzyżaka ogrodowego
Dobranoc
- dystans 16.30 km
- 0.70 km terenu
- czas 00:53
- średnio 18.45 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Poranna pętelka przedupalna
Środa, 18 września 2024 · dodano: 06.11.2024 | Komentarze 5
Ostatnio w paru miejscach widuję taki oto krzak o białych kwiatach. Miałem pewien problem z jego identyfikacją, bo w moim starym atlasie, którego używam do wstępnego oznaczenia przynajmniej rodzaju, nie znalazłem tej rośliny. Widocznie jakiś nowy gatunek obcy... może inwazyjny. Zacząłem przeglądać listy gatunków inwazyjnych i...bingo! Jest to rdestowiec, może być ostrokończysty, sachaliński, ewentualnie czeski, który jest mieszańcem tamtych dwóch.Spore bydlę, tutaj fotka ze znakiem, żeby było widać wielkość krzaka.
Coraz więcej oznak jesieni, no cóż wjechałem w druga połowę września.
Ale lata jeszcze też - lata i przysiada czerwończyk żarek.. i rzeczywiście, nadal żar z nieba się leje.
- dystans 45.80 km
- 1.50 km terenu
- czas 02:32
- średnio 18.08 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Rundka modliszkowo-bocianowa
Wtorek, 17 września 2024 · dodano: 04.11.2024 | Komentarze 4
W tym roku znów spotkałem modliszkę. Pierwszy raz udało mi się dwie przyuważyć zeszłego września, ale ooteki, czyli taki jakby kokon z jajami, znajduję od kilku lat (tutaj link do fotek sprzed roku).Czasem warto się zainteresować takim "listkiem" leżącym na drodze, czy chodniku, prawdopodobnie minąłem takich wiele, nim w zeszłym roku zatrzymałem się i cofnąłem żeby jeden sprawdzić, bo wydał mi się podejrzany.
No, w zieleni lepiej się maskuje niż na betonie.
Bocian? W połowie września? Aż sprawdziłem terminy odlotu bocianów i okazuje się, że choć zasadniczo odlatują rzeczywiście w sierpniu, to bywa że część rusza dopiero we wrześniu, w wyjątkowych wyjątkach nawet pod koniec września.
Stopik w cieniu jesiona nad stawem w Chylicach.
Dożynka się trafiła po drodze
A także śluzowiec - samotek zmienny
Także symboliczny grzybek.
- dystans 23.40 km
- 0.50 km terenu
- czas 01:23
- średnio 16.92 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Alisa w krainie psot - Na grzyby
Czwartek, 12 września 2024 · dodano: 01.12.2024 | Komentarze 0
.
Alisa w krainie psot - Na grzyby
tekst: meteor2017, rysunki: lavinka
- Duszone podgrzybki z jajkiem - rozmarzył się tata.
- Kurki smażone na maśle - westchnęła mama.
- Zupa grzybowa.
- Kanie. Kanie na śniadanie.
- I maślaki w śmietanie.
- Kotlet z opieniek...
- ... i kanapka z dżemem - wtrąciłam znienacka.
Zapadła cisza i rodzice popatrzyli na mnie jak na kosmitę.
- Dziecko, co ty bredzisz? - tata jako pierwszy odzyskał głos - Jak z grzybów chcesz zrobić dżem?
- Hmm, ale gdybyśmy znaleźli jeżyny, albo... - mama miała dobry pomysł, ale mi chodziło o co innego.
- Piknik! W czasie grzybobrania musi być piknik, a wtedy zawsze robicie mi kanapki z dżemem - im zawsze trzeba wszystko tłumaczyć jak małym dzieciom.
- A zatem postanowione, jutro jedziemy na grzyby! - zdecydował tata.
Taaak! Grzybobranie jest fajne!
W sobotę rano pojechaliśmy autobusem za miasto i wysiedliśmy Pod Dębem. Tak się nazywa przystanek - Wieś Jakaś Tam Pod Dębem, oczywiście podana jest nazwa wsi, ale nigdy nie mogę zapamiętać, czy jest to Franciszków, Feliksów, Ferdynandów, czy Aleksandria. Wieś jest długa i autobus zatrzymuje się na trzech przystankach: Wieś Jakaś Tam Młyn, Wieś Jakaś Tam Szkoła i Wieś Jakaś Tam Pod Dębem przy dużym, starym dębie z zieloną tabliczką "pomnik przyrody", pod którym już czekała na nas babcia. Mama spojrzała na mnie i się zdziwiła:
- Co? Już masz patyk? Przecież nie minęło nawet dziesięć sekund od wyjścia z autobusu!
Rodzice się śmieją, a czasem denerwują, że mam umiejętność natychmiastowego znajdywania patyków, gdziekolwiek się udamy. Mama mówi, że je chyba wyczarowuję z powietrza. No, tutaj czary nie były potrzebne, las w zasadzie składa się głównie z patyków. Tymczasem tata półżartem przywitał się z babcią:
- Niech mama nie sterczy pod tym drzewem, bo dostanie żołędziem w głowę.
- Dziś nie spadają, bo nie ma wiatru.
- Auuu! - krzyknął tata, który w tym momencie oberwał spadającym żołędziem - A co mama powie na to?
- Na taką kapuścianą głowę, to nawet w drewnianym kościele spadłaby cegła.
- Dobrze, dosyć tych sprzeczek - przerwała mama - chodźmy lepiej do lasu.
- A myślicie, że tam nie ma żołędzi na drzewach?
Zanim jednak weszliśmy między drzewa, tata zwrócił się do mnie.
- W lesie łatwo się zgubić, dlatego pilnuj się mnie i staraj się nie stracić z oczu. Co prawda w lesie należy zachować ciszę i nie wolno się wydzierać, ale jak już się zgubisz, to krzyknij do mnie - po czym wręczył mi koszyk i nożyk.
- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł - odezwała się mama - a jak się potknie i sobie ten nóż gdzieś wbije?
- Och daj spokój, ma zaokrągloną końcówkę, a poza tym w ogóle nie jest ostry.
Mamy to nie uspokoiło, zmarszczyła brwi, ale już nie kontynuowała tematu. Temat pochwyciłam ja, bo co to ma być do jasnej Anielki, jak mam tępym nożem zbierać grzyby? To niesprawiedliwe! I rozpłakałam się.
- Ja nie chcęęę tępegooo noooża! Ja chcęęę ostryyy nóóóż na grzyyybyyyy!
- Spokojnie, spokojnie. Nożyk nie jest ostry, ale grzyby są mięciutkie, i zobaczysz że wchodzi w nie jak w masełko.
Nie byłam do końca przekonana, ale przestałam płakać, zaś tata dawał mi kolejne dobre rady:
- Jak znajdziesz grzybek, to odetnij go tuż przy ziemi i...
- Nie, nie, nie! - zawołała babcia - Nie można obcinać, trzeba wykręcić.
- Ależ mamo, w ten sposób niszczysz grzybnię.
- Nie niszczę, bo wykręcam delikatnie.
- Ja tam i tak zawsze wycinam.
- Bo znasz się na grzybobraniu jak żyrafa na fizyce kwantowej - burknęła babcia i ruszyła w las.
Tata chwilę stał zakłopotany, ale potem powiedział żebym się nie przejmowała, a jak coś znajdę to mam mu pokazać, a on mi powie czy to grzyb jadalny. Po czym poszliśmy za babcią. Grzybów żadnych nie znaleźliśmy, za to mnóstwo śmieci.
- O, owoc butelkowca - zaśmiał się tata na widok pierwszej butelki, ale później humor mu się popsuł i coś mamrotał o śmieciarzach i flejtuchach, dodając kilka brzydkich słów.
Co chwila wpadaliśmy na innych grzybiarzy, którzy też mieli puste koszyki, a dookoła słychać było pohukiwania.
- Hop, hop, Stasiuuuu! Gdzie jesteś!?
- Tuuutaj! A ty!?
Zaś z innej strony dobiegło nas:
- Zocha! Zooochaaa!
- Coooo!
- Chodź no tu! Bo znalazłem takiego drania i nie wiem czy jadalny!
Przez chwilę była cisza, aż zachrypnięty głos zaintonował fałszując potężnie:
- Hej, hej, heeej soookoooołyyyy!
- Dosyć tego, to nie ma sensu, trzeba iść głębiej w las - zdecydowała mama, gdy zebraliśmy się razem z pustymi koszykami. Poszliśmy więc ścieżką, po dłuższym spacerze dotarliśmy na polankę i tam spróbowaliśmy szczęścia. Trzymałam się taty, który co i raz znajdował grzyby i wkładał je do koszyka, ale ja nic nie mogłam znaleźć... to znaczy owszem, znajdowałam jakieś grzyby, ale wszystkie mi wyglądały na niejadalne.
Gdy ponownie spotkaliśmy się na polance, by zrobić piknik, każdy miał z pół koszyka grzybów, tylko mój był pusty. Grzybobranie jest do kitu. Mama miała kilka dużych parasoli, aż dziw że są takie duże grzyby.
- Znalazłam te kanie na skraju lasu, będą z nich pyszne kotlety - rzekła mama, a ja się zdziwiłam, bo do tej pory myślałam że kotlety robi się z mięsa, a nie grzybów.
Babcia nazbierała zajączki, kurki, gąski i gołąbki.
- A kaczuszek nie było?
Wszystkich rozbawiło to co powiedziałam, nie wiem czemu, czy to ja wymyśliłam takie zabawne nazwy? Gołąbki były śmieszne, bo każdy miał kapelusz w innym kolorze, a do tego babcia mówiła na nie surojadki i rzeczywiście tata zachowywał się jakby chciał je zjeść na surowo, ale po chwili okazało się że tylko próbuje ich językiem krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.
- Po co mama nazbierała te szczypawice, co drugi jest do wyrzucenia.
- O co ci chodzi? Bardzo dobre surojadki.
- Dobre, to niech mama ich spróbuje, szczypią w język, a to znaczy że niejadalne.
- Znasz się na grzybach jak mrówka na biologii molekularnej. Zawsze takie zbierałam i było dobrze.
- Tak, a tata zawsze zbierał olszówki i teraz okazuje się, że są trujące...
- Nie kłóćcie się - przerwała mama - zobaczmy lepiej kochanie, co ty znalazłeś.
I tata zaczął z dumą prezentować zawartość koszyka, a miał co pokazywać - były tam podgrzybki, dwa rodzaje maślaków, kozaki w trzech kolorach, tłuściochy, opieńki...
- A to - powiedział tata, wyjmując z koszyka trzy małe łebki - to są...
- Czubajki - wtrąciła babcia.
- Jakie czubajki? - zdziwiła się mama - czubajki to ja nazbierałam, to są panienki.
- Ty masz czubajki kanie, my mówimy na nie po prostu kanie, by nie myliły się z czubajkami.
- My mówimy na nie panienki.
- A my czubajki i...
- Jak zwał, tak zwał - przerwał tata - to są muchomory.
W tym momencie wszyscy wytrzeszczyli na niego oczy.
- Tak, jadalne muchomory rdzawobrązowe. A wiecie, że to nie są jedyne jadalne muchomory? Na przykład muchomor czerwieniejący...
Tata wyraźnie się rozkręcał i pewnie dałby nam dłuższy wykład o muchomorach, ale nagle podskoczył i zaczął wymachiwać rękami i nogami. Zdziwieni patrzyliśmy co to za taniec i to tak bez muzyki. Jednak po chwili i my poczuliśmy nagłą chęć do dzikich pląsów. Mrówki nas oblazły. Okazało się, że koc rozłożyliśmy na mrowisku. Gdy już strząsnęliśmy z siebie wszystkie insekty, trzeba było przenieść się w inną część polany. Tym razem dokładnie sprawdziliśmy na czym siadamy.
po kliknięciu w negatyw można zobaczyć pozytyw
Po pikniku ponownie zagłębiliśmy się w las polując na grzyby. Tym razem, żeby nie przegapić żadnego jadalnego grzyba, zrywałam wszystkie.
- Tata, a co to za grzyb.
- Wyrzuć, to olszówka.
- Ale dziadek takie zbierał?
- Tak, jednak później okazało się że są szkodliwe.
- A ten grzyb?
- Maślanka.
- Trujący?
- Tak, wyrzuć.
Chwilę później znalazłam trzy grzybki. Niepozorne, ale ładne i każdy inny.
- Tata, a te?
- W krzaki.
- Co?
- Wyrzuć w krzaki.
- Ale co to za grzyby?
- Psiaki.
- Jakie psiaki?
- No, psie grzybki.
- Jadalne, czy nie?
- Niejadalne.
- Wszystkie?
- Tak.
- Ten fioletowy też?
- Też, wyrzuć wszystkie. I słuchaj, zostaw lepiej w spokoju te z blaszkami, rurkowe są łatwiejsze do nauczenia i rozpoznania, no i większość z nich jest jadalna.
Poszłam za radą taty i zaraz znalazłam takiego grzyba.
- Tata, mam grzyba z rurkami!
- Hmmm - tata wziął go ode mnie, dokładnie obejrzał, polizał, po czym strasznie się wykrzywił i zaczął pluć na wszystkie strony.
- Co się stało?
- Nic, znalazłaś szatana, łatwo go poznać bo strasznie gorzki - i wyrzucił mojego grzyba. Grzybobranie jest do bani. - Może lepiej nie zawracaj mi głowy z każdym grzybem, zbieraj do koszyka, a potem je przebierzemy.
No to ładowałam do koszyka wszystko jak leci, a gdy zajęłam się większym skupiskiem ładnych grzybów, tata zniknął mi gdzieś za krzakami. Gdy skończyłam poszłam za tatą, ale nigdzie go nie było widać. Krzyknęłam kilka razy, ale nikt się nie odezwał, więc postanowiłam wrócić na polanę.
Mama i babcia już tam były, gdy wyłoniłam się z zarośli.
- A gdzie tata, czyżby się zgubił - zapytała mama i zachichotała.
Babcia również się roześmiała, po czym przejrzały moje grzyby i ponad połowa okazała się niejadalna. Mimo że mama miała większe grzyby, a babcia więcej, to ja zostałam ogłoszona królową grzybobrania... przynajmniej dopóki nie wróci tata, bo jeśli miał więcej szczęścia, to mnie zdetronizuje. A koronowana zostałam dlatego, że jako jedyna znalazłam prawdziwka, co prawda był mały i tylko jeden, ale nikt inny nie znalazł takiego szlachetnego grzyba, a co borowik to borowik (tak mówi babcia). Byłam dumna jak paw. Grzybobranie jest super!
Minęło sporo czasu, a tata nie wracał. Mama przestała żartować z tego powodu i zaczęła się denerwować. W końcu babcia zarządziła:
- No dobrze, nie ma co na niego czekać, pora się zwijać bo nam ucieknie ostatni PeKaeS. Poza tym zanosi się na deszcz.
- Ale...
- Bez dyskusji. Jest już dużym chłopcem, da sobie radę.
No i wróciliśmy bez taty. Ledwie zdążyliśmy na autobus, a gdy wsiadałyśmy, już zaczynało lać.
Tata dotarł do domu dopiero rano, był zmęczony, przemoczony, przemarznięty i zły jak wielkie nieszczęście. Za to miał pełen koszyk grzybów. Zajrzałam do środka i na wierzchu znalazłam dużego prawdziwka. Wyjęłam go i powiedziałam tacie, by go pocieszyć:
- Tatusiu, zostałeś królem grzybobrania, nikt nie znalazł takiego pięknego prawdziwka jak ty!
Ale tata się nie ucieszył, popatrzył na mnie krzywo, otworzył usta jakby chciał powiedzieć, ale po chwili je zamknął i poszedł spać.
Nikt, nawet tata nie wie skąd się w tym koszyku wziął dorodny karasek. Po prostu znaleźliśmy go między grzybami. Spadł z chmury razem z deszczem, czy jak?
.
- dystans 6.80 km
- 1.50 km terenu
- czas 00:22
- średnio 18.55 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Myk do lasu
Niedziela, 1 września 2024 · dodano: 02.11.2024 | Komentarze 3
Króciutko, bo mimo że doturlałem się do września, to cały czas gorąco.Owoce konwalii majowej
oraz konwalijki dwulistnej, ale jeszcze niedojrzałe, bo też powinny być czerwone
Robalowy tandemik
Nasiona grabu opadają
Nawłoć pospolita (czyli mimoza), w odróżnieniu od nawłoci późnej/olbrzymiej i kanadyjskiej, ta jest gatunkiem rodzimym.
- dystans 9.50 km
- 2.50 km terenu
- czas 00:32
- średnio 17.81 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
po mieście i opłotkach
Czwartek, 29 sierpnia 2024 · dodano: 01.11.2024 | Komentarze 3
O, kania się trafiła... ale jedna, to nawet nie zbierałem.- dystans 25.90 km
- 1.50 km terenu
- czas 01:25
- średnio 18.28 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Na chwilę nad Pisię
Poniedziałek, 12 sierpnia 2024 · dodano: 31.10.2024 | Komentarze 5
Trafił się taki pajączek, wygląda na to, że jest to młodociany osobnik z gatunku kwietnik, tych które żółte i białe były w poprzednich wpisach.W rzece natomiast zobaczyłem, że coś chowa się w cieniu i zastanowiło mnie co to. Rybki? Kijanki? Bo sprawdzeniu z bliska, okazało się, że są to nartniki. One też się chronią przed palącym słońce w cieniu tak ja ja, tyle że był to podłużny cień przewróconego drzewa.
Cień to to dolne, to górne to odbicie w wodzie, dlatego tam nartniki się nie grupują.
Był też żółciak, ale mały.
Z kwiatkami słabo, ale coś tam się trafiło.
- dystans 12.40 km
- 2.20 km terenu
- czas 00:40
- średnio 18.60 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
po mieście i opłotkach
Piątek, 9 sierpnia 2024 · dodano: 31.10.2024 | Komentarze 5
Kolejna runka mini-minimum przy okazji sprawunków na mieście. Za gorąco na fotki, skupiałem się na przetrwaniu. Dlatego tym razem fotki z domu, a nie z terenu.Taka oska wpadła mi do domu, nic nowego, od czasu do czasu osy wlatują, więc je łapię w szklanke i talerzyk, po czym wyrzucam za okno. Talko ta, co ja wyrzuciłem, to zaraz wracała... nawet nie pomogło zamknięcie okna na kilka minut, bo gdy otworzyłem, to była z powrotem. Postanowiłem więc ją nakarmić, zostawiłem ją w szklance z odrobiną dżemu na talerzyku. I co? Gdy ją znów wyrzuciłem za okno, to już nie wróciła.
- dystans 37.20 km
- 1.50 km terenu
- czas 02:02
- średnio 18.30 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Na śliwki
Wtorek, 6 sierpnia 2024 · dodano: 30.10.2024 | Komentarze 6
W zasadzie miałem zamiar wcześniej pojechać na te śliwki, co je widziałem w drodze na mirabelki... ale wystarczyło z rana wyjrzeć za okno, by prażące słońce skutecznie zniechęciło do jakiejkolwiek aktywności. W końcu przyszły deszcze, a po deszczowym dniu trafił się jeszcze suchy, ale pochmurny dzień, to wykorzystałem poranek by wyskoczyć na śliwki.Tyle, że okazało się że przez te dwa tygodnie upałów i prażącego słońca, śliwki dojrzały i poopadały, zostały jakieś resztki. Coś tam nazbierałem, ale tyle co do bieżącej konsumpcji, na przetwory za mało.
Bylica piołun, zwyczajowo nazywana np., psią rutą, czy też absyntem, wermutem, co wskazuje na zastosowania tej roślinki.
Chaber
Skorupka pozostała po poczwarce
Jako, że wreszcie nie musiałem się spieszyć, zanim słońce nadmiernie podgotuje atmosferę, to w drodze powrotnej zahaczyłem jeszcze o Pisię. O ile wiosną są to najbardziej rozkwiecone okolice, to teraz gdy zamknął się liściasty strop jest... że tak powiem kwiatowo ubogo.
Ale coś tam się znalazło, trafił się taki niepozorny kwiatuszek, czyli czartawa pospolita.
Bluszczyk kurdybanek już nie kwitnie, tylko się płoży i prezentuje bardziej okazałe niż wiosną liście.
Z robalami też szału nie było, przynajmniej w tym bardziej zacienionych rejonach. To tutaj spotykam najwięcej zabielicy pokrzywnik. I co? Oczywiście były razem z nowym pokoleniem tych czerwców.
Trafił się też żuczek leśny stojący na straży.Normalnie tytuł strażnika lasu mu się należy, bo często go w takiej pozycji spotykam.
Z motylków tylko paśnik goździeniak, za to o dziwo na awersie, a nie rewersie liścia jak zazwyczaj.
Jeszcze trochę kropelek wody na potem zostało po opadach deszczu.
To są ryzomorfy, czyli takie sznury zbitej grzybni, którymi niektóre grzyby (np. opieńki) rozrastają się na spore odległości. Tutaj chyba rosły pod korą, zanim ta odpadła. To białe to też chyba jakiś grzyb/grzybnia, pytanie czy to wyrasta z ryzomorfów, czy coś te ryzomorfy atakuje?





