teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124075.40 km z czego 18790.55 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 117.50 km
  • 8.30 km terenu
  • czas 07:17
  • średnio 16.13 km/h
  • rekord 41.80 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

W poszukiwaniu Marianów

Sobota, 5 maja 2018 · dodano: 07.05.2018 | Komentarze 8

Przy wielu drogach zostały już tylko pieńki, ale jeszcze tu i ówdzie nie wycięli drzew i można jechać przyjemnie zacienioną drogą.



Najpierw jedziemy do grodziska w Dzwonkowicach... hmmm, grodziska wczesnodożynkowe?



Już prawie się dopchaliśmy



Jest i Rawka, jest i grodzisko... lecz o tej porze już go z daleka nie widać, ot kępa drzew.



Rozwałka nad Rawką



A tymczasem łąki rozkwiecone - skalnica ziarenkowata





Jaskry




Kuklik zwisły



Tam gdzie kaczeńce lepiej uważać, żeby nie wpaść w błoto lub wodę



W krzakach przy grodzisku trzmielina pospolita



Zaś nad Rawką kwitną trawy



Rzut obiektywem na niebo




Dalej ruszamy kładką i skrótem na drugą stronę Rawki do Starej Rawy. Ten krzak przy kładce, to chyba kalina koralowa, ale głowy nie dam.





ścieżką przez łąki, teraz gdy roślinność jest wyższa, to jest ładnie wydeptana, ale wczesną wiosną można ją zgubić... zwłaszcza gdy się idzie nią pierwszy raz, co nam się właśnie kiedyś zdarzyło






Rzeżucha jakaś, czy co...



Do Marianów jesteśmy na dobrej drodze... od 1 do 7, no nam wyszło w sumie 3. A na górze portret Pana Marian przerzucającego łopatą trójkąty z jednej kupki na drugą.



Dwór Wilkowice






Gorzelnia przydworska



Widoczki z rzepakiem i farmą wiatrową... sraty taty, taka ona niby wiatrowa, a olejem rzepakowym napędzana!




Żwirownia po drodze



Żelazna - kościół i nagrobki przykościelne











Dwór tamże i zabudowania przydworskie



Chałupka w Byczkach. Tabliczka adresowa wzbudziła w nas wielką wesołość... i nie chodzi nawet o to, że Grom Byczki to dobra nazwa dla miejscowej drużyny sportowej, tylko o gospodarza który miłośnikom Kabaretu Potem kojarzy się jednoznacznie.




lavinka wrzuciła fotki na fanpage Kabaretu Potem, gdzie doceniono miejscówkę jako "dobre miejsce na gablotkę"... ba, obok jest nawet piwniczka! Ciekawe kto ma klucz do niej? Kto oglądał "Trąbkę dla Gubernatora,", ten wie o co chodzi.



Farma wiatraków i farma ślimaków





Wbijamy się do cegielni





Najciekawszy jest komin, a właściwie jego podstawa...trzeba by kiedyś przyjechać jak nie będzie dzikiego słońca i takich kontrastów, żeby to porządnie obfocić.






Poszperaliśmy jeszcze trochę i pomyszkowaliśmy





No i musieliśmy zdementować wszystkie kłamstwa Werrony na temat Pana Mariana i jego rodziny... pisze bowiem, że dziadek Marian miał na imię Antoni... żaden Antoni tylko Marian, a potem nam wmawiała, że Marian miał na drugie... no owszem, miał na drugie, ale też na pierwsze i trzecie. Na pierwsze imię miał Marian po ojcu, na drugie po dziadku, a na trzecie po pradziadku. Antoni to zdaje się była ksywka, bo za dużo było Marianów we wsi, a Antoniego żadnego... to chyba od św. Antoniego (patrz wiki), ale trzeba poczytać żywoty świętych i je porównać z biografią Dziadka Mariana, żeby ustalić o którego św. Antoniego chodziło i czy był to św. Antoni Marian Zaccaria, św. Antoni Marian Gianelli, św. Antoni Marian Pucci, czy też św. Antoni Marían Claret y Clarà.

Tak na marginesie, rozumiem że genealogia Pana Mariana jest dosyć skomplikowana i im głębiej się człowiek zagłębia tym bardziej można się w tych gałęziach zaplątać. No to słów parę na ten temat: dziadek Marian Marian Marian był z gałęzi tzw. szlachty kurnikowej (poziom niżej od szlachty zagrodowej), ciekawą sprawą jest jak pra...pradziadek Pana Marian (zresztą też Marian) zdobył to szlachectwo... niestety nie ma tu pewników, historycy się sprzeczają na ten temat, bo są dwie teorie na ten temat.

1) Pra...pradziadek Marian siedział sobie spokojnie w chałupie w mazowieckich lasach, gdy ciągnęło jakieś wojsko na wojnę... Pra...pradziadek nie zdążył się schować w ostępach i go zgarnęli do taborów. Po wielkiej bitwie (tu znów historycy nie są zgodni jaka to była bitwa - podaje się najczęściej Psie Pole i Cedynię), pra...pradziadek poszedł na pobojowisko znaleźć jakieś przydatne fanty, żeby z pustymi rękami do chałupy nie wracać i wziął jakąś szmatę na derkę. Gdy wrócił do obozu, to go okrzyknęli bohaterem który zdobył wrogą chorągiew i za to został nagrodzony szlachectwem.

2) W rodzinie Pana Mariana od wieków pędzono różne trunki... drzewiej rodzina znana była z fabrykacji lekkich miodów z kwiatów jabłoni, mieszali go też czasem z jabolem otrzymując nadzwyczaj orzeźwiający napitek. Tymczasem na dworze królewskim pito przednie, ale ciężkie miody po których kac był straszliwy. Gdy król bawił w okolicy na polowaniu, któregoś poranka na kacu cierpiąc pragnienie, zajechał przed chałupę pra...pradziadka Marian, który ugościł go podając zimny (prosto z piwniczki), orzeźwiający miód jabłkowo-jabolowy, którym król ugasił pragnienie i kac momentalnie minął. W ten sposób pra...pradziadek Marian wprowadził technologię klina na dwór, a sam otrzymał tytuł szlacheckim. Herb: W polu zielonym pszczoła złota, siedząca na gałęzi kwitnącej jabłoni, w przednich łapach trzymająca złotą renetę. W klejnocie puchar złoty, szlachetną rudą wysadzany.
Poza tym znana jest rodzinna historia jeszcze z czasów rzymskich pra...pradziadek Marianosław siedział sobie spokojnie w chałupie w mazowieckich lasach, nad strumykiem kurnikiem miał przydomową dymarkę i w wolnych chwilach hobbystycznie wykuwał sobie to i owo z rudy darniowej, na przykład raz wykuł bardzo poręczny mieczyk. Jak jacyś Wandale, czy inni Goci ciągnęli tędy, to mu zabrali ten miecz i jeszcze wszystkie dzbany z miodem (tam, już wtedy znali technologię produkcji miodu jabłkowo-jabolowego)... pra...pradziadek Marianosław się wkurzył i ruszył za nimi po zapłatę i tak dotarł do Rzymu... barbarzyńców co prawda nie dogonił, ale w Rzymie doceniono jego umiejętności trunkotwórcze i dostał niezłą fuchę reprezentacyjną - trzymał halabardę na dworze cesarskim (wtedy też zmienił imię z egzotycznego i szeleszczącego na Marian). Po upadku cesarstwa wrócił na ojcowiznę...



No to jedziemy dalej... kapliczka w Byczkach, kurczę mam wrażenie że ją otynkowali, bo pamiętam że tu była ceglana. Muszę sprawdzić na starych zdjęciach.



Kościół w Godzianowie. Oraz pomnik Kościuszki z 1917 roku




Maryjka z poprawionym błędem




Po drodze




Opuszczona szkoła... Werrona znów pisze, że Pan Marian miał problemy z nauką i że rzadko bywał w szkole, ale nie pisze dlaczego. Otóż problem polegał przede wszystkim na tym, że Marian jako nieprzeciętna osobowość przeżył twarde zderzenie z naszą rzeczywistością szkolną. Był na przykład geniuszem matematycznym, wymyślił własny system matematyczny opierający się na rachunku bimbrowo-flaszkowym będący bardziej precyzyjną i szybszą w rachunkach wersją rachunku różniczkowo-całkowego... niestety z matmy ledwie wyciągał na tróję na szynach, bo nauczycielka była zbyt tępa by zrozumieć Marianowe obliczenia na kartkówce (mimo poprawnego wyniku).

A język polski? Szkoda gadać, jak się ma nauczycielkę z Małopolski, czy Podkarpacia, która mówi o wychodzeniu "na pole" i jednocześnie stawia pałę za nasze lokalne "na dworzu" to trudno się dziwić. Albo każe "ubierać bluzę" i stawia dwóję z zachowania, bo Marian próbuje ubrać bluzę w kurtkę, by bluzie było ciepło i jeszcze szalik jej założyć. A jak Pan Marian napisze z mazowiecka "macierzanko leć do nieba, przynieś mi kawałek chleba", albo że do szkoły "szedł tędyk, a wracał tamtędyk" to oczywiście dwója z polaka gwarantowana. Podobnie było z panią od przyrody (też z południa) z którą się wykłócał że borówki są czerwone, a nie niebieskie... bo niebieskie są jagody, a jakieś brusznice to se może wsadzi w... no właśnie.

Historia? No, polegała głównie na wkuwaniu dat, a Marianek nie miał pamięci do liczb (np. tabliczki mnożenia nigdy nie znał na pamięć, tylko szybciutko sobie w pamięci obliczał) i jak nawet nie znał dokładnej daty bitwy pod Zielonym Lasem... ba, dopiero za trzecią próbą wstrzelił się we właściwe stulecie, to wiadomo co było z oceną. Chemia... co by Marian nie zmieszał i tak ostatecznie wychodziła jakaś odmiana bimbru, podobnie z zpt - nawet jak strugał deseczkę do mięsa, to mu wychodziła odpowiednia aparatura. Język rosyjski? No talentów do języków nie miał, znał po rosyjsku jedną piosenkę, którą Mariankowi śpiewał ojciec jako kołysankę, a poznał ją gdy przez wieś ze śpiewem na ustach przemaszerowała Armia Czerwona... nie była to zbyt cenzuralna pieśń, więc jej tu nie przytaczamy by nie demoralizować młodzieży, ale to wyjaśnia problemy Mariana z tym językiem. Z geografii (gospodarczej) potrafił wymienić wszystkie Polmosy, browary i inne Warwiny w kraju, razem z asortymentem i cenami umownymi... ale poza tym słabo.





Pod Płyćwią postój przy torach z trainspottingiem. Kibel Przewozów Regionalnych, kibel jadący jako InterRegio (też PR) i pociąg towarowy. Ten towarowy stanął pod Płyćwią i potem go wyprzedziliśmy, a później jeszcze raz czy dwa na trasie spotkaliśmy. lavinka w zasadzie miała wracać ze Skierniewic pociągiem, bo już spory dystans w nogach i późno... ale po odpoczynku i  jak się zrobiło na wieczór chłodniej, wiatr zelżał i teren wypłaszczył, uznała że jej się na tyle dobrze jedzie, że dociągnie te dodatkowe 30km do Żyrka.






O od skraju Makowa do Skierniewic przez Las Zwierzyniecki zrobili taką oto ddrkę... asfaltową, w miarę szeroką, normalnie cywilizacja zaczyna docierać w te okolice. A na Zwierzynce zwanej też Pisią taki oto mostek.



Zaś dalej przy stawie taki oto pomost na palach z zadaszonym punktem widokowym.






No i koniec rumakowania, w samych Skierniewicach wracamy do normy prowincji... kostkowo-chodnikowy cpr  hopkami-obniżeniami na każdy wyjazd z posesji. Bo samochód raz nie może podjechać, a rowerzysta 30 razy owszem.



"Stacja Zwierzyniecka" (cokolwiek to jest) która była w budowie gdy ostatnio tu byliśmy już chyba ukończona...  i wagonik z WKD który był pociągnięty cały na bordowo teraz ma już chyba ostateczne barwy.





A tak na marginesie, dokończyłem w międzyczasie relację z wekkendówki sprzed miesiąca.
Pocisnąłem za pociskami dzień 1
Pocisnąłem za pociskami dzień 2

Z kwietnia została mi jeszcze do zrobienia relacja z jednej weekendówki i jednej długoweekendówki trzydniowej.


  • dystans 3.87 km
  • czas 00:23
  • średnio 10.10 km/h
  • temperatura 30.0°C
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z klu do parku schronić się przed upałem

Czwartek, 3 maja 2018 · dodano: 03.05.2018 | Komentarze 3

Dziś skwar, więc w grę wchodziły miejsca zacienione, a poza tym możliwe były burze (ostatecznie nic nie doszło, nawet pewniak wieczorny przeszedł tak, że tylko widzieliśmy ją z okna), więc raczej blisko, żeby zdążyć uciec... dlatego odpuściliśmy sob ie wypad do lasu i pojechałem do parku.

Klu spotkała tam w sumie dwie koleżanki z przedszkola, ale nawet zanim przyszły, to znalazła sobie dwie dziewczynki do zabawy. Dzieki temu mogłem zalec w cieniu na ławce, popijać kawę mrożoną z termosu i ograniczać ruchy żeby się nie zgrzać... bo jak musiałem z Kluską przemierzać park, to nawet w cieniu się przegrzewałem.

Puściliśmy kwiatki mniszka strumykiem, który wypływa z kanałki rura przy skałkach, potem przepływa pod kilkoma mostkami, koło placu zabaw (tam kiedyś w listopadzie Kluska trzylatek +/-1 rok się skąpała, a teraz bez problemu skacze przez strumyk na wysepkę), koło drugich skałek i wpada do Żabiego Oczka. Całą trasę pokonaliśmy z pierwszym kwiatuszkiem, który pokonał początkowe przeszkody.






Coooraaaz wooolniiiieeeej



Żabie Oczko!





  • dystans 25.25 km
  • 4.40 km terenu
  • czas 01:33
  • średnio 16.29 km/h
  • temperatura 21.0°C
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Pisio-kwiatkowycieczka

Środa, 2 maja 2018 · dodano: 03.05.2018 | Komentarze 10

Dziś było idealnie, wreszcie nie było za gorąco (w dzień temperatura ledwie przebiła 20 stopni), nie padało, wiatr nie był jakiś porywisty i było pochmurno (dzięki temu słońce nie smażyło i można było bez problemu porobić zdjęcia bez zwariowanych kontrastów).

A zatem - krótki wypad na kawkę nad Pisię Gągolinę, która w międzyczasie utonęła w zieleni... choć poziom wody znacznie spadł.








Kamienna Góra



A tak, to drzewko z którego wyciekał sok i ściągał mrówki to jednak jawor... a zatem mrówki zbierały syrop jaworowy. W którymś tomiku z serii "Domek na prerii" był dokładny opis zbierania soku z klonów i  całego procesu robienia syropu i cukru.



Dalej przez mostek i w prawo... tylko nie utonąć w tej zieleni.





Bobrze jeziorko, bobrza tama już ledwie widoczna za krzakami.








Zatopiony las



Wczesne kwiatki wiosenne już przekwitły, ewentualnie da się znaleźć pojedyncze, zapóźnione egzemplarze. Dwa dni wcześniej widzieliśmy pod Działdowem las cały w kwitnących zawilcach gajowych, tutaj trudno znaleźć ostatnie kwiatki.



Podobnie z zawilcami żółtymi i ziarnopłonami. Przylaszczek, złoci, kokoryczy, miodunek, zdrojówek w ogóle już nie ma.




Szczawik zajęczy już przekwitł, można poszukać czterolistnych koniczynek (nie znalazłem).



Łuskiewnik różowy też już przekwitł.



Śledziennica skrętolistna także... chociaż chyba można tu i ówdzie jakiś kwiatuszek wypatrzeć.



Kwitnie teraz bluszczyk kurdybanek




Zdrojówka rutewkowata





Gajowiec żółty, można też spotkać ze starszą nazwą jasnota gajowiec.






Jasnota też zresztą jest, plamista... a może purpurowa.



Gwiazdnica wielkokwiatowa





Czosnek niedźwiedzi dopiero zaczyna kwitnąć. Większość roślinek m a dopiero pąki, ale tu i ówdzie można znaleźć rozkwitające częściowo kwiatostany.







Konwalijka dwulistna ma dopiero pąki.




Konwalia majowa też, choć tu i ówdzie, można już znaleźć jeden czy dwa dolne kwiatki rozwinięte. A poza tym roślinki jeszcze często są fantazyjnie zwinięte,czemu poświęciłem osobny wpis na blogu pocztówkowym - konwaliowe spiralki, tam więcej zdjęć.





A z innych sporadycznie spotykanych dzisiaj - poziomki




Przetacznik



Mniszek żółci teraz na potęgę łąki (w mieście już nawet pojawiły się dmuchawce), a w lesie zakwitł min. na mostku.



A sosna?



Można już zbierać świeże pędy i zrobić syrop sosnowy.



Kwiaty męskie (u podstawy młodych pędów)



Kwiatów żeńskich nie znalazłem, ale też za bardzo dziś nie szukałem... znalazłem za to szyszeczki, rozwinięte z zeszłorocznych kwiatów (rok temu na szczycie młodych pędów, teraz u podstawy tegorocznych).



Taki sobie samotny dąbek, też kwitnie.





A to bodaj jabłoń.






  • dystans 82.29 km
  • 7.60 km terenu
  • czas 05:36
  • średnio 14.69 km/h
  • rekord 34.40 km/h
  • temperatura 28.0°C
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Kwietniowo-lipcowa majówka 3 - wiatr, skwar i burze

Poniedziałek, 30 kwietnia 2018 · dodano: 13.08.2018 | Komentarze 0

mikrożwirownia - Chojnowo - Sarnowo - Niechłonin - Gródki - Płośnica - Rutkowice - Turza Wielka - Uzdowo - Sławka Wielka - Kozłowo - Sarnowo - Kolonia Sarnowo Wybudowanie - Działdowo >>> Warszawa >>> Żyrardów (TRASA)

relacja być może w bliżej nieokreślonej przyszłości


  • dystans 83.96 km
  • 8.40 km terenu
  • czas 05:11
  • średnio 16.20 km/h
  • rekord 38.40 km/h
  • temperatura 26.0°C
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Kwietniowo-lipcowa majówka 2 - jako te skwarki na asfalcie

Niedziela, 29 kwietnia 2018 · dodano: 13.08.2018 | Komentarze 0

krzaki - Szulbory - Góra - Stare Gralewo - Raciąż - Gradzanowo Kościelne - Radzanów - Ratowo - Pączkowo - Szreńsk - Kuczbork Osada - Chojnowo - punkt widokowy (TRASA)

relacja być może w bliżej nieokreślonej przyszłości
Kategoria mazowieckie, wyprawki


  • dystans 108.77 km
  • 5.80 km terenu
  • czas 06:21
  • średnio 17.13 km/h
  • rekord 35.80 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Kwietniowo-lipcowa majówka 1 - dokąd właściwie jedziemy?

Sobota, 28 kwietnia 2018 · dodano: 13.08.2018 | Komentarze 0

Żyrardów - Kaski - Brochów - Wyszogród - Rębowo - Mała Wieś - Bodzanów - Kosino - Radzanowo - Woźniki - Staroźreby - Ostrzykówek - las (TRASA)

relacja być może w bliżej nieokreślonej przyszłości


  • dystans 16.71 km
  • 1.90 km terenu
  • czas 01:05
  • średnio 15.42 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu nad Pisię spotkać huanna

Wtorek, 24 kwietnia 2018 · dodano: 25.04.2018 | Komentarze 4

Ponieważ huann pisał, że z racji dnia wolnego i korzystnego wiatru, podskoczyłby w nasze okolice i może byśmy się gdzieś dołączyli... po ustaleniu co i jak, umówiliśmy się na naszej tradycyjnej miejscówce rozwałkowej nad Pisią Gągoliną po 15-ej +/-dwa kwadranse żyrardowskie. Najpierw po Klu do przedszkola, a potem w miarę najkrótszą i najszybsza trasą nad Pisię... mimo pewnych opóźnień tu i tam, wyrobiliśmy się zapowiedzianym czasie i na miejscu byliśmy ok. 15:20.

Klu już na zjeździe do Pisi opowiadała, że zaraz zrobi zupę owocowo-warzywową, a jak pytałem czy dorzuci kiełbaski, to powiedziała że jedną tak. No i od razu gdy wysiała i się przywitała, poleciała robić zupę - znaczy dorzucać różne rzeczy do rzeki i mieszać ją kijkiem.




Po zupie przyszedł czas na podwieczorek - znaczy kawa z ciasteczkiem w naszym zestawie piknikowym.




O po kawie zagraliśmy w Pizzę! To jest gra, którą wspólnie własnoręcznie wykonaliśmy z Kluską. Grę wymyśliłem poprzez kompilację dwóch innych planszówek plus parę własnych elementów.

Gra polega na zrobieniu pizzy z trzema składnikami. Rzuca się kostką i w zależności od tego jaka liczba wypadnie, można wziąć ćwiartkę ciasta na pizzę, oraz składniki które kładziemy na tę pizzę. Składników do pizzy jest pięć (pieczarki, pepperoni, oregano, żółty ser i pomidory) i początkowo wszystkie pasują, ale że na wszystkich ćwiartkach pizzy muszą być te same, to gdy już się ustali te trzy, wybór jest ograniczony.



huann jako pierwszy skompletował pizzę i otrzymał tytuł szefa kuchni... te tytuły wymyśliliśmy, żeby Kluska nie wygrywając nam za bardzo nie marudziła, a otrzymując jakiś tytuł (dalej są starszy kuchcik, młodszy kuchcik i dostawca pizzy) ma jakąś nagrodę pocieszenia.



Tym razem Klu chciała być młodszym kuchcikiem, ale ukończyła pizzę jako druga... ale ustaliliśmy że nie będzie starszego kuchcika, tylko młodszy, za to będzie dwóch dostawców pizzy.

Tu widać ściągę do kostki. Początkowo graliśmy sześcienną (1 - ciasto, 2-6 kolejne składniki), ale okazało się że ciasto jest wąskim gardłem, blokuje dalszą grę, bo ciągle się czeka na kolejny kawałek ciasta. Dlatego z zestawu do RPG wzięliśmy kostkę ośmiościenną i na dwie liczby jest ciasto, ponadto dołożyłem znak zapytania - można wybrać dowolny składnik z wyjątkiem ciasta (też nieco poprawia płynność gry, zwłaszcza pod koniec, gdy pizza jest gotowa i brakuje jednego, czy dwóch składników).



A to nasze pizze, ja byłem trzeci, zaś lavinka nie dokończyła swojej, bo długo na początku nie mogła wylosować ciasta i nie mogła zacząć układać składników.



Wycieczki po lesie - odbyliśmy wyprawę na kamienną górę (wystający z ziemi głaz narzutowy) i nad malowniczy meander, który często był na blogu. Było jeszcze kopanie piłki, zabawa z wiaderkiem, nabieranie wody z Pisi  na mostku jest teraz o tyle trudne, że poziom wody jest dużo niżej... no i Klu utopiła kubełek, a lavinka go ratowała... dziś tyle się działo, że nawet nie porobiłem z tych wszystkich czynności i miejsc zdjęć.

A Klu ma ostatnio etap chodzenia po kłodach... jeśli nie są przerzucone przez rzekę, albo metr-dwa nad ziemią, to jest spoko.




Ole!



A jedno z drzewek przy hamaku, z którego ostatnio w miejscach uszkodzeń kory wyciekał sok i mrówki się zbierały by go spijać, a który zidentyfikowaliśmy wstępnie jako klon lub jawor... wydaje się, że na 90% jest jaworem, ale na 100% stwierdzimy gdy liście się całkowicie rozprostują.



Jest też mnóstwo kwiatków, tylko kilka fotek dziś - bluszczyk kurdybanek rosnący na mostku.



Piżmaczek wiosenny rosnący obok.



Łuskiewnik różowy schowany w gąszczu innych roślin (min. czosnku niedźwiedziego, który jeszcze nie kwitnie, ale już ma pąki).




No i pora wracać, huann musiał już lecieć na pociąg, poza tym od północy ocierała się o nas chmura deszczowa i  gdy bardziej nią bujnie na południe to i nas lunie.



Na dworzec dotarliśmy ze sporym zapasem, więc huann miał sporo czasu na kupienie biletu, my na pozwiedzanie dworca - obejrzeliśmy piece kaflowe w środku, a sprawdzając czy się otwiera palenisko i popielnik odkryliśmy schowek pewnego pana na puszki... o czym nam opowiedziała pani sprzątająca na dworcu. A poza tym pokazałem Klusce reper z orzełkiem.

- Orzeł biały?
- Tak, tylko zardzewiały.



W międzyczasie zaczęło kropić, więc się trochę schowaliśmy pod daszkiem, ale na szczęście nie przeszło w regularny deszcz... dopiero wieczorem lunęło, gdy dawno byliśmy w domu.

Wjeżdża towarowy, więc zaczęliśmy liczyć - Kluska wagony, a huann kontenery.




No i pora się pożegnać, bo zaraz wjedzie pociąg na Uć.



A oto i on - ostatni InterRegio w Polsce.


Kategoria mazowieckie


  • dystans 64.95 km
  • 7.80 km terenu
  • czas 04:17
  • średnio 15.16 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Żabia Wola i okolice... kum kum, ślim ślim

Niedziela, 22 kwietnia 2018 · dodano: 26.04.2018 | Komentarze 3

Taka tam wycieczka do gminy Żabia Wola. Przy okazji parę skrzynek znalezionych w okolicy.




No, dziś było zadziwiająco rześkawo, zwłaszcza z rana koło południa.



Żelechów - idziemy obejrzeć grób Józefa Chełmońskiego.



Kiedyś do grobu prowadziły strzałki, teraz jest za bramą tablica z mapką tablica z mapką dojścia.



Nie pamiętam czy byłem tu od kiedy grób ma obecną postać (kiedyś wyglądał tak - link), na pewno się wybierałem... ale jakby co, nadrabiam zaległości.




Znicze tak zastawiały napisy, że nawet nie można było odczytać kto tu jest pochowany, więc nieco inaczej je rozstawiliśmy.



Jeszcze kilka starych grobów na tym cmentarzu.






Księżyc w krzakach




Kapliczka w krzakach



A to już dwór w Żabiej Woli, obecnie jakiś dom kultury, w którym jest min. muzeum żaby... ale w niedziele nieczynne.





Na tyłach przyjemny plac zabaw w drewnie ze ślimakami.






Podjechaliśmy tu obadać dojazd i miejsce, żeby ewentualnie kiedyś wpaść z Kluską. Niestety teraz Gierkówka (droga krajowa nr 8) jest w remoncie, bo przerabiają ją na ekspresówkę. Aktualnie trzeba się przebijać przez plac budowy z poprowadzonym środkiem ruchem zwężoną jezdnią... masakra. Jadąc do Żelechowa sprawdziliśmy jeden przejazd, ale mieliśmy nadzieję że w Żabiej Woli da się wiaduktem... niestety stary już w połowie rozebrany, a nowy dopiero w budowie, trzeba przebić się przez szosę z samochodami, przez plac budowy, przenieść rower tu i tam. I trudno i niebezpiecznie, a Kluską na pewno nie będziemy się w to pchali, niestety musimy poczekać aż skończą wiadukt, w tym roku na pewno tu w trójkę nie przyjedziemy.

Rzuciliśmy jeszcze okiem na lasek, ale poza bramą szału nie ma (wiatrołom w większości uprzątnięty).






Powrót pod wiatr, więc się trochę zmachaliśmy.

Zahaczyliśmy jeszcze o folwark Sztekkera. Murek bramny, który niepotrzebniezostał oczyszczony z mchu... ucieszyłem się, że mech odrasta, żeby przyspieszyć proces, zasadziłem na nim kilka płatów mchu z lasu i podlałem.



Ależ zielono się zrobiło.






  • dystans 53.58 km
  • 21.80 km terenu
  • czas 03:37
  • średnio 14.81 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Na cmentarz przez bagna

Sobota, 21 kwietnia 2018 · dodano: 23.04.2018 | Komentarze 2

Dwa tygodnie Łukasz, Jacek i Paweł organizowali wiosenne sprzątanie cmentarza w Budach Grabskich... lavinka się tam wybrała, ale mi troszkę szkoda było pierwszego weekendu z idealną pogodą, więc wyskoczyłem na weekendówkę za pociskami. Potem Łukasz pisał, że nie mogą w kolejne weekendy... dziś zdecydowaliśmy się podskoczyć sami coś tam porobić. W planach są tez inne cmentarze, ale że z braku ogródka nie mamy na składzie ciężkiego sprzętu ogrodniczego (kosiarki, sekatory, grabie), a nawet jeśli, to część z tego ciężko by było zabrać rowerem to nasze możliwości były w tym zakresie ograniczone. Poza tym nie wiemy, jakie prace poza wykoszeniem chęchów są potrzebne, czy planowane na kolejnych cmentarzach. Pojechaliśmy więc na ten sam cmentarz, bo tam jeszcze zostały rowy do oczyszczenia z gałęzi i konarów, a to byliśmy w stanie zrobić dysponując dwiema parami rąk obutymi w rękawice robocze.

Ale najpierw wstąpiliśmy na bagno po skrzynkę, a co! W zasadzie chciałem tam zajrzeć, gdy będzie kwitło (okrężnicą bagienną), a dwa lata temu kwitło w połowie maja... ale co tam, może się uda jeszcze w maju podskoczyć.






O, taki zmutowany torfowiec próbował nas pożreć.



I rzęsa starała się nas pochłonąć.




Nie to, że na bagnie nic jeszcze nie kwitnie. Bo kwitną na przykład trawy i kaczeńce.








A skrzynka... byłem tu półtora miesiąca temu, jak bagno było zamarznięte, ale jej nie znalazłem. Szukałem bez GiePSa, więc miałem spory obszar do przeszukania, a potem okazało się że była pod śniegiem. Z GiePSem i bez pokrywy śnieżnej poszło szybko, bo kesza zauważyliśmy już z pewnej odległości, ale okazało się, że do logbooka nie da się wpisać, bo jest mokrą szmatą., poza tym pojemnik się odkleił i jest luzem... więc ta wilgoć chyba z roztopów i deszczy, a nie dlatego że bagno się podniosło i pochłonęło skrzynkę, bo ta by wtedy odpłynęła.

Ponieważ na bagnie postanowiliśmy się tradycyjnie rozbić z hamakiem, to zabrałem się do suszenia logbooka - najpierw scyzorykiem porozdzielałem karteczki (inaczej się nie dało, tak były zlepione), poprzekładałem chusteczką i odcisnąłem, potem rozłożyłem na specjalnej konstrukcji patyczkowej na słońcu i wietrze. Podczas bagiennego pikniku ładnie podsechł, choć nadal była wilgoć na zgięciach, ale już bez problemu dało się weń wbić z pieczątki i wpisać.





A teraz pora na hamakowanie - no może nad największą głębiną się nie rozbiliśmy, ale tam wszędzie gdzie są trawy jest i woda.




A na brzegu paprocie kiełkują, fioły kwitną.




Coś się już wykluło, czy raczej coś innego miało jajecznicę na śniadanie?




Po hamakowaniu ruszyliśmy dalej, ale zahaczyliśmy jeszcze o częściowo zalane okopy.




Do tej pory drogi gruntowe takie sobie, ale przejezdne bo błoto wyschło. Dalej mogliśmy próbować dobić do asfaltu, ale postanowiliśmy dalej przebijać się lasem. Na skraju Smolarni okazało się, że we wsi drogę utwardzili gruzem, więc zdecydowaliśmy się objechać dróżką leśną... a tam albo zryte przez ciężki sprzęt i błoto (jechać dało się tylko środkiem)



Rozbabrane nie było tylko tam, gdzie zwalone drzewa... część przez wichury, część przez bobry.



Część drzew bobry pięknie pocięły na kawałki, a poza tym dokładnie okorowały.




No cóż tu gruz, tam błoto i kłody pod koła... takimi dróżkami się jeździ, gdy jest jakaś rundka po okolicy i mamy czas wbijać się w nieprzejezdne, czy trudno przejezdne odcinki. Warto było zobaczyć, jak teraz ten fragment wygląda i przekonać się, że na dłuższych trasach nie ma co się tu wbijać, tylko pojechać naokoło asfaltem.




Zresztą dalej podobnie... niestety w Puszczy Bolimowskiej teraz bardzo dużo ścinek i już chyba nie mam bocznych i malowniczych dróżek leśnych, które nadały by się do przejazdu przez las... wszystkie zryte przez ciężki sprzęt i trzeba rypać główniejszymi drogami utwardzonymi tłuczniem i z wyciętymi drzewami kilka metrów od drogi. Nie chciałem jechać jedną z takich autostrad ścinkowych, tylko skręciliśmy w jedną z prawdziwych dróg leśnych, ale okazało się że od ostatniego mojego przejazdu były tu ścinki i w połowie dosyć ciężko się jedzie, ech.

No i dojechaliśmy na cmentarz, ale była już prawie 16. Poniżej dwa zdjęcia - z października 2015 i aktualne. W międzyczasie chęchy zostały wykoszone w listopadzie 2015, kolejne koszenie było dwa tygodnie temu.




lavinka prezentuje swoje rękawice ogrodnicze



Bierzemy się do roboty - do oczyszczenia ze stosów konarów i gałęzi (które tam chyba trafiły w czasie ścinki w okolicy) są rowy dookoła cmentarza. W półtorej godziny (z fajrantami) uprzątamy lewy i tylny rów. Gdybyśmy przyjechali wcześniej, to byśmy dali radę ogarnąć i prawy (przedniego nie ma, bo przód cmentarza jest zniwelowany), ale już zrobiło się późno i trzeba było wracać.





A na cmentarzu paprocie już wychylają łebki.





Jabłonka lada moment zakwitnie.





Nieliczne zawilce jeszcze kwitną.



Bażant w drodze powrotnej.



Kwitnące jagody



I bukiet kaczeńców na koniec.




  • dystans 104.18 km
  • 6.00 km terenu
  • czas 06:17
  • średnio 16.58 km/h
  • rekord 36.90 km/h
  • temperatura 22.0°C
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Za pociskami wzdłuż Narwi 2

Niedziela, 15 kwietnia 2018 · dodano: 22.05.2018 | Komentarze 6

krzaki bobrowo-zawilcowe - Winnica - Kacice - Pułtusk - Przewodowo - Gzy - Osiek - Gołymin-Ośrodek - Szyszki - Strzegocin - Nasielsk >>> Warszawa >>> Żyrardów (TRASA) (ALBUM)

Pobudka skoroświt, żeby nie tracić dnia - poranne mgły nad bobrzym rozlewiskiem.



I w drogę - pierwszy na trasie jest kościół w Winnicy, na stronie parafii znalazłem pdf z jej historią, gdzie można przeczytać, że w 1380 zostało wybudowane murowane prezbiterium kościoła, a obecny kościół zosał zbudowany w latach 1484-1514. Nie wspominają czy to stare prezbiterium zostało wchłonięte przez obecną bryłę kościoła, czy rozebrane i wybudowane nowe... ale mam wrażenie że raczej to drugie.

Ciekawostką jest, że kościół miał pierwotnie dwie wieże, prawą murowaną, a lewą na dole murowaną, a u góry drewnianą. Prawa została rozebrana na początku XIX wieku ze względu na zły stan, ale nadbudowano lewą, która jest obecnie cała murowana. Pierwotnie miały być też murowane sklepienia, ale ostatecznie przykryto drewnianym sufitem i tak jest chyba do dziś.




W wieżę z trzech stron są wmurowane łuski pocisków artyleryjskich, sztuk pięć... i to na oko chyba nie najmniejsze siedemdziesiątki, tylko zapewne kaliber co najmniej 100mm. Prawdopodobnie z II wojny, bo w historii parafii jest tylko z tego okresu lakoniczna wzmianka o zniszczeniach wojennych: "Pod koniec wojny kościół został poważnie uszkodzony i wymagał szybkiego remontu"




Jadę dalej, rzut okiem na kościół w Kacicach.



A dalej na polski schron bojowy do ognia bocznego (ponoć dwustronnego, ale nie latałem po obsianym polu żeby to sprawdzić z drugiej strony) wybudowany w 1939 roku. Wokół Pułtuska jest ponoć 5 takich bunkrów (tutaj o nich), jednak odpuściłem sobie latanie po polach (zwłaszcza że na mapkach z tego rejonu bywają często bardzo niedokładnie zaznaczone), później po drodze rozglądałem się za jednym z nich, ale nie wypatrzyłem.



Za bunkrem widać krzaki Fortu Kacice... niewiele można znaleźć w necie na jego temat, poza tym że jest ziemny budowany od 1880 roku. Obecnie strasznie zakrzaczony i nawet z dopiero kiełkującymi liśćmi trudno było zrobić jakieś zdjęcie na którym widać jakiś zarys wałów, czy fosy... muszę uwierzyć na słowo, że ziemny bez obiektów murowanych, bo w tej gęstwinie trudno było cokolwiek wypatrzeć, owszem znalazłem ruiny dwóch budynków, ale wyglądały na dobudowane później i bez funkcji obronnych.





Na Przedmościu Pułtusk jest jeszcze drugi fort - Lipniki. Odwiedziłem go nieco później, pod koniec zwiedzania Pułtuska, ale zdjęcia wstawiam już tutaj obok pierwszego fortu. Ponoć powstał w tym samym czasie i również ziemny. Na jego terenie jest kilka budynków, ale mogą być późniejsze. Fort na terenie ogródków działkowych i nie udało mi się wejść, więc tylko fotka na krzaki zza ogrodzenia.



Dziś krótsza trasa, a że rano wstałem, to mam trochę czasu (choć bez przesady) na zwiedzenie Pułtuska. Zaczynam od kolegiaty. Trochę musiałem przyciąć, żeby zdążyć na przerwę między mszami (tutaj nawet je zawczasu spisałem, żeby zajrzeć do środka) i choć dotarłem nieco później niż chciałem, to na styk udało się zdążyć, zanim ludzie zaczęli się schodzić na następną.



Tak więc mogłem sobie pooglądac i pocykać wnętrza.







Na zewnątrz co prawda pocisków nie znalazłem, ale wypatrzyłem taki dziwny kamień... może jeden z odłamków meteorytu pułtuskiego? A może po prostu wmurowany ze względu na to że taki nietypowy (może jakieś legendy są z nim związane).



Samych kościołów mam do obejrzenia w Pułtusku kilka... no to do roboty. Następny w kolejce jest pobliski kościół pojezuicki i pobenedyktyński. Kościół w trakcie ostrzału w 1944 i 1945 został częściowo zniszczony (min. wieże,część dachu, część frontonu, sklepienia), przy czym wieże nie zostały po wojnie odbudowane i obecnie są tylko takie ich kikuty w podstawie... zresztą odbudowana fasada też nieco się różni (tu archiwalne zdjęcie).



Rzut obiektywem od tyłu, ta przybudówka z prawej to chyba zakrystia, a ten budynek z lewej to dawne kolegium jezuickie.



Tutaj jechałem na pewniaka, bo na zdjęciach lavinki wypatrzyłem charakterystyczny pypeł w wieży. Na miejscu okazało się że z jej drugiej części jest też drugi pocisk.




Na tyłach kościoła można obejrzeć jedyny zachowany element murów miejskich, czyli basztę (mury zostały rozebrane XVIII i XIX w.).

Jest dostępne online sprawozdanie z badań archeologicznych w latach 1979-80 (link do pdf), z których wynika, że przy zakrystii kościoła (zdaje się, że ta przybudówka trzy fotki wyżej) odkryto relikty drugiej półokrągłej baszty, ponadto stwierdzono że ścianę zakrystii tworzy fragment muru obronnego.





No dobra, jest w Pułtusku druga baszta, z tym że była ona parę razy przebudowywana i obecną formę nadano jej podczas rekonstrukcji w 1953 roku (tutaj fotka jakoś z lat 1910-15). Znak upamiętniający powódź jest na dobudowanym do baszty budynku szpitala.




A to jedna z rzeczy z których Pułtusk bardziej słynie, czyli najdłuższy parking w Europie... czy jakoś tak. Tu widok spod murów otaczających park przy zamku, a parking... znaczy rynek kończy się przed tą jasną dzwonnicą przy kolegiacie w głębi kadru. No dobra, dalszą część zajmuje targowisko, ale to nie oznacza że tam nie parkują samochody, tylko że zajmują mniejszy procent powierzchni rynku.



Dawna wieża ratusza, przy czym obecny ratusz to budynek powojenny (o dziwo całkiem udany). Wieża była częściowo zniszczona w czasie ostatniej wojny, ale pocisków w niej nie stwierdziłem... aczkolwiek muszę jeszcze przejrzeć dokładnie zdjęcia.



Aha, z ważnych wydarzeń z historii Pułtuska, to tam przy rynku po drugiej stronie ratusza w kolejce stała Miećka Aniołowa i kupowała futro (powiększenie tablicy)



Zamek, obecną formę przybrał w latach 70. i 80. podczas ostatniej odbudowy.



Kaplica przy zamku



Każde miasto w Polsce musi mieć ławeczkę sławnego obywatela tego miasta. Pułtusk ma ławeczkę Klenczona.



No, to jeszcze dwa kościoły zostały do obejrzenia. W jednym trwała msza, ale jako tako udało się zapuścić żurawia i pocisków nie stwierdziłem.



Drugi, który w XIX wieku został zakupiony przez gminę ewangelicką, był użytkowany przez nią do 1944 roku. Obecnie mieści się w nim Archiwum Państwowe. Może w tygodniu da się wejść na dziedziniec, ale dziś musiałem zza muru porobić zdjęcia. O ile miałem możliwość stwierdzić, to pocisków chyba nie ma, ale są inne relikty.




Jest trochę takich obłych kamieni wmurowanych... ale chyba zbyt nieforemne na kule armatnie (przynajmniej te mniejsze), ale może mają takowe udawać? Bo wmurowane tak jak spotykałem zwykle kamienie które bardziej na kule mi wyglądały. A może takie pociski używane jeszcze w katapultach? No cóż, jak zwykle im głębiej w otchłań dziejów, tym więcej pytań niż odpowiedzi.



O, jeszcze taki, też nieforemny.



A to już prawie na pewno kula, tak idealnie obrobiona do kształtu kulistego. Poza tym dwa żarna.




O, a to jest niezły kamulec! I też pytanie czy to kula, czy co? Bo taki jakby spłaszczony, a nie idealnie kulisty... za to z pewnością po obróbce.



Chwila odpoczynku od różnych zagwozdek i rzut okiem na Narew i nadnarwiańskie, obecnie dosyć mokre  łąki (rzut okiem z mostu, który jest kładką pieszo-rowerową).



Wzgórze (tudzież Góra) Abrahama, na którym znajdowała się wybudowana w 1903 roku cerkiew (tak wyglądała).




Pod wzgórzem znajdują się podziemia (wybudowane wcześniej niż cerkiew), przez kratę w wejściu do nich da się strzelić fotkę.



Domy przy Traugutta i 17 stycznia... niestety nie znalazłem informacji na ich temat. Intrygujący jest też ten okrągły budyneczek.




Te domy trafiłem po drodze do dawnych carskich koszar. Budynki koszarowe po jednej stronie są obecnie domami mieszkalnymi i są we w miarę dobrym stanie.



Niestety budynki na opuszczonym terenie jednostki po drugiej stronie są w fatalnym stanie - totalnie wyprute ze wszystko co się da, a przy okazji kompletnie zniszczone, do tego dziurawe dachy, albo ich brak bo się spaliły... we wnętrzach też niejednokrotnie ślady ognia, do tego mnóstwo szkła z tłuczonych flaszek. Z zewnątrz jeszcze się jakoś prezentują, ale w środku totalna ruina.




Dwa duże koszarowce, chyba identyczne jak w Skierniewicach, tyle że nieotynkowane. Ten z fotki poniżej już bez dachu.








Na górnym piętrze koszarowca ściany poprzeczne były wymurowane, ale wzdłuż korytarzy te oddzielające korytarz od pokoi były z drewnianego szkieletu obitego deskami, na których był położony tynk na ścianie. Może na niższych piętrach też, ale nie sprawdzałem.



Koszarowa wieża ciśnień.




Wyjeżdżając z Pułtuska zahaczam jeszcze o kościół cmentarny i tutaj znajduję nie namierzony wcześniej pocisk. W opisie kościoła wzmianka, że był uszkodzony w 1944.




Jeszcze kawałek dalej na północ - cmentarz żołnierzy radzieckich w Kleszewie, jednocześnie był to punkt widokowy na Narew (przez te "okna" i z tarasu niżej), ale niestety jak widać przez "okna" teraz krzaki podrosły i zasłoniły widok (nawet jak prawie nie ma liści, to jest ledwie szczątkowy).




Odbijam w bok i ostatecznie opuszczam dolinę Narwi. Kościół w Przewodowie, tutaj żadnego pocisku nie.ma



Za to jest pocisk w sąsiednich Gzach. Na stronie parafii jest dostępna kronika i pod rokiem 1920 jest następujący wpis: "Zreperowano filar zniszczony przez pocisk niemiecki i wmurowano tam klosz szrapnela."

No, tutaj przynajmniej mamy jasną informację co i kiedy. To było jeszcze przed dotarciem Armii Czerwonej w te okolice, dalej jest bowiem taki opis: "Tymczasem doniesiono polskiej artylerii stojącej w lesie na Baranówce, że na wieży kościelnej mają Bolszewicy punkt obserwacyjny. Artyleria skierowała swój ogień na wieżę, którą trochę uszkodzili. Od pocisków uszkodzony został dach i wyleciało przeszło 100 szyb w kościele."




Kawałek dalej przy drodze w Osieku mogiła Powstańców Styczniowych.




Kościół w Gołyminie



Zestaw gotycki w murze kościoła



Zestaw 2.



Pocisków nie ma, ale jest... kamień. który początkowo zinterpretowałem jako kulę, ale gdy się przyjrzałem, to z powodu jego nieforemności mam wątpliwości.



Tutaj wykręcam na południe i o ile do tej pory było w miarę z wiatrem, to teraz jakieś 30km do Nasielska jest rypaniem pod wiatr. Co prawda bliżej mam np. do stacji w Ciechanowie (np. przez Opinogórę), ale w Nasielsku i po drodze mam jeszcze dwie obiecujące miejscówki do sprawdzenia.

Kolejny kościół - szyszki. Tutaj udaje się znaleźć jeden pocisk.




Pod Szyszkami trafiam na nowiutki pomnik. Okazuje się, że to odsłonięta miesiąc wcześniej tablica w miejscu śmierci Mieczysław "Roja" Dziemieszkiewicza i Bronisława "Mazura" Gniazdowskiego, którzy zginęli w 1951 próbując wyrwać się z obławy.



Kościół w Strzegocinie, brak pocisków w fasadzie i widocznych częściach kościoła, jednak nie mogłem obejść go dookoła i sprawdzić z tyłu.



No i wreszcie Nasielsk, tu w kościele tkwią trzy pociski. W historii na stronie parafii czytamy "W czasie I wojny światowej wielkich zniszczeń dokonała artyleria rosyjska. Poważnie uszkodzone zachowały się dach, wieże, ściany. sklepienie i ołtarz główny." oraz "1945 -  Artyleria radziecka, a następnie niemiecka uszkodziły mury. dach i sklepienie świątyni. ".

Ze względu na raczej nowocześniejszy wygląd pocisków (zwężające się z tyłu) to raczej artefakty z II wojny.




Dalej jadę do miejscowości  Nowe Pieścirogi, bo tam się znajduje stacja Nasiels. Obecnie jest tam nowy dworzec - tzw. IDS (Innowacyjny Dworzec Systemowy). To jeden z kilku postawionych ostatnio przez PKP niewielkich, nowoczesnych dworców. Na tej linii widziałem takie  np. tydzień wcześniej w Mławie, czy w zeszłym roku w Ciechanowie. Są one mniej więcej takie same, różnią się przede wszystkim wielkością rozplanowaniem części zadaszonej, oraz elewacją (w Mławie jest szara, a w Ciechanowie drewnopodobna).





W sąsiedztwie dworca - stary, opuszczony młyn.




Oraz wieża ciśnień, identyczna jak w Żyrardowie.



O, szynobus z Sierpca.



Ja wsiadam w Elfa z Ciechanowa czy Działdowa - rowerów w środku sporo (ciepły, słoneczny weekend), a że do Modlina niedaleko, to zostaję na pomoście. W Modlinie przesiadam się w kolejnego Elfa, który szybko zapełnia się rowerzystami - wieszaki zajęte, przestrzeń obok też, kolejni rowerzyści muszą się instalować na pomostach.



Tuż przed Wschodnią



Dotarłem na Wschodnią, a Elf wcale nie odjechał, tylko stał dalej...



Tuż przed naszym wjazdem coś chyba pieprznęło, bo pociągi stały i zaczęły łapać opóźnienie... 5, 10, 15 minut i tak dalej. Nic, albo prawie nic nie odjeżdżało, ludzie zaczęli wysiadać z tego Elfa, żeby może czym innym podjechać, ale nie było czym. Na tablicy przestały się mieścić pociągi (foto tablicy z opóźnieniami).

Ja miałem sporo czasu na przesiadkę, więc czekałem na rozwój sytuacji. W pewnym momencie zaczęły jeździć pociągi, bałem się tylko że zanim rozładują kolejkę, to mój też złapie spore opóźnienie. A tu nagle Łowicz odjechał o czasie! Ostatecznie mój też odjechał mniej więcej o czasie, mimo że była spora kolejka opóźnionych pociągów, tak więc miałem farta, bo mimo emocji odjechałem (i dojechałem) o czasie.