teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124075.40 km z czego 18790.55 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 62.03 km
  • 16.50 km terenu
  • czas 03:41
  • średnio 16.84 km/h
  • rekord 28.00 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Trochę krzaków na przedwiośniu

Sobota, 7 marca 2015 · dodano: 07.03.2015 | Komentarze 4

Dzisiaj pogoda miała być taka sobie - pochmurno, z rana deszczowo i w ogóle... ale jutro ma być ładniej. Postanowiliśmy więc zrobić dzisiaj tylko krótką traskę, ot tak żeby się rozruszać (znaczy lavinka, bo ja miałem zamiar jeszcze pojeździć gdy ona zawróci), a jutro pojechać nieco dalej.

A więc niespieszny poranny start... akurat prosto w deszcz, na szczęście to tylko jakaś spóźnialska chmura i szybko przeszło, ale i tak było mokro. Myk do Miedniewic i rozwałka w krużgankach.



Potem pojechaliśmy dalej, ale na chwilę odbiliśmy w bok, bo lavinka chciała zrobić zdjęcie z widokiem na klasztor.



Rzut okiem na pierwszowojenne mogiły (ale dziś do nich nie podchodziliśmy.



Oraz nasyp zaraz obok za gospodarstwem, który ostatnio wypatrzyłem na mapie. Pytanie czy to kolejna mogiła, czy jakiś inny wał?




Cmentarzyk nad Suchą... tutaj zrobiliśmy sobie pożegnalną rozwałkę.



Jeszcze rzut okiem na Suchą - kurczę, jakoś dużo w niej wody...




No tak... a oto przyczyna, lavinka poszła w górę rzeczki i znalazła bobrzą tamkę, ale tam w dole musi być jeszcze jakaś porządna tama.



Potem każde ruszyło w swoją stronę - lavinka do domu, a ja w poszukiwaniu Miasta Saperów. Tak, kiedyś już znalazłem takie skupiska dziur, które wydają się być pierszwowojennymi ziemiankami, a ostatnio namierzyłem kolejne takie skupisko, które pasowało do opisu angielskiego dziennikarza Roberta Scotlanda Liddella (ebook tutaj)

Sapper Town in the Wood
Poland, July, 1915.

Sapper Town—half warren, half garden city— lies in the heart of a wood in Poland. I came to it suddenly one sunny morning when I sought sanctuary amid the shady trees from the burning sun and quivering haze of heat in the wide fields without.

Bedrooms form the warren of the town ; they are below the ground. The walls are made of earth and huge pine logs. The ceilings are massive ones of fallen trunks and soil and bags of sand. Above that the roof is covered with green brandies, so that the eyes of the German hawks that fly across the wood each day may see naught but foliage beneath. These German hawks have keen sight.

There are no windows in the sleeping huts. The rooms are always nearly dark. They are airless and stuffy. The smell of stale brown bread and cheap tobacco hangs about them ; the smell of human bodies also. But, they tell you, it is healthier there at times than in the open, and, German shells permitting, the warren is for sleeping quarters only. The dining-rooms, like cafes in the park, are in the open. The tables stand quite near the gloomy cellar doors. The men eat leisurely and in comfort, and safety is at hand in the black holes at the first boom of coming danger.

The garden city of Sapper Town is of winding leafy paths, of tiny ornamental plots of ground ; of fancy borders round the hidden huts. There is a gymnasium under the trees, with a vaulting horse and pine-wood bars of sundry shape, and in the centre of Sapper Town is a bandstand made with no other tools but axes. It is an ambitious affair, complete in all except the band. There are no trumpets in the town, no violins, no tinkling keys. The orchestra of death plays just beyond the wood, and strolling players with giant flutes come to the town disguised as shrapnel shells. A common kitchen stands just outside the wood. Soup and stews are made in wholesale quantities ; and boiling water for the eternal tea. The town itself is fireless ; no tell-tale smoke shows up above the trees.





Kolejnym miejscem którego szukałem, była druga rosyjska  linia obrony... Łukasz mi zwrócił na nią uwagę. Dziś udało się tam wybrać i okazało się że to faktycznie była potężna linia obronna, nawet teraz okopy są głębokie, a szańce robią wrażenie (zdjęcia tego nie oddają), jedna z fos jest nawet wypełniona wodą. Zdaje się, że to o tej zapasowej linii obrony pisał Liddell:

There was a little sandy path amongst the bushes with room enough for one. It took me to an empty trench, well built with logs and slabs
of pine, thence to the town itself, half-way between the vacant trench and one in front filled with reserves of fighting men. Beyond that again was the first-line trench with its continual drama of life and death. '

Huge ditches have always to be dug to hold the backward flow of men in case the lines in front are burst. Barbed wire has to be stretched amongst the trees and in the fields. The enemy, they say, will not break through. That trench in front, swarming with life and terrible with death and awful pain, will not give way. But ^—and this is the sappers' motto—prevention is the better part of valour.







Przy okazji natrafiłem też na sosny, które były kiedyś żywicowane



Na koniec udałem się na okopy pierwszej linii... znaczy nad Rawkę. A skoro głosowałem w konkursie Rzeka Roku na Rawkę (która wygrała - info), to trzeba było w końcu znaleźć skrzynkę założoną z tej okazji. Farta miałem niesamowitego, bo znalazłem ją 130m od miejsca ukrycia! Walała się bez fantów logbooka - dałem nowy i poszedłem odłożyć na miejsce. W ten sposób ją uratowałem, chociaż teraz jest niestety pustawa.








  • dystans 17.13 km
  • czas 00:49
  • średnio 20.98 km/h
  • rekord 28.30 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Po Żyrku z pętelką

Piątek, 6 marca 2015 · dodano: 06.03.2015 | Komentarze 2

Szybki myk na miasto. A że wstyd taki dystans wrzucać na bikestatsa, to powrót przez Wisk... przez Międzyborów i Kozłowice. Przez Wiskitki nie jechałem, bo dla samego dystansu nie chciało mi się tam jechać, a powodu innego nie miałem, nie miałem też zestawu rozwałkowego, bo to tylko szybki myk miał być.

"Powrót przez Wiskitki" to taki miejscowy zwrot, gdy ktoś bardzo długo wraca (ze szkoły, sklepu itp.) Jak powrót ze szkoły zajmował mi kilka godzin, to rodzice stwierdzali, że chyba "przez Wiskitki" wracałem.

Co ciekawe, kiedyś dowiedziałem się od koleżanki, że w Giżycku też funkcjonował podobny zwrot, tylko że zamiast Wiskitek była tam jakaś miejscowość pod Giżyckiem (Wilkasy?)


  • dystans 75.99 km
  • 14.50 km terenu
  • czas 04:19
  • średnio 17.60 km/h
  • rekord 33.60 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Mazowieckie różności

Niedziela, 1 marca 2015 · dodano: 05.03.2015 | Komentarze 19

Dzień zacząłem od eSeŁki i szukania skrzynki lavinki... przy okazji estowałem stary smartfon lavinki, który ostatnio uruchomiłem i który używam jako GiePSa... przy okazji używam go także jako czytnika ebooków, a Klusce zainstalowałem Painta dla dzieci, odgłosy zwierzątek i parę innych (może by jeszcze poszukać aplikacji do treningu nocnikowego?). Ten telefon jest idealny, bo nikt do mnie na niego nie zadzwoni... bowiem do nieodbierania połączeń i niedzwonienia służy mi nadal stary telefon, który zwykle ma wyłączone dzwonki, jest rozładowany, został w domu, albo jest głęboko w sakwie więc i tak go nie słyszę



Kolejny punkt na trasie, to teren dawnego folwarku Dańki (obecnie Badowo-Dańki). Park zaczyna się kapliczką




Dwór z zewnątrz jeszcze jako tako wygląda... ale w środku już totalna rozwałka





Cegły IT (nie mylić z ET), ciekawe z jakiej cegielni... to chyba jakieś inicjały, więc może być trudno z lokalizacją.



Resztki spichlerza... chyba




Dalej są jeszcze nieco nowsze, popegeerowskie zabudowania.




Petrykozy, mini skansenik przy dworku... to miejsce wcześniej też było zapuszczone, ale po śmierci Siemiona coraz bardziej popada w ruinę - dworek spłonął, książki w jednej z chałup porozwalane, dziur nie ma już komu łatać.







Rozwałka przy chałupie ze Skuł... bo zakładam że tabliczka oryginalna





Wiaduktem na ulicy Przejazdowej wracam na północną stronę eSeŁki.



A oto i Skuły i tablica z Piłsudskim... a raczej jej kopia (przynajmniej tak wynika z drugiej tabliczki), ponoć oryginał wisiał na Urzędzie Pocztowym.




Powiększenie tablicy po kliknięciu w poniższy obrazek:



Jeszcze w Skułach oglądam miejsce po dawnym młynie przy rzeczce Karczunek. Ta rzeczka jakiś kilometr dalej wpada do Utraty i tak powstaje Pisia Tuczna... wiem że to brzmi idiotycznie, ale tak jest na mapach. Ta Utrata, to nie ta Utrata co płynie przez Pruszków, Błonie, Żelazową Wolę do Bzury. Aczkolwiek tamta ma źródła jakieś 200m od biegu Utraty Pisiowej! Może więc komuś z ropędu nazwa się przeniosła dalej na Pisię, albo może w zamierzchłych czasach jakiś kaptaż nastąpił? ;-)





No cóż, Utratę Pisiową i Pisię Tuczną i tak za chwilę przekroczę jadąc słynnymi drogami pramazowieckimi, którymi to jeszcze barbarzyńcy ciągnęli na Rzym, a w późniejszej hitstorii wiele wojsk z nich korzystało i sobie chwaliło.


Kategoria mazowieckie


  • dystans 115.64 km
  • 7.50 km terenu
  • czas 05:54
  • średnio 19.60 km/h
  • rekord 33.00 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Szukając Śladów Olędrów

Niedziela, 22 lutego 2015 · dodano: 24.02.2015 | Komentarze 2

Pojechałem na północ poszukać dwóch cmentarzy olęderskich... właściwie najchętniej bym w tym samym celu pojechał na zachód od Bzury (mam tam do odszukania trzy cmentarze), ale tam jest sporo odcinków gruntowych, a gruntówy są teraz w sporej części bardzo błotniste.

Zacząłem kapliczkowo - ta maryjska i Jezus są nowe, osadzone na starym kamieniu kapliczkowym, podejrzewam że mógł na nim by ć kiedyś osadzony żeliwny krzyż.



Brochów - ponieważ była msza, to kościół i okolice były totalnie zastawione samochodami, nijak się sensownego zdjęcia nie dało zrobić, no to w zamian Maryjka.



I jeszcze kapliczka słupowa na końcu Janowa.



Wilcze Śladowskie (o wsi w katalogu zabytków osadnictwa holenderskiego: link). Tu mogło być gospodarstwo olęderskie, położone jest bowiem tak, jak zakładali gospodarstwa Olędrzy -  z wykorzystaniem rzeźby terenu, a konkretnie na skraju wydmy, wyżej niż sąsiednie łąki. Są jeszcze resztki płotku, co świadczy że jeszcze nie tak dawno ktoś tu mieszkał... ale już raczej Polacy, po wysiedleniu Olędrów po II wojnie. Gospodarstwo jest też zaznaczone na mapie, a także dwa sąsiednie których już nie ma, pewnie zostały wykupione przez Kampinoski Park Narodowy, bo to już na jego terenie.





Ten fundament jest ciekawy, bo jest na stoku i sam nie trzyma pionu tylko mocno opada w dół.



Pra opona rowerowa.



Kanał Kromnowski z mostkiem i jazem





Tak dojechałem do Nowej Wsi Śladów (link), początkowo śladów Olędrów nie znalazłem... tylko ślad Jagiełły.



Ale zaraz za szkołą znalazłem i cmentarz.






Myślałem, że na tym cmentarzu jeszcze nie byłem... aż do momentu gdy zobaczyłem tabliczkę na tym krzyżu (drewnianym, jakby kto się pytał). Otóż kiedyś już wrzucałem ją na bloga - link




Dalej szukam śladów na przystanku... Śladów (link), a właściwie ta część wsi nazywa się Śladów Nadwiślański



I tak oto znalazłem kapliczkę... niestety nie datowaną, więc nie wiem czy Olęderską



Śladów wojny też nie brakuje






Wisła... ech, szkoda że nie ma tu promu do Czerwińska (oraz że ten w Secyminie już nie kursuje). Z Wyszogrodu dojazd do Czerwińska jest koszmarną drogą krajową 62, a bocznymi gruntówami tylko częściowo da się objechać.



Wał, którego Olędrzy nie potrzebowali, po prostu cay ten teren po lewej zalewało (czasem dwa razy do roku), a oni przenosili się na strych.



Jeszcze cmentarzyk w Kromnowie... Zaledwie dwa nagrobki mają zachowane napisy, jednak żeby je odczytać, trzeba by kamieni oczyścić z mchu.




A ten kamień zapewne służył do osadzenia krzyża.



No cóż pora wracać... jeszcze kapliczka po drodze



Przez chwilę bałem się, że będę musiał spory kawałek objeżdżać, bo tabliczka "most zamknięty" przypomniała mi że w Szczytnie most na Utracie był ostatnio w remoncie... ale znaku "brak przejazdu" nie było, a z naprzeciwka nadechały dwa samochody. Ufff, jednak już jest nowy most.

I Maryjka w Szczytnie, która wróciła odnowiona... to znaczy zdjęto z niej łuszczącą się farbę.



Kategoria >100, mazowieckie


  • dystans 61.78 km
  • 3.50 km terenu
  • czas 03:32
  • średnio 17.48 km/h
  • rekord 37.00 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

7 osób na cmentarzu (nie licząc kota)

Sobota, 21 lutego 2015 · dodano: 23.02.2015 | Komentarze 5

Wyruszyliśmy na cmentarz w Borzymówce... z postojami w Miedniewicach (klasztor), Babskim Borku (jeziorko), Czerwonej Niwie (sklep) i Kurdwanowie (kościół).





Rzeczka Sucha... w tym miejscu podwójnie Sucha.



Na cmentarzu zastaliśmy Łukasza, panią sąsiadkę i kota. Po fajrancie startowym (kawa, pączek, drożdżówka), dorzuciliśmy solidnie do ogniska, w związku z tym żeby nie zrobiło się zbyt duże, rozpaliliśmy drugie.

Na poniższych zdjęciach to wszystko było zeszłej jesieni w gęstych krzakach... wszędzie gdzie ziemia jest ciemna, aż do tej jaśniejszej trawy w głębi drugiej fotki.




Ta kupka zaraz zasili drugie ognisko... i te krzaki z prawej też



Wszyscy pracują, a lavinka pije herbatę



No dobra, koniec fajrantu... pora na przerwę obiadową! A więc kiełbaska. Nie kocie, to nie dla ciebie.






W międzyczasie przybył Przemek z drugą piłą, a gdy już się zbieraliśmy dojechał Jacek z synem i trzecią piłą. Poniżej na zdjęciu prawie cała ekipa (tylko bez pani sąsiadki).



Mimo że lavinka poganiała, to nie udało się wrócić przed zachodem Słońca.



W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na mostku, lavinka zeszła po schodkach i... odkryła stary reper wodowskazowy! Został on wyprodukowany w 1946 roku (zamontowany mógł zostać później) i ma numer 187. Na starym blogu pocztówkowym był już kiedyś podobny reper o numerze 1503 z 1975 roku, ale wtedy już nie PIHM a IMGW: link



Kategoria mazowieckie


  • dystans 113.67 km
  • 3.00 km terenu
  • czas 06:18
  • średnio 18.04 km/h
  • rekord 37.50 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Cyklogrobbing pod Grójcem

Niedziela, 15 lutego 2015 · dodano: 16.02.2015 | Komentarze 6

Mroźny poranek... jadę na wschód generalnie pod wiatr, który się wzmaga, by wrócić już z silnym wiatrem w plecy.




Za Mszczonowem jeszcze trochę zimy leży na polach



Wiatr się wzmagał, a ja jeszcze zyskiwałem na wysokości wjeżdżając  na Dach Mazowsza Zachodniego (w Osuchowie jest najwyższe wzgórze Wysoczyzny Rawskiej), więc zaczęło mi się robić zimno i musiałem cieplej się ubrać.

Osuchów - dawna gorzelnia



Punkt piknikowy w Osuchowie... niestety obok jest ścinka, ciężki sprzęt zamienił polankę w pole zamarzniętego błota... ściana lasu, który dawał ochronę przed wiatrem lub słońcem, została wycięta. Szlag by to, a to było takie dobre miejsce na postój :-/



W dolinie Jeziorki



Takie tam echa wyborów samorządowych



No i pierwszy cmentarz w Głuchowie nad Jeziorką.




I drugi zaraz obok w Szczęsnej.  Cementowa tablica z takiego samego szablonu.





Grójeckie Koloseum



Pomnik na placu w Grójcu... i orzełek dla wariaga




Ratusz



I grójecki drewniak w sąsiedniej uliczce



No dobra, wracamy do cmentarzy, a że w Grójcu jest więcej niż jeden, to oto cmentarz przy Mogielnickie. Kwatera z 1939, kilka tablic z listą poległych w tym dwie poświęcone załodze Karasia (przy okazji link do strony z grobami i pomnikami lotników - Niebieska Eskadra). Tuja mocno się rozrosła, sprawiając że aby odczytać całość potrzebny jest jakiś przedłużacz ręki.





Ten sam cmentarz, kwatera z I wony




Tuż obok kirkut, który jest wąski, ale bardzo długi. Mogiła zbiorowa z II wojny.






Jeszcze jeden pomnik, ale nie byłem w stanie przeczytać co tam jest napisane. Dalej są krzaki... jak to niestety bywa w takich miejscach straszliwie zaśmiecone, mimo że to nadal część cmentarza i resztki nagrobków się znajdą. Ponadto na tę  zadbaną część kirkutu są wyrzucane wypalone znicze i stare kwiaty z cmentarza katolickiego.



Grójecki dualizm



Maryjka z Wilczogóry



I dworek po sąsiedzku.


Kategoria mazowieckie, >100


  • dystans 63.48 km
  • 2.00 km terenu
  • czas 03:38
  • średnio 17.47 km/h
  • rekord 35.50 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Cyklogrobbing z niespodziankami

Sobota, 14 lutego 2015 · dodano: 16.02.2015 | Komentarze 5

Pogoda ładna, to z lavinką wybraliśmy się na rundkę po okolicy... a na Bielniku u kaczek od kilku dni goszczą łabędzie.



Pierwsza rozwałka w krużgankach w Miedniewicach



I jedziemy dalej



A oto i pierwszy cmentarz pod Wolą Szydłowiecką... dróżką obok przejeżdża jakiś samochód, zatrzymuje się i słyszymy okrzyk "Meteor i lavinka!" Okazało się, że to Jacek oprowadza dziewczynę z Bolimowskiego Parku Krajobrazowego po okolicznych cmentarzach wojennych.



Dalej planowali odwiedzić inny pobliski cmentarz, my zresztą też. A że dotrzeć tam niełatwo - wygodną drogę leśną od północy odcięła autostrada, a z innych stron trzeba się sporo przedzierać przez krzaki i skakać przez rów. My jednak znamy aktualnie optymalną ścieżkę, taką że przez rów skakać nie trzeba... wystarczy tylko nie spaść z jego skarpy. Poprowadziliśmy więc resztę do cmentarza.



Tam się pożegnaliśmy, bo my jeszcze zrobiliśmy sobie kolejną rozwałkę i szukaliśmy skrzynki.



A poza tym miejscami w lesie jeszcze ostatnie płaty śniegu... ulepiłem więc bałwanka... czyżby ostatni bałwanek tej zimy?





O Jacka dowiedzieliśmy się że Łukasz jest na cmentarzu w Borzymówce i walczy z krzakami. Postanowiliśmy więc zmienić plany i choć na chwilę tam podskoczyć (o już było dobrze po południu) wspomóc naszymi dwiema parami rąk.



Na miejscu niespodziewajka... okazało się że pień z kapliczką na rogu przewrócił się w czasie wichury, a starsza pani mieszkająca znalazła skrzynkę. Hmmm, dziwne... moja skrzynka cmentarna znajduje się w innym miejscu, a tam była mobilna kapliczkowa, którą faktycznie niedawno umieścił tam Dombie, ale dopiero co czytałem logi że Plebek ją stamtąd zabrał (ponoć zamokła i logbook zmienił się w pulpę).

Gdy otrzymałem skrzynkę do ręki, okazało się że to skrzynka kapliczkowa i to w dobrym stanie... tylko co znalazł Plebek? Podejrzewam że był tam już po przewróceniu kapliczki i znalazł jakiś śmieć keszopodobny.



No dobra, wracamy bo się ściemnia.




Kategoria mazowieckie


  • dystans 106.92 km
  • 0.40 km terenu
  • czas 05:27
  • średnio 19.62 km/h
  • rekord 43.40 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

W 4 śnieżyce do Janisławic

Sobota, 7 lutego 2015 · dodano: 08.02.2015 | Komentarze 24

Rano wyruszałem pod wiatr, chciałem więc jak najszybciej dojechać, bo wiatr cały czas ię wzmagał i najsilniejszy miał być w nocy. Pocieszeniem było to, że powrót miał być z coraz silniejszym wiatrem. Niestety rano okazało się że pada śnieg, zrobiło się mokro i nieprzyjemnie... miałem chwilę zwątpienia, dlatego też trochę niemrawo się zbierałem, ale w końcu wyruszyłem. Do Puszczy Mariańskiej w padającym śniegu, drogi mokre, obrzydliwe... ale dalej śnieg nie padał, a drogi coraz suchsze, jakby tutaj rano też nie śnieżyło.

Ja jeszcze zrobiłem sobie mały postój na przedmościu w Kamionie, oto pozycje rosyjskie z 1914/15



A gdzieś tam w dole niemieckie



A oto skarpa... widać że Rosjanie mieli dobre pozycje - wykopane w suchym piasku mazowieckim, na skarpie górującej nad okolicy, podczas gdy Niemcy musieli się okopać w podmokłym terenie doliny Rawki.



A oto i Rawka.



Za Rawką warunki drogowe były już bardzo dobre, tylko wiatr coraz silniejszy zwłaszcza że tereny bardziej otwarte, a w Rawiczowie dorwała mnie kolejna śnieżyca - krótka ale intensywna.




Dojechałem do Żelaznej... co ciekawe ta wieś zawsze mi się myli z Godzianowem, może dlatego że nieco podobny jest układ skrzyżowania (choć kościół inny i po drugiej stronie ulicy położony, za to cmentarz podobnie) i omal nie przejechałem sklepu w którym chciałem zrobić postój, bo myślałem że jest na skrzyżowaniu w środku wsi.

W sklepiku pobrałem labirynt dla Kluski będący reklamą chlebka z Michowic. Chlebek może bym i nabył, ale był tylko krojony, nabyłem więc bułkę z jabłkiem (nie wiem czy z Michowic), oraz ciasteczka. Ze sklepu wyszedłem prosto w kolejną intensywną śnieżycę, która jednak szybko przeszłą. Wkrótce jednak znów zaczęło popadywać, niezbyt intensywnie, ale za to do samych Janisławic... może przez to, rypiąc pod wiatr (coraz ciężej się jechało) za mało zwracałem uwagi na drogę i przegapiłem skręt do Janisławic i dojechałem do... Michowic. Przejeżdżałem też obok tego miejscowego młyna-piekarni cukierni.



Na szczęście nie zawróciłem, tylko postanowiłem się jakoś przebić gruntówami... okazało się że zostały wyasfaltowane i miałem super skrócik.



Oto i Janisławice. Założyem skrzynkę, którą planowałem od ponad roku, a od pół roku mam nawet gotową, zrobiłem rozwałkę na przystanku (osłonięty od wiatru z 3,5 strony), a potem trochę jeszcze poniuchałem po okolicy.

Co do kościoła i wsi - Janisławice zostały lokowane na prawie niemiecki w 1330 roku przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Janisława. Tereny te należały wtedy do arcybiskupów gnieźnieńskich (a dokładnie do kasztelanii łowickiej). Pierwszy kościół wybudowano w XIV wieku (pierwsza wzmianka o nim jest z 1375).

Obecny kościół został wybudowany ok. 1500 roku, składał się wtedy z prostokątnej nawy (10x11 metrów), trójbocznie zamkniętego prezbiterium i być może drewnianej zakrystii. Obecna, murowana zakrystia została wybudowana w XVII lub XVIII wieku, w 1827 południową kruchtę, a w 1914 zachodnią. Jest jeszcze drewniana dzwonnica na terenie dawnego cmentarz, który jak to w starych kościołach, znajdował się na terenie kościoła, i dopiero potem powstał obecny 200m dalej.

Jest to kościół tzw. typu mazowieckiego... niewiele wiem na ten temat, zresztą nic dziwnego, skoro znane są ponoć tylko cztery kościoły tego typu i to tylko dwa istniejące (Janisławice, Bukówno, a nie istnieją już we wsiach Białynin i Długa Kościelna).

linki:
- kościół w Janisławicach
- parafia w Janisławicach do XVIw. (pdf do ściągnięcia)
- fanpage parafii na Facebooku - min zdjęcia wyposażenia wnętrza kościoła i mieszkańców w strojach ludowych na procesji



Przed kościołem stoi figura Chrystusa, a pod nią tabliczka ufundowana na pamiątkę ukończenia Wojny Europejskiej i wskrzeszenia Naszej Ojczyzny (klik w tabliczkę - powiększenie)





Opuszczona szkoła wiejska...jest nawet kamień węgielny







Skoro jesteśmy tutaj, to warto jeszcze wspomnieć o kulturze janisławickiej, termin wziął się od odkrytego w  1937 grobu sprzed ok. 7500 lat, ze środkowej epoki kamienia (będącej okresem przejściowym między epoką kamienia łupanego a epoką kamienia gładzonego). W grobie znaleziono szkielet mężczyzny pochowanego w pozycji siedzącej, znaleziono przy nim 47 wyrobów z kości, rogów lub zębów różnych zwierząt (tura, dzika, bobra, sarny, łasicowatych) i 43 z krzemienia.
- człowiek z Janisławic - bardzo dużo informacji o odkryciu archeologicznym w Janisławicach

Jadę dalej - kapliczka z 1909



Maryjka z międzywojnia



Ruiny gospodarstwa w krzakach, ciekawa jest ta tabliczka w piwniczce, oraz reper na wiejskiej chałupie!








Mazowieckie Muzeum Żulii i Menelstwa prezentuje wystawę szkła użytkowego.



Z wiatrem jechało sie faktycznie dobrze, chociaż byłem zmęczony tym rypaniem pod wiatr. Nawet zastanawiałem się momentami czy nie ustał, ale wystarczyło wykręcić na północ i dostawałem bocznym podmuchem. Im bliżej Żyrardowa, tym bardziej mokre drogi, ale w normie, śnieg już nie padał.
Kategoria łódzkie, >100


  • dystans 5.90 km
  • czas 00:24
  • średnio 14.75 km/h
  • rekord 19.70 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Wieczorrem po mieście

Piątek, 6 lutego 2015 · dodano: 07.02.2015 | Komentarze 7

Najpierw odprowadziliśmy Kluskę z babcią na pociąg do Warszawy, a potem wróciliśmy do domu i jeszcze wyszliśmy zrobić rowerowo pętelkę, przy okazji serwisując i znajdując skrzynki.




  • dystans 3.87 km
  • czas 00:22
  • średnio 10.55 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Nakarmić gołębie

Środa, 4 lutego 2015 · dodano: 04.02.2015 | Komentarze 9

- Tata, jestem jus gotowa.
- A ja jeszcze nie, robię się na bóstwo.
- Jakie?
- Na Thora... do stu beczek skisłego oleju, gdzie mój młot bojowy i szczotka do brody!

odkąd jest trochę śniegu, udaje się Klusce założyć rękawiczki, mówiąc że dostanie kulkę śniegu, a ostatnio to muszą być dwie połączone w mikrobałwanka.



Krótka przejażdżka do parku, żeby nakarmić kaczki... kaczek jdnak nie nakarmiliśmy, bo wszystko wyżarły gołębie




No i poleciaaałyyy...



No  to lecimy i my