teczka bikera meteor2017
meteor2017 bs-profil
Poczet rowerów
Jakieś tam wykresy
Kalendarium
- 2026, Sierpień13 - 9
- 2026, Lipiec19 - 13
- 2026, Czerwiec17 - 8
- 2026, Maj15 - 11
- 2026, Kwiecień18 - 18
- 2026, Marzec25 - 25
- 2026, Luty6 - 10
- 2026, Styczeń4 - 10
- 2025, Grudzień20 - 8
- 2025, Listopad20 - 15
- 2025, Październik21 - 9
- 2025, Wrzesień25 - 28
- 2025, Sierpień28 - 18
- 2025, Lipiec30 - 64
- 2025, Czerwiec24 - 38
- 2025, Maj28 - 40
- 2025, Kwiecień12 - 25
- 2025, Marzec18 - 46
- 2025, Luty12 - 32
- 2025, Styczeń15 - 50
- 2024, Grudzień21 - 69
- 2024, Listopad13 - 25
- 2024, Październik22 - 58
- 2024, Wrzesień16 - 36
- 2024, Sierpień9 - 19
- 2024, Lipiec12 - 32
- 2024, Czerwiec18 - 74
- 2024, Maj12 - 44
- 2024, Kwiecień15 - 56
- 2024, Marzec15 - 43
- 2024, Luty8 - 35
- 2024, Styczeń5 - 14
- 2023, Grudzień9 - 41
- 2023, Listopad10 - 43
- 2023, Październik22 - 106
- 2023, Wrzesień21 - 102
- 2023, Sierpień18 - 81
- 2023, Lipiec14 - 47
- 2023, Czerwiec19 - 74
- 2023, Maj28 - 100
- 2023, Kwiecień23 - 127
- 2023, Marzec16 - 87
- 2023, Luty19 - 99
- 2023, Styczeń17 - 91
- 2022, Grudzień18 - 113
- 2022, Listopad26 - 112
- 2022, Październik31 - 91
- 2022, Wrzesień30 - 114
- 2022, Sierpień22 - 95
- 2022, Lipiec26 - 104
- 2022, Czerwiec30 - 68
- 2022, Maj34 - 136
- 2022, Kwiecień23 - 78
- 2022, Marzec25 - 91
- 2022, Luty20 - 88
- 2022, Styczeń25 - 123
- 2021, Grudzień15 - 110
- 2021, Listopad21 - 64
- 2021, Październik22 - 105
- 2021, Wrzesień18 - 86
- 2021, Sierpień18 - 110
- 2021, Lipiec13 - 62
- 2021, Czerwiec16 - 78
- 2021, Maj23 - 95
- 2021, Kwiecień22 - 124
- 2021, Marzec19 - 95
- 2021, Luty10 - 38
- 2021, Styczeń14 - 63
- 2020, Grudzień15 - 27
- 2020, Listopad15 - 17
- 2020, Październik23 - 19
- 2020, Wrzesień21 - 77
- 2020, Sierpień16 - 82
- 2020, Lipiec18 - 77
- 2020, Czerwiec21 - 84
- 2020, Maj25 - 102
- 2020, Kwiecień28 - 220
- 2020, Marzec27 - 77
- 2020, Luty18 - 40
- 2020, Styczeń9 - 11
- 2019, Grudzień13 - 15
- 2019, Listopad13 - 12
- 2019, Październik22 - 47
- 2019, Wrzesień21 - 46
- 2019, Sierpień21 - 19
- 2019, Lipiec26 - 31
- 2019, Czerwiec27 - 17
- 2019, Maj35 - 48
- 2019, Kwiecień34 - 40
- 2019, Marzec34 - 49
- 2019, Luty29 - 44
- 2019, Styczeń36 - 162
- 2018, Grudzień16 - 22
- 2018, Listopad23 - 5
- 2018, Październik25 - 20
- 2018, Wrzesień21 - 24
- 2018, Sierpień25 - 57
- 2018, Lipiec26 - 59
- 2018, Czerwiec16 - 44
- 2018, Maj20 - 32
- 2018, Kwiecień23 - 66
- 2018, Marzec23 - 66
- 2018, Luty20 - 87
- 2018, Styczeń15 - 74
- 2017, Grudzień19 - 111
- 2017, Listopad12 - 46
- 2017, Październik24 - 49
- 2017, Wrzesień22 - 82
- 2017, Sierpień22 - 64
- 2017, Lipiec19 - 45
- 2017, Czerwiec21 - 60
- 2017, Maj24 - 171
- 2017, Kwiecień20 - 165
- 2017, Marzec17 - 73
- 2017, Luty11 - 46
- 2017, Styczeń17 - 84
- 2016, Grudzień14 - 48
- 2016, Listopad26 - 129
- 2016, Październik20 - 117
- 2016, Wrzesień26 - 103
- 2016, Sierpień37 - 179
- 2016, Lipiec32 - 278
- 2016, Czerwiec30 - 102
- 2016, Maj36 - 127
- 2016, Kwiecień36 - 139
- 2016, Marzec41 - 173
- 2016, Luty31 - 116
- 2016, Styczeń28 - 180
- 2015, Grudzień16 - 118
- 2015, Listopad21 - 82
- 2015, Październik32 - 98
- 2015, Wrzesień21 - 109
- 2015, Sierpień7 - 29
- 2015, Lipiec27 - 86
- 2015, Czerwiec32 - 71
- 2015, Maj25 - 168
- 2015, Kwiecień17 - 113
- 2015, Marzec16 - 88
- 2015, Luty9 - 90
- 2015, Styczeń4 - 22
- 2014, Grudzień19 - 192
- 2014, Listopad18 - 87
- 2014, Październik12 - 96
- 2014, Wrzesień20 - 85
- 2014, Sierpień13 - 26
- 2014, Lipiec12 - 78
- 2014, Czerwiec17 - 89
- 2014, Maj27 - 122
- 2014, Kwiecień17 - 122
- 2014, Marzec9 - 85
- 2014, Luty7 - 69
- 2014, Styczeń5 - 53
- 2013, Grudzień17 - 187
- 2013, Listopad15 - 117
- 2013, Październik20 - 137
- 2013, Wrzesień18 - 162
- 2013, Sierpień16 - 74
- 2013, Lipiec4 - 20
- 2013, Czerwiec12 - 98
- 2013, Maj15 - 55
- 2013, Kwiecień8 - 76
- 2013, Marzec8 - 100
- 2013, Luty5 - 56
- 2013, Styczeń7 - 147
- 2012, Grudzień5 - 38
- 2012, Listopad5 - 127
- 2012, Październik4 - 23
- 2012, Wrzesień4 - 27
- 2012, Sierpień10 - 32
- 2012, Lipiec10 - 23
- 2012, Czerwiec6 - 31
- 2012, Maj17 - 116
- 2012, Kwiecień19 - 106
- 2012, Marzec12 - 79
- 2012, Luty4 - 21
- 2012, Styczeń3 - 37
- 2011, Grudzień3 - 31
- 2011, Listopad13 - 135
- 2011, Październik15 - 121
- 2011, Wrzesień15 - 26
- 2011, Sierpień6 - 9
- 2011, Lipiec14 - 2
- 2011, Czerwiec13 - 83
- 2011, Maj12 - 78
- 2011, Kwiecień9 - 35
- 2011, Marzec2 - 3
- 2010, Listopad1 - 1
- 2010, Październik13 - 14
- 2010, Wrzesień4 - 9
- 2010, Sierpień3 - 3
- 2010, Lipiec6 - 4
- 2010, Czerwiec7 - 3
- 2010, Maj8 - 5
- 2010, Kwiecień9 - 10
- 2010, Marzec1 - 0
- 2009, Grudzień7 - 13
- 2009, Listopad8 - 16
- 2009, Październik11 - 5
- 2009, Wrzesień19 - 21
- 2009, Sierpień18 - 14
- 2009, Lipiec25 - 11
- 2009, Czerwiec7 - 16
- 2009, Maj5 - 12
- 2009, Kwiecień10 - 22
- 2009, Marzec10 - 10
- 2009, Luty5 - 0
- 2009, Styczeń5 - 12
- dystans 11.50 km
- czas 00:38
- średnio 18.16 km/h
- rower Zardzewiały Rower itp
- Jazda na rowerze
Zima (z Klu do przedszkola i EkoParku)
Poniedziałek, 17 grudnia 2018 · dodano: 23.12.2018 | Komentarze 1
Przyszłą zima, na placu zabaw przy przedszkolu buszują głównie ptakiKluska postanowiła więc narysować znak "Uwaga! Ptaki!", niestety uznała że ptaszek jej źle wyszedł i zaraz starła, więc nie mam fotki z gotowego dzieła.
W przedszkolu wystawa Mikołajków konkursowych
A po przedszkolu... na sanki za mało śniegu, ale jedziemy do EkoParku na jabłuszko!
Zjeżdżać, czy nie zjeżdżać? Oto jest pytanie
Raz kozie śmierć, jedziemy! Poza tym było turlanie itp. Jeśli myślicie, że mnie to ominęło, to się grubo mylicie, zostałem zmuszony i do zjeżdżania i do turlania się... po turlaniu tak mi się kręciło w głowie, że musiałem dłuższą chwilę poleżeć na śniegu, bo nie byłem w stanie wstać.
Ale krótki ten dzień
A poza tym trzeba zrobić dywizjon orzełków pod domem... albo jak kto woli chór aniołków, czy może stado motylków. Klu zrobiła ich dokładnie 20, ale następnego dnia dorobiła następne.
Iluminacja świąteczna na placu przed przedszkolem Kluski... w Żyrku na szczęście za dużo tego nie ma, poza kilkoma takimi jak poniżej głównie jakieś lampki zarzucone tu i ówdzie, oraz gwiazdki na latarniach. Najbardziej tandetny był renifer z saniami, ale w tym roku go nie ma (lub jest gdzie indziej), a niemal równie tandetne prezenty stoją gdzie indziej... tutaj ostały się te znośniejsze, a choinka miejska wygląda jak choinka.
No dobra, dzieciom to się podoba i latają dookoła tego i przez to... no, z wyjątkiem Kluski, która zamiast przez świetlne kaskady fontanny woli łazić po krzakach na klombach dookoła, gdzie ma swoje bazy, przez fontannę przeleci po drodze z jednej narożnej bazy do drugiej, bo tamtędy najkrócej.
Zima, zima i po zimie...
.
- dystans 28.50 km
- 8.00 km terenu
- czas 01:45
- średnio 16.29 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Ostatnie grzybobranie
Poniedziałek, 12 listopada 2018 · dodano: 13.12.2018 | Komentarze 5
- 13 podgrzybkówOczywiście nie grudniowe to grzybobranie, bo wpis jeszcze z listopada, tyle że opóźniony.
Czy są tu jakieś grzyby? Nie ma? Jest, tylko się dobrze schował... omal się o niego nie potknąłem.
Tydzień później też były grzyby, ale zamarznięte na kość... gwoździe można by nimi wbijać. Może bym się i skusił, ale pierwsze dwa które znalazłem były stare i niezbyt ładne, dopiero trzeci był niczegowaty sobie, ale jeden grzybek w barszcz to trochę mało... a już się ściemniało, więc nie miałem już czasu połazić i poszukać więcej.
A poza tym coraz bliżej święta, trzeba by zorganizować świąteczne przystrojenie... co tam teraz mamy na tapecie? Może borówek do przystrojenia koszyczka? E, nie to chyba nie te święta.
Dobra, chojaka jakiegoś trzeba by wyciachać... tylko jakieś takie wysokopienne i rzadkie. E, to może lepiej wyciągnąć z piwnicy polietylenowe drzewko, obrzuci się na bogato obzdóbkami, to nikt się nie pozna, a przynajmniej na wiosnę nie oblata.
To może tradycyjnie jakiś w sam raz na tę okazję kawałek z Wiecha? Tym razem pan Teofil Piecyk pokazujący jak się handluje choinkami - poniżej fragment, a całość tutaj, za tymi linkami: kartka 1, kartka 2.
- dystans 4.82 km
- czas 00:26
- średnio 11.12 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Jesienna Biblioteka
Czwartek, 18 października 2018 · dodano: 11.12.2018 | Komentarze 4
Jesienny wypad do parku w końcowej fazie choroby Kluski... jeszcze nie szła do przedszkola, ale już się na tyle dobrze czuła, że można ją było przewietrzyć, zwłaszcza przy takiej ładnej pogodzie. Choć trudno ją było z domu wyciągnąć, bo chciała się bawić w bibliotekę - w końcu zaproponowałem, że w parku otworzymy Jesienną Bibliotekę - filiię parkową nr 5, co prawie ją przekonało, a jak jeszcze dodałem że możemy pojechać poszukać skrzynki w ciuchci, to już nie było żadnych przeciw.Najpierw skrzynka - szybko i sprawnie znaleziona, potem logowpisy i odkładanie.
A potem pytanie czy mam wierszyk... wiadomo jaki! Dobrze, że przewidziałem tę sytuację i wziąłem odpowiedni tomik, a nawet dwa. Tak więc siedzimy i czytamy "Lokomotywę" Tuwima, a na dokładkę "Parowóz" Broniewskiego.
Złota jesień w parku.
Jesienna Biblioteka - filia parkowa nr 5.
W domu mamy taką zabawkową kasę ze skanerem... a jak tu wypożyczać książki, skoro nie można skanować kodu i pikać skanerem? No cóż, trzeba jak za Króla Ćwieczka na karteczce, a właściwie karcie bibliotecznej. Dobrze, że miałem kartkę i długopis (z dzieckiem trzeba mieć cały zapas przydasi na podorędziu), tak spisywaliśmy numerki z książek przy wypożyczaniu...
A lektur - Kot Simona (powiększenia po kliknięciu w fotki).
Z bibliotecznych odkryć i ulubionych lektur - taka oto fińska książeczka. To był pierwszy tomik, który wypożyczyliśmy, potem jeszcze czytaliśmy trzy kolejne i pozostał nam jeszcze jeden do wypożyczenia. Ten pierwszy najbardziej nam się podobał (tak, bo zarówno nam, jak i samej Klusce), co poznać było łatwo po tym, że najwięcej razy musieliśmy to przeczytać... może to dlatego że jako nowość, a może że w nim było najwięcej absurdalnego humoru (a w pozostałych już taki bardziej zwyczajny). Tak więc nasz ranking fajności jest taki:
1. "Tato, w studni nie ma wody!" - czytaliśmy coś między 6 a 10 razy
2. "Tato, kiedy przyjdzie święty Mikołaj?" i "Tato, popłyńmy na wyspę!" - czytane 3-4 razy
3. "Tato, pojedźmy na grzyby!" - 2 razy przeczytane
- "Tato, zbudujmy domek!" - jeszcze nieczytany, więc czeka na ocenę i swoje miejsce w rankingu
Ot, taka próbka - powiększenia też po kliknięciu
- dystans 36.79 km
- czas 02:21
- średnio 15.66 km/h
- temperatura 21.0°C
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Złotojesienna wycieczka nad Wisłę 2
Niedziela, 14 października 2018 · dodano: 17.12.2018 | Komentarze 2
WisłaWyszogród 260cm
Wychódźc 264cm
Kategoria mazowieckie, weekendówki
- dystans 81.68 km
- 14.40 km terenu
- czas 04:54
- średnio 16.67 km/h
- rekord 34.00 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Złotojesienna wycieczka nad Wisłę 1
Sobota, 13 października 2018 · dodano: 17.12.2018 | Komentarze 0
Kategoria mazowieckie, weekendówki
- dystans 48.40 km
- 1.70 km terenu
- czas 02:42
- średnio 17.93 km/h
- rekord 37.40 km/h
- temperatura 20.0°C
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Na grodzisko do Grodziska
Środa, 10 października 2018 · dodano: 11.10.2018 | Komentarze 2
Korzystając z ładnej pogody, robimy Klusce wagary w przedszkolu i ruszamy do Grodziska na grodzisko.Ale po drodze jeszcze znajdujemy skrzynkę kapslową. Ja robiłem za GPS i mówiłem "zimno", "ciepło"... a właściwie "ciepło", "gorąco" bo Kluska poszła jak po swoje, jeszcze chciałem podpowiedzieć żeby do pniaka podeszła z drugiej strony (bo z tamtej jest wepchnięta skrzynka), ale okazało się że z drugiej strony też da się wyciągnąć.
A na koniec trzeba się posilić kawą.
Docieramy na grodzisko i też zaczynamy od skrzynki (trzeba korzystać, że akurat nikogo nie ma). lavinka przy okazji wykonuje serwis skrzynki, a Kluska znajduje w niej białego konika.
A po skrzynkowaniu, pora na drugie śniadanie, czyli płatki z mlekiem.
No, teraz można zwiedzić grodzisko i obejść je wałem.
Lokalne maksimum zdobyte.
Obrywanie bocznych gałązek z badyla, żeby zrobić z niego porządny patyczek.
A teraz idziemy na drugą stronę grodziska, żeby poczytać tablice - my idziemy przez grodzisko...
- "Ej tata, sybciej"!
A lavinka naokoło.
Czytanie tablic o grodzisku itp. mam je obfocone trzy lata temu - na dole tego wpisu.
I dalczy ciąg rozwałki przy grodzisku (tylko z drugiej strony) i zabawa konikiem z kesza, Kluska zrobiła mu stajnię i narwała świeżego sianka.
Tu cień konika je źdźbło trawy, poza tym odblask od obiektywu.
Potem jeszcze podjeżdżamy na urządzony niedawno po sąsiedzku skwerek.
Amfiteatr trzeba obiec
Kluska zarządziła seans filmowy, kazała nam wybrać film, bo ma duży wybór, wszystkie filmy na świecie i możemy wybrać sobie jaki chcemy pod warunkiem że będzie to "Piratki z Karaibów". Oto Kluska odgrywa ten film.
Ścieżka edukacyjna, podobna do tej, co mieliśmy okazję odwiedzić w Nadleśnictwie Radziwiłłów, ale na szczęście tablice są inne, nie ma powtórzeń. Kluska bardzo lubi tego typu obrotowe tablice.
Górki... tylko dlaczego nie tworzą modelu grodziska, hę?
Na trawie (zwłaszcza na górkach) babie lato.
W końcu zwijamy się i jeszcze podjeżdżamy obejrzeć mural nawiązujący tematycznie do grodziska.
Fotka z dziećmi
I z kurą... Kluska twierdzi że to Kura Adela (bohaterka jednej z książek, które wypożyczała z biblioteki). Kluska ją głaszcze i karmi.
O, znaleźliśmy tabliczkę.
No i pora wracać, powrót przy coraz niżej schodzącym słońcu. Jak dotarliśmy do domu, to Klu zaraz zasiadła do rysowania, narysowała więc prawie zachodzące słońce, białego konika i siebie w czerwonej sukience. A na dole certyfikat znalazcy kapslowej skrzynki.
Kategoria mazowieckie
- dystans 50.29 km
- 5.00 km terenu
- czas 03:07
- średnio 16.14 km/h
- rekord 36.70 km/h
- temperatura 21.0°C
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
53. Złaz Harskiego
Niedziela, 7 października 2018 · dodano: 08.10.2018 | Komentarze 7
Trochę jestem do tyłu z wpisami na bikestatsa - drugi dzień wyjazdu nad Pilicę, dwa wypady do lasu na kanie, prace na cmentartzu wojennym w Joachimowie-Mogiłach... i różne drobnostki. Zatem zaczynam od tyłu i od najnowszej wycieczki, czyli Złazu Kampinoskiego.Etap 1 - rowerowo-pociągowy:
Żyrardów - Warszawa Włochy
Dwa tygodnie temu została otwarta linia kolejowa Grodzisk Mazowiecki - Warszawa Zachodnia, remont się nie skończył, na peronach totalna rozpierducha, tunele nie są pokończone, po drodze oglądamy gdzie co i jak wygląda, jak się dostać na perony kolejnych stacji, jakie są utrudnienia w pobliżu torów (np. budujący się tunel drogowy w Pruszkowie).
Co ciekawe trasę pokonujemy ekspresowo - 689 km w 44 minuty, czyli mkniemy z prędkością średnio 940 km/h, a że po drodze sporo stacji, więc z pewnością musi wyciągać powyżej 1000km/h. Co się dziwić, Impulsy to obecnie najszybsze pojazdy szynowe z tych całkowicie polskiej produkcji, a właśnie jeden z Impulsów Kolei Mazowieckich bił rekord na CMK w 2015 roku.
Wejście na perony we Włochach.
Etap 2 - rowerowy
Warszawa Włochy - Blizne - Stare Babice - Lipków - Truskaw - Polana Pociecha
Przejmujemy Kluskę od babci i wujka, po czym dobijamy do Lazurowej i wzdłuż niej nowymi ddrk-ami tniemy do Górczewskiej... czymś takim jedzie się szybko, przyjemnie i bez kombinacji (po żyrardowskich śmieszkach rowerowych jest to czysta przyjemność). No i mieliśmy z wiatrem (potem miejscami z bocznym, ale generalnie bardziej pomagał niż przeszkadzał).
Niestety tutaj drogi rowerowe się kończą i musimy bez nich się przebić przez skrzyżowania nad S8, a potem bocznymi uliczkami, oraz ul. Hubala na Stare Babice. Ponieważ Kluska zaczyna domagać się jedzenia, zatrzymujemy się na drugie śniadanie - najpierw rzut okiem na model masztu Transatlantyckiej Centrali Radiotelegraficznej (10 takich, tylko dużo większych masztów stało w miejscu obecnego Lasu Bemowskiego).
Rzut okiem i obiektywem na kościół, część rodziny lavinki pochodziła właśnie z terenu parafii Stare Babice (ale w czasach, gdy jeszcze nie było pocisków wmurowanych w ściany tego kościoła).
A następnie popas na przyjemnym skwerku za urzędem gminy.
Po czym jedziemy dalej - ponieważ jest już blisko, a mamy zapas czasu, kolejny postój przy pomniku obok pętli autobusowej w Truskawiu. Fotka na czołgu musi być (nawet jeżeli jest to tylko lufa czołgu), a przy okazji znajdujemy tutaj dwie skrzynki (bo bawimy się w geocaching w dwóch serwisach). Skrzynki są co prawda mikro, ale w miarę łatwe, toteż co prawda zabawy z wymianą fantów nie ma, ale zabawa z szukaniem, wpisami i odkładaniem jest.
No i docieramy na miejsce startu - parking w rejonie Polany Pociecha, ponieważ prowadzących trasę dziecięcą jeszcze nie ma, to instalujemy się przy pobliskich wiatkach na trzecie śniadanie. Przy okazji Kluska zaczyna czyścić daszek z igiełek.
Ponieważ na pamiątkę każdych prac, inwestycji jest tabliczka o wykonawcy, inwestorze, funduszach... to Kluska też węgielkiem wykonuje podpis wykonawcy częściowego odiglenia dachu.
Etap 3 - pieszy (6.93 km)
Polana Pociecha - Ćwikowa Góra - Karczmisko - Truskaw - Polana Pociecha
Wreszcie zbiera się grupa i ruszamy na trasę . Idziemy najpierw zielonym szlakiem na zachód, po chwili odbijamy od brukowanej drogi, potem dobijamy do czarnego i czerwonego szlaku, następnie zaś skręcamy w lewo na czarny szlak, którym docieramy do Truskawia i od pętli niebieskim wracamy na polanę na ześrodkowanie złazu.
Dwie dziewczynki się namawiają, że będą przewodniczkami i faktycznie ostro ruszają do przodu, Kluska by chętnie do nich dołączyła, ale jesteśmy za daleko, , na szczęście zaraz jest odbicie szlaku, gdzie muszą się zatrzymać i poczekać na grupę, a potem jak wycinają to Kluska też rusza z nimi i od tej pory całą trasę będą hop siup do przodu. Kolejny krótki postój (aż się zejdzie trasa) przy węźle szlaków, gdzie dołącza czarny i czerwony.
Klub Małej Przewodniczki.
O urbeksik... niestety nie da się wejść do środka, bo strasznie dużo śmieci.
Ruszamy dalej.
Dziewczyny tak załoiły, że my z wywieszonymi ozorami musieliśmy rypać za nimi... zwłaszcza my z rowerami (bo dla piechurów to był tylko szybki spacer), nie nastawialiśmy się na takie tempo pchania przez wydmy, toteż troszkę się zasapaliśmy... no i słusznie, dzięki temu nudnawy lajcik, wcale nie był lajcikiem, tylko solidną przebieżką.
Kolejny, tym razem większy postój na rozstaju szlaków, gdzie odbijać będziemy czarnym. Kawa, herbatka i deser pomiędzy trzecim a czwartym śniadaniem (bo nie zdążyliśmy jeszcze zgłodnieć).
Mini zapoznanie i częstowanie ciastem, przy czym dorośli dostali tylko po pół kawałka, bo ze względu na wyjątkowo ładną pogodę frekwencja przerosła oczekiwania prowadzących.
"Jak lusymy, to my sybko do psodu!"
"O, chyba lusamy"
"No to w długą!" (dziewczyny znaczną część trasy przebyły biegiem)
Do dziewczyn jeszcze dołączył chłopiec na rowerze, z tym że jak Kluska narzuciła tempo, to najmłodsza i najmniejsza dziewczynka (zresztą prowodyrka przewodnikowania) trochę nie nadążała... za krótkie nóżki. To był jak na razie najdłuższy odcinek marszowy, więc w połowie trasy niestety odpadła.
Kolejny punkt zborny, to plac zabaw na końcu Truskawia. My znowu w czołówce, ale że tym razem względnie długi odcinek, to zanim ostatni uczestnicy dotarli, to sporo czasu minęło. Zresztą nie było co się spieszyć, dzieciaki pobawiły się na placu, a ognisko nie zająć, nie ucieknie. A poza tym przerwa na czwarte śniadanie.
Ostatni odcinek był niestety najbardziej uciążliwy, najpierw asfaltem do pętli, a potem szutrówą na miejsce startu i zakończenia. Dzieciaków nie mogliśmy więc luzem puścić przodem, bo sporo samochodów jeździło w te i we wte, trasa mało urozmaicona ot. nudna prosta i zakurzona droga... trochę więc zaczynały marudzić, ale akurat trzech chłopaków, którzy wcześniej byli w środku trasy, teraz szło z nami na czele, więc można było podkręcić tempo by szybciej pokonać ten odcinek - "Hej, chłopaki was wyprzedzili, nie dacie się chyba?", a potem do chłopaków - "Co tak marudzicie, że dziewczyny zostawiły was z tyłu?".
No i ześrodkowanie na polanie z ogniskiem, jak zwykle sporo znajomych z koła jak i stałych uczestników rajdowych.
Obiad!
Rysia trzeba nakarmić kiełbaską.
A dzieciaki świetnie się bawiły, zwłaszcza że dorośli im nie przeszkadzali, nie było znanych z placów zabaw tekstów "Nie biegaj bo się spocisz", albo "Nie siadaj na ziemi, bo się pobrudzisz"... o tarzaniu się po ziemi, czy rzucaniu liśćmi, albo włażeniu na drzewa nie wspomnę.
Zwała! Nie ma to jak stare, dobre, eskapebolskie zabawy.
Etap 4 - rowerowy
Polana Pociecha - Truskaw - Lipków- Stare Babice - Blizne - Warszawa Ursus
Trudno było zgarnąć Kluskę, zresztą nie mieliśmy do tego serca i zebraliśmy się dopiero gdy zaczęło się ściemniać, żeby choć kawałek pokonać jeszcze w świetle dnia. Trasa mniej więcej taka sama jak w tę stronę, tylko bez większych postojów (no może na granicy Warszawy, by uzupełnić Klusce prowiant w foteliku, bo wszystko zeżarła).
Tym razem jedziemy na stację do Ursusa, wybraliśmy ten kierunek jako wypadkową możliwości w miarę sensownego dojazdu i wbicia się na stację (Ursus Niedźwiadek jako nowa stacja uniknął totalnej rozpierduchy)... a poza tym chcieliśmy jeszcze jedną, większą skrzynkę po drodze znaleźć. Kluska już w Ursusie zaczęła nam przysypiać, ale podczas szukania skrzynki skutecznie się rozbudziła. Pod wieczór wiatr się wzmógł, ale też i wykręcił, toteż mieliśmy z wiatrem który bardzo pomagał (tylko przy Ursusie Północnym przez chwilę musieliśmy rypać pod wiatr).
Etap 5 - rowerowo-pociągowy
Warszawa Miś - Żyrardów
Warszawa Ursus Niedźwiadek, ulubiona stacja Kluski (ze względu na Misia), na którą mówi Warszawa Miś. Tam nie ma kasy, ale okazało się że nie ma też biletomatu Kolei Mazowieckich (jest tylko ZTM). No cóż, trzeba kupić u konduktora, a zatem trzeba wsiąść bardziej z przodu (w zasadzie regulamin mówi o pierwszych drzwiach, ale mamy się zamiar wbić tam gdzie jest rowerowy). ponieważ wbicie się z doczepką Whehoo do pociągu też chwilę trwa, a Kluska jest dosyć duża, to ustalamy że ona wsiada osobno, lavinka ze swoim rowerem, a ja ze swoim i doczepioną przyczepką (a lavinka ciepnąwszy rower w środku pomaga mi z przyczepką).
podziewaliśmy się że wjedzie impuls lub kibel (EN57), a tu... wjechał piętrus i to lokomotywą do przodu! Miejsce na rowery jest na samym końcu w wagonie sterowniczym, a pociąg dosyć długi trzeba by biec na koniec peronu i to z Kluską. Z drugiej strony żeby kupić bilet, powinniśmy wsiąść bardziej z przodu... eee, bo zaraz odjedzie bez nas, ładujemy się tu gdzie stoimy, a potem pomyślimy.
Kluska zajęła strategiczne miejsce na pięterku, a my upychaliśmy rowery tak, żeby inni ludzie mogli się przepchnąć do wyjścia. Wychodziło nam że na szczęście do grodziska wszystkie perony będą po lewej stronie, a potem wszystkie po prawej. No dobra, jak musiałem zostać pilnować rowerów by się nie przewróciły (zasadniczo były zaklinowane, ale ktoś przechodząc mógł przewrócić), ale co z biletem... trzeba by wysłać lavinkę, samą lub z Kluską. Ale w tym momencie przechodził konduktor i udało się kupić bilet (nawet nie zająknął się, że nie poszliśmy do niego po bilet, ani na temat na wpół zablokowanego przejścia... to już jednak nie jest stare PKP).
W ogóle bajzel był niezły i bez nas, bo system nie ogłaszał stacji Pruszków, tylko od razu Parzniew. Jakaś babinka wysiadła myśląc, że teraz będzie Brwinów, na peronie się zorientowała że coś jest nie tak i pyta konduktora co to za stacja, a ten że dopiero Parzniew. Potem jak miał być Brwinów, to znów ogłaszał Parzniew (to chyba dlatego, że jak dwa tygodnie temu uruchamiali tu ruch, to początkowo pociągi miały się nie zatrzymywać w Pruszkowie, ale w ostatnim momencie jednak uruchomili pół peronu... ale w rozkładzie w pierwszych Pruszków nawet nie figurował, za to pociągi odjeżdżały 2 minuty wcześniej lub później).
W Grodzisku było szybkie przestawianie rowerów na drugą stronę, bo okazało się że tak wjechał z perony, że już tu jest z prawej strony... a jakiś pan chciał akurat tu wysiąść, potem się okazało że Ukrainiec, gdy chciał nam pomóc wyjśc z rowerami, ale wytłumaczyliśmy że jedziemy dalej, tylko robiliśmy dojście do drzwi.
Na szczęście niezbyt dużo ludzi wsiadało i wysiadało, po jednej, góra dwie osoby. Dopiero w Żyrardowie więcej się szykowało do wyjścia i utworzyła się kolejka (w tym je, bo zablokowaliśmy kompletnie pomost szykując rowery do wyrzucenia ich na zewnątrz. Zresztą pasażerowie podeszli do tego z pełnym zrozumieniem, marudząc tylko na kolej, że podstawiają składy jak do pociągów przyspieszonych (piętrusy zwykle jako takie jeżdżą), a zatrzymują się na każdej stacji jak zwykły osobowy, tymczasem Wiedenka i Bolimek sa w takich godzinach, ze nijak człowiekowi nie pasują.
W Żyrardowie na szczęście już nie zrobił nam psikusa i choć wjechał na środkowy peron, to jednak peron był zgodnie z przewidywaniami po prawej stronie. Sprawnie się wyładowaliśmy... dobrze tylko że w tym zamieszaniu nie zapomnieliśmy o Klusce. Tak na marginesie, widzieliśmy że nie tylko my rowery wpakowaliśmy na pomost środkowego wagonu. No i myk ostatnie dwa kilometry do domu. Ufff, jednak podróż koleją często wiąże się z dodatkowymi przygodami, nie ma czasu na nudy.
Kategoria mazowieckie
- dystans 47.31 km
- 11.10 km terenu
- czas 02:42
- średnio 17.52 km/h
- rekord 37.20 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Do Joachimowa-Mogił pomachać łopatą
Sobota, 6 października 2018 · dodano: 09.10.2018 | Komentarze 3
Dziś ruszyliśmy do Joachimowa-Mogił na kompleks cmentarzy z I wojny, pomóc Łukaszowi przy pracach porządkowych. Start był zapowiadany na godzinę 10, ale zanim się zebraliśmy, zanim dojechaliśmy (mieliśmy pod wiatr), to była 11. Na miejscu spotkaliśmy tylko Augusta (który również rowerem, tylko miał trochę bliżej)... a więc znów rowerzyści wyprzedzili ekipy zmotoryzowane.Zaczęliśmy więc od fajrantu i drugiego śniadania (i tak planowaliśmy właśnie taki początek prac).
W końcu przyjechał Łukasz (spóźnił się, bo rano dopadła go niespodziewana robota), zdziwił się że w ogóle ktoś dziś przyjechał, toteż miał trochę za mało narzędzi ze sobą... ale August podskoczył do znajomego mieszkającego w pobliżu po dodatkową łopatę i mogliśmy ruszyć z pracami.
Wcześniej trwało trochę prac porządkowych, koszenie, grabienie, sprzątanie itp. Teraz jest nawieziona ziemia, do nadsypania i rekonstrukcji kopca. Dziś zajęliśmy się rozplantowanie i uformowanie jej na brzegach we fragment wzorcowy, żeby potem było wiadomo jak trzeba dalej robić.
Pewnie się jeszcze pojawimy parę razy, bo Łukasz zapowiada że co sobotę od 10-ej będą trwały prace.
- dystans 97.45 km
- 14.00 km terenu
- czas 05:50
- średnio 16.71 km/h
- rekord 47.20 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Światowy Dzień Turystyki i Odpustów 2
Niedziela, 30 września 2018 · dodano: 17.12.2018 | Komentarze 0
krzaki - Studzianna/Poświętne - Mysiakowiec - Rzeczyca - Sierzchowy - Cielądz - Regnów - Wólka Lesiewska - Julianów Raducki - Raducz - Jeruzal - Studzieniec - Żyrardów (MAPA) Kategoria łódzkie, weekendówki
- dystans 106.25 km
- 11.00 km terenu
- czas 06:32
- średnio 16.26 km/h
- rekord 35.20 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Światowy Dzień Turystyki i Odpustów 1
Sobota, 29 września 2018 · dodano: 03.10.2018 | Komentarze 3
Żyrardów - Studzieniec - Jeruzal - Esterka - Raducz - Rossocha - Boguszyce - Krzemienica - Czerniewice - Spała - Konewka - Królowa Wola - Inowłódz - krzaki (MAPA)Pogoda na weekend zapowiadała się sensowna, wiatr w sobotę północny, a w niedzielę południowy, czyli idealnie żeby uderzyć na południe, a następnego dnia wracać. Tak więc wstępnie zaplanowaliśmy dwudniówkę nad Pilicę... w międzyczasie okazało się, że właśnie tam będzie szereg imprez z okazji Światowego Dnia Turystyki, na które huann rozwoził pieczątki i paszporty. Jako że raczej unikamy wszelkich imprez, zaczęliśmy się zastanawiać czy aby nie uderzyć jednak gdzie indziej... ale żal było idealnego wiatru, poza tym okazało się, że jest szansa spotkać się na miejscu z huannem i Moniką (to był dloa odmiany argument, żeby jednak tam pojechać). No to raz kozie śmierć (aczkolwiek w tym przypadku raczej żubrowi), jedziemy!
Prognozy mniej więcej się utrzymały i sprawdziły, choć początkowo wiatr był raczej zachodni, północno-zachodni i dopiero potem wykręcał na północny, na szczęście z rana był słaby, a jak zaczął się wzmagać to już raczej pomagał. Początek to nabycie pieczywa na rynku i wyjazd z miasta ruchliwą (nawet tak rano) szosą w kierunku na Skierniewice i Puszczę Mariańską, a potem odbicie na bocznej asfalty... za Studzieńcem okazuje się, że ostatni na tej trasie gruntowy odcinek wyasfaltowali! Super, a dalej okazało się że jeden z bardzo zniszczonych i wertepiastych asfaltów też wyasfaltowali na nowo... niestety dalej jest już typowy asfalt mazowiecki, ale i tak trasa się poprawiła.
Po drodze energia wiatrowa i biogenerator... wiatraki dopiero zaczynały ruszać, na początku dwa, a potem kolejne.
Udało się też znaleźć kilka kań - jedną na cmentarzu, a dwie jak udałem się w krzaczki. Tę drugą miejscówkę zapamiętałem, żeby ewentualnie zebrać grzyby w drodze powrotnej.
Początkowo tniemy tylko z krótkimi postojami na odpoczynek - miejsca odwiedzone wcześniej, pierwszy postój na zwiedzanie w Krzemienicy pod późnogotyckim kościołem, który akurat przechodzi remont.
W pobliżu kapliczka z datą 1635, też po renowacji i rekonstrukcji - zachował się postument i górna część która stała bezpośrednio na nim (bez kolumny). Tak więc teraz fragmenty są nowe, a fragmenty stare.
Daliśmy się zmonitorować
Tutaj kolejna kapliczka, która była w podobnym stanie (bez kolumny) i podobnie została zrekonstruowana.
Słonecznikowe pola.
Kościół w Czerniewicach, ten za to świeżo po remoncie
Stąd już prosto przez las do Spały (asfaltami, tylko krótki kawałek gruntówy), przejeżdżając obok stacyjki Spała, dostrzegam, że... stoi tam szynobus, a właściwie połączone dwa (SA135 Przewozów Regionalnych, ostatnio takim tylko Kolei Mazowieckich jechaliśmy z Tłuszcza, różnica jest taka że tamten miał jedną parę drzwi, a ten dwie i nieco inaczej rozplanowane wnętrze.
Zdziwko jest, bo tędy nic regularnie nie jeździ - jest to końcowa stacja linii odbijającej tu z Tomaszowa (raptem 8,5km). Na stacyjce znaleźliśmy rozkład jazdy, ale okazało się że tona dożynki dwa tygodnie wcześniej (dożynkowy rozkład jazdy), o dzisiejszym kursie nic tu nie było. W ogóle jak byłem tu z huannem 10 lat temu, to wtedy nawet okazjonalnie chyba nic nie jeździło, bo tory już ładnie zarastały.
Pewnym problemem było znalezienie skrzynki w pobliżu torów - najpierw pojechaliśmy do Spały, a potem przejeżdżając tędy ponownie stwierdziliśmy że nadal szynobusy stoją. Rzuciliśmy okiem do kabin maszynisty i wydawało nam się że nikogo tam nie ma. Podjechaliśmy więc już spokojnie w miejsce ukrycia skrzynki, ale na wszelki wypadek maskowaliśmy nasze poszukiwania robieniem zdjęć itp.
A teraz Spała. Jak podjechaliśmy do Spały pod Informację Turystyczną, to obok w stojaku rowerowym stały dwa przypięte rowery w tym... znajoma Meridzia. No dobra rower znaleziony, a gdzie jest huann? Dryndnęliśmy i okazało się że siedzą w karczmie przy kawie, ale niedługo będą. No to czekając pobraliśmy z IT paszporty które huann kilka dni wcześniej rozwoził (pełna nazwa to Paszport Wojewódzkich Obchodów Światowego Dnia Turystyki na Ziemi Tomaszowskiej) i pobraliśmy do niego po dwa stempelki spalskie (pani już wiedziała gdzie jest na nie miejsce w paszporcie i szybko je tam przybiła, bo zanim my byśmy znaleźli...).
Poza tym ja tradycyjnie przybiłem pieczątki na mapie, a lavinka w notesie... i nie tylko te z okazji, ale też standardowy spalski, jaki pani tam miała.
W międzyczasie przyszła jakaś pani, żeby też wbić pieczątki i zagaiła:
- Turyści? O tam, gdzie jest namiot "łódzkie promuje" zaraz ma być leczo, bo w końcu muszą nam dać jeść! - widocznie pani też turystka i trafiła t z okazji ŚDTnZT.
Też przypięliśmy obok rowery i poszliśmy jeszcze na tyły budki obejrzeć kościółek.
Z kościółkiem miałem pewien problem by ustalić co i jak... są więc informacje że kościół zbudowano w 1923 roku (określany czasem jako kaplica), a kolejne że obok w 1992 roku wybudowano kościół polowy... problem w tym, że w obu przypadkach znaleźć można zdjęcia tego samego kościoła ze zdjęć powyżej, na miejscu też jest tylko jeden. Więc jak to jest?
Obok jest jakiś budynek, mi wyglądał na plebanię, ale kto wie, może to któryś z nich...
W końcu udało mi się poukładać informacje, bowiem "letni kościół polowy", to określenie nieco na wyrost, zwłaszcza informacja o budowie jest myląca. To po prostu placyk z ławkami i kapliczką, która chyba jest ołtarzem. A że na tyłach jest kościół z 1923, stąd wydaje się ze zdjęć, że to o tamten chodzi.
Gdy wróciliśmy do rowerów, była już ta Monika, ale dla odmiany huann poszedł nas szukać. W końcu jak się wszyscy zebraliśmy, poszliśmy na to wspomniane leczo, które już było rozdawane.
No, całkiem niezła porcja leczo, ale myślę że samotrzeć byśmy dali mu radę - znaczy ja, huann i Kluska (ale nie teraz, za rok, bo Kluska nie lubi teraz leczo, ale mówi że będzie lubić jak będzie miała 7 lat).
Takie miny, huann bo porcja za mała, a lavinka bo nie lubi leczo... i z bólem serca musiałem zjeść jej porcję.
Spotkanie było krótkie, bo huann z Moniką jechali teraz na Inowłódz, a my najpierw jeszcze chcieliśmy pofocić w Spale, potem pojechać do Konewki, a na koniec dopiero do Inowłodza, tak więc się pożegnaliśmy
Wieża ciśnień
Fundamenty pałacu carskiego, które można obecnie najłatwiej namierzyć po ciuchci. Na fotopolska jest sporo zdjęć pałacu i można zobaczyć jak wyglądał.
No i pomnik żubra... ustawiony pierwotnie pod Białowieżą Obecnie stoi tam kopia) po większej strzelaninie leśnej, podczas której sam car Aleksander II zamordował ponoć 10 żubrów.
Niestety sporo ludzi dziś się tu kręciło, każdy robił sobie słit focie, toteż już samo zrobienie zdjęcia żubra bez nikogo wymagało od nas cierpliwości... tym razem więc na żubra nie właziłem, może następnym razem, a może wtedy już Kluska będzie włazić a nie ja (trzecie pokolenie).
A tu fotka sprzed dziesięciu lat.
A tu zdjęcia mojego taty (dowcip polega na tym, że najpierw ja sobie strzeliłem fotę na żubrze, a potem wyszperałem poniższe fotki).


Oglądamy jeszcze kilka budynków z czasów carskich - wozownia
Koszary... co prawda tylko kozaków, więc może i bez wariag zaliczyłby nam gminę, ale wolimy nie ryzykować.
Jedziemy na Konewkę (z szukaniem skrzynki na stacji po drodze, o czym już pisałem). Z paszportem zwiedzanie schronu kolejowego jest dziś za darmo, a pani widząc co wyjmuję mówi:
- Strona dwadzieścia sześć - i faktycznie tam jest opis Konewki i miejsce na pieczątkę, do mapy wbijam też dwie inne które tu standardowo mają.
Mały czołg porucznika Grubera... niestety w pelerynce przeciwdeszczowej.
Kiedyś tu byłem z huannem, ale tylko rzuciliśmy okiem z zewnątrz, decydując się że zwiedzimy drugi, ale niezagospodarowany, opuszczony schron kolejowy w niezbyt dalekim Jeleniu. Tak więc dziś nadrabiałem zaległości. Początek schronu zajmuje wystawa wszelakiego żelastwa militarnego itp. ale że schron jest długi, to dalej w głębi już ich nie ma.
Aha, w Polsce są cztery takie schrony kolejowe i występuję parami - Konewka i Jeleń, oraz Strzyżów i Stępina. Trzy są wybudowane na powierzchni, a ten w Strzyżowie to tunel wydrążony w górze - zresztą w nim byłem i miałem okazję nawet pojeździć w nim na rowerze, tutaj wpis o bunkrze w Strzyżowie.
Jest za to fragment z odsłoniętym torowiskiem (na większości jest przykryte dechami).
Tunel techniczny biegnący równolegle wzdłuż głównej, kolejowej części schronu, nieco zalewany... z niego są wyjścia na zewnątrz, ale obecnie zamurowane i niestety okazuje się że aby wyjść, trzeba się cofnąć do samego początku (jest też drugie wyjście, ale odkrywamy je poniewczasie).
A oto i schron z zewnątrz.
Jedno z bocznych wejść.
A to budynek hydroforni i zbiorników wody.
O, znalazłem skrzynkę i pojemnik na logbook... chyba.
A to budynki elektrowni, filtrów, wentylatorów, kotłowni...
Tu trafiamy do kanałów technicznych
No i gdzie wyleźliśmy?
No tak, to jest to tajne wyjście z bunkra kolejowego
Kochbunker (zdaje się że przeniesiony z Widzewa), oraz mobilna przyczepa dowództwa.
Oraz taka fotka sprzed dziesięciu lat i teraz.
Jedziemy na Inowłódz i po drodze spotykamy huanna z Moniką rypiących do Tomaszowa na pociąg (mówią, że zajrzeć na Konewkę już nie zdążą), krótka chwila na pogaduchy i każdy jedzie w swoją stronę.
W Inowłodzu zaczynamy oczywiście od romańskiego kościoła św. Idziego.
Z widokiem na Pilicę... choć samej rzeki niewiele widać spomiędzy krzaków.
Jedziemy do drugiego, nowszego kościoła, gdzie udaje mi się naliczyć cztery wmurowane pociski.
A stamtąd na zamek. O ile pamiętam, to chyba nie udało mi się zwiedzić wcześniej ruiny, gdy byłem chyba już trwała budowa i ruina została przebudowana do obecnego stanu. Z zewnątrz i na dziedzińcu wygląda nawet całkiem całkiem, ale wnętrza mi do gustu nie przypadły, zbyt nowocześnie urządzone i wykończone, nawet nie udają średniowiecznego zamku, na przykład podłogi wyłożone kafelkami w salach i na tarasach (dziedziniec na szczęście wybrukowany), a mogli przecież jakiegoś klinkieru użyć.
Również pieczątek nie udaje się zdobyć - ciężko ocenić które pomieszczeniu szukać obsługi (w tym najoczywistszym, za drzwiami pod tabliczką IT nikogo nie ma), ponadto nikt ze spotkanych osób nie wygląda na obsługę... no cóż, jesteśmy w ostatniej godzinie otwarcia zamku, to prawie jak po fajrancie. Aż tak bardzo na pieczątkach nam nie zależy, żeby wszystkich po kolei zaczepiać i pytać czy są operatorami pieczątek, zbieramy je niejako tylko przy okazji.
- Jaki współczesny serial historyczny był tu kręcony?
- ???
- Panie Kazimierzu, gdzie pan takie ładne króliki dostał?
- Szwagier mi dwa z Czech przywiózł, 50 halerzy za króla.
- Daj pan na wystawę, sukces murowany.
- Bardzo proszę nie podpowiadać!
- "Kazimierz - król który został mularzem".
Zahaczamy też o synagogę, w której uzupełniamy zapasy pieczywa, a przy okazji zwiedzamy wnętrza.
Rzucamy jeszcze na galerię Manufakturę Simcinów, którą polecał huann... niestety ok. 18-ej wszystko na rynku jest już pozamykane na głucho. Swoją drogą, tutaj galeria chyba niedawno się przeniosła, wcześniej była po drugiej stronie Pilicy, w części Inowłodza o nazwie Simcinów właśnie.
A huann, który miał okazję zajrzeć do galerii, wspominał że ponoć Simcinowie to według legendy były jakies bliżej nieokreśone istoty żyjące nad Pilicą, takie miejscowe trolle... ciekawe tylko, czy to autentyczna legenda, czy wymyślona na potrzeby galerii. Tak czy inaczej, oto fotka Simcina z Simcinowa.
Przejeżdżamy przez Pilicę i ruszamy dalej drogą wojewódzką w kierunku Opoczna... i tu miłe zdziwko, wzdłuż szosy biegnie taki miły asfalcik rowerowy, do tego nijak nieoznaczony więc jak kto ma ochotę zasuwać szosą, to kodeks drogowy tego nie zabrania (choć chyba tylko najbardziej zatwardziali szosowcy nie skuszą się na tę nieusankcjonowaną znakami ddr-kę. Powoli zapada zmrok, ruch na szosie spory, więc my z przyjemnością korzystamy z asfalciku (oj, taki by się przydał u nas z Żyrka przez las).
Niestety kończy się wraz z granicą Spalskiego Parku Krajobrazowego, dalej na Opoczno trzeba rypać szosą, czasem tylko chyba można jakimiś serwisówkami... ale trzeba uważać, bo czasem się kończą ślepo i trzeba się wracać, albo przebijać się przez rów, a może i barierki. Ale to u nas częsty problem, że nawet jak jest fajna ddr-ka, to urywa się ni w pięć, ni w dziesięć, a pociągnęli by jeszcze kawałek do pierwszej wsi za torami, to można by dalej pojechać wygodnie bocznymi asfaltami.
My na szczęście tutaj i tak odbijamy w las, ale wiemy na przyszłość, że dalej niestety nie ma na co liczyć.
No i co? Wbijamy się gdzieś w krzaki, rozbijamy namiot, kolacja i lulu.
Kategoria łódzkie, >100, weekendówki





