teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124075.40 km z czego 18790.55 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 10.05 km
  • 1.20 km terenu
  • czas 00:39
  • średnio 15.46 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wydma, czyli piaskownica

Piątek, 19 września 2014 · dodano: 22.09.2014 | Komentarze 0




  • dystans 20.59 km
  • 8.50 km terenu
  • czas 01:24
  • średnio 14.71 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Leśna drzemka

Poniedziałek, 15 września 2014 · dodano: 18.09.2014 | Komentarze 4

W domu jakaś ekipa remontowa w porze drzemki Kluski, to postanowiliśmy wybrać się do lasu i zdrzemnąć Klu w namiocie. Wszystko na wariata, zgarnąłem z dna szafy starą chinkę, nie zauważywszy że brak jednego masztu (dosztukowałem kijkiem) i tropiku (akurat i tak niepotrzebny. Kluska dzielnie mi przesz... pomagała przy rozstawianiu, a to zabrała mi maszt, a to gdy wstępnie postawiłem, przemaszerowała po nim...



Ale za to lavinka mogła spokojnie rozwiesić hamak... to wtedy Klu miała nową zabawę - przełażenie przez mamę w hamaku, bieg dookoła drzewa i od nowa.





Aż w końcu udało się ją zapakować do namiotu i uśpić... lavinka zaległa w hamaku, a ja poszedłem na grzyby.



Z grzybami słabo, bo chyba od tygodnia nie padało i zrobiło się sucho. Głównie czubajki, ale udało się znaleźć kilka dobrych podgrzybków, a Kluska na samym początku przed snem sama znalazła kozaka. Podgrzybków znalazłem oczywiście więcej, ale stare, zmurszałe, robaczywe i zapleśniałe. Spotkałem też starszego pana grzybiarza, który też narzekał że za sucho na grzyby i gdy dowiedział się że ja zebrałem głównie czubajki, polecił obgotować, usmażyć na masełku z cebulką i na zapiekankę... w sumie podobnie robię, tylko dodaję jajko i na grzanki.

A to, to chyba jakieś opieńki cy cuś...



Po pobudce Kluska ruszyła do lasu upolować coś do żarcia



Upolowała ogórka z opuszczonej sakwy



Znalazła też koszyczek i ruszyliśmy na grzyby...



A teraz zwijamy namiot



Patataj patataj



No wio, ty stara wyliniała kobyło!



Tata, cekaj pomogę ci





  • dystans 106.61 km
  • 12.50 km terenu
  • czas 06:53
  • średnio 15.49 km/h
  • rekord 29.20 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Cyklogrobbing wrześnowy #2 - dzień SE pod wiatr

Niedziela, 14 września 2014 · dodano: 17.09.2014 | Komentarze 8

Zieeew...



Poranek zaczynamy od cmentarza z I wojny, który jest po drugiej stronie drogi leśnej.




A potem jedziemy na cmentarz parafialny, gdzie jest kwatera wojenna z 1939... i orzełek dla wariaga ;-)




Jest też drewniana kaplica




Potem jeszcze myk na plac do sklepu uzupełnić wodę... przy okazji nabyłem ciasteczka na wagę, jedne okazały się tak pyszne że skończyły się przy następnej skrzynce i żałowałem że nie kupiłem więcej...

Brzozów Stary - kościół... z gigantycznymi przyporami





A na cmentarzu nie tylko kwatera z 1939, ale też grób Cichociemnych




Giżyce - cmentarz





Pod kościołem okazało się że jest jakiś odpust, a może z okazji dożynek te stragany? Dobrze się złożyło, bo lavince zapodziała się chusta na głowę (później okazało się, że zwinęliśmy ze śpiworem), więc tu nabyła jasną bandamę, bo słońce strasznie już przygrzewało.




Jedziemy da lasów młodzieskich, a po drodze kolejne pamiątki 1939ego, ot krzyż przydrożny z taką tabliczką.



I cmentarz w Starych Budach.




A w drodze do kolejnego cmentarza zaliczyliśmy premię górską i zdobyliśmy Górę Kornatę... a potem piochy, piochy i wreszcie leśny cmentarz.




Do kolejnego cmentarza, trzeba było jechać takimi oto dróżkami.



Gdy tu dotarliśmy skwar się zrobił nieznośny, więc zrobiliśmy sobie większą rozwałkę z kawą mrożoną z termosu i kanapkami i spędziliśmy tutaj dobrą godzinę. A miejsce malownicze, w środku lasu, na wydmie. Kiedyś się tego cmentarza naszukałem (ale znalazłem), bo miałem niezbyt dokładną mapę, a cmentarz był źle zaznaczony.





Młodzieszyn, miejsce pamięci w dzwonnicy.



Juliopol... Jadąc na weekend wiedzieliśmy że większość FTFów jest wygarnięta, tylko nie zalogowana, ale liczyliśmy że kilka uda się zgarnąć. Jednak na naszej trasie do tego miejsca wszystko wyczyszczone (za to mamy cały wór STFów), a w trzech następnych FTFy padły dopiero dzisaj, więc niewiele się spóźniliśmy.

Jednak przy tej skrzynce udało nam się zdobyć honorowy certyfikat pierwszego znalazcy Co ciekawe, chyba nie byliśmy pierwszą ekipą przy krzynce, bo były wyraźne ślady szukania, ale skrzynka dobrze ukryta i sam się sporo naszukałem nim ją znalazłem.






Mistrzewice





Most  Witkowicach...skrzynki nie szukamy, bo kiedyś ją znaleźliśmy, zresztą za dużo tu ludzi.



Kamion, pierwsza wzmianka o wsi jest już z 1065 roku... Zacznę od kościola (jednak co źródło, to inne informacje) - wzmianka o pierwszym, drewnianym jest z 1345 lub 1486 roku (zależnie od źrdła), kolejne kościoły budowano w 1670, 1841 (według innego źródła, przeszedł wtedy gruntowny remont)... kościół spłonął w 1915 gdy Kamion był na linii frontu, odbudowano w 1918 (drewniany), a obecny w 1978.





A teraz Kamień św. Jacka - legenda głosi, że św. Jacek Odrowąż (wiki), zmierzając do Wyszogrodu nie mógł znaleźć żadnej łodzi do przeprawy przez wezbraną Wisłę, naznaczył więc rzekę znakiem krzyża i zaczął chodzić po wodzie. Jednak towarzyszący mu bracia obawiali się pójść w jego ślady, więc św. Jacek rozłożył swój płaszcz na wodzie i w nim przeprawili się bracia.(nie wiem czy w sensie, że zakonni, czy bracia św. Jacka).

Natomiast na kamieniu ponoć odpoczywał i odcisnął ślad swojej stopy... aczkolwiek są też podania, że to stópka Matki Boskiej (a to pewnie stąd, że ponoć nim obudowano go kapliczką, kamień stanowił podstawę pod figurę Matki Boskiej).



Jedziemy jeszcze kawałek na północ, do pozostałości po drewnianym moście do Wyszogrodu... Teraz żeby się przeprawić trzeba pojechać na zachód do nowego mostu, pożyczyć płaszcz od św. Jacka, albo... my chcieliśmy się zabrać ze ścigaczem KU-30 (link), ale był on pod obstrzałem i nie mógł się zatrzymać.



Zawróciliśmy więc na południe i po drugiej stronie Bzury, w Brochowie odwiedziliśmy dawny cmentarz wojenny.



Dawny, bo zwłoki przeniesiono w 1952 na cmentarz wojenny w Sochaczewie... ale ekshumacja była niezbyt dokładna, część ciał zostało i te przeniesiono na cmentarz parafialny w Brochowie i tak powstała tamtejsza kwatera wojenna.



Dalej zdjęć nie ma, a poza tym stała trasa znad Bzury... dobrze że wiatr prawie ustał.

A zdjęcia do obejrzenia w albumie na Picasie

  • dystans 128.66 km
  • 6.00 km terenu
  • czas 07:19
  • średnio 17.58 km/h
  • rekord 34.30 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Cyklogrobbing wrześniowy #2 - dzień NW z wiatrem

Sobota, 13 września 2014 · dodano: 16.09.2014 | Komentarze 3

Korzystając z ładnej pogody, wolnego weekendu i tego że ostatnio pojawiło się sporo skrzynek dotyczącyh cmentarzy z wrześia 1939, ruszyliśmy za Bzurę.

Ale pierwszy odwiedzony cmentarz był z 1915 nad Rawką.



Ale po drugiej stronie Rawki za to kwatera wojenna z 1939 i pierwsza skrzynka na trasie.



A po drodze...




W Kompinie przekraczamy Bzurę i jedziemy na cmentarz... który był na blogu w zeszłym miesiącu




A potem objeżdżamy Łowicz północnym skrajem, odwiedzamy kolejny klimatyczny mostek na Bzurze i pierwszy na świecie stalowy most spawany (na Słudwi)





A następnie zwiedzamy skansen w Maurzycach... tu spędzamy duuużo czasu i na koniec robimy rozwałkę w cieniu z kawą mrożoną. Bo zrobiło się strasznie gorąco i nam trochę w czasie zwiedzania przygrzało.






Lecimy szosą główną na zachód do Zdun, a tam kwatera wojenna, klimatycznie zieleniejący kościół neogotycki i wbijamy się w boczną drogę na północ.






W Borowie Kościelnym zaczynamy od pomnika, potem oglądamy popadające w ruinę przytulisko (miejscowa kobita się dziwowała że nam się podoba ten budynek "Taaa, najpiękniejszy w całej wsi..."), a na koniec kościół, plebanię i chrzcielnice.








A Luszyn? okazał się najciekawszą miejscowością  którą odwiedziliśmy na trasie (spośród tych w których wcześniej nie byliśmy) - wjeżdżamy, a tu kościółek... i to nie byle jaki, tylko renesansowy (czy też jak to piszą gotycko-renesansowy, bo nasze okresowo renesansowe kościółki mocno architektonicznie w gotyku siedziały).





Po chwili zwiedzania i focenia jakiś pan powiedział że jest otwarty i możemy zwiedzić. No to weszliśmy przez zakrystię, zwiedzamy aż nagle słyszymy "Czy młodzi są jeszcze?" - to ksiądz przyszedł i zaczął opowiadać o kościele, a na koniec otrzymaliśmy błogosławieństwo (rowery też) - myśleliśmy że weźmie kropidło i pokropi, ale tylko go dotknął (chyba mają tu jakieś wi-fi do błogosławieństwa)... zacytuję jeszcze komentarz lavinki po tym wszystkim  "Czym to się zmywa? Siarką?"




Jedziemy dalej, a tu pałac, gorzelnia, cmentarz z I wojny...





Aż wreszcie cmentarzyk parafialny (a tam na jednym z grobów spore gniazdo os czy pszczół!), kwatera wojenna z 1939, no i skrzynka.





Ale to nie koniec atrakcji Luszyna. Na dróżce przy cmentarzu nowy asfalt, a że z mapy wynika że biegnie do Kiernozi, postanowiliśmy zaryzykować i nie wracać do głównej. A tu po jakimś czasie nawierzchnia się zmienia na... również utwardzoną, ale tym razem kocimi łbami. Tak więc dotelepaliśmy się do asfaltu na Kiernozię spory kawałek tą starą drogą pałacowo-dworską.



W Kiernozi najpierw podjechaliśmy pod kościół odwiedzić panią Walewską (krypta "zamknięta" tylko przywalonym kawałkiem betonu), marudziła że jej tabliczkę wymieniono na mniej klimatyczną (tutaj jest stara: link). Potem pod pałac. A na koniec na cmentarz wojenny.






No to myk na Osmolin - wizyta pod kościółkiem i na cmentarz na mogiłę. Obok mogiła dzieci zabitych przez bombę :-(  po obliczeniach otrzymujemy współrzędne miejsca gdzie spadła ta bomba i tam jest skrzynka. A poza tym nastała noc.



Następna miejscowość, kwatera wojenna i skrzynka - Słubice. Ponadto paskudnyy cpr (ciąg pieszo-rowerowy), ile razy przejechaliśmy nieprzepisowo nie zsiadając z roweru, to nie zliczę.





No i Sanniki... ostatni cmentarz, ostatnia skrzynkach, a wszytko przy głośnych wyrobach muzykopodobnych spod remizy gdzie odbywała się impreza dożynkowa.



Ostatnia prosta do Iłowa i wbijamy się do lasu na nocleg.

C.d.n. (a więcej zdjęć na Picasie)

Dobranoc




  • dystans 101.59 km
  • czas 05:23
  • średnio 18.87 km/h
  • rekord 35.30 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Cyklogrobbing wrześniowy nad Bzurą

Środa, 10 września 2014 · dodano: 11.09.2014 | Komentarze 7

Jak przechodziliśmy z Kluską obok Lidla, zauważyliśmy starszego pana z rowerem i wielką przyczepką. Okazało się, że jest to Leintijs Romanovskis, czyli 74-letni rowerzysta z Łotwy, który jeździ rowerem po Europie... po powrocie do domu, szybko się zebraliśmy z lavinką i polecieliśmy pod Lidla by się wstęplować i wpisać do kroniki cyklisty. Więcej we wpisie na pocztówkach.



A potem ruszyliśmy nad Bzurę... z krótkim postojem pod kultowym sklepem w Czerwonej Niwie, gdzie wszamaliśmy bułkę z jabłkiem, pączka z jabłkiem i przeczytaliśmy tablicę ogłoszeń (klik w obrazek by powiększyć).



A stamtąd nad samą Bzurę do Kozłowa Biskupiego... na cmentarz gdzie jest mogiła zbiorowa z września 1939.




Wybraliśmy się w tym kierunku, ponieważ właśnie została opublikowana seria kilkudziesięciu skrzynek upamiętniająca bitwę nad Bzurą. Tutaj byliśmy pierwsi.




Podjechaliśmy pod kościół, gdzie zrobiliśmy tradycyjną rozwałkę.






Po czym przez kultowy mostek (z moją skrzynką) przeprawiliśmy się przez Bzurę.




W Kozłowie Szlacheckim zanotowaliśmy pewne braki... jedna skrzynka zaginęła bowiem przed publikacją, ostał się ino pokrowiec.





Cmentarz z I wojny w Złotej (z frontu nad Bzurą, ale 100 lat temu)... niedawno postawili tam tablicę szlaku frontu wschodniego I wojny. Oto zbliżenia: foto1, foto2, foto3



Rozwałka :-) zrobiliśmy i my



A po drodze kapliczka, chałupka... pamiętam że fociliśmy je po drodze  do Włocławka lat temu trzy.




A w Jeziorku trafiliśmy na kapliczkę-krzyżo-pomnik z tablicami upamiętniającymi żołnierzy wrzęsnia (foto) i powstańców styczniowych (foto).



Kocierzew... kwatera wojenna którą również odwiedziliśmy w 2011 po drodze do Włocławka.



Obok spoczywa... dziadek Józefa Chełmońskiego.



W rogu cmentarza jest skład starych, identycznych krzyży... czyżby kiedyś stały one na kwaterze wojennej z 1939, ale potem zostały wymienione?



No i skrzynka... tutaj byliśmy drudzy.



A następnie myk na Rybno.




A obok kościoła pomnik z 1931 upamiętniający poległych w walkach o niepodległość (foto tablicy)



Jest i kwatera z 1939 na cmentarzu... jest ona naprawdę duża i są ławki do rozwałki.





A oto i skrzynka, tu też byliśmy drudzy.




A z Rybna to już tniemy do domu






  • dystans 17.34 km
  • 6.00 km terenu
  • czas 01:24
  • średnio 12.39 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Jak grzyby po deszczu

Wtorek, 9 września 2014 · dodano: 10.09.2014 | Komentarze 3

Kolejny wypad na grzyby do lasu z Kluską. Na początku zberanie słabo nam szło, głównie czubajki parę podgrzybków. Potem podjechała do nas Werrona i gadając łaziliśmy po lesie, w międzyczasie przemieszczając się w bardziej podgrzybkowy rejon i tam nazbieraliśmy trochę podgrzybków które tam rosły jak grzyby po deszczu, z czego kilka było tak ogromniastych że 3-4 największe stanowiły chyba połowę wagi zabiorów... no może 5 :-)

A propos deszczu, to trochę popadało, ale szybko przeszło. A do domu wracaliśmy już po ciemku dłuższą trasą.








  • dystans 42.72 km
  • 4.00 km terenu
  • czas 01:59
  • średnio 21.54 km/h
  • rekord 31.80 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Na S-Ł po kanie

Wtorek, 9 września 2014 · dodano: 10.09.2014 | Komentarze 0

Już w zeszłym tygodniu chciałem podskoczyć na miejscówkę gdzie zazwyczaj są kanie, sprawdzić czy już wysypały... ale się nie wyrobiłem. Dziś się udało, kanie były i chyba w zeszłym tygodniu też bym się załapał na zbiór. Niestety były bardzo robaczywe - co trzeci kapelusz nadawał się do zbierania. A w domu okazało się że z zebranych czterech dwa są też robaczywe i trzeba wyrzucić... mimo że ogonek miały zdrowy, zatem wniosek że trzeba rozkrawać na miejscu. Mimo to te dwa starczą nam na kilka posiłków, jeden kapelusz jest duży wielkości dużego talerza, a i drugi niemały.






Ja biegałem po krzakach, pociągi jeździły.




Aha, niedawno widziałem koparkę i ekipę remontową na eSełce pod Nową Hutą. Dziś z wiaduktu widziałem że faktycznie remontują tor wymieniając tory... od Puszczy Mariańskiej w kierunku Mszczonowa. Co ciekawe remontują jedyny czynny tor, bo drugiego który jest zamknięty (nawet trakcja jest zdjęta) nie ruszają. To by chyba tłumaczyło dlaczego ostatnio rzadziej pociągi tędy jeżdżą, pewnie jadą przez Radom i Dęblin na Łuków (tam ruch towarowy bardzo intensywny... sprawdzony w weekend).




  • dystans 68.49 km
  • 1.00 km terenu
  • czas 03:06
  • średnio 22.09 km/h
  • rekord 34.10 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Paszport w Puszkowie, burza w Jaktorowie

Poniedziałek, 8 września 2014 · dodano: 09.09.2014 | Komentarze 1

Szybki wypad po Pruszkowa odbiór paszportu dla Kluski.Poleciałem główną do Grodziska, bo przejazd kolejowy w Jaktorowie i Grodzisku były zamknięte (w Jaktorowie już otworzyli).

Po drodze zauważyłem że sporo się wyburza budynków pofabryczbych - w Grodzisku przy torach , w Pruszkowie też przy torach, a  w rejonie  Ołówkowej i Przemysłowej to nie pamiętam co było i trudno mi stwierdzić czy tylko zaorali krzaki czy coś wyburzyli... ale odsłonił się kadr na zabudowania (chyba) fabryki ołówków St. Majewskiego.



A tutaj też chyba coś się zmieniło... zmienia



Karny Kutas poleciał... ale do Parzniewa to trzeba by z całą rolką naklejek przyjechać na tak zastawiających chodnik.



W Brwinowie wjazd na placyk przy krzyżu upamiętniający rozstrzelanych powstańców listopadowych został zastawiony donicami, bo robił za dziki parking i na milimetry od ogrodzenia parkowali (w końcu by rozwalili), a i podejść do krzyża i tablicy było ciężko, nie mówiąc o zrobieniu zdjęcia... chyba ktoś już próbował donice przesunąć.




W zasadzie planowałem wrócić nieco dłuższą trasą przez Izdebno i Baranów żeby nie tłuc się główną drogą. Ale za Pruszkowem ukazały się przede mną czarne chmury (nieco wczęśniej niż prognozował ICM), więc postanowiłem przyciąć. W Milanówku Zaczęło kropić, za Grodziskiem błyskąc, a w Jaktorowie lunęło... za Jaktorowem przeszło z powroctem w niewielki deszczyk, ale i ja i wszystko było mokre. W Żyrku nadal padało, ale też świeciło słońce.

Jako bonus - Kluska siorbiąca zupkę.




  • dystans 61.53 km
  • 11.00 km terenu
  • czas 04:07
  • średnio 14.95 km/h
  • rekord 38.70 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Azoty Puławy - Twierdza Dęblin

Niedziela, 7 września 2014 · dodano: 18.09.2014 | Komentarze 0

chwilowo nie mam czasu zrobić relacji... może później

  • dystans 61.58 km
  • 6.00 km terenu
  • czas 03:48
  • średnio 16.21 km/h
  • rekord 40.70 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Twierdza Dęblin - Azoty Puławy

Sobota, 6 września 2014 · dodano: 18.09.2014 | Komentarze 0

chwilowo nie mam czasu zrobić relacji... może później