teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 126777.11 km z czego 19345.65 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.18 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 31.63 km
  • 7.80 km terenu
  • czas 02:12
  • średnio 14.38 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Strajkowa wycieczka do Radziejowic

Poniedziałek, 8 kwietnia 2019 · dodano: 15.04.2019 | Komentarze 0

Zaczął się strajk nauczycieli, w Żyrardowie zastrajkowało dokładnie 50% przedszkoli i w zasadzie wszystkie szkoły... w zasadzie, bo z wyjątkiem takiej szkółki, co nazywa się Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Kolarstwie.

(aha, ponieważ wpis z poślizgiem, mogę dodać że po tygodniu przedszkola zawiesiły strajk, ale szkoły protestują dalej)



Korzystając z ładnej pogody jedziemy na wycieczkę... i tak mieliśmy zamiar się zrywać z przedszkola przy ładnej pogodzie. Gorzej że w tym tygodniu to jedyny dzień z taką pogodą, od wtorku niestety znaczne ochłodzenie.

Kwiatki w lesie




Szukamy też skrzynki, a w niej znajdujemy kolejne wcielenie Pana Mariana




Brzozowa opaska



W lesie miejscami jeszcze w ogóle nie czuć wiosny



Ale miejscami i owszem




Budowanie szałasu




A potem przez ten las przedzieramy się do Radziejowic, gdzie odwiedzamy bibliotekę, która mieści się w w dawnej powozowni pałacowej (którą dzieli z gminnym centrum kultury).



No to wbijamy się do salki dziecięcej






A po wybraniu książek zwiedzamy jeszcze całą bibliotekę









Na koniec jeszcze spędzamy trochę czasu na placu zabaw przed powozownią



Świerk kwitnie



Chmury idą, będzie lać, zwiewamy!



Odwiedzamy jeszcze Arkę autorstwa Wilkonia.




Fotki ze zwierzaczkami






A teraz zdjęcia z serii "Wygłupy"




Udawanie grzecznego dziecka



Rzut obiektywem na kwiatki i wracamy

Jasnota




Ziarnopłon wiosenny





  • dystans 50.85 km
  • 15.60 km terenu
  • czas 03:01
  • średnio 16.86 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Myk za Mszczonów

Niedziela, 7 kwietnia 2019 · dodano: 15.04.2019 | Komentarze 0

Po drodze oczywiście rzut okiem na to co kwitnie - modrzew



To chyba klon jesionolistny - kwiaty męskie



Chyba j.w. ale to wygląda na kwiaty żeńskie



I dziecinne... znaczy jeszcze nie widzę na 100%, a nawet 90% co to



Zwyczajny klon





Czeremcha? Ale jeszcze nie kwitnie



Kotki topolowe




Hmmm, na skrzynce coś się chyba zalęgło



Pod mostem eSeŁki bobry zbudowały sobie tamę




A górą pociąg jedzie



Zakład górniczy Zbiroża IV






Podbiałki twarde są, muszą być żeby dać sobie radę w żwirowni





Jakieś zwierzątko zrobiło sobie norkę i kilka razy musiało ją chyba odkopywać, bo się piasek obsunął... ale dzięki temu mamy ładny widok na warstwy.





Taką ładną Brekcję (chyba) znalazłem w żwirowni. Większość i największe zlepionych okruchów, jest z tej jasnoszarej skały, trochę jest też okruchów skały biało-różowej, poza tym nieliczne i drobniutkie inne domieszki.



Z drugiej strony na płask wyszlifowana. Idealny przycisk do papieru.



Jedziemy dalej



Z cyklu "Ruderki"







Stawy Grzegorzewickie - stąd daleko widać było smażalnię, z parkingiem zawalonym samochodami, ale tutaj tylko rzadko jakiś spacerowicz dotarł, więc cisza i spokój.




Stawy Kaczków (obecnie nazwane Stawy Borek). Na fotkach nie widać, ale brzegi zawalone wędkarzami instalującymi się według zasady - samochód stawiamy na drodze przy stawie, obok niego stołeczek, ale nie za daleko żeby nie wyjść z zasięgu oparów benzyny i spalin, bo można się zatruć tlenem i moczymy kija. Widziałem nawet jednego który łowił nie wychodząc z samochodu, tyle co drzwi otworzył.




Hmmm, chyba mają gdzieś tu gniazdo, bo ostatnio coś podejrzanie często u nas latają.






  • dystans 59.19 km
  • 24.50 km terenu
  • czas 03:45
  • średnio 15.78 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Cyklogrobbing aż po Rawkę

Sobota, 6 kwietnia 2019 · dodano: 13.04.2019 | Komentarze 0

Lecimy z wiatrem na zachód... postój w Miedniewicach, fasada kościoła już odnowiona, przez co miejsce straciło na klimacie.



Ale boczne ściany nadal bardzo klimatyczne, aż trzeba uważać, żeby w łeb nie oberwać tynkiem.



Model klasztoru



Odpust zupełny z 1817 - dorzucam tę fotkę do mojej kolekcji odpustów zupełnych i niezupełnych.



Będąc w Miedniewicach, rzucamy okiem na dwie mogiły z I wojny... niestety tarnina , która porasta jedną z nich, jeszcze nie kwitnie.




Druga mogiłą



I obie naraz



Lecimy dalej na zachód i wbijamy się w las. Kolejna mogiła z I wojny, ta przebadana archeologicznie.




I cmentarzyk w pobliży, naokoło łyso po usuniętym wiatrołomie, a po pracach cmentarz cały zawalony stosami gałęzi.



Takie tam vlepki, przypinki zapotkane na trasie.




Joachimów-Mogiły i kompleks cmentarzy świeżo oznaczony głazem.





Oto jeden z lepiej widocznych cmentarzy w lesie, reszcie nawet nie da się zrobić zdjęcia, by cokolwiek było widać.



No i "kopiec centralny", który był najlepiej widocznym obiektem w terenie. W trakcie badań archeologicznych okazało się, że nie było w jego obrębie pochówków (może nie został dokończony?), podczas gdy w obiektach bliżej drogi owszem, nieekshumowane na sąsiednie mauzoleum.

W zeszłym roku został zrekonstruowany (niewielki wkład mieliśmy i my), po to żeby w jego obrębie urządzić ossuarium i złożyć tu szczątki żołnierzy (często niekompletne)  wydobyte w trakcie badań archeologicznych z okopów, ziemi niczyjej i innych lokalizacji (przy czym jeśli był badany hipotetyczny cmentarz, czy mogiła zbiorowa, to potwierdzeniu obecności pochówków, jeśli była taka możliwość szczątki były pozostawiane na miejscu, a podjęte były działania by wpisać to miejsce do ewidencji zabytków).

Prace nie są zakończone, na przykład docelowo będą inne krzyże, te zostały postawione tymczasowo, by miejsce jakoś się prezentowało podczas uroczystości pogrzebowych.  W tym roku powinny stanąć właściwie, a te zostaną przeniesione na jakiś inny cmentarzyk.








A to mauzoleum z lat 30., do niedawna wydawało się, że to jedyny cmentarz w tym miejscu, a potem okazało się że dalej w lesie jest cały kompleks cmentarny.





A na białych barwinkach były całe stada cytrynków, kilka udało się nawet sfocić.




Jeszcze skrzyp się tu schował



Docelowe miejsce rozwałkowe na skarpie nad Rawką... a właściwie jej starorzeczem.




W dolinie Rawki















Dolina Grabinki




Mrówkolwy się czają



Tradycyjnie uratowaliśmy zaskrońca przed rozjechaniem, przeganiając go z drogi.



Jeszcze cmentarz pod Smolarnią, przybył drogowskaz do niego.




Z cyklu: Mokradła



A te zdjęcia robione w jednym miejscu, tylko pierwsze to rzut obiektywem w prawo od drogi, a drugie na lewo.





  • dystans 25.03 km
  • 7.40 km terenu
  • czas 01:34
  • średnio 15.98 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Przez wiosenny las

Piątek, 5 kwietnia 2019 · dodano: 10.04.2019 | Komentarze 6

Ale najpierw przez miasto, gdzie znalazłem kapciuszek Kapciuszka.

Opowieść o żyrardowskim Kopciuszku, była noc, na melinie pękła ostatnia flaszka i jedynie Kopciuszek była na tyle trzeźwa, że mogła się utrzymać na nogach, toteż została wysłana do monopolowego. Nie miała daleko, sklep nocny był za rogiem, można pójść w kapciach i szlafroku... no ale po drodze zgubiła kapciuszka. Szczęśliwy znalazca proszony jest o pojawienie się na melinie z półliterkiem.



Mirabelka obok nas już całkowicie rozkwitła



Natomiast w EkoParku jedna ma same pączki, a druga dopiero pojedyncze kwiatki.



Brzozowe kotki



Taaak, to raczej klon jesionolistny





Klon zwyczajny też zaczyna kwitnąć (klon jawor chyba jeszcze nie)




No i las




W tej części lasu w ostatnich latach rzadko bywałem, bo na sporych połaciach nie przypomina już lasu



Komu maczugę



Drzewa poobgryzane przez sarny, albo inne łosie.






Jaszczurka



Z kwiatków udało mi się trafić na fiołki, tym razem prawdziwe z lasu, a nie jakieś parkowe... to tyle z nowości, bo poza tym inne już wrzucałem.




A kotki grabowe wyglądają teraz tak:





Na koniec jeszcze wizyta nad Pisią Gągoliną - lepiężnik różowy





Szczyr trwały




No i zmurszałe pnie drzew, po których widać, że są spiralnie skręcone





  • dystans 30.20 km
  • 3.60 km terenu
  • czas 01:44
  • średnio 17.42 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Do Radziejowic

Czwartek, 4 kwietnia 2019 · dodano: 09.04.2019 | Komentarze 5

Myk do Radziejowic, zapisać Klu do miejscowej bibliopteki (wizyta w niej wkrótce). A potem spacer po parku za pałacem.

Łany czosnku niedźwiedziego, zupełnie zapomniałem, że tyle go tutaj.






Staw parkowy na Pisi Gągolinie.




I książka, którą kontrolnie wypożyczyłem od razu... Klu jak ją zobaczyła, to miała dokładnie takie same skojarzenia jak ja, bo zawołała "Ania i Krzyś nad Pisią Gągoliną!"



Tylna część parku z Pisią Gągoliną już nie w postaci stawu.





I jakieś bajorko.



Kwiatków wszystkich nie fociłem, bo zawilce, ziarnopłony, czy śledziennice już nieraz w tym roku gościły tutaj. Złoć niby też, ale tutaj niezły łan jest.



O, fioły!



Takie cuś



Lepiężnik różowy.



Wracając, zajrzałem jeszcze na chwilę nad Pisię w lesie.




O, tutaj też miodunka kwitnie... chyba ćma, aczkolwiek ja początkowo uczyłem się że plamista, bo ćmej nie miałem w atlasie.



Kępa zawilców, coraz ich więcej w lesie




  • dystans 19.37 km
  • 2.80 km terenu
  • czas 01:17
  • średnio 15.09 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu nad Bobrze Jeziorko

Środa, 3 kwietnia 2019 · dodano: 08.04.2019 | Komentarze 3

Nadal wieje, ale w pisiowej dolinie jest miejscami w miarę zacisznie... a poza tym cieplej niż w poprzednich dniach, No to jedziemy nad Pisię, tym razem do Bobrzego Jeziorka min. po skrzynkę.

Las... zaczynamy od kwiatów. Klu najbardziej podobały się przylaszczki, ale zawilce też.



A ta trawa, to ten... no, jak mu tam... no musze sprawdzić co to było.




Dziś szukamy z GPS-em. No to ruszamy.



Ej, ale to tam w lewo pokazuje! No to co? No to rypiemy na azymut!



- Mogłabyś wybierać lepsze "na azymut".
- Nie ja wybieram, lecz GPS.




No jest, można się wpisać do logbooka i coś przekąsić.



A na jeziorko wiatr nawiał z brzegów suchych liści.




Klu rozbudowuje bobrzą tamę Pana Mariana.




No i hamakowanie... było jeszcze podlewanie drzew z konewki, taka zabawa! No a potem powrót.



A z aktualności - w Żyrardowie ponoć strajkuje 100% szkół i 50% przedszkoli. Tak wzmiankuję, bo z relacjami jestem trochę do tyłu.


.



  • dystans 10.46 km
  • 1.00 km terenu
  • czas 00:44
  • średnio 14.26 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu na Wydmy Międzyborowskie

Wtorek, 2 kwietnia 2019 · dodano: 06.04.2019 | Komentarze 3

Dziś trochę cieplej, ale też mocniej wiało... za to nadal słonecznie. No to po przedszkolu myk z Klu do Międzyborowa do biblioteki. A potem na wydmy.

Reper na szczycie wydmy, Klu ma prawidłowe odruchy (z mapy topograficznej wynika, że to punkt o wysokości 123,07m).



Znaleźliśmy też inny słupek...



A potem ulokowaliśmy się we w miarę zacisznym i nasłonecznionym zakątku.




Oglądamy biedronki przez lupę - na tym krzaczku sosnowym było ich co najmniej 10. A poza tym udało się wyczarować stożek światła wychodzącym z lupy... przy takim mocnym słońcu było to możliwe, gdy się sypało nań drobny piasek, to stożek światła się pojawiał w tym pyle.




W międzyczasie naliczyliśmy ok. 16 pociągów.



A to jest cmentarz liści. Pierwszy liść przyleciał z wiatrem i go goniliśmy, po czym Klu znalazła drewienko i przybiła do piasku by nie odlatywał... po czym stwierdziła że to grób liścia. Potem to samo z kolejnymi liśćmi, aż powstał cmentarz.




Ten sam reper w drodze powrotnej.



To by było świetne miejsce i bywalibyśmy tu częściej, gdyby nie pewien feler - potworna ilość szkła. Na szczycie wydmy jest tego tyle, że nie sposób tam puścić dziecka, zwłaszcza mniejszego. Na piaszczystym stoku jest lepiej, ale też cały czas zbierałem kawałki szkła.


  • dystans 15.95 km
  • 1.80 km terenu
  • czas 00:59
  • średnio 16.22 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu nad Pisię Gągolinę

Poniedziałek, 1 kwietnia 2019 · dodano: 05.04.2019 | Komentarze 2

W weekend było bardzo ciepło, a w poniedziałek? No, dosyć rzeźkawo i wiało... ale kiedyś z Klu nad Pisię trzeba pojechać, bo znów się rozpada i co? Twardy trza być, nie miętkim. No to po przedszkolu lu nad Pisię.

Ale wcześniej był przedszkolny Prima Aprilis, już wczoraj wymyślaliśmy jakie psikusy może zrobić. W czasie sprawdzania listy miała powiedzieć przy swoim nazwisku "Nie ma!", ale się nie udało bo spóżniła się na wczytywanie. Przy śniadaniu wkręcała panią, że ma uczulenie na chleb, a przy obiedzie na coś innego... przy podwieczorku już sobie darowała. Aha, w szatni od razu głęboko wepchnęliśmy buty na zmianę i gdy wychodzili na plac zabaw, powiedziała pani że ktoś jej buty ukradł.


- Hej ho, hej ho, nad Pisę by się szło!



Ławeczki nad Pisią.




A poza tym szukanie skrzynki... tu już znaleziona:
- Tata! Pomóż mi ją otworzyć!



Logowpisy.



Lokalne ekstremum zdobyte.



A poza tym standarcik - Klu od razu znalazła fajny, długi patyk do mieszania zupy grzybowej. Zupą jest cała Pisia, stoimy na mostku i ją mieszamy patykiem, a poza tym wrzucamy różne składniki:
- piasek to mąka
- kamyki to ziemniaki
- kotki leszczynowe po roztarciu to bazylia
- patyki to marchewka
- zeszłoroczne liście to... cośtam
- pokrzywa to pokrzywa

No, zupa pieczarkowa gotowa... szlag, zapomnieliśmy dodać pieczarek!



N, pora wracac, bo coraz zimniej.

A przy domu mirabelka cała w pączkach, zerwaliśmy jedną gałązkę i w domu już następnego dnia pierwsze kwiaty zaczęły rozkwitać, o dzień lub dwa wcześniej niż na drzewie.




  • dystans 46.36 km
  • 11.40 km terenu
  • czas 02:56
  • średnio 15.80 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Keszo-kwiatkowycieczka nad oboma Pisiami

Niedziela, 31 marca 2019 · dodano: 04.04.2019 | Komentarze 2

Kolejna wycieczka keszowo-serwisowa, aczkolwiek udało się jedną nową skrzynkę znaleźć. Dosyć szybko myknęliśmy pierwsze 20k, bo z wiatrem, powrót już mniej w linii prostej, lasami, więcej terenu... żeby nieco uniknąć mordewindu.

Opuszczona chatka.



Zalew Grzymek na Pisi Tucznej, czyli pierwsza większa rozwałka.





Bobry i tu buszowały, a że ścięły ze dwa większe drzewa, mieliśmy na czym wygodnie siedzieć.





Łan śledziennicy skrętolistnej



Łan zawilców gajowych



No udało się wreszcie namierzyć jakąś miodunkę.





Zdrojówka rutewkowata



Złoć żółta



Ziarnopłon wiosenny





Jedziemy dalej - rów przeciwczołgowy



Gdzieś po drodze




Zjechaliśmy jeszcze nad Bobrze Jeziorko (na Pisi Gągolinie) na krótki postój



Ostatnia prosta... eee, znaczy ostatni es-flores.
- Natura nie lubi linii prostych, zwykle są to jakieś esy-floresy, spirale...
- Znaczy, że piesi i rowerzyści to jak najbardziej Natura.





  • dystans 39.23 km
  • 8.10 km terenu
  • czas 02:25
  • średnio 16.23 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Kwiatkowo-skrzynkowo nad Pisię

Sobota, 30 marca 2019 · dodano: 02.04.2019 | Komentarze 4

Wycieczka po okolicy - najpierw nad Pisię Gągolinę, zobaczyć co tam aktualnie kwitnie. Przy okazji reaktywacja jednej skrzynki, założenie drugiej nowej i dalej już nie nad Pisią, zabranie trzeciej do suszenia.





Rusałka pawik - to nic nowego, już tydzień temu je widziałem, a cytrynki to jeszcze wcześniej. Dziś dodatkowo widziałem bielinka.



Rzut okiem i obiektywem co aktualnie kwitnie - głównie to samo, tylko więcej...no, tylko złoci trochę mniej:



Za to zawilców gajowych już coraz więcej, a i żółte łatwiej znaleźć nie zwinięte w pączek.






Kokorycz



Zdrojówka rutewkowata




Obie



Ziarnopłon wiosenny



Śledziennica skrętolistna



Śledziennica w pokrzywach



Przylaszczka pospolita w dolinie Pisi zasadniczo nie rośnie, trzeba się wdrapać na skarpę i tam w lesie jej poszukać.




Z nowości namierzyliśmy szczyr trwały (chyba), kwiatki chyba jeszcze w pączkach, no i pytanie - męskie, czy żeńskie?




Udało się namierzyć też łuskiewnik różowy





Jakiś robal (oleica, chyba samica)



Wizyta nad bobrzym jeziorkiem (albo bobrowym, jak kto woli).





Po zbudowaniu głównej tamy, Pisia Gągolina wystąpiła z koryta i zatopiła terasę zalewową. Nurt się przeniósł na boki i rozdzielił, największy ciek jest teraz z drugiej strony przy skarpie, a nieco mniejszy tutaj przy tej skarpie.



W międzyczasie bobry zaczęły budować tamy na owych bocznych nurtach. Na przykład jedna była tydzień temu w miejscu z poniższych fotek. Jednak dziś jej nie było, wydawało się że jest w miarę solidna i tak na oko oceniliśmy, że ktoś musiał tę tamę rozwalić... podejrzenia padły na osobę, która na brzegu zostawiła skorupki od jajek.

No to postanowiliśmy zrehabilitować rodzaj ludzki i pomóc pracowitym zwierzątkom, a następnie w czynie społecznym zbudowaliśmy nową tamę.




Solidną - da się po niej przejść na zwalone drzewo.



Jedziemy dalej, odwiedzamy głaz upamiętniający śmierć Tymoteusza Tatara... kiedyś w środku lasu, dziś na skraju ścinki zupełnej, która tutaj doszła do skraju samej rzeki i w ten sposób został zniszczony kolejny piękny zakątek.



Na głazie jest intrygująca inskrypcja "Tymoteusz Tatar Syn leśniczego tutejszych dóbr, rodak ziemi kieleckiej z Włoszczowy, zginął na tym miejscu ze zbrodniczej ręki"



Dawno temu odkryłem ten pomnik nad Pisią, później znalazłem grób Tymoteusza Tatara - na cmentarzu w Radziejowicach, na lewo od kaplicy cmentarnej. Jakiś rok temu, podczas lektury wpisów na fanpage'u Echo Żyrardowskie (wpis 1, wpis 2) o znanym skądinąd bandycie Krwawym  Popielarzu (Aleksander Popielarz), wpadło mi w oko znajome nazwisko... i tak okazało się, że Tymoteusz Tatar został zamordowany właśnie przez Popielarza.





Jak cyklogrobbing, to cyklogrobbing... ot, dwa dziewiętnastowieczne nagrobki - Józef Zmigrodzki




Józefa z Bednarskich Lange (powiększenie)



Mogiły wojenne - jedna imienna (prawdopodobnie cywil, który zginął 8.IX.1939), oraz trzy bezimienne... być może też z 1939r. (przynajmniej część), ale obecne tabliczki wskazują ogólnie na II wojnę.



Tamte mogiły znałem, ale w sąsiedztwie odkryliśmy dziś dwie kolejne. W jednej spoczywa porucznik Wiktor Stevesandt. I odnośnie niego udało się znaleźć kilka informacji. Otóż był absolwentem Szkoły Podchorążych Artylerii w Toruniu, 8 września 1939 został ranny, a rana okazała się śmiertelna (8.IX Niemcy zajęli Radziejowice, które były przy szosie na Warszawę, jeszcze tego samego dnia 4 Dywizja Pancerna dotarła do Warszawy, jednak nie udało się zdobyć stolicy z marszu, zostali zatrzymali na barykadzie przy Opaczewskiej).

"Wiktor Stevesandt wraz z żołnierzami chronił się w okopach w okolicach pałacu, wyszedł na jakiś czas do wsi i już nie wrócił. Nastąpił atak Niemców. Został ranny, sam opatrzył ranę ale wykrwawił się i zmarł. Dom, w którym było jego ciało i ciała innych osób został podpalony. Zmarłych zakopano naprzeciwko szkoły, później po uzyskaniu zgody na ekshumację ich zwłok zostali pochowani na miejscowym cmentarzu. W grobie Wiktora Stevesandta spoczywa jeszcze jeden mężczyzna, którego danych nie udało się ustalić." (źródło: "Nasza Gmina Radziejowice" 7/8.2018 - pdf online)



Kilka grobów dalej jest drugi grób z 1939 - spoczywa w niej Stanisław Tomaszewski, ranny w czasie obrony Warszawy, który zmarł w listopadzie.



Jedziemy dalej, skoro zahaczyliśmy o tematy wojenne - fotka lavinki w hełmie.



A na koniec pączki. Smacznego!


Kategoria lubelskie