teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 124075.40 km z czego 18790.55 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 17.14 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2025 2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009 Profile for meteor2017

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

  • dystans 1.40 km
  • czas 00:05
  • średnio 16.80 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Rozpoczęcie roku przedszkolnego

Poniedziałek, 3 września 2018 · dodano: 09.09.2018 | Komentarze 4

Pierwsze menu w roku przedszkolnym 2018/19



Po schodkach na pięterko, gdzie jest sala Kluski.



Później zwiedziliśmy drugie skrzydło, które jest świeżo po remoncie (w zeszłym roku było z tego powodu zamknięte).




Nowa sala gimnastyczna, powstała przez połączenie dwóch mniejszych salek.




Oraz salka do zajęć sensorycznych w nowej, przeszklonej przybudówce.




A tak wygląda wyremontowana część ochronki z zewnątrz.





Dzieciaki były bardzo zainteresowane nowymi salami i co chwilę zaglądały tam przez okna i próbowały dokonać włamu... szczególnie jedna z koleżanek Kluski, która wręcz wieszała się na klamce i trzeba było interweniować żeby czegoś nie urwała i  wytłumaczyć, że teraz jest zamknięte, ale w swoim czasie zwiedzą salki, bo będą tam mieć zajęcia.



Jako bonus kogutek za ogrodzeniem, którego widać z terenu przedszkolnego placu zabaw.







  • dystans 45.29 km
  • 10.60 km terenu
  • czas 02:40
  • średnio 16.98 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Lepsza kurka w garści, niz gołąbek na dachu

Sobota, 1 września 2018 · dodano: 04.09.2018 | Komentarze 5

- 292 kurki
- 6 czubajek
- 2 prawdziwki
- 1 kozak
- 1 zajączek

Zgodnie z przewidywaniami, kurek było mniej, ale nadal sporo... ale powoli już chyba się kończą, bo coraz mniej kiełkujących maleństw.




Lepsza kurka w garści, niż gołąbek na dachu.






Poza kurkami z innymi grzybami raczej słabo. Gołąbków nie zbierałem, prawdziwki znalazłem dwa - jeden dobry, a drugi miał robaczywą nóżkę.




Trafił się też jeden kozak.



Zajączków niewiele, a z tych ładniejszych które sprawdziłem tylko jeden nierobaczywy.



Dozbierałem też kilka czubajek jako dodatek.



Purchawki sobie odpuściłem, smażone na słodko są bardzo dobre, ale z takimi maleństwami to więcej roboty niż co warte, bo ledwie odrobina jest potem na spróbowanie.




Żółkciak siarkowy kusił, ale się nie skusiłem tym razem... może kiedyś go spróbuje.



Inne grzybki.






Południowa rosa na mchu



Trzeba było uważać, żeby nie zarobić w głowę żołędziem... chociaż w pierwszej połowie sierpnia chyba bardziej leciały z drzew.




Ponieważ lavinka chciała spróbować zrobić kawę z żołędzi, nazbierałem jej trochę. Najpierw trzeba wypłukać z nich gorzkie taniny... z tego co widzimy różne są metody i zalecienia - zalewanie zimną, gorącą wodą, samą albo z dodatkiem popiołu drzewnego, czy sody, także gotowanie. Na początek spróbowaliśmy wersji minimum, czyli moczenia w zimnej wodzie.

Po zalaniu dosyć szybko naciągnęła. Kluska po powąchaniu stwierdziła, że pachnie jak żołędzie z truskawkami.



Ale tu mi lavinka zrobiła dowcip, bo w międzyczasie dwa razy zmieniła wodę, a ja co przychodziłem to stwierdzałem że już nie naciąga, a nawet jaśnieje... myślałem że może drobiny żołędzi osiadły. Ale w końcu się zgadaliśmy co i jak... tak więc nie udało się zrobić zdjęcia najbardziej brązowej wody - poniżej fotka po dwukrotnej zmianie wody i moczeniu całą noc. Moczyliśmy jeszcze dobę, parę razy zmieniając wodę, aż lekko tylko żółkła i teraz suszymy.




A teraz znów coś o grzybach ze Świerszczyka, ale tym razem coś bardziej bardziej znanego, czyli wiersze Brzechwy. Muchomor z pierwszego Świerszczyka (1945). Powiększenia po kliknięciu w obrazki.



Oraz Grzyby z numeru 10 (1945).






  • dystans 5.90 km
  • 0.50 km terenu
  • czas 00:40
  • średnio 8.85 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Gry i zabawy z Kluską

Czwartek, 30 sierpnia 2018 · dodano: 03.09.2018 | Komentarze 2

Kluska od jakiegoś czasu mi marudziła, że chce się pobawić w podchody.  No to obiecałem, że jesienią jak znikną komary z lasu, to się wybierzemy, a ona że przecież można w mieście, bo w takie bawiła się na półkoloniach... no w sumie można używając kredy. W ogóle chyba zabawa wraca do łask jako zabawa szkolno-półkolonijna, bo widzieliśmy w tym roku jedną grupę która się bawiła w Parku Procnera, a teraz w parku też były strzałki po zabawie (poszliśmy więc póki co z Klu ich śladem).

Na dziś się w końcu umówiliśmy z lavinką, żeby pojechać do parku i się pobawić w te podchody. Zostawiłem je pod Resursą, a sam ruszyłem zostawić znaki i wiadomości.




Jedno z zadań - 18 to właśnie platan.





Policzyć kłódki na mostki - było ich 46 (to zadanie najbardziej się Klusce podobało).



Przerwa na jedzenie, czytanie itp. a potem z lavinką ruszyły przodem, a ja szukałem zostawionych znaków. Tak, zabawa była przednia.



A w domu gra planszowa Kucharz (stryjkowi huannowi by się spodobała). Generalnie poruszamy się pionkami po kolorowych polach dookoła planszy, a każdy kolor oznacza inną kategorię produktów spożywczych.
- warzywa
- owoce
-  nabiał
- mięso i ryby
- produkty zbożowe

Jak staniemy np. na polu zielonym, to możemy pobrać zielony żeton z jakimś warzywem, które pasuje do przepisów które kompletujemy.



A to przykłady przepisów, do których staramy się skompletować składniki.

Ogólnie bardzo fajna gra, choć ma parę felerków, na przykład na przepisach brak rysunków składników, więc grając z dzieckiem które jeszcze nie umie czytać, musimy mu odczytywać co może wybrać (a mogłoby samo sobie sprawdzać). Poza tym są nieco inne nazwy na kartach i żetonach (zwłaszcza mięso), na przykład szukamy mięsa wołowego, a tu jest mięso do gulaszu...

Jeśli chodzi o przepisy, to można podmarudzać, że co to jest? Schaboszczak z kaszą? Ale dobra, można i tak, rozumiem że brakowało przepisów żeby użyć kaszy... ale zupa dyniowa z mleka kokosowego i ziemniakami??? Fuj, zupa dyniowa tylko na zwykłym mleku i z zacierkami! A naszym tajnym składnikiem który poprawia smak jest aromat migdałowy.



To była główna gra, na odwrocie planszy jest jeszcze klasyczna planszówka typu wyścig pionków... żadna nowość i rewelacja, ale słusznie że wykorzystali drugą stronę, zawsze jest dodatkowa gra.



  • dystans 6.19 km
  • 0.30 km terenu
  • czas 00:30
  • średnio 12.38 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu do biblioteki i parku

Środa, 29 sierpnia 2018 · dodano: 31.08.2018 | Komentarze 2

Ostatnia wakacyjna wizyta w bibliotece - najpierw w centrali na Mostowej (ten budynek to dawne przedszkole).



Następnie w filii nr 2 na Wittenberga.



A potem do parku poczytać to, co wypożyczyliśmy. Najpierw książeczka z ulubionej serii Kluski... tylko od której zacząć? Trzeba ustalić kolejność przy pomocy wyliczanki.



Gramy też w Dobble... wcześniej już grywaliśmy w dwa inne zestawy, dziś różnokolorowe cyferki i figury.




Kluska postanowiła posprzątać wysepkę.




Tematycznie pasuje wierszyk Władysława Broniewskiego z okładki Świerszczyka nr 30 z 1946 r. (powiększenie po kliknięciu).



Kasztanowce kwitną.




A to pierwszy kasztan... jeszcze nie widzieliśmy żadnego, który spadł, ten zerwaliśmy prosto z drzewa przy bibliotece.



No to z tego samego numeru Świerszczyka wierszyk - matematyczne zadanie Wandy Achremowiczowej.





  • dystans 16.09 km
  • 7.30 km terenu
  • czas 01:07
  • średnio 14.41 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu do lasu na kiełbaskę

Wtorek, 28 sierpnia 2018 · dodano: 30.08.2018 | Komentarze 7

Dziś wypad do lasu na kiełbaskę... za bardzo w las się nie zagłębialiśmy, bo nadal miejscami sporo komarów.

Najpierw priorytety, czyli kiełbaska.



Mniam!



Leśna biblioteczka i lektura ulubionej książeczki z ulubionej serii.




Kapelusz zainspirowany ilustracją z książki "Rok z Linneą" (gdzie jest coś o każdym miesiącu). A do tego bukiet krwawnika.




Jeszcze zabawa ze strzelającymi nasionami niecierpka



Były też gołąbki, znaczy surojadki.



Wtem! Coś na nas spadło! Jakiś dzidziuś motylek, cy cuś.




Piknik pod dębami... a raczej pomiędzy, bo pod samym drzewem można oberwać teraz w głowę.






Były też zajęcia ruchowe - były latające talerze (znaczy frisbee), było kopanie piłki i rozgrzewka (w tej kolejności). A potem pora na coś konkretnego - kawa! Ale nie z żołędzi, normalna, zbożowa z mlekiem.



Na koniec wiersz "O dębie co żołędzie rozdawał (Lucyna Krzemieniecka) ze Świerszczyka nr 35 z 1947 r. Powiększenie po kliknięciu w fotkę.





  • dystans 44.97 km
  • czas 02:41
  • średnio 16.76 km/h
  • rekord 34.80 km/h
  • rower Wrześniowy Rower
  • Jazda na rowerze

Wysyp kurek z tendencją spadkową

Poniedziałek, 27 sierpnia 2018 · dodano: 29.08.2018 | Komentarze 2

- 428 kurek
- 5 czubajek
- 2 kozaczki
- 1 zajączek

Zgodnie z przewidywaniami, kurek było mniej niż poprzednio... ale nadal sporo. Za tydzień pewnie będzie jeszcze mniej, bo malusich kureczek też trochę mniej niż poprzednio. Ale nadal powinny być.





Trafiłem też dwa malutkie kozaczki.



Było też trochę zajączków, ale jak to zajączki kompletnie robaczywe... no, z wyjątkiem jednego (wszystkich nie sprawdzałem, tych większych to nawet nie było sensu).




Zebrałem też pięć czubajek... było nieco więcej, ale wybierałem tylko łebki, bo lepiej znoszą transport.



Jedyny znaleziony prawdziwek, tyle że kompletnie robaczywy.



Jeden z gołąbków, czyli surojadek.



Żółciak siarkowy już większy niż tydzień temu i nie wiem czy jeszcze się nadaje do zbioru.



Jeszcze inne grzybki.




Mech




A teraz coś ze Świerszczyka (nr 28 z 1946r.), a konkretnie "Wyprawa na grzybki" (W. Achremowiczowa). Wiersz jak wiersz, ale do tego dwustronna ilustracja ze środka pisemka. Dodam, że wszystkie grzybki z wyjątkiem rydza spotkałem, nie było też co prawda muchomora czerwonego, ale trafiłem co najmniej dwa inne gatunki muchomorów, zaś lisiczka, to inna zwyczajowa nazwa pieprznika jadalnego). Powiększenie po kliknięciu w fotkę.





  • dystans 4.10 km
  • czas 00:17
  • średnio 14.47 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu na dworzec

Piątek, 24 sierpnia 2018 · dodano: 26.08.2018 | Komentarze 0

Po drodze Kluska robiła za pilota i mówiła co oznaczają znaki drogowe przed nami... mimo że tłumaczyłem jej trzy dni temu, to wszystko pamiętała.




Tak na marginesie, przeglądałem nieraz w bibliotekach cyfrowych stare pisemka dla dzieci, ale większość była jakaś taka... teraz trafiłem na Mały Płomyczek i muszę przyznać że jest całkiem sensowny. Jako że te pisma były powiązane ze szkołą jako pomoc dydaktyczna, wydawany był w roku szkolnym, znaczy pierwszy numer we wrześniu, a ostatni w czerwcu. Najpierw jako dodatek do Płomyczka (1934/35), a w kolejnych latach już jako samodzielne pismo. Co ciekawe, w latach 1935/36 i 1936/37 były wydawane dwa Małe Płomyczki równolegle - jeden dla dzieci szkół miejskich, a drugi dla dzieci szkół wiejskich, potem jednak je połączono i w latach 1937/38 i 1938/39 wychodziło już wspólne pisemko. Trzy roczniki (brak kilku numerów) są dostępne w Jagiellońskiej Bibliotece Cyfrowej.

Po wojnie od 1945 roku wydawano Iskierki, które to pismo było kontynuacją Małego Płomyczka. W 1951 zostało połączone ze Świerszczykiem (również wydawanym od 1945) i przez kilka lat istniało jako Świerszczyk-Iskierki, a potem od 1956 było wydawane jako Świerszczyk. Cztery numery Iskierek są dostępne w Chełmskiej Bibliotece Cyfrowej, s Świerszczyk z lat 1945-48 w Bibliotece Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego (trzeba przewinąć listę w dół).



Z ciekawostek, znalazłem wiersz który wygląda na wersję beta "Tańcowała igła z nitką". Wiersze i opowiadania nie są w pierwszych latach podpisywane, ale wygląda na Brzechwę (Mały Płomyczek, 27.10.1936)




A poniżej wersja, którą znamy - skany ze zbioru"Tańcowała igła z nitką" wydanego nieco później, bo w 1938 roku. Wygląda na to, że autor wybrał najbardziej udane wersy, nieco zredagował, dopisał co trzeba i w takiej skróconej wersji wiersz trafił do zbioru.




  • dystans 4.50 km
  • 0.20 km terenu
  • czas 00:32
  • średnio 8.44 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu do parku

Czwartek, 23 sierpnia 2018 · dodano: 25.08.2018 | Komentarze 9

Uff jak gorącu, puff jak gorąco... w tych okolicznościach przyrody kierunek był oczywisty - do parku.

Wcześniej na parę chwil zatrzymaliśmy się na placu zabaw przy Dwójce, dopóki był cień, bo potem słońce zaczyna wyglądać zza szkoły i trzeba uciekać jak z piekarnika.

Tutaj mieliśmy taką zabawę - zbieraliśmy małe piórka i zrzucaliśmy z domku na wiatr patrząc jak lecą. Zbieraliśmy do pudełka, żeby więcej wypuścić naraz.



Dziś nie byliśmy co prawda w bibliotece, ale byliśmy obok dawnej biblioteki, która była pierwszą moją biblioteką. Pokazałem więc Klusce i opowiedziałem historię z życia wziętą. Otóż jak chodziłem do szkoły, w pierwszej klasie pani przyniosła na lekcję stos książek z biblioteki dla nas do wyboru... jakąś tam wziąłem (tytułu nie pamiętam), nawet mi się podobała, ale... zgubiłem ją.

Nie mam pojęcia jak, bo z domu jej chyba nie wynosiłem, po prostu zniknęła, diabeł ogonem nakrył i już. No i bałem się przyznać, ostatecznie nic strasznego się nie stało, mam odkupiła jakąś inną książkę, ale złe wspomnienia pozostały i od tej pory omijałem bibliotekę szkolną szerokim łukiem, zwłaszcza że wśród uczniów krążyły opowieści jak to pani bibliotekarka odpytuje z treści, żeby sprawdzić czy się książki czytało... nie wiem, czy to prawda, bo parę lat później, jak w końcu tam trafiłem, to nic takiego nie miało miejsca (nie pamiętam czy to ja coś w końcu wypożyczyłem, czy byłem tam z kolegą który oddawał książkę).

Za to dokładnie naprzeciwko mojej szkoły była filia nr 1 biblioteki miejskiej, do której zapisała mnie mam i byłem tam stałym bywalcem czytając po kolei pozycje z półek z książkami dla młodzieży i fantastyką... no i oczywiście z domowej biblioteczki. Lektury w większości miałem w domu, a jak nie, to brałem z biblioteki miejskiej. Później pod koniec podstawówki biblioteka została przeniesiona do budynku jakiegoś przedszkola czy coś, obok parku (pokazałem Klusce jak przejeżdżaliśmy obok). Tam była po sąsiedzku z biblioteką dziecięcą, ale potem przeniesiono ją (i dziecięca chyba też) na Mostową, tam też przeniesiono centralę i połączono (dlatego teraz nie ma filii nr 1, ale dziecięca jest nadal na pięterku).

Na Mostową miałem daleko (zarówno z podstawówki, jak i z liceum, bo nie pamiętam dokładnie kiedy to nastąpiło), więc zapisałem się do filii nr 6 przy 1 Maja, czyli dawnej biblioteki fabrycznej (w liceum też nie chodziłem do biblioteki szkolnej, może raptem ze dwie książki stamtąd wypożyczyłem i to w 4 klasie... w starym budynku ogólniaka nawet nie wiem gdzie była biblioteka).... filia nr 6 jest obok przedszkola Kluski, niestety od ponad pół roku jest w remoncie, jakoś za parę miesięcy mają ją otworzyć ponownie i jesteśmy z Kluską umówieni że zaraz się tam wybierzemy, bo mamy całą kolejkę książeczek z ulubionych serii do wypożyczenia, bo są tylko tam.



Aha, filia nr 1 powstała przez zakupienie przez miasto czytelni "Zdrój", którą zakładał Paweł Hulka-Laskowski z córką Elżbietą i to właśnie jego córka ją prowadziła. Biblioteka była na parterze, a na pięterku jest obecnie "Gabinet Pawła Hulki-Laskowskiego", czyli oddział muzeum (ale czynny dwa dni w tygodniu i to po telefonicznym umówieniu się na zwiedzanie).



A to już w parku - podobna fontanna (znaczy kopczyk z kamieni) stała kiedyś na placu w miejscu obecnej .Jak że jest na słońcu, to nie zatrzymujemy się i uciekamy do cienia.



Mimo że w bibliotece dziś nie byliśmy, to oczywiście mieliśmy ze sobą książki i w parku mogliśmy poczytać. Oto jedna z ulubionych książeczek, która Klusce rzuciła się w oczy tydzień temu, a w tym tygodniu wypożyczyliśmy kolejny tomik. Książeczka nieduża, kieszonkowa, co prawda ma aż 96 stron, ale tekstu niedużo, dużo obrazków, do tego bardzo śmieszna, więc spokojnie jesteśmy w stanie przeczytać ją "na raz"... chyba już ze 4 razy ją przeczytaliśmy.



Akurat jest w środku nawet na temat, znaczy Kostek i Pan Piętka (skarpetka nie do pary, najlepszy przyjaciel Kostka) w bibliotece:





  • dystans 6.15 km
  • czas 00:33
  • średnio 11.18 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu ponownie do biblioteki i parku

Środa, 22 sierpnia 2018 · dodano: 24.08.2018 | Komentarze 0

Kluska od rana bawiła się w bibliotekę - ułożyła książki tak jak na półkach dla dzieci i młodzieży (wybrane pozycje ustawione i rozłożone, by rzucały się w oczy), a mniejsze książki w pudle (tak jak książeczki dla maluchów w bibliotece dziecięcej).



Potem do biblioteki, wczoraj byliśmy tylko jednej (w centrali), a dziś pojechaliśmy do drugiej (filii nr 2). Jako że niestety dziś od rana było słonecznie, nie kombinowaliśmy więc i zadekowaliśmy się od razu w parku.



Wczoraj wypożyczyliśmy z biblioteki grę "Misia i jej mali pacjenci", jak się okazało, gra nawiązuje do serii książeczek o tym samym tytule, które też zresztą były w bibliotece. Ale że są to nowości, to większość wypożyczona, na szczęście z czterech książeczek jedna akurat była i mogliśmy my ją wypożyczyć i od razu w parku zaczęliśmy czytać.

Jest to książka o dziewczynce, która umie rozmawiać ze zwierzętami i w domku na drzewie zakłada Lipową Klinikę, gdzie pomaga chorym zwierzętom.  W tej książeczce, którą wypożyczyliśmy były trzy opowiadania, dobrze że nie jedno długie, bo takie żywe dziecko jak Kluska przy prozie zbyt długo nie może wytrzymać (chyba że jest kawałek taki bardziej do śmiechu).



W książce są śliczne rysunki, które znajdziemy też na pudełku gry i kartach... bo jest to gra karciana. W instrukcji są propozycje dwóch gier, przetestowaliśmy je obydwie i różne modyfikacje, oraz własne zabawy z kartami (fotki z trzech kolejnych dni).

Pierwsza to gra z elementami memo - rozkładamy karty karty w rzędach (np. 4x4), wybieramy po jednym kartoniku z domkiem na drzewie i gramy odsłaniając na przemian po jednej karcie. Możemy ją wziąć i dołożyć do swoich jeśli jest takie same zwierzątko jak na poprzedniej zabranej karcie, lub taka sama liczba zwierzątek (pierwszą kartę możemy wziąć dowolną). Są też karty specjalne - plasterek i stetoskop, dzięki którym możemy przy domku położyć kartę która nie pasuje do poprzedniej. No i na koniec liczymy ile zwierzątek udało nam się wyleczyć.




Druga gra bardziej się Klu spodobała. Rozdajemy po osiem kart, na środek wykładamy jedną i... kto pierwszy ten lepszy, dokładamy jak najszybciej karty pasujące liczbą lub zwierzątkiem, by się pozbyć kart.




Kluska oczywiście zaczęła wymyślać swoje własne gry - ponieważ są cztery domki: z wiewiórką, zajączkiem, ptaszkiem i kotkiem, a na kartach jest pięć zwierzątek, bo oprócz wymienionych jeszcze jeż, Klu najpierw odrzuciła na kupkę jeże.



A potem... no tak, segregowanie. Kluska lubki układac karty po kolei, albo według typu. Tak więc na każdym domku układała właśnie takie zwierzątka.



Następnie każdy wybiera sobie domek z jakimś zwierzątkiem (i kartami na nim). Potem odsłaniamy kolejno karty z kupki z jeżami i jeśli mamy kartę z danym numerkiem, to zdejmujemy ją z domku i tak aż zdejmiemy wszystkie karty.

Poniżej Kluska  prezentuje grę dla wszystkich domków naraz.



Ostatnio jak Klu spotyka jakieś znajome dziecko, zwykle pada pytanie "Cy ma pan jakąś grę"... zwykle mam. Tutaj Kluska gra z kolegą w Misię w wersję kto pierwszy ten lepszy. Kolega nie jest dobry w gry, gdzie liczy się szybkość i woli mieć czas do namysłu... toteż po pierwszej próbie zagraliśmy w wersję turową.



Ufff, jakoś przetrwaliśmy kolejny dzień upałów.


  • dystans 5.82 km
  • czas 00:38
  • średnio 9.19 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze
współrowerzyści ma wycieczce:

Z Klu do biblioteki i włóczenie się po parkach

Wtorek, 21 sierpnia 2018 · dodano: 22.08.2018 | Komentarze 2

Dziś z Klu do biblioteki, po drodze przejeżdżaliśmy świeżo wyasfaltowaną drogą, która w zasadzie nie jest jeszcze ukończona (dzięki czemu ruch praktycznie zerowy), za to dziś był taki widoczek ze znakami. Musiałem wytłumaczyć co który oznacza i potem po drodze musiałem opowiadać co napotkane znaki oznaczają (chyba, że już go wcześniej widzieliśmy, to Klu w większości sama potrafiła powiedzieć co to za znak).



Uff, ale dziś mamy stosik do oddania.



Zbliżenia na fotki na klatce schodowej w bibliotece.




Wypożyczyliśmy min. książeczkę z ulubionejj ostatnio serii Kluski, tym razem porównanie życia dawniej i dziś. W sali szkolnej jest np. portret Wilusia (w paradnym hełmie kirasjerów), myślałem początkowo że chodzi o zabór pruski, ale potem zorientowałem się, że ta seria książek jest tłumaczona z niemieckiego. Ta książeczeka podoba się Klusce chyba nawet jeszcze bardziej niż inne z tej seri.




Rowerowe klimaty pod biblioteką.



Z rana było sporo chmur, więc i przyjemny chłodek, toteż skoczyliśmy na Jordanek, ale potem zaczęło się robić słonecznie, więc uciekliśmy przed skwarem.



Najpierw przenieśliśmy się do parku Seniora, który powstał w zeszłym roku w miejscu sosnowego zagajnika.



Stoi tu min. mikrotężnia które są ostatnio modne. Tutaj nie sprawdzaliśmy, ale podejrzewamy że nie leci tam żadna solanka, tylko zwykła kranówa, kiedyś w którejś mikrotężni spróbowaliśmy wody i wcale nie była słona. Krótko mówiąc taki nieco większy nawilżacz powietrza i tyle... tylko nie wiem, czy stojąca kawałek dalej kurtyna wodna jest chyba skuteczniejsza w tym temacie (tylko mniej reprezentacyjna).



Obowiązkowa ostatnio siłownia plenerowa, prawdę mówiąc niektóre urządzenia są nieco dziwne - ten podwójny kręciołek jest śmieszny, ale nadaje się dla Kluski, bo ja zahaczam kolanami o ten górny. Parę urządzeń było takich, że nie bardzo wiadomo do czego mają służyć... może stali bywalcy odkryli i trzeba by podpatrzyć co z tym robią.



Stoliki z szachownicami (tutaj są trzy) są zwykle o tyle niepraktycznie, że nie ma czym grać. Trzeba przynieść własne figury, bierki, efekt jest taki że nie wiem czy choć raz widziałem żeby ktoś na takich grał. A tutaj o dziwo przy jednym grali i to nie jakieś dziadki, tylko jakaś młodzież.



Co się okazało? Bierki zostały zorganizowane przez bywających tu mieszkańców - za białe robią kamyki, którymi jest miejscami wysypany skwerek, a czarnymi są szyszki, o które w sosnowym zagajniku nietrudno.




Skorzystaliśmy więc i my, tylko wstyd się przyznać, że nie pamiętałem jak się gra w warcaby. Grałem w nie jakoś we wczesnej podstawówce, a potem już tylko w szachy... w domu też ostatnio nie było okazji po nie sięgnąc, niy szachownica od szachów jest, ale figury mamy tylko szachowe. Teoretycznie można zagrać kamykami od go, ale jakoś tak...

No i efekt był mniej więcej taki:




Powyższy cytat to "Fachowcy", czyli niezapomniani Friedmann i Kofta (cały kawałek Fachowców o szachach). Też nie pamiętałem czy czarne na białych, czy odwrotnie białe na czarnych... coś mi tam świtało że coś tam jest z kolorami, więc ułożyłem czarne na czarncyh, a białe na białych, przy takim ułożeniu niemożliwe było bym wydedukał prawidłowe zasady.

Miałem problem jak się bierki ruszają, początkowo zastanawiałem się, że może tak jak piony w szachach, ale w końcu wykombinowałem że ruch jest też o jedno pole, ale do przodu, do tyłu, na boki, na skos, a damka dowolnie. Bicie pamiętałem w miarę dobrze, że na skos, że z przeskakiwanie (a nie jak w szachac), tylko nie pamiętałem że można zmieniać kierunek w trakcie bicia. Ostatecznie z takimi dracznymi zasadami sobie zagraliśmy na początek.



Hmmm, jaki by tu teraz ruch wykonać...



Łyknę kawy, to może mnie olśni.



Nie olśniło... to może zagrajmy w kości, takie do opowiadania historyjek (Klu wypatrzyła w bibiliotece zestaw którego nie mieliśmy, mają tam trzy z różnymi rysunkami na kościach, ale dwa pozostałe już kiedyś wypożyczaliśmy).



Eee, to może ręcznie podobieram rysunki, żeby mi pasowało.



Pan Marian wstał rano, WTEM!...




Te stoliki mają ten felerek, że niestety nie są zbyt dobrze zacienione, zwłaszcza z rana i  w godzinach okołopołudniowych są w pełnym słońcu. My byliśmy po 14-ej to było ok, ale następnego dnia jak przejeżdżaliśmy obok przed 12-tą, to nawet nie było co się zatrzymywać, bo można było się upiec. Z tego co widzę w EkoParku też będą stoliki z szachownicami, ale na terenie otwartym bez cienia, tak więc latem w słoneczny dzień odpadają.

Na koniec jeszcze wpadliśmy do parku, tam z ciekawostek, niektóre kasztanowce zaatakowane przez szrotówka wypuszczają nowe liście, a nawet kwiatostany.