teczka bikera meteor2017
meteor2017 bs-profil
Poczet rowerów
Jakieś tam wykresy
Kalendarium
- 2026, Sierpień13 - 9
- 2026, Lipiec19 - 13
- 2026, Czerwiec17 - 8
- 2026, Maj15 - 11
- 2026, Kwiecień18 - 18
- 2026, Marzec25 - 25
- 2026, Luty6 - 10
- 2026, Styczeń4 - 10
- 2025, Grudzień20 - 8
- 2025, Listopad20 - 15
- 2025, Październik21 - 9
- 2025, Wrzesień25 - 28
- 2025, Sierpień28 - 18
- 2025, Lipiec30 - 64
- 2025, Czerwiec24 - 38
- 2025, Maj28 - 40
- 2025, Kwiecień12 - 25
- 2025, Marzec18 - 46
- 2025, Luty12 - 32
- 2025, Styczeń15 - 50
- 2024, Grudzień21 - 69
- 2024, Listopad13 - 25
- 2024, Październik22 - 58
- 2024, Wrzesień16 - 36
- 2024, Sierpień9 - 19
- 2024, Lipiec12 - 32
- 2024, Czerwiec18 - 74
- 2024, Maj12 - 44
- 2024, Kwiecień15 - 56
- 2024, Marzec15 - 43
- 2024, Luty8 - 35
- 2024, Styczeń5 - 14
- 2023, Grudzień9 - 41
- 2023, Listopad10 - 43
- 2023, Październik22 - 106
- 2023, Wrzesień21 - 102
- 2023, Sierpień18 - 81
- 2023, Lipiec14 - 47
- 2023, Czerwiec19 - 74
- 2023, Maj28 - 100
- 2023, Kwiecień23 - 127
- 2023, Marzec16 - 87
- 2023, Luty19 - 99
- 2023, Styczeń17 - 91
- 2022, Grudzień18 - 113
- 2022, Listopad26 - 112
- 2022, Październik31 - 91
- 2022, Wrzesień30 - 114
- 2022, Sierpień22 - 95
- 2022, Lipiec26 - 104
- 2022, Czerwiec30 - 68
- 2022, Maj34 - 136
- 2022, Kwiecień23 - 78
- 2022, Marzec25 - 91
- 2022, Luty20 - 88
- 2022, Styczeń25 - 123
- 2021, Grudzień15 - 110
- 2021, Listopad21 - 64
- 2021, Październik22 - 105
- 2021, Wrzesień18 - 86
- 2021, Sierpień18 - 110
- 2021, Lipiec13 - 62
- 2021, Czerwiec16 - 78
- 2021, Maj23 - 95
- 2021, Kwiecień22 - 124
- 2021, Marzec19 - 95
- 2021, Luty10 - 38
- 2021, Styczeń14 - 63
- 2020, Grudzień15 - 27
- 2020, Listopad15 - 17
- 2020, Październik23 - 19
- 2020, Wrzesień21 - 77
- 2020, Sierpień16 - 82
- 2020, Lipiec18 - 77
- 2020, Czerwiec21 - 84
- 2020, Maj25 - 102
- 2020, Kwiecień28 - 220
- 2020, Marzec27 - 77
- 2020, Luty18 - 40
- 2020, Styczeń9 - 11
- 2019, Grudzień13 - 15
- 2019, Listopad13 - 12
- 2019, Październik22 - 47
- 2019, Wrzesień21 - 46
- 2019, Sierpień21 - 19
- 2019, Lipiec26 - 31
- 2019, Czerwiec27 - 17
- 2019, Maj35 - 48
- 2019, Kwiecień34 - 40
- 2019, Marzec34 - 49
- 2019, Luty29 - 44
- 2019, Styczeń36 - 162
- 2018, Grudzień16 - 22
- 2018, Listopad23 - 5
- 2018, Październik25 - 20
- 2018, Wrzesień21 - 24
- 2018, Sierpień25 - 57
- 2018, Lipiec26 - 59
- 2018, Czerwiec16 - 44
- 2018, Maj20 - 32
- 2018, Kwiecień23 - 66
- 2018, Marzec23 - 66
- 2018, Luty20 - 87
- 2018, Styczeń15 - 74
- 2017, Grudzień19 - 111
- 2017, Listopad12 - 46
- 2017, Październik24 - 49
- 2017, Wrzesień22 - 82
- 2017, Sierpień22 - 64
- 2017, Lipiec19 - 45
- 2017, Czerwiec21 - 60
- 2017, Maj24 - 171
- 2017, Kwiecień20 - 165
- 2017, Marzec17 - 73
- 2017, Luty11 - 46
- 2017, Styczeń17 - 84
- 2016, Grudzień14 - 48
- 2016, Listopad26 - 129
- 2016, Październik20 - 117
- 2016, Wrzesień26 - 103
- 2016, Sierpień37 - 179
- 2016, Lipiec32 - 278
- 2016, Czerwiec30 - 102
- 2016, Maj36 - 127
- 2016, Kwiecień36 - 139
- 2016, Marzec41 - 173
- 2016, Luty31 - 116
- 2016, Styczeń28 - 180
- 2015, Grudzień16 - 118
- 2015, Listopad21 - 82
- 2015, Październik32 - 98
- 2015, Wrzesień21 - 109
- 2015, Sierpień7 - 29
- 2015, Lipiec27 - 86
- 2015, Czerwiec32 - 71
- 2015, Maj25 - 168
- 2015, Kwiecień17 - 113
- 2015, Marzec16 - 88
- 2015, Luty9 - 90
- 2015, Styczeń4 - 22
- 2014, Grudzień19 - 192
- 2014, Listopad18 - 87
- 2014, Październik12 - 96
- 2014, Wrzesień20 - 85
- 2014, Sierpień13 - 26
- 2014, Lipiec12 - 78
- 2014, Czerwiec17 - 89
- 2014, Maj27 - 122
- 2014, Kwiecień17 - 122
- 2014, Marzec9 - 85
- 2014, Luty7 - 69
- 2014, Styczeń5 - 53
- 2013, Grudzień17 - 187
- 2013, Listopad15 - 117
- 2013, Październik20 - 137
- 2013, Wrzesień18 - 162
- 2013, Sierpień16 - 74
- 2013, Lipiec4 - 20
- 2013, Czerwiec12 - 98
- 2013, Maj15 - 55
- 2013, Kwiecień8 - 76
- 2013, Marzec8 - 100
- 2013, Luty5 - 56
- 2013, Styczeń7 - 147
- 2012, Grudzień5 - 38
- 2012, Listopad5 - 127
- 2012, Październik4 - 23
- 2012, Wrzesień4 - 27
- 2012, Sierpień10 - 32
- 2012, Lipiec10 - 23
- 2012, Czerwiec6 - 31
- 2012, Maj17 - 116
- 2012, Kwiecień19 - 106
- 2012, Marzec12 - 79
- 2012, Luty4 - 21
- 2012, Styczeń3 - 37
- 2011, Grudzień3 - 31
- 2011, Listopad13 - 135
- 2011, Październik15 - 121
- 2011, Wrzesień15 - 26
- 2011, Sierpień6 - 9
- 2011, Lipiec14 - 2
- 2011, Czerwiec13 - 83
- 2011, Maj12 - 78
- 2011, Kwiecień9 - 35
- 2011, Marzec2 - 3
- 2010, Listopad1 - 1
- 2010, Październik13 - 14
- 2010, Wrzesień4 - 9
- 2010, Sierpień3 - 3
- 2010, Lipiec6 - 4
- 2010, Czerwiec7 - 3
- 2010, Maj8 - 5
- 2010, Kwiecień9 - 10
- 2010, Marzec1 - 0
- 2009, Grudzień7 - 13
- 2009, Listopad8 - 16
- 2009, Październik11 - 5
- 2009, Wrzesień19 - 21
- 2009, Sierpień18 - 14
- 2009, Lipiec25 - 11
- 2009, Czerwiec7 - 16
- 2009, Maj5 - 12
- 2009, Kwiecień10 - 22
- 2009, Marzec10 - 10
- 2009, Luty5 - 0
- 2009, Styczeń5 - 12
- dystans 46.98 km
- 12.50 km terenu
- czas 02:43
- średnio 17.29 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Kurki i jeżyny
Piątek, 2 sierpnia 2019 · dodano: 15.08.2019 | Komentarze 5
Szybki podwieczorny myk do lasu i udało się znaleźć 63 kurki. Nie jest to dużo, bo kurki były małe i średnie, ale zawsze coś. Przede wszystkim ruszyły w nowych miejscówkach... za to w tej która ostatnio jako jedyna owocnikowała, nie było żadnej kurki. Nie obskoczyłem wszystkich miejscówek, tylko te najbardziej obiecujące w obecnych warunkach, bo jeszcze chciałem nazbierać trochę jeżyn przed nocą.Kurki w widłakach... to chyba dobra nazwa dania.
Wrzosy zaczynają kwitnąć.
Z cyklu napotkane zwierzęta - zając kicający przez pola.
- dystans 8.70 km
- czas 00:55
- średnio 9.49 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Z Klu do biblioteki i EkoParku
Czwartek, 1 sierpnia 2019 · dodano: 12.08.2019 | Komentarze 0
(Klu rower 4,74km 35 min)Jedziemy do biblioteki, jednak gdy przejeżdżamy obok przedszkola Kluski, zauważamy z tyłu coś jakby mural... bezpośrednie dojście zamknięte, ale teren dobrze znamy, więc wiemy że naokoło możemy dotrzeć. I rzeczywiście - jest mural przedstawiający dziewczynki z przedszkola-ochronki... a piąta przejeżdża na rowerze. Wygląda na to, że jeszcze niedokończony.
Sala kolumnowa z zewnątrz, widać że boczne okna były chyba wybite później, pierwotnie byłi więc raczej tylko doświetlenie z góry. Z prawej strony widać wnękę, w której znajduje się popiersie Dittricha, tamte okienka wyglądają na oruginalne.
Sala kolumnowa w środku, dziś się tam nie wbijaliśmy, fotki wykonane kiedyś tam.
I wnęka z popiersiem Dittricha
A to - dobudówka w której obecnie mieści się kuchnia. Jest nieco późniejsza niż główna bryła przedszkola.
Kiedyś pokazywaliśmy Klusce archiwalne zdjęcia jej przedszkola i zatrzymaliśmy się przy tym zdjęciu zastanawiając się w którym to dokładnie miejscu. Poznać można po oknach, bo są blisko siebie... doszliśmy do wniosku, że trzeba przedszkole dokładnie obejrzeć dookoła żeby zlokalizować to pomieszczenie.
Kilka dni później Kluska, gdy ją odbieraliśmy z przedszkola, podekscytowana oznajmiła że wie gdzie robione było to zdjęcie i gdzie są te okna i wskazała właśnie na pomieszczenia na półpiętrze (czyli właśnie tę dobudówkę), zdaje się że akurat mieli zwiedzanie kuchni. I faktycznie, po dokładnym sprawdzeniu przyznaliśmy że ma rację.
źródło i większy rozmiar poniższego zdjęcia
Symboliczny wyjazd i pożegnanie z przedszkolem, bo od września do szkoły.
A teraz do biblioteki - te sześć okien na parterze, to właśnie od pomieszczeń bibliotecznych.
Po remoncie przybyła pochylnia, ale nie ma stojaków rowerowych... jednak i tak jest postęp, bo teraz można w miarę wygodnie przypiąć do barierki.
Wejście jest z boku budynku, wygląda to na względnie nowo wybite... nowe, znaczy nowsze niż sam budynek, który jest z XIX wieku, w latach 90. wchodziło się już z tej strony, a obstawiam że dobre kilkadziesiąt lat wcześniej pewnie też. No i widać zamurowane okna.
Widać kolejne zamurowane okna na pierwszym i drugim piętrze... dziwne są te ślady zaprawy na pierwszym piętrze, bo gdyby były na parterze i pierwszym piętrze, to można by przypuszczać że była tu jakaś przybudówka, ale tylko na pierwszym piętrze?
A główne wejście do budynku jest od podwórza... tam też znaleźliśmy tajne, tylne wejście do biblioteki. No, jakby osadzić tu akcję jakieś powieści kryminalnej, szpiegowskiej, czy wojennej, to takie tylne wejście jest obowiązkowym elementem.
Biblioteka po remoncie, co prawda otwarta jakieś na początku czerwca i od tej pory byliśmy tu kilka razy, ale jakoś nie było okazji wrzucić zdjęć, co teraz nadrabiam.
Biblioteka Fabryczna, bo dawniej była to fabryka zakładowa, później funkcjonująca jako filia nr 6 biblioteki miejskiej. Ostatnio mieścił się też tutaj oddział dla dzieci nr 2 (nr 1 był na Mostowej). No i biblioteka została na półtora roku zamknięta do remontu, przy czym jesienią zeszłego roku filię numer 6 z księgozbiorem dla dorosłych przeniesiono do centrum handlowego Stara Garbarnia, a teraz połączono dwa oddziały dziecięce w jedną bibliotekę dziecięcą.
Trochę pechowo wypadł ten remont, bo biblioteka jest tuż obok przedszkola Kluski (jakby była dziura w płocie, to można by do niej bezpośrednio wpadać z przedszkolnego placu zabaw), bo gdy intensywniej zaczęliśmy korzystać z biblioteki, to ta już była zamknięta, a otworzyli ją na ostatni miesiąc pobytu Klu w przedszkolu (ech, gdyby remont była rok wcześniej).
Ale dobra, zwiedzamy bibliotekę - na prawo jest salka z księgozbiorem dla dzieci mniejszych.
Musiałem zrobić Klusce zdjęcie na każdym z tych zwierzo-stołeczków.
Stolik z kółkiem i krzyżykiem.
Salki dla dzieci starszych.
Na zewnątrz przybyła też wiatka
Oraz reprodukcja panoramy Żyrardowa z 1899 (zwykle jest niestety zastawiona przez samochody).
O, tu widać Ochronkę (czyli przedszkole Kluski), także na drugim zdjęciu. Widać że nie ma jeszcze przybudówki z potrójnymi oknami, a przy placu jest Babiniec - dom dla przedszkolanek.
Po drugiej stronie placu, naprzeciwko Babińca jest Kantoratschule (za moich czasów była tam moja podstawówka). Dokładnie na dół od niej, w środkowym trzech budynków mieściła się biblioteka do której jako dzieciak chodziłem - filia nr 1 (później przeniesiona - a ostatecznie na Mostowej połączona z Centralą).
Biblioteka Fabryczna jest w rzędzie budynków, które widać na górze i na prawo od Ochronki, stojących wzdłuż ulicy Wiskickiej (ob. 1 Maja). Trzeci budynek od lewej, a drugi od prawej.
Przejazd przez kurtynę wodną dla ochłody.
I do parku - skałki, na których jeszcze ja jako dzieciak się bawiłem. Idealne miejsce by się pościerać i wpaść do wody... Klusce udało się dziś tylko trochę pościerać.
Brązowy gołąbek... po obserwacji gołębi na balkonie, Kluska zaczyna łapać zasady dziedziczenia cech. Jak niedawno zobaczyła biało-brązowego gołębia, to stwierdziła że pewnie tata był brązowy, a mama biała, albo na odwrót.
Z parku się ewakuowaliśmy, bo jak zawyły syreny na Godzinę W, to jednej na terenie zakładów chyba nie potrafili wyłączyć i wyła, wyła i wyła... w końcu wyłączyli gdzieś po siedmiu minutach, ale my już byliśmy w trakcie ewakuacji, żeby nie ogłuchnąć, albo nie ześwirować w jej sąsiedztwie.
Na wieczór jeszcze myk do EkoParku - tym razem już w foteliku, a po drodze czytanie, w jedną stronę połowę, a druga połówkę w czasie powrotu.
Do stołów ping-pongowych to normalnie kolejka była...
Machnęliśmy też kilka rundek minigolfa... Kluska najbardziej lubi nasz własny wymysł, czyli minigolf na czas - jak to wygląda w praktyce, widać na tym filmiku.
- dystans 16.65 km
- 7.20 km terenu
- czas 01:11
- średnio 14.07 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Urodzinowa kiełbaska
Środa, 31 lipca 2019 · dodano: 06.08.2019 | Komentarze 3
Krótki wypad do lasu, bo ciut za gorąco na dalszą wycieczkę, poza tym późnym popołudniem było ryzyko ulew. Tak więc myk na polankę ogniskową na urodzinową kiełbaskę.Jak były chmury, to było znośnie, ale jak wychodziło słońce (niestety zbyt często), to robiło się za gorąco... toteż jak upiekliśmy kiełbaski, to już ogniska nie podsycaliśmy, bo nikt i tak nie miał ochoty przy nim siedzieć.
Sto lat! Sto lat!
Niech szamie, szamie nam!
...
Jeszcze zraz, jeszcze zraz
Niech szamie, szamie nam!
A kto?
A Kluska!
Niech kiełbaska pomyślności, nigdy się nie kończy, nigdy się nie kończy!
A kto z nami się nie gości, niech ma niestrawności!
Nagły przypływ energii po tej bombie kalorycznej... noga, bule, badminton.
Przerwa na czytanie i hamakowanie.
Kluska jest na etapie, że zawsze znajdzie sobie kijek do zabawy... a kijek + sznurek = świetna zabawa wędką w łowienie ryb.
O, idzie deszcz....
W drodze powrotnej natrafiliśmy na takie coś... początkowo myślałem, że bale są ponumerowane, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się, doszliśmy do wniosku, że to średnice. Chyba jakiś nowy wymysł leśników i drwali, bo pierwszy raz coś takiego widzę.
Jako, że oczywiście mam przy sobie metr krawiecki*, to bierzemy się za mierzenie i sprawdzanie... generalnie wymierzona średnica była najczęściej o 1-2cm za mała, ale czasem zdarzały się dokładnie wymierzone.
*) zwykle mierzymy nim obwód drzew, ale dziś mamy okazję do zmierzenia średnicy
A długość? 420cm
Gdy przejeżdżaliśmy obok torów, zostaliśmy obszczekani przez urządzenia do odstraszania zwierząt... zamontowane są takie wdłuż torów i włączają się niedługo przed przejazdem pociągu. Tak więc zatrzymaliśmy się, żeby zobaczyć jaki to pociąg jedzie.
Czekamy, czekamy aż przyjedzie jakiś porządny pociąg, aż tu nagle... pyr, pyr, przejechała taka drezynka*, co nas bardzo rozbawiło.
*) a dokładnie wózek motorowy WM-15A z przyczepką
- dystans 33.48 km
- 2.40 km terenu
- czas 01:54
- średnio 17.62 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Mirabelki
Sobota, 27 lipca 2019 · dodano: 04.08.2019 | Komentarze 2
Dzisiaj byśmy się nigdzie nie wybierali, bo jak dla nas miało być za ciepło... ale dowiedzieliśmy się od sąsiadki, że dziś właśnie będą u nich skuwać balkon. Dlatego postanowiliśmy rano zanim zaczną i zanim zrobi się gorąco, uciec do lasu. Co prawda najlepiej by było do najbliższego lasu, ale ostatecznie wybraliśmy odległy o jakieś 15km zagajnik z dzikimi mirabelkami, które przy okazji mogliśmy narwać.Wstaliśmy rano, ale nie zdążyliśmy wyjechać, bo już o 8-ej ruszyły wiertary (w sobotę!). Jakoś udało się zebrać i wyjść o 8:30 i o dziwo mimo niesprzyjających warunków niczego nie zapomnieć - większość była spakowana wczoraj, ale część trzeba było przyszykować rano, albo wyjąć z lodówki. A mieliśmy sakwy wyładowane jedzeniem, książkami, do tego hamak, minibule... żeby wymienić tylko najważniejsze akcesoria. Jechało się dobrze, bo co prawda niebo było w połowie bezchmurne, ale słońce było schowana za dużą chmurą zajmującą drugą połowę nieba, do tego jechaliśmy pod lekki, dopiero wzmagający wiatr który przyjemnie chłodził... zresztą był jeszcze poranny chłodek, więc było dosyć przyjemnie.
W takich warunkach byśmy dojechali, ale jeszcze po drodze trochę czasu zajęło nam znalezienie i wyciągnięcie nowej skrzynki. Toteż tuż przed dotarciem na miejsce wyszło słońce i momentalnie zaczęło się robić za gorąco. Na szczęście zaraz dojechaliśmy i zainstalowaliśmy się w cieniu. Później nawet nachodziło sporo chmur co i raz, więc można było podjąć jakąś działalność ruchową, ... ale jak wychodziło słońce, to lepiej było siedzieć w hamaku, bo momentalnie robiło się za gorąco.
W lekturze uzupełnianie zaległości, czyli nowe opowiadania o Mikołajku... nowe, to znaczy opublikowane już w XXI wieku.
Można też było liczyć pociągi.
Poza tym wyciągnęliśmy skrzynkę z tych betonowych prefabrykatów i rozłożyliśmy jej zawartość na słońcu do podsuszenia.
Pomnik Pana Mariana w formie rzeźby nowoczesnej.
Tak jak wspominałem, sakwy pełne żarcie (w lodówce turystycznej), żeby jakoś przetrwać... na zdjęciu:
- kawa mrożona
- jogurt z jagodami
- galaretka pomarańczowa
poza tym:
- kanapki z serkiem i dżemem
- mirabelki prosto z krzaka
Mirabelki, czy jak mówi na nie lavinka - lubaszki. Na drzewkach były jeszcze w większości niedojrzałe, a jak dojrzewały to spadały. Żeby pojeść na miejscu, trzeba było się naszukać drzewka z nieopadłymi, dojrzałymi owocami. Zbieraliśmy natomiast spady.
Oj, trochę chyba przesadziliśmy z tym zbiorem... dobrze że nie wziąłem więcej pojemników, bo pewnie z rozpędu byśmy je napełnili.
A to nasz krzalowy bulodrom.
Aczkolwiek do gry w bule wybraliśmy sąsiedni, węższy tor.
Jeśli chodzi o zwierzęta, to tylko dzięcioł... trochę opukał jedną z brzózek,a le potem poleciał gdzie indziej. Jeszcze coś łaziło w krzakach za skrzynką, ale nie widziałem co.
Cały czas było ryzyko że podczas zalegania, albo powrotu dorwie nas jakaś ulewa. Z tego też powodu, dobrze było wrócić nieco wcześniej... ale też nie za wcześnie by jeszcze nie trwało demolowanie balkonu... ostatecznie jednak okazało się że wszelkie deszcze poszły bokiem, a my tylko dostawaliśmy nagle przyjemną porcję chmur (no, raz przez chwilę próbowało coś kropić). Zebraliśmy się w końcu przed 17-tą, bo bokiem szła czarna chmura deszczowa, a i nad nami była szczelna pokrywa chmur, więc był dobry moment by nie wracać na słońcu... po drodze nas nie zlało, cały czas było pochmurno (ufff), a w domu cisza. Klasyczny Happy End.
Uwaga morderczy podjazd w śniegu!
O takie chmury krążyły... z tej bodaj w Grodzisku padało, bo nie u nas. Pierwsza chmura deszczowa dotarła do nas ok. 22-ej
- dystans 44.55 km
- 10.00 km terenu
- czas 02:36
- średnio 17.13 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Jagody i 2 kanie
Środa, 24 lipca 2019 · dodano: 04.08.2019 | Komentarze 0
Po nocnym i porannym deszczu ruszam na jagody. Po przebiciu się przez miasto i ominięciu tylu ścieżek-śmieszek rowerowych ile się dało (niestety kilku fragmentów nie da się minąć), wbijam się w żyrardowski las i moje ulubione, prawdziwe ścieżki rowerowe... te po których jeździ więcej rowerzystów są super - wygodne, malownicze i ogólnie przyjemnie.Niestety jedna, bardzo fajna się zagruzowuje gałązkami, liśćmi i innym badziewiem, kiedyś jeździło nią więcej rowerzystów, ale od zawalenia jej masą chrustu po ścince, większość przeniosła się na równoległą drogę (która teraz jest dla odmiany mniej rozjeżdżona niż kiedyś) i już na nią nie wróciła, przez co ścieżka przestała się samooczyszczać.
Tak na marginesie - ostatnio dosyć często spotykam jakieś zwierzaki (wczoraj żurawie), wracając właśnie w tych rejonach spotkałem jakieś... coś. Niespiesznie przeszło mi dróżkę, coś wielkości mniej więcej sarny, może ciut większe, ale ogólny pokrój i inne cechy wskazywały że to nie sarna (na przykład w głąb lasu ruszyło nie skokami, ale truchtem). Obstawiam że młody jeleń, pierwszy raz spotykam jelenia czy co to było w żyrardowskim lesie. A ponieważ wspomniałem o tym zwierzaku u huanna, to wklejam dialog z jego bikestatsa:
h: Skoro było wielkości młodego jelenia, to może była to stara sarenka?
m: Sarenka? Bez lusterka?
A w lesie sporo wilgoci.
W lipcu i sierpniu zawsze jest najwięcej wałków.
Pogoda przyjemna, nawet mnie trochę pokropiło po drodze, ale potem przeszło.
O, chyba z tej chmury mnie pokropiło, tyle że w jej środek się nie wpakowałem, skrajem jechałem.
Najpierw zgarnąłem dwie kanie, które wczoraj dopiero się rozwijały (trzecia była daleko, i nie chciało mi się po nią tyrpać).
O, ten łepek - tak wczoraj wyglądała kania z powyższych zdjęć.
A potem na jagody, w jagodzinach spędziłem resztę dnia.
To wygląda na karbieniec pospolity.
W międzyczasie się rozpogodziło, ale jak wieczorem wyjechałem z lasu, to już słońce tak nie przygrzewało i było całkiem przyjemnie.
- dystans 51.42 km
- 17.00 km terenu
- czas 03:27
- średnio 14.90 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Jagody, jeżyny, grzyby
Wtorek, 23 lipca 2019 · dodano: 02.08.2019 | Komentarze 0
W zasadzie pojechałem na grzyby i jagody, ale po drodze udało mi się ustrzelić żurawie.Następnie upolowałem 10 kurek... w tej samej miejscówce co ostatnio i przedostatnio, w pozostałych posucha (ale tydzień później trochę kurek pojawiło się także w innych miejscówkach).
Udało się natomiast trafić kanie... problem w tym, że sporo było robaczywych. Na początku zebrałem jedną dobrą, a potem co jakąś znajdowałem, to robaczywą. Dopiero wyjeżdżając już z lasu, po drodze w dwóch miejscach dozbierałem kolejne pięć (kanie nieźle się zbiera z roweru, bo je z daleka widać).
W sumie 6 kań (a jakieś 8-9 robaczywych i zostawiłem 3 łebki)
Z wkładką mięsną.
Tu też... swoją drogą, ostatnio w jagodach, albo jeżynach przyniosłem do domu takiego krocionoga. Po dokładnym obejrzeniu z Kluską, chciałem go wyrzucić przez okno, ale Klu zaprotestowała że może mu się stać krzywda i kazała delikatnie położyć na roślinkach w skrzynce na balkonie.
Trafiłem też na jakieś 5 zajączków, ale nie zbierałem. Po pierwsze dlatego że w taką pogodę zwykle i tak są robaczywe, a poza tym niewiele i nie opłacało się nawet dusić...
Nawet z tym jednym maślaczkiem było za mało.
Purchawki też nie zbierałem... raz, że tylko jedna i mała, a dwa że przy tym sporo roboty (choć smażone na słodko są pyszne) i żeby był sens, to trzeba by nazbierać więcej i to sporych.
Surojadek nie zbieram z zasady.
Poza tym jeżyny, tym razem już sporo było, później jeszcze pozbierałem jagód.
Kruszyny nie zbierałem, bo jest trochę trująca.
O! Rzechy laskowe!
I na dzwoniące dzwonki
I kłujące ostowate
Motylek
Pluskwiaczek
Jesień idzie, nie ma na to rady
żurawie - jeleń/daniel
- dystans 57.92 km
- 1.50 km terenu
- czas 03:09
- średnio 18.39 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Różowa Owca jedzie do Baranowa i JakTurowa
Środa, 17 lipca 2019 · dodano: 28.07.2019 | Komentarze 0
Dziś jedziemy z Kluską Biblioteki Baranów, jak Różowa Owca dowiedziała się o tym, to koniecznie chciała z nami jechać, bo Biblioteka Baranów to miejsce w sam raz dla niej.Po drodze po niebie przetaczały się ciężkie, ołowiane chmury i trochę próbowało siąpić... Klu się schowała w pelerynce i trochę zaczęła drzemać, bo była jeszcze jakaś niedospana, mimo że długo dziś spała.
Biblioteka w Baranowie jest w podobnej odległości co biblioteki w Jaktorowie i Radziejowicach, z których korzystamy, może nawet minimalnie bliżej (kilometr do trzech), a na pewno częściej jest nam po drodze i przejeżdżamy obok przy okazji. Jest natomiast istotnie bliżej niż inne do których jesteśmy z Klu zapisani - we Mszczonowie, w Żabiej Woli, czy Grodzisku. Jednak jakoś nie ciągnęło mnie, żeby się tu zapisać... jak potem się okaże - słusznie. Jednak ostatnio jak wracaliśmy z Błonia, Klu zobaczyła napis "Biblioteka", więc obiecałem jej że tu się zapiszemy.
Wbijamy się do środka, jednak pani powiedziała że nie mieszkając w tej gminie, czy nawet powiecie nie możemy się zapisać. No szlag. To trochę moja wina, że tego wcześniej się nie dowiedziałem, bo do tej pory wcześniej to robiłem, albo sam zapisywałem Klu i przyjeżdżaliśmy razem już z kartą... no ale do tej pory nigdzie nie było takiego problemu, co więcej w regulaminie nie ma żadnych restrykcji. No nic, trzeba wrócić do asekuracyjnego systemu odwiedzania nowych bibliotek, poprzedzonego rekonesansem sekcji zwiadu.
Ogólnie pani robiła niezbyt dobre wrażenie, niby starała się być miła, no owszem patrzyła na nas jak na kosmitów, ale to nic nowego*, jednak coś się czuło że jest jakaś taka... początkowo myślałem, że to tylko takie wrażenie, że jestem do niej zrażony i nieprzychylnie nastawiony, bo nie chce nas zapisać, jednak potem jak oglądaliśmy sobie bibliotekę wewnątrz (skoro już tu byliśmy), słyszeliśmy jak rozmawia przez telefon, a potem z chłopakiem który w bibliotece korzystał z komputera i była dosyć nieprzyjemna.
Zresztą pani nie była zbyt kompetentna, zamieniłem z nią parę słów, nie zamierzałem jej dokładnie tłumaczyć dlaczego chcemy się tu zapisać, skoro mamy bibliotekę w Żyrardowie (z której zresztą korzystamy). Dałem tylko przykład:
- Każda biblioteka ma nieco inny księgozbiór. Naszą ulubioną serią jest "Mądra Mysz", która liczy niemal 100 tomików i nie spotkałem jeszcze biblioteki która miałaby wszystkie, w każdej jest nieco inny ich wybór.
- U nas i tak nie ma tych książek.
- A właśnie są, widziałem w katalogu.
Nie ciągnąłem rozmowy, bo poszedłem za Kluską, ale widziałem że pani zaczęła sprawdzać w komputerze i pewnie znalazła, ale jakoś nie kontynuowała wątku. Ja rozumiem, że można nie znać całego księgozbioru biblioteki, chociaż akurat serię której na półkach jest 14 tomików, powinna jednak kojarzyć... ale wypadałoby nie wprowadzać w błąd udając wszechwiedzę.
Swoją drogą restrykcje odnośnie możliwości zapisania się do biblioteki w zależności od miejsca zamieszkania nie wynikają wprost z regulaminu biblioteki, nie było o tym jakiejkolwiek wzmianki. Jest to chyba interpretacja obecnej obsady biblioteki, albo wręcz tej jednej pani... może jakbym trafił na inną, to może byśmy się zapisali. Może trzeba by spróbować się zapisać w filii w Kaskach? Ale wolę nie ryzykować, jeszcze bym znowu na nią się napatoczył. Jeszcze rzuciła tekst "a bo bym musiała jakieś kaucje pobierać"... otóż nie, jak biblioteka uzależnia wypożyczenie czytelnikom spoza miasta, czy powiatu od wpłacenia kaucji, to umieszcza jej wysokość w regulaminie (załącznik z opłatami), tutaj nic takiego nie było.
Z Kluską na chwilę zainstalowaliśmy się obok na placu zabaw przed szkołą i stwierdziliśmy że pani pewnie się nie chciało nas zapisywać (przychodzą tacy i pracować przeszkadzają), albo nie potrafiła. Opowiedziałem też Klusce jak kiedyś w kasie w Żyrardowie kupowałem bilet - otóż chciałem do biletu miesięcznego dokupić bilet na jednorazowy przewóz roweru
- Nie można kupić takiego biletu, trzeba kupić bilet jednorazowy dla siebie (pewnie nie wiedziała jak go sprzedać)
- Można, ostatnio taki bilet kupowałem.
Pani westchnęła, pogadała ze starszą stażem koleżanką i obrażona sprzedała mi żądany bilet. Kilka miesięcy później próbowałem znów kupić taki bilet, była jakaś nowa kasjerka i nie wiedziała czy może mi sprzedać taki bilet. Pogadała ze starszą stażem kasjerką, tylko że tym razem była nią ta kasjerka, która poprzednio nie chciała mi sprzedać biletu i teraz ona zdecydowała, że takiego biletu sprzedać NIE MOŻNA!
Ogólnie byłoby mi wszystko jedno, gdyby nie to że przyjechałem z Klu, która przez to miała zły humor... chcieliśmy jeszcze jechać do biblioteki w Jaktorowie, ale przy takim humorku było ryzyko, że będzie chciała wracać do domu. Żeby to jakoś odkręcić, pomarudziliśmy sobie na panią, stwierdziliśmy że jest głupia i się w ogóle nie zna i że pewnie po prostu nie potrafiła nas zapisać. Poza tym obraziliśmy się na bibliotekę, która jest chyba tylko dla baranów i że w Jaktorowie jest fajniejsza i że jedziemy do JakTurowa. TURY GÓRĄ!!! No bo co w końcu, kurczę blade!
- Beee! Moja prapra...prababcia była turem!
W nieco lepszym humorku jedziemy do JakTurowa.
*) Nasz przejazd przez taki Baranów i inne wsie jest zresztą rzeczywiście trochę jak przelot UFO. Kluska na doczepce, do tego często czytająca książkę... a dziś grała na fujarce (za Baranowem jakieś dzieci na nasz widok do niej machały), do tego ja miałem śpiewać różne piosenki, a ona mi akompaniowała.
Między innymi śpiewałem death metalowy kawałek, który ostatnio ułożyliśmy... tak, niedawno Klu bawiąc się gitarą złapała strunę o najniższym dźwięku na jakimś progu i na niej brzdąkała. Śmiałem się, że Klu wynalazła właśnie muzykę heavymetalową (bo autentycznie brzmiało to jak rozbiegówka do metalowego kawałka), więc szybko wymyśliłem odpowiedni tekst i zaśpiewałem... tak jej się spodobało, że ułożyliśmy dwie zwrotki i refren. Tylko od chrypienia growlingiem bolało mnie gardło i dziś śpiewałem w miarę normalnym głosem.
Nie jedziemy zbyt szybko, żeby nie dogonić tej chmury.
No i jesteśmy pod biblioteką w Jaktorowie.
Skoro nas nie chcą w Baranowie, to będziemy nadal w Jaktorowie nabijać statystyki czytelnictwa, jesteśmy tutaj obecnie w pierwszej piątce najaktywniejszych czytelników.
Po wizycie w bibliotece, tradycyjnie jedziemy odwiedzić tura. Tur w jarzębinach, wcześniej był w kwitnących, a dziś w owocujących.
Ale ładnie owcy z tą jarzębiną.
Tur na jednej z bram.
Czytanie w czasie jazdy świeżo wypożyczonych książeczek. To nie takie łatwe, gdy się jednocześnie trzyma kij.
Dojechaliśmy do Międzyborowa, żeby i tutaj odwiedzić bibliotekę - jest to filia tej w Jaktorowie, więc dzięki tej wizycie JakTurów zwycięży z Baranowe 2:0. Ustaliliśmy, że skoro symbolem Jaktorowskiej biblioteki jest ewidentnie Tur (Jaktorów ma zresztą w herbie tura), to biblioteki w Międzyborowie musi być Jak.
Klu czyta już drugą książeczkę, ale że jeszcze trochę jej zostało do końca, to zrobiłem pętelkę żeby nie przerywać jej czytania.
Po wizycie w bibliotece na wydmę... zaczynamy oczywiście od przerwy obiadowej.
A potem gramy w bule piaskowe.
Trzeba uważać, bo bule czasem tak wbijają się w piasek, że całkiem pod nim znikają, toteż jeśli od razu się ich nie odkopie, to można je zgubić.
Klu bawi się, że jest ostatnim turem.
W krzakach odkryliśmy stary złamany słup. Ale fajnie!
Tyle dziurek, można się świetnie bawić patykiem, jedna osoba wysuwa patyk przez którąś dziurkę, a duga osoba próbuje go z drugiej strony złapać.
Po drodze do domu Klu przeczytała trzecią książkę (nie licząc tych czytanych pod pomnikiem tura). Do tego miejsca razem z Klu 33.7km 0.5km terenu i 2h 5min.
W domu zorientowałem się, że nie mamy fujarki... sprawdziłem sakwy i nic. Z tego co pamiętałem, ostatni raz widziałem ją w Jaktorowie pod turem, co potwierdziły zdjęcia. No więc już sam ruszyłem z ekspedycją ratunkową - po drodze zatrzymałem się tylko przy wydmie w Międzyborowie i sprawdziłem czy tam nam nie wypadła.
Na miejscu szybko udało się ją znaleźć - leżała w trawie przy pomniku tura. Ufff, dobrze że się znalazła, bo jest fajna (a do tego przywieziona z Irlandii).
Tak więc mimo wszystkich przeciwności losu, to była całkiem fajna wycieczka.
Na koniec dodam, że Jaktorów jest generalnie jedną z miejscowości, przez które się przejeżdża bez zatrzymania... nie darzyłem jej sympatią, a jedynym w zasadzie fajnym miejscem jest pomnik tura, ale to ciut za mało i Jaktorów ostatnio się po prostu omijało (odkąd zamiast ciąć szosą główną, można objechać go nowowyasfalowymi bocznymi drogami). Niestety skwerek z pomnikiem jest zapuszczony, brak ławek, koszy na śmieci... za ławki robią pnie zwalonego drzewa, a flaszki niestety walają się obok. Mimo to lubimy to miejsce, zwłaszcza Kluska która ma na pomniku bazę, a bywamy tu wyłącznie dzięki bibliotece i dzięki niej Jaktorów sporo zyskał w naszych oczach.
Baranów też był miejscowością przez którą się tylko przejeżdżało. Owszem, ostatnio obok kościoła powstał nowy skwerek z ławkami, toteż jest to dobre miejsce na chwilę postoju (wcześniej można się było zatrzymać co najwyżej na przystanku), ale średnio przyjemne, bo zawsze jest tam pełno tłuczone szkła. No i Baranowa nie udało się odczarować dzięki bibliotece tak jak Jaktorowa, nie tylko nie zyskał w naszych oczach, ale wręcz przeciwnie.
.
- dystans 54.09 km
- 1.30 km terenu
- czas 03:12
- średnio 16.90 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Grodzisk z Kluską i muralami
Poniedziałek, 15 lipca 2019 · dodano: 26.07.2019 | Komentarze 3
Chcieliśmy skorzystać z okazji, że Kluska wracała z babcią z Warszawy, żeby przechwycić ją w Grodzisku... a nie jechać tam z nią od samego Żyrardowa. Trochę mieliśmy wątpliwości czy rzeczywiście jechać do tego Grodziska, bo wg ostatnich prognoz miało być dosyć ciepło (choć jeszcze bez przesady), ostatecznie stwierdziliśmy że jednak zaryzykujemy.Najpierw my sami myk do Grodziska, korzystamy z wyasfaltowania nowych dróg i jedziemy nowym skrótem przez Jaktorów... sam przejazd przez Jaktorów nieco skomplikowany, ale też nieco skraca (nie wiem ile dokładnie, bo gdy chciałem sprawdzić na bikemap, to okazało się że znów coś w tym serwisie pozmieniali i jeszcze gorzej się z niego korzysta niż po wcześniejszych zmianach... muszę znaleźć jakiś inny przyjazny serwis do wyznaczania tras).
W Grodzisku najpierw jedziemy do biblioteki, żeby się zapisać i wypożyczyć pewną książkę (jaka to książka i dlaczego nam na tym zależy - o tym później), a która w Żyrardowie aktualnie jest wypożyczona. Podjeżdżamy do tzw. Mediateki, czyli nowego gmachu przy Parku Skarbków... biblioteka główna i oddział dla dzieci mieszczą się tu od zeszłego roku na drugim piętrze. Na parterze jest jakaś sala wystawowa, w której jest aktualnie wystawa rzeźby... trzy sztuki są też na zewnątrz.
Zapisaliśmy Klu do biblioteki, ale w Mediatece byliśmy głównie po to żeby zbadać teren przed wizytą z Kluską, a książka którą chcieliśmy wypożyczyć była w filii nr 2 w tzw. Pawilonie Kultury (otwartym też w miarę niedawno, znaczy w 2014). Kiedyś już tutaj trafiliśmy, więc wiedzieliśmy jak to wygląda, że na placu przed budynkiem jest sporo fikuśnych ławek itp. tyle że to straszna patelnia w taki dzień jak dziś... na szczęście akurat słońce schowało się za chmurą.
Książka wypożyczona, no to po Klu na dworzec, gdzie mieliśmy mały zapas czasu, toteż zainstalowaliśmy się na kawkę w zacienionym zakątku koło kładki.
Obok jest też mural powstały z okazji 170-lecia kolei warszawsko-wiedeńskiej, pierwszy z kilku które mieliśmy zamiar dzisiaj obejrzeć z Klu.
No dobra, pora iść na peron. Dworzec po remoncie.
Tutaj udało się ocalić charakterystyczną dla podwarszawskich linii wiatę, w Żyrardowie została niestety w czasie remontu zburzona. Zamiast niej otrzymaliśmy nowe przeszklone... nie powiem, ładne, jednak w gorący słoneczny dzień w ogóle nie dają ochrony przed słońcem.
W Grodzisku na peronie też przybyły nowe wiaty, ale te przynajmniej dają cień.
A to pociąg, którym przyjechała Klu zjeżdża na bocznicę... Klusce kojarzył się z gąsienicą, gdy tak sobie zakręcał.
Niestety Klu przyjechała w złym humorku, a to przez to że odpadła jej sprzączka w zegarku. Przez to start mamy fatalny, muralem nie daje się jej zainteresować i innymi rzeczami też nie.
Trochę humor jej się poprawił przy muralu Orkiestra, który bardzo jej się spodobał, a że zapobiegliwie wziąłem z domu fujarkę, to mogła się przyłączyć do orkiestry. A więc - górniczo-hutniczo orkiestra dęta... robi nam pap parara!
Jak zobaczyła powyższą fotkę, to stwierdziła że jest za mała to orkiestrantów... no to zrobiliśmy tak żeby była większa.
A potem policzyliśmy członków orkiestry i wyszło nam że jest ich 50.
Jedziemy dalej, humor się poprawił ale tylko troszeczkę, a następne murale nie były na tyle fajne żeby ten humor poprawić... znaczy były fajne, ale na dobry humorek. Tak więc mural Domek przypominał jej Mysi Domek ale z ludźmi (tutaj jest o książce z serii Mysi Domek, do której nawiązuje)... ale i taj jest nudny.
Gołąb... ale też nudny.
Okazało się, że sąsiednie wiatka śmietnikowa została od naszej ostatniej wizyty pomalowana.... ale to tym bardziej nudy.
Na skwerku był kiedyś plac zabaw z fajnymi, starymi urządzeniami do zabawy (trochę ich żal, ale są jeszcze takie na następnym placu zabaw, który odwiedziliśmy), jak byliśmy tu drugi raz to skwer był w przebudowie, a dziś mogliśmy obejrzeć efekt. Okazało się, że są tam umieszczone skrzynki, w które mieszkańcy mogą zagospodarować sadząc to i owo:
- tablica ogródek warzywny
- tablica ogródek kwiatowy
Z Klu przeczytaliśmy sobie tablice, co ją na chwilę zainteresowało... ale i tak nuda.
Ruszyliśmy więc dalej do bociana... owszem duży, ale za mały, a w ogóle to nudny.
Dopiero na placu zabaw z bajkowym muralem humor wreszcie się poprawił.
- Poznajesz?
- Taaaak!
Otóż jak byliśmy tu w zeszłym roku, to stwierdziliśmy "o, fajny mural" ale z niczym nam się nie skojarzył, zresztą nic dziwnego bo nie znaliśmy jeszcze książki, z którą mógł nam się skojarzyć (tutaj wpis ze zdjęciami sprzed roku).
W międzyczasie oglądaliśmy z Kluską książkę obrazkową "Rok w Krainie Czarów" Macieja Szymanowicza. Kluska zasadniczo lubi książki obrazkowe, ale bez przesady, raz obejrzy, może dwa i tyle... wyjątkiem była właśnie ta książka, bo jest bardzo zabawna, a to dla Klu jest bardzo ważne. Sam styl rysownika jest fajny, bo postaci same w sobie są sympatyczne i śmieszne, a do tego scenki są pełne humoru, często dosyć absurdalnego. Niedawno też dorwaliśmy kolejną książkę tego autora - "Krasnoludki. Fakty, mity, głopoty", też obrazkowa ale już w innym stylu i z pewną ilością tekstu.
Gdy przed wycieczką sprawdzałem murale na trasie i rzuciwszy okiem na zdjęcia stwierdziłem, że coś mi to przypomina... posprawdzałem i stwierdziłem, że koniecznie musimy tam pojechać z tą książką (stąd ta wizyta w bibliotece).
Nie wiem czy przegapiliśmy informacje o autorze projektu (a jednocześnie w.w. książeczek), czy po prostu nam nic nie mówiło... zresztą teraz też byśmy samego nazwiska nie skojarzyli.
Na miejscu okazało się, że postaci i scenki są żywcem wzięte z "Roku w Krainie Baśni"... no, tyle że tło i układ zostały dostosowane do podłużnego muralu.Sporo zabawy mieliśmy sziając konkretnych postaci.
I tak - mural na lewo od drzewka, pochodzą z Maja (aha, powiększenia poniższych fotek książki i murala - po kliknięciu w odpowiednie fotki).
Szukamy konkretnych postaci.
Kawałek muralu na prawo od drzewka, oraz sama końcówka z wilkiem, to Sierpień.
Natomiast między krasnoludkami i wilkiem jest podwodny Kwiecień.
Na placu spędziliśmy sporo czasu, bo po muralu przyszedł czas na zabawę... Klusce tak jak i nam podobał się retro plac zabaw. Jest tu kilka nowych zabawek, ale większość jest stara.
Już przy poprzedniej wizycie najbardziej mi się podobały takie pojazdy, lavinka mówiła że mieli takie w przedszkolu i jej trochę zazdroszczę, bo u nas takich nie było.
Niestety w międzyczasie wyszło słońce i tak jak się obawialiśmy zrobiło się za gorąco, a Klusce tak się podobało, że nie chciała nigdzie jechać, a do tego ciągała nas tu i tam... główny feler tego placu, to że prawie na nim nie ma cienia, także ławki były na słońcu, toteż zainstalowaliśmy się na tym retro-samochodziku, bo on był trochę zacieniony. A jak odpaliliśmy kanapki i kawkę (dla Kluski zbożową), to zmieniliśmy go na food-trucka!
A wracając do muralu, to jeszcze książeczkę trzeba pooglądać. Tak czy inaczej, Klusce humor poprawił się wreszcie na dobre, ufff.
Następnie przemieściliśmy się na plac zabaw w Parku Skarbków, jak Klu była mniejsza to kilka razy tam byliśmy, ale później jak już jechaliśmy dalej na plac zabaw, to zwykle lądowaliśmy w Parku Bajka w Błoniu... jednym z powodoów było to, że jeśli dzień był słoneczny, to tam jest więcej cienia, tutaj niby też wśród drzew naokoło i ławkę da się znaleźć zacienioną, ale większość samego placu jest nasłoneczniona.
No, pora wracać. O, żurawie!
A w Jaktorowie zgubiliśmy lavinkę... jak mówiłem ta trasa choć krótsza, jest nieco bardziej skomplikowana, właśnie w Jaktorowie. A to dlatego że zostawiliśmy lavinkę z tyłu, a trudno było się zatrzymać bo nie było cienia i trzeba by się smażyć czekając... a jak znaleźliśmy cień, to lavinki nie było. W końcu stwierdziliśmy, że nie czekamy i nie szukamy lavinki (zwłaszcza że jedzenie i książeczki powoli już się kończyły), a do domu już tylko nieco ponad 10km. Uspokoiłem Kluskę że mama nie po raz pierwszy się gubi, że na pewno da sobie radę i pojechaliśmy dalej.
Być w Jaktorowie i nie odwiedzić tura? No, nie chciało nam się specjalnie przebijać na drugą stronę torów, ale przejeżdżaliśmy odpowiednią ulicą.
Właśnie, czytamy książeczki.
Ja tu jestem zgrzany jazdą i narzekam że za gorąco, a tu Kluska mi marudzi że jej za zimno... szlag, a dodatkowe ubranie jest u lavinki w sakwach, u mnie były książeczki, zabawki i żarcie. No cóż, jakoś ją opatuliłem moją zapasową koszulką, tylko trzeba było parę razy się zatrzymywać i poprawiać, bo się zsuwała i jeszcze tak zrobić by wystawała ręka z bułą. Ale jakoś dotarliśmy do domu.
- dystans 47.94 km
- 13.50 km terenu
- czas 02:53
- średnio 16.63 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Na jagody i 8 kurek
Niedziela, 14 lipca 2019 · dodano: 23.07.2019 | Komentarze 0
Pojechałem do lasu zobaczyć jak tam kurki po ostatnich ulewach i tych tydzień wcześniej.Kurek niewiele, ale ściółka dosyć wilgotna, jednak to chyba po wczorajszych i nocnych opadach... może za kilka dni będzie więcej kurek? Kurek znalazłem ledwie 8 i to w tym samym miejscu co poprzednio. Wycofałem się więc na z góry upatrzone pozycje, czyli w jagodziny.
(ponieważ wpis puszczam z ponad tygodniowym opóźnieniem, dodam że tydzień później kurek znalazłem podobną ilość i znów w tym samym miejscu... za to zaczęły się kanie, sporo robaczywych, ale dobre też dało się znaleźć).
O, jeżyny zaczynają nabierać kolorków, za tydzień będzie już chyba można zbierać więcej niż kilka.
Malinki jeszcze są
A to... to jest... a nie wiem, na wszelki wypadek nie próbowałem.
Zaraza
Gryk jak śnieg różowa
Bzzz, bzzz, robimy miód gryczany, bogaty w mikroelementy, bo przy autostradzie.
- dystans 54.35 km
- 1.50 km terenu
- czas 03:10
- średnio 17.16 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Z Piastowa obok ulew
Sobota, 13 lipca 2019 · dodano: 22.07.2019 | Komentarze 3
Do Piastowa pociągiem, a stamtąd rowerem. W Piastowie zaczęliśmy od skwerku z mikrotężnią... Ta faktycznie jest mikro, chyba najmniejsza jaką widziałem, ale za to jest dobrze zadaszona i ławki mieszczą się pod dachem.Kiedyś sprawdzaliśmy czy w takich tężniach rzeczywiście jest solanka... ale trafiliśmy na zwykłą wodę, więc myśleliśmy że z tymi solankami to zwykła ściema. Przy innej próbie jednak rzeczywiście trafiliśmy na solankę... tutaj ponoć jest solanka z Zabłocia, hmmm jakby to była borowina z Zabłocia, to bym się nie zdziwił, natomiast solanki spodziewałbym się raczej z Nowej Soli.
Na tymże skwerku - słowik Warszawy.
Potem jedziemy w kierunku Pruszkowa i dojeżdżamy do terenu dawnych Warsztatów Naprawy Wagonów Towarowych (później nazwa brzmiała Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego) . W czasie Powstania Warszawskiego został tu utworzony obóz przejściowy dla ludności warszawy (Dulag 121), przez który przewinęła się min. rodzina lavinki. Już wcześniej teren pełnił funkcję obozu - w 1939 był tu obóz przejściowy dla jeńców, a od 1941 obóz pracy dla Żydów. Obecnie mieszczą się tu różne magazyny itp. ale też muzeum.
Dziś nie wbijamy się na teren, bo kiedyś go już zwiedzaliśmy razem z muzeum. Ot fotka jednej z wież strażniczych... no i skrzynka.
Uwaga, wjeżdżamy w obszar zapowietrzony.
A w tym budynku mieściła się bursa, w której kierownikiem przez jakiś czas był Aleksander Kamiński.
O ile z rana było przyjemnie, bo chmury, to teraz wyszło słońce i momentalnie zrobił się straszny skwar. Znajdujemy jakieś skrzynki, po czym wracamy na mijany wcześniej skwerek, na którym wypatrzyliśmy wcześniej ławkę w cieniu, żeby teraz na niej klapnąć i ostygnąć.
Gdy zaczęliśmy menelować na skwerku, to wystraszyliśmy miejscowych żuli... chyba byliśmy zbyt menelscy dla nich, no cóż, wyrabia się człowiek przy Panu Marianie.
Ławka z gatunku meneloodpornych... ciekawe czy ta siatka na oparciu i siedzeniach wytrzyma dłużej niż zwykłe deski.
O, menelskie warcaby! Trochę nad doborem kolorów kapsli można by jeszcze popracować, ale pomysł w dechę... co nam podsunęło myśl, żeby skompletować zestaw szachowy w podobnym stylu.
Jedziemy dalej i przy torach orientujemy się, że wzdłuż nich skrajem d. Dulagu 121 biegnie nowa droga rowerowa. Postanowiliśmy więc ją przetestować.
Kolejna wieża strażnicza (z drugiej strony muru, jest widoczny z pociągu napis "Tędy przeszła Warszawa...").
Przejazd przez bocznice... ale tutaj te kilka segmentów tego betonowego ogrodzenia mogli usunąć, zwłaszcza że po przebiciu ddr-ki nie pełni on już żadnej funkcji (zresztą wcześniej w tej okolicy też zwykle była dziura w płocie), a trzeba tu bardzo uważać żeby nie zderzyć się z rowerzystą wyjeżdżającym zza winkla.
Jeden ze starych budynków zakładów kolejowych po prawej.
Z dobudowaną wieżyczką
Gmach dyrekcji zakładów
O, fajnie że ta ciuchcia nadal tu stoi.
Ogólnie droga rowerowa mimo kilku felerków całkiem niezła... tylko że takie coś powinno być wzdłuż torów do samej Warszawy, a nie tylko kawałek w Pruszkowie... no i od Żyrardowa, czy innych Skierniewic. W każdym razie jedzie się tutaj przyjemnie z dala od ruchu samochodowego, jest co oglądać jeśli ktoś jest pierwszy raz i w ogóle.
Jedziemy dalej, jeszcze trochę trainspottingu na pruszkowskiej bocznicy.
A tu pociąg do Żyrawdowa
W Parzniewie ciekawe rozwiązanie - radar powiązany ze światłami, jak ktoś jedzie za szybki, to cyk, włącza się czerwone światło. Lepsze rozwiązanie niż wyświetlacze z prędkością i tekstem "Zwolnij. Jedziesz za szybko", które generalnie są olewana (chyba że za nimi jest fotoradar).
O, na przęsłach mostów i wiaduktów kolejowych sprejują teraz coś takiego.
Niespodziewany mostek w krzakach (to znaczy ja się spodziewałem, ale lavinka nie).
O, zaczynają krążyć burze (przynajmniej chmury znów przyszły i słońce tak nie przypieka), trzeba będzie uciekać żeby nas nie zlało... na szczęście one się raczej od nas oddalały. Natomiast w domu po sprawdzeniu map radarowych stwierdziliśmy, że one były znacznie dalej niż się wydawały - ta pierwsza w rejonie Piaseczna, a ta druga pod Tarczynem (my tymczasem wyjeżdżaliśmy z Pruszkowa).
Taki mural na remizie w Brwinowie, ale dziś nie było warunków na dokłądne jego obfocenie.
Nowa ddr-ka w Grodzisku... największą jej wadą jest to, że że trzeba co chwila skakać z jednej strony ulicy na drugą, bo albo śmieszka zmienia stronę, albo trzeba zjechać na jezdnię. W sumie na odcinku ok. 2km trzeba zmienić stronę ulicy 6 razy (jadąc jak my od Milanówka), a przez cały przejazd tą trasą przez Grodzisk aż 8.
W Grodzisku zaczęło kropić, ale wyjechaliśmy spod chmury... myśleliśmy że spod tej po lewej, ale potem okazało się, że ta zlewa była dosyć daleko, a my oberwaliśmy jakąś siąpiradełkową chmurką boczną
Wyjechawszy dalej na otwarte pola, zorientowaliśmy się w sytuacji i stwierdziliśmy że lepiej się nie pchać do domu skrótem przez Jaktorów, bo tam czeka na nas poniższy deszcz. Postanowiliśmy więc objechać go od północy nieco dłuższą trasą przez Izdebno. Potem okazało się, że ten deszcz co go widać, jest dopiero w Żyrardowie i jedyne ryzyko władowania się w niego byłoby właśnie tak jakbyśmy za wcześnie przyjechali... więc może dobrze że jechaliśmy dłużej.
No to co? Pokazujemy plecy chmurze i jedziemy.
Omijamy.
W Baranowie musieliśmy wykręcić wprost na chmurę, ale nie jechaliśmy zbyt szybko, żeby jej nie dogonić... ale nie mogliśmy jechać zbyt wolno, czy menelować zbyt długo na przystankach, bo od północy znów coś nachodziło. W Żyrardowie spore kałuże, nieźle lało, ale nam się udało nie dogonić jednej chmury i uciec przed drugą.
Kategoria mazowieckie





