teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 126777.11 km z czego 19345.65 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.18 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 78.11 km
  • 7.90 km terenu
  • czas 04:07
  • średnio 18.97 km/h
  • temperatura -4.5°C
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Dobry dzień by pojechać na Mrozy

Niedziela, 6 stycznia 2019 · dodano: 06.01.2019 | Komentarze 6

Na początek rzut okien na aktualny stan lodowy stawu na Bielniku. Dziś w parku stary, nieprzezroczysty lód, do tego przyprószony trochę śniegiem, brak lodowych arcydzieł, to nie utknąłem tu na dłużej.



Trzech Króli? TrzechZająców? Nie, Trzech Kaczorów!

- Ej, nie filozuj, tylko kopsnij okruszka.



No i o



Może tego na fotce za bardzo nie widać, ale rowerzysta z Mrozów (ten dziadek po lewej) jedzie w czapce z daszkiem i bez rękawiczek... no i wszystko się zgadza z Termometrem Rowerzysty, bo dopiero przy -5°C powinien wkładać jedną rękę do kieszeni, a dziś było jakoś między -3° a -4,5°C.

Poza tym warto zwrócić uwagę na panią z lewej w tle, która idzie droga, a nie chodnikiem... stan chodnika można ocenić po prawej, jak widać jest tak zalodzony, że faktycznie bezpieczniej iść ulicą niż chodnikiem. Generalnie chodniki na wsi wyglądały dziś w większości tak... nawet jak przed niektórymi domami były odśnieżone (mniej więcej przed co drugim, czy co trzecim), to przy następnym już nie. Zresztą w Żyrardowie na chodnikach przed domkami jednorodzinnymi sytuacja wyglądała podobnie (może tylko nieco większy procent był odśnieżony i nieco bardziej wydeptane w czasie wczorajszej odwilży).



Co do warunków drogowych, to były niezłe - drogi co najmniej średnio uczęszczane były generalnie czyste, jedynie te z ruchem średni-małym miały bardzo trudne, zalodzony odcinki w lesie.

Natomiast drogi asfaltowe bardzo boczne i z minimalnym ruchem były dwupasmowe. Wyjeżdżone pasy  były czasami zupełnie czyste, ale często w znacznym stopniu zalodzone (w lesie w 100%). Co prawda wydawałoby się, że taką drogą jak na fotce poniżej, jechać powinno się fatalnie, to wbrew pozorom jechało się dosyć dobrze, trzeba tylko pamiętać żeby ostro nie hamować, nie zjeżdżać z pasa , no i nie rozpędzać się za bardzo.

Natomiast gruntówy były fatalne... to znaczy jak była taka, którą nić zupełnie ostatnio nie przejechało, to po śniegu jechało się dobrze, ale takie nawet w minimalnym stopniu rozjeżdżone były fatalne. No cóż, kilka dni temu rozjeżdżone błoto nagle zamarzło, a na to naszła warstwa topniejącego i zamarzającego śniegu. Na tych nierównościach trzeba było bardzo uważać, aby nie glebnąć, po dłuższym odcinku drogą leśną, omijałem już dzisiaj gruntówy.



Na drogach gruntowych i leśnych ścieżkach nawet na śladach rowerów i pieszych można było się poślizgnąć... bowiem te ślady opon rowerowych, są często wyryte w miękkiej, błotnistej ziemi, która zamarzła, a na to lód - zarówno ten biały śniegowy na skraju, jak i przezroczysty w koleinie...




Tradycyjny postój na cmentarzyku w Studzieńcu (cmentarz mieszkańców wsi, oraz pracowników i wychowanków zakładu poprawczego).




Puszcza Mariańska, świeży, jeszcze ciepły kopiec... no kopczyk... kopczunio.




Dokładnie rok temu będąc na cmentarzu w Puszczy Mariańskiej (o, ten wpis), zauważyłem tabliczkę że planowana jest budowa nowego grobu Czesława Tańskiego przy głównej alejce i przeniesienie jego szczątków tamże. Coś mi świtało, że grób miał wyć ukończony w 2018, więc postanowiłem go obejrzeć... okazało się jednak, że nadal jest tabliczka, tylko jakby nakleili nową datę - czerwiec 2019 (faktycznie, jak sprawdziłem, na początku zapowiadali na wrzesień/październik 2018).



Przerwa na kawę. W lesie, bo nie lubię jak mi w kawę wieje.



Suchszy Dopływ Suchej.





Brzeziniak dla lavinki




Pałac w Radziejowicach



Lód na stawie wziął i pękł




No właśnie, jaki dziś mamy poziom lodu?



Uwaga, oblodzona barierka!



Archipelag wysp arktycznych




I jeszcze rzut okiem na staw na Hamerni.




Powyższe stawy na Pisi Gągolinie, zajrzałem też na ulubiony mostek na rzeczce, ale było już zbyt ciemno na zdjęcia. Jak mi się uda, do może jeszcze jutro tam podskoczę.


  • dystans 37.99 km
  • 7.00 km terenu
  • czas 02:10
  • średnio 17.53 km/h
  • rekord 35.80 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

W drobne krakowskie kaszkie...

Piątek, 4 stycznia 2019 · dodano: 04.01.2019 | Komentarze 2

Po nocy wszystko było ładnie zmrożone, ale w ciągu dnia było dosyć ciepło - między -1 a -2°C. Korzystając z okazji, postanowiłem wyskoczyć do lasu, mając nadzieję że błoto po dwóch nocach i jednym dniu mrozów już zamarzło.

Staw na Bielniku już w znacznej części zamarznięty, tylko miejsce gdzie kaczki pływają jest wolne od lodu. Lód jest jednak bardzo cienki, jak kaczki szły, to pod nimi trzeszczał i pękał.



- O, ludź! Biegiem, może ma jakieś okruszki!



- Em sknera jeden. Posiedzimy tu, może przyjdzie inny z jakimś żarciem.



Irysy z lodu na Żabim Oczku.



Staw na kanałku (nazwany Kaczym bodajże) ładnie zamarzł i można było na nim oglądać lodowo-mrozowe cudowne różności.









Te malunki mrozowe na całkiem przezroczystym lodzie bardzo słabo wychodzą na zdjęciach (słabiej niż w rzeczywistości, ale coś tam widać).






Nad Pisią Gągoliną



O, wiewiórka




Dobra, pora jechać dalej, bo ledwie półtora kilometra przejechałem i utknąłem w parku... w zasadzie mógłbym tak długo jeszcze oglądać tu lód, że bym musiał od razu wracać do domu.

A za miastem wjechałem w drobne krakowskie kaszkie... nie, nie zalałem się w drobne krakowskie kaszkie jak mawiał Walery Wątróbka, tylko zaczęło prószyć drobniusim śniegiem, do którego takie właśnie określenie pasowało jak ulał. Drogi leśne zaczęły powoli robić się coraz jaśniejsze.



Błoto w lesie owszem zamarzło, przejechać się dało, ale była to ciężka jazda... jako że tuż przed tym jak chwyciły mrozy, było bardzo mokro (a co za tym błotniście), to wszystko to zamarzło nie wyrównawszy się przedtem i teraz zęby sobie można wybić na koleinach.

Zresztą co tam mówić, nie tylko na takich drogach jak poniżej, ale nawet na mniej rozjeżdżonych drogach i ścieżkach jechało się ciężko i wertepiaście, nawet jak nie było takich kolein, to koła samochodów, rowerów, a zwłaszcza ciągników i ich głęboki bieżnik odcisnęły się w rozmiękłej ziemi, a potem tak zamarzło. Dyr, dyr, dyr... Toteż za dużo po lesie nie jeździłem i szybko wyjechałem na asfalt.



Czerwone drzewo (no... rude) z zieloną nogą.



W dolinie Suchszego Dopływu Suchej.



Zdrowie rzeczki w Nowym Roku! Toast oczywiście kawą.



Tu już lód był przyprószony drobną krakowską kaszką.



A jak się go przetarło, to wyglądał tak:



Ponieważ mróz trzymał i drogi były suche, to śnieg tyle co wbijała się w szczeliny i zagłębienia, a poza tym był zamiatany. A propos rowerzystów, ja to jestem w porównaniu z nimi cienki Bolek jeśli chodzi o ubiór, na przykład pewna babcia w Wiskitkach jechała w spódnicy i bez czapki (i tak, że w rękawiczkach)... no bo ciepło jest, co najwyżej minus dwa stopnie! To jest chyba dobry moment, żeby przypomnieć Termometr Rowerzysty.



Drogi gruntowe zaś, zrobiły się już białe.



Na gliniankach pod Wiskitkami, nie można już było oglądać lodowych malunków, bo pokryła je drobna krakowska kaszka.





Co ciekawe, na północ od Wiskitek i Żyrardowa było jakby cieplej, coś koło zera stopni, bo drogi i chodniki robiły się mokre (nie wyglądało na to, że od posypania soli), a gdy dojechałem z powrotem do Żyrka, to znów był suchy (a więc zimniej).

O tym jak się jeździło popołudniu po śliskich drogach z ubitym śniegiem, pisałem w równoległym wpisie z jazdy z Kluską na innym rowerze. Było tak fajnie, że może bym się w nocy, gdy ruch samochodowy zelżeje, żeby pojeździć jeszcze po mieście, ale potem zrobiło się cieplej, bo jak wieczorem wyjrzałem przez okno, to drogi zaczęły się robić obrzydliwie mokre.


  • dystans 21.10 km
  • czas 01:20
  • średnio 15.83 km/h
  • temperatura -5.0°C
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu do przedszkola

Piątek, 4 stycznia 2019 · dodano: 04.01.2019 | Komentarze 4

Z Klu do przeszkola, do sklepu po bułki, na rynek po jabłka i inne sprawunki...

Szybko, szybko, zdążyć na śniadanie, bo już rozwożą!!!



Z rana przyjemny mrozek, jakieś -5°C (+/-1°). Poniżej fotka, żeby nie było, że tylko my zimą wozimy dziecko w foteliku... jeszcze po drodze minęliśmy jakiego malucha (z trzy- lub czterolatków), który był wieziony do innego przedszkola, w pobliżu którego przejeżdżamy.  Trzeba przyznać, że przy lekkim mrozie i czystych drogach dużo lepiej i przyjemniej się jeździ niż w dodatnich temperaturach z deszczem i chlapą... nic dziwnego że dziś więcej dzieciaków wieziono na rowerze.



Popołudniu było cieplej i śnieżniej... i ślisko. Jako że to były godziny szczytu, to zawsze jest ciężko przebić się przez miasto, taki ruch, a dziś z powodu ślizgawicy to już w ogóle masakra. Jak się jechało i powoli, ostrożnie wykonywało zakręty i hamowanie, to rowerem było spoko, gorzej jak się zatrzymałem na światłach, zdjąłem nogę z pedału i się poślizgnąłem, musiałem się drugą podeprzeć. O odepchnięciu się nogą na starcie też nie było mowy. Generalnie lepiej było jechać rowerem niż chodzić.

Jednak jak jechałem już z Kluską, to wybrałem zupełnie inną trasę... bo obserwowanie samochodów jak próbują ruszyć, zahamować, czy skręcić i im to średnio wychodzi, było nawet zabawne... ale nie wtedy gdy jest się w środku tego wszystkiego z dzieckiem w foteliku. Dlatego pojechaliśmy tak, żeby ominąć najruchliwsze skrzyżowania, a bardziej ruchliwe drogi przeciąć w spokojniejszych miejscach lub w ogóle ich nie przecinać min. dlatego pod koniec pojechaliśmy chodnikiem, zresztą całkowicie legalnie, bo jest to dozwolone w trudnych warunkach pogodowych.



Korzystając z okazji po odstawieniu Kluski na dworzec, pojechałem na plażę - idealna na to pogoda, wreszcie cisza spokój i tylko ja sam nad zalewem.

Na plaży słonko praży...



Flotylla kaczek płynie kursem na przechwycenie niezidentyfikowanego rowerzysty.




  • dystans 25.30 km
  • 3.00 km terenu
  • czas 01:26
  • średnio 17.65 km/h
  • rekord 40.80 km/h
  • temperatura -2.0°C
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Słońce w plecy i wiatr w pysk

Czwartek, 3 stycznia 2019 · dodano: 03.01.2019 | Komentarze 10

Ogólnie bardzo przyjemna pogoda (słońce, sucho, lekki mróz), no może poza bardzo silnym wiatrem wtedy gdy nie był w plecy.

Hmmm, może jakieś przysłowie o styczniu pasujące na dziś? Nie ma? To można wymyślić na poczekaniu, na przykład "Na Nowy Rok, pola się zielenią wkoło"...



Niezbyt bliskie spotkanie z sarenkami... nieco bliższe miałem z jakimś ptakiem drapieżnym, który przede mną przeleciał przez drogę, niestety na drapieżnikach się nie znam, więc nie wiem co to było.



Dziś przez cały dzień lekki mróz i można było podziwiać w plenerowej galerii - mrozowe obrazy kałużowe.




Wymyśliłem nową, rowerową wróżbę noworoczną... na czym polega, to chyba z grubsza, a z tego w jakim miejscu wypadnie, można wróżyć na Nowy Rok. No, tylko trzeba by ją wykonać 1, a nie 3 stycznia.



Mi wypadła w tej okolicy - z prawej wertepiasta gruntówa, ale z lewej bardzo przyjemna ścieżka.



Miałem nadzieję że 20,19 wypadnie właśnie na tej ścieżce, ale wypadło kawałeczek dalej na tej dróżce. Ale droga też jest znośna, dopóki nie została nadmiernie rozjeżdżona.



Zahaczyłem też o krzyż Powstańców Styczniowych na Wydmach Międzyborowskich... ten krzyż wyglądał o tak, ale niestety w jego miejscu na stulecie odzyskania niepodległości postawiono nowy, o taki. Sam krzyż jest w porządku, znaczy wygląda mniej więcej jak ten stary... no ale to już nie jest ten stuletni krzyż (bo zakładam, że to był ten oryginalny, a nie wymieniony w międzyczasie, w każdym razie wyglądał na sto lat) brak też tej stuletniej tabliczki...

Tak więc cóż, zniknął kolejny zabytek, bo stuletni krzyż ze stuletnią tabliczką można by chyba za zabytek uznać.




To już zamiast wymieniać krzyż, który był w dobrym stanie, lepiej było wymienić ten nagrobek, tabliczkę i płotek, które są zdaje się wszystkie powojenne (tabliczka z lastriko na pewno). Swoją drogą uśmiałem się, bo napis z tabliczki, który był już zupełnie nieczytelny, został pociągnięty farbą, ale nie cały, bo bez ostatnich trzech linijek? A dlaczego? A dlatego, że tam jest kto i kiedy to postawił, mianowicie ZBOWiD w 1986 roku.

Swoją drogą, to nie jest mogiła, tylko miejsce pamięci. Gdzieś czytałem (nie mam pod ręką artykułu), że pod krzyżem znaleziono coś tam zakopane (jakieś dokumenty, czy coś?) ale nie był to grób.



  • dystans 26.20 km
  • czas 01:10
  • średnio 22.46 km/h
  • temperatura -2.5°C
  • rower Zardzewiały Rower itp
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z klu do przedszkola

Czwartek, 3 stycznia 2019 · dodano: 03.01.2019 | Komentarze 0

Do i z przedszkola, na angielski. A poza tym do sklepu po bułki i tym podobne po mieście

Klu: Dzisiaj jadłam pielwsy obiad i podwiecolek w psedskolu, bo wcolaj tylko śniadanie.



A poza tym znaleźliśmy na stosiku książek z biblioteki książkę "Zuzia w szpitalu", którą ostatnio wypożyczyliśmy... w sam raz lektura na wczorajsze przypadki.




współrowerzyści ma wycieczce:

Z klu do przedszkola

Środa, 2 stycznia 2019 · dodano: 02.01.2019 | Komentarze 0

Kluska trochę rozregulowana po Sylwestrze i był wczoraj problem by zagonić ją spać... godzina 22 (normalnie o tej porze zasypia, rzadko udaje nam się ją uśpić choćby pół godziny wcześniej), a ona śpiewa, tańczy, biega i skacze. A jeszcze trzeba było narysować rysunek - fotka poniżej przedstawia Kluskę i fajerwerki (w wersji HDR, bo dziś bawiła się jeszcze programem graficznym).

W końcu udało się ok. 22:30, więc spodziewaliśmy się że rano będzie trudniej ze wstawaniem.



Rano okazało się, że jest normalnie... to znaczy że ciężko ją wywlec z łóżka "zmęcona jestem, spać mi się chce, nie mam siły...", no cóż żadne z nas nie jest rannym ptaszkiem, to i Klu nie jest dzieckiem które o 6 czy 7 budzi rodziców. Marudzenie się skończyło, gdy zaproponowałem, żeby zabrała do przedszkola Atlas Zwierząt, bardzo się ucieszyła, zajęła się oglądaniem i już nie było marudzenia.

A oto klasyczny przykład powyższego mechanizmu jeszcze z zeszłego roku. Kupiliśmy nowy większy kask na zimę, bo stary wchodził na kominek, czy cienką czapkę, ale na grubszą czapkę był za ciasny... no więc przy porannym "nie mam siły, spać mi się chcę" rzuciłem "Dzisiaj jest zimno, to zakładamy nowy kask" - Klu jak z procy wyskoczyła z łóżka i zaczęła skakać jak sprężynka krzycząc "Taaak!". Spodziewaliśmy że to zadziała w podobny sposób, ale nie że aż tak...


W przedszkolu zmienił się nieco kącik z menu.



Ale jadłospis... z 27-ego grudnia??? No cóż, może po świętach było mało dzieci i jedzenia zostało na 28-ego, a nawet na Sylwestra i dzisiaj. A tak na serio, to w okresie okołoświąteczno-noworocznym mało dzieci jest w przedszkolu, grupy są łączone, personel niepełny i chyba nikt nie miał głowy żeby zmienić karteczkę.



A co do "Atlasu zwierząt Polski dla dzieci:, to książkę dostaliśmy dla Kluski od kolegi leca. Zasadniczo swoje zabawki można przynosić do przedszkola tylko w piątki, ale książeczki są wyjątkami i można je przynosić w dowolny dzień. Dzisiaj było rysowanie zwierzątek z atlasu - oto dzieła Kluski:






Dzień był obfity we wrażenia, bo dostaliśmy  przedszkola telefon, że Kluska rozwaliła sobie brodę na zajęciach, no więc trzeba było ją  awaryjnie wcześniej odebrać. Oczywiście jak to w grupie Kluski, pani musiała przekrzykiwać dzieciaki, które opowiadały co się stało (proszenie o ciszę w tej grupie nie działa), Julka opowiadała że dziura jest taka że widać kość, a pani że może trzeba będzie zakładać szwy. My na razie nie sprawdzaliśmy, woleliśmy nie ruszać plastra. Poza tym dostała od koleżanek zwierzątka (narysowane, wycięte) na pocieszenie, a na jutro obiecały przygotować serduszka.

A najlepiej to skomentowała to lavinka:
- Szkoda że przed obiadem.

Poszliśmy więc do szpitala i okazało się że wystarczą specjalne plasterki na głębokie rany... wot tiechnika. Na szczęście poza chwilą w szpitalu (jeszcze przed badaniem) Klusce humor dopisywał, więc nie było źle... tyle że w najbliższych dniach będziemy ją wozić bez kasku (ze względu na tę ranę na brodzie). No cóż, jazda na rowerze (nawet w najtrudniejszych warunkach pogodowych) jest bezpieczniejsza niż zabawa w przedszkolu, bo żadnych wypadków z Klu jeszcze nie mieliśmy.

Fotka z powrotu ze szpitala (to już z buta) w śnieżycy, a właściwie pod koniec, bo już ustępowała i nie widać zadymki.



Ja też parę razy lądowałem w szpitalu jako przedszkolak... raz kolega pchnął mnie na stół i uderzyłem czołem w róg (do tej pory mam bliznę). Kolejny raz jak usiadłem na pręcie od bujawki i w nogę wbił mi się wystający, zardzewiały gwóźdź. A trzeci raz jak do nosa wsadziłem sobie dmuchany ryż.

A tak w ogóle jakiś feralny ten początek roku, sąsiadka złamała nogę, a w szpitalu widzieliśmy tatę kolego Kluski z przedszkola, który zdążał w kierunku pediatrii... jako że tego kolegi nie było dziś w przedszkolu, podejrzewamy że leży w szpitalu.


  • dystans 20.05 km
  • 0.30 km terenu
  • czas 01:05
  • średnio 18.51 km/h
  • rower Zardzewiały Rower itp
  • Jazda na rowerze

po mieście

Środa, 2 stycznia 2019 · dodano: 02.01.2019 | Komentarze 10

Wilgotność 200% (przynajmniej na początek dnia)

Jakie są przysłowia o pogodzie w styczniu? W marcu jak w garncu... w każdym razie to pasuje, od rana mokro, a to mżawka, a to ulewa, potem rozpogodzenie, słońce, śnieżyca (ale to śnieg z deszczem, więc biało się nie robiło), znów słońce i płaty błękitnego nieba między chmurami, które są przeganiane przez silny wiatr... no i spadająca temperatura, jednak póki co nadal powyżej zera (jakby tak zaraz spadła do ujemnej, to niezła gołoledź by była).



Bobery grasują nad Pisią



Niektórzy po Sylwestrze widzieli pewnie białe myszki... ja widziałem białe gołębie.

- Słuchaj Zdzisiek, widzę na dole niebieskiego rowerzystę, może narobić na niego?
- Szkoda guana, to na pewno delirium tremens.




współrowerzyści ma wycieczce:

Początek sezonu rowerowego 2019

Wtorek, 1 stycznia 2019 · dodano: 01.01.2019 | Komentarze 5

Od rana mokro, deszczowo, wietrznie... więc w planach była tylko krótka pętelka za miasto na rozpoczęcie roku. Ale potem przestało siąpić, kapać i mżyć, to jeszcze dokręciłem drugą, bardziej skomplikowaną po mieście.

Ale relację na Nowy Rok zacznę od przypomnienia XVI Księgi Tytusa (jedną z najlepszych moim zdaniem, a co za tym idzie jedną z ulubionych), żeby nie było, że ja mam spóźniony zapłon humoru (więcej skanów - strona 1 i strona 2)



Na drugą nóżkę kontynuuję noworoczno-sylwestrowym felietonem Wiecha, w zasadzie ciąg dalszy tych co wrzuciłem wczoraj ("Ładny początek" - strona 1, strona 2). Tym razem już nie kto inny, tylko Walery Wątróbka!



Wracając do pętelek - ta sama rzeczka co wczoraj (Wierzbianka), ten sam kadr, tylko pogoda gorsza.



Po przedświątecznej i przedsylwestrowej masakrze drogowej, dziś z rana jeździło się po mieście bardzo przyjemnie... co prawda mokro i bleh, do tego trzeba było uważać na zwiększone ilości szkła (zwłaszcza na bocznych uliczkach), ale za to ruch tak znikomy, że można było się zatrzymać nawet na środku średnio ruchliwych zazwyczaj uliczek i zająć się archeologią podasfaltową.




Znalazłem też kolejną, starą trylinkę brukową (zapewne przedwojenną), tym razem nie pełną, tylko 3/4 układaną na brzegach. Więcej o żyrardowskiej (i nie tylko) trylince i jej poszukiwaniach w tym wpisie na blogu pocztówkowym.





Skorzystałem też z okazji, że płyty chodnikowe są mokre, przez co lepiej widać odbite w nich litery niż gdy są suche i sieknąłem im kilka fotek. MŻ oznacza zapewne "Magistrat Żyrardów", albo "Miasto Żyrardów".




Tak się zastanawiałem, czy by nie skorzystać z umiarkowanie niebeznadziejnej pogody i nie zrobić aby kolejnej pętelki... ostatecznie jednak wróciłem i słusznie, bo ledwie zrobiłem sobie kawę, za oknem rozpadało się, tym razem solidnie i na dobre.

- Co tam panie gołębiu? Jak tam w Nowym Roku?
- A nic, pogoda taka, że nie ma co wyściubiać dzioba z dziury.



Wieczorem po Kluskę na dworzec, to po drodze jeszcze jedna pętelka, zwłaszcza że zrobiła się zadziwiająco ładna pogoda... co prawda wiało mocniej niż za dnia, ale za to wiatr przewiał chmury, więc pętla pod rozgwieżdżonym niebem. Z Kluską też powrót z dworca nieco dłuższą trasą i krótki postój przy cmentarzu na oglądanie gwiazd. Ale to była jakaś chwilowa anomalia pogodowa, bo jakieś pół godziny po naszym powrocie wszystko wróciło do normy i lunęło.




  • dystans 21.23 km
  • 0.90 km terenu
  • czas 01:15
  • średnio 16.98 km/h
  • rower Zardzewiały Rower itp
  • Jazda na rowerze

Zakończenie sezonu rowerowego 2018

Poniedziałek, 31 grudnia 2018 · dodano: 31.12.2018 | Komentarze 18

Ostatnio pogoda jest taka, że myślałem że dziś wyskoczę tylko po bułki i więcej koła z domu mi się nie będzie chciało wyściubić... ale dzisiaj pogoda była lepsza, znaczy nie padało*, no to machnąłem jeszcze symboliczną pętelkę na zakończenie roku.

*) - w ostatnich dniach "nie pada" oznaczało, że był co najwyżej niewielki, przelotny deszcz, albo mżawka, dziś naprawdę nie padało... przynajmniej z góry, co najwyżej mogło chlapnąć z kałuży.



A żeby zakończyć stary i zacząć nowy rok z humorem - oto dwa kawałki Wiecha w sam raz na dziś... przy okazji przestrogi i rady jak nie zaczynać Nowego Roku (w zasadzie powinienem wstawić je dopiero jutro, ale wtedy byście nie przeczytali tego na czas i moglibyście fatalnie zacząć rok)

Oto pierwszy, przedwojenny kawałek (Fatalny horoskop - cały tekst)


A tu drugi, powojenny (Pętak w szarfie - strona 1, strona 2), Wiech miał to do siebie, że niektóre felietony powtarzał wielokrotnie z kosmetycznymi tylko zmianami, czasem jednak z większymi lub wykorzystywał tylko najciekawsze fragmenty.





współrowerzyści ma wycieczce:

Ostatni raz do biblioteki

Czwartek, 27 grudnia 2018 · dodano: 29.12.2018 | Komentarze 3

Ostatni raz w tym roku oczywiście, a nie w ogóle. No i z Klu.

Tak mnie zastanawiało ile w tym roku Klu wypożyczyła książek... no bo od wakacji jeździmy prawie co tydzień, obskakujemy cztery filie i w dwóch (Centrala i Filia nr 2) często wypożyczamy do limitu na karcie (w każdej filii do 7 pozycji, przy czym w Centrali książek wypożyczamy po 5-6 bo do tego zwykle 1-2 gry planszowe). Początkowo wypożyczaliśmy mniej, ale w miarę czytania apetyt rośnie...

No i wyszło że 211 książek (gier nie liczę).  W grudniu mniej, bo Kluska była na wyjeździe, a potem sporo okołoświątecznego zamieszania i było mniej czasu na czytanie... natomiast w październiku więcej, bo była chora. Maj to w ogóle jedna wizyta i zapisanie pod koniec miesiąca (do biblioteki wybraliśmy się już 3 lata temu - wpis, ale dopiero teraz na dobre się zapisaliśmy).



Jako że to wpis podsumowujący, to wrzucam fotki z kilku miesięcy (te, których nie wrzucałem), kilka razy Klu pojechała do biblioteki na własnym rowerku.





Gdzieś w okolicach Dnia Pluszowego Misia.



Powyżej w Centrali na Mostowej, a poniżej w filii nr 2 na Wittenberga... Klu bardzo lubi tu jeździć, bo zaprzyjaźniła się z panią bibliotekarką, która dodatkowo pozwala jej na samoobsługę i samodzielne skanowanie karty bibliotecznej i kodów z książek, a nawet dzielnie w tym asystuje gdy ktoś przychodzi oddać/wypożyczyć książki.

Swoją droga, dobrze że książki dziecięce zostały ustawione w szafkach przy wejściu, dzięki temu zorientowałem się, że nie tylko w oddziale dziecięcym, ale i w bibliotekach dorosłych są ksiązki dla dzieci.





Kiedyś pani Renata pokazała nam inwentarze biblioteczne, w tym pierwszy inwentarz filii numer 2 (fotki poniżej i powiększenie: strona 1 i strona 2). Oprócz tego na start do biblioteki przeniesiono dwa inwentarze z Centrali... obecnie co prawda inwentarze są prowadzone komputerowo, ale jak już się zbierze cała księga, to są drukowane i oprawiane (taki nowy też oglądaliśmy).




A tu chyba jakiś Halloween... Czarownica Irenka ze Świerszczyka, no cóż, obecny Świerszczyk jakoś porywający nie jest, a ten komiks jest chyba najfajniejszą w nim rzeczą.




O, a to coś o nas... mniej więcej tak wyglądają nasze wizyty w bibliotece.



Przydałaby się osobna półka tylko na książki z biblioteki... oto kilka stosików wypożyczonych książek w różnych okresach.






Okres przedświąteczny... po choinką książki o tematyce świątecznej, szczerze mówiąc trochę flury (może fajniejsze zostały już wypożyczone?), ale coś tam udało się wybrać.



Fajniejszą, to my wypożyczyliśmy jeszcze w listopadzie i właśnie oddawaliśmy. Jako że na mnie wypadła w tym roku rola świętego Mikołaja, to wzorowałem się na panu Rurce w tym temacie... co prawda nie miałem takiego fajnego stroju jak on - fiński mundur wojskowy, przy czym każdy element z innej parafii - spodnie oficerskiej, kurtka bliżej nieokreślona, a do tego Żelazny Krzyż... wdziałem za to polar przewodnicki (czerwony, pasuje!), czerwony kapelusz w kropy, wygrzebałem też Brązowy Krzyż Zasługi, który mój tata dostał za nadgodziny zamiast premii.



A poza tym jesteśmy tak niszowi, że nawet kreskówki oglądamy w postaci książek, a nie w telewizji! W większości książeczki na podstawie kreskówek są takie sobie... a najgorsze są chyba Barbie, bo tam już kreskówki są wyjątkowo słabe, a ich streszczenie w postaci książeczki jest równie beznadziejne jeśli nie bardziej.

Hania była nawet całkiem całkiem, w tomiku są cztery opowiadania, które jak później sprawdziłem są przełożeniem treści czterech odcinków kreskówki.



A poza tym w październiku otworzyli nam nową bibliotekę blisko domu. Przeniesiono filię nr 6 z 1 Maja, gdzie od roku trwa remont, a gdzie będzie potem centralna biblioteka dziecięca (przed remontem był tam oddział dziecięcy nr 2, a nr 1 mają tam przenieść z Centrali na Mostowej), zaś dorosłą bibliotekę już teraz przeniesiono do centrum handlowego Stara Garbarnia.

To centrum handlowe nie jest niestety rewitalizacją garbarni... ostatnie zabudowania fabryczne zostały zburzone podczas jego budowy i w tej chwili nie ma po nich śladu, w dodatku jest niewypałem, chyba połowa lokali stoi pusta, zwłaszcza odkąd padł MarcPol i nie ma tu marketu spożywczego, miejsce świeci pustkami. Ale mimo to lokalizacja biblioteki jest niezła, bo choć tłoku nie ma, to ruch jakiś tam jest i sporo osób przypadkiem trafia na bibliotekę i się nią interesuje... kilka razy widziałem, że ktoś pytał jak się zapisać, albo oglądał jakie książki tu są.

My oczywiście od razu tu zajrzeliśmy, ale Kluska była zawiedziona że nie ma książek dla dzieci... na szczęście już półtora miesiąca później została uruchomiona półka książek dla dzieci i młodzieży (a w zasadzie na razie tylko pół półki), niewiele ale dobre i to, toteż od razu z niej skorzystaliśmy. Liczymy, że będzie przybywać książek na tej półce.