teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124075.40 km z czego 18790.55 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 51.76 km
  • 5.50 km terenu
  • czas 02:36
  • średnio 19.91 km/h
  • rekord 33.60 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Na jagody między deszczami

Środa, 11 lipca 2018 · dodano: 14.07.2018 | Komentarze 3

Pogoda jaka jest, każdy widzi za oknem... ostatnio albo leje, albo leje. Znaczy albo leje się żar z jasnego nieba, albo leje deszcz - tak czy inaczej człowiek mokry, albo od potu, albo od deszczówki.

. Po nocnych i porannych deszczach postanowiłem zaryzykować i pojechać do lasu na jagody (ale dalej, bo tam są ładniejsze), najwyżej mnie zleje, albo się ugotuję. Rano jeszcze po drodze jakieś mżawki krążyły, ale potem się rozpogodziło i zaczęło się robić gorąco... Ja zaś zainstalowałem się w lesie i zbierałem systemem - dwa kubki (po 0,5l) i fajrant, czyli kawka, kanapki, ebook, a potem znów dwa kubki i fajrant itd.





A poza tym jeżyny się zaczęły, nazbierałem kontrolnie jeden kubek najdojrzalszych.



Szyszki na dębie... właściwie to nie są prawdziwe szyszki, tylko galasy, które wytworzyło drzewo które zaatakował  owad letyniec szysznica, oczywiście tego nie zbierałem, bo po co mi larwy letyńca?



Żeby nie było, że dziś nie ma żadnych robali - najpierw latolistek cytrynek (nazwę ma tak opisową, że nawet nie wiedząc jak wygląda, po samej nazwie można by go rozpoznać).



Dostojka malinowiec





- Posuń się z tego kwiatka bo się nie mieszczę.
- E dryblas, może pora trochę schudnąć?
- A w trąbkę chcesz?



Ten mniejszy kolega z uszkodzonym skrzydełkiem, to też może być jakiś mniejszy gatunek dostojki... ale głowy nie dam.




Ponieważ gdzieś tam daleko na zachodzie zaczęło grzmieć i co prawda ta burza raczej mi nie groziła, bo chmury szły zasadniczo na północ, ale skoro już atmosfera zaczęła się zagęszczać, to pora się zmywać, bo jak nie ta, to następna mnie dorwie. I faktycznie, gdy wyjechałem z lasu zobaczyłem że z południa, zza torów zbliżają się ołowiane chmury, no to długa!

Pośpiech pośpiechem, ale przy torach warto się zatrzymać i zrobić fotkę pociągu - tu ED72Ac w barwach Polregio jedzie jako InterRegio z Łodzi do Warszawy.



W Sokulach zaczęło kropić... ale też zobaczyłem tam, że uciekłem głównej chmurze, która już przeszła na tę stronę torów... gdybym z pół godziny później ruszył, to byłbym właśnie pod tą chmurą. Ja dostawałem tylko jakimiś pobocznymi bryzgami, w Działkach zaczęło bardziej padać (ale nie była to totalna zlewa), a jak w Żyrardowie dojechałem do parku, to w ogóle przestało padać. Pod domem chyba w ogóle ledwie pokropiło, bo chodniki już prawie suche były.

W Żyrardowie właściwa zlewa przyszła później z kolejną chmurą, ale mnie już było wszystko jedno.




  • dystans 13.09 km
  • 6.40 km terenu
  • czas 01:01
  • średnio 12.88 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Poranny trainspotting w lesie

Niedziela, 8 lipca 2018 · dodano: 13.07.2018 | Komentarze 8

Po deszczu poranek zapowiadał się chłodny, wyskoczyliśmy do lasu zainstalować się z hamakiem przy torach i pofocić pociągi. Rano faktycznie przyjemny chłodek, jednak szybko zaczęło wychodzić słońce i zaczęło się robić coraz cieplej... jak wracaliśmy, to już skwar był na całego.

Udało się upolować (oczywiście bezkrwawo, obyło się bez rozlewu olejów i smarów - strzelaliśmy tylko migawkami):

- 7 45WE Impuls (Kolei Mazowiekich)
- 4 Flirty (Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej)
- 3 ED161 Dart (PKP Intercity)
- 2 EP07 (PKP Intercity)
- 1 EP09 (PKP Intercity)
- 1 ET22 (PKP Cargo)


Flirt  (Wwa - Łódź), a konkretnie "Marszałek" w okolicznościowej malaturze, już był ze dwa razy na blogu (skład ze sczepionych dwóch Flirtów, drugi w standardowym malowaniu ŁKA, dziś wszystkie sfocone Flirty były podwójne).



Kolejny Flirt (Łódź - Wwa), tym razem "Bajkowy". Zdaje się, że ŁKA specjalnie puszcza tutaj swoje specjalnie malowane Flirty na weekendowe kursy, by pochwalić się w stolycy. Moim zdaniem słusznie, bo mikole w Warszawie pewnie chętnie upolują taki rodzynek (zawsze to darmowa promocja ŁKA), a ja po drodze... szkoda tylko że w Żyrku się nie zatrzymuje, to mógłbym go dokładnie pocykać, a tak muszę w biegu, co nie jest łatwe bo tutaj pruje na całego.



Po dwóch weekendowych gościach, standarcik na tej trasie, czyli Impuls (Wwa - Skierniewice).



I kolejny w drugą stronę (Skierniewice - Wwa), niestety słońce wyszło i fotka słaba wyszła, bo lavinka na hamaku w cieniu, pociąg w słońcu... kontrasty jak diabli.



W dłuższych przerwach między pociągami można było sobie pohamakować, porobić zdjęcia lasu, coś wszamak, wzmocnić się kawką itp. itd.



Niestety nie działał na tym odcinku nasz system wczesnego ostrzegania, czyli elektroniczne odstraszacze zwierząt UOZ-1. Gdy działają, są bardzo wygodne, bo gdy zbliża się pociąg zaczynają szczekać (i wydawać inne odgłosy), ostrzegają na tyle wcześnie że człowiek zdąży się przygotować do fotki, a jednocześnie nie naczeka się jak głupi... jak się okazało działały dopiero te za obwodnicą, a my się zainstalowaliśmy kawałek przed.

Można było próbować korzystać z semaforów, ale ciężko było się tak ustawić by widzieć w obie strony, a  z hamaka w krzakach i tak niewiele by było widać... zresztą zielone światło potrafi wisieć bardzo długo. Ostatecznie podpieraliśmy się rozkładem jazdy




A tu wspomniana przerwa na focenie lasu.



Jakiś grzybek nawet się znalazł.



I ślimole, które chyba próbowały wejść do hamaka, bo wspinały się po jednym z drzew na którym go rozwiesiliśmy. Nie zdążyły, bo wcześniej się zwinęliśmy.





No to wracamy na tory i leci Dart - IC "Leśmian" (Białystok - Łódź).



IC "Kormoran" (Olsztyn - Wrocław), tym razem to skład wagonowy prowadzony przez EP07.



I następny Impuls (Wwa - Skierniewice)



Drugi Dart - IC "Pilecki" (Racibórz - Wwa).



Znów Impuls (Skierniewice - Wwa)



EP09 prowadzi pociąg TLK" Małopolska" (Gdynia - Przemyśl)



A za nim Impuls (Wwa - Skierniewice)



Flirt (Łódź - Wwa), jak się okazuje trzeci... a właściwie pierwszy okolicznościowy Flirt o nazwie "Skra". Już kiedyś widziałem tego Flirta, ale myślałem że to jakaś reklama, a okazuje się że na trzecie urodziny został oklejony siatkarzami i logo PGE Skra Bełchatów.




I znów Flirt (Wwa - Łódź), czyli "Bajkowy" wraca z Warszawy.




Tego towarowego nie mieliśmy w rozkładzie jazdy, czyli ET22 ciągnący dosyć krótki (jak na pociąg towarowy) skład.




I znów Impuls (Skierniewice - Wwa).



Dart jako  IC "Słowacki" (Wwa - Wrocław).



A co tam z naprzeciwka jedzie?



Tak, to IC (bez nazwy) Wrocław - Białystok! Spóźniony jakieś 50 minut, ciągnięty przez EP07... niewykluczone że jest to skład zastępczy, bo z ikon z atrybutami pociągu wynika że chyba powinien być kolejny Dart.



Ostatni pociąg na dziś, czyli Impuls (Wwa - Skierniewice) pod obwodnicą, a my wracamy do Żyrka.



Niestety serwisówka wzdłuż torów jest fatalnej jakości, wysypana grubym tłuczniem, który za bardzo wystaje z ziemi, albo bardzo rozjeżdżona, więc jako alternatywna trasa za bardzo się nie nadaje... tylko na takie krótki tyrtanie się fatalnymi gruntówami po najbliżsej okolicy. Równolegle, parę metrów w las jest ścieżka (jeśli akurat nie jest zaorana przeciwpożarowo, ale akurat nie była), tyle że ona zanika w miejscach bardziej podmokły, a gdzie indziej czekają różne przeszkody terenowe i kłody pod nogi.. ale fragmentami i tak lepiej nią jechać niż serwisówką.




W parku spotkaliśmy jeszcze Stefana na spacerze, który mieszka w Industrialnej Zagrodzie (link) przy Muzeum Lniarstwa na Bielniku.  Zagroda ruszyła wiosną, Kluska była tam np. z całą grupą z przedszkola. A Stefan pochodzi z Kazachstanu i cytując za stroną zagrody "Jego ukochany przysmak to suchy chlebek. Najlepszymi kumplami Stefana są osiołki - Lojzik i Żwirek."





  • dystans 5.65 km
  • czas 00:30
  • średnio 11.30 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z klu upalnie do biblio i parku

Czwartek, 5 lipca 2018 · dodano: 12.07.2018 | Komentarze 1

Tradycyjnie już do biblioteki - o taki stosik oddajemy, trzeba uważać, żeby nie pogubić po drodze na pięterko.



Dwa pluszowe moliki (czyli małe mole książkowe).



Równie tradycyjna fotka na krowie.



A potem do parku, bo gorąco... zaczęliśmy od czytania, potem trochę pograliśmy w wypożyczoną grę. Niestety na placu zabawa nie było nikogo znajomego, a domek z rurą nieczynny z powodu malowania... tak więc Klusce zaczęło się nudzić, a dla mnie za gorąco, nie miałem nawet siły wymyślać jej zabaw i innych zajęć, więc dosyć szybko wróciliśmy do domy.



  • dystans 16.09 km
  • 7.70 km terenu
  • czas 01:11
  • średnio 13.60 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Do lasu na kiełbaskę

Środa, 4 lipca 2018 · dodano: 10.07.2018 | Komentarze 4

Dzień cieplejszy, ale przedpołudnie jeszcze sensowne. Wybraliśmy się więc do lasu pod Sokule, gdzie jest miejsce ogniskowe w lesie... a właściwie na skraju lasu. Z jednej strony chcieliśmy się schować pod drzewami przed słońcem, z drugiej strony nie chcieliśmy się wbijać za bardzo w las ze względu na liczne teraz komary, muchy i inne upierdliwe badziewie.



Ognisko samo się nie rozpali, najpierw trzeba nazbierać drewna.



A potem rachu ciachu i już można piec kiełbaski. Mimo wszystko było dosyć ciepło, a przy ognisku w tych warunkach za ciepło, więc ognisko małe tyle co upiec kiełbaski i potem już go nie podsycaliśmy i nie rozpalaliśmy na nowo, zwłaszcza że zaczęło wychodzić słońce i zrobiło się gorąco... dobrze że od razu zajęliśmy się pieczeniem kiełbasek, bo potem było na to za ciepło.



Kluska wcinała kiełbaskę z dżemem pomidorowym (jak mówi na ketchup), ja zaś z dżemem gorczycowym.

lavinka natomiast ani z tomatem, ani z gazem musztardowym, tylko preferowała sam jad kiełbasiany.



Przyjechali, rozpalili, zjedli... to pora na fajrant.



Ojej, lavinka za słaby przywiązała hamak!



A to baby butterfly, który wlazł na Kluskę i zasnął... chyba larwa bielinka rzepnika, bo też jest zielona, ale głowy nie dam.



Ale jak się obudziła, to zasunęła taką stumetrówkę w te i nazad po ławie, że chyba padł jakiś rekord. Ogólnie Klusce bardzo się podobała, no cóż w lesie zawsze znajdzie się jakiegoś fajnego robala.




A to jakiś inny dzidziuś motylek.



Czerwończyk dukacik.



SA teraz część artystyczna wycieczki, czyli rysowanie kredkami w notesie.



Potem wyciągnąłem jeszcze torbę z grami... tu na przykład dobutsu shogi, jedna partyjka, a potem Kluska grała sama ze sobą i według własnych zasad.

Poza tym jeszcze kopani piłki, najpierw ze mną, potem z mamą... ale nie mogłem długo odpocząć, bo Kluska stwierdziła że lavinka źle kopie (sukces jak trafiła w piłkę i kopnęła prosto), a to chodzi żeby piłka poleciała prosto i równo ścieżką, tak żeby jeszcze Klu nie miała problemu ją trafić i kopnąć porządnie z rozbiegu.



I na koniec jeszcze zagadka - co to za rysa na drzewie? Pierwsze skojarzenie, to ślad po piorunie...  ale chyba nie, bo brak zwęgleń. Wygląda raczej na coś celowego - zerwany pasek kory i pośrodku jeszcze wąskie nacięcie. Sięga bardzo wysoko. Kolejne skojarzenie, to nacięcie w celu pozyskania żywicy, ale to też chyba nie, bo standardowo żywicowało się o tak: pocztówka z żywicowaniem.




  • dystans 52.85 km
  • czas 03:00
  • średnio 17.62 km/h
  • rekord 36.70 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Jaka bajka? Pchła Szachrajka!

Wtorek, 3 lipca 2018 · dodano: 09.07.2018 | Komentarze 5

podtytuł: "Jeść, pić, cośtam".

Korzystając z chwilowej przerwy w upałach i nieco chłodniejszego dnia, jedziemy do Błonia do Parku Bajka. Zwykle potrafimy te 25 kilometrów przejechać za jednym zamachem (nie licząc oczywiście drobnych fotostopów itp), ale tym razem musieliśmy się zatrzymać już w Baranowie (tym od lotniska) - najpierw lavinka zaczęła marudzić, że jest głodna bo zapomniała zjeść śniadania, zaraz dołączyła Kluska, że chce pić, no to jęknąłem że nawet 10km nie da się przejechać, bo "jeść, pić, cośtam".



Potem już jakoś udało się doturlać do Błonia, ale tam nie wbiliśmy się od razu do Parku Bajka, tylko odwiedziliśmy obiekt z zupełnie innej bajki, a konkretnie pomnik pewnej słynnej błonianki. Do tej pory nie mieliśmy okazji obejrzeć go z bliska, bo jest na terenie jakiejś poradni i w weekend na teren nie da się wejść... zaś rzeźba stoi dosyć daleko od płotu. Dziś skorzystaliśmy z okazji, że jesteśmy w środku tygodnia i przy okazji pokazaliśmy Klusce.





A stamtąd prosto do Parku Bajka... pcheł tam co prawda już nie uświadczyliśmy, ale rusałkę admirała i larwę macierzanki (znaczy biedronki) z robali mieliśmy okazję spotkać.




Kluska oczywiście najwięcej czasu spędziła w Fabryce Piasku przy Wiosce Indiańskiej. Poprzednio była nieczynna z powodu braku wagoników, a teraz są nowe, metalowe (te drewniane bardziej mi jednak się podobały).







Ja tu mieszkam.



Muzyczny plac zabaw niestety już w rozsypce - cymbałów brak, w tych pionowych brak pałek, rury już jakieś poluzowane, zaś jeden z będnów nie ma wieczka, a drugi też jakiś rozchybotany.



Wieloryby znowu pozamykane, tym razem wszystkie... poza wizytami w pierwszym roku, później zawsze chyba co najmniej część była zamknięta z powodu rekultywacji zieleni, albo czegoś tam.




Kule już przyblakły i się przybrudziły, toteż nie robią takiego piorunującego wrażenia jak początkowo i nie wychodzą tak fajnie na fotkach, ale poza tym ok.



Teraz Kluska już bez problemu śmiga po sieci, więc zamknięcie wieloryba z rurą do zjeżdżania nas nie zabolało, bo tutaj są cztery inne.




Gabinet luster jakoś się trzymają.



Tak samo murki z torem przeszkód są wystarczająco odporne na okoliczności.







Parę godzin tu spędziliśmy i pora wracać.

- Taaakiego żeśmy ostatnio karaska złowili, że na obiad z czterech dań dla całej rodziny trzy pokolenia wstecz i na boki starczyło, a nawet jeszcze na kolację i śniadanie zostało.



- A gdzie go złowiliście.
- Jednego nad Pisią Gągoliną, ale drugiego takiego więcej wypasionego nad Pisią Tuczną. Jeszcze trzeciego może by się udało w Utracie, ale przy wyciąganiu go utraciliśmy, bo żyłka pękła.



- Nie zalewaj ojciec, poślizgłeś się jak ostatnia lebiega na glinie i z kijem do wody wpadłeś.
- Nie poślizgłem, tylko ten drań mnie wciągnął. Fakt, że ilaste podłoże tarcia nie dawało wcale, ale jakbyś mnie za szlówkę złapała jak prosiłem, to byśmy mu radę dali.




  • dystans 4.18 km
  • czas 00:18
  • średnio 13.93 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Zakończenie roku przedszkolnego

Piątek, 29 czerwca 2018 · dodano: 08.07.2018 | Komentarze 1

Tydzień wcześniej było oficjalne zakończenie roku przedszkolnego na cztery fajerki, a teraz top prawdziwe, czyli ostatni dzień w przedszkolu.

Pożegnalne menu.



No to pa!




Poddworcowe klimaty



A przy okazji dworca, wrzucam kilka zdjęć pociągów z tego, ale też z innych dni.

Na pierwszy ogień Dart z okolicznościową naklejką na stulecie.




I jeszcze dwa niedawno zmodernizowane kibelski, które spotkałem jeżdżące jako ostatnie InterRegio w Polsce (Łódź-Warszawa), ale ostatnio tylko w tygodniu... widać w weekend nie wytrzymały konkurencji z ŁKA.

Pierwszy to Feniks (EN57FPS), za którego modernizację zabrała się Fabryka Pojazdów Szynowych w Poznaniu (Cegielski) i jest to jego debiut w tym temacie.



Drugi zaś jak wjechał, to początkowo myślałem że to jakiś Acatus Plus, a dopisek Ac mnie w tym utwierdził. Okazało się że to zmodernizowany ED72 o nowym oznaczeniu ED72Ac, czyli wydłużona czteroczłonowa, dalekobieżna wersja EN57 (produkowano je stosunkowo niedawno, bo w latach 1993-97)...  czoło nietypowe jak dla modernizacji, bo przypomina  raczej takie pociągi Pesy jak Acatus II, Acatus Plus, czy Elf II (modernizację wykonał ZNTK Mińsk Mazowiecki, który jest w konsorcjum z Pesą).







  • dystans 2.15 km
  • czas 00:16
  • średnio 8.06 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Poprzedszkolna wycieczka historyczna wzdłuż 1 Maja

Czwartek, 28 czerwca 2018 · dodano: 06.07.2018 | Komentarze 4

Ale przed wycieczką trzeba się najeść



Ruszamy spod ochronki, czy jak byśmy to dzisiaj nazwali - przedszkola. Budynek z historią, który regularnie w czasie wojen przemieniał się w lazarety. Ale dziś tu się na dłużej nie zatrzymujemy, bo mamy go na co dzień... a właściwie zatrzymujemy się i owszem, ale na placu zabaw, z którego zgarniamy przyjaciółkę Kluski, która mieszka obok nas i jest jej po drodze, a także jej brata i mamę.



Trasa wycieczki biegnie wzdłuż ulicy 1 Maja, gdzie znajdujemy na banerze... nasze przedszkole.



Poza tym oglądamy czołgi, żeby było tematycznie, są wykonane z prętów zbrojeniowych. Są one ozdobą przy tablicy upamiętniającej radzieckich czołgistów 16 stycznia 1945 roku, podczas natarcia wzdłuż 1 Maja (od strony Mszczonowa). Niemcy zniszczyli wtedy bodaj 7 czołgów, tablice są 4... może 5 (bo nigdy nie jestem w stanie się ich doliczyć).





Kolejny punkt to kamienica ze śladami ostrzału - podejrzewam że właśnie z 1945. Tu chyba jakiś pocisk pierdyknął.



To zaś wygląda na ostrzał karabinowy, te dziury są nisko i można ich dotknąć i wsadzić w nie palec (bliski kontakt z historią).




A tu chyba pocisk wybił dziurę.



A to kamienica w której mieszkała babcia Kluski gdy była mała, a także prababcia, pradziadek i praprababcia. Te okna na parterze, na lewo od bramy (te drzwi od ulicy wybito później, jak robiono sklep, kiedyś wchodziło się z bramy). Praprababcia mieszkała na piętrze. Jest to tzw. Haberlak, nazwa ponoć stąd, że jej właścicielem był niejaki Haberle (być może ten Haeberle od fabryki w Grodzisku, albo ktoś z jego rodziny, ale głowy nie dam... może tylko zbieżność nazwisk).



Na trzech skrzyżowaniach obejrzeliśmy jeszcze repery literkowe. Według moich obserwacji, na terenie starego, przedwojennego Żyrardowa na co drugim, co trzecim skrzyżowaniu były takie cztery repery... obecnie mniej, bo część budynków wyburzono, część reperów usunięto podczas remontów itp.

Podobne, choć w mniejszej ilości (ale też dokładnie skrzyżowanie po skrzyżowaniu nie sprawdzałem) widziałem jeszcze np. w Błoniu i chyba jeszcze gdzieś... może w Pruszkowie?




  • dystans 20.85 km
  • 7.10 km terenu
  • czas 01:18
  • średnio 16.04 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Jeżynowy krzak z motylkami

Środa, 27 czerwca 2018 · dodano: 03.07.2018 | Komentarze 4

Jeżyn co prawda jeszcze nie ma... a właściwie są, ale niedojrzałe, co praktycznie na jedno wychodzi, ale warto się takim krzakiem zainteresować, bo w słoneczny dzień wabi motyle z okolicznych łąk. Oto czym zakwitł, czyli przegląd motyli na krzaku (aha, niektórych identyfikacji motyli nie należy traktować jako stuprocentowo pewnych):

Zaczynam klasycznie - rusałka pawik.



Bielinek... chyba rzepnik.



Rusałka kratkowiec





Przestrojnik trawnik (nie udało mi się go ustrzelić z rozłożonymi skrzydłami, więc tylko rzut oka na spód).




Przestrojnik jurtina.




Czerwończyk dukacik



A to już z innej beczki i ropucha, którą uratowałem przed rozjechałem, bo siedziała na drodze i ją przegoniłem w krzaki.



  • dystans 5.65 km
  • czas 00:28
  • średnio 12.11 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Zakończenie roku w przedszkolu, bibliotece i parku

Piątek, 22 czerwca 2018 · dodano: 25.06.2018 | Komentarze 7

Zakończenie roku przedszkolnego... przynajmniej to oficjalne z występami w sali kolumnowej, bo do przedszkola się chodzi się jeszcze do końca czerwca, ale już bez uczenia z podręczników, bo wszystko przerobione.

Po występach podskoczyliśmy do biblioteki dziecięcej nr 1 (na pięterku nad centralą).





Jako że przejeżdżaliśmy obok kolejnej biblioteki (filia nr 2), to zatrzymałem się wypożyczyć z niej jedną książkę, a przy okazji pokazać i tę bibliotekę Klusce. Ostatnio jak tu byłem, to widziałem że przygotowali tu dwie szafki z książkami dla dzieci, Kluska wypatrzyła sobie książeczkę i przy okazji się zapisała do dorosłej biblioteki (teraz to wszystko na tę samą kartę biblioteczną, tyle co  podpiąć ją do odpowiedniej filii).



Kluska oczywiście jak najszybciej chciała się zabrać za czytanie wypożyczonych książek, a my jeszcze chcieliśmy spędzić trochę czasu w parku, No to jak po poprzedniej wizycie w biblio, zaczęliśmy od przeczytania książeczek (tych mniejszych) na ławkach w parku.







Książeczki przeczytanie, to można  się spokojnie pobawić w parku. Po ostatnich wiatrach sporo różnych gałęzi i gałązek się tu wala... ale super! Na potęgę posępnego jesiona!



Mieliśmy bliskie spotkania z dwoma kotami... hmmm, nie pamiętam ich z parku, jacyś nowi bywalcy? TO znaczy ja miałem bliskie, a Kluska dalekie, bo bardzo lubi kotki i pieski, ale z daleka, albo pluszowe, albo na obrazku, żywych się boi (od chwili gdy piesek babci El próbował jej zjeść obiad).



Przy placu zabaw mieszka motyl, lavinka mówiła, że może to admirał, a ja twierdziłem że na pewno nie. Przy czym ja miałem na myśli pazia żeglarza... no żeglarz jest żeglarz, czy to admirał, kapitan, bosman, czy majtek to sprawa drugorzędna.

Tak więc lavinka miała rację - to jest rusałka admirał.



A z biblioteki wypożyczyliśmy jeszcze grę - kostki do opowiadania historii (Story Cubes - rzuca się i opowiada historyjkę na podstawie symboli, które wypadną), oraz puzzle... Takie czasy, w bibliotece wypożycza się nie tylko książki tradycyjne, ale też audiobooki, filmy, gry planszowe i podobne, puzzle...

Poniżej jedna z moich historyjek:



Pan Marian smacznie spał. WTEM!



Obudziła go babcia, która wysłała go na grzyby, bo w domu nie ma nic do jedzenia. Pan Marian był w złym humorze, bo było jeszcze przed świtem. Gdy dotarł do lasu, zamiast grzybów znalazł wejście do jaskini. Mieszkały w nim ptaki, które wyleciały wystraszone przez Pana Mariana i jeden narobił mu na głowę. W jaskini znalazł jakiś naszyjnik, wziął go do ręki, wrócił do domu i poszedł spać.



WTEM! Obudziła go babcia. Babcia Pana Mariana była zła, że ten nie przyniósł grzybów, tylko jakiś wisiorek i wysłała go z powrotem do lasu na grzyby, bo w domu ciągle nie było nic do jedzenia. Pan Marian wyruszył zły, bo dopiero był wschód słońca.. W lesie trafił na wejście do jaskini. Jaskinia zajęta była przez ptaki, które wystraszyły się i uciekły, ale jeden uderzył go skrzydłem i nabił mu guza na czole. W jaskini znalazł jakieś klejnoty, włożył je do kieszeni, wrócił do domu i położył się na łóżku.



WTEM! Zerwał się na wołanie babci. Babcia Pana Mariana krzyczała, dlaczego nie przyniósł grzybów, tylko jakieś świecidełka i kazała mu ponownie iść do lasu i nie wracać bez grzybów, bo w domu nie ma co do garnka włożyć. Pan Marian wyszedł z domu wkurzony, bo było wcześnie rano, słońce dopiero co wzeszło.. Szukając grzybów, dotarł pod wejście do jaskini. Mieszkające w niej ptaki spłoszyły się i rozleciały na wszystkie strony, a jeden zahaczył Pana Mariana pazurami, zostawiając mu szramę na policzku. W jaskini leżał kamień szlachetny, Pan Marian niewiele myśląc wziął go, a wróciwszy do domu uciął sobie drzemkę.



WTEM!...


  • dystans 3.31 km
  • czas 00:16
  • średnio 12.41 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu do parku

Niedziela, 17 czerwca 2018 · dodano: 24.06.2018 | Komentarze 2

Jak w tytule... A w parku odwiedziliśmy przedszkole i żłobek tramwajów (kowali bezskrzydłych), z prawej u góry dorosły owad - przedszkolanka, a reszta to larwy na różnym etapie rozwoju.



W Żabim Oczku kwitnie na biało strzałka wodna (ale nie właziłem do wody, żeby zrobić solidny analogowy zoom kwiatków).



Miejscami już ładnie pokryte jest rzęsą wodną... a konkretnie dwoma gatunkami - rzęsą drobną (ta drobna) i spirodelą wielokorzeniową (ta większa)




Klu wyłowiła trochę rzęsy, którą zabraliśmy do domu i urządziliśmy mini akwarium.




Poza tym przez jedną dobę mieliśmy w domu terrarium - mieszkał z nami pasikonik zielony. Wieczorem, gdy się kładłem spać, zobaczyłem na suficie tego pasikonika. Złapałem go do szklanki i zostawiłem pod nią, by rano pokazać Klusce. Następnego dnia z Klu ustaliliśmy, że chce jeszcze potrzymać go w domu i dopiero wieczorem go wypuścimy.