teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124075.40 km z czego 18790.55 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 3.35 km
  • czas 00:15
  • średnio 13.40 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Do parku... znowu, bo skwar

Piątek, 12 czerwca 2015 · dodano: 13.06.2015 | Komentarze 3

Tak gorąco, że nawet nie miałem siły robić zdjęć.

A w drodze powrotnej karmienie kaczek... i Kluski






  • dystans 69.80 km
  • 3.00 km terenu
  • czas 03:57
  • średnio 17.67 km/h
  • rekord 32.70 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Nad Bzurę założyć skrzynkę

Czwartek, 11 czerwca 2015 · dodano: 13.06.2015 | Komentarze 0

W Kozłowie Biskupim... powrót przez Kozłów Szlachecki i tam mostek na Bzurze, całkiem ciekawy jak na nowy.








Kategoria mazowieckie


  • dystans 3.30 km
  • czas 00:14
  • średnio 14.14 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Do parku

Czwartek, 11 czerwca 2015 · dodano: 13.06.2015 | Komentarze 2

Gorąco, lampa, skwar... no to do parku



Cyferki!



- A te kartofle to mama i tata?
- Yyymmm hmmmm yyy :-) :-) :-)




- A to Chudy?
- Mmmmm
- Jak Chudy, to musi mieć kapelusz. Dorysuj mu kapelutek.




Bardzo żywa natura pt Dziecko z bułą



Przy odjeździe pojawił się problem... Kluska nie dała sobie założyć kasku, tylko mi go zabrała i zaczęła się nim bawić. No trudno, jedziemy bez kazku. To znaczy z kaskiem, ale nie na głowie.



Postój na karmienie ptaszków... zajęta czym innym Kluska dała sobie założyć kask




  • dystans 50.01 km
  • 0.20 km terenu
  • czas 02:44
  • średnio 18.30 km/h
  • rekord 34.10 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Park Bajka (Błonie)

Środa, 10 czerwca 2015 · dodano: 13.06.2015 | Komentarze 2

Dzisiaj pojechaliśmy we trójkę do Błonia... 25km machnięte na raz, bez rozwałek, postojów na placach zabaw. No dobra, były krótkie stopiki na kwiatki, był krótki postój pod sklepem na zakup chleba, kajzerki i drożdzówki (chyba przybył nam nowy kultowy sklepik na wyjeździe z Baranowa). Kluski z fotelika nie wyjmowaliśmy i po chwili dalej w drogę. Udało się :-)

Chabry są fajne, ale tak naprawdę makami sięzachwyciła




- Tata, to są rumianki, czy te drugie?
- To są margerytki.



Park Bajka, odkryliśmy go jesienią zeszłego roku, kilka miesięcy po otwarciu (pod konie lata 2014) i od tej pory planowaliśmy wybrać się tam z Kluską, dziś się udało.



Ooo! Co ja widzę!



Ta sieć jeszcze trochę za duża dla Kluski, albo Kluska na nią za mała... chciała się chyba dostać do tych wielgaśnych zjeżdżalni ze szczytu sieci. Jeszcze trochę musi poczekać.



Kulki są fajne, najpierw chciała jedną ruszyć bo myślała że to piłki, ale jak się nie udało to chodziła po nich skacząc z jednej na drugą (oczywiście z moją pomocą). Są też wygodne do siedzenia.




Sporo czasu spędziliśmy na placu zabaw dla maluchów, niestety zrobiła się lampa, a plac jest w większości na słońcu... a i tak dziś było nieco chłodniej, wybraliśmy się tu między falami upałów.



Trzeba było przetestować wszystkie zjeżdżalnie (nie takie duże jak z sieci... wzdech)




Majtkohuśtawka



No i oczywiście długo i kilka razy siedzieliśmy w piaskownicy, gdzie jest taki fajny stolik z sitkami i dziurkami do przesypywania piasku i obrotowym dolnym blatem.




- Patataj!



Ogródek dźwiękowy
- Mama graj na cymbałach, tata na bębenkach, a ja tańczę




- Uff... trzeba odpocząć i golnąć sobie... ale mama, nie opierniczaj się tylko graj!



-Dobra, ja też onapinksztalam w cymbały



Wioska indiańska (dalej jest druga eskimoska, ale za lutrami i Kluska tam nie dotarła), tam jest nawet totem z herbem... Bolimowa ;-)







Początkowo musieliśmy oboje latać za Kluską, ale potem udało się na zmiany - jedno biegało za Kluską, a drugie odpoczywało w cieniu przy rowerach. Przy okazji zrobiłem kilka fotek - ogrodzenie, kosz na śmieci...




Krzywe lustra...  ale Kluska się przestraszyła swojego odbicia i potem ich unikała.



To się nazywa murek interaktywny... są w nim co jakiś czas ławki, a poza tym służy dzieciakom do biegania jako tor z przeszkodami. Genialne w swojej prostocie




Wspomniana wioska eskimoska (oficjalnie nazywa się Igloo).



Okolice fontanny i siłowni - tam są głośniki i leci z nich muzyka... jesienią trafiliśmy jak puszczali jakieś starocie, ale dziś niestety współczesne polskie dicho, muzycznie bardzo prymitywnie, a teksty gorsze od najdurniejszego disco polo. Niestety musieliśmy tu spędzić sporo czasu, bo jakby nie było to jednak muzyczka i Kluska musiała swoje odtańczyć. Ale uszy więdły.

Ten obudowany drewnianym szkieletem budynek w tle to wypożyczalnia buli i sprzętu do ping-ponga, oraz WC.




- Szach mat! A dlaczego koni nie robi patataj?



Stojakami rowerowymi też da się bawić.



Ułamek sekundy na leżakowanie i biegamy dalej



Pora coś zjeść... tu mała dygresja - takie małe mleczka smakowe 200-250ml ze słomką  (waniliowe, truskawkowe, czekoladowe) można bez problemu kupić, ale dużo trudniej kupić bezsmakowe (to znaczy na paragonie jest nadal że to "mleko smakowe", śmiejemy się że o smaku mleka). One są idealne na wyjazdy takie jak ten, w awaryjnych sytuacjach nawet dawaliśmy Klu te smakowe choć są strasznie dosładzane... dopóki nie odkryliśmy, że w Biedronce da się dostać takie kartoniki 200ml ze zwykłym mlekiem. W innych sklepach nie widziałem, były tylko smakowe, a mleko mlekowe było od 500ml bez słomki.



Powrót do biegania




Fontanna... zaraz po wejściu Klu zamoczyła końcówki spodenek, zaczęła marudzić i chciała  wychodzić. Ona tak ma, że jak ma mokrą plamkę, to trzeba jej wytrzeć, a najlepiej zmienić ubranko. Na szczęście udało się jej wytłumaczyć, że skoro ubranku już i tak jest mokre, to niech sobie tutaj pobiega, niech moczy, a na koniec przebierzemy się w suche rzeczy. Nie była początkowo przekonana, temat kilka razy wracał, ale generalnie udało się ją namówić do kontynuacji zabwawy w fontannie.





Rzeka płynąca spiralnie ze szczytu fontanny



Mimo że spędziliśmy tam 4,5 godziny, Kluska była już zmęczona, to i tak nie obyło się bez awantury gdy chcieliśmy wracać. Zasnęła nam zaraz za Błoniem i spała do samego domu, czyli 20km z hakiem.



Tak na marginesie, Park Bajka bierze udział w plebiscycie Modernizacja Roku 2014 (link), ak to z tymi głosowaniami internetowymi jest to już wiemy, ale jeśli macie konto na facebooku, to warto zagłosować na Park Bajka, bo to faktycznie kawał  dobrej roboty (tutaj głosowanie na park)


.
Kategoria mazowieckie


  • dystans 27.39 km
  • czas 01:41
  • średnio 16.27 km/h
  • rekord 23.00 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Do wujka-dziadka podlać kwiatki

Wtorek, 9 czerwca 2015 · dodano: 09.06.2015 | Komentarze 5

Pojechaliśmy dziś do wujka-dziadka Kluski, czyli do brata babci... no i do ciociu-babci (która pochodzi z białostocczyzny... a konkretnie z wioski przy ujściu rzeczki Ślina do Narwi). Trasa trochę naokoło, bo na wprost jest raczej średnio (dopóki wreszcie nie otworzą tunelu z pochylnią przy stacji), a poza tym żeby się trochę przejechać... i nazbierać chabrów dla cioci.



Po przyjechaniu trochę pobiegaliśmy przed domem, potem po domu... a teraz przerwa na kawę, obiad, deser, bujawkę, a właściwie wszystko naraz.




Kolejna zabawa ze sznurkami w wejściu - Kluska łapie jeden z nich, odchodzi kilka kroków i na hasło "rzucaj!" puszcza i cieszymy się gdy uderza w inne.



Powrót do zabaw plenerowych - piłka!!!





No wstawaj! Jasne że możesz, jeszcze trochę!



A potem Kluska dorwała się do konewki i podlała wszystkie kwiatki... raz, drugi, trzeci,... , dziesiąty... siebie przy okazji, więc trzeba było ją przebrać.





Ale krzal w tym ogródku... tata, rzuć się maczetą!



Powrót też przez Międzyborów, zwłaszcza że Kluska zaraz nam usnęła. Dlatego jeszcze wydłużyliśmy pętlę i z Międzyborowa też jechaliśmy naokoło.




Ponieważ to jej pierwszy sen w tym ustrojstwie, to dopiero się uczyliśmy co z tym zrobić. Dało radę przy pomocy dwóch kocyków jakoś jej umościć. Ale przy którymś poprawieniu, gdy kask jakoś dziwnie się zsuwał i przeszkadzał, zrezygnowaliśmy z niego.








  • dystans 3.80 km
  • czas 00:22
  • średnio 10.36 km/h
  • rekord 22.60 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Na rynek po truskawki

Wtorek, 9 czerwca 2015 · dodano: 09.06.2015 | Komentarze 5

Wracałem jak żyrardowskie babcie, z siatą truskawek na kierownicy... wczoraj nawet lepiej, bo z dwiema siatami (bo kupiłem dwie łobianki, a dziś tylko jedną).

Jaki waszym zdaniem makaron jest najlepszy do truskawek (z jogurtem lub śmietaną)? Bo według mnie kokardki.


  • dystans 4.70 km
  • czas 00:18
  • średnio 15.67 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Jordankowy straganik z szyszkami

Poniedziałek, 8 czerwca 2015 · dodano: 08.06.2015 | Komentarze 5

Dziś Kluska w fioletowym kapelutku... bo naoglądała się kreskówki o piratach i założyła piracki kapelusz (normalnie ostatnio nie daje sobie nic na głowę założyć... poza kaskiem)

Kluska ma rodzinne tradycje w handlu... jest prapraprababcia była przekupką warszawską i handlowała sztucznymi, własnoręcznie robionymi kwiatkami. A pradziadek i prababcia mieszkali przy żyrardowskim rynku i handlowali wędlinami (też własnoręcznie robionymi). A Kluska prowadzi na Jordanku straganik ze słynnymi żyrardowskimi szyszkami.

- No i co się dobija, jeszcze nie otwarte, przerwa śniadaniowa.



- Tata chodź, pomożesz mi nazbierać szyszek, bo już się klienci dobijają.



- A teraz szybko z towarem!




- Szyszki przed sprzedaniem trzeba wytresować... trzeba je puścić żeby zjechały ze zjeżdżalni.



- A potem pozbierać z powrotem.



- I jeszcze z większej zjeżdżalni.




- No dobra, otwieramy!



- Czego pan sobie życzy? Może szyszunię?





- Dobra, dawaj czwórkę i są Twoje.



- Gdzie? Przerwa obiadowa, ślepy jest? A poza tym trzeba szyszki policzyć, mamy remont... znaczy ten, no... remanent!




  • dystans 3.69 km
  • czas 00:18
  • średnio 12.30 km/h
  • rekord 23.20 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Na rynek

Poniedziałek, 8 czerwca 2015 · dodano: 08.06.2015 | Komentarze 0

A z rynku:
- młode ziemniaczki
- koperek
- truskawki (aktualnie w Żyrku cena truskawek 2,5-5 zł/kg)

A w domu Kluska gra na bębenku



Albo na dwóch




  • dystans 24.98 km
  • 10.00 km terenu
  • czas 01:42
  • średnio 14.69 km/h
  • rekord 24.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Dzień w hamaku

Niedziela, 7 czerwca 2015 · dodano: 08.06.2015 | Komentarze 2

Uf jak gorąco... postanowiliśmy machnąć się do lasu. Jedziemy sobie wertepem, a w pewnym momencie słyszę lavinkę mówiąc Kluska nie dłub w nosie w czasie jazdy, bo wydłubiesz sobie oko. Omal nie spadłem z roweru.

Trochę był problem z wyborem miejsca, bo jak był w miarę gęsty las liściasty, to straszne krzaki, a jak sosnowy to za dużo słońca... po zrobieniu pętli pojechaliśmy tam gdzie zwykle, niestety sporo plam słońca, ale za to pod dąbkiem kawałek bez krzaków, a po bokach z krzaków tylko jagodziny.

Kluska w jagodach



Ze względu na słońce, lavinka parę razy przewieszała hamak z powrotem w cień... no cóż, trzeba jeszcze poszukać miejsca idealnego.



A Kluska już świetnie daje sobie radę z hamakiem - sama do niego wskakuje i sama z niego wypada... czasem na pysk. Przez jakiś czas mieliśmy taką zabawę, że siedzieliśmy w hamaku, a Kluska na hasło "Kluska wskakuj" wskakiwała do hamaku... a jeśli hasła nie wypowiedzieliśmy, to sama z siebie nie wchodziła, tylko  czekała i marusziła dopóki nie załapaliśmy że mamy powiedzieć wskakuj.





A potem otworzyła mamie biodrówkę i wygarnęła telefon... i nie było już dziecka.



Taki upał, że nie chciało nam się wracać, ale nie byliśmy przygotowani, więc sam podskoczyłem do domu po termos z mrożoną kawą, dodatkowe picie i żarcie.

Po powrocie był powrót do aktywności, bo telefon się rozładował. Było bieganie za piłką, rzucanie, kopanie itp.





A potem kawa mrożona...



Kluska nam się trochę do niej dorwala... chyba trzeba dla niej wozić mrożoną kawę zbożową i kubeczek z kaczuszką (mniejszy od tych), albo kupić jakiś specjalnie dla niej. A że zalała się tą kawą, to musieliśmy ją przebrać.



Hamakowania ciąg dalszy... ale przy Klusce nawet leżąc w hamaku człowiek nie odpocznie, bo toto wskakuje do hamaku, wyskakuje, wygania Cię, każe coś robić itp.

Oto jedna z nielicznych chwil spokoju - żarcie. Najpierw kanapka z dżemem, a potem wyżeranie dżemu prosto ze słoika.





A kuku!



Hej barman, jeszcze raz to samo!



Ale nuuudy...



Posiedzę sobie trochę... tak z 10 sekund



Jedna z ulubionych zabaw Kluski - trzymamy hamak zawinięty w kokon, a ona w środku przełazi z jednego końca na drugi i robi nam a kuku




Przerwa na herbatniczki - poukładane lepiej smakują.



Poza tym było jeszcze sporo biegania, skakania, tańczenia, śpiewania, klaskani, a czasem wszystko naraz. Było bieganie i udawanie samolotu, był pociąg, czyli łażenie za Kluską-lokomotywą. Były cyferki - narysowaliśmy jej cyferki na piasku, a ona po nich skakała (a potem już zupełnie gdziekolwiek), a my liczyliśmy.




W drodze powrotnej prawie nam usnęła... ale rozbudziła się wchodząc po schodach i po chwili trudno było uwierzyć, że to dziecko dopiero co odlatywało w foteliku.


Ufff, jakoś przeżyliśmy i na chwilę koniec z upałami.


.



  • dystans 26.01 km
  • 2.50 km terenu
  • czas 01:39
  • średnio 15.76 km/h
  • rekord 28.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Wyburzyli nam wieżę ciśnień...

Piątek, 5 czerwca 2015 · dodano: 05.06.2015 | Komentarze 5

Wyjeżdżam z domu, chwilę później widzę radiowóz na sygnale, dalej widzę drugi zatrzymujący się co chwila i wypuszczający policjantów i policjantki którzy zaczynają biec... z innej strony podjeżdża nyska. Normalnie obława jakaś. Być może o to chodziło.

Miałem do umieszczenia w terenie skrzynkę mobilną odwiedzającą wieże ciśnień. Jako że teraz jesteśmy sami z Kluską, to możemy nie mieć czasu podskoczyć gdzieś dalej, więc postanowiłem umieścić w Żyrardowie... pod wieżą ciśnień kolejową skrzynka już była, ale jest jeszcze fabryczna na Bielniku (oto ona)... a właściwie była, bo okazało się że już nie ma. Normalnie szok, często przejeżdżamy przez park, gdzie zza stawu widać Bielnik i wieżę, a my nie zauważyliśmy jej zniknięcia (sądząc po zdjęciach nie ma jej od co najmniej pół roku).




Skoro mowa o obiektach, których już nie ma,  tutaj był kiedyś komin (ten po prawej na tym zdjęciu), ale kominów na Bielniku nie ma już od dawna.



Zrobiłem jeszcze jedną rundkę po okolicy i odnalazłem jakies okopy na wydmach w Międzyborowie.