teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124111.40 km z czego 18795.05 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 4.25 km
  • czas 00:19
  • średnio 13.42 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Na dworzec

Czwartek, 26 listopada 2015 · dodano: 28.11.2015 | Komentarze 0



  • dystans 4.20 km
  • czas 00:18
  • średnio 14.00 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Na dworzec

Niedziela, 22 listopada 2015 · dodano: 24.11.2015 | Komentarze 0

Plamiec leśniak, plamiec czeremszak (Abraxas sylvata)

przeczytaj o motylu na stronach:
- Insektarium
- Wikipedia
- Medianauka
- Świat Makro
- Lepidoptera.eu
- LepiWiki















































  • dystans 7.03 km
  • czas 00:37
  • średnio 11.40 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Po mieście

Piątek, 20 listopada 2015 · dodano: 21.11.2015 | Komentarze 0




  • dystans 4.25 km
  • czas 00:18
  • średnio 14.17 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Na dworzec

Czwartek, 19 listopada 2015 · dodano: 21.11.2015 | Komentarze 0

Myk na dworzec... a tu zdziwko, bo okazało się że świeżo otwarty tunel jest na powrót zamknięty. Tiaaa... długo to on był otwarty - tydzień? Z tej strony do przejścia na środkowy peron jest nieco ponad 100 metrów, ale idąc z drugiej strony torów to teraz najbliższe przejście przez tory jest z 500m dalej, a żeby dostać się na perony, trzeba jeszcze wrócić co najmniej 300.




Od początku mieliśmy wątpliwości czy zastosowanie tych płyt szklanych to dobry pomysł. I proszę - już część jest potłuczona.



Wyświetlacze są już zamontowane (aczkolwiek nie są jeszcze włączone).




  • dystans 4.62 km
  • czas 00:18
  • średnio 15.40 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Crash test placu zabaw Nivea

Poniedziałek, 16 listopada 2015 · dodano: 21.11.2015 | Komentarze 1

Pojechaliśmy przetestować nowy plac zabaw. Niby nie jest zbyt daleko i spokojnie byśmy dotuptali na piechotę... pod warunkiem że byśmy nie utknęli na innym placu zabaw, albo w jakimś sklepie. Dlatego zdecydowałem pojechać tam na rowerze i to nie najkrótszą drogą, tylko naokoło nieco mniej ruchliwymi uliczkami... i tak wyszło nam dalej niż do parku, czy na dworzec, a niewiele mniej niż na Jordanek (przy takim kilometrażu, przynajmniej opłacało się wsiadać na rower).

Jak na pogodę, to sporo dzieci było... Kluska oczywiście najdłużej, a dzieciaki przychodziły na krótko i odchodziły. W taką pogodę inne place zabaw świecą pustkami, a tutaj cały czas była co najmniej dwójka. Widać wszyscy testowali.

Większość czasu Kluska spędziła w piaskownicy... jest to bodaj najmniejsza piaskownica jaką widziałem, ale grunt że w ogóle jest. Przy zamiłowaniu Kluski do piaskownicy, jakaś piaskownica na placu zabaw obowiązkowo być musi.



Buju buju




I tradycyjne bujawki... niestety obie dla większych dzieci, ale Kluska już umie się na nich bujać.




Toto jest skakanką, ale dla dzieci które już dobrze potrafią skakać przez skakankę, bo jak się przywali taką grubą  liną... mimo to Klusce bardzo przypadła do gustu, bo albo przeciągaliśmy linę, albo ją okręcałem liną i ona się wydostawała z tego.



Takie cuś...




Rysujemy kotki



  • dystans 7.65 km
  • czas 00:33
  • średnio 13.91 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Deszczowa niedziela

Niedziela, 15 listopada 2015 · dodano: 16.11.2015 | Komentarze 4

Z rana miało być bezdeszczowo, a potem miało przez cały dzień padać... skoroświt więc wyskoczyliśmy na rower, ale że zebraliśmy się dopiero po 11-ej, to już zaczynało padać i z każdą chwilą mogło się rozpadać bardziej. Dlatego pojechaliśmy po skrzynkę (lavinka ostatnio wpadła na rozwiązanie quilzu), ale na miejscu trochę poszukaliśmy, ale dokładne obszukanie miejscówki odłożyliśmy na kiedy indziej i we wzmagającym się  deszczu wróciliśmy do domu.


W skrzynce Werrona opisała wierszem pewną historię (link), no i znowu nakłamała a ja muszę odkręcać... ja wiem że na bazarku kupiła licencję poetyka (zwaną też przepustką wierszoklety), ale trzymajmy się faktów! A było tak:

Pan Marian pogadał ze znajomym kolejarzem, który za skrzynkę jabłek sprawił, że na bocznicy "zapomniano" podłączyć do pociągu ostatni wagon-cysternę ze spirytusem z Polmosu Żyrardów. Następnie  Pan Marian udał się do Pana Smoka i wyzwał go na tzw/ drinking contest popularny w rodzinnych stronach smoka. Smok podjął rękawicę i zaczęła się rywalizacja... naczynia którymi pili miały pojemność proporcjonalną do masy zawodników, Pan Marian pił na szklanki, a Pan Smok na beczki.

Pan Smok przegrał i pierwszy zwalił się pod stół. Po tym wieczorze wysiadła mu wątroba i musiał przejść na ścisłą dietę, od tej pory żywi się wyłącznie zieleniną.


Wieczorem zaś po Kluskę na dworzec... trochę nadal siąpiło, ale ledwo ledwo, a na koniec chyba w ogóle przestało


  • dystans 55.74 km
  • 4.50 km terenu
  • czas 03:33
  • średnio 15.70 km/h
  • rekord 43.10 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z wiatrem do Tworek

Sobota, 14 listopada 2015 · dodano: 16.11.2015 | Komentarze 0

Dziś bardzo silny wiatr zachodni, więc popołudniu możliwe lekkie opady deszczu... postanowiliśmy więc pojechać na wschód do Pruszkowa i wrócić pociągiem.

Milanówek - tutaj udało się ochronić centrum miasta przed ekranizacją. Zamiast wysokich, zielonych ekranów stanęły bardziej estetyczne i niższe płotki. W miejscach gdzie z torów widać zabytkowe wille, nawet płotków nie ma, tylko niskie, przezroczyste ekraniki. Udało się też uchronić część drzew przed wycinką... teraz szykuje się wycięcie setek drzew przy WKD, ale o tym będzie niżej w tym wpisie.




Wille na pograniczu Milanówka i Podkowy Leśnej







Zejście do podziemnej rotundy... niestety podziemie strasznie zaśmiecone.



Po drodze przez Brwinów, ta willa jest w zdecydowanie gorszym stanie.



"Polskie wałki", instalacja artystyczna pod Pruszkowem




Już w Pruszkowie o pomoc poprosiła nas babcia, której nogawka wkręciła się w łańcuch i utknęła na śmieszce rowerowej. Żeby wykręcić nogawkę z powrotem, trzeba było podnieść rower (na szczęście nie z panią). Dobry uczynek na dziś zaliczony.

Park ze stawem po rewitalizacji... na górze są ławki, ale na dole przy stawie mniej wieje, więc tutaj zrobiliśmy postój.



Jeden z pruszkowskich cmentarzy i kwatera z II wojny światowej - pochowano tu poległych i pomordowanych w okresie od 1939 do Powstania Warszawskiego.





Tor kolarski... ponoć w kształcie kasku kolarskiego... no, ze względu na te świetliki na górze, bardziej przypomina francuski hełm Adrian.





Mostek WKD nad Utratą... po remoncie już nie jest tak klimatyczny jak kiedyś (wpis na blogu).



Kościół szpitala w Tworkach



Tworki witają, cel wycieczki osiągnięty



Dawna oczyszczalnia na terenie szpitala... ta drabinka kusi, ale niestety zaczyna się bardzo wysoko, dolne szczebelki zostały wycięte.




Tutaj ktoś źle odłożył skrzynkę do rury i trochę gimnastyki było - musiałem się trochę wdrapać i przepchnąć skrzynkę patykiem od góry.



A te drzewa są już chyba ponumerowane do wycięcia... mimo że WKDka dopiero za płotem. Tak to jest jak przepis nakazuje wycięcie wszystkiego w pień w odległości 15 metrów od torów. Jeśli chcecie więcej o tym przeczytać, albo podpisać petycję, zapraszam na stronę  www.kolejnadrzewa.pl




Wzdłuż Utraty od strony szpitala... tutaj obadaliśmy różne ścieżki-skróty, bo sytuacja jest dosyć skomplikowana - z jednej strony szpital w większości ogrodzony, z drugiej strony stawy rybne (też pogrodzone, a pomiędzy Utrata, kanałki itp. Jeden ze skrótów wiedzie właśnie tędy przez jaz, w tym celu wycięto dwa pręty w kracie, a dalej między Utratą  a kanałem aż prawie do WKD.

Tą dziurą chyba się roweru nie przepchnie, trzeba by przyjechać z brzeszczotem i wyciąć jeszcze kilka prętów ;-)



A skrzynka miała dzikich lokatorów



Stąd też widać hełm Adriana.



Czernidłak pospolity... grzybek podobno jest jadalny, ale nie wolno spożywać alkoholu przed i po jego spożyciu, bo coś tam powoduje i można się zatruć. Różne źródła podają różną ilość dni (1-4) bez alkoholu przed i po.




Wysyp czarny, nawet pod mikroskopem to widać.




A tu mostek (zakratowany na sztywno) na teren stawów.



Potem z sąsiedniego jeziorka przepłynęła flotylla kaczek, na jej spotkanie wypłanęła z brzegu druga flotylla i rozegrała się bitwa pod... a niech wariag dobierze odpowiednią bitwę morską. Zażegnana została przez lavinkę, która odstąpiła kaczkom połowę bułki.



Jeszcze na terenie szpitala.



Dziś nie piątek 13-ego, to i kot nie czarny.



W srodze na dworzec, podczas postoju na szukanie skrzynki w dziupli, które przerywaliśmy gdy ktoś się zbliżał... pewna pani zwróciła się do nas: "Kwiatuszki moje, nie stójcie pod starymi drzewami, bo w taki wiatr jakaś gałąź może na was spaść"

Na dworzec dotarliśmy kilka minut przed planowym odjazdem pociągu. W kasie ktoś kupował jakiś skomplikowany bilet i po chwili stania oceniłem że to jeszcze potrwa długo, więc postanowiłem poszukać biletomatu, był za winklem, ale właśnie jakaś pani podeszła do niego kupić bilet... a minuty lecą. W końcu i my kupiliśmy, a gdy kończyliśmy zapowiedzieli pociąg do Skierniewic. Polecieliśmy do tunelu i gdy wyszliśmy na peron, pociąg już stał... kątem oka sprawdziłem wyświetlacz ze do Skierniewic, ale gdy dobiegałem do drzwi przedziału bagażowo-rowerowego, zaczął zamykać drzwi, więc szybko się między nie władowałem z rowerem żeby nie mógł domknąć (gdybym wszedł do środka, lavinka by została na peronie). Gdy otworzył, wszedłem szybko do środka, a lavinka za mną, uff zdążyliśmy.

W Grodzisku gdy zapowiadali że po nas wjedzie kolejny pociąg do Skierniewic, zorientowaliśmy się że to jest chyba nasz pociąg,  a my złapaliśmy jakiś spóźniony poprzedni. Faktycznie, wydawało nam się w Pruszkowie że ciut za wcześnie przyjechał (ale stwierdziłem, że widać więcej minut minęło podczas kupowania biletu, nim nam się wydawało. W Żyrardowie poczekaliśmy chwilę żeby sprawdzić i faktycznie zaraz przyjechał kompletnie pusty Impuls którym mieliśmy złapać. Ot, podróże polską koleją.



Aha, winda (a właściwie chyba podnośnik) na peronie już zamontowana, aczkolwiek jeszcze nie można z niej skorzystać... zresztą jest zakaz wożenia rowerów. Wstawili aż 5 wykrzykników, tiaaa... krótko mówiąc, żeby się dostać na środkowy peron z rowerem, nie ma opcji żeby się dało bez noszenia po schodach. Co ciekawe, tunel ma wjazdy z obu stron, ale żeby zrobić pochylnię na peron to już się nie dało. A jesli chodzi o windy, to idę o zakład że za rok będą popsute, albo żeby skorzystać trzeba będzie dzwonić po ochronę.

Jeśli o mnie chodzi, to rower i tak bym wnosił po schodach, ale czasem chciałbym się dostać na peron z dzieckiem w foteliku...




  • dystans 3.01 km
  • czas 00:15
  • średnio 12.04 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Parowóz bezogniowy

Piątek, 13 listopada 2015 · dodano: 14.11.2015 | Komentarze 3

Dzisiaj włócząc się po Żyrardowie, odkryliśmy że na terenie dawnych  zakładów lniarski stoi sobie stary, kompletnie zardzewiały parowóz... ponoć stoi już od 5 miesięcy, tylko ze my nie chodzimy tam na zakupy (jest tam teraz pasaż handlowy), więc nie zauważyliśmy że coś stanęło.

Dziś też byśmy tamtędy nie przeszli, ale nad zaparkowanymi w błocie samochodami, zauważyłem jakąś zardzewiałą budkę. Myślałem, że może nad kapsułą czasu postawili taki retro pawilon (zarzekali się że zrobią wkrótce szklaną podłogę, ale temat zanikł), a to parowóz.

Wróciliśmy do domu, lavinka wyszukała informacje na temat lokomotywy (są tutaj razem z kolejnymi linkami), okazała się że jest to lokomotywa bezogniowa z początku XX wieku i była użytkowana na terenie zakładów lniarskich (aż do czasów po II wojnie). Poza tym szybko przygotowała skrzynkę i poszła ją założyć...  potem okazało się, że jesteśmy chyba ostatnimi żyrardowskimi keszerami którzy się o niej dowiedzieli, że kilka osób planowało założyć tu skrzynkę... ale ich ubiiegliśmy ;-) ostatni byli pierwszymi.







A poza tym włóczyliśmy się jeszcze nad stawem przyfabrycznym





Piątek 13-ego? Tylko? Eee tam... nam w piątek trzynastego drogę przebiegł czarny kot :-) Dzięki temu mieliśmy dziś szczęście - znaleźliśmy wszystkie trzy skrzynki których szukaliśmy, bonusowo rozwiązaliśmy jeden quiz i jeszcze znaleźliśmy tę lokomotywę.




  • dystans 60.54 km
  • 2.00 km terenu
  • czas 03:29
  • średnio 17.38 km/h
  • rekord 30.10 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Cyklogrobbing Liściopadowy

Czwartek, 12 listopada 2015 · dodano: 12.11.2015 | Komentarze 1

Zanim jeszcze wyjechaliśmy z Żyrardowa, podskoczyliśmy do tzw. EkoParku zobaczyć jak tam wygląda Podwórko Nivea.



Najważniejszą częścią placu zabaw jest regulamin (powiększenie)... hmmm, zakaz zabawy w kaskach? Niedobrze, bo jak Kluska znowu się uprze jechać na plac zabaw w kasku jak ostatnio (link). A obok zbiór złotych myśli i ciekawostek (powiększenie)



Skorzystałem z wyrwikółki, choć rozmiarem to jest raczej na rowerki biegowe.



lavince najbardziej przypadł do gustu bujaczek



Obok siłownia plenerowa składająca się z drążków - oficjalna nazwa to Street Workout Park (powiększenie - tablicy informacyjnej z regulaminem i propozycje ćwiczeń).



A toto to stojaki rowerowe, czy jakiś przyrząd? Kluska i tak przejdzie dołem "tunelem"



Myk do Wiskitek na cmentarz, gdzie przebudowano mogiłę zbiorową z 1939. Nawet ładnie to wyszło. Myślałem że całkiem niedawno to wykonano, a tu zdziwko, bo w 2012. Tutaj notka o tym. Według tej informacji "pomnik nawiązuje architekturą do kaplicy nagrobnej rodu Łubieńskich i Sobańskich" (foto kaplicy)... nooo, nawiązanie jest chyba bardzo luźne.





Przypomniałem sobie, że jak robiłem zdjęcie mogiły przed odnowieniem, rozmawiałem z pewną panią która mówiła że tam dalej jest jakiś grób z katastrofy lotniczej. No to poszukaliśmy z lavinką i okazało się, że są to dwa groby kolarzy Żyrardowianki z Kozłowic, którzy zginęli 16 marca 1978  w katastrofie Tu-134 w Bułgarii (info, oraz wiki)




lavinka stwierdziła, że aby się nie zrypać za bardzo w tym wietrze wraca, a ja ruszyłem dalej z silnym wiatrem bocznym lub pod wiatr. Mogiła w Guzowie (z I wojny) jako zielona wyspa.



Obok były grzybki na pniach ściętych drzew.




Wysyp brązowy





Przejeżdżam obok kolejnej mogiły pierwszowojennej w Guzowie



Przekraczam Suchą suchym kołem (bo po mostku)



I tak dojeżdżam do kolejnego cmentarza z I wojny, tym razem w Borzymówce. Krzaków już praktycznie nie ma. jakieś szczątki ostały się na skrajach.



Łukasz wspominał, że robi pomnik... tak jak na cmentarzu Orły-Cesin (foto w tym wpisie), tak i ten jest wzorowany na pomniku w Bielicach.






Od tego momentu głównie z wiatrem (co najwyżej z bocznym).

Co jest grane?





Hmmm... tak mnie zastanowiło, że ta podstawa wygląda na starszą? Co tu było wcześniej? A w ogóle ten teren ogrodzony słupkami, wygląda jakoś tak cmentarnie... w czasie cyklogrobbingu człowiek w pewnym momencie we wszystkim widzi cmentarze, ale kto wie?





Dalej po drodze



Świeżo położona śmieszka rowerowa pod Szymanowem już zarasta... a tam gdzie nie zarasta, kostka klekoce pod kołami.



Zajrzałem na koniec na cmentarz z I wojny w Szymanowie. Widzę że żadnych prac od ostatniej wizyty tu nie było, te krzaki i drzewa na jednym ramieniu wału nie są ruszone... za to ładnie wszystko zaczęło odrastać, odrosty są już wysokości człowieka, jeszcze chwilę i krzaczowisko będzie jak przed wycinką. Tylko drzew żal...






Odsłoniętych płyt nagrobnych naliczyłem coś z 15



Ach, no i znów grzybek na pniaku




Wysyp biały, bardzo obfity...








  • dystans 62.80 km
  • 18.50 km terenu
  • czas 04:05
  • średnio 15.38 km/h
  • rekord 31.10 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wietrzna niedziela

Niedziela, 8 listopada 2015 · dodano: 10.11.2015 | Komentarze 9

Pogoda zapowiadała się taka sobie, a tu zdziwko - zrobiło się całkiem pogodnie, a potem zniknęły jakiekolwiek chmury. Tyle że wiało, dlatego jadąc najpierw pod wiatr trochę jechaliśmy lasem, a wracając z wiatrem bardziej otwartym terenem. No i ciepło było.



Symboliczne dwa grzybki - ten pierwszy miał trzonek w połowie rosnący w pniu.













Taka ładna chałupka... szkoda że w ostatniej fazie rozpadu





Przejeżdżając przez eSeŁkę trafiliśmy na pociąg






Na koniec taka historyjka - lavinka jadła placka i jednocześnie coś mi opowiadała... nagle zaczęła się ksztusić i pokazała, że mam ją rąbnąć w plecy. przywaliłem raz, czy dwa z liścia, ale niewiele pomogło, więc stwierdziłem że potrzebne są mocniejsze argumenty i zacząłem się za nimi rozglądać. O, patelnia będzie w sam raz... nie wprowadziłem jednak pomysłu w życie, bo lavinka stanowczo zaprotestowała. No cóż, staram się pomóc, ale moje wysiłki nie zostały docenione, moim zdaniem patelnia byłaby skutecznym środkiem.

Jak jej przeszło, stwierdziła że nie powinna mówić z jedzeniem w buzi. No to zwizualizowałem sobie jak rozmawia z jedzeniem w buzi:
- Jak ci tam w placuszku w jelitku?
- Jeszcze nie dotarłem.
- Aha, znaczy gdzie jesteś? W przełyku?
- Tak, idę do żołądka.
- To jesteś na dobrej drodze, teraz idź prosto, a potem znowu prosto... khe khe, kha kha, hrrrrr!