teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 126777.11 km z czego 19345.65 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.18 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 37.74 km
  • 1.00 km terenu
  • czas 01:55
  • średnio 19.69 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Po okolicznych bibliotekach

Środa, 24 kwietnia 2019 · dodano: 03.05.2019 | Komentarze 0

Pora obskoczyć okoliczne biblioteki, bo się termin książkom wkrótce kończy. Wiatr nadal silny, prawie tak jak dzień wcześniej, więc najpierw ruszyłem do Radziejowic - tutaj mniej więcej pod wiatr, choć nie był to centralny mordewind. Chwila ulgi na odcinku leśnym.



Kolonia chińskich biedronek




Radziejowice - dworek.



I biblioteka... znaczy dawna powozownia ze stajnią i mieszkaniami, a obecnie dom kultury i biblioteka.



Teraz wykręcam mniej więcej na północ i jadę... jakie jadę? Lecę mniej więcej z wiatrem (choć też nie centralnie, jak miejscami za bardzo na wschód wykręcałem, to trochę bocznymi podmuchami dostawałem.



Taki żarłok jak rzęsorek rzeczek z pewnością mieszka nad Pisią Tuczną. No to fotka pamiątkowa z Pisią Tuczną.



Pora na szósty przedobiadek! (powiekszenie po kliknięciu w fotkę).




No i powrót. Obawiałem się bocznego wiatru, ale był jednak leciutko z tyłu i raczej pomagał niż przeszkadzał, więc jechało się całkiem dobrze. Tylko odcinki gdzie wykręcałem chwilowo na południe były ciężkie.


.



  • dystans 14.08 km
  • 0.20 km terenu
  • czas 01:20
  • średnio 10.56 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu do biblioteki w burzy piaskowej

Wtorek, 23 kwietnia 2019 · dodano: 02.05.2019 | Komentarze 6

Do przedszkola na czterech kółkach... to znaczy ja na dwóch i Kluska na dwóch. A wiało, że ho ho! Miejscami prawdziwa burza piaskowa, na szczęście trasa przebiegała miejscami gdzie nie było obok większych piaszczystych połaci... ale jak potem jechałem do sklepu, to początkowo widząc czarną chmurę myślałem że coś się pali, a to wywiewało drobno zmielony żużel, którym był wysypany jakiś parking (dobrze że byłem po nawietrznej).




Przedszkolny parking małego rowerzysty.




Po przedszkolu do biblioteki.




A potem jeszcze zahaczyliśmy o park... tylko na chwilkę, bo trzeba było uważać przy tym wietrze żeby na głowę nie spadł jakiś konar, albo całe drzewo... no, ale na dzisiaj przewalonym drzewie trzeba było strzelić sobie fotkie, czyż nie? No i obejrzeć karpę.





Poza tym czytamy podczas jednego z postojów, czytamy książeczkę "Filip - wynalazca z Żyrardowa" (tutaj dostępna online). Jest to wierszowana historyjka o Filipie mieszkającym we współczesnym Żyrardowie, który ewidentnie jest inkarnacją  Philippe’a de Girarda. Tak po prawdzie historyjka jakaś fascynująca nie jest, no cóż, to książka powstała na zamówienie miasta, a jej celem było pokazanie w tle miasta i kilku charakterystycznych budynków osady fabrycznej. Klusce się jednak podobała, ale to głównie ze względu na zgadywanie co to za budynek i jego szukanie.

Zaczynamy od budynku łaźni i pralni.




Pałacyki, czyli wille dyrektorskie



Resursa



Plac z kościołem i babińcem (z prawej, czyli domem przedszkolanek z ochronki). Moja szkoła  (z lewej) nie zmieściła się w kadrze, a fontanna była właśnie zagrodzona z powodu malowania.

Kluska najbardziej się ucieszyła, że na koniec jest jej przedszkole (ochronka), ale dziś już nie podjeżdżaliśmy, kiedy indziej zrobimy sobie zdjęcie.



A tu stare płyty chodnikowe w części placu przy kościele. Jeszcze są, bo częściowo wymienione na kostkę, a że obecnie ta część placu też w większości służy za parking, to proces ich niszczenia przyspieszy, co doprowadzi w końcu też do ich wymiany na kostkę... trzeba robić fotki, póki są.



A, jeszcze takie dwa bukieciki dla mamy.



Różowy śnieg.



Odnośnie wypożyczonych ostatnio książek, jedną ze śmieszniejszych ostatnio było "Kosmiczne jajo" z serii "Kurczaki Luzaki". Jeszcze kilka jest z tej serii, więc obowiązkowo wstawiamy do kolejki do wypożyczenia.



Wycieczka kurczaków z kosmosu... normalnie jakbyśmy widzieli przedszkolną grupę Kluski, która jest ponoć najgłośniejszą grupą w przedszkolu (powiększenie po kliknięciu w fotkę).



Książka z serii "Mysi Domek", natomiast zachwyca ilustracjami... są nimi zdjęcia pokoików i innych scenerii wykonanych przez autorkę, na potrzeby tych książeczek. Autorka wykonała ponoć ponad 100 takich pokoików! Treść jak treść, ale te modele są cudowne, po prostu oka nie można oderwać.



Zresztą sami zobaczcie (powiększenia po kliknięciu w fotki):





Na koniec nieco starsza pozycja - tomi wierszy Lucyny Szubel (z 1993 roku). Tutaj głównym atutem też są przepiękne ilustracje (autorstwa Ewy Salamon). Wiersze jak wiersze, ja się na poezji nie znam więc się o nich nie wypowiadam, poza stroną techniczną, czyli że czyta mi się je ciężko, bo są niebieskie (bardzo, bardzo jasno niebieskie, zupełnie wyblakłe) i nie bardzo mogę złapać rytm... no nie potrafię czytać poezji. Kluski też nie fascynuję, widać po jej minie, że są to trochę flury.



Ale ilustracje... (powiększenia po kliknięciu w fotki)







  • dystans 5.03 km
  • 3.00 km terenu
  • czas 00:30
  • średnio 10.06 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu na ścieżkę zdrowia

Poniedziałek, 22 kwietnia 2019 · dodano: 27.04.2019 | Komentarze 1

Dziś do lasku międzyborowskiego, zwanego od niedawna Parkiem Procnera, w którwym również od niedawna jest ścieżka zdrowia.

Ale najpierw kilka kółek dookoła domu.




Ścieżka zdrowia - stacja pierwsza. O, to już Klu potrafi przejść całe bez spadania.



Jedziemy dalej



A i tu na rękach po szczebelkach wspiąć się pod górę (a nie tylko w dół).



Rozwałka przy kolejnej stacji z placem zabaw i siłownią plenerową. Początkowo były tu 2-3 prowizoryczne ławeczki, potem przybyła jedna ławka, druga ławka, a teraz widzimy że dostawili ławki ze stołem.





A w tych okolicach mini podchody z jajem jak wczoraj. Tylko że lataliśmy wokół miejsca rozwałkowego przy siódmej stacji ścieżki zdrowia.



Zabawy z aparatem



Żyrafa!





  • dystans 17.68 km
  • 6.00 km terenu
  • czas 01:30
  • średnio 11.79 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

W pogoni za jajem

Niedziela, 21 kwietnia 2019 · dodano: 27.04.2019 | Komentarze 1

Świąteczny wypad do lasu



Klu bardzo się boi psów, po drodze jeden latał bez smyczy i nawet zaczął biec w naszym kierunku, ale docisnąłem i został daleko w tyle. ale Klu trochę się przestraszyła. A kawałek dalej inny pies przestraszył Klu odskakując ze szczekaniem do ogrodzenia... Klu aż się rozpłakała. Żeby poprawić jej humor, zacząłem złorzeczyć na tego psa i grozić co mu zrobię - nabiję na patyk, zrobię szaszłyk i upiekę nad ogniskiem... dalej wspólnie ustaliliśmy, że zrobimy z niego kotleta, tylko trzeba go porządnie utłuc żeby zrobił się płaski... a w ogóle to nie kotleta, bo przecież nie z kota. Tylko co? Psotleta? Stanęło na tym, że psiakleta.

Dolina Suchszego Dopływu Suchej... do tego miejsca dało się dojść na peryskopowej, dalej już pełne zanurzenie, czyli wlewka do butów.




Hmmm, pamiętam że tu były czerwone owocki, ale nie pamiętam już jakie.



A potem jajopodchody. Znaczy ja ruszam, zostawiam strzałki i jajka... a czasem też jakieś karteczki z zadaniami. Mimo sporego wyprzedzenia, lavinka z Kluską zaczęły mnie wkrótce doganiać i musiałem (Klu ostro poganiała - "Ruchy, ruchy!" to standardowa odzywka) i musiałem się sprężać, a strzałki już były mniej staranne.



Jajo i zadanie.



Rozwałka pod świerkiem i mierzenie obwodu.




Dzidziuś świerk, a że obok było jeszcze kilka, to uznaliśmy że jest to świerkowe przedszkole... nieco większy świerk w pobliżu uznaliśmy za panią przedszkolankę.



Kopa!



Kwiat paproci... znaczy te, no - pączek.



To też nie kwiaty, tyle że tym razem świerka - też pączki.




Jajo podchodów ciąg dalszy - tym razem my uciekamy, a lavinka goni. Ruchy, ruchy!



Tej strzały nie da się przegapić.



Gdy wracaliśmy, Kluska stwierdziła (podjadając podręczne zapasy z kieszonki), że jest tak głodna, że zje wszystko... nawet to czego nie lubi, np. kiwi. Nawet psa!


  • dystans 32.67 km
  • czas 02:00
  • średnio 16.34 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Nad Pisię i do lasu

Sobota, 20 kwietnia 2019 · dodano: 25.04.2019 | Komentarze 1

No i czeremchy zakwitły





Brzeziniak też kwitnie i zielenieje





W lesie coraz bardziej zielono






I biało od zawilców





A tu inny, miodunkowy bukiet kolorów



Z nowości, kwitnąć zaczyna gwiazdnica wielkokwiatowa



Zakwitły też pierwiosnki




Oraz groszek wiosenny






Hej, nie śpij! Mamy gości!



Dobra, dobra, a ty wyłaź ze spiżarki



A poza tym bocian





  • dystans 16.43 km
  • 2.00 km terenu
  • czas 01:03
  • średnio 15.65 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu nad Pisię Gągolinę

Piątek, 19 kwietnia 2019 · dodano: 22.04.2019 | Komentarze 3

Tradycyjna wycieczka z Klu nad Pisie Gągolinę. Zacząć trzeba od posiłku, zwłaszcza że zabraliśmy ją z przedszkola nieco wcześniej - przed podwieczorkiem, żeby nieco dłużej posiedzieć nad rzeką.



Chodzimy z miarką po lesie i mierzymy obwody drzew.



A teraz robimy z Pisi zupę... wrzucamy różne rzeczy do rzeki, w tej chwili wpada stos liści (znaczy zioła prowansalskie).



Oczywiście najfajniejsze było wrzucanie kamieni... a potem robienie kotletów, czyli moczenie w wodzie, obtaczanie w piasku, a na koniec i tak do rzeki.





Tworzymy model Pisi Gągoliny - znaczy lejemy wodę na piaszczystą drogę ze sporym spadkiem i obserwujemy jak płynie i powstają koryta. No, czasem pomagamy udrożnić to i owo.




To chyba ślad jakiegoś węża.



A to... z Kluską ustaliliśmy, że rzęsorek rzeczek (ostatnio jest u nas na tapecie). Jak powedzieliśmy lavince, to się śmiała:
- Ha, ha, ha - po czym pokazaliśmy jej zdjęcie - Ha, ha.... a nie, rzeczywiście!

A tak naprawdę to cokolwiek małego z nóżkami i ogonem, jaszczurka na przykład.




Nie, ten chyba nie



A to chyba wątrobowiec... obstawiam porostnice wielokształtną.



Coraz zieleniej się robi








Mała inwentaryzacja kwiatków nad Pisią

- zdrojówka rutewkowata



- ziarnopłon wiosenny



- zawilec gajowy i żółty



- fiołek



- łuskiewnik różowy



- kokorycz



- jasnota



- bluszczyk kurdybanek



- szczawik zajęczy



- śledziennica skrętolistna



- szczyr





  • dystans 49.16 km
  • 3.70 km terenu
  • czas 03:02
  • średnio 16.21 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Znad Żabiego Oczka do Żabiej Woli

Środa, 17 kwietnia 2019 · dodano: 19.04.2019 | Komentarze 4

W zeszłym tygodniu z okazji strajku nauczycieli, wyskoczyliśmy na wycieczki do Radziejowic i Jaktorowa, a potem zrobiło się strasznie zimno... po tygodniu nasze przedszkola zawiesiły strajk, a my z okazji ładnej pogody wracamy do pierwotnego planu planu cotygodniowych wagarów w celu zrealizowania jakiegoś wypadu.

Dziś padło na Żabią Wolę - w zasadzie chcieliśmy tam jechać z Kluską w zeszłym roku, ale jak przejeżdżaliśmy przez nią sami, sprawdziliśmy że trwała totalna rozpierducha na drodze krajowej nr 8, co nas skutecznie odcinało od Żabiej Woli - trzeba było przebić się przez plac budowy z jednocześnie poprowadzonym prowizorycznie ruchem samochodowym... masakra, sami się ledwie przebiliśmy, a z dzieckiem woleliśmy nie ryzykować. Odłożyliśmy więc ten kierunek na jakiś czas... w styczniu podskoczyłem (wpis na bikestatsie), i sprawdziłem, że wiadukty już są wybudowane i przejezdne. A zatem można jechać!

Główny goździk programu to wizyta w mini Muzeum Żaby. Postanowiliśmy zabrać nasze domowe żabki na taką wycieczkę... ale początkowo nie mogliśmy żadnej znaleźć... udało się wygrzebać tylko bociana. W końcu po dłuższych poszukiwaniach udało się zlokalizować trzy sztuki zielonych stworzeń.


Wycieczkę zaczynamy oczywiście od jedzenia. Jedzenie i picie w podręcznych kieszonkach skończyło się już po 7km, co poznałem po dobiegającym z tyłu marudzeniu "nudy mi są".



Aha, wycieczka do Żabiej Woli znad Żabiego Oczka, jak się nazywa staw w parku... z ciekawostek dodam, że w serii książek o Hani Humorek jest strumyk o nazwie Żabie Udko.



Pierwszą atrakcją na trasie okazał się żuraw.



Jako że jedziemy do Kuklówki, gdzie mieszkał Józef Chełmoński, zastanawiamy się co namalował - żurawie czy bociany (bociana spotkaliśmy tydzień temu)? Po chwili grzebania w pamięci ustalamy, że bociany... ale że żurawie chyba też.

Potwierdzenie pierwszego przypuszczenia znajdujemy na szkole im. Józefa Chełmońskiego w Kuklówce.



Obok szkoły robimy sobie pierwszą rozwałkę przy placu zabaw i siłowni plenerowej.




Ciąg dalszy spotkań z przyrodą - żuczek jakiś.



Zdaje się, że pigwa.



W międzyczasie śpiewamy bocianie szlagiery - ja teks regularny, a Kluska z bocianem śpiewają w tym czasie po bocianiemu "kle kle kle kle..." Jeden kawałek Klu przyniosła z zajęć "zabawy ludowe" w przedszkolu:

Bocian, bocian, kle kle kle
Przynieśże nam śniadanie
Przynieśże nam kluseczki  |
na cztery garnuszeczki       | x2

A drugie to była nasza przeróbka przeróbki na melodię "Wyginam śmiało ciało" (tylko zamiast "żabkę" było "jabłko")... też Kluska przywlokła z przedszkola, albo skądś, i jak jej się kiedyś przypomniało i mi nagle za plecami to zaśpiewała, to omal nie spadłem z roweru:

Mniam mniam mniam mniam mniam mniam
Mniam mniam mniam mniam mniam mniam
Mniam mniam mniam mniam mniam mniam
Ja lubię - żabkę!


No dobra, a teraz gdzie dalej? W Jaktorowie byliśmy tydzień temu, no to w prawo.



Pierwszy głaz upamiętniający Chełmońskiego



Drugi głaz upamiętniający Chełmońskiego (minęliśmy wcześniej trzeci w Międzyborowie, ale się nie zatrzymywaliśmy).




Skrzynka...



Przystanek Kluska... znaczy Kuklówka.



A teraz jedziemy Wężykiem. Kluska stwierdziła, że droga w Wężyku za mało wężykuje (Choć faktycznie leci wężykiem), więc dodatkowo musiałem jeździć wężykiem.

Droga robiła tak:
- węęężyyyyyk,             węęęężyyyyyk,          węęęężyyyyyk....
a my tak:
- wężyk, wężyk,wężyk,wężyk,wężyk,wężyk,wężyk,wężyk,wężyk,



Rzut obiektywem na boki, czyli krajobrazy




Przeskoczyliśmy wiaduktem nad ósemką
- Czy jest już Żabia Wola?
- Chyba tak... a nie, ale jesteśmy już w gminie.



O, no i wjeżdżamy do Żabiej Woli.



O, drugi raz wjeżdżamy do Żabiej woli... a zatem jesteśmy w Ż.B. podwójnie.



Brama do Lasku Żabiowolskiego (zdjęcia późniejsze o miesiąc, bo krawężnik utrudniał zjazd, a nie zatrzymywaliśmy się na dłużej, bo obok co i rusz pędziły ciężarówki)




Żłobek Żabka



No i jesteśmy u celu - dworek w Żabiej Woli, w którym obecnie mieści się dom kultury.





Zaczynamy od najważniejszego, czyli wbijamy się na pięterko do Muzeum Żaby (a oto oficjalna strona muzeum).





Bocianom wstęp wzbroniony... chyba że na smyczy. Nasz jest właśnie przyczepiony do smyczy, więc mozemy go wprowadzić.



A oto i nasze żabki - pluszowa, gumowa i łopatka. Na wycieczce w muzeum.




A propos okna




Tak jakoś się trafiło, że w jednej z książek właśnie przeczytaliśmy wiersz Agnieszki Frączek "Żabka" (powiększenie po kliknięciu w fotkę). Akurat na czasie. A poza tym mam wrażenie, że jest trochę inspirowany wierszem Kerna "Żyrafa".



Żaby z konkursu plastycznego - Klusce najbardziej podobała się ta niebieska druciana.




N to co? Zwiedzamy dalej.













Schodzimy na dół... ta reprodukcja z lewej, to potwierdzenie że Chełmoński żurawie też malował.



A teraz kolejny goździk programu - szukamy skrzynki.




Być w bibliotece i nic nie wypożyczyć? To jak być w Paryżu i nie widzieć Krzywej Wieży w Pizie, cytując klasyka.



Po zapisaniu się, Kluska może dorwać się do szafki z książkami dziecięcymi - no oczywiście, ulubiona seria (Mądra Mysz).





Biblioteka ma fajne logo - standardowe logo biblioteczne przerobione żabę (szkoda tylko, że na karcie tego logo nie ma).



Wypożyczyliśmy pięć książek, przy czym z ulubionej serii takie:



Książka "Plac budowy" jest bardzo życiowa, jest w niej np. najważniejszy element pracy na budowie - fajrant! Nasz kolejny punkt programy też jest w tym klimacie - rozwałka przy placu zabaw.



Aha, mieliśmy pomysł żeby wypożyczyć coś z żabami, ale jakoś w nadmiarze wrażeń się zapomniało... jednak znaleźliśmy żaby w wypożyczonych książkach, a konkretnie w "Ania i Krzyś w kraju liliputów".



Plac zabaw - Kluska zareagowała dokładnie tak samo, jak my rok temu:
- Ślimaki? A dlaczego nie żaby?

Ale ogólnie plac zabaw bardzo sympatyczny, głównie w drewnie. No i te ślimaczki, które nas zachwyciły.





Ale znalazła się też niepozorna żabka.



A to nasza do towarzystwa.



Wiklinowa baza... jest jeszcze tunel, ale baza fajniejsza, bo Klu jest właśnie na etapie baz. A jak to porośnie jeszcze bardziej liśćmi, to będzie jeszcze fajniejsze.




No i jeszcze parę fotek z placu zabaw.






Nie to żebyśmy Klusce wkładali kask na zabawę na takich drabinkach i mostkach... po prostu akurat szykowaliśmy się do odjazdu i to było ostatnie przebiegnięcie się po tym zestawie. Ale i tak wygląda śmiesznie, jak z jakiegoś parku linowego, czy via ferraty.



Dobrze że zdążyliśmy tu przyjechać,dopóki plac zabaw jest jeszcze dla Klu jakąś atrakcją, ale to już nie to co kiedyś... rok temu mielibyśmy problem żeby ją stąd wyciągnąć w podróż powrotną. A dwa lata temu oznajmiłaby, że ona tu mieszka i nigdzie nie jedzie i trzeba by ją siłą załadować na rower, więc powrót zacząłby się jazdą na syrence.

Jeszcze obejrzeć park podworski.




Aktualnie mamy żółte  łany ziarnopłonów wiosennych wzbogaconych gdzieniegdzie przez zawilce żółte.



Kwitnący wiąz szypułkowy... bodajże.




Wracając zahaczamy o Zalew Grzymek na Pisi Tucznej. Najpierw myk po kolejną skrzynkę... a jejku, wreszcie trafiliśmy na kwitnące drzewko keszowe (mirabelka chyba jakaś), byliśmy tu co najmniej trzy razy do tej pory i albo drzewko jeszcze nie kwitło, albo już nie kwitło (i były pokrzywy po uszy).





Grzebanie w skrzynce i wpisy do logbooka



Zalew od du... drugiej strony. Znaczy od końca.



Bluszczyk kurdybanek, jasnota, piżmaczek wiosenny... tyle z nowości, bo nadal jeszcze kwitną niektóre kwiatki, które tu sfociliśmy półtora tygodnia temu.






Ależ zielono tu się zrobiło



O! Łabędź w czasie drugiego poobiadku



Forsujemy Pisię Tuczną... nie zdecydowaliśmy się w bród, więc po prowizorycznej kładce.




Kluska przy okazji oglądania powstającego na naszym balkonie gniazda gołębi (o tak wygląda) stwierdziła że do tej pory nie widziała z bliska ptasiego gniazda. Więc jak wypatrzyłem kątem oka jakieś, to je sobie dokładnie obejrzeliśmy. Chyba jeszcze zeszłoroczne, luyb starsze, za parę tygodni był już go nie wypatrzył w tej zieleni.




Asfalt typu zlepieniec. Ten żwir nie leży na asfalcie, tylko w nim tkwi... jeszcze. Za parę milionów lat geolodzy będą twierdzić, że ta skała powstała w sposób naturalny, przez zalanie pokładów żwiru przez asfaltowe jezioro.



W drodze powrotnej Klu nam zasnęła... jak za dawnych czasów przy wycieczkach rzędu 50km wzwyż.

- relacja lavinki


  • dystans 13.59 km
  • czas 01:00
  • średnio 13.59 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Gniazdo gołębi na balkonie (z Klu do przedszkola)

Wtorek, 16 kwietnia 2019 · dodano: 18.04.2019 | Komentarze 0

Już co najmniej od tygodnia gołębie robiły sobie gniazdo u nas na balkonie... w rogu za bukszpanem. Miejsce trochę niefortunne, bo tuż obok drzwi na balkon, dlatego gdy zorientowaliśmy się że zostało złożone jajko, trochę zastawiliśmy ten róg kartonem, żeby miały więcej spokoju.

Tak na marginesie, to nie pierwsze ptaki, które chciały tu założyć gniazdo, kilkanaście lat temu w tym miejscu stał miniaturowy świerk, ale usechł. I którejś wiosny go wywaliliśmy, a następnego dnia zobaczyłem, że przyleciał wróbelek z gałązką w dzióbku, usiadł na skraju balkonu i się rozglądał... no cóż, upatrzył sobie bidulek idealną miejscówkę, to mu ją wywalili. Gdybyśmy wiedzieli, to ten świerk na pewno by został.

No ale teraz ptaki miały więcej szczęścia, bukszpan pod którym uwiły gniazdo nie usechł, a my go nie wywaliliśmy. W niedzielę rano (14 kwietnia) zauważyliśmy jajko... nie wiemy dokładnie kiedy zostało złożone, bo staraliśmy się im za bardzo nie przeszkadzać - mogło się pojawić między piątkiem wieczór, a niedzielą rano.



Drugie jajko zaobserwowaliśmy we wtorek (16-ego) rano (złożone w poniedziałek wieczorem, we wtorek rano, lub w nocy).



No cóż, póki co mamy pewne ograniczenia w korzystaniu z balkonu, ale gołębie się trochę oswoiły (zwłaszcza że nasypaliśmy im ziarenek i postawiliśmy wodę), da się obecnie ostrożnie wślizgnąć na balkon bez płoszenia gołębiczki z jaj.




Aha, Kluska nadała imiona jajeczkom. Zdaje się, że Cappuccino jest starsze.




Również przedszkolna grupa Kluski ma gniazdo gołębi pod oknem - te okna z lewej to jej sala, a z prawej to grupy równoległej.




A tutaj w jednym z domów fabrycznych... sprawa jest skomplikowana, bo mamy dwie samiczki i jednego samczyka
.





Jeszcze parę fotek z miasta




A to zdaje się wiąz szypułkowy





Wizyta w parku



Wierzba płacząca (ta z fotki powyżej)





Grab




Pisia Gągolina w klonach




I jeszcze trochę kwiatów klonu zwyczajnego




Cirrus na niebie, pogoda się zje... zepsuje. I rzeczywiście wieczorem padało, ale za to w środę od rana słonecznie i w ciągu dnia zrobiło się cieplej niż dotychczas.





  • dystans 5.47 km
  • 0.20 km terenu
  • czas 00:44
  • średnio 7.46 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Rundka po bibliotekach z Kluską

Środa, 10 kwietnia 2019 · dodano: 17.04.2019 | Komentarze 3

Psiakość, z dnia na dzień coraz zimniej, tak więc dzisiaj tylko krótka wycieczka - tak jak w tytule, tyle że każde na swoim rowerze. Odwiedzamy Centralę i Filię nr 2.

No to... jedziemy przez osadę fabryczną.




Stopik na najnowszym skwerku w Żyrardowie - przy dawnym stawie fabrycznym Centralna (o ile czegoś nie pokręciłem), oczywiście na Pisi Gągolinie.




Z górki na pazurki!



Rundka inhalacyjna naokoło mikrotężni... a raczej z dziesięć rundek.



Jeden z miejskich domków dla kota



Gra w bibliotece, najpierw gramy według reguł, a potem po swojemu, znaczy po kluskowemu




Wracamy, jeszcze ominąć ten krzak i jeszcze ze trzy i jesteśmy w domu.




  • dystans 26.31 km
  • 1.00 km terenu
  • czas 01:43
  • średnio 15.33 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu do Jaktorowa

Wtorek, 9 kwietnia 2019 · dodano: 16.04.2019 | Komentarze 1

Niestety zimniej niż w poniedziałek, bardziej wieje, ale przynajmniej słonecznie... no to myk do Jaktorowa. Ale wcześniej krótki postój w Międzyborowie w bibliotece, która jest filią tej Jaktorowskiej. A potem jedziemy dalej...



Witamy w Jaktorowie.



Stojaki przy szkole i bibliotece... dziś pusto z powodu strajku.




No i w samej bibliotece - zakątek dziecięcy.



Sporo tu mają "Mądrej Myszy", czyli ulubionej serii Kluski... tyle tego, że ciężko wybrać co wypożyczyć.




Jak już wybraliśmy książki do wypożyczenia, można było pozwiedzać zakamarki biblioteki.



A po wizycie w bibliotece, rozwałka przy ostatnim turze. Jak rzuciłem "zróbcie rogi", to aż sam byłem zdumiony szybkim, sprawnym i zsynchronizowanym wykonaniem komendy, zrobiły to jakby wcześniej z tydzień ćwiczyły.




Podczas gdy my zainstalowaliśmy się w menelskiej miejscówce (na zwalonym drzewie), Klu naniosła patyków na cokół pomnika i stwierdziła że to jej domek. W tle przyjeżdżające pociągi... nie liczyliśmy ich.




Jak niewiele dziecku potrzeba do szczęścia - wystarczy patyk i śmieć - foliówka, którą na życzenie przywiązaliśmy do patyka i tak powstała flaga.



Forki z cyklu "wygłupiamy się". Robię zdjęcie lavince i Klusce na pniu, a Klu zrywa się i zaczyna machać.



A tu była zbyt zajęta wpisywaniem się do logbooka.



Czytamy kolejny tomik Żubra Pomika, o kawałek w sam raz dla huanna.




W drodze powrotnej udało się spotkać bociana.



Zajechaliśmy też na na cmentarz Grupy AK "Kampinos" we wsi Budy Zosiny, czyli miejscu ostatniej bitwy.





A potem myk do skrzynki w tym temacie... jest to skrzynka finałowa, żeby ją zdobyć trzeba skompletować literki z cyferkami ze skrzynek serii o Grupie "Kampinos", a dopiero z nich wyliczyć współrzędne finału. Kluska ma tylko jedną znalezioną skrzynkę z tej serii, ale uznaliśmy że zasługuje na honorowe zdobycie finału, bo dalecy kuzyni jej pradziadka walczyli w Grupie "Kampinos" (ów pradziadek zaś w Batalionie "Zośka").





O, znalazłem takie coś -  na czerwono zaznaczyłem owych kuzynów, trzech Rurków i jeszcze jedna Rurkówna (też w Grupie "Kampinos"), byli rodzeństwem, a dodatkowo ciotecznymi braćmi (i siostrą) "Konika". Ponadto lavinka doszukała, że jeszcze jeden Rurka z listy był szwagrem "Konika".  Dla nas to trochę piąta, a może i siódma woda po kisielu, ale jednak.

Poza tym w rodzinie lavinki pojawiają się nazwiska Gołąb i Miecznikowski, więc możliwe że też są skoligaceni, ale jeśli to już chyba co najmniej dziesiąta woda po kisielu. Poza tym również w sąsiednich wsiach można było znaleźć rodzinę lavinki, jakby więc dobrze pogrzebać w genealogii, to mogłoby się okazać, że pół kompanii to jakieś pociotki lavinki.



Kolejny kijek, a ile radości... z widłami na sztorc na czołgi!



Kawałek łąki, dwa patyki i foliówka...a jaka zabawa.



Pączki czeremchy (bodaj)



Bluszczyk kordybanek



Barany idą, uciekamy! Generalnie chodziło o to, że na słońcu i w osłoniętym miejscu było w miarę ok, ale jak nachodziły chmury, to robiło się dosyć zimno. A następne dni zapowiadały się jeszcze zimniejsze.