teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124111.40 km z czego 18795.05 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 4.28 km
  • czas 00:16
  • średnio 16.05 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

po klu na dworzec

Poniedziałek, 25 lipca 2016 · dodano: 02.08.2016 | Komentarze 0

Dziewczynka z plasterkami... właśnie dlatego my jej zakładamy spodenki za kolana



Anpanman! Bajkinman!





  • dystans 105.00 km
  • 20.00 km terenu
  • czas 06:00
  • średnio 17.50 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Na grzyby x2

Poniedziałek, 25 lipca 2016 · dodano: 01.08.2016 | Komentarze 12

x1

Zanim zebraliśmy  jakiegoś sensownego grzyba, na ściółce znaleźliśmy taką obrączkę... to obrączka gołębia, prawdopodobnie pocztowego. MZ6 to kod Klubu Żyrardów, obok jest rok (20)10. Podobno pod gniazdami drapieżników można takich obrączek znaleźć więcej. Są strony na których można zgłaszać znalezione obrączki, czy martwe ptaki - inna dla dzikich, a inna dla gołębi hodowlanych (przy czym tutaj głównie chodzi o zgłoszenie gołębia, który się przyplątał komuś do gołębnika ;-)).



Jedno z okazałych mrowisk w okolicy




Wykopaliska na które natrafiliśmy po drodze





O, są i podgrzybki




Ponieważ pełno tam mrówek, trzeba było szybko zbierać (podgrzybki i zajączki), a dopiero potem z dala od mrowisk  sprawdzać czy nie są robaczywe.



Zajączki okopowe... w okopie również pełno mrówek - technika była następujące - szybki wypad do okopu, kosimy ile się da nie zatrzymując się, po czym powrót do strefy z małą ilością mrówek (tam nie było takiego miejsca, by mrówek nie było wcale), zrzut urobku na ściółkę, otrzepanie się z mrówek i powrót do okopu po następną porcję.

Niestety ponad połowa zajączków była robaczywa, nawet te malutkie.









Jedziemy dalej, po drodze kosimy parę przydrożnych zajączków, podgrzybków, a nawet prawdziwków.



A potem znajdujemy kanie - ja jedną grupę w lasku, a lavinka drugą na drodze kilkanaście metrów dalej.








Zbieram rozwinięte, resztę zostawiam na potem, dla porównania kapelusz muchomora czerwieniejącego (chyba, bo dokładnie go nie identyfikowałem).



Ja tylko na chwilę poszedłem w krzaki poszukać cmentarza... i tam napadło mnie stado zajączków i podgrzybków.




To jeszcze przekrój przez tęgoskór (nie mogłem się powstrzymać) i takie coś




Dziś tyle, mniej niż ostatnio, ale też mniej czasu poświęciłem na właściwe grzybobranie.



x2

Jeszcze człowiek dobrze z miasta nie wyjedzie, a już go zajączki napadają



I stada muchomorów










I takie cuś,,, chyba gołąbek udający podgrzybka



Żniwa już ruszyły



Zajączki okopowe... praktycznie w 100% robaczywe, to już spośród przydrożnych mozna było jakieś zebrać, choć odsetek robaczywych był bardzo wysoki. Potem jednak z tymi małymi zajączkami dałem sobie spokój i przestałem zbierać (no chyba że akurat wlazłem na jakiegoś młodziutkiego)...




A to dlatego, że przerzuciłem się na prawdziwki. Po drodze kilka zgarnąłem, a potem sporo znalazłem w rejonie jednego z okopów.










W tymże okopie było też parę prawdziwków i zajączków... w jednym miejscu na odcinku 2m rosły kolejno - prawdziwek, zajączek i podgrzybek.



Hmmm, a to co?



Potem pojechałem po kanie... minąłem po drodze wykopaliska, gdzie pracowała grupa archeologów, ale nie zatrzymywałem się żeby mi w czasie przerwy nie zgarnęli kań (albo kto inny). Na szczęście były, ładnie rozwinęły się od wczoraj.










oto one - średniac kapelusza 8-18cm



Miałem zajrzeć do archeologów, ale na rozdrożu zauważyłem rosnącego na środku drogi prawdziwka. Skręciłem w boczną drogę, a tam kolejny i jeszcze obok trzy mniejsze na drodze. Na zdjęciu poniżej w kadrze są cztery borowiki w trawie (widać jednego).



Połaziłem po okolicznych krzakach i w ten sposób podwoiłem,a  może i potroiłem ilość zebranych borowików.







W tej miejscówce było tyle... większość miała robaczywe ogonki, ale zwykle po odkrojeniu, kapelusz był ok.



A jak robiłem zdjęcie tego podgrzybka, podszedł do mnie jeden z archeologów - Maciek (byłem już blisko wykopków), bo jak zobaczył że robię zdjęcia roślin, to myślał że też prowadzę jakąś pracę naukową.



Okazało się, ze robią dziś model 3D, a więc najpierw oczyszczają wykop, a potem robią kilkaset zdjęć by komputer mógł to złożyć w model. Akurat Maciek czekał aż zajdzie słońce i znikną kontrasty, to opowiedział mi co i jak.

Tutaj jest wykop na głównej pozycji rosyjskiej - ten rów "do nas", to rów do pozycji wysuniętych. Te dołkito być może jakiś sysstem odwodnienia okopu.




Oto i rów do pozycji wysuniętych.



A oto i stanowisko czołowe.




Między nim, a stanowiskami niemieckimi - 60m ziemi niczyjej.



Zajączki z wykopalisk (niestety robaczywe)



A to pozycje czołowe niemiecki. Główna pozycja była z tyłu, ale nie były teraz na niej prowadzone wykopki.




Ruszam dalej - malinki haps! (żeby mnie huann nie uprzedził)



Tylko się nie władować w jakiś deszcz.



Podsumowując - znów bardzo udany zbiór, znów musiałem obgotowywać w największym garze, dziś jeszcze więcej borowików, podgrzybki i tylko trochę zajączków.

A smażone kanie w postaci "koltletów" po prostu pycha!




  • dystans 70.23 km
  • 15.20 km terenu
  • czas 04:42
  • średnio 14.94 km/h
  • rekord 36.60 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Na grzyby i jagody (x2)

Niedziela, 24 lipca 2016 · dodano: 28.07.2016 | Komentarze 18

x1 - grzybów mało - zajączki i to głównie robaczywe, podgrzybek czy dwa, oraz kilka czubajek.

Dla urozmaicenia zielone jeszcze owoce czeremchy, czerwone czereśni okopowej i niebieskie czarnej jagody.






O, złapałem na naszej trasie jeden z nowszych nabytków Kolei Mazowieckich - lokomotywę Gama dostosowaną do składów typu push-pull. Oraz piętrowe wagony (typu push-pull), ale musiałbym sprawdzić czy te nowe od Pesy, czy stare od Bombardiera.



x2 - człowiek ledwie wyjedzie z Żyrardowa, a już go opada stado zajączków wspierane przez kilka podgrzybków i borowika






Purchawka była tylko jedna, więc nici ze sprawdzenia jak smakują purchawki smażone... te co znalazłem wcześniej już za stare. Poza tym znajdowałem same tęgoskóry.





Niestety miejscami grzybobranie przypominało to ze Zmienników - pamiętacie? Tak? To obejrzyjcie jeszcze raz -  filmik tutaj. Zwykle wywożę kilka śmieci z lasu, ale z mniej zaśmieconych fragmentów, bo tutaj jeden czy trzy śmieci mniej nie zrobi nawet żadnej różnicy :-/

W tym samym klimacie utrzymana jest humoreska Jacka Sawaszkiewicza pt. "Zbiór":

— Sezon już się rozpoczął — rzekł tato. — Zakłady pracy od dawna jeżdżą na różne grzybobrania. Teraz nasza kolej.
Wzięliśmy dwa kosze oraz worek i pojechaliśmy do pobliskiego lasu. Ojciec wyznaczył odcinek terenu i zarządził, że przeczeszemy go rozsypani w dwuosobową tyralierę. Potem ruszył między drzewa.
Jak ci idzie? krzyknął do mnie zza krzaków, może po pół godzinie.
— Słabo! — odkrzyknąłem wycierając spód buta o ściółkę. — Same papierzaki! Trzeba bez przerwy patrzeć pod nogi!
Ominąłem kolejne mrowisko. Wśród zarośli napotkałem dwoje młodych zajętych grzybobraniem. Młodzi leżeli na kocu. Pan gmerał pod bielizną pani, która prężyła nóżki, chichocząc od łaskotek. Na mój widok usiadła i obciągnęła spódniczkę, pan zaś cisnął we mnie szyszką i powiedział brzydkie słowo.
Przezornie zboczyłem w kierunku taty. Miał już pełen kosz i napełniał właśnie worek. Zabrałem się do pracy.
Nieco później dotarłem do polanki, gdzie wokół transportera spoczywało męskie towarzystwo grzybiarzy.
— Co słychać, smarku? — nagabnął mnie pan, który rozdawał karty. — Dużo uzbierałeś?
— Niewiele — odparłem wymijająco. -- Dopiero się uczę.
Grzybiarze otaksowali mnie niechętnym wzrokiem.
— Chyba trochę za wcześnie — odezwał się któryś. — Fruwaj do domu i łap się za książki, synu, bo jak zdejmę pasek...!
Przyśpieszyłem kroku i wkrótce wyszedłem na drogę. Ojciec już czekał.
— Pofarciło ci się — rzekłem z uznaniem.
— Zostało jeszcze do licha i trochę — odrzekł. — Ale dzisiaj nie zdołamy wszystkiego zebrać.
Potem sprawdził godzinę i zadał sobie wór na plecy.
— Musimy już wracać — ponaglił.
Dźwignąłem swój kosz z butelkami i raźnie pomaszerowałem za tatkiem na przystanek autobusowy, by z naszym zbiorem zdążyć do punktu skupu przed zamknięciem.



Dlatego też nie zatrzymywałem się tu na dłużej, tylko pojechałem głębiej w las. Po drodze trzeba uważać na konie.




Gdy dotarłem na jedną z miejscówek, nim zsiadłem z roweru powitały mnie dwa dorodne podgrzybki. Grzybów może nie było ogromnej ilości, ale za to duże i to zarówno podgrzybki jak prawdziwki... a to było prawdziwe zdziwienie, bo co prawda tutaj z jednego czy dwa borowiki znalazłem, ale żeby naraz prawie dziesięć???Co prawda większość podgrzybków robaczywa, ale po odkrojeniu zostawało 25-75% kapelusza, co przy rozmiarach grzybów dawało i tak dużo, a prawdziwki miały ogonek  do odkrojenia i starsze kapelusz w okolicy ogonka.













Czubajki też były, ale przekonałem się, że przy takim grzybobraniu najlepiej zbierać tylko "łebki" i trzymać je osobno... bo dojrzałe owocniki czubajek przemieszane z masą cięższych grzybów rozwalają się i nie tylko żaden z nich pożytek, ale przy myciu przeszkadzają, bo pływa mnóstwo tych strzępów kapeluszy.



Potem jeszcze na jagody i na kolejną miejscówkę grzybową - tutaj sporo młodych, średniej wielkości podgrzybków (ciemno już było, więc bez fotek), aczkolwiek sporo z nich robaczywych (może nawet 50%). Tak czy inaczej NIGDY nie miałem tak udanego grzybobrania w żyrardowskim lesie... Mam wrażenie, że wielu grzybiarzy jeszcze się nie zorientowało że już są grzyby (albo są na wakacjach), toteż teraz miejscówki nie były wyzbierane i spokojnie mogłem kosić, bo mniej grzybiarza na jednego grzyba przypadało niż zwykle. A że grzyby zwykle zbieram w okolicach, bo nie jeżdżę pół Polski żeby grzyby zbierać, to było to jedno z najlepszych grzybobrań kiedykolwiek.

Do obgotowania grzybów musiałem wyjąć największy gar w domu, bo do innego się nie mieściły! W ogóle, jak już skończyłem czyścić i obgotowałem, to był 2 w nocy. Ufff, ciężki jest los grzybiarza ;-)



Aha, muchomorki też były... no ale poza rdzawobrązowym żadnych nie zbierałem ;-)






  • dystans 144.27 km
  • 13.40 km terenu
  • czas 07:33
  • średnio 19.11 km/h
  • rekord 38.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Na południe pod Stolniki

Piątek, 22 lipca 2016 · dodano: 26.07.2016 | Komentarze 21

Człowiek jedzie przez las i kątem oka zauważa jakiś tajemniczy wzgórek... kiedyś może by przejechał nie zwracając uwagi, ale teraz myśli że może to jakaś kolejna mogiła? Parę fotek, zaznaczenie lokalizacji na mapie i dalej w drogę.



Dwór Rzeczków




Ostatnio jak tu byliśmy, to te mirabelki dopiero kwitły




Młyn nad Białką po remoncie i przebudowie... mostek na rzeczce też.




Z Białej Rawskiej nie jechałem prosto, tylko trochę odbiłem w bok, żeby przejechać się wzdłuż kolejki rogowskiej.



Stacja Pągów i aktualny rozkład jazdy (powiększenie)




Takie tam landszafty z okolicy



Cmentarz wojenny w lesie pod Stolnikami






Prawdopodobnie trujący muchomor plamisty... ale głowy nie dam





A to jak najbardziej jadalny prawdziwek... pierwszy w tym roku. Potem jeszcze znalazłem jeszcze trzy nieco mniejsze, ale jeden całkowicie robaczywy, a drugi z robaczywym ogonkiem.




Nieśmiertelna czubajka (muchomor rdzawobrązowy)



I leśna przekąska.




Kilka kapliczek po drodze





Kościółek gotycki w Sierzchowach, niestety zamknięty, toteż nie mogłem zobaczyć kości mamuta umieszczonej w przedsionku... wykopana w okolicach, uważano ją niegdyś za kość olbrzyma, a legenda głosi że jak się rozpadnie, to nastąpi koniec świata.








Kościół został uszkodzony w czasie I wojny światowej, stąd ten pocisk wmurowany w ścianę.




Cały czas gorąco... usiadłem więc na schodkach w cieniu dzwonnicy, wiaterek na szczęście przyjemnie wiał i popijając resztki kawy mrożonej z termosu obserwowałem latające jaskółki. Było ich dużo i przysiadały na gzymsie, lub po prostu na cegłach na pionowej ścianie, by potem się zerwać i latać dalej....





No to poleciałem w końcu i ja... wiatrak, podobnie jak tamten młyn po przebudowie.




Wiejski plac zabaw z rowero-kwietnikami




No i jestem na opłotkach Rawy.



Rawskie grodzisko, czyli tzw. Anielska Góra (choć na niektórych mapach można spotkać Angielska Góra ;-)), inna nazwa którą można spotkać to Szwedzki Okop, a las obok to tzw. Tatarskie Krzaki. Oprócz samego grodu, widoczny zarys podgrodzia.

O tej porze roku trudno dostępne (to pewnie te tatarskie krzaki spełniają powinności obronne), trudno też zrobić jakieś zdjęcie na którym cokolwiek widać poza krzakami.





Taka oto kaplica w drodze powrotnej




Trzeba się spieszyć, bo machiny kroczące Marsjan dotarły już tutaj.




Kategoria >100, łódzkie


  • dystans 21.70 km
  • czas 01:25
  • średnio 15.32 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Ze śpiewem na ustach na jagody i grzyby

Środa, 20 lipca 2016 · dodano: 25.07.2016 | Komentarze 4

Dziś pojechaliśmy do lasu na grzyby i jagody. Ale tym razem we trójkę.

Zaczynamy tradycyjnie od fajrantu - Kluska biegnie z kocykiem na miejscówkę rozwałkową



Liczenie dziurek w herbatniku




A teraz zbieramy jagody




Kluska po zebraniu trzech jagód (słonie: 3), zatrudniła mamę do zbierania, a sama trzymała kubek



Jako że było nas więcej, to i kubków było więcej





A potem zbieraliśmy czubajki









Goryczaka nie zbieramy, mimo że ładny



Fajrantu ciąg dalszy



Pora wracać




  • dystans 4.20 km
  • czas 00:16
  • średnio 15.75 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Po Klu na dworzec

Poniedziałek, 18 lipca 2016 · dodano: 24.07.2016 | Komentarze 5

A ja tu pjezemty psiwiozłam. Dwa pełne plecacki.



Nie ma mnie... a kuku!




  • dystans 45.62 km
  • 10.50 km terenu
  • czas 02:29
  • średnio 18.37 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Grzybobranie na wykopaliskach archeologicznych

Poniedziałek, 18 lipca 2016 · dodano: 23.07.2016 | Komentarze 3

I jeszcze raz te same grzybki co w dniach poprzednich.




Tam rosła cała grupa, a kawałek dalej spotkałem jeszcze jednego młodszego... i w ogóle po drodze spotkałem jeszcze kilka prawdopodobnie właśnie jadalnych muchomorów czerwieniejących. A więc trochę u nas tego rośnie, więc potencjalnie miałoby dla mnie znaczenie kulinarne, ale jak wspominałem, z muchomorami wolę ostrożnie.




O i jeszcze dwie kolonie purchawki chropowatej, ponoć się ją kroi w plasterki i smaży (młode, białe w środku owocniki)




Jechałem dziś w rejon okopów z I wojny na grzyby... bo to zawsze miło połazić po lesie, gdzie jest historia na dotknięcie ręki. Poza tym grzybobranie wzdłuż okopów ma aspekt prachtyczny - trudniej się zgubić, bo wystarczy wrócić do roweru wzdłuż rowu... pod warunkiem, że system okopów nie jest zbyt rozbudowany, a nawet przy mniej skomplikowanych trzeba uważać żeby nie skręcić w jakiś rów łącznikowy.

W ogóle, człowiek jedzie na grzyby, jagody, po skrzynke i musi uważać żeby nie wleźć na niewypał, albo nie wpaść do okopu, albo innych wykopalisk archeologicznych...



Zdaje się że trafiłem na wykopaliska prowadzone na pierwszej linii okopów.








A dalej, przy zasypanym już stanowisku trafiłem na prowizoryczne krzyże... może to jedno z miejsc, gdzie archeolodzy trafili na szczątki żołnierzy.



Hmmm, a to co? Świdośliwa?





A co do grzybów... wysyp. Chyba dornfeld ma rację, że to z powodu typowo wrześniowej pogody. Maj i czerwiec były upalne jak lipiecz czy sierpień, a teraz się trochę ochłodziło i zrobiło bardziej deszczowo, pogoda bardziej typowa dla września... ciepłego września, może dlatego tyle robaczywych grzybów. Znalazłem kilka podgrzybków (jeden, czy dwa nierobaczywe) i ogromne ilości zajączków (podgrzybek złotopory), ale ponad 90% robaczywych... bywało że w promieniu 3 metrów rosło 20 zajączków, a tylko jeden nadawał się do zbioru. Mimo to trochę udało się nazbierać, choć zbiór nie był zbyt imponujący.












Jagód też nie mogło zabraknąć - dziś w nieco większym, zielonym kubku z kwiatkiem. Bez nazwy. +kilka czubajek




  • dystans 76.47 km
  • 19.20 km terenu
  • czas 04:16
  • średnio 17.92 km/h
  • rekord 38.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Inwentaryzacja skrzynek BPK

Niedziela, 17 lipca 2016 · dodano: 21.07.2016 | Komentarze 11

czyli Rowerowy Patrol Geokeszerski

Parę miesięcy temu w Zespole Parków Krajobrazowych Województwa Łódzkiego zainteresowano się geocachingiem i np. była akcja inwentaryzacji skrzynek (link). Bodaj pierwszą znalezioną skrzynką była moja bunkrowa pod Strońskiem ;-) aczkolwiek zdjęcia w artykule nie są po kolei. Potem skontaktowali się z miejscową geokeszerką i z jej pomocą pozakładali trochę skrzynek... które chyba się podobają, bo są dobrze oceniane.

Nasze skrzynki w Bolimowskim Parku Krajobrazowym nie były logowane, ale podczas serwisów odkryliśmy, że przynajmniej jedna z nich była znaleziona. Przy czym w różnych parkach tematyką geocachingu zajmują się chyba różne osoby. No i teraz w BPK zostało założonych 7 nowych skrzynek, toteż role się odwróciły, teraz my będziemy inwentaryzować skrzynki ;-)

Problemy ze skrzynkami wyszły jeszcze nim wyruszyliśmy w teren - po pierwsze praktycznie zerowy opis, zero informacji dzięki którym geokeszer mógłby się czegoś o danym miejscu dowiedzieć, a podpowiedzi umieszczone w złym miejscu. Poza tym współrzędne jakieś kosmiczne - skrzynka Korabiewka, o kilkaset metrów od tej rzeki, skrzynka na temat cmentarza wojennego tez kilkaset metrów od najbliższego cmentarza. Pierwsze logi geokeszerów próbujących je znaleźć (i rezygnujących) potwierdziły te problemu. Po analizie problemu doszliśmy do wniosku, że współrzędne były mierzone w innym formacie niż ten w serwisie i zostały źle przeliczone (a właściwie nieprzeliczone). Po przeliczeniu ich, zwykle trafiały w obiekt któremu były dedykowane, ale i tak raz były dalej walnięte o prawie 100m. Na szczęście znamy teren, dzięki temu wiedzieliśmy w ogóle gdzie ruszyć na poszukiwania.

Na początek te same muchomorki co wczoraj (chyba jadalne czerwieniejące)




Pierwsza skrzynka - krater po wybuchu miny 22 lutego 1915, minę podłożyli i odpalili rosyjscy saperzy pod pozycjami niemieckimi. Więcej informacji poniżej na tablicy.




A oto i skrzynka - jako że wszystkie są identyczne (czasem tylko jest inny oblask jako fant), to nie będziemy wstawiać ich zdjęć. Jest to najmniejszy z klipsiaków (140ml), a w lesie często można spokojnie spróbować upchnąć coś większego. Trafić tutaj nie wiedząc gdzie szukać krateru, nie było szans - nawet jeśliby kordy zostały dobrze przeliczone, to i tak były rąbnięte o dobre 80m.



A tutaj pobliska tablica dotycząca wojny minowej (powiększenie po kliknięciu w obrazek). W planach było wyznakowanie szlaku z dojściem do krateru, ale to już w gestii parku...  minęło półtora roku od postawienia tablic, a szlak nadal istnieje tylko napapierze (i mapce na tablicy).



Tutaj dłuższy postój, bo obok krateru znalazłem sporo zajączków (tak są nazywane zarówno podgrzybki złotopore które tu rosły, jak i podgrzybki zajączki... może jakiś też się trafił). Niestety w domu okazało się, że połowa zebranych zajączków była robaczywa, nie zauważyłem, bo robale właziły od razu przez rurki, omijając cienką i twardą nóżkę.








Parę czubajek też się trafiło



I gołąbków... ale tych nie zbierałem



Co jeszcze można spotkać w runie...



Jedziemy dalej i kolejny postój w jagodach... tym razem zbiór do Absolutnie Apolitycznego Kubeczka z Kaczuszką.



Kolejna skrzynka jest nad rzeką Korabiewką... no, tutaj w odróżnieniu od krateru, obszar do obszukania jest dosyć długi jeśli kordy są rąbnięte. Po przeliczeniu wyszły nam okolice przełomu przez skarpę Rawki i wpłynięcia w jej dolinę (brzmi sensownie). W podpowiedzi jest, że blisko bobrzej tamy. Miejsce urokliwe (wiosną lub jesienią pewnie jeszcze piękniej), dojść można szlakiem, są ślady okopów z I wojny.





Jest i bobrza tama... ale gdzie jest skrzynka? Naszukaliśmy się, bo okazało się że nie jest tak blisko tamy, tylko na skarpie... pniak rzucił nam się w oczy gdy mieliśmy odpuścić i wracać do rowerów.




Aha! Współrzędne faktycznie w formacie DD MM SS i błędnie przeliczone na DD MM.mmm... znaczy w ogóle nie przeliczone, tylko liczba sekund dopisana jako część dziesiętna minut (typowy błąd osób początkujących). No cóż, współrzędne podobnie jak godziny w zegarku nie są w systemie dziesiętnym, tutaj należało podzielić przez 60 a nie 100.



Jedziemy dalej, od jednej skrzynki się odbiliśmy (Budy Grabskie) i pojechaliśmy dalej na cmentarz z I wojny.




Tutaj okazało się, że skrzynka jest zakopana na cmentarzu, czyli niezgodna z regulaminem serwisu. Schować na cmentarzu mozna, ale w sposób mniej inwazyjny i kontrowersyjny (np. w dziupli). Poza tym przy cmentarzu jest już skrzynka, widać nie zostały przez założyciela znalezione okoliczne skrzynki (a nawet nie sprawdzone online na mapie).




Tu się zorientowaliśmy, że są dwie skrzynki o tej samej nazwie "Budy Grabskie" bez żadnego dopisku i pomyliliśmy podpowiedzi, skrzynki której nie znaleźliśmy szukaliśmy wg podpowiedzi ze skrzynki cmentarnej - "kamień przy krzyżu". Tam też był krzyż (ten z lufy działa), co nas zmyliło... po drodze przeszukaliśmy jeszcze okolice jednej kapliczki (skoro kordy i przed przeliczeniem bywają walnięte). Teraz wróciliśmy, podpowiedzi nie ma co prawda żadnej, ale nie będąc już ograniczonymi podpowiedzią na mierzyliśmy skrzynkę.



No to w drogę - Rokita wyschnięta.




Kolejny cmentarz z I wojny (cały w konwaliach) i kolejna skrzynka zakopana na cmentarzu przy obiekcie już okeszowanym.




A za cmentarzem znalazłem podgrzybki brunatne (a także zajączki).



Ja tylko w krzaczki na chwilę poszedłem...




Kolejny obiekt to grodzisko - obiekt ten też już był okeszowany.



Spotkaliśmy pociąg na eSeŁce



I kolejny cmentarz - w Samicach. Tu już byliśmy mocno zmęczeni, słońce zaczęło wychodzić zza chmur i robić się gorąco. Naszukaliśmy się i nic. Później od poprzednich geokeszerów dowiedzieliśmy się, że skrzynkę znaleźli dzikim fartem, bo była 1 metr od mojej skrzynki! Ale nie w poziomie, tylko w pionie, utknięta w rozwidleniu konarów (moja w dziuplonorce przy ziemi).



Podsumowując - kupę błędów, przez które pierwsi szukający odbili się od większości i wkurzeni dosyć ostro je skomentowali. My byliśmy przygotowani na to co zastaliśmy, więc na spokojnie i w miarę merytorycznie opisaliśmy co jest ok, a co nie tak do poprawy. A więc:
- współrzędne źle przeliczone (do poprawy nie ruszając się sprzed komputera)
- część współrzędnych mimo to jednak mocno rąbnięta
- brak opisu, lub opis znikomy (do poprawy nie ruszając się sprzed komputera)
- podpowiedzi umieszczone w podtytule, a nie w rubryce na dodatkowe podpowiedzi (do poprawy nie ruszając się sprzed komputera)
- certyfikaty niewypełnione (in blanco), a w jednej skrzynce brakowało FTFa
- 4 skrzynki założone w miejscach już okeszowanych, a jedna dosłownie na innej skrzynce, w zasadzie powinny pójść do kosza
- 2 zakopki na cmentarzach

- 3 skrzynki w ciekawych miejscach nieokeszowanych, po poprawie współrzędnych i uzupełnieniu opisu będzie ok, można jeszcze zastanowić się na poprawą - większy pojemnik, zabezpieczyć pojemnik przez zapiaszczeniem uszczelki  itp.


Na koniec jeszcze kościół w Bartnikach. Sporo ciekawych informacji jest o nim na blogu Grabianki (link1, link2). Kościół projektu galicyjskiego architekta Teodora Talowskiego, wybudowany w latach 1905-07 ufundowany przez Feliksa i Emilie Sobańskich z Guzowa z okazji 50-tej rocznicy ślubu (1857). Początkowo ponoć planowali ufundować kościół w Rudzie Guzowskiej (Żyrardów)... ale może zmienili plany po wybudowaniu "Dzużego Kościoła" w Żyrardowie (1900-03), wtedy były już dwa katolickie kościoły w Żyrku (plus jeden baptystów i ewangelicki w budowie).







W czasie I wojny kościół uległ poważnemu uszkodzeniu, w broszurce z okazji 100-lecia kościołą jest wymienione: "zniszczone były boczne wieże, lewa ściana kościoła, trzy sklepienia głównej wieży, dach, okna i witraże", poza tym dosyć tajemnicza jest wzmianka "28 czerwca 1915 roku Rosjanie zamierzali zburzyć wieżę kościelną.Walczący w armii rosyjskiej Polak - płk Pawłowski przekonał dowództwo, aby miny założono z przodu kościoła. Dzięki temu świątynia przetrwała."

Data nie dziwi, bo przygotowania do odwrotu były wcześniej (rzeczywiście nastąpił 16/17 lipca 1915), Liddell też wspomina że 5 lipca dostali rozkaz ewakuacji, zwinęli namioty, zapakowali się do pociągów i odjechali... a potem wrócili, ale byli przygotowani do szybkiej ewakuacji. Natomiast co oznacza "założenie min z przodu kościoła" zamiast pod wieżą? I co, nie odpalili ich czy co? Remont i odbudowa kościoła miała miejsce w latach 1920.

Kościół w 1915 zdjęcie umieszczone na blogu Grabianki (z archiwum Tadeusza Biskupskiego)



A za kościołem tajemniczy kopiec... kiedyś stwierdziłem że pewnie Golgota, jaka jest często usypywana przy kościołach. Ale taka zaniedbana i tylko jeden krzyż? Może jednak mogiła np. z I wojny? Hę?




  • dystans 55.96 km
  • 2.00 km terenu
  • czas 03:04
  • średnio 18.25 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Cyklogrobbing z plackami jagodowymi

Sobota, 16 lipca 2016 · dodano: 19.07.2016 | Komentarze 17

Na dzień dobry grzybki - muchomory jak muchomory, ale dornfeld ostatnio zwrócił uwagę na podobnego, że może jadalny muchomor czerwieniejący? Może i tak, ale ja wolę z muchomorami uważać, zbyt podobne jeden do drugiego, a część z nich mocno trująca. Zbieram tylko muchomory rdzawobrązowe ;-P Ponieważ w następnych dniach też tędy przejeżdżałem, to będą fotki rozwiniętych muchomorów.





Jeśli nie mamy za dużo czasu żeby się po drodze powłóczyć po okolicy, to trasę do Wólki Łasieckiej mamy stałą przez Miedniewic i Bolimów. Pierwszy postój tradycyjnie po 14km w sanktuarium w Miedniewicach - z cudownym obrazem Święta Rodzina przy Posiłku, więc również tradycyjnie jakaś przekąska i kawka.

lavinka poszła focić cyganki, to ja też





Kolejny postój na tej trasie zwykle robimy przy cmentarzu w Bolimowskiej Wsi, albo na rynku w Bolimowie. Ale że nasz dzisiejszy cel jest zaraz za Bolimowem, to pojechaliśmy dalej do Wólki Łasieckiej (kolejne 13km) i zaczęliśmy prace od fajrantu ;-) Zresztą okazało się że jeszcze nikogo nie ma... ale był termos, wniosek że Łukasz z Jackiem pojechali jeszcze po coś.



Byłoby dzisiaj słabo, bo oprócz Łukasza i Jacka przez 2-3 godziny byłe jeszcze tylko syn Jacka. Na szczęście stawiła się mocna ekipa geokeszerów z Żyrardowa - oprócz mnie i lavinki, pojawił się geo-rge, oraz Werrona z dziećmi (mr.klemi i Różowka) i to na cały dzień. My chcieliśmy się trochę wcześniej urwać, ale w tej sytuacji też zostaliśmy do wieczora.

Żeńska część ekipy - lavinka, Różowka, Werrona i dwie saperki.



Dziewczynka z drucikami



Chłopaki zapomnieli wziąć kłujek, ale i tak udało się odkryć kilka nowych płyt - ot obszedłem wał dookoła i zauważyłem że w jednym miejscu wystaje jakiś beton. Po odkopaniu okazało się że to dwie płyty i kawałek słupka. Potem jeszcze geo-rge kontrolnie dziubnął saperką tu i tam i trafił na kolejne - sporo kawałków jednej płyty (a może kilku)












No, pora na przerwę obiadową - dziś w menu placki z jagodami (zebranymi w okopach). Tak na marginesie, Kluska nie chce jeść jagód... ani surowych, ani pierogów z jagodami, ani jak się okazało placków z jagodami. Jak jej dałem w miseczce, to był taki dialog:
- To jest inna?
- Tak, inne placki.
- Z dżemem?
- Tak (jakbym powiedział, że z jagodami, to by nie chciała).
- Black dżemem?
- Tak.
- Niedoble!!!

Ostatecznie wszystkie ponadgryzała, ale całych nie zjadła (a normalnie to jeszcze dokładkę placków trzeba jej smażyć) i jak zapytałem, to potwierdziła że chce zwykłe placki bez jagód.




To powyżej, to placki w wersji garnizonowej, a te poniżej w wersji polowej.




Mieliśmy też inne towarzystwo




Droga powrotna już po zachodzie słońca. Do domu wróciliśmy po nocy.




  • dystans 4.29 km
  • czas 00:18
  • średnio 14.30 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Saperka Kluska i Wielki Odwrót

Piątek, 15 lipca 2016 · dodano: 18.07.2016 | Komentarze 6

Wojska liniowe znad Rawki i Bzury będą się wycofywać dopiero następnego dnia... saperka Kluska ewakuuje się już dzisiaj. Ale najpierw trzeba wykopać pozycje obronne, by wycofujący się żołnierze mogli je wykorzystać do osłony odwrotu.




Kopiemy od rogu piaskownicy do kolacji.




Saperka Kluska melduje wykonanie okopu!

Dobrze, tylko teraz jeszcze pogłębić... tata kop.



Wzmacnianie przedpiersia poprzez uklepanie



Dobra, zrobione. A teraz szybko złapać jakiś pociąg do Warszawy