teczka bikera meteor2017
meteor2017 bs-profil
Poczet rowerów
Jakieś tam wykresy
Kalendarium
- 2026, Maj10 - 9
- 2026, Kwiecień18 - 18
- 2026, Marzec25 - 25
- 2026, Luty6 - 10
- 2026, Styczeń4 - 10
- 2025, Grudzień20 - 8
- 2025, Listopad20 - 15
- 2025, Październik21 - 9
- 2025, Wrzesień25 - 28
- 2025, Sierpień28 - 18
- 2025, Lipiec30 - 64
- 2025, Czerwiec24 - 38
- 2025, Maj28 - 40
- 2025, Kwiecień12 - 25
- 2025, Marzec18 - 46
- 2025, Luty12 - 32
- 2025, Styczeń15 - 50
- 2024, Grudzień21 - 69
- 2024, Listopad13 - 25
- 2024, Październik22 - 58
- 2024, Wrzesień16 - 36
- 2024, Sierpień9 - 19
- 2024, Lipiec12 - 32
- 2024, Czerwiec18 - 74
- 2024, Maj12 - 44
- 2024, Kwiecień15 - 56
- 2024, Marzec15 - 43
- 2024, Luty8 - 35
- 2024, Styczeń5 - 14
- 2023, Grudzień9 - 41
- 2023, Listopad10 - 43
- 2023, Październik22 - 106
- 2023, Wrzesień21 - 102
- 2023, Sierpień18 - 81
- 2023, Lipiec14 - 47
- 2023, Czerwiec19 - 74
- 2023, Maj28 - 100
- 2023, Kwiecień23 - 127
- 2023, Marzec16 - 87
- 2023, Luty19 - 99
- 2023, Styczeń17 - 91
- 2022, Grudzień18 - 113
- 2022, Listopad26 - 112
- 2022, Październik31 - 91
- 2022, Wrzesień30 - 114
- 2022, Sierpień22 - 95
- 2022, Lipiec26 - 104
- 2022, Czerwiec30 - 68
- 2022, Maj34 - 136
- 2022, Kwiecień23 - 78
- 2022, Marzec25 - 91
- 2022, Luty20 - 88
- 2022, Styczeń25 - 123
- 2021, Grudzień15 - 110
- 2021, Listopad21 - 64
- 2021, Październik22 - 105
- 2021, Wrzesień18 - 86
- 2021, Sierpień18 - 110
- 2021, Lipiec13 - 62
- 2021, Czerwiec16 - 78
- 2021, Maj23 - 95
- 2021, Kwiecień22 - 124
- 2021, Marzec19 - 95
- 2021, Luty10 - 38
- 2021, Styczeń14 - 63
- 2020, Grudzień15 - 27
- 2020, Listopad15 - 17
- 2020, Październik23 - 19
- 2020, Wrzesień21 - 77
- 2020, Sierpień16 - 82
- 2020, Lipiec18 - 77
- 2020, Czerwiec21 - 84
- 2020, Maj25 - 102
- 2020, Kwiecień28 - 220
- 2020, Marzec27 - 77
- 2020, Luty18 - 40
- 2020, Styczeń9 - 11
- 2019, Grudzień13 - 15
- 2019, Listopad13 - 12
- 2019, Październik22 - 47
- 2019, Wrzesień21 - 46
- 2019, Sierpień21 - 19
- 2019, Lipiec26 - 31
- 2019, Czerwiec27 - 17
- 2019, Maj35 - 48
- 2019, Kwiecień34 - 40
- 2019, Marzec34 - 49
- 2019, Luty29 - 44
- 2019, Styczeń36 - 162
- 2018, Grudzień16 - 22
- 2018, Listopad23 - 5
- 2018, Październik25 - 20
- 2018, Wrzesień21 - 24
- 2018, Sierpień25 - 57
- 2018, Lipiec26 - 59
- 2018, Czerwiec16 - 44
- 2018, Maj20 - 32
- 2018, Kwiecień23 - 66
- 2018, Marzec23 - 66
- 2018, Luty20 - 87
- 2018, Styczeń15 - 74
- 2017, Grudzień19 - 111
- 2017, Listopad12 - 46
- 2017, Październik24 - 49
- 2017, Wrzesień22 - 82
- 2017, Sierpień22 - 64
- 2017, Lipiec19 - 45
- 2017, Czerwiec21 - 60
- 2017, Maj24 - 171
- 2017, Kwiecień20 - 165
- 2017, Marzec17 - 73
- 2017, Luty11 - 46
- 2017, Styczeń17 - 84
- 2016, Grudzień14 - 48
- 2016, Listopad26 - 129
- 2016, Październik20 - 117
- 2016, Wrzesień26 - 103
- 2016, Sierpień37 - 179
- 2016, Lipiec32 - 278
- 2016, Czerwiec30 - 102
- 2016, Maj36 - 127
- 2016, Kwiecień36 - 139
- 2016, Marzec41 - 173
- 2016, Luty31 - 116
- 2016, Styczeń28 - 180
- 2015, Grudzień16 - 118
- 2015, Listopad21 - 82
- 2015, Październik32 - 98
- 2015, Wrzesień21 - 109
- 2015, Sierpień7 - 29
- 2015, Lipiec27 - 86
- 2015, Czerwiec32 - 71
- 2015, Maj25 - 168
- 2015, Kwiecień17 - 113
- 2015, Marzec16 - 88
- 2015, Luty9 - 90
- 2015, Styczeń4 - 22
- 2014, Grudzień19 - 192
- 2014, Listopad18 - 87
- 2014, Październik12 - 96
- 2014, Wrzesień20 - 85
- 2014, Sierpień13 - 26
- 2014, Lipiec12 - 78
- 2014, Czerwiec17 - 89
- 2014, Maj27 - 122
- 2014, Kwiecień17 - 122
- 2014, Marzec9 - 85
- 2014, Luty7 - 69
- 2014, Styczeń5 - 53
- 2013, Grudzień17 - 187
- 2013, Listopad15 - 117
- 2013, Październik20 - 137
- 2013, Wrzesień18 - 162
- 2013, Sierpień16 - 74
- 2013, Lipiec4 - 20
- 2013, Czerwiec12 - 98
- 2013, Maj15 - 55
- 2013, Kwiecień8 - 76
- 2013, Marzec8 - 100
- 2013, Luty5 - 56
- 2013, Styczeń7 - 147
- 2012, Grudzień5 - 38
- 2012, Listopad5 - 127
- 2012, Październik4 - 23
- 2012, Wrzesień4 - 27
- 2012, Sierpień10 - 32
- 2012, Lipiec10 - 23
- 2012, Czerwiec6 - 31
- 2012, Maj17 - 116
- 2012, Kwiecień19 - 106
- 2012, Marzec12 - 79
- 2012, Luty4 - 21
- 2012, Styczeń3 - 37
- 2011, Grudzień3 - 31
- 2011, Listopad13 - 135
- 2011, Październik15 - 121
- 2011, Wrzesień15 - 26
- 2011, Sierpień6 - 9
- 2011, Lipiec14 - 2
- 2011, Czerwiec13 - 83
- 2011, Maj12 - 78
- 2011, Kwiecień9 - 35
- 2011, Marzec2 - 3
- 2010, Listopad1 - 1
- 2010, Październik13 - 14
- 2010, Wrzesień4 - 9
- 2010, Sierpień3 - 3
- 2010, Lipiec6 - 4
- 2010, Czerwiec7 - 3
- 2010, Maj8 - 5
- 2010, Kwiecień9 - 10
- 2010, Marzec1 - 0
- 2009, Grudzień7 - 13
- 2009, Listopad8 - 16
- 2009, Październik11 - 5
- 2009, Wrzesień19 - 21
- 2009, Sierpień18 - 14
- 2009, Lipiec25 - 11
- 2009, Czerwiec7 - 16
- 2009, Maj5 - 12
- 2009, Kwiecień10 - 22
- 2009, Marzec10 - 10
- 2009, Luty5 - 0
- 2009, Styczeń5 - 12
- dystans 72.77 km
- 15.00 km terenu
- czas 04:25
- średnio 16.48 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Longinada 3: Jedziemy Telemarkiem
Niedziela, 18 sierpnia 2013 · dodano: 08.09.2013 | Komentarze 3
Ulefoss - Lunde -Flabygd - Kilen - Sandnes - Seljord (MAPY: bikemap, GPSies, anksowe endo)Cały dzień jedziemy Telemarkiem (kommune: Nome, Kviteseid, Seljord)

Skrzynki:
- Vrangfoss sluse - Telemarkskanalen
- Hogga sluse - Telemarkskanalen
- Open Norway (OC - założona przez lavinkę)
- Sjøormtårnet i Seljord
- Stien til Sjøormtårnet
- Ormen i Seljordsvannet
- Vegskiltskulpturkyr
- Svanebrua i Seljord
Dzień zaczął się tak sobie, znaczy deszczem... szczęśliwie nie padało jeszcze podczas śniadania, ale nie pamiętam czy udało nam się zwinąć namiot przed deszczem, końcówka pakowania i wyjazd były już w deszczu.
Na początek trasa wiedzie wzdłuż Kanału Telemarku, pierwszy krótki postój na zdjęcia przy śluzie Ulefoss, gdzie wczoraj po nocy szukaliśmy skrzynki. Kanał Telemark (krótki opis, mapka), to właściwie dwa kanały, które łączą ze sobą długie jeziora, tworząc szlak wodny z Dalen do Skien, które leży już prawie nad morzem. My jedziemy wzdłuż tzw. Bandakkanał, który jest nowszy (wybudowany w latach 1887-1892), ale i bardziej imponujący (składa się na niego 14 śluz, które umożliwiają pokonanie 57m różnicy wysokości). Sluza Ulefoss składa się z 3 śluz, a różnica poziomów to 11m.
Na szczęście nie pada cały czas, wkrótce przestaje, a po drodze mijamy...
Dojeżdżamy do śluzy Vrangfoss, największego kompleksu śluz - jest ich tu 5, a różnica wysokości 23m. Obok jest też elektrownia wodna i piękne okoliczności przyrody. Znajdujemy pierwszą skrzynkę dzisiejszego dnia, a właściwie potykamy się o nią, bo wypadła z kryjówki. Tutaj też jemy drugie śniadanie, czyli płatki na mleku.
Odjeżdżamy w deszczu, zostajemy w tyle za grupą i tyle w zasadzie ich widzieliśmy... Przejeżdżamy przez Lunde, tutaj też jest skrzynka, ale po drugiej stronie rzeki, przy śluzie jednak nie ma żadnej kładki, musielibyśmy wrócić do mostów przejechać na tamtą stronę, a potem znów wrócić... odpuszczamy sobie, zwłaszcza że cały czas pada.
Za to przy śluzie Hogga wychodzi słońce, da się też przejść po tamie. W trakcie poszukiwań skrzynki (znalazłem!), nadpływa statek Victoria, nazywana Królową Kanału. Pływa ona po Telemarku od 1882 i jest najstarszym z pływających po nim teraz statków pasażerskich.
To ostatnia śluza na kanale, potem już jedziemy tylko wzdłuż jeziora Flåvatn, które jest na szlaku wodny do Dalen. Po drodze tunel Omnes - też krótki, ale bardzo ładny, taki dziki. Więcej zdjęć we wpisie na blogu - Omnestunnelen .
A po drodze huśtawka pogodowa, a to przyjdzie chmura i zlewa, a to wyjdzie słońce i robi się gorąco... trasa też wiedzie góra-dól.
W końcu robimy sobie rozwałkę nad jeziorem korzystając ze słońca, a lavinka zakłada skrzynkę. Po jeziorze płynie kolejny statek - Henrik Ibsen. Tutaj dogania nas Ania z Robertem, którzy jechali inaczej niż reszta grupy i dalej jedziemy dalej... znów przychodzi chmura.
Z chmury pada trochę, ale bez specjalnego entuzjazmu i w końcu się ostatecznie rozpogadza. Za Kilen kończy się asfalt i zaczynają się konkretne podjazdy, tak dojeżdżamy do kolejnego jeziora, za nim znów zaczyna się podjazd, a my doganiamy grupę, która miała jakąś awarię.
Podjazd okazuje się morderczy - chyba połowa grupy prowadzi rowery, nawet pchać jest ciężko. Ja wjeżdżam najtrudniejszy odcinek i wracam pomóc lavince. A u góry torfowiska, jeziorka, sielanka...
Zaraz po tym, jak się zaczyna zjazd, nawierzchnia zmienia się w asfaltową. I dobrze, bo zjazd dosyć konkretny, to wygodnie się jechało. Dojeżdżamy do jeziora Seljord i wzdłuż niego popylamy do miejscowości o tej samej nazwie. Gdy zlokalizowaliśmy docelowy (chyba) kemping, dzwonimy do Longina co i jak. Mówi że będzie za 2 minuty i faktycznie po chwili zza zakrętu wyłania się bus. Czasowo zgraliśmy się idealnie.
Tutaj też nocowaliśmy w domkach kempingowych, ale większych, piętrowych, z kilkoma pokojami, salonem z kuchnią, oraz łazienką z sauną. Po zainstalowaniu się ruszyliśmy jeszcze na skrzynki. Przejechaliśmy w rejon innego kempingu i tam znaleźliśmy trzy skrzynki.
Główną atrakcją była wieża obserwacyjna, która powstała dwa lata temu. Być może obiła wam się o oczy w jakimś artykule, my w każdym razie kojarzyliśmy ją z widzenia. Do wieży biegnie pomost przez szuwary... trzeba uważać jadąc tam rowerem, zwłaszcza po deszczach, żeby nie rymsnąć do wody.
Wieża służy do obserwowania... potwora z jeziora Seljord, który ma na imię Selma. Na mapce gwiazdkami zaznaczono miejsca, gdzie ponoć go widziano (kliknij fotkę by powiększyć).
Wróciliśmy akurat na obiad w knajpie po sąsiedzku. Specjalnością zakładu była pizza, zamówionych zostało 9 naprawdę dużych, z czego każda inna, wiięc można było popróbować. Pizza nie była krojona w słoneczko, tylko w kwadraty (przynajmniej pośrodku, bo po bokach pozostały skrawki nierozwiązanego zagadnienia kwadratury koła). A obsługiwała nas Polka.
Po pizzy jeszcze dwie skrzynki, tym razem z buta, jedna była zaraz za knajpą (z okazji rzeźb przedstawiających... czerwone krowy), a druga pod mostkiem w drodze na kemping.
Kategoria Norwegia
- dystans 100.68 km
- 9.00 km terenu
- czas 05:56
- średnio 16.97 km/h
- rekord 49.50 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Longinada 2: Pierwsza Setka
Sobota, 17 sierpnia 2013 · dodano: 02.09.2013 | Komentarze 9
kemping - Skollenbord - Notodden - Heddal - Yli - Gvarv - Ulefoss (MAPY: bikemap, GPSies, anksowe endo)Zaczynamy w okręgu Buskerud (Kongsberg kommune), a kończymy w Telemarku (Notodden, Sauherad i Nome kommune).

Skrzynki:
- Kroksjø i Lågen (Earthcache, Buskerud)
- Labro vegmuseum (Buskerud)
- Христианство с налетом язычества (geocaching.ru, Telemark)
- Øvre Verket (Telemark)
- Ulefoss sluse - Telemarkskanalen (Telemark)
Podsuszyliśmy się w domkach, a pogoda się poprawiła i od razu przyjemniej jechać w trasę. Startujemy ostro i zaraz skok w bok na starorzecze rzeki Lågen. Jest tu tzw. Earthcache, czyli wirtualna skrzynka edukacyjnie o tematyce z zakresu geografii. Robimy sobie fotki by je potem wrzucić do logów, szukamy też odpowiedzi na kilka pytań (np. jak szerokie jest starorzecze w miejscu gdzie przechodzi przez niego droga), a potem wracamy na trasę.
Jedziemy w kierunku Kongsberga, ale nie wjeżdżamy do miasta, tylko na opłotkach wbijamy się do muzea Labro (link)... to w zasadzie kompleks kilku muzeów nad rzeką Labro. Nas interesuje Labru Vegmuseum, czyli muzeum drogownictwa - bo tam pod jedną z maszyn jest skrzynka :-) Jesteśmy tu punkt 11:00, muzeum jednak wygląda na zamknięte, no to się wbijamy. Problem polega na tym, że skrzynka ma być pod ogonem maszyny... maszyn jest kilka a możliwych interpretacji też jest kilka. Dla mnie ogon, to długie, ciągnące się coś i pod nim szukam. Dla lavinki to tył maszyny... to ona miała rację, ale skrzynki nie znalazła, bo myślała że to część maszyny, A skrzynka w maskowaniu norweskim, czyli praktycznie na wierzchu - ja się zajrzało, to było widać.
Wyjeżdżając zorientowaliśmy się, że da się wejść na śluzy elektrowni wodnej na wodospadzie Labro (w drewnianym budynku na jej szczycie jest chyba Vassdragsmuseum - Muzeum Zasobów Wodnych). Jak odjeżdżamy, dopiero jakiś facet zaczyna się krzątać po terenie muzeum.
Ale koniec tego dobrego, przed nami największy podjazd tego. Tuż przed przełęczą wjeżdżamy do Telemarku, a na przełęczy jest urządzone miejsce odpoczynku z ławkami, kibelkiem, mapami i węzłem szkaów pieszych.
Uwaga klempa!
A potem zjazd do Notodden... przy wjeżdzie do miasta spotykamy grupę, okazało się że Marta się wypieprzyła na wirażu, ale na szczęście na obtarciach, uszkodzonym kasku i złapanej się skończyło. Jedziemy dalej z anksem i szukamy skrzynki - mikromagnetyka na starym moście. Jak to często bywa z mikrusami... nie znaleźliśmy.
Dojeżdżamy do największej atrakcji dzisiejszego dnia, czyli Heddal stavkyrkje, kościół z 1242 roku, który jest największym norweskim kościołem klepkowym/słupowym/masztowym.
Zastanawia mnie jedno, że gdy się przyjrzeć drewno zewnętrznemu, to wygląda jakby było wypalane... a może słonko je tak przygrillowało?
Szukamy tez skrzynki, opis w zasadzie żaden i skrzynka z gatunku tych do odpuszczenia... ale skoro i tak tu jesteśmy i mamy postój, to spróbowaliśmy, ale nie udało się znaleźć. Za to znaleźliśmy hasło do rosyjskiego virtuala, oraz zupełnie przypadkowo wlepkę munzee (to taka zabawa smartfonowa, trzeba mieć appkę munzee, na miejscu znajdujemy i skanujemy QR-kod który daje nam link do zalogowania punktu, dodatkowo appka weryfikuje czy nasze współrzędne zgadzają się ze współrzędnymi punktu - lavinkamogłaby to zalogować, gdyby przy kościółku było wi-fi).
Na pobliskim parkingu spotkanie z busem i gotowanie obiadu, gdy już się posiliśmy, ruszamy dalej... pod skansenem trafiamy na tablice upamiętniające pisarzy i artystów z Heddal: Ingebjørg Mælandsmo, Anne Bamle, Olav Kaste. Ciekawa jest ta ostatnia tablica - podpowiem, że ta podobizna z lewej jest wklęsła.
No i skansenik (Heddal Bygdetun, zobacz też wpis na blogu), który jest czynny w norweskim sezonie, znaczy do 15 sierpnia.
Odbijamy w bok na mniej ruchliwą drogę... co prawda tutaj była i tak droga rowerową, jednak przyjemnie się jedzie bocznym asfaltem, a nie przy ruchliwej szosie. Za rzeką przejeżdżamy przez... środek lotniska ;-) bowiem droga przecina pas i są szlabany jak przy przejazdach kolejowych - tutaj jest to przejazd samolotowy.
Góra, dół, góra, dół, góra, góra, góra... i widok na Notodden za jeziorem Heddalsvatnet.
Wkrótce wjeżdżamy do biedniejszej komuny (znaczy gminy) i asfalt się kończy. Okazuje się, że żółta droga na mapie nie zawsze oznacza asfaltową nawierzchnię (okaże się to jeszcze nieraz na trasie).
Jeszcze paniczna ucieczka przed krwiożerczym traktorem, Pierwszy Dzień Pieszego Rowerzysty... a ktoś zauważył, że chmury niepokojąco rozbudowują się do góry (następny dzień pokaże, że niepokój był słuszny).
Dojeżdżamy do Gvarv... stąd bus miał zabierać tych, co odpadną, ale problem w tym, że bus dopiero tu nas minął, więc zanim wóci to jeszcze trochę. Namawiałem ją żeby poczekała na busa, bo w tym roku nie ma takiej kondycji i może się zarżnąć jadąc całą trasę, ale jako że wszyscy chcieli jechać dalej, to lavinka nie chciała zostawać tu sama... zwłaszcza że były tu jakieś koncerty w wielkich wig-wanach i trochę pijanej młodzieży kręciło się po okolicy.
Za Gvarv kontakt z pierwszymi tunelami (znaczy wcześniej jakieś z wiaduktu widzieliśmy, ale tutaj kontakt był bliski). Pierwszy miał zakaz wjazdu dla rowerzystów, ominęliśmy go więc starą drogą, natomiast przez drugi, krótszy tunel przejechaliśmy.
W Ulefoss rozbijamy się na miejscu piknikowym nad jeziorem. Równiutko, trawka, oraz kibelki w budowli która w zamyśle miała naśladować kształt śluzy na Kanale Telemarku.
Znów nocujemy blisko skrzynki - jedna jest nawet bardzo blisko, ale to jakiś mikrus ze słabym opisem, najbliższa spisana jest 300 metrów stąd. Jedziemy więc, okazuje się jednak że była jakaś reaktywacja i teraz jest już tylko mikro. Jedziemy też po następną przy śluzie Ulefoss. Obok w Sluse Cafe trwa impreza, jakiś koleś śpiewa włoskie przeboje po norwesku, a my szukamy skrzynki... jest ciemno my jeszcze nie wiemy na które elementy śluzy da się bezpiecznie wejśc, a na które nie. W końcu lavinka odpala GiePSa, który upenia nas, że musimy przejść po śluzie na drugą stronę kanału - a potem jest już łatwo, bo skrzynka w "maskowaniu norweskim". Nim wróciliśmy na nocleg, stuknęło 100km na liczniku.
Fotki:
- Norsk-Longinada 1 - moje (będę stopniowo dogrywał)
- Norwegia - Longinada 2013 - lavinki (całość)
- dystans 78.09 km
- czas 04:18
- średnio 18.16 km/h
- rekord 44.00 km/h
- Jazda na rowerze
Longinada 1: Deszczowe Powitanie
Piątek, 16 sierpnia 2013 · dodano: 31.08.2013 | Komentarze 14
Lotnisko Rygge - Moss ~~~ Horten - Falkensten - Holmestrand - Gullhaug - Sundbyfoss - Hvitingfoss - kemping za Evju (Mapy: bikemap, GPSies, anksowe endo)Dziś jedziemy przez okręgi (fylker): Østfold (do promu), Vestfold (od promu), Buskerud (a gdzieś tam w deszczu przekroczyliśmy granicę).
Zalicz gminę na rowerze w Norwegii ;-) gminy/kommune:
- Rygge, Moss (Østfold)
- Horten, Re, Holmestrand, Hof (Vestfold)
- Kongsberg (Buskerud)
Co do mapek, to biekmap od kiedy go poprawili, działa gorzej niż średnio, np. raz ściąga wysokości i rysuje profil trasy, a raz nie... poza tym jakoś od czapy zlicza przewyższenia, jest to liczba kompletnie z choinki. Dane z mapki anksa też są nieco przekłamane, skoro gieps potrafił zjechać a -40m (a w fiordzie to i do-70m), ale jednak suma podjazdów jest tu chyba bliższa rzeczywistości. Poza tym będę dołączał obrazki z profilami tras, jednakowo przeskalowane dla całego wyjazdu, a nie dla każdego dnia z osobna (będzie więc można łatwo porównać).

Skrzynki:
- Rygge TB Hotel (Østfold)
- The Norwegian Lady, Moss (Virtual, Østfold)
- Hortenspiken (Østfold)
- Holmestrand TB-Hotel (Vestfold)
No dobra, koniec snu!
W nocy przyjechał bus, więc rano trzeba było wypakować rowery i bagaż, zmontować rowery, przepakować się na podróż, zwinąć namioty... w międzyczasie pojawiła się policja. Popytali co i jak, powiedzieliśmy że nocowaliśmy tu jedną noc po przylocie samolotu czekając na rowery, a teraz ruszamy dalej, życzyli miłej podróży i pojechali dalej. Ponoć nocą zainteresowały się nami jakieś służby w zielonych mundurkach (zapewne lotniskowe), ale że nie dało się z nimi z żadnym ludzkim języku dogadać, to zawiadomili policję stąd poranna wizyta. Tak to jest, jak człowiek koczuje pod płotem lotniska ;-)
W międzyczasie skok w krzaki po skrzynkę, skrzynka w maskowaniu norweskim, czyli nijak nie zamaskowana - ot wisi sobie na drzewie.
No dobra, ruszamy! Pojechaliśmy pierwsi, żeby sieknąć skrzynkę w Moss, ale po drodze gdy zastanawialiśmy się czy zjechać w bok, czy nie, dogoniła nas część grupy. Po drodze zapoznajemy się z norweską infrastrukturą rowerową - są to asfaltowe chodnika oznaczone jako ciągi pieszo-rowerowe. pozza miejscowościami przyjemnie się tym jedzie, ale w miejscowościach często lepiej ciąć drogą... zresztą wtedy i tak często chodniki (cały czas asfaltowe!) są już w zasadzie tylko dla pieszych.
A potem w końcu i tak skręciliśmy nie tam gdzie trzeba, a grupa za nami ;-) Wkrótce jednak zorientowałem się, że strzeliłem buraka i zawróciliśmy, jednak do portu z promem dotarliśmy z większością osób, więc żeby na nas nikt nie czekał odpuściliśmy sobie szukanie skrzynki.
Ale nie do końca - po drugiej stronie kanału była rzeźba. Tam są ustawione współrzędne skrzynki wirtualnej, a zadaniem jest zrobić sobie zdjęcie z rzeźbą, toteż zrobiliśmy :-) A rzeźba upamiętnia zatonięcie barki "Dictator" z Moss, co miało miejsce w 1891 roku u wybrzeży USA. Zginęło wtedy siedem osób - żona i syn kapitana, oraz pięciu członków załogi. Bliźniacza rzeźba stoi w Virginia Beach, gdzie statek zatonął.
W międzyczasie zaczął padać deszcz (z przerwami) i ogólnie zrobiło się syfnie. Wsiadamy na pokład promu, którym przepływamy do Horten, szczęśliwie prom nie zatonął.
W Horten spędzamy sporo czasu, a to szukanie kantoru/bankomatu, przy okazji suszenie się na kratce z nawiewem i ratowanie kolczyka który próbował spaść w czeluść. A to wizyta w markecie z bułami, mlekiem itp. zastępującymi drugie śniadanie... bo w deszczu nie było warunków by je zrobić. Ruszyć nam się spod daszków nie chciało, bo co i raz waliły strugi deszczu.
W końcu jedziemy... zaraz za miastem szybka skrzynka, znów w maskowaniu norweskim. Spory pojemnik bezczelnie przyczepiony magnesami za znakiem. A skrzynka z okazji rzeźby na słupie.
Zaraz za skrzynką złapałem gumę, a kawałek dalej kolejną (tym razem dętka aż strzeliła). Zaszło podejrzenie, że w pośpiechu przyszczypałem dętkę podczas wymiany, więc zmienialiśmy tym razem powoli i starannie. Ale tuż przez Holmestrand zaczął mi obcierać tylny hamulec... zatrzymuję się, patrzę, a tu opona mi wyłazi z obręczy, a przez nią dętka. Dobrze, że znów mi nie strzeliła, bo bym zużył wszystkie zapasy. Spuściłem trochę powietrze, szukam i nic... opona się ułożyła i nic nie wyłazi. Dopompowałem i nadal nic. Dojechałem na plażę w Holmestrand jak na bombie, oględziny nic nie wykazały... do końca dnia był spokój, choć w każdym momencie spodziewałem się awarii. Później okazało się, że opona jest w jednym miejscu uszkodzona.
Postój w miejscu piknikowym przy pomoście i plaży - ławeczki, stoliki, kibelek. Takich miejsc jest w Norwegii zatrzęsienie, mają jednak jeden feler - nie ma tam wiatek i jak się schować przed deszczem. Gotujemy sobie obiad - ryż z jakimiś pulpetami. lavinka jest strasznie wybredna, Longinadowe menu jej nie podchodzi, szykuję się więc do ugotowania spaghetti, niestety zaczyna lać gdy grzebię w sakwach, a część rzeczy mam wywalonych... Zamiast gotować, musiałem zabezpieczyć to z powrotem... palnik i tak zamókł. A gdy wysechł, to za bardzo wiało, a nasza zapasowa karimata do osłaniania była gdzieś na dnie w busie (nie chciałem moczyć czyjejś karimaty). Sorry lavinka, ale spaghetti nie będzie (może na kolację), teraz musisz się zadowolić samym ryżem, skoro sos ci nie podchodzi.
Ale na osłodę, skrzynka, która jest ze 100 metrów dalej. TB* Hotel, w którym nie ma żadnego TB*... no nic, wrzuciłem jednego TB* i jednego GK**
Wyjeżdżamy z Holmestrand i od razu rypiemy pod górę. Po drodze jest tunel... zamknięty. To prawdopodobnie tunel kolejowy, na drugim końcu jest nawet dostępny i jest tam skrzynka link, ale na dostanie się tam nie mamy czasu, a i pogoda nienajlepsza do latania po krzakach.
Przed nami jeszcze spory kawałek, jedziemy w deszczu, później jednak coraz częściej przestaje padać ale droga i wszystko jest i tak mokre. Po drodze mijamy to i owo, ale rzadko chce nam się w tej wilgoci wyciągać aparaty. Oto jeden z wyjątków.
Potem Magda łapie gumę (dobrze, że mam w sakwie duuużą pompkę rowerową), robi się ciemno. Na koniec miła niespodzianka - Longin na dziś załatwił nocleg w domkach kempingowych, przemoczeni instalujemy się w środku. W tych warunkach możemy wszystko podsuszyć (na przykład mapę, która strasznie mi zamokła i się złachała w mapniku). Domki czteroosobowe, wyposażone w kuchnię elektryczną z garnkami, więc gotuję lavince zaległe spaghetti obiadowe, do tego kisielki, budyńki, herbaty...
*TB - Travel Bug
**GK - GeoKret
Aha, zaczynam stopniowo ładować zdjęcia na Picasę:
- Norsk-Longinada 1,
Poza tym inne albumy z trasy:
- Album lavinki
- Album Jarka
- Album Bartka
- Album Michała
Kategoria Norwegia
Longinada 0: No to lecimy
Czwartek, 15 sierpnia 2013 · dodano: 30.08.2013 | Komentarze 3
7km Longinadę czas zacząć. Rowery i nadmiarowe bagaże dzień wcześniej zapakowaliśmy do busa, a dziś ruszamy tylko z bagażem podręcznym. Wyruszamy sporo wcześniej, bo z powodu remontów na trasie są spore opóźnienia... jak nic nie pieprznęło to przy 15min obsuwu uznaje się pociąg był punktualnie. Jednak niemal codziennie coś nawala i są dużo wieksze opóźńienia, a część pociągów bywa odwołana lub skrócona. Dziś na szczęście było w normie, chyba tylko 10 min opóźniony.Nawet SKMKę na lotnisko złapaliśmy (pociąg KM nam uciekł). Tu mała uwaga, pociągi na lotnisko Okęcie, są na Zachodniej są kilka-kilkanaście minut po przyjeździe pociągów z kierunku Skierniewice/Żyrardów, oba lub nawet trzy naraz, a potem dopiero za godzinę... pociągi na/przez stację Służewiec też nie wcześniej. Stąd mieliśmy szczęście, bo przy spóźnieniu 15min byśmy musieli kiblować godzinę.
A skoro już byliśmy godzinę do przodu, stwierdziliśmy, że siekniemy jakieś skrzynki po drodze, toteż wysiedliśmy na tym Służewcu i... trafiliśmy na sam środek placu budowy, byliśmy min. świadkami jak koparko-ładowarka uczy małego ubijaczka chodzić.
Dalej po drodze trafiliśmy na absurdalne barierki przy rzadko używanej bocznicy... tak zaprojektowane, że wszyscy je omijają bokiem.
Na koniec jeszcze zaszliśmy na stację kolejową Lotnisko Chopina, ale fotki będą u lavinki.
Potem spotkanie z grupą, przelot Ryanairem na lotnisko Oslo-Rygge, a na koniec spacer wzdłuż ogrodzenia lotniska z zabytkowy zakazem fotografowania (obowiązującym od 1914 roku) na parking, przy którym na trawce rozbiliśmy grupowe namioty i poszliśmy spać .
Ach, byłbym zapomniał, po drodze jeszcze padła pierwsza skrzynka w Norwegii :-) Rygge Flyplass - mikrus, bo mikrus, ale zawsze pierwsze koty za płoty.
Kategoria Norwegia
- dystans 53.89 km
- 1.00 km terenu
- czas 02:43
- średnio 19.84 km/h
- rekord 32.80 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Upalna noc
Środa, 7 sierpnia 2013 · dodano: 08.08.2013 | Komentarze 2
Żeby nie było, że w Warszawie nie ma kawiarni rowerowej ;-)Wieczorno-nocna trasa Warszawa-Żyrardów. Po drodze trzy skrzynki. Cały czas ciepło, więc jechałem mimo nocy w koszulce bez rękawów. Za miastem przyjemny chłodek, w miastach ciepło ale znośnie (po deszczu, bo w Brwinowie czy Milanówku nawet kałuże stały i błoto było), ale w Żyrardowie nie padało i było wręcz gorąco.
Ostatnio rzadko bywamy w Warszawie, więc zaskoczyła nas droga rowerowa od Placu Politechniki do Koszykowej wzdłuż jednokierunkowej Noakowskiego... niestety dalej prosto Emilii Plater nie da się jechać, bo jest ona również jednokierunkowa, a droga się kończy.
Na skrzyżowaniu Grójecka/Banach/Bitwy Warszawskiej mistrzostwo świata normalnie - samochody próbowały się wbić w zakorkowaną Bitwy Warszawskiej, efekt był taki że blokowali Grójecką (jezdnia w jedną stronę i tramwaje w obie) przez cały cykl świateł, potem wbijali się między pieszych (gdy główny tłum przeszedł), potem kilka samochodów z Grójeckiej wyjeżdżało już na czerwonym i blokowało potem Bitwy Warszawskiej... reszt co została blokowała przejście dla pieszych... tak w mniejszym lub większym stopni w czasie kolejnych cykli świateł i na kolejnych skrzyżowaniach.
Staliśmy z lavinka i patrzyliśmy zafascynowani.
Poza tym sprawdziłem moją stałą trasę i okazuje się że da się już wyjechać z Włoch przez Nowolazurową normalnie, a nie przez plac budowy. DDR jest teoretycznie jeszcze nieczynna:
A z Ursusa znów wyjechać Piastowską (gotowy przejazd pod Południową Obwodnicą Warszawy), a nie jechać betonkowo-tylinkową Boychta.
Za to są prace drogowe między Parzniewiem a Brwinowem (na Pruszkowskiej, robią min. rondko na skraju Brwinowa), oraz na ulicy 30maja wzdłuż torów z Milanówka do Grodziska. Trochę uciążliwości, ale da się przejechać, choć czasem chodnikiem w miejscach większego zrycia (zwłaszcza gdy poza godzinami pracy), a poza tym ruch samochodowy jest praktycznie zerowy.
I jeszcze wbiłem w zrytą Brzozową w Milanówku (paskudne błoto po deszczu), a było nie wyprzedzać chwilę wcześniej rowerzystki miejskiej, tylko pojechać za nią inną uliczką...
Kategoria mazowieckie
- dystans 1.00 km
- czas 00:10
- średnio 6.00 km/h
- rower Miejski Rower
- Jazda na rowerze
Jak znaleźć rower Veturilo?
Środa, 7 sierpnia 2013 · dodano: 08.08.2013 | Komentarze 4
W centrum ok. godz. 18? Rowery dla dwóch osób? Zadanie niewykonalne. O tej godzinie stacje są puste. A jeśli stoi rower czy dwa, to zazwyczaj jest popsuty - a to ma karteczkę, że do serwisu, a to złapał gumę, a to spadł łańcuch, a to elektrozamek nie zwalnia...Kolega na tym daleko nie pojedzie, bo rower ma spadnięty łańcuch.
A czasami stacje zupełnie puste.
I tak przemieszczaliśmy się na niewielkie odległości pieszo i stwierdziliśmy że skorzystamy z rowerów by było szybciej... nie udało się. Złapaliśmy jeden rower, na przemian nim podjechaliśmy do dwóch kolejnych stacji na trasie (przez chwilę jechałem z lavinką na bagażniku), a drugiego działającego roweru nie dało się znaleźć. Szybciej nie pokonaliśmy odległości, może nawet ciut wolniej, ale mieliśmy za to trochę zabawy przy okazji ;-)
Po 19-ej przejeżdżając Banacha widzieliśmy tam z 8 rowerów, a we Włochach jakieś 6-8 (nie liczyłem dokładnie). No cóż, największą wadą Veturilo w tej chwili jest jego popularność, nie można bowiem na 100% liczyć że uda się wypożyczyć rower tam, gdzie chcemy.
- dystans 5.70 km
- czas 00:30
- średnio 11.40 km/h
- rower Miejski Rower
- Jazda na rowerze
Z lavinką na Veturilo
Poniedziałek, 5 sierpnia 2013 · dodano: 06.08.2013 | Komentarze 6
Trochę keszowania, przed nami policjaI dwa przejazdy Veturilo... tutaj jeszcze idziemy, ale inni już jadą
Wchodząc schodami z Agrykoli na Zamek Ujazdowski, lavinka zgubiła klapkę od obiektywu... spadła ze schodów w najgorszym miejscu, w największe zarośla. lavinka musiała zejść i zamiast schodami weszła skarpą szukając po drodze klapki. Znalazła.
Takie tam w międzyczasie.
Ziuuu!
Z na przejściu przy Banacha tabuny rowerzystów...
Tablica ogłoszeń.
- dystans 58.64 km
- 7.00 km terenu
- czas 03:02
- średnio 19.33 km/h
- rekord 42.30 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Do serwisu
Poniedziałek, 5 sierpnia 2013 · dodano: 06.08.2013 | Komentarze 6
Gorąco... ale troszkę wiatru było, no i sucho, że człowiek szybko wysychał a nie spływał potem. Lepiej było na rowerze niż pieszo.Uwaga Pac-Man, zwolnij
Pole Mokotowskie jak żyrardowski Eko-Park... też zalane (skąd ta woda teraz? ciekawe jak tam jest po dłuższych ulewach?)
Walnęli rzeźbę Unity pod moją skrzynką
Kategoria mazowieckie
- dystans 63.76 km
- 9.00 km terenu
- czas 03:54
- średnio 16.35 km/h
- rekord 32.20 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Saturday Night Fever
Sobota, 3 sierpnia 2013 · dodano: 04.08.2013 | Komentarze 1
Upał... w dzień nie da się jeździć... to znaczy aj może bym ał radę trochę pojeździć, ale lavinka odpada, więc znów wybieramy się na Nocny Rower. Wyjazd po 20:00 bo przed zachodem słońca nadal za gorąco.W Kuklówce lavinka omal nie została rozjechana przez kombajn w czasie postoju przy Chełmońskim
Potem keszowanie z różnym skutkiem i co skrzynka, to impreza... a to jakieś pijackie karaoke (im głośniejsze darcie ryja tym lepiej), piosenki były tak masakrowane, że aż uszy więdły. Wydawało się, że to zaraz obok, ale impreza była dobre 500-600m stąd.
Kolejny to opuszczone zakłady, ale... w którymś z domów obok trwa impreza. Obadaliśmy możliwości wejścia - z rowerami się nie da, trzeba zostawić wcześniej w krzakach. Jednak odpuszczamy wbijanie się na teren, lokalsi mogliby zobaczyć świato latarek, a nie uśmiechało nam się spotkanie z pijaną młodzieżą (być może w wieku średnim).
Za to u mniszek cisza i spokój, być może i imprezują, ale nie słychać ich.
Milanówek, zegar słoneczny (o tej porze nieco rozregulowany, lavinka pokazywała jednocześnie kilka godzin). Byliśmy tu ok. 23:30, ale kontrolnie zajrzelliśmy i okazało się że skwerek jest otwarty mimo że teoretycznie zamykają go o 22:00. Całkiem przyjemne miejsce, nadal było ciepło więc poleżeliśmy na trawie, przekąsiliśmy kanapkami. A zegar ;-)
Na szczęście impreza tutaj odbywała się w innym końcu skwerku. Młodzież w miarę kulturalna, zbyt dużo hałasu nie robili i impreza skończyła się przed północą. lavinka stwierdziła, że to jakaś hipsterska impreza, bo każdy prowadził rower (ostre koło, bmxa, mieszczucha...). Co ciekawe, okazało się że ekipa przyjechała tymi rowerami... z parkingu spod Tesco, widzieliśmy bowiem jak wrócili na parking, zapakowali rowery do samochodu i pojechali dale. taaa... Chcieliąmy korzystać z okazji i kupić w Tesco klipsiaki na skrzynki, ale niestety okazało się że to jakieś biedaTesco, bo ich nie było.
Na koniec jeszcze jedna miejscówka, tutaj naprzeciwko w jakimś hotelu/zajeździe/saliweselnej jakaś impreza się odbywała, wesele cy cuś? Nawet Przez chwilę lavinka myślała że to w tej hali z tyłu, ale nie... to tylko od ścian się odbijało i wydawało się że z drugiej strony się niesie.
A potem dłuuuga prosta do domu i już o 2:00 byliśmy z powrotem.
Kategoria mazowieckie
- dystans 40.21 km
- 5.00 km terenu
- czas 02:14
- średnio 18.00 km/h
- rekord 34.00 km/h
- rower Srebrny Rower
- Jazda na rowerze
Wieczorne myk
Niedziela, 21 lipca 2013 · dodano: 21.07.2013 | Komentarze 3
Na początek lavinka reaktywowała skrzynkęA potem trochę się pokręciliśmy po okolicy
Kategoria mazowieckie





