teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124111.40 km z czego 18795.05 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 65.52 km
  • 15.50 km terenu
  • czas 03:56
  • średnio 16.66 km/h
  • rekord 31.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Ugotowany Rower Podłódzki #3: Cyklogrobbingowy ukrop minimum

Niedziela, 29 maja 2016 · dodano: 03.06.2016 | Komentarze 6

Jamborek - Gucin - Rokitnica - Ldzań - Ślądkowice - Pawlikowice - Rydzyny - Czyżeminek - Guzew - Gospodarz -Stara Gadka - Konstantyna - Łódź

Więcej zdjęć w galeriach: meteora2017 i lavinki

Niby dziś pochmurno i słońce nie praży (przynajmniej przez większość czasu), ale jakoś tak duszno... poza tym trochę zrypani jesteśmy po dwóch dniach upałów (i burzy). Dlatego postanawiamy jechać mniej więcej najkrótszą drogą do Łodzi, plus startowa pętelka przez opuszczoną szkołę i cmentarz ewangelicki.

Zbieramy się niespiesznie, ale w końcu wyruszamy... huann zostaje i z Moniką ruszają nad Grabię wykąpać Alusia.




Z tyłu domek działkowy w którym nocowaliśmy - i choć teraz już za bardzo tego nie widać, to to z lewej to kiosk, a to z prawej to barakowóz.



Na dzień dobry gmina truskawkowa



A potem szkoła w Gucinie





Następnie cmentarzyk ewangelicki w Rokitnicy - dosyć duży i malowniczo położony na wzgórzu... ale dojazd piaszczystą drogą w tej duchocie trochę nas zmordował. To był 7 cmentarz na naszej trasie (a 6 ewangelicki)





A potem myk przez Ldzań - w rejonie młyna w Talarze lokalny szczyt ruchu drogowego - samochody i rowerzyści w te i we wte, ale my skręcamy po chwili w bok. Po drodze ze cztery domy z opoki wapiennej.



Obok tego budynku robimy sobie postój na przystanku przy skrzyżowaniu, bo tu się umówiliśmy z huannem, że do nas dojedzie. I po kilku minutach faktycznie jest.



Stąd ruszamy do lasu pod częścią wsi o nazwie Ślądkowice Trzecie - Łajsce (wg huanna - Ślądkowice Trzy Łasice), gdzie szukamy cmentarza z I wojny. Jako że nie widzieliśmy by jakaś drożyna do niego biegła, to rowery w krzaki i dalej z buta. To był 8 cmentarz na trasie, a dopiero 1 wojenny z I wojny... przy czym na dwóch cmentarzach ewangelickich były kwatery z I wojny.





W drodze powrotnej, w największych krzakach znaleźliśmy tajemniczą mogiłę



Dalej jedziemy po skrzynkę przy gajówce... droga która tam wiedzie, jest obecnie zryta przez ścinki. Moglibyśmy objechać równoległą, ale wtedy ominęlibyśmy krzyż-mogiłę. huann proponuje, że mu się nie chcę rypać tymi piochami i tu poczeka na nas, toteż i my zostawiliśmy tu rowery, a dalej z buta.

Okazało się, że w mogile spoczywają żołnierze niemieccy z II wojny (ponoć 400)




Przebijamy się dalej gruntówą przez las i wsie do kolejnego cmentarza z I wojny pod Pawlikowicami





Zamiast grzybków dla wariaga... Rydzyny są tym wśród grzybów, czy wyrób czekoladopodobny wśród czekolad ;-)








Jest też na nim kwatera z I wojny



Hmmm, ciekawe czy na tym znalezisku da się jeździć?



Kolejny cmentarz ewangelicki - tym razem w Czyżeminku. Z jednej strony do cmentarza miedzą... z drugiej też. W pobliżu droga polna, ale wydaje się że z niej to przez zboże trzeba by rypać na koniec na cmentarz. lavinka wybiera jedną miedzę, ja drugą i spotykamy się na cmentarzu. Okazuje się że jest z niego niezauważalne wcześniej dojście do wspomnianej drogi polnej.





Matka Boska Brudnych Rąk i Nieprzytomnego Wzroku




Docieramy do terenu dawnego majątku Gospodarz. Okolica tak zarosła, że przejeżdżamy obok pałacu i go nie zauważamy... gdy się zorientowaliśmy, że go przegapiliśmy, musimy wrócić. Fotek pałacu nie ma, bo teraz trudno mu zrobić zdjęcie w tych krzakach. Tutaj huann od nas odłącza i już sam jedzie na Łódź, a my jeszcze zwiedzamy parę budynków i szklarnie.














Jedziemy dalej... przejeżdżamy obok cmentarza z I wojny w Starej Gadce, kiedyś już tu byliśmy, ale jak tu nie zajrzeć jeszcze raz? Cmentarz jest duży, obejmuje całe wzgórze.







Jest tu nawet mogiła żołnierzy niemieckich z II wojny



Wjeżdżamy do Łodzi... i łódzkie drogi




Ruch na szosie pod torami koszmarny, nie ma jak na nią wjechać z bocznej dróżki... dlatego korzystamy ze skrótu, którym nawet biegnie szlak rowerowy, niestety dużo tam szkła. A dalej chodnikiem do ronda.




Potem ddr-ką Aleją Terrorystów i już wkrótce jesteśmy na miejscu i możemy robić sobie obiad. W ramach urozmaicenia czytamy książkę o rosyjskich zakąskach do wódki... tutaj znalazły się też jakieś grzybki dla wariaga ;-)





  • dystans 77.57 km
  • 11.50 km terenu
  • czas 04:43
  • średnio 16.45 km/h
  • rekord 34.30 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Ugotowany Rower Podłódzki #2: Żar 5 Burza 1.5 Bunkry 10

Sobota, 28 maja 2016 · dodano: 02.06.2016 | Komentarze 6

Jamborek - Karczmy - Zabłoty - Bocianicha - Zelów - Pożdżenice - Krześlów - Wypychów - Lubiec - Magdalenów - Kluki - Parzno - Strzyżewice - Sromutki - Łobudzice - Bujny Szlachekie - Kociszew - Karczmy - Jamborek

Więcej zdjęć w galeriach:  meteora2017 i lavinki

Zbieramy się niespiesznie, zaczynamy od obejrzenia cmentarza ewangelickiego w Zabłotach (4 cmentarz na naszej trasie, przy czym 3 ewangelicki).




Kawałek dalej dowiadujemy się, co się dzieje z nartami po sezonie zimowym.



I tak dojeżdżamy do Zelowa



Tu zwiedzamy cmentarz ewangelicko-reformowany, głównie czeski, bo miasto swój początek wzięło od kolonistów czeskich, którzy w 1802 zakupili majątek Zelów i tu się osiedlili. Byli to bracia czescy, którzy wtedy zdaje się byli już jednym z nurtów kościołów kalwińskich (czyli po dzisiejszemu właśnie ewangelicko-reformowanych).







Na cmentarzu jest też kwatera z I wojny.





Zahaczamy też o zelowską cegielnię





I jeszcze o kościół czeski... a po drodze napadamy sklepik w celu nabycia pieczywa (od chleba po drożdżówki) i innych ważnych produktów spożywczych.



Kolejny stopik pod kościółkiem w Pożdżenicach



Potem dworek w Krześlowie



A kolejny w Lubcu



Pod Lubcem zaczynamy bunkrowanie, bo znajduje się tu grupa czterech polskich schronów wybudowanych w 1939 roku, pierwszym na trasie był tradytor (tudzież tradytor dwustronny), czyli schron do prowadzenia ognia bocznego z dwóch stron, ma dwa otwory strzelnicze na ckm-y. Schrony są wykonane według Instrukcji Saperskiej (tam schematy schronów), więcej o polskich schronach na stronie www.schrony1939.fortyfikacje.pl

Z bliska na zdjęciach niewiele widać, bo obrośnięty przez krzaki. W środku zrobiliśmy sobie rozwałkę, bo tam przyjemny chłodek, a na zewnątrz gorąco było. lavinka i huann przysiedli pod strzelnicami, a ja w progu - schron idealnie dopasowany do rozwałki trzech osób. huann po zwiedzaniu schronu musiał już wracać, bo do Jamborka wkrótce miała przyjechać Monika z Alusiem.



Przy wejściu były dwa otwory strzelnicze na km do obrony bliskiej.



A tu przyczepiano siatkę maskującą



Biegnie tutaj szlak umocnień polowych z 1939 roku, ale dobrze że schronów szukaliśmy według map topograficznych, dodatkowo wspomagając się GPSem, a nie nastawialiśmy się na podążanie za szlakiem, bo ten jest słabo oznaczony i co najwyżej czasami upewniał nas że dobrze jedziemy, a potem gdzieś znikał. Tutaj powiększenie tablicy ze szlakiem




Kolejne dwa schrony, to półtradytory (tudzież tradytory jednostronne) ze stanowiskiem na 1 ckm. Tu ten pierwszy




A tu drugi




Gdy dojeżdżaliśmy ko czwartego schronu, to przy drodze trafiliśmy na takie coś... wygląda trochę jak pączkujący pomnik-miejsce pamięci. Powiększenie tablic: 1, 2, 3












Najnowsza tablica została odsłonięta tydzień temu i poświęcona jest Antoniemu Stefaniakowi ps. Sęp, żołnierzowi Ak, a potem KWP, który zginął w zasadzce w Magdalenowie w 1946 (ta droga biegnie do Magdalenowa). Więcej informacji tutaj



Wbijamy się na drugą stronę wydmy, do schronu obserwacyjnego... a tu ciąg dalszy








Poza tym obok widoczne ślady okopów



Poza tym wykop pod kolejny schron, a w nim fundament pod półtradytor



W miejscu tym długo zabawiliśmy - fotki, rozwałka, zakładanie skrzynki... a potem myk przez Magdalenów do kolejnej grupy schronów w lesie na południe od tej wsi. Tutaj 5 schronów to półtradytory i tylko jeden jest inny.






Drugi schron na południe od szosy jest tuż przy ścince, toteż droga do niego i do trzeciego strasznie rozjeżdżona i piaszczysta, musimy pchać rowery na sporych odcinkach.




Trzeci schron to tradytor (dwostronny), ale niedokończony, bez stropu, więc można zrobić fajne zdjęcia "w przekroju"... niestety ten jako jedyny jest nie na piaskach, tylko w sąsiedztwie terenów podmokłych i komary rypały.







Droga do czwartego schronu była dosyć skomplikowana, bo dróżki omijały ten strumyk, tereny podmokłe i łąki... i tutaj początkowo był jedyny odcinek szlaku dobrze oznaczony, co pomogło nam w jeździe, ale za strumukiem już był raczej średnio oznaczony.







Schron piąty nie był wkopany, toteż znacznie bardziej wystaje ponad powierzchnię ziemi.





Dalej napotykam dwie, metrowej wysokości baterie Duracell



Szósty schron tej grupy (a w sumie dziesiąty), zaczyna się chmurzyć (wreszcie, bo upał dał nam nieźle w kość na piaszczystych dróżkach), a gdy odjeżdżamy zaczyna nawet kropić.







Wyjeżdżamy na szosę i zaczynamy powrót, a tu zaczyna grzmieć i wkrótce dopada nas ulewa... przy krajówce sprawa się wyjaśnia. Cały dzień jechaliśmy na Żar, toteż upał był niezności i słońce prażyło, ledwie zawróciliśmy i zaczęliśmy oddalać się od Żaru, to zaraz lunęło.



Gdy mijamy Kluki, powoli przestaje padać, ale i tak jesteśmy przemoczeni.

Kościół w Parznie.



Od tej pory uciekamy przed chmurami, zachodzą nas od tyłu, z prawej, a lewej... jako że nasza droga nie biegnie prosto, tylko raz wykręcamy w jedną, raz w drugą, to kluczymy i czasami zbliżamy się bardziej do którejś z chmur.

Ale postój przy drewnianym kościółku w Łobudzicach musi być




Gdy ruszamy spod kościółka, znów zaczyna kropić, a my jedziemy prosto w chmurę, ale wkrótce znów skręcamy w bok.

Święty Florian ma dobrą ochronę przed deszczem, nie dosyć że za szybką, to jeszcze ma daszek-hełm



Ale kury próbują się schować pod daszkiem przy drzwiach do chałupy... a rowery mokną



Hmmm, tutaj chyba jakieś poprawiny po Bożym Ciele... te szpalery wzdłuż drogi (a także czasem przy gruntówie w pole) to może jeszcze z B.C., ale po drodze spotykamy księdza i grupę mieszkańców na jakimś nabożeństwie pod kapliczką, czy czymś.



Kościółek w Kociszewie... postój mimo siąpiącego deszczu, za co zostaliśmy nagrodzeni, bo gdy oglądaliśmy kościół, przestało padać.




Ostatecznie udało się wymanewrować wszystkie pozostałe chmury i nim dojechaliśmy to wyschliśmy prawie do sucha

No dobra, a teraz pora jechać coś zjeść.



Na miejscu byli huann, Monika i Aluś, którzy wrócili ze smażalni ryb, więc dziś sami sobie robiliśmy obiadokolację... no, Aluś próbował mi wleźć do miski, ale dzielnie broniłem swojego spaghetti.


  • dystans 111.08 km
  • 11.50 km terenu
  • czas 06:31
  • średnio 17.05 km/h
  • rekord 34.30 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Ugotowany Rower Podłódzki #1: Rypiemy na zachód w sosie własnym

Piątek, 27 maja 2016 · dodano: 31.05.2016 | Komentarze 6

Żyrardów >>> Skierniewice - Dąbrowice -Godzianów - Byczki - Gzów - Przybyszyce - Jeżów - Popień - Wierzchy - Katarzynów - Koluszki - Różyce - Borowa - Karpin - Kurowice - Dalków - Wola Kutowa - Żeromin - Tuszyn - Rydzynki - Zofiówka - Czyżemin - Tążewy - Dłutów - Dłutówek - Łaziska - Orzk - Karczmy - Jamborek

Więcej zdjęć w galeriach: meteora2017 i lavinki

Rano na dworzec, w pociąg Kolei Mazowieckich (Impuls) i myk do Skierniewic... a dalej już rypiemy. Słonecznie i gorąco, momentami jakaś chmura zasłaniała słońce, ale zbyt rzadko. Niezbyt silny głównie mordewind lub wiatr boczno-paszczowy, jednak niezbyt przeszkadzał, za to trochę chłodził.




Żeby zbyt długo nie rypać główną, skręcamy w boczną drogę, jednak po jakimś czasie asfalt sie kończy i ładujemy się w piaszczystą gruntówę... zresztą biegnie tędy szlak rowerowy.



Zapady kapliczka



Godzianów kościół



Informacja turystyczna informuje, że to co się pasie przy drodze, to są krowy... a propos, czytaliście o wojnie o krowę?



Miejscami drzewa przy drogach wycięte i skwar straszny



Na szczęście nie wycięli jeszcze wszystkich



Chwila ulgi



Przybyszyce



W Jeżowie rozwałka na cmentarzu wojennym, skoro już znamy tę idelną miejscówkę rozwałkową... na ławce pod bzem




Stacja Jeżów rogowskiej wąskotorówki



Hmm, to którym by tu szlakiem pojechać? A co tam, nam szlaki w jeździe nie przeszkadzają



Ciekawe jak to wygląda w nocy



Na opłotkach Koluszek... pomnik Piłsudskiego




Przebijamy się przez węzeł kolejowy Koluszki, ale raz na przejeździe musimy przeczekać Flirta ŁKA mknącego z Łodzi do Koluszek



Cmentarz ewangelicki w Borowej z mogiłami z I wojny światowej (a dokładnie z Bitwy Łódzkiej - listopad 1914). Tak zaczynamy cyklogrobbing, w sumie w najbliższych dniach odwiedzimy 11 cmentarzy z czego 3 z I wojny, 7 ewangelickich (a na 3 z nich były też mogiły z I wojny). Tutaj tablica informacyjna o walkach w okolicach Borowej.







Następny postój pod kościołem w Kurowicach... ławka stała w słońcu, więc ją przestawiliśmy w cień (a do lekkich nie należała)



Kościół miał pecha, bo został wybudowany tuż przed I wojną (konsekrowany w 1913), a w czasie walk uległ zniszczeniu. Odbudowa trwała od 1922 do 1933. O tych wydarzeniach świadczą obecnie licznie wmurowane pociski, jest ich kilkanaście albo nawet ponad dwadzieścia.

O kościele w Kurowicach jest w Bitewniku Łódzkim nr 7, pozostałe w wersji online dostępne są tu: link







A my nie omijamy



Przejeżdżamy przez Tuszyn i zatrzymujemy się na kolejnym cmentarzu ewangelickim





Wieża ciśnień w rejonie podtuszyńskiego szpitala





Opuszczone budynki szpitalne mieliśmy od dawna na oku, po tym jak huann tu był i polecał. Jednak zanim się tu wybraliśmy, to część została już wyburzona. Ale ten jeszcze mogliśmy zwiedzić.






Fajrant



Taką wspaniała drogą jedziemy dalej, żeby przekonać się, że kolejne budynki wyburzono.





Następnie zwiedzamy w okolicy opuszczony ośrodek wypoczynkowy





Zofiówka - jeszcze jeden cmentarz ewangelicki



Tążewy - ładna kamienna kaplica, ale z paskudną blaszaną dobudówką (gdyby zrobili z drewna...)



Dłutów - kwatera z 1939




Mogiła zestrzelonych w okolicy lotników (też 1939)



Widok na kościół w Dłutowie



Następnie udaliśmy się do lasu pod Dłutówek, gdzie jest pomnik upamiętniający lądowanie zestrzelonego Łosia... To jeden z eskadry trzech Łosi, które wyruszyły 4 września 1939 bombardować niemieckie kolumny pancerne, ale zostały zaatakowane i zestrzelone przez myśliwce. W tym miejscu lądował jeden z Łosi (uratowała się cała załoga), drugi się rozbił i zginęła cała załoga (ta mogiła na cmentarzu w Dłutowie), a trzeci kilka kilometrów na południe, trzech lotników zginęło (są pochowani na cmentarzu w Drużbicach). Opis tych wydarzeń

O tym Łosiu dowiedzieliśmy niedługo po postawieniu tej kopii samolotu od huanna, i wybieraliśmy się tam, ale jakoś nigdy nie było po drodze, albo było już zbyt późno (po nocy nawet zdjęć nie porobimy). Dziś wreszcie się udało i... trochę się zawiedliśmy, bo niby wiedzieliśmy że to kopia, ale spodziewaliśmy się jednak w miarę prawdziwego samolotu a nie jego blaszanej namiastki. Żeby nie było, uważamy że taka forma pomnika jest bardzo fajna (także te zdjęcia wetknięte w piasek) i gdybyśmy nie wiedzieli wcześniej o tym że jest tu Łoś, to by było wielkie Wow! a tak po prostu rzeczywistość nie dorosła do naszych oczekiwań.






Jeziorko obok Łosia





Orzk%*$%@



To nie ustawka, dokładnie w tym miejscu co stoi lavinka, na jej liczniku stuknęła setka... aż chce się rzucić mięsem z radości ;-)



W Orzku zauważyliśmy ze trzy domy wapienne... huann wspominał, że faktycznie w tych rejonach występuje opoka kredowa, czy jakoś tak. Ale może on rozwinie nieco temat.



I tak tuż po dwudziestej dotarliśmy do Jamborka, gdzie huann już na  nas czekał. lavinka rozwiesiła hamak, a poitem zajęliśmy się piciem - cappuccinko, biała kawa, herbata czarna i owocowa, oraz trochę wody dla ochłody, oraz jedzeniem - spaghetti, budyńki i kisielki, kanapki z pasztetem i galaretką żurawinową (ja zdejmowałem z pasztetu galaretkę, ale się nie marnowała, bo był z nami huann).



I tym optymistycznym akcentem kończę relację dnia pierwszego.


  • dystans 6.77 km
  • czas 00:25
  • średnio 16.25 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

W dwa deszcze na dworzec

Środa, 25 maja 2016 · dodano: 31.05.2016 | Komentarze 0

Kluska się schowała cała w pokrowiec przed siąpiącym deszczem




Ale kask jej przeszkadzał, więc go trzeba było zdjąć... i w ten sposób dojechaliśmy na dworzec



Pociągi, pociągi...




Przed długim weekendem korki na mieście



  • dystans 5.76 km
  • czas 00:27
  • średnio 12.80 km/h
  • rekord 20.90 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Skwar i burza

Środa, 25 maja 2016 · dodano: 25.05.2016 | Komentarze 2

Znów chciałem pojechać z Kluską do parku, a ta znów nie chciała i znów wylądowaliśmy na Jordanku... na szczęście bawiła się głównie w domku, gdzie był cień od daszka, a nie w skwarze na słońcu.



Konny dostawca lodów



A potem zrobiło się całkiem przyjemnie bo przyszły chmury. Z nich wkrótce zaczęło padać, nastąpiła paniczna ewakuacja dzieci z placu zabaw... całej dwójki, bo tylko tyle było, z powodu upałów na Jordanku ostatnio mało dzieci się bawi. Kluska natomiast schowała się do domku, a gdy przeszło ruszyła do piaskownicy.



CHyba dlatego nie chce jeździć do parku, bo tam nie ma piaskownicy.



Potem znów wyszło słońce i znów się zrobił skwar, więc namówiłem Kluskę żeby jednak pojechać do parku... ale musiałem zabrać kubełek piasku, a Kluska loda. Po drodze gałka spadła i nic nie pomagało na ten smutek, toteż na syrence dojechaliśmy do parku.



Prawdziwi komandosi pokonują mostek wiszący biegiem... jedna dziewczynka, biegając wczoraj za Kluską, pościerała sobie kolana. Dziś była tylko mniejsza dziewczynka, to tak nie biegała i potrzebowała pomocy mamy.



Obiad trzeba sobie samemu złapać.




Bla bla bla, coś tam, coś tam, siedemnaście... tata cytaj dalej.




O domek! Niestety altanka była już zajęta i Kluska się spłoszyła



i znalazła sobie inną miejscówkę... a nawet kilka





Dalej idziemy na przełaj



Potem zagrzmiało i zdecydowałem się na powrót, po drodze zaczęło padać. Deszcz, nie deszcz, trzeba się zatrzymać wyciągnąć zapasy z plecaka, bo podręczne jedzonko się skończyło.




  • dystans 6.18 km
  • czas 00:29
  • średnio 12.79 km/h
  • rekord 22.90 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Jordanek i park w upale

Wtorek, 24 maja 2016 · dodano: 24.05.2016 | Komentarze 0

W zasadzie chciałem wyciągnąć Kluskę do parku, z powodu żaru lejącego się z nieba... ale niestety była awantura i ostatecznie zaakceptowała Jordanek. Tam na szczęście bawiła się w części bardziej zacienionej. A gdy wszystkie dzieci sobie poszły, udało się ją wyciągnąć i pojechać do parku, gdzie więcej cienia.







  • dystans 4.26 km
  • czas 00:17
  • średnio 15.04 km/h
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Po Klu na dworzec

Poniedziałek, 23 maja 2016 · dodano: 24.05.2016 | Komentarze 0

Pociągi, pociągi...





Kluska przez całą drogę do domu śpiewała



A potem tradycyjne chowanie się robienie akuku




  • dystans 64.93 km
  • 20.50 km terenu
  • czas 03:50
  • średnio 16.94 km/h
  • rekord 37.20 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Rozpoczynamy sezon kawy mrożonej

Niedziela, 22 maja 2016 · dodano: 23.05.2016 | Komentarze 5

Upał się zrobił straszny... jak słońce zaszło za chmury, to było całkiem znośnie, ale jak świeciło to skwar był nie do wytrzymania. Ech, nawet na krótki, parosekundowy postój pilnowałem żeby się zatrzymać w cieniu. No i zainaugurowaliśmy sezon wożenia mrożonej kawy w termosie.

Na dzień dobry uratowałem małego zaskrońca na wiadukcia nad autostradą, z obu stron drogi wysokie krawężniki na które nie mógł sie wspiąć... zanim by dopełz do końca wiaduktu, było spore ryzyko, że coś go rozjedzie.

Z powodu upału, tylko rundka serwisowa po okolicy, na eSeŁkę. Pierwsza rozwałka w brzeziniaku przy okazji reaktywacji skrzynki, a obok przemykały pociągi na CMK












Częste postoje przy okazji skrzynek, lavinka generalnie zalegała w cieniu, tylko ja buszowałem po krzakach. Przy jednej z nich nazbierałem szczawiu na zupę.




Udało się też złapać dwa pociągi na eSeŁce




Poza tym było ładnie, fotogenicznie... tylko ten upał dawał w kość.










  • dystans 71.01 km
  • 2.10 km terenu
  • czas 03:40
  • średnio 19.37 km/h
  • rekord 32.80 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

huańński Cyklogrobbing z upierdliwym wiatrem i upałem

Sobota, 21 maja 2016 · dodano: 22.05.2016 | Komentarze 43

Dziś huann tradycyjnie jechał z Łodzi do Warszawy, więc my tradycyjnie spotykaliśmy się z nim na trasie. Jako że to chyba huann wymyślił termin cyklogrobbing, to tradycyjnie umówiliśmy się na cmentarzu.

Uff, ale gorąco się dziś zrobiło... a do tego początek trasy mniej lub bardziej pod wiatr (huann miał jechać z wiatrem, a my wyjeżdżaliśmy mu naprzeciw).

Coś ćwierka... zdjęcie pt. "znajdź ćwierkającego wróbelka", wam jest trudniej bo fotka jest bez fonii.



Pierwsza rozwałka w Miedniewicach, przyjemny chłód w cienistych krużgankach. Drzwi do kościoła otwarte, więc dało się zajrzeć do środka przez kratę.





Kolejny stopik (ale krótki) na cmentarzu w Bolimowskiej Wsi (jak cyklogrobbing, to cyklogrobbing).








Następny postój już w umówionym miejscu, czyli przy cmentarzu w Wólce Łasieckiej. Byliśmy pierwszi, huann pojawił się gdy zaczęliśmy wyciągać żarcie z sakw, ten to ma wyczucie ;-)



A na cmentarzu trawa niedawno była koszona trawa





Jedziemy dalej przez Bolimów (i skok w bok do drugiej, tej bardziej ukrytej połówki butli). Potem znów przejeżdżamy przez Bolimowską Wieś ale bez postoju obok cmentarza... w sumie powinniśmy zrobić rundkę honorową wokół budowanego obok rondka, bo przy jego budowie znaleziono szczątki pięciu rosyjskich żołnierzy (przeniesiono je na cmentarz w Budach Grabskich), czyli wychodzi na to że była to mogiła przy drodze. Takich mogił może być jeszcze sporo.

Za to krótki postój na cmentarzu w Huminie, by huann mógł obejrzeć go po pracach porządkowych.



Jadąc dalej nie zatrzymujemy się w Czerwonej Niwie na cmentarzu, ale zapodam dwie fotki które znalazłem ostatnio tutaj.

Książę Илья Шаховской, 4. punkt opatrunkowy (4-й перевязочный пункт), Czerwona Niwa 1915



Siostra miłosierdzia В.А.Неведомская, 4. punkt opatrunkowy, 1915



Podszymanowski śmieszki rowerowe i barieroza




Ogólnie wiatr jest dosyć upierdliwy, bo boczny, upał też jest dosyć upierdliwy (jeździłem w sandałkach, krótkich spodenkach i koszulce bez rękawów)... w związku z tym decydujemy odłączyć od huanna w Kaskach, bo im dalej pojedziemy tym bardziej wiatr będzie nam przeszkadzał w drodze powrotnej... a tak mamy tylno boczny.

Po drodze pozdrawiamy jeszcze od huanna Pisię Tuczną




  • dystans 6.68 km
  • czas 00:25
  • średnio 16.03 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Kluską na dworzec

Piątek, 20 maja 2016 · dodano: 22.05.2016 | Komentarze 0





Dziś odmiana, bo jechała nie tylko z babcią, ale i z wujkiem Bartkiem