teczka bikera meteor2017
meteor2017 bs-profil
Poczet rowerów
Jakieś tam wykresy
Kalendarium
- 2026, Sierpień13 - 9
- 2026, Lipiec19 - 13
- 2026, Czerwiec17 - 8
- 2026, Maj15 - 11
- 2026, Kwiecień18 - 18
- 2026, Marzec25 - 25
- 2026, Luty6 - 10
- 2026, Styczeń4 - 10
- 2025, Grudzień20 - 8
- 2025, Listopad20 - 15
- 2025, Październik21 - 9
- 2025, Wrzesień25 - 28
- 2025, Sierpień28 - 18
- 2025, Lipiec30 - 64
- 2025, Czerwiec24 - 38
- 2025, Maj28 - 40
- 2025, Kwiecień12 - 25
- 2025, Marzec18 - 46
- 2025, Luty12 - 32
- 2025, Styczeń15 - 50
- 2024, Grudzień21 - 69
- 2024, Listopad13 - 25
- 2024, Październik22 - 58
- 2024, Wrzesień16 - 36
- 2024, Sierpień9 - 19
- 2024, Lipiec12 - 32
- 2024, Czerwiec18 - 74
- 2024, Maj12 - 44
- 2024, Kwiecień15 - 56
- 2024, Marzec15 - 43
- 2024, Luty8 - 35
- 2024, Styczeń5 - 14
- 2023, Grudzień9 - 41
- 2023, Listopad10 - 43
- 2023, Październik22 - 106
- 2023, Wrzesień21 - 102
- 2023, Sierpień18 - 81
- 2023, Lipiec14 - 47
- 2023, Czerwiec19 - 74
- 2023, Maj28 - 100
- 2023, Kwiecień23 - 127
- 2023, Marzec16 - 87
- 2023, Luty19 - 99
- 2023, Styczeń17 - 91
- 2022, Grudzień18 - 113
- 2022, Listopad26 - 112
- 2022, Październik31 - 91
- 2022, Wrzesień30 - 114
- 2022, Sierpień22 - 95
- 2022, Lipiec26 - 104
- 2022, Czerwiec30 - 68
- 2022, Maj34 - 136
- 2022, Kwiecień23 - 78
- 2022, Marzec25 - 91
- 2022, Luty20 - 88
- 2022, Styczeń25 - 123
- 2021, Grudzień15 - 110
- 2021, Listopad21 - 64
- 2021, Październik22 - 105
- 2021, Wrzesień18 - 86
- 2021, Sierpień18 - 110
- 2021, Lipiec13 - 62
- 2021, Czerwiec16 - 78
- 2021, Maj23 - 95
- 2021, Kwiecień22 - 124
- 2021, Marzec19 - 95
- 2021, Luty10 - 38
- 2021, Styczeń14 - 63
- 2020, Grudzień15 - 27
- 2020, Listopad15 - 17
- 2020, Październik23 - 19
- 2020, Wrzesień21 - 77
- 2020, Sierpień16 - 82
- 2020, Lipiec18 - 77
- 2020, Czerwiec21 - 84
- 2020, Maj25 - 102
- 2020, Kwiecień28 - 220
- 2020, Marzec27 - 77
- 2020, Luty18 - 40
- 2020, Styczeń9 - 11
- 2019, Grudzień13 - 15
- 2019, Listopad13 - 12
- 2019, Październik22 - 47
- 2019, Wrzesień21 - 46
- 2019, Sierpień21 - 19
- 2019, Lipiec26 - 31
- 2019, Czerwiec27 - 17
- 2019, Maj35 - 48
- 2019, Kwiecień34 - 40
- 2019, Marzec34 - 49
- 2019, Luty29 - 44
- 2019, Styczeń36 - 162
- 2018, Grudzień16 - 22
- 2018, Listopad23 - 5
- 2018, Październik25 - 20
- 2018, Wrzesień21 - 24
- 2018, Sierpień25 - 57
- 2018, Lipiec26 - 59
- 2018, Czerwiec16 - 44
- 2018, Maj20 - 32
- 2018, Kwiecień23 - 66
- 2018, Marzec23 - 66
- 2018, Luty20 - 87
- 2018, Styczeń15 - 74
- 2017, Grudzień19 - 111
- 2017, Listopad12 - 46
- 2017, Październik24 - 49
- 2017, Wrzesień22 - 82
- 2017, Sierpień22 - 64
- 2017, Lipiec19 - 45
- 2017, Czerwiec21 - 60
- 2017, Maj24 - 171
- 2017, Kwiecień20 - 165
- 2017, Marzec17 - 73
- 2017, Luty11 - 46
- 2017, Styczeń17 - 84
- 2016, Grudzień14 - 48
- 2016, Listopad26 - 129
- 2016, Październik20 - 117
- 2016, Wrzesień26 - 103
- 2016, Sierpień37 - 179
- 2016, Lipiec32 - 278
- 2016, Czerwiec30 - 102
- 2016, Maj36 - 127
- 2016, Kwiecień36 - 139
- 2016, Marzec41 - 173
- 2016, Luty31 - 116
- 2016, Styczeń28 - 180
- 2015, Grudzień16 - 118
- 2015, Listopad21 - 82
- 2015, Październik32 - 98
- 2015, Wrzesień21 - 109
- 2015, Sierpień7 - 29
- 2015, Lipiec27 - 86
- 2015, Czerwiec32 - 71
- 2015, Maj25 - 168
- 2015, Kwiecień17 - 113
- 2015, Marzec16 - 88
- 2015, Luty9 - 90
- 2015, Styczeń4 - 22
- 2014, Grudzień19 - 192
- 2014, Listopad18 - 87
- 2014, Październik12 - 96
- 2014, Wrzesień20 - 85
- 2014, Sierpień13 - 26
- 2014, Lipiec12 - 78
- 2014, Czerwiec17 - 89
- 2014, Maj27 - 122
- 2014, Kwiecień17 - 122
- 2014, Marzec9 - 85
- 2014, Luty7 - 69
- 2014, Styczeń5 - 53
- 2013, Grudzień17 - 187
- 2013, Listopad15 - 117
- 2013, Październik20 - 137
- 2013, Wrzesień18 - 162
- 2013, Sierpień16 - 74
- 2013, Lipiec4 - 20
- 2013, Czerwiec12 - 98
- 2013, Maj15 - 55
- 2013, Kwiecień8 - 76
- 2013, Marzec8 - 100
- 2013, Luty5 - 56
- 2013, Styczeń7 - 147
- 2012, Grudzień5 - 38
- 2012, Listopad5 - 127
- 2012, Październik4 - 23
- 2012, Wrzesień4 - 27
- 2012, Sierpień10 - 32
- 2012, Lipiec10 - 23
- 2012, Czerwiec6 - 31
- 2012, Maj17 - 116
- 2012, Kwiecień19 - 106
- 2012, Marzec12 - 79
- 2012, Luty4 - 21
- 2012, Styczeń3 - 37
- 2011, Grudzień3 - 31
- 2011, Listopad13 - 135
- 2011, Październik15 - 121
- 2011, Wrzesień15 - 26
- 2011, Sierpień6 - 9
- 2011, Lipiec14 - 2
- 2011, Czerwiec13 - 83
- 2011, Maj12 - 78
- 2011, Kwiecień9 - 35
- 2011, Marzec2 - 3
- 2010, Listopad1 - 1
- 2010, Październik13 - 14
- 2010, Wrzesień4 - 9
- 2010, Sierpień3 - 3
- 2010, Lipiec6 - 4
- 2010, Czerwiec7 - 3
- 2010, Maj8 - 5
- 2010, Kwiecień9 - 10
- 2010, Marzec1 - 0
- 2009, Grudzień7 - 13
- 2009, Listopad8 - 16
- 2009, Październik11 - 5
- 2009, Wrzesień19 - 21
- 2009, Sierpień18 - 14
- 2009, Lipiec25 - 11
- 2009, Czerwiec7 - 16
- 2009, Maj5 - 12
- 2009, Kwiecień10 - 22
- 2009, Marzec10 - 10
- 2009, Luty5 - 0
- 2009, Styczeń5 - 12
- dystans 50.98 km
- czas 03:04
- średnio 16.62 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Do Błonia na bule w Parku Bajka
Czwartek, 11 lipca 2019 · dodano: 19.07.2019 | Komentarze 1
Wybraliśmy się do Parku Bajka w Błoniu, bywamy tam z Kluską regularnie raz-dwa razy w roku... może byśmy bywali tam częściej, ale latem to zwykle albo upał, albo ulewy i burze, toteż spora część wakacji nam zwykle odpada na dalsze wycieczki. Dziś skorzystaliśmy z tego, że przez pierwszą część lipca mieliśmy wręcz idealne lato.Po drodze w te i we wte spotykamy 4 razy bociany... właściwie to były chyba 3 bociany, a pod Baranowem spotkaliśmy dwa razy tego samego (zresztą często go tam spotykamy). Poza tym widzieliśmy klucz gęsi... chyba to była szkółka lotnicza, bo klucz taki mocno krzywy, słyszeliśmy też gdzieś na łąkach żurawie (ale nie widzieliśmy), a ponadto w pobliżu z pola startował jakiś drapieżnik ze zdobyczą. Jak powiedziałem, że coś złapał, Kluska smutno stwierdziła, że "Pewno myszkę"... więc żeby ją nieco pocieszyć powiedziałem że raczej coś większego (w porę się ugryzłem w język i nie dodałem "na przykład zająca").
Ponieważ Klusce za Baranowem po raz drugi skończyło się podręczne jedzenie (dopóki je, to jest spokój, jak nie ma jedzenia to trochę zaczyna marudzić, że nuda i czy daleko jeszcze... chyba że na jakiś czas uda się ją zagadać). A więc podczas krótkiego stopiku nad Pisią Tuczną (gdzie stwierdziliśmy że zrobimy fotkę dla wiadomo kogo) przeszliśmy z napędu wysokokalorycznego (ogórki, pomidorki, marchewki i buła) na napęd duchowy, znaczy wyciągnęliśmy książki - trzy albo cztery starczyły na dojazd do Błonia (nie wszystkie Klu czyta od deski do deski, czasem tylko ogląda obrazki, trochę podczytując).
A tak na marginesie, pamiętacie w której księdze Tytusa chłopcy mieli pojazd, do którego paliwem były książki?
A co tam w Parku Bajka? Ulubione urządzenie Kluski, czyli Fabryka Piasku znów nieczynna (jest nieczynna średnio w co drugą naszą wizytę)
Górki-wieloryby też. Przechodzą znowu rewitalizację zieleni (te też są nieczynne co drugi raz).
O, tu się świetnie rewitalizuje, aż dokonuje inwazji na żwirek pomiędzy.
Muzyczny plac zabaw tym razem jest w miarę kompletny.
Gdy lavinka z Klu poszły do toalety, poprosiłem żeby się dowiedziały o zasady wypożyczenia buli... chciałem, żeby tylko się spytały, a lavinka przytargała koszyk z kulami. Okazało się, że ledwie się spytała, to pan już podawał bule mówiąc że możemy je trzymać cały dzień.
No to przenosimy się z naszego zacienionego zakątka (na szczęście przez większość czasu są chmury) i ruszamy do bulodromu... ale tak, każde z nas prowadzi rower, a osiem kul to dla Kluski za duży ciężar. Na szczęście koszyk idealnie pasuje do fotelika.
No to gramy. Po ostatniej rozgrywce w bule krzalowe (relacja) przyszła pora na bule na bulodromie. Po pewnym czasie Klusce trochę się znudziły (może te duże są dla niej za ciężki i mniej poręczne niż nasze minibule), ale pograłem jeszcze ja z lavinką, zaś Kluska sędziowała, co jej sie bardzo podobało.
Hmmm, no to kto wygrał?
Trzeba dokładnie sprawdzić.
A to mój najlepszy rzut.
A tu początkowy fragment opowiadania o grze w bule z tomu "Nowe przygody Mikołajka tom 2" (powiększenie rysunku po kliknięciu w fotkę).
Szachy plenerowe, w odróżnieniu od EkoParku w Żyrardowie, nie trzeba ich sobie wypożyczać, ale są wystawione... toteż częściej ktoś z nich korzysta, no bo na jedną partyjkę, czy pół nikomu się nie chce ich targać tam i z powrotem do wypożyczalni. A jak stoją, to nawet tak sobie można popykać.
A jeśli chodzi o szachy, to też skojarzenie z Tytusem. Pełna rozgrywka na fotkach w powiększeniu: strony 1, 2 i 3
Są też szachownice na stołach, ale jak zwykle nieużywane. Tu dla odmiany sprawdziłby się patent z Parku Seniora w Żyrardowie, gdzie za bierki warcabowe służyły szyszki i białe kamyczki... tutaj też można by dobrać zestaw jasnych i ciemnych kamyczków.
To jest budynek z wypożyczalnia i toaletami. Wypożyczalnia jest przy pomieszczeniu ochrony i ochroniarze zajmują się wypożyczaniem, dlatego wypożyczać można przez cały czas otwarcia parku (jak jest akurat zamknięta, trzeba kilka chwil poczekać, bo widać są na obchodzie), ochroniarz który nam wypożyczał bardzo sympatyczny i mówił że jak się wypożyczy zaraz po otwarciu parku o 8-ej to można sobie grać nawet do 22-ej.
Wypożycza się za darmo na dowód, oprócz buli są też paletki do ping-ponga, do badmintona, piłeczka do piłkarzyków. Stoły do ping-ponga i piłkarzyków są schowane za górką, przy ogrodzonym placu zabaw dla maluchów. Trochę daleko od wypożyczalni i łatwo przegapić, dlatego nigdy nie widziałem by ktoś grał... lokalizacja przy budynku lepiej by się sprawdziła (tutaj dla odmiany w EkoParku dzięki temu sporo młodzieży z nich korzysta).
Stojaki rowerowe z Pac-Mana.
Fontanna w taki dzień jak dziś jest mało uczęszczana, ale w ciepły słoneczny dzień jest tam masa dzieciaków... właśnie na nią najbardziej narzekano, bo jedna z farb (pomarańczowa) tworzyła bardzo śliską nawierzchnię i ponoć często ktoś się wywalał i ścierał... teraz mamy wrażenie że przemalowali na bardziej chropowatą, ale tak naprawdę nie wiemy, bo nie sprawdzaliśmy.
A poza tym przerwa na kawę.
Drugim często wymienianym minusem było słabe zaplecze gastronomiczne. Generalnie są dwie budki - w jednej lody itp. w drugiej hamburgery, frytki itp. Teraz widzimy że przed wejściem jest jeszcze jedna budka z czymś tam i rower z lodami. Tak więc coś było i jest, ale nam akurat było wszystko jedno, bo my tradycyjnie samowystarczalni z własną wałówką piknikową, .
A tu rower z lodami z Mikołajka.
Poidełko i hydrant w pobliżu wejścia głównego.
Dziś najwięcej czasu spędziliśmy na grze w bule, poza tym Kluska obleciała park i wszystko zaliczyła po trochu, ale nigdzie nie zagrzała miejsca... na koniec jednak sporo czasu poświęciła na tor przeszkód na murkach. Tak więc dziś wygrały bule i murki.
To poniżej to jakaś odmiana bzu. W ogóle nie przypomina, dopiero gdy się z bliska przyjrzeć pojedynczym kwiatom, a nie kwiatostanowi... no i jak się powącha.
Kanałek przy Parku Bajka, to rzeczka Rokitnica. Początek bierze ona gdzieś w rejonie Grodziska, potem się rozgałęzia i pierwsza część wpada przed Błoniem do Utraty, a druga część (właśnie ta) wpada za Błoniem do... Utraty. A za nią coś jakby deptak zrobili, idziemy z Kluską obadać co to.
I rzeczywiście powstał przyjemny, dosyć długi zakątek spacerowy o szumnej nazwie Bulwary Błońskie... ale moim zdaniem lepsza by była nazwa Błońskie Błonia.
Popularne w ostatnich latach domki dla owadów.
I przez mostek z rybkami (mostki powstały razem z Parkiem Bajka) wracamy do parku.
Jak zwykle ciężko wyciągnąć stąd Kluskę, ale w końcu się udaje (jak była mniejsza, to nigdy nie obyło się bez płaczu), jeszcze pokazujemy lavince bulwary, sprawdzamy w drugą stronę dokąd się ciągną. A że dojechaliśmy w ten sposób do uliczki, gdzie jest pomnik Pchły Szachrajki, do podjeżdżamy do niego. No a potem długa do domu.
Kategoria mazowieckie
- dystans 12.66 km
- 6.00 km terenu
- czas 00:58
- średnio 13.10 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Kiełbaska, kapuśniaczek i bule
Wtorek, 9 lipca 2019 · dodano: 13.07.2019 | Komentarze 4
Pomysł na dziś - krótka wycieczka do lasu na kiełbaskę i powrót zanim przyjdą popołudniowe deszcze (według prognoz miały być po 14-ej albo i po 15-ej).Wyruszyliśmy, ale już po przejechaniu przez Pisię Gągolinę zaczęło kropić przechodząc w kapuśniaczek... Kluska zaczęła marudzić, więc postanowiłem jechać skrótem przez las a nie naokoło, żeby schować się pod drzewami. Początkowo nawet trochę chroniły przed deszczem, ale dalej drogę wysypali tłuczniem (wertep) i wycięli drzewa wzdłuż nich, przez co człowiek jedzie lasem a nie ma ochrony ani przed deszczem, ani przed słońcem... na sczęście już ledwie kropiło.
Na miejscu zaczynamy od zbierania drewna, rozpalamy ognisko i pieczemy kiełbaskę.
Ostatnio jak tu byliśmy, to było dosyć ciepło i ognisko rozpaliliśmy małe i tylko tyle by upiec kiełbaskę, a potem już nie podsycaliśmy. Dziś było na tyle chłodno, że siedząc można było nawet trochę zmarznąć, więc ognisko przydawało się do ogrzania. Toteż rozpaliliśmy większe i podsycaliśmy by nie zgasło... wyjątkowo tym razem zużyliśmy całe drewno, które nazbieraliśmy.
Siąpiło z przerwami nadal, ale tu już tak nie przeszkadzało... jest ognisko, jest kiełbaska, to i deszcz niestraszny.
A jak zaczynało bardziej padać, to można się było schować pod stół. Faktem jest, że przydałaby się tu jakaś wiatka.
A potem gramy w bule... jak kropi, to idziemy dalej, gdzie las jest gęstszy, a jak przestawało padać, to wracaliśmy na drogę bliżej ogniska.
Bule mamy w zasadzie improwizowane, są to kule łożyskowe o średnicy ok. 4cm. Jak sprawdziliśmy, u nas kupić można bule o średnicy 7cm i minibule - 3cm. Te które mamy są w sam raz dla Kluski, chyba wygodniejsze niż te duże.
Tak na marginesie, jest kilka albo i więcej różnych gier w bule z różnymi zasadami i używa się do nich bul o różnej wielkości... nawet do 11cm średnicy i wagi do 1,4kg. Bule ponoć wywodzą się ze starożytnej Grecji, grano też w Rzymie, tylko wtedy używano do nich kamieni. W późniejszym okresie bule były drewniane, a metalowe są stosunkowo młodym wynalazkiem. Drewnianych używa się obecnie najczęściej do bul turlanych (np. włoska gra bocce), a do rzucanych zwykle metalowych (fransuska petanka, gra prowansalska, czy włoskie bocce volo).
My gramy po swojemu w bule krzalowe. Ze swoimi zasadami. Nie liczymy punktów ile kto ma kul najbliżej świnki (tej innej piłeczki), tylko wygrane, a wygrywa ten co w danej turze umieści swoją bulę najbliżej świnki. Rzucamy albo na przemian, albo dla urozmaicenia tak, że każdy rzuca po kolei wszystkimi swoimi kulami, a potem dopiero druga osoba zaczyna rzuty swoimi.
Klusce gra bardzo się spodobała. My też dobrze się bawiliśmy.
No i kto wygrał?
Po grze trzeba się posilić.
Wracamy, żeby zdążyć przed popołudniowymi deszczami, które miały być intensywniejsze. Zdążyliśmy jakieś półtorej godziny przed nimi.
W parku trafiamy jeszcze na młode kaczuszki.
Jak zobaczyły, że Kluska je bułę, to przytuptały zaraz do nas
Trzeba było na nie uważać, bo kręciły się pod rowerami i między nogami.
Mama kaczka czuwa
O, i jeszcze takie trochę większe.
- dystans 8.06 km
- czas 00:35
- średnio 13.82 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Do EkoParku na MiniGolfa
Poniedziałek, 8 lipca 2019 · dodano: 12.07.2019 | Komentarze 0
Początek lipca zaskoczył nas wspaniałą pogodą, po upalnym czerwcu wreszcie można gdzieś pojechać i się nie ugotować przy okazji... co najwyżej trzeba założyć więcej warstw.W poniedziałek pojechaliśmy do EkoParku, niby niedaleko, ale jak są upały to tu jest trochę patelnia... nie no, jest trochę większych drzew dających cień i kilka zacienionych zakątków, ale większość atrakcji jest na pełnym słońcu. Swoją drogą dobrze że nie wycieli tych większych drzew, poza tym dosadzili nowych baaardzo dużo, ale to minie kilka naście lat nim zaczną dawać więcej cienia.
Tm razem zaczynamy od wypożyczenia zestawu do minigolfa. W zeszłym roku z Kluską już tu graliśmy, ale tym razem dodatkowo z lavinką. Wtedy oblecieliśmy ze dwa razy wszystkie tory (jest ich sześć) i Klusce się znudziło, tym razem zabawiliśmy tu dobrą godzinę, bo a to gra ze mną, a to z mamą, a to gra na czas (kto szybciej wbije swoją i biegiem do następnego toru) itp. itd.
Czytamy aktualnie Mikołajka, tam też grali w minigolfa.
lavince często zdarzało się wybić piłeczkę poza tor, a potem wrzucić z powrotem na tor wcale nie jest łatwo.
Jeśli chodzi o tory do gier i wypożyczalnie sprzętu, to ja bym jednak wolał bule (o tym będzie w następnych wpisach), parę bulodromów by się tam jeszcze zmieściło.
Aha, wypożyczalnia sprzętu czynna od 15 do 22. Poza tym można wypożyczyć duże szachy, al e tylko raz widziałem by ktoś wypożyczył... nam się nigdy nie chce, gdy są gdzieś wystawione na stałe (np. w Błoniu), to się raz czy dwa zagra przechodząc. Poza tym piłki nożne, do koszykówkę (kosze aktualnie zdemontowane, ale może wrócą), nie jestem pewien, ale może jeszcze piłki ręczne. Z tego co widziałem dzieciaki często je wypożyczają.
Poza tym można piłeczkę do piłkarzyków, oraz zestaw do ping-ponga. Przyznam, że nie wiem czy kiedykolwiek widziałem by ktoś grał na takim plenerowym stole w ping-ponga... z wyjątkiem EkoParku, bo tutaj przed nami obydwa stoły były zajęte, a potem gdy my wypożyczyliśmy paletki i piłkę, równolegle jeszcze dwóch chłopaków zajęło sąsiedni stolik.
Kluskę uczymy grać, wiatr trochę dziś co prawda przeszkadzał, ale początki niezłe. Ponieważ mamy własne paletki, to możemy tu przychodzić pograć nawet we wcześniejszych godzinach.
- dystans 116.08 km
- 10.30 km terenu
- czas 06:40
- średnio 17.41 km/h
- rekord 34.80 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Siąpiradełkowa Setka do Prażmowa
Sobota, 6 lipca 2019 · dodano: 10.07.2019 | Komentarze 2
Plany na sobotę - z silnym wiatrem na wschód... po 14-ej wiatr miał nagle słabnąć i kręcić, więc tym bardziej kierunek słuszny, bo gwarantował, że nie będzie powrotu z silnym mordewindem. Poza tym nie ma upału, takie lato uwielbiamy. Co prawda po południu zaczęło siąpić i z przerwami siąpiło do wieczora, ale takie kapanie wcale nie przeszkadzało... bardziej przeszkadzało słońce, które koło południa wyszło zza chmur i zaczęło za bardzo przygrzewać, ale na szczęście szybko się schowało.Ostatecznie po zastanowieniu zdecydowaliśmy że jedziemy w okolice Prażmowa... parę razy przejeżdżaliśmy tamtędy, ale nigdy nie było czasu poszukać na cmentarzu mogiły powstańców styczniowych, czy grobowca z malowniczą kolumną. Potem może pętelka pod Grójec i powrót. Po dokładniejszym sprawdzeniu okazało się, że jest kilka skrzynek przy najważniejszych obiektach zabytkowych Prażmowa, więc postanowiliśmy je objechać, więc opcja pętelki na południe odpadła z braku czasu.
A zatem jedziemy z wiatrem, jeden z postojów na rynku w Tarczynie.
Pogoda jak widać
Przystanek kolejowy Gąski (na eSeŁce). Jakby kto się pytał, te krzaki to właśnie peron.
Jakiś groszek
Dojrzewająca tarnina
Docieramy nad Jeziorkę, trzeba się przebić przez łąki do skrzynki.
Chaszczujemy przez zarośla wiązówki błotnej
Krwawnica pospolita
Ślimole
Ten ma trudne zadanie, nie dosyć że idzie pod górę, to jeszcze musi ominąć jakąś boczną łodyżkę i do tego jednocześnie robi kupę
Docieramy do dworku Ryxów w Prażmowie. Teoretycznie da się wejść do środka przez wybitne okno, ale nad wejściem jest alarm, co prawda spora szansa że wyłączony, ale woleliśmy nie sprawdzać tego na sobie.
Rzucamy też okiem i obiektywem na kościół
Pomnik niepodległości na dziedzińcu kościelnym, orzełek wygląda jakby już walnął sobie parę toastów z tej okazji (sto setek na stulecie).
Docieramy na cmentarz, na samym jego końcu jest grobowiec rodziny Ryxów. Kolumnę widać z daleka, więc nie da się go nie znaleźć.
Bronisław Felix Ryx, major w czasie Powstania Styczniowego, potem przez pewien czas na emigracji - tutaj można przeczytać jego biogram, w tym działalność w czasie powstania.
Izabella Ryx była wymieniona na tablicy powyżej, ale jest jej poświęcona osobna tablica. Małżonka majora powyżej, udała się z nim na emigrację. Potem wróciła sama do Prażmowa (mąż wrócił później) i zajęła się gospodarstwem, zwłaszcza hodowlą, a szczególnie kur, stąd zabawne tytuły niektórych artykułów:
- Pionierka na polu gospodarstwa kobiecego
- Podróż kur na Syberię
- Pani na kurniku
I jeszcze wnuczek Izabelli i Bronisława.
Mogiła powstańców styczniowych poległych w bitwie pod Prażmowem. Otóż oddział Władysława Grabowskiego zatrzymał się w tutejszym majątku i 5 sierpnia 1863 roku zostali zaatakowani przez wojska rosyjskie z trzech stron (z północy, wschodu i południa). Powstańcy wycofali się na zachód za Jeziorkę, tracąc 7 ludzi (w niektórych źródłach jest mowa o 11). Tutaj opis bitwy
Szwendamy się jeszcze trochę po cmentarzu, trafiamy min. na taki grób nauczycielki (powiększenie po kliknięciu w fotkę)
Mogiłę partyzantów z 1944
Motylka na jednym z nagrobków
Kilka innych ciekawych grobów
A to chyba najstarszy grób, jaki znaleźliśmy (choć niewykluczone, że sam nagrobek jest nieco nowszy niż najstarszy pochówek).
Zalicz gminę i podpompuj rower. Gminę oczywiście mamy już dawno zaliczoną i to co najmniej kilka razy.
Rozwałka po drugiej stronie Jeziorki, w rejonie którym mniej więcej wiodła trasa odwrotu powstańców, a teraz jest skrzynka poświęcona bitwie pod Prażmowe. Tu się zainstalowaliśmy ze skrzynką, żeby przeczekać spacerowiczów.
Mostek na Jeziorce i sesja na, oraz pod mostkiem (moje zdjęcia "pod" będą jak lavinka je wrzuci).
Widok z mostku na dawną gorzelnię
To nie jest skrzynka geocache
To jest niebezpieczne
Jeśli nie wiesz co z tym zrobić, omijaj z daleka
Opuszczamy Prażmów i jedziemy do Woli Prażmowskiej, w której mieści się kolejny dworek z majątku Ryxów, a w nim biblioteka. Gdyby Kluska była tu z nami, koniecznie by chciała się zapisać i byłaby niepocieszona, że dziś nieczynna.
Podjeżdżamy, a pod wiatką siedzi dwóch podpitych facetów i jeden z nich do nas, że biblioteka zamknięta. No to odpowiadamy, że my nie do biblioteki, tylko obejrzeć dworek - no i oglądamy, robimy zdjęcia, a ten znów wyskakuje z tekstem że tu nie wolno robić zdjęć. Ooo, z tym tematem to my jesteśmy otrzaskani, więc odpowiadamy że można bo to obiekt publiczny, że za komuny owszem nie można było, ale od tej pory prawo się zmieniło itp. itd. ale facet nieprzekonany dalej swoje. Nie mieliśmy zamiaru ciągnąć dyskusji, a po zrobieniu zdjęć przyszła pora na kesz, więc poszliśmy za dworek.
No cóż, jak podjeżdżaliśmy pod dworek, mieliśmy zamiar zrobić postój pod jedną z wiatek, ale teraz stwierdzamy że lepiej nie, bo ten facet znów się o coś do nas przyczepi, więc po załatwieniu się ze skrzynką instalujemy się na schodkach na tyłach dworku, gdzie jest nawet klimatyczniej.
A co do skrzynki, to była na szczęście w głębi parku w krzakach, więc spokojnie szukać i trochę się jej naszukaliśmy, aż ją znaleźliśmy pod nogami.
Ponieważ w miejscówce, w której chyba była skrzynka , chyba zalęgły się mrówki i właśnie wyroiły się młode królowe, postanowiliśmy odłożyć skrzynkę do dziupli w jednej z sąsiednich drzew.
Klimatyczna aleja grabowa w parku.
Wracając do rowerów natrafiamy jeszcze na pomnikową sosnę... to znaczy nie wiemy, że to sosna, igły hen wysoko wyglądają na sosnowe (a na pewno nie na jakieś świerkowe, czy jodłowe), ale szyszki co leżą pod drzewem są jakieś dziwne. No na pewno nie są to szyszki sosny zwyczajnej, bo nawet jeśli trafią się okazałe, to są bardziej pękate niż te, a te są podłużne jak szyszki świerka czy jodły (ale znowuż od nich się różnią grubszymi łuskami, takimi właśnie... sosnowymi). Co to może być? Limba? W domu sprawdzamy, że nie limba, bo ma inne szyszki, ale udaje nam się ustalić że jest to prawdopodobnie sosna wejmutka. Potem znajduję jeszcze jakiś pdf, a w nim listę pomników przyrody w gminie i tam jest że w parku są dąb szypułkowy i dwie sosny wejmutki... a więc mamy rację!
Pod sosną rósł sobie taki grzybek
Jedziemy jeszcze po jedną skrzynkę, otóż w tej miniserii skrzynek tropami rodziny Ryxów zbieraliśmy cyferki, które posłużyły nam do wyliczenia współrzędnych skrzynki bonusowe. Dojazd do niej był dosyć ciężki, bo wiódł bardzo piaszczystymi dróżkami.
A rower lavinki był dodatkowo obciążony pasażerem na gapę.
Taki fajny hand-made'owy jeżyk był w skrzynce, robimy fotkę na wzór, co możemy zrobić z Kluską.
Dobra, pora wracać. Wiatr rzeczywiście po 14-ej osłabł, czy zaczął kręcić nie zwróciłem uwagi, w każdym razie znacznie mniej przeszkadzał niż gdyby wiał tak samo jak rano. Tym razem Tarczyn omijamy bardzo bocznymi drogami od południa.
Grójecka wąskotorówka - kierunek Tarczyn
Kierunek Grójec
Krótki stopik pod kościołem w Rembertowie
Jakaś klimatyczna chałupka w krzakach po drodze.
Kategoria >100, mazowieckie
- dystans 38.15 km
- 6.00 km terenu
- czas 02:29
- średnio 15.36 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Z Klu do biblioteki we Mszczonowie
Czwartek, 4 lipca 2019 · dodano: 09.07.2019 | Komentarze 4
Korzystając z idealnej pogody (nie za ciepło, nie za zimno, nie pada) wybieramy się do Mszczonowa, zapisać się do kolejnej biblioteki... Kluska uwielbia odwiedzać coraz to nowe biblioteki, taka turystyka biblioteczna. Ale zanim wyjedziemy z miasta, zahaczamy jeszcze o bibliotekę fabryczną (która jest obecnie dziecięcą) w Żyrku, bo czekała na nas zamówiona książka.Jedziemy przez Chroboty, gdzie mamy do dziś rodzinę... kiedyś mieszkała tu praprababcia Kluski, która tutaj do rodziny uciekła z małymi dziećmi z Warszawy w czasie I wojny (głód, chłód i nędza). Prapradziadek zginął wcześniej w kopalni w Belgii.
Zaraz za Wręczą mały stopik przy nieczynnej od niedawna wielkiej żwirowni. W zasadzie mieliśmy tylko na chwilę się zatrzymać i rzucić okiem na wypełnioną wodą żwirownię... ale ostatecznie zatrzymaliśmy się na dłuższy postój. Miejsce jest całkiem przyjemne, jednak czasem tu docierają ludzie - wędkarze, młodzież itp. przez to jest sporo śmieci (niestety dużo ludzi to straszni syfiarze).
Mewia mielizna
A na dole skarpy jest naturalna piaskownica... zresztą kto wie, czy w naszej piaskownicy piasek nie jest aby z tej żwirowni?
A w przybrzeżnym żwirku można znaleźć paleontologiczny salceson.
Fotka żwirku przy brzegi... co ciekawe w kadrze załapały się dwa kamyki ze skamieniałościami, które zresztą potem wyłowiłem (powiększenie fotki po kliknięciu i możesz spróbować znaleźć te dwa kamyki, których zdjęcia zamieściłem poniżej). Niewykluczone że na fotce jest więcej skamieniałości, ale te są najlepiej widoczne.
Dziewanna
Kocanki piaskowe... przy czym nazwa roślinki jest w liczbie mnogiej, nie kocanka, a właśnie kocanki.
Bukiet z kocanek, starca, krwawnika i szczawiu.
I kto jest wyższy? Kluska, czy dziewanna?
A to jest dawna fabryka zapałek, w której pracowała wspomniana wcześniej praprababcia Kluski, podobno na piechotę chodziła do niej spod Żyrardowa.
Drogowskaz do biblioteki, znaczy jesteśmy na dobrej drodze.
Na miejscu
Kluska stwierdziła, że wyrwikółka wyglądają jak kaczuszki
Wygłupowa sesja foto w przedsionku biblioteki.
Zakładamy Klusce konto i instalujemy się w kąciku dla dzieci. Tu utknęliśmy na dłużej p zabawa zabawkami, wybieranie książek i czytanie takich książeczek dla dzidziusiów na pół minuty czytania, których nawet nie opłaca się wypożyczać.
Taką grę planszową wyhaczyliśmy.
A teraz pora na zwiedzanie biblioteki.
Jedziemy dalej - lavinkę z Klu na chwilę zostawiam pod muralem, a sam sprawdzam obok czy jest otwarta Izba Tradycji. Nie jest, choć teoretycznie jest w godzinach gdy powinna być... nic nowego, nam też za pierwszym razem nie udało się jej zwiedzić. No cóż, trudno może następnym razem. Chcieliśmy ją zwiedzić, bo w jednej salek są eksponaty o zapałczarni w którj pracowała wspomniana wcześniej praprababcia Kluski.
Instalujemy się na kawkę i trzecie śniadanie (drugie było w żwirowni) na skwerku z niewielkim placem zabaw.
Oto wypożyczone książki - czytamy Pannę Kreseczkę.
I jemy. Dwie ulubione czynności naraz.
Zainspirowana Panną Kreseczką, Kluska narysowała w piasku Pana Rękę.
Wracamy przez... Kuranów! W zasadzie teraz ta wieś to parę chałup przy ekspresówce, ale przynajmniej tabliczka jest, a Klu ostatnio mówiła że chce odwiedzić Kuranów, no to odwiedziliśmy.
I w ten sposób dojechaliśmy do Radziejowic - pomnik odzyskania niepodległości.
A obok...
Postój na placu zabaw przy Powozowni, w której min. jest... biblioteka. Wiedząc, że prawdopodobnie tędy będziemy jechać, zapobiegliwie zabrałem jedną z książek z tej biblioteki do oddania i w ten sposób zaliczyliśmy trzecią bibliotekę tego dnia (każdą w innej gminie).
Jedziemy przez las, Kluska tak jak poprzednio w tym miejscu, zaczyna nam przysypiać... i tak jak poprzednio rozbudziła się przy krzaku leśnych malin. Początkowo zbieranie z doczepki, ale potem namówiłem ją żeby wysiadła, dzięki czemu mi wygodniej było jeść i zbierać. Mniam!
Dalej jedziemy czytając książkę, tym razem czytamy książeczkę z serii Kurczaki Lusaki. Przeczytanie jej zajęło Klusce 7 kilometrów.
A to nie była jakaś książka typu trzy strony na krzyż... stron było 48 i choć tekstu na każdej niezbyt dużo, to jak się przemnożyło przez ilość stron, to trochę jednak tego wychodziło. A proporcje tekstu do obrazków idealne na tym etapie do samodzielnego czytania.
Okazuje się, że tym razem trafiliśmy na pierwszy tomik serii (jednej z ulubionych ostatnio), o Carmeli, mamie kurce bohaterów następnych serii kurczaków Carmelito i Carmen. (powiększenie stron ze środka - tej ksiązki i kolejnych - po kliknięciu w odpowiednią fotkę).
A to Panna Kreseczka, którą czytaliśmy we Mszczonowie, jest to komiks autorstwa Wandy Chotomskiej i Bohdana Butenko, który ukazywał się w Świerszczyku w latach 1958-59.
A we Mszczonowie wypożyczyliśmy jeszcze min. Przygody jeża spod miasta Zgierza, też Wandy Chotomskiej.
Kategoria mazowieckie
- dystans 9.26 km
- czas 00:40
- średnio 13.89 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Z Kluską nad Zalew Żyrardowski
Środa, 3 lipca 2019 · dodano: 08.07.2019 | Komentarze 7
Trochę się ochłodziło, to wykorzystaliśmy najzimniejszy niedeszczowy dzień od co najmniej miesiąca i pojechaliśmy nad Zalew Żyrardowski. Nie lubimy tłumów, nie lubimy się smażyć, no i w ogóle nie lubimy upałów, dlatego właśnie taka pogoda jest dla nas idealna na pojechanie gdziekolwiek, a zwłaszcza miejsca uczęszczane.Dla porównania tutaj wpisy z zeszłorocznych wizyt na zalewie:
- Testowanie zalewu zaraz po otwarciu
- Z Kluską nad zalew
Cykoria podróżnik... ja twierdzę że jest niebieska, Kluska że fioletowa. Również lavinka i yurek twierdzą że kwiatki są fioletowe. Może bym zwątpił i się poddał, ale w moim atlasie stoi, że są niebieskie (w takiej Wikipedii na przykład też).
A te jakie są, cwaniaczki? Fioletowe?
I kwiatki obu kolorów naraz.
Nad zalewem przybyła w tym roku nowa stacja roweru miejskiego, piąta w mieście. Tym samym zaczyna mieć sens jedyna do tej pory stacja po tej stronie torów, czyli przy dworcu. Swoją drogą zajrzałem na stronę żyrardowskiego roweru i ze zdziwieniem odkryłem, że na moim osiedlu też przybyła stacja (szósta), niestety w takim miejscu, że nijak nam nie pasuje, nawet jej nie widziałem.
Ze zmian, w tym roku przybyły takie tabliczki przy wejściu. Trochę się wkurzyliśmy, bo trzeba by zdejmować sakwy i targać je na plażę (są wypełnione niezbędnikami typu kocyk, jedzenie, zabawki do piasku itp. itd.), olaliśmy je i weszliśmy z rowerami... zresztą potem się okazało, że powszechnie są ignorowane. Zresztą inne zakazy też są niestety ignorowane - mianowicie palenie i picie alkoholu na plaży, o czym świadczy mnóstwo petów i kapsli w piasku.
Udaliśmy się na naszą miejscówkę, najdalszy, najustronniejszy zakątek plaży, na którym rosną jedyne drzewa, które dają jakiś cień. Niestety jest to też miejsce najbardziej zaśmiecone, po rozłożeniu kocyka posprzątaliśmy najbliższe otoczenie by nie leżeć pośród śmieci, podobnie jak miejsce gdzie się bawiła Klu. Wywaliliśmy kilka garści petów, kapsli i drobniejszych papierków.
Rozpoczynamy prace budowlane. Korzystając ze starożytnej niecki przybrzeżnej, budujemy port, a więc kanał i baseny portowe.
No, już prawie gotowe, jeszcze tylko przygotować z patyczków zaporę przy wejściu do kanału, żeby łódeczki-drewienka nie wypłynęły... mamy bowiem pływy i woda raz się wlewa do basenu, a raz wypływa porywając ze sobą łódeczki.
A teraz Klu z laviną buduję fortyfikacje na wzgórzach wokół basenu.
Z drugiej zaś strony postawiliśmy piramidę w której siedzą kapłani i magowie, za pomocą czarów broniąc podejścia z tej strony.
I jeszcze sześcian artyleryjski broniący wejścia do portu i częściowo podejścia od brzegu.
Ja cały czas w krótkim rękawku i spodenkach, ale lavinka w chwilach odpoczynku zaczęła marznąć.
Bocian!
Spacer po plaży i pomoście
Wizyta na placu zabaw
Tablice z grą w kółko i krzyżyk (aczkolwiek postawienie aż trzech to lekka przesada, bardzo bardzo rzadko zdarza się, żebym na placu zabaw ktokolwiek się tym bawił), oraz memo (to już trzy memo miałoby chyba większy sens, pod warunkiem że byłyby różne symbole i układy na tablicach).
Labirynt, w którym wyrobiły się już skróty.
Powrót wodą, woda jest co prawda ciepła, ale po wyjściu z niej zimny wiatr sprawiał że się momentalnie marzło, toteż jeśli chodzi o kąpiel poprzestaliśmy na zamoczeniu nóg (a Kluska także spodenek i sukienki).
lavinka mi po cichu zrelacjonowała co się działo, gdy nas nie było. Na plażę kawałek dalej przyszła grupa młodzieży, w pewnym momencie do naszej miejscówki podeszły dwie nastolatki z tej grupy i jedna z nich z okrzykiem "Te, obadaj to" jeb z kopa w jedną z naszych budowli. lavinka jak to zobaczyła, to pogoniła gówniary i nim wróciliśmy naprawiła zniszczenia (Kluska strasznie się denerwuje tego typu rzeczami).
No cóż, mieliśmy do czynienia ze statystyczną młodzieżą. Poziom czterolatka, który niszczy innym babki w piaskownicy, tylko że tutaj nie było komu wytłumaczyć że tak się nie robi i zostało na starsze lata. No cóż, ta sytuacja tłumaczy wiele rzeczy - poniszczone przystanki autobusowe, ławki itp. także śmieci na plażach i we wszelkich innych miejscach.
Ponieważ popołudniu zaczęło się zjeżdżać coraz więcej ludzi i co prawda poza tą grupką była chyba normalna młodzież, a nie patologiczna, ale uznaliśmy że pora się zmywać, toteż zapakowaliśmy się i pojechaliśmy do domu.
.
Kategoria mazowieckie
- dystans 27.87 km
- 1.20 km terenu
- czas 01:43
- średnio 16.23 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Z Klu do biblioteki w Jaktorowie
Wtorek, 2 lipca 2019 · dodano: 03.07.2019 | Komentarze 0
Dziś korzystając, że nieco chłodniej (choć nadal ciepło), jedziemy z dosyć silnym wiatrem do biblioteki w JaktorowieOddajemy ten stosik książek
Ilustracje z Martynki ("Martynka i wróbelek").
A potem tradycyjna rozwałka przy turze... Kluska jak zwykle zainstalowała się na pomniku, miała tam bazę, domek, jak zwał, tak zwał. My zaś tradycyjnie na pniu zwalonego drzewa.
A to stosik wypożyczonych książek (z wyjątkiem jednej, która jest w czytaniu na poniższych fotkach.
Czytelnia pod Turem.
A w tle rowerzyści, pociągi
W drodze powrotnej też czytamy.
Bocian!
Wśród wypożyczonych książeczek jest "Troja", Klusce od razu skojarzyła ze skeczem Kabaretu Potem Troja musi upaść, a do tego jeszcze z jednym o Odyseuszu. Klu po lekturze chciała więc oglądać Kabaret Potem i tu była zabawna sytuacja - Klu z zapartym tchem ogląda kabaret (dziecko wychowane na Potemie, jeszcze gdy była niemowlakiem puszczaliśmy jej potemowe kawałki), gdy wpadła koleżanka, Klu ja usadziła i oglądają dalej.
Minęły dwa skecze:
- Wiesz, ja mam ciekawsze bajki w domu, chodź do mnie.
- Nie, to jest fajne.
- Ale to jest trochę nudne.
- Czekaj, zaraz będzie dobre (był właśnie skecz o faraonie).
Ale koleżanka nie wytrzymała, w końcu przerwały oglądanie i poszły do niej. Po jakimś czasie Klu wróciła, skarżąc się że ją znudzili... otóż z bratem koleżanki i jeszcze jakimś kolegą grali w jakąś grę z piłką nożną, Klu się znudziła, niepostrzeżenie wymknęła i uciekła oglądać Kabaret Potem.
A z innych książeczek? Książeczka obrazkowa Krasnoludki (chociaż nie do końca typowa obrazkowa, bo jest trochę tekstu w opisach). Książki obrazkowe w większości są takie sobie, jedna nam się bardziej podobała - "Rok w krainie czarów", a "Krasnoludki" są tego samego autora i nas nie zawiodły.
Przykładowy kawałek strony (powiększenie po kliknięciu w fotkę).
- dystans 49.65 km
- 24.20 km terenu
- czas 03:41
- średnio 13.48 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Na kurki
Sobota, 29 czerwca 2019 · dodano: 30.06.2019 | Komentarze 6
Niedawno widziałem na rynku kurki, uznałem że pojawiły się po ostatnich deszczach. Potem jeszcze widziałem w logach jednej ze skrzynek wzmiankę o kurkach i robaczywych prawdziwkach, a u dornfelda na bikestatsie czytałem o maślakach, rrobaczywych prawdziwkach i nieudanym poszukiwaniu kurek.Wcześniej albo nie miałem czasu się wybrać, albo było dla mnie za gorąco. W końcu dziś postanowiłem ruszyć na kurki... jakoś bardzo nie liczyłem na udane zbiory, jednak plułbym sobie w brodę że nie wykorzystałem okazji, a tak najwyżej z czystym sumieniem będę mógł stwierdzić ze kurek nie ma. A zaznaczę że kurki obok kań są grzybami, które je u nas cała rodzina, bo inne to głównie ja (nawet prawdziwki).
No to ruszamy z lavinką skoroświt o jedenastej (trzeba się wyspać). Po drodze takie oto widoczki, poza tym zboże miejscami wygląda na gotowe do żniw... zresztą potem mijamy jeden kombajn na polu.
Po drodze okazuje się, że jest za gorąco... w piątek było przyjemnie, a dziś miało być tylko odrobinę cieplej, jednak praktycznie nie ma chmur (znaczy tylko trochę wysokich i parę niewielkich obłoczków, a potem i one znikają), a słońce strasznie przypieka. Jest wiatr, który chłodzi, ale jednocześnie bardzo męczy, bo w pysk... wychodzi więc na jedno.
W końcu dojeżdżamy do lasu i możemy się schronić w cieniu drzew... znaczy... eee... No tak, tak w wielu miejscach wygląda obecnie Bolimowski Park Krajobrazowy, dodatkowo przez ciężki sprzęt od ścinek drogi są strasznie zryte, potworny piach lub błoto, albo wysypane grubym tłuczniem. Trzeba wiedzieć które drogi leśne są jeszcze w miarę znośne, żeby się zmasakrować, ale to zmienia się z roku na rok.
No, w końcu dojeżdżamy na miejsce i dopiero tu możemy się schronić w cieniu. Wita nas prawdziwy robaczywek, znaczy robaczywy prawdziwek. Po czym odpoczywamy i stygniemy... jak się siedzi w cieniu i nie rusza, to jest nawet w miarę przyjemnie, ale jak się ruszać albo wyjść na słońce, to za gorąco. No cóż, lavinka zostaje w hamaku, ja idę na obchód kurkowych miejscówek.
Niestety kurek nie ma, a las jest strasznie suchy... znajduję tylko kolejnego prawdziwego robaczywka i kilka kompletnie zasuszonych kurek (może jak bym był tydzień temu, to jeszcze by się nadawały do zbioru).
W końcu w jednej z miejscówek trafiam wreszcie na nadającą się do zbioru kurkę.
Po przeczesaniu miejscówki znajduję w sumie 24 kurki, niektóre trochę podsuszane, ale jeszcze nadające się do zbioru. Trochę mało, w zasadzie tylko na jedną porcję dla Kluski.
W końcu jedziemy w drugi rejon kurkowy. Po drodze napadają nas maliny i świdośliwa.
Mały pojemniczek szybko się napełnia, więc musimy wyjąć większy. Oczywiście conieco i my podjedliśmy.
Na miejscu znów tylko kilka zasuszonych na wiór kurek, poza tym nic. Tutaj jest miejscówka maślakowa, ale maślaki tutaj dopiero pod jesień, toteż nie zdziwiłem się że nic nie było (nawet sucharka, czy robaczywka). Ponieważ więc grzybobranie było już zakończone, postanowiliśmy wykonać awaryjny Plan B, czyli pojechać na jagody.
Dojazd do miejscówki jagodowej okazuje się nieco skomplikowany. W tym roku tą trasą jeszcze nie jechałem i przegapiam jeden zjazd... zresztą trudno nie przegapić, jak w wielu miejscach las wygląda tak, że trudno poznać to miejsce.
W końcu okazało się, że tam gdzie mieliśmy skręcić robią takie coś, no nic dziwnego że nie poznałem miejsca. W końcu objeżdżamy naokoło, bo tym nie da się nawet za bardzo iść, ale pakujemy się w bardzo piaszczystą drogę zrytą w czasie ścinek (trzeba prowadzić), a dalej podsypywaną tłuczniem (jechać się da, ale strasznie trzęsie). A i tak jadąc dalej z miejscówki jagodowej będziemy musieli kawałek przebić się przez tę budowę drogi (która wróży jeszcze więcej ścinek w okolicy).
A to nasz bohater - dzielny krecik, naprawdę jesteśmy pełni podziwu, że dał radę się przebić.
Zalegamy na miejscówce jagodowej, skąd wypłaszają nas dopiero wieczorne komary, ale wtedy jest już nieco chłodniej, a w każdym razie dłuższe cienie. Tylko nie można się zatrzymywać, bo komary napadają chmarami.
Borówka
Ciekawa pajęczyna, może na jajka?
Jeden z motyli... zdaje się, że w zeszłym roku go identyfikowałem, muszę sprawdzić.
Letnie listki cytryny.
Już prawie w domu, jeszcze tylko kaczątka z mamą o zachodzie słońca.
A w domu okazało się, że gołębie złożyły drugie jajo (pierwsze dwa dni wcześniej). To już będzie trzeci lęg... ponoć w korzystnych warunkach gołębie składają jaja 4-5 razy do roku, no zdecydowanie u nas na balkonie są korzystne warunki. Jeszcze raz na pewno zdążą złożyć jaja (pod koniec sierpnia lub na początku września).
Klu jednemu już nadała imię - Szarenka, ale drugie jeszcze jest bezimienne.
Podsumowując - dystans średni, ale strasznie się zmordowaliśmy, głównie przez ten upał i ciężkie odcinki terenowe (w upale). Na niedzielę zapowiadają gorąc konkretny, nie mamy zamiaru podejmować żadnej aktywności fizycznej.
- dystans 28.72 km
- 6.20 km terenu
- czas 01:50
- średnio 15.67 km/h
- rower Wrześniowy Rower
- Jazda na rowerze
Z Klu do biblioteki w Radziejowicach
Poniedziałek, 24 czerwca 2019 · dodano: 01.07.2019 | Komentarze 1
W zasadzie mieliśmy jechać we trójkę, ale gdy zbieraliśmy się do wyjścia, okazało się, że lavinka ma w kole flaka... No i co, zmieniać dętkę? Wolałem zrobić to na spokojnie, niż w pośpiechu na jednej nodze, bo tak można przegapić coś tkwiącego w oponie itp. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że pojadę sam z Klu.Cel - biblioteka w Powozowni (czyli budynek powozowni, stajni i mieszkań dla pracowników przy pałacu). Po wizycie w bibliotece, jeszcze posiedzieliśmy na placu zabaw, szczęśliwie tak poprzestawiali ostatnio ławki, że udało się zasiąść w cieniu, gdzie było całkiem przyjemnie.
Jeszcze spacer przez park i...
Zorientowałem się, że mam pinezkę wbitą w oponę... no tak, jakaś czarna seria. Dobrze że to było w parku, zawsze to przyjemniej zmieniać dętkę w takim miejscu, niż na jakimś syfnym poboczu.
Klu nie nudziła się, kręcenie kołem i hamowanie - taaaka zabawa! Tak więc miałem ją z głowy i mogłem się spokojnie zająć zmianą dętki.
Dmuchawiec kozibroda zawsze robi wrażenie. poza tym czytanie lub przeglądanie książek w drodze powrotnej, dzięki czemu miałem spokój za plecami... generalnie Kluska ostatnio jadąc strasznie się nudzi i słyszę za plecami "Nuuudy mi są!". Cicho jest gdy je, ale gdy jedzenie się skończy, to "Nuuudy" i trzeba ją zagadywać... albo dać książkę.
Cykoria podróżnik, ja twierdzę że ma kwiaty niebieskie, a Kluska że fioletowe.
W sumie wypożyczyliśmy pięć książek - taki mamy limit w Radziejowicach- i wprawie wszystkie przeczytaliśmy tego samego dnia, część nawet po dwa razy. Dwie książki od razu na placu zabaw, coś tam przeczytała Klu po drodze, a potem wszystko jeszcze raz w domu... tylko z Tappiego dwa opowiadania z dziesięciu.
- dystans 6.16 km
- czas 00:27
- średnio 13.69 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Piknik japoński i Dobutsu Shogi
Sobota, 15 czerwca 2019 · dodano: 24.01.2020 | Komentarze 0
https://en.wikipedia.org/wiki/Shogi_variant#Modern...Taikyoku shogi (wiki)
(fotka z Wikipedii)





