teczka bikera meteor2017

avatar Miejsce robienia kawy do termosu: Żyrardów. Od 2009 nakręciłem 114418.80 km z czego 16645.15 wertepami i wyszła mi mordercza średnia 16.99 km/h
meteor2017 bs-profil

baton rowerowy bikestats.pl

Czerstwe batony

2024 2023 2022 2021 2020 2019 2018 2017 2016 2015 2014 2013 2012 2011 2010 2009
Profile for meteor2017

Pocztówki zza miedzy

Znajomi bikestatsowi

Jakieś tam wykresy

Wykres roczny blog rowerowy meteor2017.bikestats.pl

Kalendarium

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2024

Dystans całkowity:945.30 km (w terenie 189.30 km; 20.03%)
Czas w ruchu:50:32
Średnia prędkość:18.71 km/h
Liczba aktywności:22
Średnio na aktywność:42.97 km i 2h 17m
Więcej statystyk
  • dystans 44.40 km
  • 14.00 km terenu
  • czas 02:23
  • średnio 18.63 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Podgrzybkowe Dożynki i Ostatni Kozak

Piątek, 18 października 2024 · dodano: 08.12.2024 | Komentarze 3

Grzybstats:
- 109 podgrzybków
- 7 czubajek
- 1 kozak

Wrzosy kwitły już wcześniej, ale i w drugiej połowie października dało się znaleźć pojedyncze krzaczki w kwiatach.



Z rana przymrozek



A potem całkiem słonecznie i jesiennie



Gdy robiłem to zdjęcie, myślałem że będzie to jedyne zdjęcie z fauną... no może nie bezpośrednio z nią. Ale zaraz potem trafił się...



Przód padalca





Środek padalca



Koniec padalca



Padalec prawie w całości



Wężykiem, wężykiem



Jeszcze motylek się trafił




A jeśli chodzi o grzyby, to pojechałem znowu na miejscówkę, z której pochodziły niemal wszystkie zebrane do tej pory podgrzybki. Jednak teraz już wyraźnie mniej, poza tym widać że miejsce jest regularnie przeczesywane, bo w większości było to młode grzybki.




Myślałem, że nie dobiję nawet do 50, ale kontrolnie zerknąłem w rejon z gęstszym runem (trawy, jagodziny) i okazało się, że tam jest trochę podgrzybków, takich co już trochę podrosły... ale widać że wyrosły w miarę niedawno, bo nie było starych kapci.

Tutaj przebiłem setkę, a że grzybki większe niż zazwyczaj, to objętościowo całkiem, całkiem. Jednak ten rejon wyzbierałem, małych grzybów coraz mniej, więc nie wiem czy jeszcze coś, poza symboliczną liczbą tu uzbieram (znaczy teraz już wiem, ale nie powiem).




Poza tym na domieszkę zebrałem czubajek



Trafił się też mały siedzuń sosnowy. Parę razy próbowałem siedzunia i prawdę mówiąc, jego smak nie za bardzo mi podchodzi. Zostawiłem go więc, z myślą że jak podrośnie i nie będzie w następnym tygodniu za bardzo grzybów, to może się skusze i spróbuję coś z niego upichcić. Ale nic z tego, bardziej już nie urósł, tylko zaczął obsychać.



Lakówki, zapewne jadalne, o ile dobrze zidentyfikowałem.



Olszówki, zapewne trujące, jeśli dobrze zidentyfikowałem, bo może to coś podnego do olszówek.



Jeszcze w drodze powrotnej trafiłem na kozaka. Nie wiedziałem, czy to już rzeczywiście Ostatni Kozak, ale na wyrost dałem taki tytuł, bo ostatnio nie znajdowałem już kozaków. Czy rzeczywiście ostatni? Teraz powinienem to wiedzieć, ale nie pamiętam, się wkrótce okaże.





  • dystans 49.30 km
  • 17.00 km terenu
  • czas 02:35
  • średnio 19.08 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Złotojesienny mix grzybów

Czwartek, 17 października 2024 · dodano: 07.12.2024 | Komentarze 4

Grzybstats:
- 10 purchawek chropowatych
- 31 podgrzybków brunatnych
- 4 zajączki (podgrzybki)
- 1 zajączek (suchogrzybek)
- 5 kań
- 5 czubajek (muchomor rdzawobrązowy)

Ładna pogoda, temperatura nie za wysoka i nie za niska, kolory coraz bardziej jesienne, można więc cieszyć się spacerem po lesie przy okazji grzybobrania.




Tym razem pojechałem w rejon lasu, gdzie nie spotykałem w tym sezonie żadnych ludzi (choć widywałem tu ślady bytności grzybiarzy). No cóż, grzybów też tu dużo w tym roku nie ma (choć bywają lata, gdy ten rejon potrafi obrodzić), można było znaleźć różnorodne, ale trzeba było się nachodzić.

A to inny powód bezludności okolicy, w środku sezonu nie dało się tu dojechać... to nie blokada bikestatsowa, las sam ją zrobił, niestety kilka tygodni później została usunięta.



Jak dojechałem na miejsce, zostałem powitany złotym dywanem i mogłem zacząć grzybobranie



Zacząłem od muchomora cytrynowego... czyli póki co, jeszcze tylko fotogrzybobranie.



A tak na marginesie, dawno dawno tego... znaczy nie aż tak bardzo dawno, nie w czasach dinozaurów, w epoce kamienia łupanego, czy w głębokim średniowieczu. Dawno, znaczy kiedy byłem dzieckiem. Otóż wtedy opinia o grzybach była taka, że są mało wartościowym produktem spożywczym, do tego ciężkostrawne i ich jedyną wartością są walory smakowe.

Ja się tym nie przejmowałem i grzyby zbierałem i co? Po latach okazało się, że miałem rację. Kilka, może kilkanaście lat temu, ze zdziwieniem zauważyłem, że opinia o grzybach zrobiła zwrot o 180 stopni. Dziś uważa się, że grzyby są dobrym źródłem białka, błonnika (kiedyś uważany za zbędne substancje balastowe), witamin, składników mineralnych, a do tego niskokaloryczne i jeszcze mają różne substancje o działaniu przeciwzapalnym, przeciwnowotworowym, antyoksydacyjne, immunostymulujące itp. itd. etc.

Generalnie, takie postrzeganie grzybów przebiło się już do powszechnej opinii, przynajmniej na stronach z przepisami doceniają ich wartość. Ale czasem jeszcze pokutują stare opinie o grzybach, ot akurat szukałem jakiegoś przepisu i trafiłem na taki tekst:
"Ich wartość odżywcza jest bardzo mała i są ciężko strawne. Największymi walorami grzybów jest ich smak i aromat. "

Ale to już rzadkość, ot dla przykładu, na następnej stronie którą kliknąłem, przeczytać można było coś takiego:
"Wbrew wciąż powielanym opiniom grzyby jadalne to produkty wartościowe, a wręcz superprodukty."


Każdy grzyb ma nieco inne składniki, toteż taki mix grzybów, jak w dzisiejszym grzybstatsie, to nie tylko mieszanka wzbogacająca walory smakowe potrawy, ale także różnych składników odżywczych. Jeśli tak na to spojrzeć, to okazuje się że warto zbierać grzyby domieszkowe. Dzień wcześniej nazbierałem głównie podgrzybków, a teraz trochę domieszek dla urozmaicenia.

Ot taki zajączek, suchogrzybek konkretnie. Nie dosyć, że grzyb mały, to jeszcze często robaczywy lub zapleśniały. Latem to w ogóle nie ma co się po niego schylać, ale nawet jesienią znaczna część nie nadaje się do zbioru. Mimo, że znalazłem kilka, to tylko jeden trafił do koszyka.



Lepiej jest z podgrzybkiem zajączkiem, te częściej nadają się do zbioru.




Muchomor rdzawobrązowy, czyli tzw. czubajkę też zbieram jako domieszkę, ale także żeby podtrzymać rodzinną tradycję zbierania muchomorów. Kiedyś, bywało że stanowiły one główną część zbioru, ale teraz złapię kilka dla urozmaicenia... takich rozwiniętych nie, bo kapelusze są bardzo łamliwe, tylko takie nierozwinięte łepki.



Tutaj tylko 10 podgrzybków, ale za to okazałych.



No i kanie, ale te nie do wspólnego gara, tylko na osobne danie. Choć czasem, gdy mam ich za mało, to też je wymieszam z pozostałymi grzybami



Było trochę ładnych purchawek, to się skusiłem.




Często spotykam tu gąski, ale ich nie zbieram. Tym razem postanowiłem dokładniej je zidentyfikować. I co? Okazało się, że słusznie robiłem, bo to trująca gąska siarkowa.





Maślanka ceglasta



Zastanawiałem się, czy to koralówka, czy świecznik. Ale jak się przyjrzałem, to wygląda mi na świecznik rozgałęziony.



Bardzo możliwe, że lejkówka szarawa



Muchomor, niewykluczone że czerwieniejący



I inne





Jako, że w drodze powrotem musiałem się liczyć z silnym mordewindem, to przejechałem przez las, by dalej wyjechać na teren otwarty, przy okazji zerknąłem na kilka miejscówek podgrzybkowych. Coś tam było, ale bez rewelacji... jednak ze 20 grzybków padło.



Podgrzybek w doborowym towarzystwie. W tle majaczy lisówka pomarańczowa, a obok... jakieś grzybówki?




Żeby nie było,że same grzyby, to na koniec żuczek i kwiatek.






  • dystans 44.80 km
  • 14.00 km terenu
  • czas 02:22
  • średnio 18.93 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Mleko, maślanka, śmietana

Środa, 16 października 2024 · dodano: 06.12.2024 | Komentarze 4

Grzybstats:
- 153 podgrzybki
- 2 czubajki

Tym razem start we mgle, klimatycznie było.




W nocy był przymrozek, rano też było dosyć zimno. Co prawda miałem na rękach pełne rękawiczki, ale jesienne i żałowałem, że nie włożyłem zimowych.





A gdy dojechałem do lasu, to tak wyglądałem.




Mleko było na pierwszych zdjęciach.

A Maślanka? O, ten grzybek - maślanka wiązkowa, lepiej go nie pić, bo trujący.



Śmietana? Tak, w zupie.



Znów na podgrzybki, miejscówka ta sama co wcześniej, grzyby nadal są, ale wyraźnie mnie - tym razem udało się uzbierać 125. W drugiej miejscówce, na którą liczyłem że wreszcie pojawią się masowo podgrzybki, nieco zawiodła - grzybów znalazłem prawie dwa razy mniej niż poprzedni, bo 24. W innych miejscówkach w ogóle słabizna, w jednej znalazłem tylko 4 grzybki, poza tym pusto.







Dla urozmaicenia dorzuciłem dwie czubajki, znaczy muchomory rdzawobrązowe, a konkretnie takie łepki, bo rozwinięte kapelusze strasznie się łamią i potem wszystko jest w kawałkach czubajek.



Grzyba tego znałem pod lokalną nazwą zwyczajową "czubajka" (dla odmiany, na czubajki kanie mówiło się po prostu "kania"), na próżno jednak szukałem tego grzyba w atlasach... później okazało się, że nic dziwnego że go tam nie znalazłem, bo go tam nie było. Kiedyś był traktowany jako jednak z odmian barwnych muchomora mglejarki. Później zmieniono nazwę z mglejarki na muchomor szarawy i wydzielono z niego kilka osobnych gatunków, min. właśnie muchomora rdzawobrązowego, który pod tą nazwą występuje od 1992 roku (choć pewnie trochę czasu jeszcze minęło nim trafił do atlasów).



A muchomor mglejarka... znaczy szarawy, jak wygląda? Ano tak samo, tylko że nie jest brązowy, a szary. I nie wiem, czy kiedykolwiek na niego trafiłem. Oto najbardziej podobny grzybek, jaki znalazłem... dosyćpodobny do mglejarki, znaczy m. szarawego, ale nie dosyć że ma bardzo słabo karbowany brzeg (prawie wcale, w zasadzie tylko ślad karbowania), to jeszcze ma pierścień na trzonie.



Młodszy egzemplarz, nawet nie wiem czy ten sam gatunek co powyżej. utaj w ogóle brak karbowania (ważna cecha mglejarki i pochodnych) o też jest pierścień.



O, a ten jest szary, karbowany... ale za mały na mglejarkę.



A tu też jest karbowany brzeg, rozmiar się zgadza, ale kolor już nie... no i wychodzi na to, że jest to grzybówka różowa, grzyb trujący.




A w międzyczasie rozpogodziło się i zrobiło słonecznie.




Chyba któraś lakówka, czyli zapewne grzyb jadalny.




Dzieżka pomarańczowa, która jest grzybem jadalnym



Lisówka, również pomarańczowa, ale niejadalna



O, takie coś wyskoczyło z pniaka



Grzybek z pikielhaubą



Choć z wiekiem zmienia z wypukłej na wklęsłą.





  • dystans 16.00 km
  • 0.50 km terenu
  • czas 00:53
  • średnio 18.11 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

po mieście

Wtorek, 15 października 2024 · dodano: 08.12.2024 | Komentarze 0



  • dystans 45.25 km
  • 1.00 km terenu
  • czas 02:23
  • średnio 18.99 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Rundka biblioteczna z wichurką

Poniedziałek, 14 października 2024 · dodano: 06.12.2024 | Komentarze 2

W tamtą stronę z wiatrem, a z powrotem pod wiatr. Wracając wybrałem wariant trasy nieco bardziej osłonięty przed podmuchami, ale największego wygwizdowa nie mam sensownie jak objechać, więc musiałem z nim powalczyć.

Kup pan dynię.





Tradycyjny stopik na kładce nad Pisią Tuczną. Kładka od ładnych paru lat jest nowa, przy okazji niestety zlikwidowali przyjemny bród, gdzie przyjemnie było latem wejść pomoczyć stopy. Teraz brzeg stromy, choć betonowe płyty na szczęście już zarosły, ale właśnie nie ma już piaseczku, tył muł i krzaki.

A ostatnio przybyła bobrza tama.



Głóg i trzmielina owocują nad Pisią.




Może nie pojechałem na grzyby, ale jakieś grzyby się trafiły... aczkolwiek nie wpadły do koszyka, tylko pod obiektyw. Muchomorów czerwonych w tym roku było wyjątkowo dużo.



Kolorki wykorzystane zostały do powyższych grzybków, to na tego już nie starczyło.



Przelazd przez las międzyborowski i kolejny tradycyjny stopik. Grzybki też były.



Tu też muchomor (cytrynowy), ale dla niego też już nie starczyło kolorów.



To pewnie też, bo rósł obok, ale może też być inny gatunek muchomora. Cytrynowe zdarzają się bez kropek, ale trudniej je odróżnić od innych, podobnych muchomorów.



O, nawet podgrzybek się trafił.



Taki grzybek podobny do olszówki, ale wydaje mi się, że to jednak nie olsżówka.





  • dystans 47.30 km
  • 16.20 km terenu
  • czas 02:29
  • średnio 19.05 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Zdążyć przed weekendem

Piątek, 11 października 2024 · dodano: 05.12.2024 | Komentarze 3

Grzybstats:
- 330 podgrzybków
- 1 prawdziwek
- 1 zajączek
- 1 surojadka
- 6 kań

W tygodniu dużo ludzi w lesie i nie wyobrażam sobie co się dzieje w weekend, dlatego weekendowe wizyty w lesie sobie odpuściłem (zresztą kiedyś te grzyby trzeba ugotować). Rozmawiałem ze starszą panią (była z rowerem), która była w poprzedni weekend w lesie i potwierdziła że dużo ludzi.

A poza tym, tutaj staruszka na grzyby jeździ rowerem, a dużo młodsi najchętniej to by blachosmrodem pod samego grzyba podjechali... i tutaj poniżej mokry sen samochodziarza, bo prawdziwek którego zebrałem w czasie jazdy. Może nie bez zsiadania z roweru (choć tak też się zdarza), bo musiałem kilka kroków od dróżki odejść. I oto wyższość roweru nad samochodem - da się zbierać grzyby podczas jazdy rowerem, czasem nawet prosto z roweru, a często coś tam kątem oka wypatrzę. Natomiast z puszki jest to niemożliwe.




Z rana było trochę mokro, ale potem zrobiło się suszej, co widać choćby po fotkach podgrzybków.



Podjechałem znów w tę samą miejscówkę. W sumie to niesamowite, że codziennie chyba jest ona czesana przez kilka osób, w weekend nie wiadomo jakie watahy tam docierają, ja jeżdżę dwa razy w tygodniu i do tej pory już ponad 1000 podgrzybków tu uzbierałem, a grzyby nadal można znaleźć. Tym razem prawie 300 się udało zebrać, nadal głównie maluchy, ale też więcej średniaczków niż poprzednio, za do dużych praktycznie nie ma... widać że miejscówka regularnie czesana.





- Panie, kapelusz się panu podwinął.



W towarzystwie z olszówką.



- Te, nie pchaj się tak na mnie, rośnij w drugą stronę.



Podgrzybek w borówkach, to prawie jak nazwa gotowego dania.



Jeszcze zajrzałem do drugiej miejscówki, w której ostatnio znalazłem kilka grzybów. Tym razem udało się znaleźć 45 sztuk, ale w większości nadal tam pusto, zanim wreszcie trafiłem na rejon z podgrzybkami, to się nachodziłem z mizernym skutkiem i znów by się kilkoma skończyło gdybym szybciej odpuścił.



Z innych grzybków były czubajki, znaczy muchomory rdzawobrązowe.



Gołąbek-surojadka, ale to nie ta którą zebrałem.



A poza tym coraz bardziej jesiennie.






Następnie znów się przemieściłem w inny rejon lasu, by poszukać innych grzybów.

Po drodze czernidłak kołpakowaty, ale chyba już się nie nadaje do zbioru, bo u dołu widać, że czernieje.



Symboliczny zajączek się trafił.



Oraz kilka kań.




Zajrzałem do opieniek, które widziałem cztery dni wcześniej, by zobaczyć jak wyrosły... no wyrosły. No i nikt nie zebrał, znaczy  w tygodniu nikt tu nie dotarł.

Porównanie pniaka w poniedziałek i piątek.




Ale wracając do piątkowych opieniek.




Odwiedziłem też miejsce, gdzie poprzednio dopiero wychodziły z ziemi tajemnicze, żółte grzyby. Tym razem udało mi się zidentyfikować, jest to prawdopodobnie zasłonak zawoalowany, czyli grzyb jadalny.




Taki cuś



Mleczaj chrząstka, uznawany u nas za niejadalny z powodu ostrego, piekącego smaku, jednak w niektórych regionach bywa jadany, trzeba go kilkukrotnie obgotować z odlewaniem wody, ale i tak jest ponoć łykowaty i niezbyt smaczny.



Muchomor cytrynowym z nóżką na koturnie.



Na koniec trafił się jeszcze taki borowik... szkoda, że kompletnie robaczywy.





  • dystans 21.10 km
  • 0.50 km terenu
  • czas 01:12
  • średnio 17.58 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

po mieście

Środa, 9 października 2024 · dodano: 06.12.2024 | Komentarze 0



  • dystans 45.10 km
  • 14.00 km terenu
  • czas 02:25
  • średnio 18.66 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Podgrzybkobranie na trzy termosy

Wtorek, 8 października 2024 · dodano: 04.12.2024 | Komentarze 2

grzybstats:
- 443 podgrzybki

Jak jechałem to zaczęło mżyć i wzmagało się, ale potem przestało i się rozpogodziło, ociepliło i zaczęło się robić prawie gorąco. Aż żałowałem, że nie mam sandałków i krótkich spodenek na zmianę.

Sezon grzybowy w pełni, o pustym lesie można zapomnieć, nawet w środku tygodnia. Oprócz osób, które zostawią samochody pod lasem, czy na jakimś parkingu leśnym, są tęż blachosmrodziarze, którzy mimo zakazów wjazdu muszą się wpierdzielić w sam środek lasu. Nim dojechałem na docelową miejscówkę, ze trzy takie widziałem. Zdarzają się też blachosmrodziarze do kwadratu, czy sześcianu, wracając zajrzałem na jedną z miejscówek, tam też czasem wbijają się samochodami, ale zwykle zostawiają je przy główniejszej drodze leśnej, ale gdy wyjeżdżałem jeden taki musiał podjechać jeszcze 100-200m w las wjeżdżając w taką już zupełnie boczną, ledwie widoczną dróżkę, która zresztą dalej się kończy...  miałem małą satysfakcję, bo chwilę wcześniej sprawdziłem że miejscówka zupełnie pusta, a był już wieczór i przed zmrokiem mogli nie mieć czasu podjechać do kolejnej.

W ogóle niektórzy to by chyba najchętniej zbierali grzyby nie wysiadając z samochodu, tak jak wędkarze łowią ryby (często siedzą kilka metrów od samochodu, ale raz autentycznie widziałem gościa łowiącego wprost z samochodu). Wymyśliłem nawet biznes "grzybobranie drive-in", otóż ustawia się baloty z grzybnią wzdłuż dróżki i wpuszcza za opłatą blachosmrodziarzy na grzybobranie. Znając życie, to Amerykanie, którzy są przodującą nacją drive-in, pewnie już to wymyślili.



Ale wracając do grzybów, najpierw pojechałem prosto na miejscówkę podgrzybkową, tę co zwykle ostatnio, bo w innych pusto. Ostatnio i tutaj się spotyka ludzi, w ciągu dnia przez miejscówkę przewinęło się kilka osób. No cóż, miałem do wyboru jechać gdzieś, gdzie nie ma ludzi, ale też nie ma grzybów, albo ruszyć tam gdzie są grzyby, ale też i ludzie.

Mimo, że sporo osób tu się kręci, znów udało się dużo uzbierać. Nieco mniej niż poprzednio, nie przebiłem 500 sztuk, ale masowo podobnie. Wracając jeszcze zerknąłem na inne miejscówki, w jednej coś tam się pojawia, znalazłem 7 podgrzybków, pozostałe puste.





Przerwa obiadowa - od lewej: zupa, kawa, herbata.



Zupa ze świeżych podgrzybków. Jak widać, lubię gęste zupy.



Żuczek też w czasie posiłku... ale straszny syf robi na stole.



Ale wracając do grzybobrania - podgrzybki już zupełnie podeschły.





Z jadalnych, to jeszcze czubajki się trafiały, znaczy muchomory rdzawobrązowe.



A z innych grzybków, dla urozmaicenia taki się nawinął pod obiektyw



Ponieważ zrobiło się słonecznie i ciepło, zaczęły latać różne motylki, widziałem cytrynki i rusałki, ale nie udało mi się ich sfocić, zresztą zbyt uporczywie na nie nie czatowałem.

Pojawiły się też gąsienice, trafiła się barczatka malinówka.




A także młoda barczatka dębówka



Gdy wracałem, było już zupełnie bezchmurnie. Jesienniejący jesion.




Rzepak kwitnie, czy inna gorczyca.



I inne kapustowate o białych kwiatach.



A gdy wróciłem, okazało się, że z grzybami zabrał się wtyk amerykański i postanowił dokonać inwazji mojego domu. Zresztą niedawno, pod koniec listopada, jednego takiego musiałem eksmitować z domu, może to ten sam postanowił ponowić próbę inwazji, chyba że jakiś inny zabrał się z lasu, albo jest już populacja na osiedlu.

Jest to gatunek inwazyjny, w Polsce obserwowany od 2007 roku.






  • dystans 47.80 km
  • 13.60 km terenu
  • czas 02:31
  • średnio 18.99 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Krajobraz po weekendzie

Poniedziałek, 7 października 2024 · dodano: 03.12.2024 | Komentarze 4

grzybstats:
- 14 prawdziwków
- 5 kozaków
- 17 kań
- 10 podgrzybków
- 4 kurki
- 4 zajączki (suchogrzybki)
- 2 zajączki (podgrzybki)
- 2 maślaki żółte

Znów pojechałem w rejony koźlarzowo-borowikowe, ale tym razem nie na koniec grzybobrania obładowany podgrzybkami i spiesząc się by skorzystać z resztek dnia, tylko od razu ruszyłem w to miejsce. Miałem więc czas dokładniej obejść okolicę, a nie tylko zerknąć w jedno, czy dwa miejsca. Jak widać po grzybstatsie, efekty były lepsze, choć może nie jakieś rewelacyjne.

Kozaków znalazłem tylko pięć (gdzie te wysypy, gdy po kilkadziesiąt ich znajdywałem w tym miejscu), za to z przygodą. Otóż przy dróżce znalazłem jednego kozaka, zresztą w tym samym miejscu poprzednio znalazłem kilka. Postawiłem rower i chcę wejść w las w poszukiwaniu kolejnych... i zatrzymałem się wpół kroku, żeby nie wdepnąć w wygrzewającą się żmijkę (bardzo słonecznie nie było, ale słońce od czasu do czasu wyjrzało).



O, to jest ten przydrożny kozak.



W krzaki wlazłem więc nieco dalej, patrząc uważnie pod nogi... zresztą i tak bym to robił w poszukiwaniu grzybów. Żmije nie są jakieś chętne do atakowania, ale jakbym na taką nadepnął, to mogłaby się wkurzyć i przestraszyć. Co prawda to już nie lato i miałem na sobie pełne, solidne buty, oraz długie spodnie, ale wolałem nie sprawdzać czy uda jej się przebić przez materiał.

Kilka kozaków jeszcze udało się tam znaleźć.



A jak wychodziłem na drogę, to omal na skraju nie wlazłem w kolejną żmiję.



Zresztą tego dnia miałem szczęście do gadów. Później jak zauważyłem kątem oka jakiegoś grzyba i zatrzymałem się by sprawdzić co to, to roweru omal nie postawiłem na zaskrońcu.



Z ciekawych spotkań jeszcze takie coś. Nie byłem pewien, czy to gąsienica, czy może poczwarka, ale że znalazłem w miejscu gdzie zostawiałem rower, by pieszo pochodzić po okolicy, to gdy wróciłem okazało się, że robal się przemieścił, a zatem gąsienica.




Tak wygląda, gdy się ją przewróci na plecki.



A co z prawdziwkami? Początkowo widziałem tylko ślady po weekendzie, czyli na przykład jakieś skrawki robaczywych ogonków... aczkolwiek też niedużo. Dalej nie widziałem ani śladów zbierania, ani samych grzybów, w końcu z nudów zacząłem zbierać śmieci (zawsze staram się wywieźć jakiegoś śmiecia, albo kilka z lasu, aczkolwiek w czasie grzybobrania jest to co najwyżej jeden czy dwa śmieci wetknięte do kieszeni spodni, żeby mieć wolne ręce). I co? Jakby w nagrodę, dosłownie chwilę później znalazłem dwa prawdziwki, a niedługo potem trafiłem na miejsce gdzie zebrałem ok. 10 z tych 17 borowików.






Trafiły się nawet cztery kurki.



Kilka zajączków, znaczy kilka nierobaczywych.



Dwa maślaki żółte, już ewidentnie po wysypie maślakowym.



Trochę podgrzybków



No i kanie




Opieńki, które poprzednio tu widziałem, zostały zebrane - kolejne ślady weekendu. Ale znalazłem kolejny pieniek opieniek, aczkolwiek nie zbierałem.




Można też było trafić na opieńki wyrastające nie z pnia, lecz ze ściółki. Podobno jednak nie wyrastają one z samej ziemi, ile z gałązek i korzeni.



Innym grzybem, który wyrasta masowo z pni, jest maślanka wiązkowa. Ta jest grzybem trującym.






Inne grzyby wyrastające w podobnych wiązkach.






W tym roku był niesamowity wysyp muchomorów czerwonych, nie wiem czy kiedykolwiek tyle ich widziałem.





A tutaj jakiś grzybek pasożytniczy, wyrastający z resztek tęgoskóra, czy innego grzyba.




A to tajemnicze grzybki, dopiero kiełkujące z ziemi. Ciężko nawet było stwierdzić, czy są blaszkowe czy rurkowe... okazało się, że blaszkowe. Postanowiłem zapamiętać to miejsce i następnym razem sprawdzić je, gdy już podrosną.




  • dystans 47.70 km
  • 20.50 km terenu
  • czas 02:33
  • średnio 18.71 km/h
  • rower Srebrny Rower
  • Jazda na rowerze

Podgrzybki na mokro

Piątek, 4 października 2024 · dodano: 02.12.2024 | Komentarze 3

grzybstats:
- 518 podgrzybków
- 5 kozaków
- 1 surojadka



Tym razem podeszczowo, więc było mokro.




Zmokłe krowy w przymglonym krajobrazie.



Zmokła sosenka.



Zmokłe podgrzybki, jedne bardziej, drugie mniej bo lepiej się schowały, a z czasem robiły się coraz suchsze. Wysyp się rozkręcił, choć cały czas w tej jednej miejscówce, inne nadal puste.







Podgrzybki syjamskie



Podgrzybki czasem lubią wyrastać tuż przy pniu drzewa lub wprost z niego, dotyczy to zarówno żywych sosen, jak i pniaków po ściętych drzewach. Bywa nawet tak, że w tym samym miejscu, w innym okresie pojawiają się podgrzybki przypniakowe, a kiedy indziej wyrastające normalnie ze ściółki.

Tutaj ekstremalne przypadki:




Ta jedna, symboliczna surojadka, znaczy gołąbek.



Zajączek, ale robaczywy



A tego grzybka zidentyfikowałem jako łuskwiak zmienny,  jadalny ale nie zbierałem, w przypadku grzybów blaszkowych muszę mieć 300% pewności (a dla rurkowych tylko 200%), zresztą to było tylko kilka małych kapeluszy, a jakimś rarytasem, to on nie jest.




Inne małe grzybki




I taki cuś



Lisówka pomarańczowa, ta kępka młodych lisówek bardzo ładnie się prezentowała.




A to śluzowiec - gładysz kruchy




Następnie pojechałem poszukać kozaków i prawdziwków, podobnie jak poprzednio. Miałem zamiar przejechać obok pieńków opieniek, zobaczyć jak wyrosły, ale ostatecznie wybrałem inną trasę, krótszą i mniej wertepiastą.  Ale i tak trafiłem na opieńki, które już się rozwinęły.



Prawdziwków tym razem nie znalazłem w ogóle, ale dla odmiany wpadło pięć kozaków.




Tutaj też trafiłem na kilka kępek młodych opieniek, ale niewiele więcej jak na zdjęciach, więc nie zbierałem, zresztą i tak byłem załadowany podgrzybkami na sztywno, a jeszcze trzeba je potem obrobić.




Z nieco podobnych do opieniek grzybów, głównie przez fakt że wyrastają wiązkami z pniaków, znalazłem na przykład maślankę ceglastą. Podobna jest częściej występująca, tyle że bardziej żółtawa maślanka wiązkowa.




Trafiłem też na takiego. Niewykluczone, że jest to młoda maślanka łagodna, ale głowy nie dam. Jeśli tak, to jest ona jadalna, w odróżnieniu od dwóch wymienionych powyżej maślanek.